Gra luster [Fantasy]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mat#
Zarodek pisarza
Posty: 11
Rejestracja: śr 27 kwie 2011, 16:10
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Gra luster [Fantasy]

Postautor: Mat# » pn 20 sie 2012, 14:34

Hej, jakiś miesiąc temu wrzuciłem tu opowiadanie do weryfikacji. Zostało ono zweryfikowane i bardzo dziękuję wszystkim, którzy zdecydowali się to zrobić. To naprawdę dużo dla mnie znaczy, że ktoś się tym w ogóle zainteresował. To słowem wstępu.
Pod tamtym tekstem użytkowniczka rubia napisała, że chętnie by przeczytała kontynuację, a akurat coś mi wpadło do głowy i proszę. Oddaję to dzieło do oceny. Starałem się stosować do rad, których udzielono mi pod tamtym tekstem. Mam nadzieję, że mi wyszło.

Po drugiej stronie płótna=
http://weryfikatorium.pl/forum/viewtopic.php?t=12456

-----------------------------------------

===== Gdy przeszedłem przez obraz, zwymiotowałem. Ten typ podróży wyraźnie mi nie służył. Oparłem się o ścianę próbując opanować swoje ciało.
===== Po chwili czarodziejka również wyszła z obrazu i spojrzała na mnie z zatroskaną miną.
===== To ona mnie wpakowała w całą tę historię. Po tym jak przypadkowo zabiłem jej towarzysza, pomogła mi uciec przed karą wpychając mnie w obraz. Podczas tamtego przejścia wystąpiły pewne bardzo dla mnie nie przyjemne skutki uboczne. Następnie znów się pojawiła i przeniosła mnie tu, gdzie znajdowałem się w tym momencie.
===== Ty te przejścia naprawdę źle znosisz, nawet z zaklęciami ochronnymi- powiedziała czarodziejka, gdy moje ciało podjęło kolejną próbę pozbycia się wnętrzności.
===== Gdy się uspokoiłem, zaciągnęła mnie po kamiennych schodach, w jednej ze ścian pomieszczenia, na górę mówiąc:
===== - Witaj w moim domu. Zostaniesz tu na trochę, więc będziesz musiał go poznać. Muszę usunąć nieprawidłowości, jakie wywołały u Ciebie przejścia przez obraz, potem będziesz jakiś czas odpoczywał. Musisz sobie zrobić wakacje od pracy. Tak samo powinni inni żołnierze, może wtedy byłoby mniej wojen.- Miałem wrażenie, że bardzo chce mnie tu zatrzymać. W końcu posadziła mnie przy długim, ozdobionym różnymi freskami stole, w dużej, białej Sali.- Pewnie będziesz miał wiele pytań. Napijesz się czegoś? Piwo? Wino?
===== -Piwo- odparłem słabym głosem. Wiedziałem, że mogę znów zwymiotować, ale musiałem się czegoś napić.
===== Czarodziejka klasnęła dwa razy. Do Sali wszedł mężczyzna... chyba. Nie byłem w stanie stwierdzić dokładnie, bo nie widziałem twarzy, ale nie miał kobiecych krągłości. Ubrany był w jednolity, skórzany strój koloru szarego, upstrzony brązowymi łatami. Nawet głowę miał zaszytą w skórę. Wyglądał jak skórzany strój o kształtach człowieka. Czyżby czarodziejka ożywiła samą skórę? Może jednak tam, w środku siedział człowiek. W takim razie jak widział? Jedynym logicznym wyjaśnieniem była magia. Ale jeśli tam ktoś siedzi, to jest w środku z własnej woli, czy...?
===== Z rozmyślań wyrwał mnie głos czarodziejki:
===== - To jest Ar-Marius. Zajmuje się moim domem.- Wyjaśniła mi, po czym odezwała się do nowoprzybyłego.- Ar, piwo dla naszego gościa i wino dla mnie, wiesz które, prawda?
===== - Tak, pani.- Ar-Marius ukłonił się i tyłem wyszedł z sali. Po chwili wrócił z kuflem piwa w jednej ręce i butelką wina w drugiej. Postawił to na stole przed nami.
===== - Dziękuję Ar. Możesz odejść.- Czarodziejka podała mi piwo, a sama wzięła się za otwieranie wina.- Pozwolisz, że będę pić z butelki?
===== Nie miałem nic przeciwko, zresztą to był jej dom i mogła robić co chciała bez mojej zgody. Najwyraźniej jednak gościnność była tu w cenie. Zanurzyłem wargi w swoim trunku. Piwo nie było złe, chociaż pijałem lepsze.
===== - Opowiedz mi o objawach, które u Ciebie wystąpiły po pierwszym przejściu.- Poprosiła moja gospodyni.
===== Westchnąłem, upiłem jeszcze trochę piwa i odpowiedziałem:
===== -Gdy tylko padły na mnie promienie słońca nieznośnie bolała mnie głowa...- kolejny łyk- ...oczy okropnie mnie piekły, w uszach strasznie szumiało, a wszystkie mięśnie sparaliżował mi ból.- Znów się napiłem.- Natomiast w nocy widziałem jak za dnia, a nawet lepiej, bo przebijałem wzrokiem najgłępsze ciemności. W ogóle, gdy nie było słońca czułem się świetnie.- Nagle zapragnąłem dowiedzieć się czegoś o czarodziejce.- Kim ty właściwie jesteś?
===== Uśmiechnęła się i odpowiedziała:
===== -Jestem magiem.- No brawo, sam bym się nie domyślił.- Na imię mi Tens. Tyle informacji na mój temat musi Ci wystarczyć.- Uśmiechnęła się szerzej ukazując perfekcyjne, białe żeby.- A jak ty się zwiesz?
===== -Gerin- odparłem zaglądając na dno pustego już kufla po piwie.- Jestem kurierem...- Nagle zerwałem się na nogi przewracając krzesło.- Zapomniałem przez to wszystko! Muszę dostarczyć...
===== -Spokojnie- zaśmiała się Tens.- Już to załatwiłem. Siadaj.
===== Nadal niespokojny podniosłem krzesło i klapnąłem na nim.
===== -Jak to zajęłaś się tym?
===== -Normalnie.- Jej melodyjny głos jakoś dziwnie zabrzmiał.- Nie martw się. Wiadomość dotrze na czas. A teraz skoro już wypiłeś i ochłonąłeś trochę po Przejściu, usunę z Ciebie Nieprawidłowość.
===== -Najpierw chciałbym, abyś odpowiedziała mi na kilka pytań.- Miałem dziwne przeczucie, że później długo nie będziemy mieli okazji porozmawiać.
===== -Kiedy indziej. Teraz śpij. Śpij...- znów zrobiła tę sztuczkę z oczami co kiedyś. Gdy w nie spojrzałem, nie mogłem oderwać od nich wzroku. Po chwili ogarnął mnie błogi spokój i odpłynęły ode mnie wszystkie zmartwienia. Następnie straciłem świadomość.


===== Otacza mnie ciemność. Wędruję w niej, choć tego nie czuję, ani nie widzę. Nie czuję i nie widzę nic. Nawet siebie. Niczego również nie słyszę.
===== Nagle widzę w oddali zielone światełko. Zaczynam ku niemu zmierzać coraz szybciej i szybciej. Biegnę? Prawdopodobnie.
===== Przechodzi mi przez myśl, że oślepłem. Ale nie. Gdybym oślepł, nie widziałbym przecież światełka. Może ogłuchłem? Tak, na pewno... Nie, głusi chyba słyszą jakiś szum, a tu panuje niczym nie zakłócona cisza.
===== Gdzie ja właściwie jestem?
===== W Ciemności odzywa się we mnie jakiś głos. No tak w Ciemności, przecież to oczywiste.
===== Ale jak ja się tu znalazłem?
===== To Ciemność znalazła Ciebie znów coś się odzywa we mnie. Jaki ja jestem głupi, przecież to jasne, że Ciemność mnie znalazła.
===== Ciemności nie da się znaleźć, to Ciemność znajduje Ciebie.
===== Zauważam, że wcale się do światełka nie przybliżam. Przyspieszam. Nagle światełko znika. Odwracam się, choć tego nie czuję, ja to wiem.
===== Jest, spostrzegam światełko. Wypełnia mnie radość. Tak jakby wlała się w pustą skorupę mego ciała. Ruszam do niego.
===== Znów gaśnie.
===== Powtarza się to kilka razy, aż w końcu zamiast światełka widzę postać. Wiem, że ma na sobie jakieś ubranie, ale nie jestem w stanie zapamiętać jego wyglądu. Z pochylonej głowy spływają długie, czarne włosy niczym wodospad.
===== Postać unosi powoli głowę. Mam nadzieję ujrzeć jakąś przyjemną twarz, lecz zamiast tego ukazuje mi się czaszka. Jedne jej oko pozostawało puste, a w drugim świeciło się światełko takie, jak to, które goniłem wcześniej.
===== "Czaszka z włosami". Nie wiedzieć czemu nagle poczułem rozbawienie. Było to jedyne, co czułem.
===== Nagle Ciemność wypełnił głos. Był jakby śliski i zimny.
===== -Lussstra... Lusstra... Uważaj na Lustra...
===== Światło wypełnia całą przestrzeń...



===== Leżałem i patrzyłem. Byłem w pomieszczeniu materialnym. Ze ścianami i wszystkim. Z powietrzem. Nie jak tam, w Ciemności, która wypełniała wszystko. Gdzie królowała ona i na nic innego nie było miejsca. Gdzie wszystko było obce.
===== Gdy tam byłem nic nie czułem, ale teraz się bałem. Bałem się Ciemności. Bałem się tej istoty, która mi się ukazała i światełka. Wspomnienie tego wszystkiego mnie przytłaczało. Wspomnienie atmosfery jaka tam panowała mnie przyduszało...
===== Leżałem na czymś miękkim w pomieszczeniu wypełnionym jasnym światłem, które na początku mnie oślepiło. Po chwili zauważyłem, że pochylają się nade mną dwie sylwetki.
===== -Budzi się- powiedziała jedna męskim głosem.
===== -Śpij. Śpij spokojnie...- rozpoznałem melodyjny głos czarodziejki Tens.
===== Gwałtowny ból przeszył całe moje ciało i poczułem, ze się zapadam z powrotem w mrok.
===== Nie! Ja nie chciałem tam wracać, lecz świadomość uciekała mi...



===== Stoję po środku okrągłej Sali wypełnionej światłem. Nigdzie nie ma jego źródła, ono po prostu jest. Ściany, czy raczej ścianę tej Sali stanowi jedno, wielkie lustro.
===== Okręcam się chcąc ogarnąć je całe. Na całej jego powierzchni odbijam się ja. Na całej, tylko nie w jednym miejscu.
===== Prawie krzyczę widząc Mildera. To mój przyjaciel, który zaginął tuż przed tym, jak Tens zamknęła mnie w obrazie.
===== Teraz widzę go w lustrze. Nie stoi nigdzie w tym pomieszczeniu, a jednak się odbija. Zupełnie jakby tkwił tam, w środku...
===== -Gerin... Gerin...- woła mnie Milder. Jego głos dochodzi do mnie przytłumiony, jakby dzieliła nas ściana. Może rzeczywiście tak jest, przecież on tkwi w lustrze.
===== A może to ja byłem w środku, a on na zewnątrz?
===== -Gerin pomóż mi...- Wyciąga do mnie rękę. Robię to samo, sam nie wiedząc dlaczego. Prawie dotykam lustra. Nasze dłonie prawie się stykją, gdy nagle głowa eksploduje mi bólem. Przed oczami staje mi postać widziana w Ciemności.
===== -Uważaj na lussstra...



===== Usiadłem. Byłem cały spocony i ciężko dyszałem. Nie wiedziałem gdzie jestem dokładnie, ale tu mogłem normalnie myśleć... Wszystko wskazywało na to, że powróciłem do normalnego świata. Normalnego? Nie, raczej materialnego. Ten świat również nie był do końca normalny, ale był przynajmniej znajomy.
===== -Wszystko w porządku?- usłyszałem głos. Spojrzałem w jego kierunku. Pod ścianą siedział rudowłosy mężczyzna.- Spokojnie, jestem medykiem. Pomagałem Tens w operacji usunięcia nieprawidłowości od Ciebie.
===== Czyli jednak to był materialny świat. Rozejrzałem się. Znajdowaliśmy się w pokoju bez okien. Oświetlały go świece rozstawione wokół łóżka na którym leżałem. To było bardzo wygodne łóżko w dodatku. Na wygodniejszym nie spałem nigdy. Ba, nawet nigdy nie dotknąłem tak wygodnego. Na krześle obok łoża leżało jakieś ubranie. Oprócz tego jedynym meblem w tym pomieszczeniu było krzesło, na którym siedział medyk.
===== -Halo, słyszysz mnie?- spytał medyk.
===== -Tak- odparłem zdziwiony.
===== -To dobrze, nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
===== -Wybacz. Dobrze się czuję, miałem tylko zły sen.
===== -Coś poważnego?
===== -Nie warto nawet się tym przejmować- roześmiałem się słabo, choć sam nie wiedziałem dlaczego.
===== -Możesz mi zaufać. Opowiesz o tym śnie.
===== -Wolę nie.- spoważniałem. Może mogłem mu zaufać, ale jakoś mnie ta perspektywa nie pociągała. Postanowiłem zmienić temat.- Mówiłeś, że pomagałeś usuwać tę... nieprawidłowość. Myślałem, że to będzie robione za pomocą magii.
===== -Bo było. Nie pytaj jaka była moja rola- zaśmiał się. Nagle poczułem do niego sympatie.- Nie martw się operacja przebiegła prawidłowo. Teraz słońce nie powinno Ci szkodzić. Jeśli czujesz się już dobrze, to ubierz się i choć ze mną na śniadanie.- Wskazał na ubranie na krześle obok łóżka.- To dla Ciebie. Aha, jeśli chcesz porozmawiać z Tens, to będziesz musiał trochę poczekać. Wyjechała, a ja mam się tobą zaopiekować. Ubierz się, a ja zaczekam za drzwiami.
===== Wyszedł, a ja wstałem powoli z łoża. Przeciągnąłem się i westchnąłem, gdy kości mi strzeliły. Zastanawiało mnie ile spałem. Do ubrania prócz bielizny dostałem czerwone spodnie i koszule tegoż koloru. Wszystko na mnie pasowało idealnie. Skąd mieli mój rozmiar?
===== Zauważyłem, że ubranie wykonane było z bardzo dobrych nici. Tens pewnie była bogata.
===== -Gerin... tak?- zapytał medyk za drzwiami.
===== -Zgadza się.
===== -A, więc Gerin, jestem Rail.
===== -Miło mi Cię poznać Rail.
===== -Chodźmy już na śniadanie, pewnie umierasz z głodu.
===== Przeszliśmy do Białej Sali, w której wcześniej z czarodziejką piliśmy. Rail klasnął dwa razy. Do pomieszczenia wszedł Ar-Marius. Medyk poprosił o śniadanie. Ar, wyszedł i po chwili wrócił. Przed nim lewitowały dwa talerze z jajecznicą, talerz z bochenkiem chleba, w który był wbity wielki nóż oraz dwa kufla piwa. Wszystko to wylądowało na stole, a Ar gdzieś zniknął. Zasiedliśmy do posiłku.
===== -Może teraz opowiesz mi o tym śnie?- spytał Rail krojąc chleb.
===== -Śnił mi się przyjaciel.- Postanowiłem powiedzieć mu tyko o tym.- Miał na imię Milder...
===== Medyk nagle zerwał się na nogi. Wskoczył na stół i zaatakował mnie nożem trzymanym w ręce. Zaskoczony zrobiłem bohaterski unik spadając z krzesła na podłogę. Nim zaatakował ponownie odturlałem się i wstałem. Rail nie umiał posługiwać się orężem, więc ja, weteran wojenny, rozbroiłem i obezwładniłem go szybko. Trzymając medyka w żelaznym uścisku zapytałem:
===== -O co Ci chodzi?
===== -Nie będę odpowiadał słudze Ostatniego!- warknął.
===== Co? Sługo Ostatniego? Ostatni był najgorszym tworem Najwyższego, Tego-Który-Stworzył. Ostatni przeciwstawił się Ostatniemu i przez to został wyklęty.
===== -Nie wiem o czym mówisz. Jestem wiernym wyznawcą Najwspanialszego- odparłem.
===== -Nie łżyj używając JEGO imienia! Ar-Marius!
===== Gdy tylko Rail zawołał Ara, drzwi otworzyły się z hukiem. Spojrzałem tam. Nikogo w nich nie było.
===== Nagle poczułem silne uderzenie w kark, a potem wszystko zgasło...



===== Biegnę kamiennym korytarzem. W dłoni dzierżę miecz, a na ścianach palą się magicznym ogniem pochodnie. Wiem, że palą się dlatego, że ktoś tu jest. Jednak w mojej głowie coś blokuje wiedzę o kogo chodzi.
===== Nagle czuję, że płytka pode mną się zapada. Płyta naciskowa! Rejestruję kątem oka ruch i działam instynktownie. Skaczę na ziemię robiąc przewrót w przód. Miecz o mało nie wypada mi z ręki. Odwykłem od takich akcji.
===== Strzały przemykają mi za plecami, a ja... ląduję na kolejnym przycisku. waham się na chwilę co powinienem zrobić i to kosztuje mnie zbyt wiele.
===== Co prawda odskakuję, ale za późno. W miejsce, gdzie przed chwilą stałem, wali ognisty ładunek. Eksploduje. Eksplozja dosięga również mnie...




===== -Żyje!- Usłyszałem głos czarodziejki.- Macie szczęście. Idioci! Gdybym nie przybyła już by nie żył.
===== Słyszałem i oddychałem, ale tylko tyle. Nie mogłem otworzyć oczu, ani poruszyć żadnym mięśniem. Nagle poczułem strach. Chyba nie straciłem władzy w ciele? Nie chciałem zostać rośliną, na co byłbym skazany w takim wypadku.
===== -Dobrze by się stało, gdyby zginął.- Rozpoznałem głos Raila.- To sługa Ostatniego. Nie powinnaś była przyjmować go pod swój dach.
===== -Wiem co powinnam robić, a czego nie. Wiem też, że on nie jest sługą Ostatniego!- Tens stanęła w mojej obronie. Byłem jej za to wdzięczny.- Co tu się właściwie stało? Ar-Mariuisie, opowiedz mi.
===== -Pani- Ar rozpoczął swoją opowieść.- Podałem im śniadanie, jak kazałaś. Po chwili pan Rail mnie zawołał. Gdy tu przybyłem, zobaczyłem że pan Gerin trzyma pana Raila nie pozwalając mu się poruszyć. Wyglądali jakby się bili, więc...
===== -Starczy.- Przerwała mu Tens.- Rail, co tu się stało? Tylko dobrze ci radzę, nie kłam.
===== -No, - zaczął zapytany- zaczęliśmy jeść śniadanie. I ten... Gerin powiedział, że Milder jest jego przyjacielem, a sama dobrze wiesz, że Milder jest sługą Ostatniego.- Wydało mi się, ze słyszę jak spluwa.- Więc go zaatakowałem...
===== -Idioci!- Coś walnęło w ścianę po mojej prawej stronie. To chyba czarodziejka posłała na nią tamtych dwóch.- Muszę teraz iść. Jak wrócę, chcę zastać wszystko w jednym kawałku. Macie być mili dla naszego gościa.
===== Usłyszałem kroki, a potem otwieranie i zamykanie drzwi. Chciałem biec za Tens i wypytać ją o wiele rzeczy, ale już jej dawno nie było, gdy odzyskałem władzę nad ciałem.
===== Otworzyłem oczy i spróbowałem się podnieść. Ktoś chwycił mnie za ramię i pomógł wstać. To był Rail. Jego twarz wyrażała taką samą życzliwość, jak przy pierwszym spotkaniu. Oczy jednak zdradzały wszystko.
===== -Spokojnie. Nagle zasłabłeś, to pewnie skutki tej operacji- powiedział.
===== Uśmiechnąłem się i rzekłem:
===== -Pewnie tak.- Ty kłamliwy draniu.
===== -Dokończymy śniadanie?
===== -Jakoś nie mam apetytu.- Naprawdę chciałem się dowiedzieć czegoś o tym słudze Ostatniego, który zwie się Milder. Medyka jednak nie zamierzałem pytać. Pójście do biblioteki, która za pewne znajdowała się w tym domu nic by mi nie dało. Nie umiałem czytać. W takim razie pozostawała jedna możliwość.- Jest tu gdzieś kapłan Alderi?
===== Alderi to była religia, z której wywodził się Ostatni. Jedyna prawdziwa religia.
===== Raila zdziwiło to pytanie.
===== -Tak w wiosce.- A więc mieli tu wioskę. Właściwie to oczywiste, przecież medyk nie wziął się z powietrza. Chociaż mógł mieszkać w domu Tens...
===== Zaprowadź mnie do niego, chciałbym z nim porozmawiać.
===== Patrzył na mnie podejrzliwie, ale się zgodził. Gdy wychodziliśmy na zewnątrz trochę się bałem, ale gdy padły na mnie promienie słońca nic się nie stało. Dobrze się spisali podczas operacji.
===== Dom Tens znajdował się na wzgórzu górującym nad niewielką osadą. Wioska składała się z ok. dwudziestu domów. Wokół niej rozciągały się pola uprawne.
===== Patrzyłem na domy, które mijaliśmy. Krawiec, piekarz, bednarz, szewc... Nigdzie nie widziałem domu medyka. Dziwne.
===== Zastanawiało mnie również dlaczego osoby z cechów mieszkają tutaj, a nie w mieście. Czyżby w pobliżu nie było żadnego?
===== W końcu stanęliśmy przed dużym, drewnianym budynkiem ze znakiem Alderi nad drzwiami.
===== -Dzięki- powiedziałem.- Dalej sobie poradzę.
===== Przeszedłem przez mroczny przedsionek i znalazłem się w dużej Sali oświetlonej, według zwyczaju, przez trzydzieści jeden świec. Przy ołtarzu ofiarnym, naprzeciw wejścia, stał gruby mężczyzna w błękitnym habicie. Był to kapłan Alderi.
===== -Witaj tworze Przewspaniałego w Domu Poświęconym osobie Najwyższego- odezwał się kapłan.
===== Uklęknąłem i odpowiedziałem:
===== -Witaj Głosie Tego-Który-Stworzył. Przybyłem do Domu Poświęconego, aby porozmawiać z tobą, a przez Ciebie z Nim.
===== -Z chęcią Cię wysłucham, a wraz ze mną Pierwszy z Pierwszych. Powstań dzieło serca Jego.
===== Gdy odmówiliśmy standardową formułę, powstałem. Kapłan dał mi znak, abym poszedł za nim. Przeszliśmy przez drzwi w bocznej ścianie pomieszczenia i znaleźliśmy się w izbie, w której kapłan przyjmował gości. Znajdowały się tam: stół, kilka krzeseł oraz stół z napitkami i kielichami. Usiedliśmy przy stole.
===== -A więc, czego ode mnie chciałeś stworzenie Jego?- zapytał kapłan dobrotliwym głosem.
===== -Chciałem porozmawiać o słudze Ostatniego, którego zwą Milder.- Gdy to powiedziałem mój rozmówca lekko zbladł.
===== -Napijesz się Narri?- Nie czekając na odpowiedź zerwał się z krzesła i podszedł do kredensu. Chwilę tam majstrował i po chwili popijaliśmy święty napój Alderi.
===== -Nigdy nie słyszałem tego imienia- odpowiedział kapłan na moje pytania o Mildera. Po jego twarzy widać było, że kłamie.
===== Stałem się podejrzliwy. Chciałem zadać kolejne pytanie, ale wzrok mi się rozdwoił i poczułem się słabo.
===== Zerwałem się na nogi. Co on mi podał?
===== Potem świadomość mi uciekła...



===== Idę przez wielką bibliotekę z mieczem w dłoni. W stojakach wzdłuż niej magicznym ogniem płoną pochodnie. I znów coś w mojej głowie blokuje wiedzę dla kogo.
===== Widzę drzwi. Zmierzam ku nim i wtedy słyszę głos z lewej strony.
===== -Gerin... Gerin pomóż mi...- Obracam się w jego stronę. Ukazuje mi się duże lustro, a w nim widzę Mildera.
===== -Milder- szeptam jego imię.
===== -Gerin, pomóż mi...- Wyciąga ku mnie rękę, a ja robię to samo, pomimo, ze odległość jest zbyt duża, byśmy się zetknęli.
===== Nagle za plecami słyszę skrzekliwy śmiech, a obraz Mildera jest zakłócany. Odwracam się. Widzę kolejne lustro, w którym tkwi czaszka ze światełkiem w jednym oku. Nie mogę oderwać wzroku od światełka.
===== Zaczynam się dusić... moje płuca nie chcą pracować... już mam mroczki przed oczami...
===== Idę w stronę lustra... przewracam się... moja głowa się unosi... mój wzrok pozostaje wbity w światełko...
===== Po chwili wszystko Gaśnie.



===== Zwymiotowałem. Rail pomógł mi wstać.
===== -Co... Co się stało?- wyksztusiłem.
===== -Głos Najwyższego próbował Cię otruć. Wskazał na kapłana leżącego pod stołem.- Sam też zażył truciznę. Nie wiem dlaczego, ale ta trucizna nie musi być wchłonięta przez organizm, aby zacząć działać. Wystarczy, że dostanie się do gardła, więc najszybszym sposobem pozbycia się jej było wsadzenie Ci palców do gardła. A teraz chodź, lepiej tu nie zostawać.
===== Zgodziłem się z nim. Ruszyliśmy do domu Tens.
===== Zastanawiałem się, co takiego zrobił ten Milder, że każdy, przy kim o nim wspominałem, próbował mnie zabić. I za każdym razem miałem te sny... Były takie realistyczne.
===== Postanowiłem o tym nie myśleć. Wynajdywałem sobie przez cały dzień różne zajęcia. Rzucałem kamieniami do celu, układałem puzzle... i tak do wieczora.
===== Wieczorem wróciła czarodziejka.
===== Układałem właśnie w białej Sali chyba setny raz jakieś puzzle, których w tym domu było pełno, gdy usłyszałem głos Tens. Zerwałem się na nogi i szybko wyszedłem z Sali. Jej głos się oddalał. Pognałem za nim. Po chwili przestała mówić, ale wciąż słyszałem jej kroki odbijające się echem i rozchodzące po całym domu. Goniłem ją wieloma korytarzami. W końcu trafiłem do długiego korytarza z mnóstwem obrazów na ścianach. Jakiś cień zniknął za zakrętem na jego drugim końcu.
===== Ruszyłem tam. Mniej więcej w połowie drogi moje stopy natrafiły na pustkę.
===== Wpadłem do dziury. Zakląłem, gdy się pozbierałem. Byłem cały poobijany.
===== Rozejrzałem się. Znajdowałem się na początku wąskiego tunelu. Na jego ścianach paliły się pochodnie. Na jego końcu zobaczyłem ciemną sylwetką czarodziejki. Zniknęła za zakrętem.
===== Zakląłem ponownie i upewniłem się, czy nic sobie nie złamałem.. Wszystkie moje kości były na swoim miejscu. Na szczęście się tylko trochę poobijałem. Rozciągnąłem mięśnie i uznałem, że mogę biegać.
===== Zauważyłem, w świetle pochodni jakiś błysk. Spojrzałem w tamtym kierunku. Pod ścianą leżał miecz. Podniosłem go. Był dobrze wyważony. Uznałem, że może się przydać.
===== Wziąłem głęboki oddech i pognałem w głąb tunelu kierując się pochodniami.
===== Biegłem kamiennymi korytarzami. Na ścianach magicznym ogniem paliły się pochodnie, dlatego, że czarodziejka tu była. „Zupełnie jak w moim śnie” pomyślałem.
===== Nagle poczułem, że płytka pode mną się zapada. Płytka naciskowa! Zarejestrowałem kątem oka ruch. Padłem na ziemię robiąc przewrót w przód. Strzały przemknęły za mną, a ja... wylądowałem na kolejnym przycisku.
===== Mając w pamięci sen, tym razem się nie zawahałem i skoczyłem jak najdalej do przodu. Ognisty ładunek walnął za mną. Eksplodował, ale zasięg eksplozji mnie nie objął.
===== Uśmiechnąłem się usatysfakcjonowany i pobiegłem dale, tym razem wolniej. Tens pewnie słyszała wybuch, może się zatrzyma.
===== Szybko porzuciłem tę nadzieję. Kilka korytarzy dalej czekały na mnie dwa stwory strażnicy. O tym niestety nie miałem snu. Każdy z nich miał ok. metr i osiemdziesiąt centymetrów, dwie kończyny górne, dwie dolne, głowę i tułów. Na tym podobieństwo z ludźmi jednak się kończyło. Były porośnięte gęstym, czarnym futrem. W głowie tkwiło im po troje oczu oraz krótki, ostro zakończony dziób, z którego szczerzyło się coś zębo-podobnego o różowym odcieniu. Na każdej z dłoni miały po sześć palców, z których wyrastały długie, ostre szpony. Na plecach każdy z nich miał parę skrzydeł podobnych do nietoperzych.
===== Prawie wpadłem na te potworki. Aby się z żadnym nie zderzyć musiałem zrobić wślizg. Przejechałem jednemu pomiędzy nogami i ciąłem go w brzuch. Chlusnął na mnie jakiś biały płyn, zamiast krwi. Tego już miałem z głowy.
===== Podniosłem się idealnie na czas, aby sparować cios drugiego.
===== Stwory walczyły pazurami, na które z chęcią bym im zafundował manicure.
===== Sparowałem kolejny cios i zrobiłem, według mnie, bardzo ładne pchnięcie. Ominął je i znów przeszedł do ofensywy. Te pazury były strasznie twarde. Zablokowałem kolejne dwa ciosy i uderzyłem z boku. Potworek sparował mój cios i kontratakował. Zrobiłem unik, ale trochę za wolno.
===== Ból przeszył mi lewe ramię. Zdenerwowany ciąłem od góry. Uniósł obie dłonie i chwycił mój miecz w szczypce. Kopnąłem go w brzuch, a gdy zgiął się w pół, uderzyłem. Jego głowa potoczyła się po podłodze.
===== Odetchnąłem. Ramię okropnie piekło, Zdjąłem koszulę i obejrzałem je. Rana nie głęboka, mimo to bardzo odczuwalna. Chyba nie miały zatrutych szponów? Oby nie. Oderwałem rękaw koszuli. Przewiązałem nim ranę i włożyłem to, co zostało z ubrania.
===== Natrafiłem na drzwi. Za nimi była biblioteka, taka sam jak z mojego snu. Przeszedłem przez nią wiedząc co się stanie.
===== Tuż przed drzwiami na jej końcu usłyszałem znajomy głos:
===== -Gerin... Gerin pomóż mi...- Milder w lustrze wyciągnął do mnie rękę. Zrobiłem to samo i ruszyłem do lustra. Gdy usłyszałem śmiech za sobą zignorowałem go. Już prawie dotknąłem lustra, już prawie zetknęliśmy się palcami... Gdy nagle lustro pękło i w setkach kawałków rozsypało się na podłogę. Co do wszystkich myśli Ostatniego...?
===== -Nie powinieneś tu przychodzić.- Usłyszałem za sobą znajomy głos czarodziejki. Odwróciłem się.
===== -Dlaczego rozbiłaś lustro?- Byłem wściekły.
===== -Dla twojego bezpieczeństwa...
===== -Bezpieczeństwa?- ryknąłem.- To mój przyjaciel...
===== -To nie jest twój przyjaciel i nie krzycz na mnie!- Jej włosy uniosły się w powietrze i falowały, jakby była pod wodą, a wokół jej ciała zaczęły powstawać małe wyładowania elektryczne. Zbladłem. Po chwili się uspokoiło, a ona szepnęła- Chodź za mną.
===== Potulnie zrobiłem co mi kazała. Przeszliśmy przez drzwi i znaleźliśmy się w jasno oświetlonym pomieszczeniu. Nie było tu źródła światła. Światło znajdowało się tak jakby w powietrzu, wypełniało całą przestrzeń. Pod ścianami stało wiele luster odwróconych do muru.
===== Na środku stało jedno tylko zwierciadło w prostej ramie. Patrzył na nas z niego Milder.
===== -Mówi Ci coś imię Enuviras?- spytała Tens. Pokiwałem głową. Legenda mówiła, że Enuviras był uczniem czarnoksiężnika. Pewnego dnia został schwytany i utopiony. W ostatniej chwili uratował go Ostatni. W zamian Enuviras oddał mu dusze. Od tamtej pory przemierza świat i sprowadza na ludzi okrutną śmierć w akcie zemsty.
===== -Oczywiście.- Chyba chciała, abym odpowiedział słownie.
===== -Jednym z imion, jakimi go obdarzono, jest Milder.
===== -Na pewno nie chodzi o mojego przy...
===== -Zamknij się i słuchaj! Po tym jak wyruszyłeś dostarczyć wiadomość przyłączył się do Ciebie na środku drogi.- To była prawda.- Ty uratowałeś mu kilka razy życie, a on tobie.- Podczas tej podróży było niezwykle dużo niebezpieczeństw.- Przy Kamiennym Brodzie zaczął się dziwnie zachowywać.- To również się zgadzało.- Zobaczył, że zdobył twoje zaufanie i chciał sprowadzić na Ciebie śmierć.
===== -Więc dlaczego tyle razy mnie ratował?
===== -Bo chciał, aby bardziej bolało. Chciał wydać Cię śmierci jako twój przyjaciel. Nie pamiętasz legend?- Pamiętałem. Chciałem to powiedzieć...
===== ...lecz nagle ziemia się zatrzęsła.
===== -Argh! Co się dzieje tam na górze? Zostawić ich na chwilę samych...- krzyknęła czarodziejka i wybiegając rzuciła- Czekaj tu.
===== Gdy tylko Tens zniknęła za drzwiami odezwał się Milder/Enuviras.
===== -Gerin... Gerin pomóż mi. Nie słuchaj tej wariatki.
===== Zawahałem się. Co jeśli Tens mówiła prawdę? Achhhhhhh... Na Ostatniego i wszystkie słowa jego. To był mój przyjaciel.
===== -Gerin dotknij mojej dłoni.- Wyciągnął ku mnie rękę. Zrobiłem to samo i... moja dłoń zagłębiła się w lustrze. Chwyciłem dłoń przyjaciela i pociągnąłem. Coś, co go tam trzymało, nie chciało puścić, ale powoli wychodził. Chwilę później był po mojej stronie od pasa w górę. Zaparł się ręką o ramę i pomógł mi.
===== Gdy pozostał mu już tylko jedna stopa po tamtej stronie, niespodziewanie chwycił mnie za kark i wepchał do lustra sam wychodząc. Gdy zanurzałem się w tafli zwierciadła, czułem się, jakbym przechodził przez ścianę wrzącej wody.
===== Czyli czarodziejka miała rację. Niestety. Milder mnie uwięził.
===== Mój pseudo przyjaciel roześmiał się. Nagle stał się strasznie blady, a jego średniej długości blond włosy zmatowiały.
===== -Aby ktoś mógł wyjść, ktoś inny musi wejść- powiedział.- Żegnaj Gerinie Naiwny.
===== Wybiegł, a ja zostałem sam. W lustrze. Na zawsze?
Ostatnio zmieniony pt 07 wrz 2012, 23:47 przez Mat#, łącznie zmieniany 4 razy.


"Są dwa rodzaje zaskoczenia: kiedy sie nas jeszcze nie spodziewają i kiedy się nas już nie spodziewają"
Roke Alwa Pierwszy Marszałek Taligu.

http://mat-xyv.blogspot.com/

Awatar użytkownika
Caroll
Pisarz pokoleń
Posty: 1044
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Caroll » sob 01 wrz 2012, 22:48

Mat# pisze:Oparłem się o ścianę próbując opanować swoje ciało.

Opanować swoje ciało brzmi co najmniej dziwnie. Raczej: opanować drżenie, nudności.
Mat# pisze:Po chwili czarodziejka również wyszła z obrazu i spojrzała na mnie z zatroskaną miną.

zatroskana
Mat# pisze:Podczas tamtego przejścia wystąpiły pewne bardzo dla mnie nie przyjemne skutki uboczne.

ort nieprzyjemne
Mat# pisze: Ty te przejścia naprawdę źle znosisz, nawet z zaklęciami ochronnymi- powiedziała czarodziejka, gdy moje ciało podjęło kolejną próbę pozbycia się wnętrzności.

Zapis dialogu! Szyk:
Ty naprawdę źle znosisz te przejścia...
W jaki sposób ciało się pozbywa wnętrzności? Jest odrębnym bytem? Nie. Napisz prosto: gdy dostałem kolejnych torsji itd.
Mat# pisze:Gdy się uspokoiłem, zaciągnęła mnie po kamiennych schodach, w jednej ze ścian pomieszczenia, na górę mówiąc:

Przeczytaj to zdanie na głos i zastanów się nad jego sensem.
Zaciągnęła mnie po schodach na górę...
Mat# pisze:Witaj w moim domu. Zostaniesz tu na trochę, więc będziesz musiał go poznać. Muszę usunąć nieprawidłowości, jakie wywołały u Ciebie przejścia przez obraz, potem będziesz jakiś czas odpoczywał. Musisz sobie zrobić wakacje od pracy. Tak samo powinni inni żołnierze, może wtedy byłoby mniej wojen

Powtórzenia. Wniosek w ostatnim zdaniu trochę mnie zaskoczył. Cała wypowiedź mocno nienaturalna, jakby odczytana z kartki.
Mat# pisze: W końcu posadziła mnie przy długim, ozdobionym różnymi freskami stole, w dużej, białej Sali.

freski to malowidła naścienne.
sala z małej litery
Mat# pisze:Nie byłem w stanie stwierdzić dokładnie, bo nie widziałem twarzy, ale nie miał kobiecych krągłości. Ubrany był w jednolity, skórzany strój koloru szarego, upstrzony brązowymi łatami. Nawet głowę miał zaszytą w skórę. Wyglądał jak skórzany strój o kształtach człowieka. Czyżby czarodziejka ożywiła samą skórę? Może jednak tam, w środku siedział człowiek. W takim razie jak widział? Jedynym logicznym wyjaśnieniem była magia. Ale jeśli tam ktoś siedzi, to jest w środku z własnej woli, czy...?

Ten opis jest bardzo zły. Bohater miota się w tym co widzi. Bo najpierw to mężczyzna ubrany w skórzany strój a zaraz potem skórzany strój o kształtach człowieka. Postrzeganie to proces, spróbuj to pokazać:
Do sali weszła postać, którą w pierwszej chwili wziąłem za człowieka odzianego w skórzany strój. Jednak po chwili dostrzegłem, że skóra pokrywa całą jego twarz, jakby był z niej wycięty. Czy był golemem ożywionym magią czarodziejki czy też człowiekiem uwięzionym w koszmarnej klatce? Nie umiałem powiedzieć.
Taka moja mała wariacja jakby mogło to wyglądać.
Mat# pisze: - Dziękuję Ar. Możesz odejść.- Czarodziejka podała mi piwo, a sama wzięła się za otwieranie wina.- Pozwolisz, że będę pić z butelki?

Skoro ma sługę, który przyniósł jej wino, dlaczego sama je otwiera? No i picie wina z butelki?? Nie ma zastawy?
Mat# pisze:-Gdy tylko padły na mnie promienie słońca nieznośnie bolała mnie głowa...- kolejny łyk- ...oczy okropnie mnie piekły, w uszach strasznie szumiało, a wszystkie mięśnie sparaliżował mi ból.-

mnie-mnie-mnie-mi... Chyba jasne co tu nie tak?
Mat# pisze:Uśmiechnęła się szerzej ukazując perfekcyjne, [ bez przecinka] białe żeby.

int.
zęby
Mat# pisze:= Otacza mnie ciemność. Wędruję w niej, choć tego nie czuję, ani nie widzę. Nie czuję i nie widzę nic. Nawet siebie. Niczego również nie słyszę.

Naprawdę, zapamiętałam to z poprzedniego zdania. Nie trzeba powtarzać.
Mat# pisze:Może ogłuchłem? Tak, na pewno... Nie, głusi chyba słyszą jakiś szum, a tu panuje niczym nie zakłócona cisza.

Głusi słyszą szum?? Eee?
Mat# pisze:To Ciemność znalazła Ciebie znów coś się odzywa we mnie. Jaki ja jestem głupi, przecież to jasne, że Ciemność mnie znalazła.
===== Ciemności nie da się znaleźć, to Ciemność znajduje Ciebie.

To brzmi niesamowicie odkrywczo. Pretensjonalnie. I całkowicie bez sensu. Ale jeżeli jest to istotne, to powtórzenia nie są konieczne, spróbuj popracować narracją:
Zdałem sobie sprawę, że znam odpowiedź na to pytanie. Pojawiła się w mojej głowie niczym nieproszony, cichy szept:
Ciemności...

Mat# pisze:Nagle Ciemność wypełnił głos. Był jakby śliski i zimny.
===== -Lussstra... Lusstra... Uważaj na Lustra...

Ta scena - cała - brzmi dość komicznie. Czy taki był zamiar?
Mat# pisze: Leżałem i patrzyłem. Byłem w pomieszczeniu materialnym. Ze ścianami i wszystkim. Z powietrzem.

O rany. Materialne pomieszczenie z powietrzem.I z wszystkim (?!) Niezły oryginał. A na poważnie: weź to opisz jakoś sensownie. Poza tym materialność czegoś można zobaczyć?
Mat# pisze:Gdy tam byłem nic nie czułem, ale teraz się bałem. Bałem się Ciemności. Bałem się tej istoty, która mi się ukazała i światełka. Wspomnienie tego wszystkiego mnie przytłaczało. Wspomnienie atmosfery jaka tam panowała mnie przyduszało...

Jak to nic nie czuł? Czuł rozbawienie. Piszesz o tym wyraźnie. Bał się światełka? Przecież już teraz wie, że to oczodół wielkiej czaszki z włosami... Niestety nie brzmi to nic a nic strasznie, stąd strach bohatera jest nieautentyczny.
Mat# pisze:Stoję po środku okrągłej Sali wypełnionej światłem. Nigdzie nie ma jego źródła, ono po prostu jest. Ściany, czy raczej ścianę tej Sali stanowi jedno, wielkie lustro.
===== Okręcam się chcąc ogarnąć je całe. Na całej jego powierzchni odbijam się ja. Na całej, tylko nie w jednym miejscu.

Kolejny opis, z którym moja wyobraźnia nie dała rady. Jak ma jedną ścianę to jak może być dookoła? W jaki sposób odbija się jednocześnie na całej powierzchni, nie umiem sobie tego wyobrazić. Stałeś kiedyś w okrągłej sali pełnej luster?
ort.: pośrodku
Mat# pisze:Nie wiedziałem gdzie jestem dokładnie, ale tu mogłem normalnie myśleć... Wszystko wskazywało na to, że powróciłem do normalnego świata. Normalnego? Nie, raczej materialnego. Ten świat również nie był do końca normalny, ale był przynajmniej znajomy.

Powtórzenia.
O czym właściwie jest ten akapit? Moim zdaniem ma stanowczo za dużo zdań.
Nie wiedziałem, gdzie dokładnie się znajduję, ale wydawało mi się, że wybudziłem się z niepokojących wizji i powróciłem do realnego świata.
Mat# pisze: Pomagałem Tens w operacji usunięcia nieprawidłowości od Ciebie.

chyba z ciebie. To nie list, żeby pisać wielką literą.
Nieprawidłowość - czymkolwiek jest - raz piszesz małą raz wielką literą... zdecyduj się na coś.
Mat# pisze:Przeciągnąłem się i westchnąłem, gdy kości mi strzeliły.

Kości mu strzeliły? Tzn pękły? A może chodziło ci o stawy.
Mat# pisze: To było bardzo wygodne łóżko w dodatku. Na wygodniejszym nie spałem nigdy. Ba, nawet nigdy nie dotknąłem tak wygodnego.

Jej, to naprawdę tak ważne? Nie wystarczy raz wspomnieć?
Mat# pisze: -Bo było. Nie pytaj jaka była moja rola- zaśmiał się. Nagle poczułem do niego sympatie.-

A dlaczego poczuł do niego sympatię?
Mat# pisze:Zaskoczony zrobiłem bohaterski unik spadając z krzesła na podłogę.

Bohaterski unik! Bezcenne:)
Mat# pisze:Nim zaatakował ponownie odturlałem się i wstałem. Rail nie umiał posługiwać się orężem, więc ja, weteran wojenny, rozbroiłem i obezwładniłem go szybko

Ten opis walki jest całkowicie nierealny.
Mat# pisze: Co? Sługo Ostatniego? Ostatni był najgorszym tworem Najwyższego, Tego-Który-Stworzył. Ostatni przeciwstawił się Ostatniemu i przez to został wyklęty.
===== -Nie wiem o czym mówisz. Jestem wiernym wyznawcą Najwspanialszego- odparłem

Mnóstwo Bardzo-Ważnych-Nazw, które nic mi nie mówią, zapewne dlatego zupełnie nie doceniam wagi tej wymiany zdań.
Zadbaj o czytelnika i postaraj się trochę wykreować swój świat, by to co mówią bohaterowie nie brzmiało jak chiński.
Mat# pisze:Skaczę na ziemię robiąc przewrót w przód. Miecz o mało nie wypada mi z ręki. Odwykłem od takich akcji.

Przewrót w przód z mieczem w dłoni. No, no, ciekawie to musi wyglądać.

Przeczytałam całkiem spory kawał tekstu i nie mam pojęcia o co chodzi. Jakiś gość ma dziwne sny. Jakaś czarodziejka coś mu usuwa. Atakuje go medyk. Co łączy te zdarzenia, jakaś myśl przewodnia, sens?
Tak, wiem, że to kolejna część. Ale mam wrażenie, że jest bardzo porwana, pospiesznie sklecona z urywków. Do tego opisy są bardzo uproszczone - tutaj jest pole do pracy, nad ich wzbogaceniem, doprecyzowaniem. Przydałoby się więcej szczegółów, które umożliwiłyby patrzenie na świat oczami bohatera. Dzięki temu wizje zyskałyby na wyrazistości, na razie są płaskie, bez "klimatu".
Dialogi są też mocno nienaturalne, sztuczne. Tutaj trzeba trochę popracować nad autentyzmem postaci. Bo ich wypowiedzi brzmią trochę jak wyrecytowane. Trzeba nadać im różnorodności, charakteru stosując wtrącenia narracyjne, dodając jakąś mimikę, gesty, zachowania. Dobrze by było też zrezygnować z trywialnych rozmów o niczym (takie gadanie o "pogodzie"), nie zlewać kilku wątków w jedną wypowiedź, wybrać kilka najważniejszych kwestii i na nich się skoncentrować.
Popracuj nad wzbogaceniem słownictwa, unikaniem powtórzeń, zarówno wyrazów jak i informacji.



Awatar użytkownika
Grimzon
Legenda pisarstwa
Posty: 2225
Rejestracja: ndz 09 paź 2011, 13:46
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Grimzon » sob 01 wrz 2012, 23:31

Mat# pisze:Prawie wpadłem na te potworki. Aby się z żadnym nie zderzyć musiałem zrobić wślizg. Przejechałem jednemu pomiędzy nogami i ciąłem go w brzuch. Chlusnął na mnie jakiś biały płyn, zamiast krwi. Tego już miałem z głowy.
===== Podniosłem się idealnie na czas, aby sparować cios drugiego.
===== Stwory walczyły pazurami, na które z chęcią bym im zafundował manicure.
===== Sparowałem kolejny cios i zrobiłem, według mnie, bardzo ładne pchnięcie. Ominął je i znów przeszedł do ofensywy. Te pazury były strasznie twarde. Zablokowałem kolejne dwa ciosy i uderzyłem z boku. Potworek sparował mój cios i kontratakował. Zrobiłem unik, ale trochę za wolno.
===== Ból przeszył mi lewe ramię. Zdenerwowany ciąłem od góry. Uniósł obie dłonie i chwycił mój miecz w szczypce. Kopnąłem go w brzuch, a gdy zgiął się w pół, uderzyłem. Jego głowa potoczyła się po podłodze.


Pozwolę sobie to skomentować.

Wślizgu nie skomentuję.

Co do reszty. Fajnie sobie to wyobrażasz, jednakże jeżeli stwór był humanoidalny i nie miał strasznie długich kończyn to walcząc pazurami skraca na tyle dystans, że wykonanie cięcia mieczem jest już problematyczne nie mówiąc już o pchnięciu.

Zakładając że wykonał to pchnięcie jak stwór zdołał je ominąć. Uskoczył, przeskoczył, odskoczył, schylił się?

Ponadto stwór ma dwie łapy zaopatrzone w pazury, jeżeli atak jednej łapy jest sparowany, to stwór ma łatwy atak drugą łapą. Zakładając, że oczywiście stwór potrafi walczyć swoją naturalną bronią. Aha i jak stwór wyhodował sobie nagle szczypce ?

Ogólnie przy takim doborze broni stwór powinien dążyć do skrócenia dystansu, a bohater do jego wydłużenia.

Opis walki powinien być dynamiczny, ale jednocześnie obrazowy. Powinien dawać czytelnikowi możliwość wyobrażenie tego co się dzieje. No i może trochę mniej czerpać z gier komputerowych.


Wszechnica Szermiercza Zaprasza!!!

Pióro mocniejsze jest od miecza. Szczególnie pióro szabli.
:ulan:

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » ndz 02 wrz 2012, 22:24

Mat# pisze:== -Żyje!- Usłyszałem głos czarodziejki.- Macie szczęście. Idioci! Gdybym nie przybyła już by nie żył.

Bardzo ta czarodziejka nadęta, mówi o sobie "przybyłam". A może by powiedziała: Gdybym nie przyszła.../ Gdybym nie wróciła...

Mat# pisze:Nagle poczułem strach. Chyba nie straciłem władzy w ciele? Nie chciałem zostać rośliną, na co byłbym skazany w takim wypadku.

Zmieniam kolejność: Chyba nie straciłem władzy w ciele? Nagle poczułem strach. Nie chciałem zostać rośliną!
Kolejność doznań - świadomość odczuć fizycznych - uczucia (strach i przerażenie)

Mat# pisze:- Dobrze by się stało, gdyby zginął.- Rozpoznałem głos Raila.- To sługa Ostatniego. Nie powinnaś była przyjmować go pod swój dach.

Zapis dialogów. Poszukaj zasad na forum.

Mat# pisze:-Idioci!- Coś walnęło w ścianę po mojej prawej stronie. To chyba czarodziejka posłała na nią tamtych dwóch.- Muszę teraz iść. Jak wrócę, chcę zastać wszystko w jednym kawałku. Macie być mili dla naszego gościa.
===== Usłyszałem kroki, a potem otwieranie i zamykanie drzwi.

A dlaczego ta bohaterka tak lata w tę i z powrotem? Wpadła, uratowała gościa, opieprzyła dwóch innych i wypadła. Chce go chronić na odległość? Zależy jej na nim, a zostawia z kimś, kto dopiero co chciał go zabić/pobić?

Mat# pisze:Chciałem biec za Tens i wypytać ją o wiele rzeczy, ale już jej dawno nie było, gdy odzyskałem władzę nad ciałem.

Kolejność wydarzeń: Chciałem biec za Tens i wypytać ją o wiele rzeczy, ale gdy odzyskałem władzę nad ciałem, już jej dawno nie było.

Mat# pisze:Uśmiechnąłem się i rzekłem:
===== -Pewnie tak.- Ty kłamliwy draniu.

Czym jest zdanie: Ty kłamliwy draniu. Myślami bohatera? Dopowiedzeniem?
- Pewnie tak, ty kłamliwy draniu. (Jeśli chce mu powiedzieć, co myśli.)
- Pewnie tak - powiedziałem, a w myślach dodałem: "Ty kłamliwy draniu!" (Jeśli obelga ma pozostać niewyrażona.)

Mat# pisze:Pójście do biblioteki, która za pewne znajdowała się w tym domu nic by mi nie dało. Nie umiałem czytać.

Czy człowiek, który nie umie czytać, pomyśli, by iść do biblioteki, by rozwiązać swoje problemy? No co ty?! To zdanie jest zupełnie niepotrzebne.

Mat# pisze:Dom Tens znajdował się na wzgórzu górującym nad niewielką osadą. Wioska składała się z ok. dwudziestu domów. Wokół niej rozciągały się pola uprawne.

Aż się prosi o kilka ładnych, plastycznych zdań.
Zapis ok. w opowiadaniu? To nie notatka.

Mat# pisze:Znajdowały się tam: stół, kilka krzeseł oraz stół z napitkami i kielichami.

Ta wyliczanka jest okrutnie zniechęcająca. Spróbuj to ciekawie opisać, jeśli wyposażenie pokoju jest na tyle ważne, że nie można go pominąć.

Mat# pisze: -Nigdy nie słyszałem tego imienia- odpowiedział kapłan na moje pytania o Mildera.

- odpowiedział kapłan.
Wiadomo, że na pytanie. Wiadomo, o kogo go zapytano, po co powtarzać?

Mat# pisze:poczułem się słabo.
===== Zerwałem się na nogi.

Kolejność. Najpierw poczuł się słabo, a potem zerwał na nogi?

Mat# pisze:wzrok mi się rozdwoił i poczułem się słabo.
===== Zerwałem się na nogi. Co on mi podał?
===== Potem świadomość mi uciekła...

Wzrok się rozdwoił? Może lepiej "widziałem podwójnie"? Nie wiem czy świadomość może uciec. Całkiem jakby umiała biegać.

Trudna lektura. Takie oderwane obrazki, jakby z gry komputerowej. Narracja nie płynie, ona skacze od sceny do sceny. Czytaj i obserwuj jak inni przedstawiają bohaterów w akcji, w bieganiu, uciekaniu...


Powodzenia.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości