Przebudzenie

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
malika
Dusza pisarza
Posty: 514
Rejestracja: pn 19 paź 2009, 20:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Zza winkla
Płeć: Kobieta

Przebudzenie

Postautor: malika » pn 01 lut 2010, 00:02

[center]Przebudzenie[/center]


 Drobna brunetka siedząca przy barze, zamówiła Krwawą Mery i okręciła się na stołku, podziwiając urządzone w stylu lat pięćdziesiątych wnętrze klubu. Na ścianach w kolorze błękitu, wisiały oprawione w ramy winylowe płyty, a różowy neon za plecami didżeja uśmiechał się przyjaźnie. Czarno biała szachownica parkietu, wyglądała wręcz swojsko. Dziewczyna zamknęła oczy i wciągnęła w nozdrza zapach życia. Dobrze było wrócić do domu.
 Moczyła usta w drinku, obserwując bawiących się ludzi, kiedy z głośników poleciała kolejna piosenka. Zachrobotało i pierwsze dźwięki poszły w zwolnionym tempie, nagle przyspieszyły, przechodząc w bzyczenie, które zakończyło się dziwnym bulgotem. Rytm został zachwiany, po czym wrócił na właściwe miejsce. Dziewczyna skrzywiła się, jakby ktoś przejechał gwoździem po tablicy. Zmierzyła dyskdżokeja zimnym spojrzeniem, zasłoniła trunek ręką i powoli ruszyła w kierunku konsolety.
 Pół wieku temu, ten kawałek był niezłym hitem, a teraz jakiś gówniarz profanuje go nieumiejętnym używaniem pokrętła. Czuła rosnącą złość. Jeżeli było coś, co napawało ją obrzydzeniem, to właśnie brak szacunku dla muzyki. W gardle pojawiło się znajome łaskotanie. Uniosła kąciki ust i przymrużyła oczy. Wściekłość i głód idą w parze.
 Niezatrzymana przez nikogo, szybko dotarła na miejsce, wspięła się na podwyższenie i zajrzała do boksu. Śliczny uśmiech zagościł na bladych ustach.
 – Cześć didżej! Co to przed chwilą miało być, hę? – spytała słodko.
 – Słuchaj, laska... – Młody chłopak zdjął słuchawki, spojrzał na nią zirytowany i się cofnął. Te oczy nie zachęcały do polemiki.
 Uśmiechnęła się jeszcze szerzej i weszła do środka.
 – Wyjdź... – wydukał, sięgając pod blat, ale nie zdążył dotknąć ukrytego przycisku. Wykręciła mu rękę i podcięła nogi. Krzyknął.
 – No już, mój słodki, cicho. – Odstawiła szklankę i nachyliła się, zasłaniając mu usta. – Nie będziemy dłużej męczyć świata twoimi muzycznymi bezeceństwami.
 Piosenka automatycznie przeskoczyła na kolejny hit połowy ubiegłego stulecia i na sali zawrzało. Widać jednak w ludziach pozostała jeszcze odrobina gustu, dziewczyna pomyślała, wstając z podłogi. Wierzchem dłoni otarła kąciki ust, poprawiła ubranie i sięgnęła po leżący obok gramofonu telefon. Obecnie o wiele łatwiej się ze sobą komunikować. Wystukując z pamięci numer, miała wrażenie, że zbyt łatwo.
 – Magik – powiedziała, kiedy w słuchawce rozległ się trzask. – Potrzebuję hieny.
 – Cichego? – spytał rozmówca, bez zbędnych ceregieli.
 – Niekoniecznie, wystarczy oswojony.
 – Będziemy za dziesięć minut.
 Odłożyła telefon i zaczęła przeglądać rozrzucone na blacie winyle. Zwilżyła wargi w swojej Mery i nastawiła kolejną płytę. Musiała przyznać, że wszystkie były dosyć zgrabnie dostosowane do obecnych gustów muzycznych. Podkręcony bas w jednych, kilka syntetycznych dźwięków w innych kawałkach, dawało całkiem niezły efekt, miejscami nawet lepszy niż w oryginale. Ludzie szaleli na parkiecie, wiwatując, kiedy zgrabnie przechodziła z jednego utworu na drugi.
 Uśmiechnęła się zadowolona. Przyszła na świat o kilka stuleci za wcześnie. Powinna raczej zająć się przetwarzaniem muzyki, niż grą na fortepianie, ale nic straconego. Znowu jest wśród żywych. Będzie czas, żeby nadrobić.



 Do klubu weszli nowi goście i do razu ruszyli w stronę konsolety dyskdżokeja. Mężczyźni poruszali się w jednym tempie, a ich ciemne stroje wyróżniały się na tle kolorowego tłumu. W migających światłach dyskoteki wyglądali niczym marionetki, pociągane za sznurki przez idącego z przodu przywódcę. Zatrzymali się przed boksem i stanęli w dwuszeregu. Ich lider wszedł do środka i skłonił głowę.
 – Witaj Olwa. Kopę lat.
 – No, prawie. Pięćdziesiąt, o ile mnie pamięć nie myli – odpowiedziała zimno.
 Uśmiechnął się.
 – Nic się nie zmieniłaś. Urocza jak zwykle.
 – Ty również, Magiku.
 Spojrzał na nią uprzejmie i wzruszył ramionami.
 – Z pewnych rzeczy się nie wyrasta. – Popatrzył na leżącego na podłodze martwego chłopaka. – Tylko to?
 Skinęła potwierdzająco. Gestem wezwał swoich ludzi. Próbowali zachować spokój, ale widział, jak oczy im rozbłysły na widok mięsa. Z ledwością się powstrzymywali, brody im drżały i co chwila obnażali żółte zęby. Jeszcze raz spojrzał na blade ciało i zwrócił się do mężczyzny stojącego najbliżej.
 – Ma być czysto – powiedział ostro.
 – Tak, panie – Drusus zawarczał niczym pies. Pociągła twarz nabrała ostrych rysów, a przecinająca policzek blizna zalśniła w zbłąkanym snopie światła.
 Magik dał pozwolenie i cztery hieny rzuciły się na podłogę z cichym skomleniem. Odwrócił się i spojrzał na zajętą zmienianiem płyty wampirzycę. Była czysta, ubrana w stylową sukienkę w czarne grochy i, jak zwykle, miała perfekcyjnie upięte włosy, ale skórę barwy kaolinu znaczyły fioletowe półksiężyce u nasady paznokci i sińce pod oczami. Obudziła się niedawno, kilka, może kilkanaście godzin temu, i niewiele jadła. Podniósł nieupitego drinka i powąchał.
 – Krwawa Mery? Czyżby ci anulowali kartę do banku krwi? – spytał z sarkazmem.
 Zignorowała go. Przyjrzał się jej uważnie. Na tle konsolety i w słuchawkach założonych na jedno ucho wyglądała groteskowo, niby porcelanowa lalka wstawiona do zbyt nowocześnie urządzonego wnętrza.
 – Lubię zapach pomidorów – odezwała się cicho, zdejmując słuchawki i nastawiając spokojniejszy kawałek. Przesunęła kilka suwaków na konsolecie i światła przygasły. Ludzie na parkiecie połączyli się w pary, a boks pogrążył w półmroku. – Przypomina mi o domu. – Na twarzy dziewczyny zagościła nostalgia.
 Magik nie potrafił ukryć zaskoczenia. Słyszał o Olwie wiele i nie były to dobre rzeczy, kilka razy z nią współpracował i wiedział do czego jest zdolna. Uczucia nijak tu nie pasowały.
 Za nimi jedna z hien mlasnęła głośno i chrupnęła miażdżona kość. Oboje odwrócili się w stronę dźwięku. Eks-didżej nie posiadał już kończyn. Jeszcze dziesięć minut i robota będzie skończona.
 – Wystarczyłby jeden – sarknęła wampirzyca, powracając do zwykłego tonu. – Przecież mówiłam.
 Magik rzucił jej krótkie spojrzenie, była zimna jak stal. Pewnie zwiodła go gra świateł i tyle. Zaczął obserwować rozbujany tłum.
 – Chłopaki się nudzili, to zabrałem co grzeczniejszych, w nagrodę za dobre sprawowanie.
 – To twoja prywatna sfora? – spytała, nie bez podziwu.
 – Tak, hodowana od szczeniaka.
 – Zawsze miałeś lekką rękę do Czyścicieli – stwierdziła.
 Wzruszył ramionami.
 – Wystarczy dać im odpowiednio dużo mięsa i odrobinę swobody. Dobrze traktowane, odpłacą lojalnością i niekwestionowanym posłuszeństwem. Przywiązują się jak psy, ale potraktuj któregoś kijem... – Uśmiechnął się złowieszczo, podciągając rękaw koszuli. Trochę poniżej łokcia, brakowało kawałka ciała.
 – A odpowie pięknym za nadobne – dziewczyna dokończyła z półuśmiechem. – Wiesz, że oficjalnie cię tu nie było? – spytała po chwili.
 – Jasna sprawa. – Skupił się na gościach oblegających barek. – Zauważyłaś coś dziwnego? – spytał i leniwie kiwnął głową w stronę dryblasa z butelką piwa, przyczajonego w kącie obok baru.
 Dziewczyna natychmiast wyprostowała się, oparła ręce na blacie i pochyliła do przodu. Przymknęła powieki i wciągnęła powietrze.
 – Wampir – szepnęła, prawie nie poruszając ustami.
 – Jest ich trzech. – Magik wzrokiem wskazał pozostałych. – I jeden zombi, o tam, obok kolumny, chociaż nie wiem, czy facet nie jest po prostu urżnięty w sztok. – Uśmiechnął się, ale wampirzyca zmierzyła go lodowatym spojrzeniem.
 – Miałeś ogon – powiedziała twardo. Zmarszczyła czoło i obnażyła zęby. – Przyleźli tu za tobą! – Zrobiła krok w jego stronę.
 – Ty chyba za długo spałaś – sarknął. Wampirzyca rozcapierzyła palce, w jej oczach płonął ogień. Magik zgrzytnął zębami. Wiedział, że zachowanie przebudzonych jest irytujące, ale jakoś miał nadzieję, że ta dziewczyna ma więcej klasy. – Olwa, chyba nie chcesz zarzucić mi braku profesjonalizmu? – spytał ostrzegawczo.
 Coś w jej twarzy drgnęło. Odsunęła się i odwróciła wzrok. Znowu wyglądała jak lalka.
 – W takim razie, co tu robią? – rzuciła, już obojętnie.
 – Jak na mój gust – polują, ale zaraz się dowiemy. Irda!
 Z ziemi poderwał się najmniejszy z czwórki hien i stanął przed Magikiem na baczność. Pysk miał umazany krwią, a z kącika ust zwisał kawałek mięsa. Widząc pogłębiającą się zmarszczkę na czole swojego pana, szybko językiem zagarnął wystający ochłap i wytarł twarz w rękaw. Struchlał czekając na karę, ale Magik odezwał się beznamiętnie.
 – Trzy wampiry: na dziewiątej, pierwszej i czwartej. Wyniuchaj czy są razem i po co przyszli. Jeśli się nie znają, napuść ich na siebie. – Hiena już wychodził, ale Magik złapał go za ramię. – I nie zawiedź mnie – syknął.
 – Nigdy, panie! – Irda zaskomlał i wyszedł z boksu. Przemykał między tańczącymi niczym duch.
 – Długo to potrwa? – Wampirzyca coraz mniej panowała nad emocjami.
 Magik chwilę patrzył w zielone, zimne jak tafla zamarzniętego jeziora, oczy. Po raz drugi tego wieczoru, zobaczył w nich przebłysk ludzkich uczuć.
 – Zanim chłopcy skończą z twoim śniadaniem, będzie po wszystkim.
 Wampirzyca spojrzała za siebie i skrzywiła się na widok obszarpanych zwłok. Drusus właśnie miażdżył czaszkę i z lubością wysysał mózg. Dziewczyna zagryzła wargę, spojrzała na konsoletę i zmieniła płytę. Oparła łokieć o rękę położoną na brzuchu i zaczęła obgryzać paznokieć. Coś bardzo ją martwiło. Spuściła rękę i westchnęła, znowu przygryzając usta.
 – Nie wiesz kto cię wezwał? – Magik przyglądał się jej intensywnie.
 Drgnęła na dźwięk jego głosu. Pokręciła głową.
 – Było inaczej niż zwykle – zaczęła. – Nie widziałam twarzy, ani nie poczułam zapachu. Po prostu coś zmusiło mnie do otwarcia oczu i... ona powiedziała, że potrzebuje mojej pomocy... to znaczy, nie powiedziała, tylko... dała mi znać. Och, sama już nie wiem, co to było – westchnęła i przetarła oczy.
 Magik zmarszczył brwi i ściągnął usta. A więc zaczęło się, pomyślał. Szybko, był pewny, że ma jeszcze kilka miesięcy. No cóż, w sumie, to nic się nie zmieniło, po prostu trzeba przyspieszyć plan. Spojrzał na hieny, właśnie kończyły sprzątanie. W sam raz.
 – Idziemy. – Wziął wampirzycę za rękę. Spojrzała na niego ze zdziwieniem. – Jesteś zmęczona i musisz coś zjeść. Jeśli chcesz pozostać w ukryciu, to nie radzę ci stołować się w miejscach publicznych. Chodź, mam w lodówce kilka jednostek A Rh+, nawet całkiem świeżych. – Uśmiechnął się zachęcająco. Dziewczyna nawet nie drgnęła. Poczuł, że znowu się irytuje. Zgrzytnął zębami. – Dobra, rób co chcesz, ale nie dzwoń do mnie, jak znowu narozrabiasz. Wiesz, że nie lubię się babrać w ludzkim gównie. Zrobisz błąd, zauważą cię i zjadą się gliny, a moje hieny nie znoszą psów. – Wyszedł z boksu, nie oglądając się. Wiedział, że za nim pójdzie.
 Dziewczyna potrąciła go łokciem i przeszła obok.
 – Pijam zerówkę, jeśli nie pamiętasz – powiedziała sucho i ruszyła w stronę drzwi.
 Magik zamknął oczy i ledwie dostrzegalnie wykrzywił usta.
 – Zobaczymy, co da się zrobić.
 Kiwnął na hieny, posłusznie ruszyły za nim. Już na zewnątrz dołączył do nich Irda. Zrównał się z Magikiem i musnął go wierzchem dłoni na powitanie.
 – To Dayanie. Przyszli po nią – warknął.
 – Cholera, tośmy wdepnęli. – Zacisnął pięści. – Bilal, Soji, nie dajcie im wyjść z klubu. Drusus idziesz z nami, ty, Irda, leć po chłopaków. Macie czekać pod Pierwszą Bramą Areny, Bractwo nie da jej wymknąć się tak łatwo.
 Podbiegł do wampirzycy, złapał ją pod łokieć i skręcił w najbliższy zaułek. Sapnęła zaskoczona, ale wiedziona instynktem, natychmiast zaatakowała. Spodziewał się tego, więc objął ją w pasie i przycisnął do siebie, krępując ruchy. Nigdy nie pozwoliłby sobie na taki manewr z normalnym wampirem, nawet młodym, ale Olwa, póki co, była za słaba, żeby zrobić mu krzywdę.
 – Spokojnie, księżniczko – zamruczał jej do ucha. – Miałaś ogon. Ci trzej przyszli po ciebie. Musimy opuścić ten uroczy zakątek w alternatywny sposób, i wątpliwe jest, by moje rozwiązanie przypadło ci do gustu. – Ani na chwilę nie poluzował uścisku.
 Skierowali się w głąb cuchnącej padliną uliczki, gdzie, za kontenerem na śmieci, czekał Drusus. Hiena wyciągnął z kosza stalowy pręt i podważył właz studzienki. Magik pociągnął wampirzycę na samą krawędź i popchnął lekko.
 – Wskakuj – nakazał.
 Spojrzała na niego zszokowana.
 – Przecież to ścieki. – Cofnęła się i zmarszczyła z niesmakiem nos.
 – Powiedziałem, że nie będzie przyjemnie. – Uśmiechnął się. – A teraz właź, nie czas zgrywać francuskiego pieska. – Wyminął ją i zniknął w otworze.
 Olwa popatrzyła wściekle na wyszczerzonego Drususa, wygładziła sukienkę i skoczyła w ciemność.


Cierpliwości, nawet trawa z czasem zamienia się w mleko.

Awatar użytkownika
Sir Wolf
Łowca Baboli
Posty: 1090
Rejestracja: czw 16 sie 2007, 15:09
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Re: Przebudzenie

Postautor: Sir Wolf » wt 02 lut 2010, 12:05

Zablokuj sobie klawisz przecinka w klawiaturze, naprawdę.

malika pisze:brunetka siedząca przy barze, zamówiła
Na ścianach w kolorze błękitu, wisiały
Czarno[brakuje dywizu - przyp. mój]biała szachownica parkietu, wyglądała wręcz swojsko
Pół wieku temu, ten kawałek był niezłym hitem

I tak dalej, i tym podobne.

Eks-didżej nie posiadał już kończyn.

Trup z definicji nie może posiadać niczego. Ewentualnie może mieć.

Styl kuleje, mnóstwo zwrotów wyświechtanych (kalek językowych - od kalka, a nie kaleka ;) ) i drętwych, jak na przykład: ktoś przejechał gwoździem po tablicy, zmierzyła zimnym spojrzeniem, wciągnęła w nozdrza zapach życia, śliczny uśmiech zagościł na bladych ustach. Itepe, itede, za dużo przymiotników, za mało przysłówków, a może i figur stylistycznych. W sprawie tych pierwszych polecam: http://www.kres.mag.com.pl/czytaj.php?id=12

No i absolutnie nienaturalny pierwszy dialog. W ogóle początek leżał i kwiczał o litość, ale potem się to jakoś wygładziło. Natomiast bądźmy szczerzy: nie ma w tym opowiadaniu nic, co zasługiwałoby na zapamiętanie. Ot, tekścik, wyraźnie kobiecy zresztą, co samo w sobie nie musi być wadą, ale - odsyłam do linka powyżej.

PS Znowu te wampiry!,(!)


Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale użycz mi, Panie, chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić.

Awatar użytkownika
malika
Dusza pisarza
Posty: 514
Rejestracja: pn 19 paź 2009, 20:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Zza winkla
Płeć: Kobieta

Postautor: malika » ndz 07 lut 2010, 23:37

Dziękuję Sir Wolf za poświęcony czas i opinię. Fakt, z przecinkami zaszalałam. Mam skłonność do popadania w skrajności - albo nie wstawiam ich w ogóle, albo tak jak w tekście - gdzie popadnie.
Piszesz, że styl kuleje - w zupełności się z tym zgadzam. Jednak stwierdzenie, że początek kwiczy i błaga o śmierć nie daje mi zbyt wielu wskazówek co zmienić (a przede wszystkim - jak). Pisałam początek chyba trzy razy, z coraz gorszym (wg mnie) skutkiem. Wszystko tam jest martwe, nijakie. I to jest problem - opisy. O ile w dialogach czuję się w miarę swobodnie (z małymi wyjątkami, które już poprawiłam ;) ), to opisy leżą.

O kalkach poczytałam, zachowałam w pamięci i będę się wystrzegać ;)

Opko jest (miało być) wprowadzeniem w większą całość, zawiązaniem wątków, a raczej zasugerowaniem ich. Skoro nawet to mi nie wyszło, jest gorzej niż źle. Znowu robię dwa kroki w tył :|

Jeśli chodzi o wampiry, to po prostu mam do nich słabość...

Jeszcze raz dzięki za poświęcony czas :)
Pozdrawiam


Cierpliwości, nawet trawa z czasem zamienia się w mleko.

Awatar użytkownika
Sir Wolf
Łowca Baboli
Posty: 1090
Rejestracja: czw 16 sie 2007, 15:09
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sir Wolf » sob 13 lut 2010, 17:38

malika pisze:Jednak stwierdzenie, że początek kwiczy i błaga o śmierć nie daje mi zbyt wielu wskazówek co zmienić (a przede wszystkim - jak).

Tekst legł i się - za przeproszeniem - ześwinił ;) przez to, co przywołałem w pierwszym cytacie. Przecinki swoją drogą, ale temu opisowi brakuje ikry. Przez takie nieudane wyrażenia początek zgrzyta między zębami (co jest o tyle dziwniejsze, że przecież wcale go nie gryzłem) i uważam, że samo wygładzenie tych czterech kawałków przyniosłoby wymierny skutek. Każ czytelnikowi trochę pomyśleć, pozwól mu samodzielnie ułożyć sobie w głowie obraz.

Drobna brunetka zamówiła Krwawą Mery i okręciła się na stołku*, podziwiając urządzone w stylu lat pięćdziesiątych wnętrze. Na błękitnych ścianach klubu wisiały oprawione** winylowe płyty, *** różowy neon za plecami didżeja uśmiechał się przyjaźnie. Czarno-biała szachownica parkietu wyglądała wręcz swojsko****. Dziewczyna zamknęła oczy i odetchnęła[5] zapachem życia. Dobrze było wrócić do domu.

Gdy moczyła[6] usta w drinku, obserwując bawiących się ludzi, z głośników poleciała kolejna piosenka. Zachrobotało i pierwsze dźwięki poszły w zwolnionym tempie. [7]Nagle przyspieszyły. Przeszły w bzyczenie, które zakończyło się dziwnym bulgotem. Zachwiany rytm wrócił na właściwe miejsce. Dziewczyna skrzywiła się, jakby ktoś przejechał gwoździem po tablicy. Zmierzyła dyskdżokeja zimnym spojrzeniem, zasłoniła trunek ręką i powoli ruszyła w kierunku konsolety.


* wiadomo, że siedzi przy barze, skoro na stołku.
** wiadomo, w co się oprawia
*** dynamiczniej
**** czy na pewno swojsko?
[5] Piękna dziewczyna nie ma "nozdrzy". Ma nos.
[6] Zaraz coś się wydarzy
[7] Dynamiczniej

Lepiej? Oczywiście, że lepiej. ;)


Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale użycz mi, Panie, chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 19 lut 2010, 10:45

Te oczy nie zachęcały do polemiki.

oczy chłopaka czy dziewczyny?

– No już, mój słodki, cicho. – Odstawiła szklankę i nachyliła się, zasłaniając mu usta. – Nie będziemy dłużej męczyć świata twoimi muzycznymi bezeceństwami.


Zapamiętałem, że szła z drinkiem w łapkach, przysłaniając górę. Przed chwilą wykręciła gostkowi rękę... trzymając drinka? Coś tutaj nie gra.

Piosenka automatycznie przeskoczyła na kolejny hit połowy ubiegłego stulecia i na sali zawrzało.


logika zdania: piosenka przeskoczyła automatycznie na następną piosenkę. Widzisz, że piosenka u ciebie skacze? Poprawiamy:
Odtwarzacz automatycznie przeskoczył na kolejną piosenkę, hit połowy ubiegłego...

Widać jednak w ludziach pozostała jeszcze odrobina gustu,


Jak widzę / Jak widać / Widocznie / Widać że /

– Z pewnych rzeczy się nie wyrasta. – Popatrzył na leżącego na podłodze martwego chłopaka. – Tylko to?


Odniosłem wrażenie, że zasłoniła mu usta, aby go uciszyć (mówiła: Cicho), a tu nagle trup... dziwny zabieg.

Jeszcze raz spojrzał na blade ciało i zwrócił się do mężczyzny stojącego najbliżej.


Technikalia - ciało pobladłoby po kilku godzinach... (po utracie temperatury)

Uśmiałem się. Nie wiem, czy to dobrze jak na horror, ale po prostu uśmiechałem się. Tekst bardzo średni z tendencją do gorszy. Tutaj mam zastrzeżenia do kilku rzeczy:
- Dlaczego NIKT w dyskotece nie zauważył dziwnych ludzi (ochrona, kierownik, monitoring) wchodzących do Boksu, ani też nikt z gości nie zorientował się w sytuacji w boksie (konsumpcja DJa)?
- Skąd Olwa miała telefon komórkowy i jak wiedziała, jak go użyć? Przecież spała jakieś 50 lat!
- Zakończenie takie... bez polotu. Poszli sobie...
- Imię bohaterki. Obcięta Oliwia - subiektywnie odrzuciło mnie.

Pomijając te kwestie, styl jest średni. Ani przegadany, ani plastyczny. Na początku ładnie opisałaś bar, w prosty acz plastyczny sposób. Szachownica dopełniła obrazu i przyznam, że widziałem to, co chciałaś przekazać. Później było nieco zagmatwanie z akcją w boksie a dalej jest dialog przeszywany narracją - to właśnie tutaj jest źle. Każde słowo, zdanie zakańczasz narracją (zrobił, podszedł, spojrzał ect.) - tylko po co? Czasem ludzie po prostu sobie rozmawiają. Gdybyś tak w kilku miejscach zrobiła, tekst przyspieszyłby i nie musiałabyś za każdym razem silić się na opis tego, co podczas wypowiadania się stało. I tu dojdę do sedna - właśnie opisy skupiłaś (nie celowo) dookoła kwestii dialogowych, a nie akcji. Nie podobało mi się.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
malika
Dusza pisarza
Posty: 514
Rejestracja: pn 19 paź 2009, 20:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Zza winkla
Płeć: Kobieta

Postautor: malika » pt 19 lut 2010, 22:42

Martinius,Sir Wolf dziękuję za opinie, porady i poświęcony czas.

Miało być dobrze, a wyszła klapa :) Mówi się trudno i zaczyna od nowa. Jest nad czym pracować.

Marti, a propos imienia bohaterki:
Oilbhe - irlandzkie imię, wymawia się Olwa. Spodobało mi się, więc użyłam w opku. Nawet nie skojarzyłam z Oliwią ;)

Widzę, że dużo pracy przede mną.


Cierpliwości, nawet trawa z czasem zamienia się w mleko.

Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » ndz 21 mar 2010, 20:56

Nie lubię wampirów. Już mi prawie wyłażą z lodówki... Przeczytałem tekst, potem zerknąłem do komentarzy.

W zasadzie wszystkie błędy, które rzuciły mi się w oczy wytknął Marti. Miała w ręku drinka, a jednocześnie wykręcała ręce didżeja. Nie zauważyłem momentu zabicia go. Zastanowił mnie fakt, że nikt nie dostrzegł, że ktoś wlazł za konsoletę i zabił kolesia. To w zasadzie każdy mógł sobie tam bez przeszkód wchodzić? Podłoga nie wiem dlaczego swojska?

To tyle uwag. Błędy merytoryczne rażące, ale generalnie tekst czytało mi się nieźle. Nie zmęczył mnie, nawet trochę zaciekawił. Jeśli to miałoby być opowiadanie (a wiem już, że nie tylko), to byłoby kiepskie. Na szczęście jest to początek czegoś większego.

Uważam, że sam styl nie taki zły, jak twierdzą moi poprzednicy. Owszem interpunkcja leży, sporo niedopowiedzeń, a jednak nie znudziłem się. Nie było tu też nic takiego, co by mnie odrzuciło. Poprawnie napisany fragment. Nawet intrygujący.

Nie lubię czytać fragmentów, ani opowieści o wampirach, ale Twój tekst był na tyle poprawny, że przeleciałem przez tekst bez znużenia i byłem ciekaw kolejnych zdań.

Dla mnie - dobrze, jak na początek czegoś dłuższego, poprawnie, jak na coś do kompletnej oceny.

Pozdrawiam.


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
PanDemonIum
Pisarz domowy
Posty: 138
Rejestracja: śr 17 mar 2010, 08:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kielce
Płeć: Nie podano

Postautor: PanDemonIum » czw 25 mar 2010, 08:08

Drobna brunetka siedząca przy barze, zamówiła Krwawą Mery


Po kiego wała przecinek {Podmiot podkreślę, orzeczenie pogrubię}

Drobna brunetka siedząca przy barze zamówiła Krwawą Mery

pierwsze dźwięki poszły w zwolnionym tempie, nagle przyspieszyły, przechodząc w bzyczenie,


Pierwsze dźwięki? Chyba początkowo melodia grała w zwolnionym tempie, nagle przyspieszyła, przechodząc w bzyczenie. Tak... Wyglądałoby znacznie lepiej.

Dziewczyna skrzywiła się, jakby ktoś przejechał gwoździem po tablicy.


Skrzywiła się tak, jakby ktoś gwoździem przejechał po tablicy?

Chyba chodziło Ci o to, że skrzywiła się tak, jak gdyby usłyszała coś w tym stylu... :-pp

Bo jak dla mnie, to ten drugi fragment zdania ma bardziej formę porównania, w dodatku błędnie użytego, chociaż wiem o co Ci chodziło ;-P

Skrzywiła się tak, jak gdyby słyszała jakiś dźwięk i jest okej...

:p

wyrasta. – Popatrzył na leżącego na podłodze martwego chłopaka. – (...) – zaczęła. – (...) ze zdziwieniem. - (...) świeżych. – (...) zębami. - (...) psów. – (...) wdepnęli. – Zacisnął pięści. – (...) ucha. – (...) gustu. – (...) ścieki. – (...) przyjemnie. – Uśmiechnął się. – (...) pieska. – Wyminą (...)


Wywal kropeCki. : d

Fajna fabuła, kompletnie do mnie trafiło. Zastanawiam się, co będzie dalej. Czy wampirzyca Olwa wpadnie z deszczu pod rynnę, czy też może ktoś rzeczywiście będzie chciał jej pomóc. Ponadto nurtuje mnie fakt, dlaczego po nią przyszli ;-P zżera mnie ciekawość. Czekam na ciąg dalszy zniecierpliwiony.

Tekst dobry, Poza tymi kropkami w dialogach przed myślnikami nie zwróciłem uwagi na błędy, zresztą, nawet jeśli były, to ich nie wypatrzyłem. Moim zdaniem dobry tekst ;-] co tu dużo gadać.

Ej, no początkowo, to tak jakoś... :-DDD Ale potem fajnie się czytało :-)) czekam na CDN.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości