Jest tam kto? (opowiadanie)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Jest tam kto? (opowiadanie)

Postautor: mamika6 » wt 16 lut 2010, 16:49

[center]Jest tam kto?[/center]




WWWOtworzyłem nagle oczy i spojrzałem w wielkie okno. Kiedy czarne jak smoła niebo przecięła błyskawica, zrozumiałem, że zbudził mnie grzmot poprzedniej. Pod wpływem nagłego światła zmrużyłem oczy, a kiedy potem równie nagle rozpłynęło się po niebie, otworzyłem je szeroko, wstrzymałem oddech i z zamarłym w piersi sercem zacząłem nasłuchiwać.
WWWRaz, dwa, trzy... zacząłem liczyć w ciemności.
WWWWokół nie działo się nic. Ciężkie bordowe zasłony, których kładąc się spać zapomniałem zaciągnąć, wisiały w oknie zupełnie nieruchomo. Okiennice nie stukały popychane lodowatym wiatrem. Żadnego ruchu. Żadnego dźwięku. I choć wypatrywałem i nasłuchiwałem, tylko przeraźliwa ciemność odpowiadała mi milczącym spojrzeniem.
WWW...Dziewięć, dziesięć i zrezygnowałem. Przejdzie bokiem, pomyślałem pozwalając sobie na głębszy oddech.
WWWA potem szyby zadrżały nagle, dom zatrząsł się w posadach i już wiedziałem, że za chwilę za oknem rozpęta się piekło. Naciągnąłem kołdrę na głowę, zacisnąłem oczy i z jakiegoś powodu wyobraziłem sobie, że zasnę.
WWW- Nic z tego - powiedziałem na głos w ciemności. - Nie zarwę przez ciebie nocy, ani mi się marzy o tym.
WWWA jednak za oknem nie było wiatru, deszcz nie padał jeszcze i przez chwilę znów otaczała mnie cisza. Gdzieś pośród niej niestrudzenie tykał zegarek. Nie chciało mi się zapalać lampki, pozostawiłem więc siebie w kompletnej nieświadomości co do tego, która jest godzina. Wiedziałem, że jest noc i że nadciąga burza i to mi wystarczyło. Nie miałem nic przeciwko burzom, przynajmniej jeśli nie budziły mnie w środku nocy. Lubiłem usiąść przy oknie i szczelnie zawinięty w koc, wsłuchiwać się w huk bębniącego o ziemię deszczu. Był jednak środek zimnej październikowej nocy, a ja byłem zmęczony i jakoś nie miałem ochoty na żadne tego rodzaju kontakty z naturą.
WWWZa oknem znów zagrzmiało.
WWW- Nic z tego - powtórzyłem. - Idź sobie. Nie będę wychodził z łóżka przez mały niewinny jesienny deszczyk. No idź.
WWWI wtedy zaczęło lać. Deszcz był nagły i tak silny, że przez chwilę wydawało mi się, że ogłuchnę. Jednocześnie pojawił się wiatr. Zadął w szyby i zatrząsł nimi tak gwałtownie, iż zacząłem obawiać się o ich najbliższą przyszłość, w ciężkich drewnianych ramach. Dotarło mnie przeraźliwe brzęczenie, widać jednak dom przetrwał już nie jedną taką burzę i nie jedną taką noc, bo, choć niemal byłem na to przygotowany, nie usłyszałem ani huku, ani brzęku pękającego szkła. Tylko wiatr, deszcz i zrywane przez nie gałęzie drzew otaczającego mnie lasu.
WWWGwałtownym ruchem zrzuciłem z ramion koc.
WWW- Niech to szlag - zakląłem głośno, bo przyszło mi do głowy, że tej nocy jednak już nie zasnę. Usiadłem na łóżku, wymacałem przełącznik lampki i wcisnąłem go, z popełnionego błędu zdając sobie sprawę dopiero, kiedy światło poraziło mi oczy. Skrzywiłem się, zaciskając powieki, a kiedy po żółtym powidokiem, jaki mi po tym wyczynie pozostał, cokolwiek zacząłem już widzieć, wykręciłem szyję, by dojrzeć tarczę staroświeckiego zegara wiszącą na ścianie.
WWWBomba, pomyślałem. Była trzecia czterdzieści dwie zimnej październikowej nocy, a ja nie nie mogłem spać!
WWWSiedziałem jakiś czas na łóżku, kompletnie nie wiedząc, co ze sobą począć. Przeraźliwie chciało mi się pić, a ponieważ przez cały miniony dzień w sumie też niewiele jadłem, byłem troszeczkę głodny. Przypomniałem sobie o leżących w lodówce jajkach i przez chwilę próbowałem wyobrazić sobie, jak smakuje jajecznica w porze, w której wszystkie kury w okolicy jeszcze śpią. Przez ostatnią dekadę stałem się prawdziwym królem przyrządzanych w prosty sposób potraw i gotowych dań z puszek. Lubiłem też bardzo pizzę, ale pizzy nie dowozili aż tutaj. Nie, nawet gdybyś zadzwonił, że umierasz z głodu, nie przywieźliby ci jej do lasu.
WWWWygramoliłem się z łóżka, drżąc z dojmującego zimna. Podniosłem z podłogi sweter i ruszyłem w kierunku drzwi wiodących na korytarz, niedbale przeciągając go przez głowę, przez co omal nie zderzyłem się z framugą. Jakimś sposobem bez większej katastrofy udało mi się dotrzeć do schodów. Światło kolejnej błyskawicy wdarło się przez okna. Na wielkiej ścianie przede mną zafalowały niepokojące cienie. Ale to wcale nie było najgorsze...
WWWPuk. Puk. Puk.
WWWPoderwałem głowę i spojrzałem na frontowe drzwi. Ktoś pukał? Czy tylko mi się zdawało?
WWWZmarszczyłem brwi i nasłuchiwałem przez chwilę, dźwięk się jednak nie powtórzył. Nic, tylko wiatr za oknem.
WWWZdawało mi się. Dlaczego ktoś miałby pukać do moich drzwi o trzeciej czterdzieści coś nad ranem?
WWWPuk. Puk. Puk. Cichutkie, ale wystarczająco wyraźne. Dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa i nagle poczułem się dziwnie.
WWW- Daj spokój, Leszek - powiedziałem na głos w ciemności. - Zachowujesz się, jakbyś nigdy nikomu nie otwierał drzwi w środku nocy. - Zacisnąłem dłoń na poręczy, bo prawda była taka, że rzeczywiście nigdy w nocy nikomu ich nie otwierałem. W dzień zresztą też nie.
WWWWokół rozbrzmiał przeraźliwy grzmot, a potem nagle zapadła cisza.
WWW- To tylko wiatr - uspakajałem sam siebie. - Wiatr! Mały niewinny jesienny wietrzyk, sam go tak nazwałeś.
WWWTak, pomyślałem, puszczając poręcz i ruszając wolno w dół schodów. I będę się upierał przy swoim. Nit do mnie pukał. Dlaczego ktoś miałby to robić? I nagle zrozumiałem, dlaczego poczułem się dziwnie. Ktoś, kto puka do drzwi, najpierw musi do nich podejść; ktoś musi wejść po schodach, mijając po drodze fotokomórkę, która natychmiast zapala na werandzie światło. Uniosłem głowę i popatrzyłem na niewielkie okienko nad drzwiami. Na werandzie panowały ciemności. A jednak...
WWWPuk. Puk. Puk.
WWWOstrożnie pokonałem resztę schodów i cicho minąłem hol. Za oknami powrócił wiatr. Paskudne cienie zatańczyły na ścianach. Przyłożyłem ucho do drzwi i słuchałem przez chwilę. Tylko wiatr na zewnątrz. Tylko deszcz, pojedyncze grzmoty i szum otaczającego mnie lasu. Odsunąłem się od drzwi i popatrzyłem na nie w ciemności.
WWW- Kto tam! - zawołałem.
WWWOdpowiedział mi grzmot. A potem, nieśmiało:
WWWPuk. Puk. Puk.
WWWOtarłem usta wierzchem dłoni, potem dłoń otarłem w ubranie. Wyrwany ze snu w środku nocy chyba nie myślałem zbyt trzeźwo. W przeciwnym razie nigdy nawet nie pomyślałbym o tym, co właśnie zamierzałem zrobić.
WWWWyciągnąłem dłoń do klamki, drugą powolutku przekręciłem klucz. Drzwi uchyliły się przy wtórze żałosnego skrzypienia. Zamarłem, w duchu przygotowując się na...
Za drzwiami nie było nikogo. Tylko kałuże deszczu na schodach. Otworzyłem oczy i ogarnąłem wzrokiem podjazd... a potem westchnąłem ze starannie udawaną ulgą.
WWW- No tak. Stary głupi Leszek. Myślałeś, że ktoś za nimi będzie? Że ktoś przylazł tu do ciebie do lasu, w środku burzliwej nocy, jakimś cudem wszedł po schodach nie zapalając przy tym światła i... nieważne. - Zamknąłem drzwi i przekręciłem klucz. Nie wiadomo dlaczego byłem zły. Odwróciłem się na pięcie i przy wtórze cichego skrzypienia desek starej drewnianej podłogi, ruszyłem w ciemnościach w stronę kuchennych drzwi.
WWW- Kogo próbujesz oszukać? - Zamachałem rękoma. - Ktoś pukał do tych drzwi. Słyszałeś przecież wyraźnie. Głuche, uparte "Puk. Puk. Puk".
WWWPotrząsnąłem głową.
WWW- To tylko wichura. Złamana gałąź upadła na schody. Niesiona wiatrem puszka uderzyła o drzwi.
WWW- Przestań zwalać wszystko na wiatr!
WWWWzruszyłem ramionami.
WWW- Jakie to ma znaczenie. Otworzyłem te cholerne drzwi i nikogo za nimi nie było. To wszystko.
WWWPuk. Puk. Puk.
WWWZamarłem bez ruchu pośrodku holu. Nie miałem jeszcze odwagi, żeby się odwrócić. Niemożliwe... Byłem tam, otworzyłem te drzwi i... Podniosłem wzrok i zerknąłem, tym razem, na kuchenne okno. Na werandzie panowała ciemność. Co tu się dzieje?
WWWPuk. Puk. Puk.
WWW- Idź i sprawdź - rozkazałem.
WWW- Sprawdziłem!
WWW- No więc zrób to jeszcze raz.
WWWOdwróciłem się i przez chwilę, w napięciu, znowu patrzyłem na drzwi. Wysokie, rzeźbione, zamknięte.
WWW- No dalej, Leszek, czego się boisz? Złamanej gałązki? Pustej puszki po piwie?
WWWBo to była gałązka, albo pusta puszka po piwie, prawda?
WWWNie miałem pojęcia, ile pustych puszek po piwie, może znajdować się na moim podwórku. Nie byłem też pewien, czy mam ochotę to sprawdzać.
WWW- No bo i po co miałbym to robić? - zapytałem oburzony. - Dlaczego miałbym otwierać te drzwi, kiedy na zewnątrz jest zimno i kiedy szaleje wichura?
WWW- Dlatego, że ktoś do nich pukał?
WWW- Nikt tego nie robił - prychnąłem.
WWW- Daj spokój, słyszałeś przecież! To samo miarowe "Puk. Puk. Puk".
WWW- Nie zrobię tego. Nie wrócę do tych drzwi i nie otworzę ich po raz kolejny.
WWWZachichotałem.
WWW- Przyznaj, że się boisz, Leszek. Przyznaj, że trzęsiesz portkami, tylko dlatego, że jakiś pijak, zabawia się przed twoimi drzwiami po nocy.
WWW- Nie boję się - mruknąłem. - Kto powiedział, że się boję? Na zewnątrz jest zimno i pada deszcz. Nie mam ochoty nabawić się zapalenia płuc. To wszystko.
WWW- No więc stój na bosaka na zimnej podłodze holu i przekonaj się, czy uda ci się nie przeziębić.
WWW- Niech to szlag! - Szybkim krokiem ruszyłem do drzwi. Chwyciłem klamkę, przekręciłem klucz i szarpnąłem.
WWWPusto. Tylko ciemność, deszcz i wiatr.
WWW- Kto tam! - wrzasnąłem. Wyszedłem na werandę nie zważając na zimno. Na werandzie natychmiast zapaliło się światło. Lodowaty deszcz zmoczył mi koszulę. - Jest tam kto?!
WWWRozejrzałem się uważnie po lesie. Nie zauważyłem w ciemności nikogo. Kolejny podmuch wiatru chlusnął mi wodą w twarz. Wystraszony i zły zarazem odwróciłem się, żeby wrócić do domu i po raz kolejny tej nocy na wszystkie spusty zamknąć drzwi. W następnej chwili coś trzasnęło mi pod nogami. Przystanąłem i spojrzałem w dół. Niedaleko od drzwi leżała gruba gałąź. Ostrożnie podniosłem ją i przez chwilę przyglądałem się jej w świetle werandowej lampki.
WWWCzy to było to? To, co tak mocno tej nocy mnie przeraziło?
WWWStałem na werandzie przez całą minutę, nie mając pojęcia, co sobie o tym myśleć. Wiele razy czułem się w życiu zupełnie sam. Wiele razy czułem się zagubiony, wystraszony i nieszczęśliwy. Ale tamtej późnej październikowej nocy, gdy stałem na pustej werandzie własnego domu, czułem się bardziej samotny, niż kiedykolwiek przedtem.
WWW- Dlaczego jestem sam? Dlaczego nikt nie martwi się o mnie, ani o mnie nie dba?
WWWPierwszy piorun uderzył w dach, drugi w zachodnią ścianę domu. Ogień rozprzestrzeniał się szybko, połykając stare drewno, tak, jak dzieciaki połykają zbożowe płatki na śniadanie - z lubością i przy wtórze głośnego chrupotu a czasem nawet i trzasków. Deszcz przestał padać i niedługo potem dwie drewniane kondygnacje budynku na moich oczach zamieniły się w popiół.
WWWJako pierwsza zaś przestała istnieć sypialnia.



Awatar użytkownika
Sir Wolf
Łowca Baboli
Posty: 1090
Rejestracja: czw 16 sie 2007, 15:09
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Re: Jest tam kto? (opowiadanie)

Postautor: Sir Wolf » śr 17 lut 2010, 00:00

Przypominam, że moje komentarze nie są objęte gwarancją nieomylności. Ale lubię udawać, że są.

Ort./int./jęz./warsz.

mamika6 pisze:kiedy potem równie nagle rozpłynęło się po niebie, otworzyłem je szeroko

Niebo otworzyłeś, Bohaterze?

mamika6 pisze:zacząłem nasłuchiwać.
zacząłem liczyć

Wiadomo.

mamika6 pisze:Ciężkie bordowe zasłony, których kładąc się spać zapomniałem zaciągnąć

Może: których przez zapomnienie pozostawiłem niezaciągnięte. Kropka. Zasadniczo logiczne, że chodzi o to, iż nie zaciągnął ich, kiedy kładł się spać. Nie piszemy tego, co oczywiste. "Niosłam", a nie "niosłam w rękach". "Ugryzłam", a nie "ugryzłam zębami". "Wsiadłem do samochodu. Zamknąłem drzwi i przekręciłem kluczyk" - bez "w stacyjce".

mamika6 pisze:Okiennice nie stukały popychane lodowatym wiatrem

Nie rozumiem. Lodowy wiatr popychał je, więc nie stukały? Czy też popychał i dlatego nie stukały? Tu jest jakieś zaburzenie prezentowanego obrazu, bo skoro wiatr je popycha, to powinny stukać, prawda? A skoro nie stukały, to dlaczego? Bo zamarzły?

mamika6 pisze:Żadnego ruchu

A te popychane okiennice?

mamika6 pisze:Żadnego dźwięku

A wiatr?

mamika6 pisze:pomyślałem pozwalając

Przecinek.

mamika6 pisze:że za chwilę za oknem rozpęta się piekło.

Ładny zabieg. Celowy?

mamika6 pisze:powiedziałem na głos w ciemności.

Brzydki zabieg. Celowo przypominasz, że panuje ciemność?

mamika6 pisze:pozostawiłem więc siebie w kompletnej nieświadomości co do tego, która jest godzina

W moim odczuciu: bezdyskusyjnie fatalne, do bólu przekombinowane. Obojętnie jak to powiesz, powinnaś to powiedzieć prosto.

mamika6 pisze:zatrząsł nimi tak gwałtownie, iż zacząłem obawiać się o ich najbliższą przyszłość, w ciężkich drewnianych ramach

Zatrząsł w ramach? Czy przyszłość w ramach? Innymi słowy: źle skonstruowane zdanie czy źle użyty przecinek?

mamika6 pisze:Dotarło mnie

Do mnie.

mamika6 pisze:nie jedną

Niejedną.

mamika6 pisze:kiedy po żółtym powidokiem, jaki mi po tym wyczynie pozostał

- Po, po, po, pom pom po po po pom - nucił bohater po żółtym powidoku.


mamika6 pisze:Była trzecia czterdzieści dwie zimnej październikowej nocy

Pierwsza rano - tak. Ale druga w nocy.

mamika6 pisze:jak smakuje jajecznica w porze, w której wszystkie kury w okolicy jeszcze śpią

Śliczne.

mamika6 pisze: stałem się prawdziwym królem przyrządzanych w prosty sposób potraw

Kiepskie eufonicznie, ale to już czepialstwo z mojej strony. Wywaliłbym natomiast "prawdziwym".

mamika6 pisze:Podniosłem z podłogi sweter i ruszyłem w kierunku drzwi wiodących na korytarz, niedbale przeciągając go przez głowę

Znów nieuporządkowany opis. Myśl obrazem, a nie czynnościami i ich kolejnością. Zobacz to, co opisujesz - i opisz to tak, jak widzisz.

mamika6 pisze:że jakiś pijak, zabawia się przed twoimi drzwiami

Przykład złego użycia przecinka.

mamika6 pisze:Jako pierwsza zaś przestała istnieć sypialnia.

Usunąłbym "zaś".

Ogólnie

Dużo aliteracji i podobnych zabiegów. Celowo?

mamika6 pisze:Czy to było to? To, co tak mocno tej nocy mnie przeraziło?

Bohater się bał, zgoda. Ale nie przekonałaś mnie, że był przerażony. Niemniej jednak, powtarzam: bał się. W to uwierzyłem i udzielił mi się jego strach. W pewnym momencie - w partii dialogowej - tekst mnie wciągnął i czytanie poszło gładko, ale początek był strasznie męczący. Przed tobą dłuuuugie ćwiczenie, jak tworzyć opisy. Ale tu jest potencjał, słowo daję.

[ Dodano: Sro 17 Lut, 2010 ]
Czy też popychał i dlatego nie stukały?

Oczywiście miało być:

Czy też popychał, a mimo to nie stukały?


Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale użycz mi, Panie, chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić.

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » śr 17 lut 2010, 00:38

Dziękuję Ci staaaasznie Sir Wolf! Ten tekst mnie również zgrzytał. Wiedziałam w których miejscach, ale nie potrafiłam powiedzieć dlaczego, a Ty tak pięknie mi je tutaj wypisałeś! :D
Drukuję sobie właśnie Twoją wypowiedź i przyklejam na ścianie przy kompie. I będę sobie to wszystko wbijać do głowy! Dziękuję! :D

[ Dodano: Wto 16 Lut, 2010 ]
Ps. Strasznie mnie cieszy, jak ktoś daje mi szansę, żeby następnym razem zrobić coś lepiej :D



Awatar użytkownika
Sir Wolf
Łowca Baboli
Posty: 1090
Rejestracja: czw 16 sie 2007, 15:09
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sir Wolf » śr 17 lut 2010, 20:38

Zawsze do usług.


Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale użycz mi, Panie, chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » czw 18 lut 2010, 10:29

Otworzyłem nagle oczy i spojrzałem w wielkie okno.


Nagle, niespodziewanie powinno być użyte w ciągu akcji, gdy coś przed tym się działo. Wówczas, dla właśnie tamtych wydarzeń te otwarcie oczy może być niespodziewane, nagłe. Dlatego, tutaj bym to usunął.

Okiennice nie stukały popychane lodowatym wiatrem.


Okiennice poruszały się bezgłośnie, popychane lodowatym wiatrem.

[1]A potem szyby zadrżały [2]nagle


[1] - Wziął oddech, i później (co mówi) szyby zdarzały: a gdyby tak naraz / w jednej chwili?
[2] - I tuj, jak widzisz, nagle jest użyte doskonale.

Jednocześnie pojawił się wiatr.


Ale wiatr już był...

Tylko wiatr, deszcz i zrywane przez nie gałęzie drzew otaczającego mnie lasu.


przez kogo/co? Najlepiej to wyciąć.

Była trzecia czterdzieści dwie zimnej październikowej nocy,


Była trzecia czterdzieści dwie, środek zimnej październikowej nocy,

Nit do mnie pukał.


wiadomo

Ktoś, kto puka do drzwi, najpierw musi do nich podejść; ktoś musi wejść po schodach, mijając po drodze fotokomórkę, która natychmiast zapala na werandzie światło. Uniosłem głowę i popatrzyłem na niewielkie okienko nad drzwiami. Na werandzie panowały ciemności. A jednak...


Genialny zabieg - coś co tworzy klimat, przynosi dreszcz na plecy i pozwala zobaczyć tę grozę!

Zamarłem bez ruchu pośrodku holu.


to jest logiczne. Ale brakuje w, żeby związek frazeologiczny był poprawny.

Przeczytałem. Dwie rzeczy in PLUS i jedna in MINUS. Tylko, że ten jeden minus zwiał wszystko, jak twój wiatr z opowiadania gaszący świeczkę.

Udało ci się zbudować (doskonale!) klimat burzy: dźwięki, ciemność, wiatr, deszcz - te składowe aury u ciebie mają namacalny i wyczuwalny charakter. Przez cały tekst słyszałem to wszystko, co opisywałaś. Jest to bardzo ważne, bo przecież porwałaś mnie w wykreowany przez ciebie świat. Drugą rzeczą jest wskazany przeze mnie zabieg: zmusił do zweryfikowania faktów: TAM COŚ JEST!... pomyślałem, tak samo jak bohater. Zabieg jest - jak pisałem - genialny i ja i bohater zostaliśmy zaskoczeni w tym samym czasie.

Niestety minus - zakończenie... samotność? Napisałaś takie opowiadanie, żeby tak to zakończyć? To tak jakby uruchamiać kombajn na jeden kłos. Tyle zabiegów, tyle pisania i podsumowanie jak w średniej miniaturce. I przez to, moja droga, całość straciła BARDZO dużo. Na szczęście, potrafię dopisać swoje zakończenie, tym samym ratując ocenę końcową.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » czw 18 lut 2010, 13:05

Dziękuję, Martini, bardzo. :D
Zakończenie było i nie była to samotność, a raczej było to zaprzeczenie samotności. Nie chciałam jednak mówić tego wprost - chciałam, żeby czytelnik sam poukładał sobie te klocki, tak jak Ty to zrobiłeś. Teraz widzę, że nie był to dobry pomysł. A może powiedziałam coś za mało, żeby czytelnikowi zakończenie samo się nasunęło? W każdym razie, nie jest to dość czytelne.



Aaaaaach! Te przeklęte okiennice... Grrr :D

Wokół nie działo się nic. Ciężkie bordowe zasłony, których kładąc się spać zapomniałem zaciągnąć, wisiały w oknie zupełnie nieruchomo. Okiennice nie stukały popychane lodowatym wiatrem. Żadnego ruchu. Żadnego dźwięku.
Nie było wiatru, nie było nic, kompletna cisza i bezruch. Pisząc, że okiennice nie stukały, chciałam przez to powiedzieć, że na zewnątrz nie ma wiatru. Przekombinowałam. To też będzie dla mnie lekcja :D



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » czw 18 lut 2010, 13:14

Okiennice nie stukały, popychane lodowatym wiatrem.


ale tu jest wiatr - to on pcha okiennice. W zdaniu brakuje przecinka, ale gdyby go wstawić, to mamy wiatr, który popycha okiennice a one nie stukają, mimo to. Widzisz to?


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » czw 18 lut 2010, 13:27

Tak, teraz widzę. Powinno być "Okiennice nie stukały, bo nie popychał je wiatr".
Teraz już wiem, jak powinnam napisać:
"Okiennice nie stukały, nie popychał je wiatr"
Tak chyba byłoby poprawnie i opisało to tak, jak sobie wyobraziłam.



Awatar użytkownika
PannaBlack
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: czw 11 lut 2010, 22:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: PannaBlack » czw 18 lut 2010, 19:49

mamika6 pisze:"Okiennice nie stukały, bo nie popychał je wiatr".


To zdanie jest ciutek nie poprawne. Powinno brzmieć " Okiennice nie stukały, bo nie popychał ich wiatr."

mamika6 pisze:"Okiennice nie stukały, nie popychał je wiatr"


Z tym jest podobnie. "Okiennice nie stukały, nie popychał ich wiatr."

Użyłeś złego zaimka.

Jeśli chciałeś, by okiennice nie stukały na wietrze, to zdanie powinno brzmieć : Okiennice, nie stukały, popychane lodowatym wiatrem. I chyba to miał na myśli Martinius.


Nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że jego osiągnięcie wymaga czasu. Czas i tak upłynie.

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » czw 18 lut 2010, 20:41

Tak, tak! Przepraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaszaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaam!
Już więcej nie będę :D

[ Dodano: Czw 18 Lut, 2010 ]
Nie będzie żadnych okiennic, wiatru zresztą też nie :D



Awatar użytkownika
pavelg1
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: pt 02 paź 2009, 03:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bydgoszcz
Płeć: Mężczyzna

Postautor: pavelg1 » pn 22 mar 2010, 03:14

Zgadzam się z przedmówcą: początek był bardzo męczący. Niektóre akapity zaczynałem po kilka razy, bo gdzieś w połowie zapominałem, o czym w ogóle czytam. I prawdopodobnie byłoby tak do samego końca, gdyby nie fakt, że wprowadziłaś orzeźwiający zabieg: dialog bohatera z samym sobą! (nie mylić z monologiem)
Tą rozmową nie tylko ożywiasz akcję, ale i w ciekawy sposób przedstawiasz myśli bohatera: obawy, wątpliwości, itp.
Zakończenie jest świetne, wcale nie przekombinowane. Pioruny trafiające w dom bohatera można potraktować albo jako karę Boską za okazywanie pychy ("Dlaczego jestem sam? Dlaczego nikt nie martwi się o mnie, ani o mnie nie dba?"), albo też samo pukanie można uznać za akt Bożej łaski - ostatecznie ocaliło bohatera przed śmiercią w płomieniach:)
Tekst mi się podobał. To już druga miniatura Twojego autorstwa, którą przeczytałem i zaraz zabieram się za poszukiwania jakiejś trzeciej.
Pisz dalej!

PS: Tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju... Nigdy nie wiedziałem burzy w październiku;)


"Pisać jest rzeczą ludzką, redagować boską." - Stephen King

Awatar użytkownika
Maclean
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: czw 18 mar 2010, 08:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maclean » pn 22 mar 2010, 10:36

Nie zgodzę się z twierdzeniem, że początek był męczący. Bynajmniej ja, czytając pierwsze akapity, poczułem, jakbym faktycznie obudził się niespodziewanie przed czwartą nad ranem. Ciemność, chłód, tykanie zegara, deszcz łomoczący za oknem, uczucie pragnienia. Dla mnie ten opis, w takiej właśnie postaci, jest najodpowiedniejszy.
Potem napięcie wbiło mnie w fotel. Szczerze wyznam, że się bałem... Tylko zakończenie było takie... pospieszne. Nieco mnie rozczarowało, ale chyba za dużo się spodziewałem po takiej dawce emocji.


Nulla dies sine linea (Apelles)

Awatar użytkownika
PanDemonIum
Pisarz domowy
Posty: 138
Rejestracja: śr 17 mar 2010, 08:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kielce
Płeć: Nie podano

Postautor: PanDemonIum » śr 24 mar 2010, 12:27

Pod wpływem nagłego światła zmrużyłem oczy, a kiedy potem równie nagle rozpłynęło się po niebie, otworzyłem je szeroko


"Otworzyłem je szeroko", domniemam, że światło? :-PP

Zmrużyłem oczy, ale oczy nie rozpływały się po niebie... Skoro piszesz, że rozpłynęło się światło, a potem o otwieraniu oczu... To sorry, moim zdaniem coś tu jest nie tak.

Okiennice nie stukały popychane lodowatym wiatrem. Żadnego ruchu. Żadnego dźwięku.


Popychane były wiatrem, nieważne czy lodowatym, czy zimnym. Pomijając. Ale, skoro popychał je, to przynajmniej odrobinę jednak drgały, więc... "Żadnego ruchu"? Na pewno? Już pomijając fakt, że jak się poruszały, rozwierały na maksymalną szerokość, to jakkolwiek musiały uderzać. Przynajmniej o ścianę. Uderz w domu oknem o ścianę, też nic nie słychać?

Tym bardziej, że była burza. Najczęściej jest tak, że wzmaga się silny wiatr. Siłą rzeczy jakkolwiek, bo jakkolwiek, ale się poruszały. Więc zapytam jeszcze raz, na pewnoo... Żadnego ruchu? ;XX

popychane lodowatym wiatrem (...) A jednak za oknem nie było wiatru


Sama sobie przeczysz. Był, a zaraz go nie było. Puff. Magia.

że jest noc i że nadciąga burza i to mi wystarczyło


Wiedziałem, że jest noc i że nadciąga burza, i to mi wystarczyło.
Po drugim łączniku zdania "i" stawiamy przecinki.
Przykładowo: Kupiłem pomidora i ogórka, i ser żółty...

Dotarło mnie


Smacznego. Nie wiem, może się mylę, ale chyba zjadłaś "do"

Tylko wiatr, deszcz i zrywane przez nie


Przez nie? Nie... ;]]

Była trzecia czterdzieści dwie zimnej październikowej nocy


Wiemy, że zimna, że październikowa, że noc. O tym, że zimna i że październikowa już było wspominane, z kolei, że noc... Cóż, wałkujesz o tym od początku ;-p

jak smakuje jajecznica w porze


jajecznica późną porą może.
Pierwsze skojarzenie, jajecznica w porze. Cholera... Co ma por do jajecznicy.
Może to efekt tego, że mało czytam, nie wiem, Ty mi powiedz ;-P

Nie, nawet gdybyś zadzwonił, że umierasz z głodu, nie przywieźliby ci jej do lasu.


Nie wiem pani Narrator. Nie mieszkam w lesie, a w centrum. Poza tym, o tej porze pizzerie, niestety, są nieczynne.


ruszyłem w kierunku drzwi wiodących na korytarz, niedbale przeciągając go przez głowę


Korytarz przeciągał przez głowę. Wesoło :_P


Mały niewinny jesienny wietrzyk


Mały, niewinny, jesienny wietrzyk.

sam go tak nazwałeś.


Nieprawda. Nie zmiękczałbym do "wietrzyk", zresztą, zdecyduj się w końcu, czy wiało, czy nie wiało. Bo pierw mówisz o lodowatym wietrze, potem, że go nie było, potem, że znów był... :x Czuję się zmieszany.

Nit


Smacznego. Zjadłaś K {Nikt}

Ktoś, kto puka do drzwi, najpierw musi do nich podejść; ktoś


Ktoś, ktoś... Z jednym ktoś można coś zrobić.

panowały ciemności


A nie ciemność? Dwie ciemności oznaczają większy mrok ;-P?

powrócił wiatr


O! Wrócił!
Rany... ;-P

Wyrwany ze snu w środku nocy chyba nie myślałem zbyt trzeźwo.


Po nocy przecinek. Wyrwany - czasownik w czasie dokonanym, przeszłym, pierwsze orzeczenie, myślałem drugie orzeczenie.

Zamknąłem drzwi i przekręciłem klucz


Które?
Booo, jedne już zamykał. Ale w sumie... Wiatr też pojawiał się i znikał. Może przekręcił raz, potem wrócił i przekręcił klucz po raz drugi? Nie wiemmm... Może się czepiam :-P

Przestań zwalać wszystko na wiatr!


Który to był, to go nie było. ;-PP

- Idź i sprawdź - rozkazałem.
- Sprawdziłem!
- No więc zrób to jeszcze raz.


Nasz bohater ma rozdwojenie jaźni?

puszek po piwie, może znajdować


A tutaj przecinek chyba zbędny.

późnej październikowej nocy


jw. Wiadomo, że późna noc, a w zasadzie to nie wiem czy nie wczesny ranek. Było już koło 4. Że październik, to też wiadomo.

chrupotu a czasem


chrupotu, a czasem


Fajne. :-P lekko mi się czytało, ale momentami, żeby się połapać o co chodzi, musiałem po raz drugi czytać zdanie :-D



Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » śr 24 mar 2010, 14:52

PanDemonIum pisze:
panowały ciemności


A nie ciemność? Dwie ciemności oznaczają większy mrok ;-P?


No właśnie. Często spotykam się z takim zapisem tu czy tam, i sama często też tak piszę. Jak to jest z tymi ciemnościami - liczba mnoga jest błędem?



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 24 mar 2010, 14:59

Panowały ciemności to jest niepełna forma związku frazeologicznego egipskie ciemności. Jest to błąd - ponieważ poprawnie trzeba zapisać: panowały egipskie ciemności jako zwarty związek frazeologiczny lub napisać zgodnie z zasadą pisowni: panowała ciemność.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości