Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Uroboros

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Uroboros

Postautor: major sedes » śr 30 paź 2013, 15:50

„Uroboros”


Seans będzie zbyt długi. Ale nie będzie nużący. Ego nie trawi zbyt dużej ilości treści. Być może zdarzą się dominanty w tym jeden na pewno, końcowy. Nie skończy się tragedią, krwią i potem. Może w ogóle się nie skończy, a może symbol szaleństwa rozświetli koniec i początek.

Siedziałem sam przy biurku z laptopem, co chwila spoglądając za okno i na złoty pierścień w formie węża pożerającego swój własny ogon. Wystukałem cztery wersy tekstu- inspiracji, która miała poprowadzić mnie w dalszej pracy. Motyw przewodni krótkich październikowych dni
Pokoik trzy na cztery z jednym oknem dziwnie pachniał. Pachniał zapewne historiami i rejestrował je w swojej martwej przestrzeni. Pewnego wieczoru drzwi się otworzyły. Zza skrzydła drzwi w półmroku weszła zgrabna blondynka.
Musiała być po kąpieli gdyż szlafrok i włosy rozprzestrzeniły aromat momentalnie po tych dwunastu metrach kwadratowych.
Dała trzy spokojne kroki i podeszła do krzesła na którym siedziałem.
W zasadzie powinienem był być poruszony, wzdrygnąć się z podniecenia i ekscytacji, przecież ta zgrabna panienka wiedziała gdzie i po co wchodzi. Ja natomiast nie wiedziałem nic jednak ręce chętnie złapały za pas szlafroka i pociągnęły za niego.
- Czy to nie ty powinieneś się rozbierać? – zapytała całkiem pewnie dziewczyna.
Po chwili pchnięcia były tak silne, ze żeby nie uderzać głową o wezgłowie łóżka zapierała się rękami po czym jej nastoletnie ciało znużone tą gimnastyką skromnie skuliło się na boku. Nie ubrała się. Palce chciwe dziwnej tajemnicy dotknęły jej krocza. Poczuła dotyk.
- Będziesz ze mną spał? – zapytała wymownie, jakby to miało być coś ponadto.
Zasnęła nago, nie myśląc o niczym a może o wszystkim. Zresztą ważniejsze jest to coś, gdy wszystko znaczy tyle, co nic.
Nie będę z tobą spał maleńka, pomyślałem w duchu. Wstałem z łóżka, spojrzałem na latarnie za oknem a do pokoju wchodziło światło tej najbliższej, bezwstydne i konkretne, uliczne i chamskie, lekko żółtawe. Wyszedłem.
Drzwi zamknąłem jednak delikatnie z sercem. Zaskrzypiały, rozdzierając jaskrawo świat z sąsiadującym pokojem.

W salonie, przy małym marmurowym stoliku a pod kryształowym żyrandolem dwoje młodych mężczyzn rozmawiało szeptem. Kryształki żyrandola odbijały tysiące małych punkcików światła jak świecąca kula w dyskotece.
Usiadłem na skórzanym fotelu przez chwile patrząc w marmurowe wzory stołu.
- Chcemy zrobić seans. – odezwał się pierwszy z młodzieńców. Widać dogadali się co do seansu gdy przebywałem z dziewczyną i mówił już głośno.
- Seans, a co będziemy oglądać? – zapytałem.
- Mamy kasetę z „ Underground” Kusturicy, a ty jesteś potrzebny jako opiekun.
- Opiekun? – zapytałem zdziwiony, rozmowa zapowiadała coś niezwykłego.
- Widzisz, miałem w spodniach listek LSD i moja matka wyprała mi spodnie razem z tym kwasem. Chcemy zobaczyć, no wiesz, czy ma moc jeszcze, he he.- powiedział rozbawiony swoim żartem.
- No, nie widzę przeciwwskazań, znamy się przecież. Jednak kiepska ze mnie akuszerka za to Kusturicę lubię.
- No to spoko, włączam film.

Chłopak wziął kasetę i przeszliśmy do pokoju gdzie stało wideo. Jego towarzysz ruszył za nami jak lokaj. Między salonem a pokojem seansowym nie było drzwi. Rozsiedliśmy się wygodnie. Film rozpoczął się widokiem kąpiącej się kobiety z różą w tyłku. Tymczasem chłopaki połknęli swojego kwasa podzielonego na pół. Po godzinie jakoś dziwnie zmęczeni wrócili do salonu. Film trzymał bezlitośnie w napięciu do końca. Trzy godziny pięknego filmu kończyły się momentem, w którym grupa bohaterów odpływa na kawałku ziemi-kry w niezmierzoną przygodę. Wciąż trwającą wojenną balangę. Ciężkość tematu filmu zostaje urwana przez odpływającą krę. Czuć było jakby w sercu oderwał się ciężar przeżyć i powędrował gdzieś wysoko, daleko, wbrew grawitacji. Prawdziwa uczta z końcem polegającym na odciążeniu widza i uskrzydleniu go przez zastosowanie kompozycji otwartej. Ponadto bohaterowie podzieleni na dwa obozy żyją w dwóch światach i dla każdego ze światów istnieje odrębny iluzoryczny czas. Ich życie toczy się po okręgu. Jak pies goniący swój ogon.

Seans był zbyt długi. Tymczasem chłopaki po swojej uczcie byli nazbyt cisi.
Wszedłem do salonu, w którym pachniało moczem. Na ścianach widniały świeżo namalowane złotym sprejem dziwne znaki: krzyże, oka opatrzności w trójkącie, swastyki, wizerunek węża połykającego własny ogon, symbole czakry trzeciego oka. Jeden z kompanów leżał przykryty zaszczanym kocem, drugiego nie było. Dostrzegł mnie i zaczął mamrotać. Wstał całkiem nagi i podszedł do mnie. Odwróciłem głowę i nie było nic co mógłbym mu powiedzieć. Wybiegłem do przedpokoju mijając swój pokój gdzie spała dziewczyna a potem zajrzałem do kuchni. Towarzysz tego pierwszego leżał oparty o zlew. Jego niewyraźny wzrok spotkał się z moimi oczyma.
- Co się stało? – zapytałem.
- Czemu pytasz, czemu taki dobry jesteś? – też zapytał.
- Co się stało z nim? Leży i robi pod siebie!
- Siadł mu system nerwowy. Musimy Cię przeprosić. Ten kwas nie był jednak całkiem wyprany, Zostało w nim to co najważniejsze hehe. – powiedział z rechotem w mowie.
- Jedno co zostało to modelowa psychoza. – powiedziałem. - Należałoby wezwać pogotowie a pogotowie wezwałoby policję i zabrać go do szpitala. Ale nie możemy tego zrobić.
- Absolutnie.
- No wiem właśnie.
- Nie wiem co teraz z nami będzie. Liczę że sam dojdzie do siebie.- powiedział poruszając tylko ustami. Podczas gdy ciało miał sztywne jak drewno.
- Będzie dobrze. – powiedziałem.

Ich seans kończył się marnie i nie wiedziałem zupełnie na czym polegał ale sadząc po stanie jednego z lokatorów i tematyce wymalowanych ścian był to trans fizjologiczno-mistyczny. Musiałem się przewietrzyć i przetrawić trudną sytuację więc zdjąłem kurtkę z wieszaka, nałożyłem sprawnie jak zawsze z nieopisanym wdziękiem i wyszedłem z mieszkania. W kieszeni kurtki była czapka, bez której nigdy nie wychodzę na dwór. Nałożyłem i czapkę. Był późny wieczór. Światła lamp samochodów, latarni i witryn sklepowych w październiku powodują, że chce się być sam i krążyć po mieście bez celu. Październik to już jesień na całego. Drzewa złocieją i rdzewieją, nocą nie ma więcej niż siedem stopni. Iść na cmentarz w taką porę, na którym nie ma się nikogo bliskiego to zadawać sobie ból samotności jak masochista. Na cmentarzu przyglądałem się dłuższą chwilę jednemu z pomników. Widać ktoś zaczął ryć dłutem w marmurze motto.
Musiałem pobyć sam i poczekać aż sprawy same się ułożą. Chłopaki wyzdrowieją, dziewczyna się obudzi. Muszę rozkminić kto jest kto i o co w tym wszystkim chodzi. Może mieszkanie jest fikcyjne, cztery pokoje, cztery osoby, kuchnia i łazienka. Seansowy to pokój pierwszego a salon to tez noclegownia drugiego „gościa”. Nie znam nawet ich imion. Może i oni są fikcyjni. Tylko kto jest w czwartym pokoju? Aha – zreflektowałem się -w czwartym mieszkam ja i teraz jest pusty, bo jestem na spacerze. Muszę tam wrócić czem prędzej. Robi się nieznośnie zimno i będzie padać. Włóczę się już dwie godziny.

Szybkim krokiem wróciłem do mieszkania jakbym zostawił tam samego siebie i zapomniał o tym. Przy wejściu nie rozbierałem się. Szybko otworzyłem drzwi swojego pokoju i w całkowitej ciemności na biurku leżał i świecił laptop, a obok niego pierścień z wężem pożerającym swój ogon. Dziewczyny nie było. Podszedłem bliżej do biurka, nałożyłem pierścień i na ekranie przeczytałem: Seans będzie zbyt długi. Ale nie będzie nużący. Ego nie trawi zbyt dużej ilości treści. Być może zdarzą się dominanty w tym jeden na pewno, końcowy. Nie skończy się tragedią, krwią i potem. Może w ogóle się nie skończy, a może symbol szaleństwa rozświetli koniec i początek...

Wyskoczyłem z pokoju jak poparzony. Ten tekst napisałem przed obejrzeniem filmu, którego wcześniej nie widziałem. Pasował. Brzmiał jak tajna maksyma procesu twórczego. W salonie siedzieli w pełnym blasku: dwóch młodych mężczyzn i młoda kobieta blondynka czyli po prostu oni. Palili papierosy gadając o filmie „Underground”. Cała trójka była jednego zdania, że to wybitne dzieło sztuki, które jest natchnione talentem reżysera i scenarzysty.
- Wiem już, o co chodzi! – powiedziałem do nich, a oni nagle zamilkli.
- O co? – zapytała rozkosznie dziewczyna.
- Ja także wziąłem LSD, a wy siedzieliście i patrzyliście jak ganiam z pokoju do pokoju.
- My też wzięliśmy kolego- oznajmił pierwszy
- Ale to mnie przytrafiło się fatum. Teraz nie umiem niczego skończyć. To przez ten pierścień. Zacząłem coś pisać i się dławię.
- To nie kończ – wydukał drugi. - Symbole na ścianie to moja robota. Tylko, że my znaliśmy ten film, dlatego po godzinie przestaliśmy oglądać. Dławisz się jak wąż ogonem?
- To jest jak perpetum mobile, samonapędzająca się maszyna. Bez początku i bez końca. Fatum. Jak zatruty kwiat hiperaktywności. Generator przestrzeni i postaci. Nie wiem już sam czy dosięgnę was i czy dosięgnę siebie. Coś jakby odlot i brak uziemienia.
- Nie przejmuj się, dosięgniesz – powiedziała dziewczyna. – Daj mi swój pierścień, teraz ja go ponoszę. – chwyciła za pierścień i nasunęła na palec.
- Odpowiedz sobie na jedno pytanie: Czy wąż ma ogon? – powiedział pierwszy.
- Wyłącznie ogon – odparłem. Czas zatacza kręgi a kręgi robią się coraz mniejsze. Wąż zakleszczy się gdy połknie ogon tuż przy główce i to będzie koniec. Błąd logiczny. Ale on będzie pożerał i trawił czas w nieskończoność. Ten pierścień jest opętany, wąż jest opętany samym sobą.

Koncentryczne kręgi czasu są jak fale na wodzie po wrzuceniu kamienia. Rozchodzą się w swoim czasie. To znaczy że każdy ma swój czas na swoim grzbiecie okręgu fali aż tafla wody rozprostuje się i uspokoi.
Wystarczy, że będę się odzywał – pomyślałem. Będę w kontakcie to nie grozi mi nic złego, żadne szaleństwo. Przyjdzie sen i rozwiąże problemy. Przyśni mi się dzieciństwo i wszystkie jego motywy. Nieświadomość rozprawi się z teraźniejszością. Będę śnił o słońcu, o jeziorach i łąkach, o kwiatach i dziewczynach. Nic mi nie będzie. Dam radę. Nawet gdybym miał żyć bez końca, w wiecznej teraźniejszości, jakoś będzie. Nawet gdybym odczytywał interwały z ekranu laptopa, opowieść będzie się ciągnąć, czyli rozwijać, a to pozytywnie.
Zostawiłem towarzystwo siedzące beze mnie jak bez głowy i ręki. I wróciłem do mego pustego pokoju. Na ekranie laptopa przeczytałem interwał: Seans będzie zbyt długi. Ale nie będzie nużący. Ego nie trawi zbyt dużej ilości treści. Być może zdarzą się dominanty w tym jeden na pewno, końcowy. Nie skończy się tragedią, krwią i potem. Może w ogóle się nie skończy, a może symbol szaleństwa rozświetli koniec i początek....

Położyłem się na łóżku i jak mi się zdawało przez taflę czasu odpłynęły koncentryczne kręgi wydarzeń. Nie byłem pewny co do jednego; czy zeszłego wieczoru wziąłem kwasa? Latarnia oświetlała pokoik, było cicho, drzwi szczelnie domknięte, laptop świecił. Zadzwonił telefon. Na wyświetlaczu widniał nieznany numer.
- Halo? – odezwałem się pierwszy. Usłyszałem znajomy głos w słuchawce.
- To ja, witaj – powiedziała dziewczyna. – Chcesz wiedzieć gdzie jestem?
- Jak najbardziej chcę – musiałem umiejscowić postacie w czasie.
- Na cmentarzu,
- Na cmentarzach jest smutno i ponuro, co tam ciekawego tak w ogóle? – zapytałem niepewny swego zdania.
- A stoję właśnie przy jednym z nagrobków, jest na nim wyryte motto, bardzo ciekawe zresztą, słuchaj: Seans będzie zbyt długi. Ale nie będzie nużący. Ego nie trawi zbyt dużej ilości treści. Być może zdarzą się dominanty w tym jeden na pewno, końcowy. Nie skończy się tragedią, krwią i potem. Może w ogóle się nie skończy, a może symbol szaleństwa rozświetli koniec i początek....
- Co? Ktoś chciał mieć ten tekst na wieczność! – wykrzyknąłem do słuchawki. – A masz jeszcze ten pierścień?
- Mam.
- To go wyrzuć, bo są przez niego same przedziwne sytuacje.

A jeśli to mój grób? Jeśli ja tam leżę i piszę z zaświatów? To chyba znaczy, że przez LSD przeskoczyłem na okrąg fali czasu innego wydarzenia. Udało mi się zrozumieć film zanim go obejrzałem. Wiec może mam dostęp do przejść miedzy kręgami czasu i odbieram przekazy zza grobu.- snułem w myślach wywody, tajemnica czasu pociągała mnie jak tonący w wodzie pierścień, który dotyka mulistego dna i osiada na swoim otchłannym końcu.

Dziewczyna zdjęła pierścień z palca i upuściła do kałuży przy nagrobku z mottem. Kilka koncentrycznych malutkich fal wzburzyło taflę kałuży. Złoty wąż pożerający własny ogon został zatopiony. Węzłowisko błędu logicznego rozprostowało swe zapętlenia. Czas na powrót stał się liniowy i upływał tak samo jak każdemu, choćby i w grobie. Nawet samemu nieboszczykowi. Telefon stracił zasięg. Laptop wyłączył się. Latarnie za oknem zgasły. Ciemność i cisza ogarnęły pokój. Urwał się wątek lecz nie spałem.

Tylko ona wślizgiwała się do tego pokoju, wiec spodziewałem się, gdy przez powiększającą się szparę w drzwiach wchodziło światło z zapalonej lampy z przedpokoju właśnie jej.
Zrzuciła szlafrok na podłogę jednym wdzięcznym pociągnięciem.
- To nie jest nasz pierwszy raz, prawda? – zapytałem retorycznie.
- Nie, a życzysz sobie czegoś.?
- Usiądź na mnie, czuję tylko twój zapach i dotykam skóry, chce też poczuć twój ciężar - usiadła wyraźnie podniecona. Była raczej jak oślizgły wilgotny wąż, któremu świeciły oczy w ciemności, wiła się unosząc cały tors lekko do góry i na dół, co rusz podnosząc i opuszczając głowę, a ręce opierała na udach. Spleceni jak dwa spocone węże działaliśmy aż strumienie esencji przenikną oba ciała.
- Teraz położę się na twoich plecach - zaproponowała i ułożyliśmy się jeden nad drugim. Zapadałem się w sobie pod jej naciskiem a ciemność pokoju rozszerzyła się i zgęstniała.
- To właśnie lubię, słodką grawitację zwiększoną o twój ciężar.- powiedziałem.- Ponoć grawitacja nas nie kocha, bo ściąga w dół do ziemi, ale dla mnie jest słodka.
- Wiesz, eros i śmierć to przeciwstawne popędy oddalone od siebie jak dwa magnetyczne bieguny.- wyszeptała.
- Wiem, to nie idzie w parze. Tylko węże są tak paradoksalnie dualne, że śmiertelny jad okazuje się czasem lekarstwem.
- My możemy pójść w parze, jutro, na cmentarz. Pokażę ci jeden pomnik.
- Ten z mottem? – zapytałem niemal pewny.
- Tak, ten, przy którym wyrzuciłam pierścień.

Tej nocy zasnęliśmy przy sobie. Śniło mi się światło letniego słońca, jezioro z dzieciństwa, i łąka poza miastem. Nieświadomość prostowała wewnętrzne konflikty psyche. Wczesnym rankiem byłem już gotowy do spaceru. Dziewczyna wiła się i przeciągała na łóżku, jej kręgosłup jakby wąż był teraz najważniejszym członkiem, samym ogonem wypoczynku merdającym radośnie w nadzieji że ktoś go ugryzie i będzie próbować połknąć. Sama nie umiałaby tego zrobić, nie umiałaby zamknąć obiegu jak wąż nawet gdyby trenowała jogę.
- Nie zjemy śniadania? - Zapytała głodna.
- Śniadania ,kochanie, powodują nieznośne milczenie poprzerywane banałami. Ja nie jestem głodny. Zjemy po powrocie z cmentarza.
Ubrała się z nieopisanym wdziękiem. Począwszy od białej bielizny a kończąc na zamszowych kozaczkach, czarnych spodniach i kurtce z tandentnej sztucznej skaji imitującej skórę węża.
Nieopodal mieszkania położona była nekropolia. Aleją szumiących białych brzóz, wąchając zapach palonych zniczy, doszliśmy do upatrzonego przez nas nagrobka. Tego ranka niebo było zachmurzone. Sporadyczne grobowe lampki komponowały się z szarością chmur październikowego nieba tuż przed świętem zmarłych. Stanęliśmy przed pomnikiem trzymając się za ręce.
- Zobacz, ten nagrobek jest dopiero w budowie, to grobowiec – zauważyła. A przy nagrobku, na wyschniętej kałuży wiły się dwa węże - zaskrońce.
- Zaskrońce przynoszą szczęście tam gdzie się pojawiają – powiedziałem.
- Ktoś to wszystko wymyślił razem z tym mottem. Jakby chciał uprzedzić bieg historii i naturalną kolej rzeczy. Chodźmy stąd, grób jest pusty, szwędaja się tylko węże wokół miejsca gdzie rzuciłam pierścień..
- A wiesz jak nazywa się taki pierścień?
- Nie wiem, ale jego już tu nie ma.- odpowiedziała, a węże prześlizgnęły się między jej butami.
- Nazywa się Uroboros.
- To nie ważne jak się nazywa. Ludzie nazywają rzeczy żeby wejść w ich posiadanie a w rzeczywistości... wchodzą w posiadanie jedynie nazwy. Wracajmy, trzeba by coś pojeść – powiedziała głodna.
- A co z przeznaczeniem?
- Przeznaczenie jest czasem martwe, znika i pojawia się jak drobiazgi, które gubimy i znajdujemy.- powiedziała kurczowo zaciskając uścisk dłoni.
- Jest jak ten wyrzucony pierścień. Zupełnie niepotrzebne.- powiedziałem i wypuściłem jej dłoń z ręki.

Spojrzałem na wypisane motto i przeczytałem w myślach jakbym rozumiał je po raz pierwszy; Seans będzie zbyt długi. Ale nie będzie nużący. Ego nie trawi zbyt dużej ilości treści. Być może zdarzą się dominanty w tym jeden na pewno, końcowy. Nie skończy się tragedią, krwią i potem. Może w ogóle się nie skończy, a może symbol szaleństwa rozświetli koniec i początek.
To zapowiadało coś nowego, gdyż czas liniowy jest jak rozprostowany wąż, Jeśli koniec ogona jest jego poczęciem a paszcza nieuchronną śmiercią i końcem to Uroboros chce pożreć swoje poczęcie żeby zamknąć obieg, otrzymać nieśmiertelność, dojrzeć początek i utkwić w wieczności zadając sobie przy tym ból. Dosięgając swój koniec ogona paradoksalnie zyskuje życie w świecie bolesnej wieczności i nieskończoności. Na tym polega jego alchemia. Wypełzł z początku i końca, zostawiając za sobą normalnie biegnący czas jak zrzuconą skórę.
- Niunia? – odezwałem się.
- Tak? - powiedziała głodna.
- Myślałaś kiedyś o wieczności?
- Nie, nigdy.
- Nigdy? Hmm.... „Nigdy”, to właśnie wieczność.
Ostatnio zmieniony wt 25 lut 2014, 22:56 przez major sedes, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2884
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bartosh16 » pn 04 lis 2013, 23:12

Na wstępie - jedno z lepszych opowiadań, jakie tu przeczytałem Niestety usiane błędami, jak twarz rudzielca piegami. Momentami czułem się, jakbym tonął w tekście, aż jakiś paskudny błąd wyciągał mnie na brzeg.
Interpunkcja leży. Jeśli nie jesteś z nią za pan brat, znajdź kogoś, kto jest i życzliwie, cierpliwie Ci to sprawdzi.

major sedes pisze:Ich życie toczy się po okręgu. Jak pies goniący swój ogon.


Toczy się jak pies goniący ogon?

major sedes pisze:Seans będzie zbyt długi. Ale nie będzie nużący.


Spokojnie może być to jedno zdanie: "Sens będzie zbyt długi, ale nie nużący

major sedes pisze:Być może zdarzą się dominanty w tym jeden na pewno, końcowy


Tu chyba miało być zderzą

major sedes pisze:Pokoik trzy na cztery z jednym oknem dziwnie pachniał. Pachniał zapewne historiami


Nie może tak być. Nie powinno.

major sedes pisze:Dała trzy spokojne kroki


Zrobiła. Kroków się nie daje.

major sedes pisze:ciało znużone tą gimnastyką skromnie skuliło się na boku


Ciało...
Ciało samo z siebie nie podejmuje działań. Raczej dziewczyna się skuliła.

major sedes pisze:ego towarzysz ruszył za nami jak lokaj


Czemu jak lokaj?

major sedes pisze:Film trzymał bezlitośnie w napięciu do końca. Trzy godziny pięknego filmu


Pilnuj się. To ostatnie powtórzenie, które wytykam.

major sedes pisze:Należałoby wezwać pogotowie a pogotowie wezwałoby policję i zabrać go do szpitala.


Zdanie tragiczne.

major sedes pisze:powodują, że chce się być sam i krążyć po mieście bez celu


To też.
zaszczepiają pragnienie samotności i krążenia po mieście bez celu.
Na przykład.
Pobaw się językiem.

major sedes pisze:Muszę tam wrócić czem prędzej


Czym prędzej.

major sedes pisze:Dziewczyna wiła się i przeciągała na łóżku, jej kręgosłup jakby wąż był teraz najważniejszym członkiem, samym ogonem wypoczynku merdającym radośnie w nadzieji że ktoś go ugryzie


Srsly?
"Nadziei". Bo wygrasz nagrodę im. Bronisława Komorowskiego :)
Za dużo węży, porównań do węży, wszędzie węże i wszystko węże. Bez przesady. Kilka zgrabnych porównań i aluzji by starczyło.
Chyba że bohater widziałby we wszystkim węże, ale to wtedy narracja pierwszoosobowa i w ogóle.

To tylko część błędów, z braku czasu i chęci nie wytknę pozostałych. Zostawię trochę dla innych, którzy najpierw przeczytają moją ocenę, a potem tekst. Generalnie gdyby przymknąć oko na poprawność językową i nagromadzenie węży, to tekst jest całkiem niezły, pomysłowy. Popracuj nad poprawnym pisaniem, a możesz stworzyć coś ciekawego i przyjemnego do czytania. W jednej chwili tekst Ci płynie jak rześki strumyk, w drugiej masz babolarium. To wymaga pracy, koniecznie.
Czekam na jej rezultaty.

PS. Jak panienka dzwoni do niego i czyta mu motto (epitafium to powinno się zwać), to mnie rozwaliło :D


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
DragonSlave
Szkolny pisarzyna
Posty: 36
Rejestracja: wt 07 sty 2014, 18:59
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: DragonSlave » pt 07 lut 2014, 16:59

Na wstępie zauważyłem coś : Po przeczytaniu tego i poprzedniego, skomentowanego przeze mnie, postu, stwierdzam, że masz problem z określeniem osoby. Raz piszesz jako narrator nie mający nic wspólnego z aktualnymi wydarzeniami, będącego poza nimi, a raz jako bohater, idący w rytm nieznanego dźwięku. Zdecyduj się.


"co chwila spoglądając za okno i na złoty pierścień w formie węża pożerającego swój własny ogon"

To i kompletnie psuje formę i jest tutaj całkiem zbędne. Powstają 2 różne zdania dzielone spójnikiem : P

"Wystukałem cztery wersy tekstu- inspiracji, która miała poprowadzić mnie w dalszej pracy"
Ten tekst-inspiracja miał prowadzić go do dalszej pracy? A nie przypadkiem zachęcić, bądź wspomóc go w dalszej pracy... Albo coś tego typu? Nie podoba mi się to zdanie, no i : "tekstu - inspiracji, która..." tutaj bym dał który, bo mówimy o tym tekście. Jako, że jest to forma inspiracji, jednak nadal to tekst, zatem on.

" Pewnego wieczoru drzwi się otworzyły. Zza skrzydła drzwi w półmroku weszła zgrabna blondynka. "

To znaczy, że pierwszy raz się otworzyły? Czy może, tylko wieczorem się otwierają? No i to w jednym zdaniu upchnąć : "Pewnego wieczoru drzwi się otworzyły, zza ich skrzydła z półmroku weszła zgrabna blondynka" jakoś tak.

"- Czy to nie ty powinieneś się rozbierać? – zapytała całkiem pewnie dziewczyna. "
Całkiem pewnie? Można spytać albo pewnie, albo nie pewnie. Nie uznaję niczego pośrodku, pewnie nikt nie uznaje. Zatem pewnie starczy, bez całkiem.


Słabo opisany seks... Wróć. W ogóle nie opisany. Wygląda to tak, jakby zasnęła od tak, przed całym tym wydarzeniem. Nie podoba mi się to, a jak już taki fragment ma być, to dla dojrzałej widowni, zatem nie musi być cenzury ani ucięć.

Co do dragów, to nie trzymają godzinę ;d Taki błąd. Po działaniu są ubytki... Itd.
Wiele innych błędów też znalazłem, ale to zostawię innym weryfikatorom ;)
Tekst... W miarę. Nie czułem tu tego co przy wcześniejszym, ale nawet jako taki. Troszkę nudne wątki, popracuj nad ciekawością całości i poszczególnych scen.
Edit : Tzn. Mają potencjał i dobry pomysł z wątkiem/wątkami, jednak nie wykorzystany w pełni. Widzę, że możesz to zrobić!

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
dorapa
Pisarz
Pisarz
Posty: 3397
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » ndz 23 lut 2014, 20:44

major sedes pisze:Być może zdarzą się dominanty w tym jeden na pewno, końcowy.

ta dominanta
te dominanty -> jedna na pewno, końcowa.

major sedes pisze:Pokoik trzy na cztery z jednym oknem dziwnie pachniał. Pachniał zapewne historiami i rejestrował je w swojej martwej przestrzeni. Pewnego wieczoru drzwi się otworzyły. Zza skrzydła drzwi w półmroku weszła zgrabna blondynka.

zza skrzydła drzwi, z półmroku wyszła...
Czy "Pewnego wieczoru..." nie powinno być od akapitu?

major sedes pisze:Musiała być po kąpieli gdyż szlafrok i włosy rozprzestrzeniły aromat momentalnie po tych dwunastu metrach kwadratowych.

Szyk zdania i interpunkcja: Musiała być po kąpieli, gdyż szlafrok i włosy momentalnie rozprzestrzeniły aromat (czego?) na dwunastu metrach kwadratowych.
rozprzestrzenić na...
rozejść się po...
Ale myślę, że lepiej będzie: Musiała brać kąpiel, bo aromat jej włosów i ciała ( a może olejku, żelu, mydła) rozszedł się po dwunastu metrach kwadratowych.

major sedes pisze:Dała trzy spokojne kroki i podeszła do krzesła PRZECINEK na którym siedziałem.

Nie podoba mi się: dała trzy kroki, ale chyba się czepiam.

major sedes pisze:W zasadzie powinienem był być poruszony, wzdrygnąć się z podniecenia i ekscytacji, przecież ta zgrabna panienka wiedziała PRZECINEK gdzie i po co wchodzi. Ja natomiast nie wiedziałem nic PRZECINEK jednak ręce chętnie złapały za pas szlafroka i pociągnęły za niego.
- Czy to nie ty powinieneś się rozbierać? – zapytała całkiem pewnie dziewczyna.
Po chwili pchnięcia były tak silne, ze żeby nie uderzać głową o wezgłowie łóżka PRZECINEK zapierała się rękami PRZECINEK po czym jej nastoletnie ciało znużone tą gimnastyką skromnie skuliło się na boku.

Mataczysz. Najpierw informacja, że powinien być poruszony, co znaczy że nie jest, a tym czasem po sekundzie dobiera się do niej dość zdecydowanie. To jak? Był poruszony czy nie?
Zapanuj nad takimi kwiatkami jak: powinien był być poruszony i że żeby
po czym jej nastoletnie ciało znużone tą gimnastyką skromnie skuliło się na boku. - przepraszam, ale jaką gimnastyką? Dziewczyna tylko zapierała się rękami...

Ten opis zadecydował.

Długa droga przed Tobą, zanim napiszesz coś na tyle poprawnego, że da się przeczytać bez poprawiania niemal każdego zdania. Na razie wymiękam.

Co nie znaczy, że nie życzę powodzenia


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
major sedes
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: ndz 02 gru 2012, 12:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: major sedes » ndz 23 lut 2014, 22:55

Pewnie te wszystkie błędy, interpunkcyjne i stylistyczne, zablokowały ci mozliwość odczytania mojego pomysłu na ten tekst, co inni dostrzegli.

SPURUBJ ZWREFYKIWOAĆ KLOJENY TKEST, JSET DORZBE OECINANY

http://www.weryfikatorium.pl/forum/view ... hp?t=14387



Awatar użytkownika
dorapa
Pisarz
Pisarz
Posty: 3397
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » pn 24 lut 2014, 07:18

Ja, jako czytelnik, nie chcę pomysłu na tekst. Ja żądam od autora tekstu, który zrealizuje ten pomysł tak, by czytanie było przyjemnością, doznaniem estetycznym, przygodą intelektualną.
Rozumiem, że taki komentarz jak mój powyżej boli, ale spróbuj zrozumieć, że te wszystkie błędy, interpunkcyjne i stylistyczne, ortograficzne i logiczne zrzucają to co piszesz z piedestału z napisem "literatura". I to TY musisz zapanować nad językiem, by opowiedzieć swoje pomysły tak, żeby mogły na ten piedestał wleźć.

Czy sam pomysł na biznes uczyni z Ciebie przedsiębiorcę?


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Sepryot
Legenda pisarstwa
Posty: 2124
Rejestracja: ndz 29 lip 2012, 16:07
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków, Gołębia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sepryot » pt 21 mar 2014, 19:30

Tak jak wyżej: to jest bardzo dobre, ale bardzo źle napisane.


[center]1 | 2 | 3 | 4 | O poezji[/center]


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości