Sepryot vs. _Piotr_

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2797
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Sepryot vs. _Piotr_

Postautor: ancepa » ndz 15 wrz 2013, 21:21

[center]Bitwa:
Sepryot vs. _Piotr_ [/center]

Temat: "Zbawienny wpływ prostytucji i zapachu lawendy";
Limit: 10k znaków;
Termin: do 22go.

Użytkownicy zarejestrowani na forum co najmniej od miesiąca mogą przyznawać opowiadaniom punkty wg schematu:

Pomysł - max 20 punktów.

Styl - max 20 punktów.

Realizacja tematu - max 10 punktów.

Schematyczność - max 10 punktów. (im więcej punktów, tym mniejsze chodzenie utartymi ścieżkami)

Błędy - max 20 punktów. (ort, gram, styl oraz językowe; im więcej punktów, tym mniej błędów)

Ogólnie - max 20 punktów. (wrażenia ogólne, przesłanie, wartości, itp.)

Ocena końcowa - zsumowane punkty

Teksty do mnie. :)



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2797
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » pn 23 wrz 2013, 17:05

Tekst nr 1


wwwGdyby powiedzieć, że był to najpiękniejszy wschód słońca w długiej historii wszelakich słońca ze snu się przebudzania, to i tak nie oddałoby to w najmniejszym stopniu wyjątkowości tego kosmicznego doznania. Idealne połączenie doskonałych odcieni barw na tle wzorcowo błękitnego nieboskłonu niezmąconego najmniejszym nawet obłokiem zapraszało do wspólnego śniadania mieszkańców New Heaven. Dość powiedzieć, że jeszcze dobę temu wszystkim obywatelom tego małego miasteczka wydawało się, że wschód z dnia poprzedniego był tym idealnym, niedoścignionym wzorcem, delikatnie ładniejszym od tego z dnia ubiegłego. Strach więc bać się, jakim zjawiskiem rozpoczęty zostanie następny dzień i kolejne wypełnione idealnymi chwilami dwadzieścia cztery godziny – które w tamtych stronach wydawały się trwać przynajmniej o połowę dłużej. Tak nieprzeciętnie rozpoczęty poranek wymuszał wręcz na mieszkańcach wspólne obcowanie podczas porannej uczty na cześć idealnego życia w raju, w jakim niewątpliwie się znajdowali. Ogromny stół – największy jaki widział świat – wypełniony po brzegi najlepszymi regionalnymi produktami i importowanymi napojami z najdalszych zakątków świata, został wykonany specjalnie na zamówienie z najtrwalszego drewna, tak aby podobne biesiadowanie odbywać się mogło codziennie przez okrągły rok – stół również był okrągły, dzięki czemu każdy z mieszkańców mógł spojrzeć w piękne oczy swoich sąsiadów, nawet siedzących w oddaleniu, gdyż wzrok wszystkich był lepszy, niż przewiduje norma optometryczna.
wwwNew Heaven wbrew swej obcojęzycznej nazwie znajdowało się w Polsce, w sercu Kaszub, gdzie specjalnie na życzenie mieszkańców zbudowano sztuczną plażę wraz z niewielkim akwenem wodnym, regularnie napełnianym podgrzewaną wodą z górskich źródeł, której temperatura nawet zimą pozwalała na swobodne kąpiele. Społeczność zamieszkująca to miasteczko wiodła pozornie normalne życie pracując, ucząc się, zakładając rodziny czy oddając się przyjemnościom, jakie dawała natura. Na czele miasteczka stał wybierany w demokratycznych wyborach burmistrz, który dzięki swym doskonałym decyzjom zapewnił sobie już czwartą kadencję, powodując brak jakiejkolwiek potencjalnej konkurencji w przyszłych wyborach. Wbrew panującej modzie nie przynależał nigdy do żadnej partii ani nie wypowiadał się na tematy ogólnokrajowe, gdyż mieszkańcy, jako jednostki wybitne, nie zajmowali się problemami osobników niższych klas społecznych, zachowując pełną autonomiczność. Władze kraju doskonale wiedząc, że ingerencja w sprawy New Heaven równoznaczna byłaby z utratą znacznej części rocznych wpływów do budżetu, które zapewniali swą hojnością obywatele tego pięknego miasteczka, przymykali od zawsze oko na dziwne zachcianki swoich najlepszych podatników, zapewniając przy tym ich największą potrzebę - święty spokój i brak jakichkolwiek doniesień z zewnątrz nawet w przypadku wojny światowej czy ataku kosmitów.
wwwObszar, na którym mieszkali obywatele New Heaven, zwanego przekornie Piekiełkiem, nie był chroniony żadną magiczną barierą, polem siłowym czy ogromnym murem z drutem kolczastym. Wjechać tu mógł każdy, jednak wewnętrzne przepisy ograniczały w znaczny sposób mobilność przyjezdnych. Za kratki – do największego w świecie aresztu, świecącego największymi w świecie pustkami – trafić można było m.in. za wypuszczanie do atmosfery zbyt dużej ilości dwutlenku węgla z ust, zbyt głośne stukanie obcasami po idealnych chodnikach, czy wreszcie pobyt w Piekiełku przekraczający dwie godziny w ciągu roku. Przepisy te dotyczyły tylko przyjezdnych, gdyż osoby urodzone w New Heaven posiadały naturalne prawo do korzystania z dobrodziejstw tej miodem płynącej krainy.
wwwPo zwyczajowej porannej biesiadzie trwającej nie mniej niż półtorej godziny – aby każde spotkanie było dłuższe od spotkań w miasteczkach ościennych – mężczyźni udawali się do swych największych w świecie biur, a ich żony do największych w świecie domów z największymi basenami, aby pielęgnować swe niebotyczne ciała – całe szczęście nie największe na świecie - i wychowywać najpiękniejsze dzieci, nie zapominając przy tym o opiece nad zjawiskowymi ogrodami, w których rosły rośliny niespotykane na Starym Kontynencie. Największą chwałą cieszył się ogród burmistrza, który trzy lata temu wyhodował pierwszy okaz baobabu, który w niespełna rok osiągnął wysokość dwóch metrów – co dawało realne szanse na wyhodowanie największego drzewa w okolicy i tym samym zyskanie wyższego statusu społecznego. Do tej pory prym wśród ogrodniczych okazów wiodła założycielka lokalnego teatru, na deskach którego występowali najznamienitsi artyści z całego świata. Jej mała plantacja krzewów Yerba Mate zapewniała potrzeby zażywania tego energetycznego napoju dla wszystkich mieszkańców, a dzięki naturalnym sposób uprawy jej smak był znacznie bardziej wyrazisty od swoich południowo-amerykańskich odpowiedników. Nietrudno domyślić się, w jaki szał wpadła na wieść o wyczynie burmistrza – był to największy szał jaki widział świat, gdyż każdy inny byłby obrazą dla osoby w szał wpadającej jak i adresata tej emocji. Laura – gdyż tak jej na imię – dowiedziawszy się najnowszych ogrodowych doniesień, na twarzy nabrała rumieńców w najpiękniejszych kolorach świata - aczkolwiek przeważał lawendowy fiolet, tak lawendowy, że niemal dało się poczuć jego słodki zapach, czym osiągnęła najwyższy dotychczasowy poziom szału, również podwyższając swój status społeczny. O dziwo, fakt ogarnięcia największym szałem w historii uspokoił ją i wprawił na nowo dobry humor – w przeciwieństwie do Norberta, do którego należał poprzedni rekord w szał wpadania.
wwwNie chcąc zginąć w czeluściach szarej zwyczajności, Norbert postawił wszystko na jedną kartę i w rozbudowę swojego domu uciech wszelkie oszczędności zainwestował – nie były to największe oszczędności w całym mieście, więc de facto były one niewiele warte. Chcąc na nowo zapisać się na kartach miejscowych rekordów, mężczyzna postanowił zatrudnić Vanessę - najgrubszą prostytutkę w całym województwie – i Roksanę – najstarszą żyjącą kobietę wykonującą ten najstarszy zawód świata. Iście zbawienny wpływ prostytucji na zszargane nerwy Norberta, prócz odzyskania dobrego imienia, zapewnił mu niebywale duże zyski finansowe – niestety nie największe, więc siłą rzeczy niezauważalne.


Tekst nr 2

wulg.


[center]"Krótki kurs romansu secesyjnego w konwencji postmodernistycznej z wykorzystaniem aparatu pojęciowego historii sztuki"

***[/center]

WWWNa początku był on, dwie one i tamta ona. Tamta ona bezwstydnie rozwalona, z murzynką u boku, koszem kwiatów, zdobioną w jakieś chwasty narzutą i odrobiną znudzenia na twarzy, bo co to za zabawa, pozować, zamiast uczciwie na chleb. Albo coś w tym stylu.
WWWOn i pierwsza ona stali pod obrazem dosyć długo, chociaż ich nie zachwycił. To znaczy jego nie zachwycił. Bo on miał pierwszą oną, i tamta ona zupełnie mu nie była do niczego potrzebna, a impresjonistów nie lubił i nie szanował, Bóg jeden raczy wiedzieć dlaczego. Pierwsza ona owszem, była zachwycona, bo impresjonistów kochała do miłości sensualnej wręcz i gdyby na ASP ktoś się jeszcze bawił w kropki i dywizje, to marny byłby los jej macicy. A to przecież Manet. Skąd do cholery Manet w Polsce i to jeszcze na tym zadupiu nieziemskim, którego jedyną cechą charakterystyczną był kurnik widoczny z kosmosu?
WWWNawet kot, który w rogu sali siedział i lizał sobie łapkę, zastanawiał się, skąd Manet na Pomorzu? To był kot kustosza; oczytane, elokwentne bydlę z aspiracjami i gdyby nie problemy z obsługą USOSa, obroniłby co najmniej magistrat, więc wiedział, że Manetów się w Pomorskich wioskach nie wystawia. A jednak była tutaj tamta ona, równie zblazowana co druga ona, oglądająca właśnie jelenie na rykowisku, obleczone w ramę tak złotą jak plastikowe doniczki na ekspozycji w Castoramie. O ile jednak w tamtej onej kot był w stanie dostrzec pewne walory estetyczne, związane choćby z nazwiskiem autora, o tyle ta druga ona się kotu zdecydowanie nie podobała i zerkał na nią podejrzliwie złotym oczkiem.
WWWPodobała się natomiast jemu, mimo że miał pod pachą pierwszą oną. W głowie miał śmieszne urządzonko, które astronomowie nazywają komparatorem błyskowym. To takie ustrojstwo, do którego wkłada się dwa zdjęcia przedstawiające fragmenty nieba i porównuje się je, żeby sprawdzić, czy jakaś gwiazdka się nie poruszyła. Bo jakby się poruszyła, to by było zajebiście ważne odkrycie. Ale on nie wkładał do komparatora winylowych płyt z odbiciami świateł, tylko laski.
WWWStał pod tamtą oną, zupełnie ją ignorując i przerzucał sobie w komparatorze obraz pierwszej onej i drugiej onej, starając się zdecydować, która lepsza. Pewnym problemem było to, że pierwszą oną dość dobrze obejrzał sobie nago, tymczasem druga ona była – pech – ubrana, ale i z tym sobie poradził, przymykając lekko oczy i wyobrażając sobie drugą oną siedzącą naprzeciwko niego po turecku, oczywiście bez tego nieszczęsnego ubrania. Akurat wyciągała rękę w stronę jego krocza, gdy zdecydował, że jednak pierwsza ona jest ładniejsza i stracił zainteresowanie tematem.
WWWDruga ona podeszła obejrzeć Maneta i spytała pierwszą oną, zupełnie go ignorując:
WWW- Podoba ci się?
WWW- Bardzo – odparła pierwsza ona i natychmiast zatopiły się w dyskusji o impresjonizmie.
Wkurzył się troszkę, bo pierwsza ona była jego i drugiej onej nikt nie dał prawa do takiego, ot, bezczelnego zagadywania. A tym bardziej do prowadzenia zaawansowanego terminologicznie dyskursu o kropkach i dywizjach. Z braku lepszego wyjścia chwycił pierwszą oną i wyciągnął ją z muzeum.
WWWKot oczywiście zauważył cały sens tej sceny i stwierdził, że tamten musi być strasznym debilem, skoro nie zauważył. Mianowicie, druga ona pachniała lawendą, tak samo jak jej dzieło.

WWW- Saraaa! Saaaaaaraaaaaaa!
Krzyczał i płakał, ale w ozdobionym stokrotkami oknie nikt się nie pojawiał. A szkoda, bo płakał, jakby w oczach miał czysty kwarc. Wiedział, że niedługo skończą mu się łzy i nici będą z przedstawienia, które oglądał tylko kot.
WWW- Saaaaaaaraaaaaa!
O dziwo, po kolejnym rozpaczliwym okrzyku Sara pojawiła się w oknie. W ręku trzymała czaszkę.
WWW- Co ty masz w ręce? - Spytał, tak zdumiony, że zapomniał zaszlochać.
WWW- Czaszkę.
WWW- Czyją?
WWW- Twojej starej. Co cię to obchodzi?
Uznał, że czaszka nie jest zasadniczym tematem rozmowy i przeszedł do sedna:
WWW- Sara, ty szmato!
WWW- Czego chcesz?
WWW- Ciebie, kurwa.
WWW- O co ci chodzi? Mówiłam ci już, że zostaję z Luizą.
WWW- Ależ ona jest klasycystką! - Zawołał, sięgając po najlepszy argument.
WWW- Ty też. Wal się.
Za plecami Sary pojawiła się druga ona, czyli Luiza. Chwyciła Sarę w ramiona, po czym na jego oczach zaczęła ją namiętnie całować i zrywać z niej koronkową bieliznę, aż mu się słabo w kolanach zrobiło. Z braku lepszego wyjścia rzucił wściekłym spojrzeniem w kota (który czmychnął, żeby nie oberwać) i poszedł sobie.



WWWWłaścicielem kurnika był pewien człowiek, który kolekcjonował motyle. W dziewiętnastym wieku jego przodkowie byli znanymi patriotami i bardzo bili się za ojczyznę, tak bardzo, że aż wszyscy od tego umarli. Dziadek tego człowieka uznał, że bycie patriotą się nie opłaca, a w każdym razie nie da się z tego wyżyć, więc zbudował kurnik i umarł, z kurnika też nie mogąc wyżyć. Wyżywał się za to na kurach, przez co nie ostała się ani jedna.
WWWKurnik był miejscem bardzo interesującym. Wskutek antypatriotycznej działalności dziadka nie było w nim kur, były tylko stojaki dla kur, wyglądające jak wieszaki na marynarki. Była też dziura w dachu, przez którą ładnie łapał Eurosport, a także dużo pierza. Nie wiadomo, skąd pierze, skoro nie było kur, ale właściciela interesowały tylko motyle, które pierza nie mają i zagadka pozostawała nierozwiązana.
WWWOdkąd Mirosław Hermaszewski ogłosił, że kurnik jest drugim zbudowanym przez człowieka obiektem widocznym z kosmosu, sołtys chciał organizować do niego wycieczki, ale nikt nie był chętny na półtoragodzinną jazdę rozklekotanym pekaesem z Piły i projekt upadł. Z kurnikiem był ten problem, że zajmował większość wsi. Gdy na jednym końcu padał deszcz, na drugim było jeszcze słońce, a swego czasu próbowano wewnątrz postawić sanatorium, ale wskutek kiepskiej cyrkulacji powietrza wszyscy pensjonariusze wynieśli się do Cisów.
WWWW tym właśnie kurniku spotkali się ponownie on, pierwsza ona, druga ona i tamta ona. Największą zagadką było, skąd ostatnia – obrazy Maneta powinny wisieć w Luwrze, a nie stać pod ścianą w kurniku na Pomorzu, nawet jeśli był to największy kurnik na świecie. Ale to nieistotne, bo rozpoczął się dramat.
WWW- Sara! Czemu? I to dla niej? DLA NIEJ?
WWW- Bo masz małego.
Tak się wkurwił, że aż poszedł do domu.
WWWKot, zniesmaczony poziomem przedstawienia, a zwłaszcza gry aktorskiej, która względem obiecującej scenografii wypadła nad wyraz blado, poszedł za nim.

WWWOn w domu usiadł do sztalugi i zaczął rysować. Kot patrzył mu przez ramię, całkiem zadowolony. Sara, malowana w stokrotkach, była całkiem przyzwoita – no i linearna. Tak linearna, że tamta ona, która została w kurniku i chyba Bóg już nawet o niej zapomniał, nie wspominając o nim, pierwszej onej i drugiej onej, mogła się schować. To był linearyzm prawdziwego mężczyzny, który wcale nie miał takiego małego, co kot wiedział, bo często podglądał go w kąpieli.
WWWTak, linearna pierwsza ona, to była Sara, o którą Luiza mogła być zazdrosna. To była Sara prawdziwego Alfonsa.



Awatar użytkownika
Bartosh16
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 2773
Rejestracja: śr 01 wrz 2010, 11:20
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: [To_be_determined]
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bartosh16 » pn 23 wrz 2013, 18:58

Groteska? God, why?:(

TEKST I:

Pomysł: 14. (Przetrawiłem całkiem nieźle, jak na gatunek, którego nie trawię. Momentami było nawet zabawne).

Styl: 15. (Słownictwo w porządku, choć ten szyk w niektórych zdaniach woła o pomstę do Nieba).

Realizacja tematu: 2 (jeden punkt za to, że padło słowo lawenda, drugi za to, że padło słowo prostytutka. Tekst zdaje mi się lawirować wszędzie, ale nie wokół tematu).

Schematyczność: 10 (Nie spotkałem się jeszcze z czymś takim).

Błędy: 17 (trochę było, ale nie za dużo. Tekst generalnie staranny).

Ogólnie: 13 (średnia arytmetyczna poprzednich ocen plus jeden punkt za to, że tekst jest lepszy w moim mniemaniu od drugiego).

Suma: 71.



TEKSTt II:

Pomysł: 13 (oryginalny, groteska w pełnym tego słowa znaczeniu, skoro niczego nie zrozumiałem. Nawiązanie do malarstwa ciekawym rozwiązaniem).

Styl
: 18 (nie pozostawia wiele do życzenia, choć dialogi na nieco niskim poziomie. Może takie było założenie...? Nie wiem, ale zniesmaczyły mi czytanie).

Realizacja tematu: 1 (Gdzie prostytutki? Gdzie lawenda? Rozumiem, że na obrazach, ale gdzie to jest w tekście? Czemu muszę się wszystkiego domyślać?).

Schematyczność: 9 (Spora oryginalność tekstu, choć swoją strukturą trochę przypominał mi "Ferdydurke", wszędzie pełno symboli i rzeczy, które zwyczajnie nie pasują i o to w tym gatunku poniekąd chodzi i za to go tak nie znoszę).

Błędy: 19 (Niemalże brak. Tekst bardzo staranny).

Ogólnie: 10 (Brakuje mi dosadnej realizacji tematu, nagromadzenie symboliki raczej dla fanatyka polonistyki, niż dla zwykłego czytelnika, jakim jestem).

Suma: 70.


"Racja jest jak dupa - każdy ma swoją" - Józef Piłsudski

Mój blog "Otwórz oczy"

Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » wt 24 wrz 2013, 12:47

No to ja. Temat zaiste oryginalny dał w efekcie starcie motyla z półciężarówką .

Pomysł:
Tekst I - ściana i siłownia. Miałam wrażenie, że pomysł jest spocony od wymyślania konceptu. Groteska wymaga pokazu sztucznych ogni na niebie, tu dostałam płonącą stodołę (poszło utopią oświeceniową i kabaretowym grepsem).
7

Tekst II -
a kto tam za Tobą nadąży autorze! Waryjactwo! Ale podobało się. Miałam wrażenie, że biegam za Twoją wyobraźnią jak na motylem. Zagadka mnie wciągnęła i przez nawiązania wujek Google się irytował ("czego, do cholery, szukasz, babo - powtarzał. Cholera też powtarzał). Chciałabym jak Ty umieć wchodzić w świat malarstwa. Kiedy doszłam do Muchy (Alfonsa), pokochałam Twoje motylki (i stokrotki).
18 (za egoizm)


Styl

jak w tytule: półciężarówka kontra motyle.
Tekst I 11
(praktycyzm i pot)
tekst II 20
(balet)

Realizacja tematu
tekst I 5
obok poetyki tkwiącej w temacie. Łopatką. Bez wyobraźni.
tekst II 9
obok w ogóle, na Twojej łące Motylu to jest na pewno na temat

Schematyczność
4 (I) : 10 (II)

Język (poprawność)
13 (I - akwen wodny mnie uczula)) :18 (II)

Wrażenie subiektywnie ogólnie
Tekst I znudził mnie kliszami i dowcipem z brodą z waty jak sztuczny święty Mikołaj. W sumie miał pecha, bo starł się z literaturą oryginalną i taką, która podziwiam i zazdroszczę.
5:18

45 : 93

(nie jestem matematyki pewna, ale proporcje takie mniej więcej zgadzają się z odczuciami)
Ostatnio zmieniony wt 24 wrz 2013, 13:21 przez Natasza, łącznie zmieniany 1 raz.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)

Awatar użytkownika
Escort
Dusza pisarza
Posty: 606
Rejestracja: sob 05 sty 2008, 23:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Lubartów
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Escort » śr 25 wrz 2013, 19:15

Tekst I

Pomysł - 6/20
Ciężki pomysł. W sumie to poczułem, że ktoś siadł, napisał i poszedł zająć się życiem.

Styl - 13/20
Wydawać się mogło, że ok. Ale momentami strasznie byłem wytrącany z równowagi.

Realizacja tematu 4/10
Trochę daleko od tematu. Równie dobrze pasowałby tekst pod inne tytuły.

Schematyczność 9/10
Wydaje mi się, że daleko od schematów.

Błędy 16/20
Całkiem dobrze, obyło się bez błędów. Tekst dobrze przygotowany, tylko te zdania przydługie i czasami na siłę wydłużane słowem 'który', co irytowało.

Ogólnie 5/20
Nie podobało mi się. Przeczytałem, bo chciałem ocenić. Tekst nie zainteresował mnie, oprócz ostatniego akapitu. Dobry wstęp do czegoś. Ale ogólnie to słabo, tekst nie zrobił na mnie żadnego wrażenia [pisał ironista].

Tekst I: 54/100

Trudno mi się przez ten tekst przedzierało. Nie wiem, może ktoś doceni. Czasami staram się dostrzec najmniejsze elementy pozytywne, ale tym razem po prostu szło topornie pod każdym względem. No i jeśli to jest groteska... ok, nie neguję. Nie znam się na rodzajach literackich ;) ale to nie moja bajka. Kimkolwiek jesteś, nie gniewaj się ;) i nie bierz tej oceny tak do siebie.

Tekst II

Pomysł - 14/20
Całkiem ciekawe.

Styl - 16/20
Dobry styl. Przebrnąłem spokojnie. Bez zacięć, naprawdę miło się czytało. Takim stylem chciałbym czytać powieści z interesujących mnie ;) rodzajów literatury. Nawet ta szczypta zuchwałości by się przydała.

Realizacja tematu 6/10
W pewnym stopniu został zrealizowany.

Schematyczność 10/10
Oryginalnie.

Błędy 16/20
Drobne błędy, które da się naprawić przy korekcie. Ale obiecująco...

Ogólnie 12/20
Autor nawet mnie momentami zaczepiał, ale na dłużej nic mu się nie udało. Dlatego może, bo nie jestem zwolennikiem tego typu. Ale faktycznie, momenty były i czytało się dobrze. Nic ponad dobry poziom.


Tekst II: 74/100

Całkiem dobra ocena. Właśnie na 7,4 oceniłbym ten tekst ;).



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2352
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » czw 03 paź 2013, 21:34

TEKST I

Pomysł: 13
Coś tam było, momentami szło się zaśmiać, momentami niezłe idee, ale wszystko jakby nie do końca wyważone, nie do końca przemyślane i nie bardzo korespondujące z tematem.

Styl: 13
Nie jest ciężki w czytaniu, ale brakuje mu jeszcze lekkości, jakiegoś polotu. Miejscami topornie.

Realizacja tematu: 2
Zgadzam się tutaj z Bartoshem.

Schematyczność: 6
Idealne miasteczko na kolejną modłę. Sporo klisz, chociaż pewnie gdyby były bardziej spójnie sklecone, to tekst by się obronił.

Błędy: 16
Generalnie raczej czysto. Trochę koślawych określeń, miejscami zgrzytający szyk, kilka innych drobiazgów.

Ogólnie: 11
Czytało się nieźle, ale pomysł nie chwycił. Niektóre idee (ale to nie było naj-, więc się nie liczyło) nawet mi się podobały, ale ogólny miszmasz i dość siłowe wepchnięcie tematu do tekstu, niestety, zaszkodziły.

Suma: 61.



TEKST II

Pomysł: 16
Z pomysłu najbardziej chyba doceniam formę - zastosowanie tego "on", "ona", patrzenie oczami kota itd. zdało tutaj egzamin. Jeśli chodzi o pomysł na treść, to trzeba przyznać, że jest oryginalnie, chociaż, jak dla mnie, trochę miejscami to przekombinowane.

Styl: 19
Bardzo ładny, lekki styl. Z polotem, z zabawą językiem, ale bez męczenia czytelnika. Największy atut tego tekstu moim zdaniem.

Realizacja tematu: 5
Trochę tak, trochę nie. Lawendę da się dostrzec. Prostytucję też. Ale nie tworzy mi to całości. I nie widzę nigdzie "zbawiennego wpływu".

Schematyczność: 10
Samo wymieszanie symboli, dziwnych, pozornie niepasujących do siebie elementów itd. to niby znany zabieg, ale jednak wyszło to tutaj świeżo. Trudno Autorowi zarzucić podążanie utartymi ścieżkami ;)

Błędy: 19
Bardzo czysto. Jakieś drobiazgi, ale i to w niewielkich ilościach.

Ogólnie: 15
Przeczytałam z zainteresowaniem, ale zabrakło mi wyrazistej realizacji tematu i treść momentami, jak dla mnie, przekombinowana i zbyt groteskowa (za dużo różnych symboli, elementów). Brakuje mi tutaj trochę wyważenia.

Suma: 84


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Gorgiasz
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 1379
Rejestracja: wt 15 lis 2011, 18:40
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gorgiasz » wt 08 paź 2013, 20:45

Tekst I:

Pomysł: 10. Nie zauważyłem. Ale pewnie był. Gapa ze mnie.

Styl: 15. Poprawnie, czyli niedobrze. Niby przyczepić się nie bardzo jest do czego, ale do czytania też nie zachęca.

Realizacja tematu: 4. Do ulotnego zapachu lawendy raczej nie nawiązuje. A o prostytuowaniu nie ma mowy. Lawenda przyczepiła się tylko na końcu jak rzep do psiego ogona, a prostytucja jak rzep do tego rzepa.

Schematyczność: 8. Czytałem kilka razy coś podobnego, takie wyalienowane z otaczającej rzeczywistości miasteczko (m.in. u Ph. Dicka) ale dawno to było i autor tego czytać nie musiał.

Błędy: 20. Nie zauważyłem znaczących, a czepiać się do drobiazgów nie wypada.

Ogólnie: 10. Przykro mi, ale ogólne wrażenie niezbyt niekorzystne. Temat był lekki, groteskowy, niepoważny trochę, ocierający się o surrealizm. A tu porządek, powaga, przemyślenie... i ta poprawność, tak bardzo zbyteczna.

Suma: 67


Tekst II:
Pomysł: 18. Jest. Momentami zaskakujący, hoc nie wszystkie uchylone przejścia zostały wykorzystane. Kot mógłby być bardziej koci, aczkolwiek i tak dorównuje Behemotowi. Kury – przejrzysta aluzja, tylko jednej litery brakuje.

Styl: 10. Nieco poszarpany, ale momenty znakomite. Mam wrażenie, że było to pisane „na szybko”. Koty czasem to lubią, ale one już niekoniecznie.

Realizacja tematu: 8 Subtelnie zarysowana, choć lawenda mogła być silniej upachniona. Nieźle.

Schematyczność: 8. Autor bardzo starał się aby jej uniknąć. Nie zawsze się udało, ale każdy praktycznie tekst można do czegoś przypasić...

Błędy: 20. Jak Tekst I.

Ogólnie: 18. Generalnie podobało mi się. Może trochę za dużo chaosu, ale jakiś kosmos z tego powstał. I to taki jak w tym wypadku być powinien.

Suma:82



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2797
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » ndz 20 paź 2013, 21:46

[center]Sepryot vs. _Piotr_

"Zbawienny wpływ prostytucji i zapachu lawendy"

ZWYCIĘZCĄ ZOSTAJE: Sepryot

Tekst pierwszy - _Piotr_ - suma: 298 pkt; średnia: 59,6 pkt

Tekst drugi - Sepryot - suma: 403 pkt; średnia: 80,6 pkt

Gratulacje![/center]




Wróć do „Bitwy z przeszłości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości