Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Śmierć Kierowcy (dramat, etiuda)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Śmierć Kierowcy (dramat, etiuda)

Postautor: minojek » pn 15 mar 2010, 14:43

Nie żyję długo. Patrząc z perspektywy dnia, w którym piszę ten tekst. Skoro nie żyję długo, to i zapewne niewiele w życiu przeżyłem. Nie spotkało mnie nic przerażającego; nic, co zdołałoby odcisnąć głębokie piętno na mojej psychice. Ślad, który żyje wraz z nami i który umiera w dniu naszej śmierci. Lub wtedy, kiedy umieramy wciąż żyjąc, odchodząc ze świata normalności w zaciemnioną dal samotności.

Często o nim myślę, choć osobiście prawie go nie znałem. Często wspominam słoneczne dni, gdy spotykaliśmy kierowcę. Wracał do domu, ubrany w nieco przydługie spodnie i białą, wybrudzoną koszulkę. Zawsze z uśmiechem na twarzy, nierzadko z butelką przy ustach. Pozdrawiał nas już z daleka. Czynił ukłon głową, nie zdejmując z oblicza nieśmiertelnego uśmiechu.

- Hej! - witał nas, zwalniając kroku. Zawsze przedłużał "e" tak, by powitanie brzmiało jak najzabawniej.

Pytał o tak wiele, a my odpowiadaliśmy tak krótko. Tak, by znów stać się wolnymi od kogokolwiek. Wolnymi od tych, którzy zastawiali nam drogę powitaniami, pozdrowieniami, pytaniami. Od tych starających się umilić nam czas, w rzeczywistości jednak nam go odbierających. W wakacje każda sekunda jest cenna.

- A, dziękujemy, wszystko w porządku - wyjaśnialiśmy. - A u pana?

Krzywił wtedy zabawnie usta i odciągał głowę, wcześniej odsunąwszy butelczynkę od ust.

- Aaa, jakoś leci. Nie jest źle. Szkoda gadać.

Egzystował tak jak żyli ludzie podobni do niego. Co dzień budził się w sypialni swego niewielkiego domku, zakładał czyste ubranie i żył, nikomu nie wadząc.

Żyłem i ja, niczym nieświadomy hipis. W chwilach słabości wyznawałem nieskrycie, iż żyję z dnia na dzień, bez większego sensu. Budziłem się, jadłem śniadanie, szedłem do szkoły. Jakże więc cieszyłem się w piątkowe wieczory, w które nie opuszczała mnie jedna radosna myśl - nadchodzi lepszy czas.

Lepszy czas musiał kiedyś się skończyć. Zresztą, nic nie trwa wiecznie. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę z faktu, że śmierć nie jest najgorszym rozdziałem losu, że śmierć pełni rolę epilogu nie do uniknięcia.

Kierowca zachorował. W momencie poznania hiobowych wieści, siedziałem na fotelu pasażera w naszym vanie, podczas gdy mój Tata opisywał w skrócie historię ostatnich świadomych godzin Kierowcy. Przypomniałem sobie historię opowiedzianą mi przez stryjka.

"Zabawne - pogonił ich, a i tak go lubili".

Był to czas wielkich zmian w moim niewartościowym życiu. Zmian, które do dnia śmierci będą żłobiły moje podejście do istnienia.

- Wyjdzie z tego - stwierdziłem w owym czasie.

Byłem stuprocentowo pewny swych słów. Nie wierzyłem, że cokolwiek złego może stać się któremuś z naszych znajomych. Tym bardziej Kierowcy. Ba, nie dopuszczałem do siebie takiej myśli. Śmierć? Śmierć przeznaczona jest dla innych, nasi będą żyli w nieśmiertelnym szczęściu. A jednak monotonia uległa przerwaniu.

Minęło kilkanaście godzin. Rzadko rozmyślałem o Kierowcy, będąc przekonany co do słuszności wysnutej tezy - wyjdzie z tego.

Nie wyszedł. Ojczulek przekazał przykre wieści. Było ciemno, ledwie dostrzegałem postać mojego Taty. Schodziłem po schodach, obok których akurat przechodził.

Uwierzyć, czy nie? Pojąć, czy nie?

Zmuszony byłem nie tylko uwierzyć, lecz i pojąć. Kierowcy nie było już wśród nas żywych. Kierowca był tam, gdzie prędzej czy później trafi każdy z nas. A może znalazł się po prostu w bezkresnej próżni. Nie, trafił do Raju. Takiego końca bez końca Mu życzę.

Niedługo potem nadszedł czas pochówku. Grabarze ukryli drewnianą trumnę na dnie dołu. Z ich twarzy nie mogłem wyczytać żadnych emocji. Nikt tego nie potrafił. Ostatnie pożegnanie, jak określają życiowy epilog napisy z wieńcowych szarf, traktowali niczym biznes. Widzieli mnóstwo takich trumien i spoczywających w nich ludzi. Zbyt wiele, by rozpaczać za każdym z osobna. A my? Płakały nie tylko nasze ciała, lecz i nasze dusze. Dusze okaleczane do dnia, w którym zamykamy kalendarz prywatnego eposu.

Ludzie rozeszli się do domów. Jedni odchodzili z uśmiechami na twarzach, szczęśliwi, drudzy nie odzywali się do nikogo, tęsknili. Dziadek pozostał na cmentarzu. Siedział na ławce przed krzyżem. Do krzyża przybito tabliczkę - ostatni personalny dowód istnienia.

- Biorą się za nas, za moje pokolenie - stwierdził dziadek ze smutkiem w głosie. - Szkoda Kierowcy. Dobry był z niego kumpel.

Jeszcze długo klepsydry przymocowane do drzew przypominały o śmierci Kierowcy, o nieistnieniu przyjaciela, wroga, neutralnego sąsiada. Z czasem zżółkły i stały się poszarpanymi papierzyskami, w ogóle nie oddającymi powagi sytuacji. Podobnie jak my, którzy zapominamy o konieczności odejścia i żyjemy w przekonaniu, że do końca własnej drogi nie dojdziemy nigdy.

Grudzień 2009



Awatar użytkownika
iska36
Debiutant
Debiutant
Posty: 641
Rejestracja: ndz 25 paź 2009, 12:12
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pomorze
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: iska36 » pn 15 mar 2010, 16:35

Refleksyjnie, jedna uwaga: na początku piszesz o kierowcy z małej litery
minojek pisze:Często wspominam słoneczne dni, gdy spotykaliśmy kierowcę.

kilka linijek niżej już z wielkiej
minojek pisze:W momencie poznania hiobowych wieści, siedziałem na fotelu pasażera w naszym vanie, podczas gdy mój Tata opisywał w skrócie historię ostatnich świadomych godzin Kierowcy

Konsekwentnie powinno być więc popraw na początku na wielką.

Najbardziej utwił mi w pamięci fragment
minojek pisze:Ostatnie pożegnanie, jak określają życiowy epilog napisy z wieńcowych szarf, traktowali niczym biznes. Widzieli mnóstwo takich trumien i spoczywających w nich ludzi. Zbyt wiele, by rozpaczać za każdym z osobna.


Lubię takie opowieści.
Pozdrawiam



Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: minojek » pn 15 mar 2010, 17:36

Aj, rzeczywiście, przeoczyłem to. Dzięki, Iska36

[ Dodano: Sro 17 Mar, 2010 ]
Właśnie odnalazłem parę drobnych błędów.

W jednym miejscu powinno być "będąc przekonanym", a nie - jak napisałem - "będąc przekonany".

Można też wyciąć wyraz "dziadek" w poniższej wypowiedzi:

" - Biorą się za nas, za moje pokolenie - stwierdził dziadek".

Przecież wiadomo, że chodzi o dziadka, racja?



Awatar użytkownika
Zith
Pisarz domowy
Posty: 196
Rejestracja: ndz 25 paź 2009, 20:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Zith » śr 17 mar 2010, 15:12

Jest to refleksyjny tekst, przesiąknięty emocjami - i dobrze, bo poruszając taki temat, nie wyobrażam sobie innej, suchej formy. Chociaż nie, zetknęłam się z takimi nie raz, ale gdy śmierć nie była tematem głównym i stanowiła po prostu dodatek do fabuły.

minojek pisze:Nie żyję długo. Patrząc z perspektywy dnia, w którym piszę ten tekst.


Jeśli chcesz podkreślić tę pierwszą myśl, to zastanawiam się, czy nie lepiej by było zastosować myślnik, przestawiając pierwsze zdanie na koniec, o tak:
Patrząc z perspektywy dnia, w którym piszę ten tekst - nie żyję długo.
lub po prostu zostawić jak jest, tylko kropkę zastąpić przecinkiem.

minojek pisze:Skoro nie żyję długo, to i zapewne niewiele w życiu przeżyłem.


Powtóreczka i jak na moje, to masło maślane, ale domyślam się co chciałeś przekazać i dlatego wystarczyłoby sięgnąć po inne słowa:
Skoro tak, to zapewne niewiele przeszedłem (bo wiadomo że w życiu).

minojek pisze:Ślad, który żyje wraz z nami i który umiera w dniu naszej śmierci. Lub wtedy, kiedy umieramy wciąż żyjąc, odchodząc ze świata normalności w zaciemnioną dal samotności.


żyje, żyjąc, który, który, umiera, umieramy - dałbyś radę zastąpić je czymś innym, lub zaryzykować i stworzyć jedno długie zdanie, bo widzę, że przecinkami rzucasz celnie ;)

minojek pisze: Często wspominam słoneczne dni, gdy spotykaliśmy kierowcę.


Owszem, powinno być Kierowca, bo to ksywka(?) bohatera i dzięki temu zaznaczasz o kim mowa, a nie tylko podkreślasz czym się zajmuje :)

minojek pisze:- Hej! - witał nas, zwalniając kroku. Zawsze przedłużał "e" tak, by powitanie brzmiało jak najzabawniej.


Ciekawe i już przybliża czytelnikowi postać bohatera.

minojek pisze:- Aaa, jakoś leci. Nie jest źle. Szkoda gadać.


To tutaj nie pasuje, bo skoro odpowiada zdawkowo, nie narzekając i nie wdając się w szczegóły, to to co zastosowałeś pasowałoby właśnie do "biadolenia".

minojek pisze:Żyłem i ja, niczym nieświadomy hipis


Niczym jest porównaniem i nie stawiamy przecinka z którymi do tej pory sobie nieźle radziłeś. Dokończę później, muszę lecieć do pracy. Pozdrawiam :)



Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: minojek » śr 17 mar 2010, 15:56

Dzięki za opinię, Zith. Dopracuję tekst.

PS. No proszę was, nie dziękujcie za komentarze. Jest odpowiedni punkt regulaminu mówiący, by tego nie robić. - Weber
Ostatnio zmieniony śr 17 mar 2010, 16:34 przez minojek, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
PanDemonIum
Pisarz domowy
Posty: 138
Rejestracja: śr 17 mar 2010, 08:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kielce
Płeć: Nie podano

Postautor: PanDemonIum » śr 17 mar 2010, 18:39

minojek pisze:to i zapewne niewiele w życiu przeżyłem.


nie nam to oceniać, a Tobie ;-)
minojek pisze:Często o nim myślę, choć osobiście prawie go nie znałem. Często wspominam słoneczne dni, gdy spotykaliśmy kierowcę.


często myślisz o kierowcy? Ja bym napomniał o kierowcy w pierwszym zdaniu ;-)

W ogóle to ni z gruszki ni z pietruszki zacząłeś o kierowcy. To mi trochę nie pasuje. Może parę szczegółów poprzedzających to wszystko?

minojek pisze:wolnymi od kogokolwiek. Wolnymi


to mi się z kolei podoba. Wprowadzasz pewną dynamikę, przez co czyta się znacznie przyjemniej

minojek pisze:- A, dziękujemy, wszystko w porządku - wyjaśnialiśmy. - A u pana?


mówiliście chórem? zmieniłbym na wyjaśnił jeden z nas, wyjaśniła jedna z nas.

minojek pisze:Egzystował tak jak żyli ludzie podobni do niego.


egzystował tak, jak ludzie podobni do niego.

po co to żyli? egzystował = żył.

minojek pisze:zakładał czyste ubranie i żył, nikomu nie wadząc.


czyste ubranie, ale chodził w brudnym. Więc dodaj na początku, białą koszulkę, prawdopodobnie ubrudzoną smarem czy coś w tym rodzaju.

minojek pisze:nieświadomy hipis.


czyli jak? hipis żyje w nieświadomości? myślałem że Hipisi to żyją miłością i pokojem.


minojek pisze:Kierowca zachorował. W momencie poznania hiobowych wieści, siedziałem na fotelu pasażera w naszym vanie, podczas gdy mój Tata opisywał w skrócie historię ostatnich świadomych godzin Kierowcy.


kierowca, kierowcy. Może można by to jakoś zastąpić? ;-)

Kierowca, znacznie tego nadużywasz. Zmarł, myślałem o Kierowcy, mówiłem, że kierowca wyjdzie z tego. Mówisz o bliskich

czy Kierowca to był jeden z przyjaciół? Czyli można na niego równie dobrze wołać kompan, druh, może w ten sposób powinieneś próbować. Jeśli będziemy w temacie umarł kompan, umarł nasz druh, to będzie wiadomo, że chodzi o niego, tym bardziej, że cały czas napominasz o jego śmierci.



Awatar użytkownika
Zith
Pisarz domowy
Posty: 196
Rejestracja: ndz 25 paź 2009, 20:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Postautor: Zith » czw 18 mar 2010, 14:03

Dobra, obiecałam, to lecę dalej :)

minojek pisze:Egzystował tak jak żyli ludzie podobni do niego. Co dzień budził się w sypialni swego niewielkiego domku, zakładał czyste ubranie i żył, nikomu nie wadząc.


I tu, po pierwszym zdaniu, przydałoby się wymienić, podać jakieś przykłady.
Niewielki domek mnie trochę rozwalił. Rozumiem zamiar wiernego oddania budynku jako pomieszczenia w którym żył, ale ten domek brzmi po prostu zbyt miękko, wręcz jak wycięte z bajki, a nie o to chodzi ;)

minojek pisze:Żyłem i ja, niczym nieświadomy hipis.

Szukałeś słowa, ale te nie oddaje wprost kontrastu o jaki prawdopodobnie Ci chodziło w ukazaniu charakteru narratora i Kierowcy. Bardzej pasuje słowo beztroski. Dalsze zdanie powinno być rozwinięciem tejże myśli.

minojek pisze:W momencie poznania hiobowych wieści, siedziałem na fotelu pasażera w naszym vanie, podczas gdy mój Tata opisywał w skrócie historię ostatnich świadomych godzin Kierowcy.


Dając taką informacje, przydałoby się wspomnieć skąd ojciec narratora znał Kierowcę. A, i dlaczego tata z dużej? Pisząc komuś list, wiadomość, owszem, zaznaczamy z dużej My, Waszych, z Ich ale to utwór literacki i trzeba kontrolować odruchy ;)

minojek pisze:Uwierzyć, czy nie? Pojąć, czy nie?

Zmuszony byłem nie tylko uwierzyć, lecz i pojąć.


Powtóreczki, poooowtóreczki. A może tak?
Uwierzyć, czy nie? Pojąć? Ale jak? Zmuszony byłem do obu. Albo Musiałem to jakoś ogarnąć.

Ach i coś wcześniej:
minojek pisze:Przypomniałem sobie historię opowiedzianą mi przez stryjka.

"Zabawne - pogonił ich, a i tak go lubili".


Staram się, ale nie rozumiem o co chodzi. Czego ta aluzja dotyczy?

minojek pisze:Takiego końca bez końca Mu życzę.


Mu z małej, chyba że to list. Poza tym fajne.

minojek pisze: A my? Płakały nie tylko nasze ciała, lecz i nasze dusze. Dusze okaleczane do dnia, w którym zamykamy kalendarz prywatnego eposu.


Za często stosujesz ten zabieg z powtórzeniami. Jak na tak krótki tekst rzuca się w oczy. Ale nie byłoby żle, gdybys pozbył sie drugiego nasze i kolejnej "duszy" oraz zrezygnował z kropki, wstawiając przecinek.
Wcześniejszy fragment przed tym zdaniem ładny.

minojek pisze: Jedni odchodzili z uśmiechami na twarzach, szczęśliwi, drudzy nie odzywali się do nikogo, tęsknili.


O nieee, nie, nie, oni nie mogą być szczęśliwi, bo i z czego, że już po wszystkim? chyba nie bardzo. Uśmiechy na twarzach wystarczą, a najlepiej, gdyby były w dodatku życzliwe. Wówczas wiadomo jakiego typu to uśmiech, że się tak wyrażę.

minojek pisze:Dziadek pozostał na cmentarzu.



W pierwszym zdaniu byłoby dobrze zaznaczyć że to ksywka, choćby i przesunąć ją na koniec: Na cmentarzu pozostał Dziadek.
Wyobraź sobie zaskoczenie i dezorientację czytelnika, gdy śledzi ten kawałek, spodziewa jakiejś mądrej kwestii od starszego człowieka, a tu:

minojek pisze:- Biorą się za nas, za moje pokolenie - stwierdził dziadek


To co razi, to zbyt częste nadużywanie powtórzeń, bo właściwie należałoby się ich pozbyć i szukać innych słów, określeń, porównań. Druga rzecz to zmylenie czytelnika poprzez brak zaznaczenia co jest czyjąś ksywką, a co określeniem cech, tak jak w przypadku Kierowcy i Dziadka.

Plusy to interpunkcja, wiesz co od czego oddzielić. Musze też przyznać, że czytało mi się też gładko od strony technicznej, bo podzieliłeś tekst, wyszczególniając fragmenty. To zawsze wygląda "lżej" niż cegła tekstu (tak jak u autorki tego posta).

Zakończenie nawet gładkie, choć puenta trochę mglista. To, że człowiek bagatelizuje i odsuwa od siebie nieuchronny koniec, jest powszechne wiadome. To, że o tym myśli dopiero, gdy umrze ktoś z kręgu bliskich, znajomych - również. No, ale to nie powód, by rezygnować z próby podjęcia tematu. Wiele rzeczy już było, ale nie jest to czerwone światło. Należy wręcz dążyć, poprzez ćwiczenia, do uchwycenia rzeczy przeciętnych w sposób niezwykły tak, by ktoś nas kiedyś poklepał po plecach za niezły styl i warsztat (przepraszam, to ostatnie wyszło dość interesownie, ale nie mogłam się powstrzymać od takiej ogólnej refleksji :P )

Pozdrawiam i powodzenia! :)



Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » śr 07 kwie 2010, 21:24

minojek pisze:gdy spotykaliśmy kierowcę.


Kierowca małą, czy wielką literą?

minojek pisze:Żyłem i ja, niczym nieświadomy hipis. W chwilach słabości wyznawałem nieskrycie, iż żyję z dnia na dzień, bez większego sensu. Budziłem się, jadłem śniadanie, szedłem do szkoły. Jakże więc cieszyłem się w piątkowe wieczory, w które nie opuszczała mnie jedna radosna myśl - nadchodzi lepszy czas.


Mniej więcej rozumiem co chciałeś przekazać, ale wyszło to niespecjalnie.

minojek pisze:Byłem stuprocentowo pewny swych słów.


Wyciąłbym stuprocentowo - za bardzo matematycznie to zabrzmiało przy Twoim stylu - poetyckiej narracji.

minojek pisze:Śmierć przeznaczona jest dla innych, nasi będą żyli w nieśmiertelnym szczęściu.


Dokładnie tak uważam i nie dopuszczam do siebie innych myśli - tak jest łatwiej. Nawet mimo tego, iż straciłem już kilka bardzo bliskich osób.

Treść prawdziwa, z kilkoma zdaniami zgadzam się całkowicie. Styl niestety nadal troszkę nieporadny. Jednak widzę, że masz ochotę do pracy, myślę, że to najważniejsze. Będę uważnie obserwował Twoje prace, licząc, że z czasem zobaczę postępy. Na razie było parę ciekawych myśli, wszystko jednak przedstawione nie najlepiej.


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » czw 08 kwie 2010, 12:11

Ślad, który żyje wraz z nami i który umiera w dniu naszej śmierci.

Zwracasz się do mnie, do czytelnika - ja się nie zgadzam z tą tezą. Takim zwrotem wchodzisz na grunt dość niebezpieczny. Lepiej pisać w imieniu bohatera i już. Zgodzę się z nim lub nie.

- A, dziękujemy, wszystko w porządku - wyjaśnialiśmy. - A u pana?


już na początku po wtrąceniu dałeś przecinek, a dalej nie. Dlaczego? Chyba nie stawiasz ich losowo.


Co dzień budził się w sypialni swego niewielkiego domku, zakładał czyste ubranie i żył, nikomu nie wadząc.

Wcześniej napisałeś, że zawsze miał brudną koszulkę. Brakło czegoś - może jakiegoś wytłumaczenia, albo też zmieniłeś pogląd na bohatera.

Nie jest złe, jakaś tam pseudofilozoficzna myśl jest. Niestety, za dużo tego. Przegadujesz, krążysz koło tematu, gadasz i gadasz. Do tego powtórzenia i kilka tych samych błędów co zawsze. Przecinki stawiasz losowo, tata piszesz z dużej litery. Zauważyłem, że przywiązałeś wagę do akapitów a i dialogi wychodzą ci coraz lepiej. To na pewno dobrze - jak już wspomniałem przy okazji wcześniejszego tekstu, rozwijasz się.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości