Baribal vs. Sepryot

Moderatorzy: Weryfikator, Moderator

Awatar użytkownika
Erythrocebus
Umysł pisarza
Posty: 746
Rejestracja: czw 11 paź 2012, 06:24
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Baribal vs. Sepryot

Postautor: Erythrocebus » pn 06 sty 2014, 01:06

[center]Baribal vs. Sepryot

Carmina Burana. Wariacje na pojedyncze instrumenty
[/center]


Użytkownicy zarejestrowani na forum co najmniej od miesiąca mogą przyznawać opowiadaniom punkty wg schematu:

Pomysł - max 20 punktów.

Styl - max 20 punktów.

Realizacja tematu - max 10 punktów.

Schematyczność - max 10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)

Błędy - max 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)

Ogólnie - max 20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)

Ocena końcowa - zsumowane punkty

Teksty można przysyłać do 05.01.2013



Awatar użytkownika
Erythrocebus
Umysł pisarza
Posty: 746
Rejestracja: czw 11 paź 2012, 06:24
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Erythrocebus » pn 06 sty 2014, 01:21

Tekst I

[center]Stetit puella tamquam rosula[/center]



WWWBudynek filharmonii w przypadkowym mieście na zachodzie skrzył się z daleka, kopułą z kości słoniowej oświetlając mieszkańcom pobliskich wsi i miasteczek okna, a przy okazji przypominając im, że są gównem na trzewikach lepiej urodzonych. Ale nikomu to nie przeszkadzało, bo taki był już stan rzeczy i trudno było z nim walczyć, zbyt trudno, aby opłacało się walczyć o możliwość walki. To dobrze urodzonym przysługiwały tańce, muzyka i bankiety, dla nich była łacina i dla nich – kielichy inkrustowane chryzoprazem. Gorzej urodzeni po prostu żyli. Oprócz jednej, jedynej dziewczyny, do której los się uśmiechnął.
WWW- Ale Monsieur – mówiła, gdy znów nazwał ją „Mademoiselle”. - Ja nie umiem się zachować.
WWW- Morda, idiotko. Nikt od ciebie tego nie wymaga. Na twoim gadaniu też nikomu nie zależy. Masz ładnie wyglądać i tyle. Czy zrozumiałaś, Mademoiselle? - dodał łagodniejszym tonem.
WWW- Oczywiście, Monsieur – odszepnęła, zrezygnowana.

WWWWWWPrimo vere

WWWZnów budynek się przyoblókł w girlandy, wstęgi, łańcuchy i proporce, chorągwie i kandelabry, owinął się światłem, przepychem i złotymi stiukami pod egzotycznymi freskami na sufitach. Omotała się, ta próżna, arogancka budowla. Bogactwem, szaleństwem, ekstrawagancją i nawet fotosyntezą, bo we flakonach umierały cichutko sprowadzane z Borneo orchidee, wymieszane z różowymi cyklamenami.
WWWŚwiat łagodzą światła, rozsypane szerokimi strumieniami po parkiecie na środku ogromnej sali, otoczonej, nietypowo, podestem dla orkiestry. A do sali wpływają ludzie, dziesiątki, setki, równie roziskrzeni, pstrokaci, płonący elegancją co filharmonia. A ponieważ towarzystwo, chodź duże, znało się doskonale, Monsieur ze swoją Mademoiselle natychmiast wypatrzyli Madame z jej Chevalierem, a także Diuka ze starą Diuczesą. Wszyscy szybko zebrali się w idealnie symetrycznym kółku dawnej znajomości, odcinając się od reszty pstrokacizny. Madame, ubrana w doskonale skrojoną, wściekle karminową suknię, jako pierwsza zaczęła rozmowę:
WWW- Spójrzcie, co sobie sprawiłam! - Powiedziała i wciągnęła w krąg migoczącego światła lisa na smyczy, który szamotał się, szczekał i piszczał przy każdym szarpnięciu obroży. Na widok przerażonego, zmaltretowanego zwierzątka Mademoiselle ścięło się serce.
WWW- Prawdziwy! - Podkreśliła Madame, zerkając na zebranych kątem oka.
WWW- Nie wątpimy – odpowiedział uprzejmie Monsieur – ale czy on musi tak piszczeć?
WWW- Jak zwykle utrafiłeś w sedno – uśmiechnęła się uroczo Madame, skądinąd powabna dama w kwiecie wieku, po czym kopnęła lisa w pysk. - Zamknij ryj, bydlę!
Serce Mademoiselle zadrżało.
WWWLis nie przestał ani piszczeć, ani szczekać, ani się szamotać, obojętne jak mocno i często by się go nie kopało, szczególnie, że jeden z ciosów złamał mu łapkę, którą wlókł bezradnie za sobą, próbując uciec z pułapki. Madame, zrezygnowana, chwyciła go za złotorude futerko i oddała lokajowi. Mademoiselle prawie płakała. Ale nie mogła płakać, bo musiała dobrze wyglądać, więc z całych sił zaciskała szczęki, aby pozbyć się złośliwych szpileczek w kącikach młodych oczu.
WWW- Oto, z dawna upragniona, wraca radość z naszej filharmonii! - Odezwała się Diuczesa i w tym momencie orkiestra w białych frakach zaczęła swoje chóry i pienia.
WWW- Cóż to? - Przekrzyczał hałas Chevalierre, zwracając się do Diuka.
Diuk ogarnął spojrzeniem na orkiestrę i rzucił:
WWW- Chyba coś niemieckiego! A czy mię się zdaje, czy strop pęka, Chevalierze?
WWW- Tak, to chyba coś niemieckiego!
WWW- Bal cały w ozdobie – westchnęła Madame z rozmarzeniem. - Sami spójrzcie!
WWWMademoiselle posłusznie zerknęła na środek parkietu i zachłysnęła się zachwytem, który jak pryzmat rozszczepił jej uczucia na siedem barw, natychmiast rozświetlające ją od wewnątrz. Nigdy, zapewne, nie była szczęśliwsza. I sądziła, że szczęśliwszą być nie może. Bo nigdy wcześniej nie znalazła się poza swoją chatą z klepiskiem, strzechą i trzema kurami; nigdy nie pozbyła się widoku swojego męża pijaka, ani kota tak wygłodzonego, że nawet myszy nie przynosił swojej pani.
WWWA oto po mahoniowej posadzce przesuwały się kolorowe korowody Królów, Książąt i Księżnych, strojnych w brylanty i szafiry. Panowie we frakach lub krojonych na miarę marynarkach palili papierosy, udając, że ta czynność może być dystyngowana; starsi od nich, z siwymi, przystrzyżonymi brodami, mieli cygara – i faktycznie wyglądali dystyngowanie. A damy się kłóciły. Bal cały w ozdobie!
WWW- Kramarzu! - Zawołała jakaś młodziutka dzieweczka w sukni lilarose, klepiąc Chevaliera po ramieniu. - Farb mi użycz!
Chevalier odwrócił się ku niej, zdumiony, a ta zorientowała się w pomyłce i przeprosiła uroczo.
WWW- Sam młodzieniec rozumie – rumieniła się ku niemu, zalotnie muskając dekolt dłonią – To bym mogła pięknych chłopców nakłonić do kochania... Czemu ten rożek tak rzępoli? - odwróciła głowę, zirytowana i zniknęła.
Bo faktycznie, powietrze rżnęła pojedyncza waltornia, zgrzytliwie przypominając o rysach na pozorach. Od natarczywego dźwięku Mademoiselle zrobiło się niedobrze. Zwłaszcza, że Madame właśnie lała szampana na swoje udo, obnażając przy okazji bieliznę w długim rozcięciu sukni – a Monsieur, z jej stopą w ustach, pił.
WWW- Z tych tu dziewcząt – mówiła Diuczesa, zwracając się do Chevaliera – musisz wybrać...
Mówiąc to, wskazywała na środek sali, gdzie zbita w grupę gromada półnagich z podniecenia szlacheckich dzierlatek zajęta była przyciąganiem spojrzeń młodzieży.
WWW- Ale ja nie chcę! - Krzyczał Chevalier, aby usłyszano go ponad gderliwym pianiem klarnetu. Zerkał jednocześnie ciekawie na Mademoiselle, cichą i zawstydzoną. - Choćby świat u stóp moich legł, oddałbym go za tę gąskę – szepnął już jak rasowy intrygant, prosto w ucho Diuczesy, która pokiwała ze zrozumieniem głową.

WWWWWW In Taberna

WWWTymczasem Madame i Monsieur osiągnęli apogeum swojej miłości, bo całowali się pośrodku parkietu tak, jakby próbowali pożreć się nawzajem. Aż do chwili, w której Monsieur oderwał się na sekundę od swojej jednorazowej wybranki i zawołał:
WWW- Kipiąc gorącą...!
Ale nie skończył, bo Madame zza dekoltu wyjęła sztylet z szylkretu i szarpnęła nim na linii jego szyi. Gdy z podestu rozbrzmiały gwałtowne, ekstatyczne dźwięki saksofonu, krew chlusnęła wielką fontanną, a Madame zaśmiała się radośnie, choć beznamiętnie; i nawet się nie odsunęła, bo i tak miała czerwoną suknię. Błyskawicznie znaleźli się lokaje, którzy wynieśli ciało. Morderczyni nie przestając chichotać poszła tańczyć. Mademoiselle znów zbladła. Bo nic jej już tutaj nie trzymało, ale wyjść nie umiała.
WWWZ okolic bufetu znów dobiegł śmiech Madame, tym razem złośliwy i wypełniony satysfakcją. Mademoiselle zrozumiała, że wniesiono jakąś potrawę, która spodobała się damie. Mimo strachu podeszła do stołu i rozpoznała w czarnym, spieczonym truchle biednego lisa, którego wcześniej wyniesiono za rudą kitę. Nie wytrzymała i rozpłakała się.
WWW- Nieegdyś po lesie biegaaałem – śpiewała tymczasem szyderczo Madame.
WWW- Moja droga Mademoiselle – rzekł surowo Diuk, pochodząc do dziewczyny. - Kiedy w gospodzie siedzimy, o zmarłych nie rozmawiamy. Ani nie myślimy.
WWW- Właśnie, właśnie! - Podjęła Diuczesa, ożywiając się wyraźnie, aż siwe włosy nad jej skroniami śmiesznie podskakiwały. Zmarszczyła brwi. - A gdzie Monsieur?
WWW- Nie żyje – wydusiła z siebie Mademoiselle.
Och! Następny? - Zasmuciła się starsza dama. - Tak szybko odchodzą. No nic, to ty łyknij!
WWWDziewczyna dostała tabletkę; poczuła palcami, że jest wielokolorowa. A gdy spojrzała w dół, okazało się, że jest bladoszara. Wzięła ją i popiła wielkim kielichem wina, które wcale jej nie smakowało, bo było cierpkie. Ale potrzebowała go. Tymczasem orkiestra rozpoczęła szalony rajd perkusyjny, który po sekundach urwał się raptownie, pozostawiając w powietrzu samotny pisk trójkąta: dzyń...


WWWWWWCoeur d'amours

WWW- Lata amor skrzydlaty! Hihihi! - Zaśmiała się Diuczesa i zostawiła młodą razem z Chevalierem.
WWW- Noc i dzień wszystko jest przeciw mnie, a do życia wróci mnie tylko całus twój... - wziął się od razu do rzeczy.
Mademoiselle spłoniła się jak piwonia i bąknęła:
WWW- Znasz Madame?
WWW- No raczej, to moja matka.
WWW- Naprawdę? Jak ty możesz z nią wytrzymać?
WWW- Normalnie. Nie jest tak źle, jak nie sadzi fochów. Mamy podobny gust. A wracając do rzeczy... Stała dziewczyna. A ja tłumię w swej piersi westchnień tony...
WWWGdzieś w tle trelał flet, jeden, jedyny poprzeczny flet migotał drżącym tremolando, sprawiając, że dziewczynie serce podchodziło do gardła i trzepotało jak mała sówka, zamknięta w klatce ze srebrnych prętów. I dostrzegła, że rzeczywiście Chevalier jest bardzo, bardzo przystojny i bardzo, bardzo w niej zakochany. I zrozumiała, że jednak mogła być jeszcze szczęśliwsza. Euforia rozprzestrzeniła się po jej biodrach.
WWW- Chodźże, chodź, przybywaj! - Ciągnął młodzieniec. - Konam w ogniu pożądania...
WWWI zachwiały się na wadze serca – wstyd i pożądanie. I wygrało pożądanie, bo słodkie to kochanie. Nadszedł czas radości dziewczęcej, gdy zamknęli się w pokoiku w szczęśliwej samotności.

WWWWWWO fortuna

WWWPrzynajmniej do czasu, kiedy Mademoiselle wyszła z niego posiniaczona, obita i krwawiąca, zapłakana beznadziejnym płaczem dziewczyny, która straciła wszystko, co miała do zaoferowania. A potem umarła gdzieś w zawszonym rynsztoku, roniąc dziecię dziecięcia czystej krwi, radosnego i matkę kochającego. A los się uśmiechał, słuchając, jak w tle rzępolą pogrzebowe skrzypce, wyrzynając z powietrza ironię.

Tekst II

Savoir-vivre

WWWTramwaj zwolnił, gdy wjeżdżał na okrągły plac. Tutaj zazwyczaj piją mężczyźni, którzy jądra zostawili w drugiej parze spodni. Na środku stał metalowy, czarny łuk. Do jego nagich żeber ktoś już zdążył przyczepić kolorowe kwiaty z plastiku i inne bibeloty.
WWW— A ponoć dzień wcześniej, pedały kupiły impregnat, by znów nie spłonęła. — Głos Tomasza zawsze drżał dziwnie, gdy opowiadał o homoseksualistach. Na pewno nie wyczuwałam w tym nienawiści. Bardziej wzięte ze strachu poczucie wyższości. — Ciekawe czemu nie zdążyli? — Przeciągnął pierwsze sylaby, jakbym nie wiedziała, ze drwi.
WWW— I tak by spłonęła, nawet ognioodporna. — Ukryłam niechęć do rozmowy za uśmiechem. — Taka tradycja. — Nie miałam nic do gejów, ale nie obchodziła mnie polityka.
WWWPojął aluzję. Jak na mężczyznę potrafił być całkiem domyślny. Tak było z nim od samego początku. Poznałam go trzy tęcze temu, na połowinkach wydziału. Miałam wtedy nie przychodzić, kliknęłabym tylko ‘weźmie udział’. Taka hipsterska moda. Postawił mi drinka, gdy siedziałam przy barze. Wiedział, że będzie musiał pytać jeszcze cztery razy, by zdobyć moją uwagę. To lubiłam w mężczyznach.
WWW— Jesteś pewien, że wystarczy? — Mocniej ścisnęłam trzymany na kolanach pojemnik z sałatką.
WWW— Starczy, i tak u Małego się mało je. — Zaśmiał się, gdy dotarło do niego, że wyszedł mu żart słowny. — Fajnie, że zrobiłaś, najpewniej przyda się rano.
WWWNie znałam zwyczajów żywieniowych u Małego, przez te trzy miesiące związku, Tomasz nie zabierał mnie na imprezy ze znajomymi. Z okazji Sylwestra, postanowił zrobić mi prezent i w końcu ich przedstawić.
WWWWyszliśmy z rozdygotanego tramwaju, wprost na przedsylwestrowe ulice. Tomasz prowadził mnie przez drżący strumień ciał, który rzednął z każdym zakrętem. Trafiliśmy w końcu między stare bloki, niedaleko centrum miasta, na oblane ciężką żółcią latarni podwórze. Złote mgiełki uchodziły z naszych ust przy każdym oddechu.
WWW— To następna klatka. — Tomasz wskazał dłonią, podnosząc siatkę, która zabrzęczała od szkła. Po chwili byliśmy w środku. Na klatce schodowej panował fetor stojącego powietrza, typowy dla kościołów i starych ludzi. Na ścianach formowały się kręgi z kolejnych warstw farby. Chyba pomyślałam coś o historii i przemijaniu.
WWWMały nie był mały. Studiował na politechnice i przewyższał większość mężczyzn na imprezie o głowę. Mieszkał na piętrze w dwóch pokojach z kuchnią i meblami z Ikei. Jakimś cudem potrafił upchać kilkunastu gości wraz z zakąskami i wódką. Na wejściu, od razu zostałam wprowadzona w łańcuch powitań i przedstawień. Facetów było jakby więcej, ale w imprezowym harmidrze nie dało się doliczyć. Przebijałam się w wraz z Tomaszem w stronę skórzanej kanapy, pomiędzy nowo poznanymi Karolami i Pawłami. Spocona butelka wódki, cierpka zawójka i rybne sałatki dekorowały stół i dopełniały skandynawskiego minimalizmu, który cechował całe mieszkanie. Zadrżałam mimowolnie, jakby z zimna.

***

WWWKrzysiek od początku brylował na tym przyjęciu, jego głos przebijał się w każdej dyskusji. Miał świński ryj i włosy jak słoma. W pierwszym skojarzeniu, powiązałam jego zwaliste cielsko z góra gówna, z którego ktoś naprędce ulepił człowieka. Szybko zauważyłam, że wykazywał talent do kierowania rozmowy, z jakichkolwiek tematycznych kolein, na sprawy, które jego wyłącznie zainteresowały. Luźna pogawędka muzyczna szybko stawała się wykładem o zakłamaniu elit, pozwalających by nazistę Orfa wciąż grywano po filharmoniach. Dyskusje sportowe natychmiast przechodził w dywagacje o niestabilności latynoskich junt dyktatorskich. Pieprzył głupoty, ale nikt mu nie przerywał. Przypominało mi to sceny widziane w tramwajach, kiedy zazwyczaj ignoruje się bezdomnych, lub śmierdzących starców, którzy coś zaczynają do nas mówić.
WWWByłam czwartą jego ofiarą tej nocy. Korki szampana zdążyły obić się o ściany, słodycz cukru z krawędzi kieliszka zniknęła z moich warg. Chyba rozmawiałam z jedną z kobiet, dziewczyną któregoś z kumpli. Zachwalała regularne bieganie.
WWW— Nie boisz się tak sama biegać? — wciął się z alkoholowym chuchnięciem, nie wyglądał jednak na pijanego.. — Ulice nie są dobrym miejscem dla samotnej kobiety. Zwłaszcza jak teraz chodzą, wystrojone jak dziwki.
WWW— W nocy i tak mało kto chodzi po ulicach — odpowiedziałam za nią. — Zresztą, chyba to nie te czasy, by kobieta tylko siedziała w domu.
WWWKrzysiek zamach dziwnie rękoma, jakby odpędzał nieznośny smród.
WWW— Rozumiem, koleżanka feministka. — Spojrzał na mnie dziwnie.
WWW— Nie jestem feministką. — Kłamstwo ukryłam pod drżeniem warg.
WWWŚmiech jaki usłyszałam przywiódł mi na myśl świnię.
WWW— Jasne. — Wyczulam w jego glosie pierwsze oznaki pijackiej chrypki. — Wszystkie tak mówicie, jak was postraszyć. Zresztą, feminizm to nie pogląd, to choroba.
WWWCzułam się przez niego otoczona, druga dziewczynie udało się uciec.
WWW— Skąd taka nietolerancja? — Odwaga wzięła się z rosnącej desperacji.
WWW— W imię tolerancji, to Szwedzi noworodki kastrowali. — Krzysiek nie ustępował. Wykrzywił mordę w grymasie prymitywnej satysfakcji.
WWWChciałam mu powiedzieć, by spierdalał. Nie wypadało na proszonym sylwestrze. Wyratował mnie jeden z sylwestrowych Piotrków, który zaciągnął blondyna do kolejnej wódeczki.
WWWPoczułam się brudna i pozbawiona siły. Zupełnie jakbym stała się marionetka rzuconą w kąt przez znudzonego lalkarza.
WWW— Chodźmy już — szepnęłam Tomaszowi, gdy w końcu wyrwałam go od kumpli. — Jestem zmęczona. — Potoczna wymówka wydawała mi się lepszym rozwiązaniem.
WWW— O co chodzi? — spytał, gdy zaciągnęłam go na korytarz. Mój facet należał do tych domyślnych, natychmiast odkrył, że gram.
WWWMilcząco wskazałam na pijącego wódkę blondyna.
WWW— Olej Krzyśka — Tomasz odparł sucho — on tak tylko gada jak wypije.
WWW— On mnie obraził. — Postanowiłam zagrać na poczuciu własności. W odpowiedzi, ujrzałam drżenie w kącikach męskich oczu.
WWW— Pewnie żartował, nie histeryzuj.
WWW— Ktoś ci wyzywa kobietę od feministek, a ty nic. — Tym razem zastosowałam zagranie na honorze.
WWWTomasz machnął ręką i wrócił do kumpli i parujących procentów. Nie usłyszał trzasku drzwi.
WWWNie piłam tej nocy zbyt wiele, ale z powrotu do domu pamiętałam tylko moje własne odbicie w czarnej szybie przystanku.

***

WWWSkręcający tramwaj zadrżał nieprzyjemnie. Wjeżdżał na plac, gdzie przesiaduje mój ulubiony typ faceta. Z nagich żeber tęczy zwisały nowe łatwopalne bibeloty. Chłopak z mapą krost na twarzy i trockistowską bródką burknął coś o szerzącym się pedalstwie. Usiadłam Tamarze na kolanach. Lubiła wchodzi w dyskusje z takimi jak on, a mi nie zależało na tym. Poznałyśmy się na domówce u Iny. Stwierdziła, że ubrałam się jak lampucera, a potem wybuchłyśmy śmiechem.
WWWMiała w dupie zasady savoir-vivre, mówiła co myślała i nie pozwalała, by ktokolwiek ją zdominował. To lubiłam u mężczyzn.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 3231
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » wt 07 sty 2014, 08:41

Zasadniczo nie oceniam bitew, więc nie zaglądałam tu od bardzo dawna. Zajrzałam przypadkowo i widzę: Carmina burana. Hm. Kantaty Carla Orffa szczerze nie lubię, a rękopis z Benediktbeuern... Kto o nim pamięta? Mam więc raczej powód, żeby nie czytać.
Ale przeczytałam.

Tekst I

Pomysł: tak jak się spodziewałam - Orff jest. W strukturze, w aluzjach, w cytatach wplecionych w dialogi. Ale nie razi. 18/20

Styl: Tu się zaiskrzy, tam błyśnie, czasem oślepi. Bywa przesadny. Zawszonego rynsztoka nie daruję. 18/20

Realizacja tematu: z kantatą Orffa ma tyle wspólnego, co rzeczona kantata ze średniowieczem (to nie zarzut wobec Autora, tylko stwierdzenie faktu). Trochę groteski, trochę absurdu, momenty grozy. Lekki posmak commedia dell' arte. Podoba mi się. 10/10

Schematyczność: mimo tematu, który narzuca pewien kierunek - niewielka. Bo trudno robić zarzut z powodu wyboru struktury. 8/10

Błędy: czasem mi coś zazgrzytało, ale to raczej mieści się w kategorii stylu. 18/20

Wrażenia ogólne: zdecydowanie pozytywne. Gra, zabawa i pewne subtelności, o których na końcu. 18/20

Razem: 90/100

Tekst II

Pomysł: Orffa brak. Ale brak też jakichkolwiek związków z Carmina, albo są tak głęboko zaszyfrowane, że nie dostrzegłam. W tej sytuacji, tekst pasowałby do dowolnego tematu. Autor się wymigał? 14/20

Styl: bez fajerwerków. Solidnie, trochę potknięć. 15/20

Realizacja tematu: zważywszy, że narzucony (?) temat zbytnio autora nie krępował - 5/10

Schematyczność: w ujęciu relacji męsko-damskich jest, całkiem solidna. 5/10

Błędy: zdarzają się, z tych dość podstawowych. 16/20

Ogólnie: Publicystykę w tym czuję. Ciśnienie spraw bieżących w sytuacji, gdy temat zdaje się prowadzić w zupełnie inną stronę. 15/20

Razem: 70/100

Uprzejmie proszę o sprawdzenie podsumowania, gdyż nie jestem biegła w rachunkach.

A poza tym: dręczenie zwierząt wzbudza we mnie gwałtowny protest, tak w życiu, jak w literaturze. Za doskonałe rozegranie frazy Olim lacus colueram... Autor I otrzymuje jednak ode mnie specjalny bonus:
http://www.sendspace.pl/file/26dcbaa02a7355c8fe3f9b4
Pomysł też wariacki, ale efekt jest.

A tak w ogóle: Pieśni z Beuern ciągle coś w sobie mają:
http://www.youtube.com/watch?v=YvnywZdN ... jfiiR6oaNs

Edit: Jakoś nikt się nie wyrywa z kolejnymi komentarzami, więc tak jeszcze dorzucę: pisanie opowiadań z założenia nawiązujących do dzieła obecnego wręcz w tytule jest przedsięwzięciem o tyle złożonym, że autor albo może łatwo osunąć się w ilustracyjność/fanfik, albo też, uciekając przed oczywistymi skojarzeniami, tak zaszyfruje te nieoczywiste, że dla czytelników będą niemożliwe do odczytania. W przypadku Carmina burana są właściwie trzy płaszczyzny odniesienia: najbardziej znana, czyli kantata Carla Orffa; inne, nowe, czasem bardzo udane aranżacje tych samych tekstów (np. zespołów Estampie, des Teufels Lockvoegel, poza tym dwie pełnowymiarowe płyty Cantus buranus oraz Cantus buranus II), no i wreszcie sam rękopis z Benediktbeuern. Wariacji na dowolnie wybrany instrument może być multum, chociaż, tak naprawdę, muzyka w literaturze to jeden z najtrudniejszych tematów, jakie można sobie wyobrazić.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Cerro
Dusza pisarza
Posty: 675
Rejestracja: wt 27 lis 2012, 13:01
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Cerro » śr 08 sty 2014, 14:01

Tekst I

Pomysł: 18/20
Krótko: podobało się. Ale nie wymięło, nie wstrząsnęło, nie zszargało emocjonalnie.

Styl: 17/20
Zazgrzytał mi pierwszy akapit. Nawał powtórzeń, akurat tutaj nie zagrały. Z każdym zdaniem było lepiej.

Realizacja tematu: 8/10
Całość została sprawnie obudowana wokół narzuconego tematu lub skutecznie udaje, że została. Zabrakło olśnienia, iskry.

Schematyczność: 10/10
Ja nieoczytana jestem :)

Błędy: 19/20
Nic poważnego.

Ogólnie: 17/20 punktów
Zbyt nachalne to zepsucie moralne. W sposób zapewne zamierzony, ale wciąż może mi się nie podobać. Ogólnie jednak wrażenia bardzo pozytywne.

Ocena końcowa: 89/100

[center]* * *[/center]

Tekst II

Pomysł: 16/20
Bardzo prosty, nic zapadającego w pamięć. Scenka jakich wiele.

Styl: 16/20
Styl przezroczysty bez niczego godnego uwagi. Trochę zgrzytów, ogólnie solidnie.

Realizacja tematu: 6/10
Jest wzmianka i można całość uznać za rodzaj przewrotnego moralitetu. Trochę to jednak mało.

Schematyczność: 8/10
Większość tekstu to zapychacz, lecz końcówka na plus.

Błędy: 14/20 punktów
Literówka czy dwie, trochę zabłąkanych przecinków, miejscami dziwny szyk, wreszcie - "Orf"? Może się nie znam, ale wszystkie źródła podają podwójne "f".

Ogólnie: 19/20
Gdyby to był tekst spoza bitwy, sprawdziłby się lepiej. Nie przepadam za tematami podejmowanymi przez Autora, a jednak uwielbiam jego spojrzenie na sprawę.

Ocena końcowa: 79/100


Spokojnie, nic nie trwa wiecznie. Kiedyś w końcu umrzemy i już nie będzie nic ważne. Trzeba przeczekać życie.
Próżna jak Smaug || Gryfnioki || Królestwo Północy

Humanozerca
Pisarz
Pisarz
Posty: 828
Rejestracja: śr 17 kwie 2013, 17:00
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Humanozerca » śr 08 sty 2014, 23:12

Tekst I

Pomysł: 15/20
. Ogólnie dobry.

Styl: 15/20
- Dobry, ale momentami zgrzyta, nie wciąga.

Realizacja tematu: 10/10
- W porządku.

Schematyczność: 10/10
Ne istotna.

Błędy: 16/20
Nic poważnego.

Ogólnie: 18/20 punktów
Duży minus za niedopracowanie postaci, ironia momentami goni samą siebie i negatywnie wpływa na odbiór tekstu, konstrukcję świata przedstawionego. Dlaczego tylko jedna została wyróżniona przez "los"? Czemu facet mówi "morda", skoro nie przywiązuje większej wagi do gadania dziewki? Dlaczego kontakt z snobistyczną sztuką nie łagodzi manier? Dopiero po przeczytaniu całości domyślam się, że pewnie chodziło o ironię.

Niemniej, wygrywa.

Ocena końcowa: 84/100


Tekst II


Pomysł: 10/20
Autor przegiął.

Styl: 15/20
Na początku bije dosadnością i odpycha czytelnika, zwłaszcza te jaja i spodnie..

Realizacja tematu: 6/10
Ujdzie.

Schematyczność: 10/10
Nie oceniam.

Błędy: 14/20 punktów
Były.

Ogólnie: 5/20
Ten tekst jest zły. Autor robi dość czytelne aluzje do pewnej warszawskiej "Tęczy". Nie przemyślał zarówno postaw bohaterów (momentami nie wiadomo, o co im biega), jak i kontekstu afery, nie wyzyskuje różnychaspektów kontrowersji , których dotknął. Leci za to z akcją łeb na szyję. W konsekwencji wyszło coś na kształt agitki, prostej konfrontacji luzaków i postępowców z dresem.

Ocena końcowa: 60/100



Awatar użytkownika
Natasza
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 5461
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » sob 11 sty 2014, 00:04

No to ja:

Pomysł: 1-0 (17 : 10)
Fajerwerki kontra jazda tramwajem w środę o 7.30

Realizacja: 1-0 (7 : 2)
Temat był na kreatywność w dość sztywnych i pompatycznych ramach nawiązań. Jeden Autor rzucił (sobie rzucił) nawiązaniami jak dziecko robiące wycinanki, drugi - wkleił w miniaturkę cokolwiek, byle zahaczyć o Carmina i szedł własnymi myślami (sobie szedł)-II tekst poza tematem
Muzycznie - drewniane oba

Styl: 1-0 (17 : 10)
Podeprę się określenie dorapy - instrumentarium nierówno obdzielone.

Schematyczność: 1-0
(8 : 5)
w I tekście: ciekawa gra fabułą, ale... greps "letki"
w II tekście: rozegranie psychologii postaci jak w telenoweli i jakaś taka tendencja

Błędy 1-0 (17 : 15)
i tu - i tu, ale bez problemów


Ogólnie: 1-0 (16:9)
wolę tekst I - jako bardziej "osobniczy", oryginalny. II tekst - jest "niezrobiony", tylko sfastrygowany




82 - 51 (poszło w dół przez realizację tematu)


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
ithilhin
Siewca Dobra
Posty: 3605
Rejestracja: pt 23 sie 2013, 11:15
Lokalizacja: Płock
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: ithilhin » czw 20 lut 2014, 20:09

[center]Baribal vs. Sepryot

Carmina Burana. Wariacje na pojedyncze instrumenty

Tekst I: Suma = 345, Średnia = 86
Tekst II: Suma = 260, Średnia= 65

Zwycięzcą jest: Sepryot

Gratulacje!
[/center]




Wróć do „Bitwy z przeszłości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości