Ręce księżyca (etiuda)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Ręce księżyca (etiuda)

Postautor: minojek » czw 26 sie 2010, 13:31

Cześć,

obiecałem komuś, a może samemu sobie, że wreszcie zamieszczę tekst inny niż swoje pozstałe: pozbawiony ich błędów. A właściwie nie ich, a moich. Dlatego w wolnej chwili napisałem "Ręce księżyca", etiudkę, proste ćwiczenie. To tekst nadzwyczaj krótki, ale zawierający w większości moje obecne możliwości zabawy powieściową sytuacją. Dlatego proszę o opinie, które - ja zdążyliście się domyślić - powiedzą mi, czy mam się wynosić, czy też nie.

Da capo al fine!

---

WWW - Ilu na świecie żyje szczęśliwych? – zapytałem sam siebie, jakby wierząc, że w ten sposób zrodzę w sobie coś niepoznanego: ciekawość. Człowiek po kilku latach życia w prywatnej samotni, niezależnie od tego, czy jest ona kloaką, dżunglą czy norą, zamiera. Serce pracuje nadal, płuca rozsadza powietrze, lecz w umyśle gaśnie pewna niezastąpiona cząstka.
Podniosłem powieki, odnosiłem wrażenie, że zbudziłem się z ulgą. Serce przestało walić jak młot, dusza otrzeźwiała, a z umysłem już dawno straciłem rzeczywisty kontakt, więc on nawet nie przyszedł mi do głowy.
Czułem się tak, jakby ktoś wyrwał mnie siłą z koszmaru i jakbym był temu komuś nad życie wdzięczny. To były czasy, w których bałem się dosłownie wszystkiego, co związane ze sferą niezrozumiałą, ze snem, który uważałem za zalążek śmierci, za coś, co stanowi narzędzie oswajania. A ten sen był zupełnie inny, niby piękniejszy, lecz tykający najintymniejszych narządów nadpalonej duszy.
WWWWstałem powoli, jeszcze w mdłym otępieniu. Wokoło unosiła się jakaś nieokreślona woń zmieszana z gorącem. Termometr wskazywał dwadzieścia siedem stopni, pomyślałem, że lepiej będzie resztę nocy spędzić na powietrzu.
Schody prawie w ogóle nie skrzypiały, co było zjawiskiem co najmniej dziwnym. Zaskoczony, pokonałem niewielką odległość dzielącą piętro od parteru i wydostałem się z czterech ścian.
Przysiadłem przy stoliku na tarasie, zauważyłem, że czerń nocy mętnieje.
Zaparzyłem herbatę, rozgrzany kubek ustawiłem przed sobą i przyglądałem się w zamyśleniu kłębiącym się nad nim chmurkom pary.
Lubiłem noc, przyznam, traktowałem ją podobnie jak upragnione mrozy, których wyczekiwałem od jesieni. Nocą można skryć się przed światem i udawać, że w ogóle nas tam nie ma, że jesteśmy gdzie indziej, w ciepłym łóżeczku w hermetycznie zamkniętej puszce.
Niespodziewanie w powietrze wzbił się czyjś głos. Nadstawiłem uszy, ciekawy, co nastąpi. Głos tężał, a moja beznamiętna twarz przybrała formę szpiegowskiego radaru.
W tym głosie mieszało się wszystko: lekki strach, ironia, wulgarność i sympatia. Wszystko, co za dnia jest mieszanką nie do ogarnięcia ludzkim pojęciem.
Ten głos wydał mi się znajomy. Tak, znałem go, wiedziałem, do kogo należy. To normalne, w większości znamy się na osiedlach, chociaż nieraz udajemy, że widzimy się pierwszy raz.
Nastąpiło apogeum, ton rósł z sekundy na sekundę, jakby przechadzając się wzdłuż mojego płotu.
Przypomniałem sobie sen:
Zupełne ciemności wpijają się we mnie, w nos wbija się okropny odór, wypełniając wszelkie dostępne szczeliny. Nagle wszystko milknie, dopiero wtedy pojmuję, jak wiele dźwięków egzystowało tuż obok. Jak w życiu.
W oddali pojawia się jasna plamka, powoli zmienia kolor na żółty, taki ciepły, wręcz pociągający. Pragnę iść w jej kierunku, lecz wiem, że odwrotu może nie być. A kiedy się decyduję, ktoś chwyta mnie za ramię i wydobywa z sennej fikcji.
WWWA może – zastanawiam się – każda noc jest przygotowaniem na śmierć? Może uraziliśmy Boga, oddając ją w nieokiełznane ręce księżyca?
Głosy nikną, znów jestem sam. To dobrze – myślę – dobrze, że nikt się na mnie nie natknął, choć… a jeśli i one były jedynie snem?
Ostatnio zmieniony sob 09 lip 2011, 16:01 przez minojek, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
shelion
Pisarz pokoleń
Posty: 1014
Rejestracja: pn 24 sie 2009, 01:10
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Małopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: shelion » pt 27 sie 2010, 02:38

minojek pisze:Człowiek po kilku latach życia w prywatnej samotni,

Prywatna samotnia? Nie za bardzo rozumiem, co miałeś na myśli. Tak czy siak brzmi to bynajmniej dziwnie...
minojek pisze:Serce pracuje nadal, płuca rozsadza powietrze, lecz w umyśle gaśnie pewna niezastąpiona cząstka.
Podniosłem powieki, odnosiłem (..)

Akapit. Powinno się zacząć od akapitu.

minojek pisze:Podniosłem powieki, odnosiłem wrażenie, że zbudziłem się z ulgą.

Jak można ODNIEŚĆ WRAŻENIE, że zbudziło się Z ULGĄ? To się od razu czuje, nie? Nie ma się wrażenia...

Zaparzyłem herbatę, rozgrzany kubek ustawiłem[1] przed sobą i przyglądałem się w zamyśleniu kłębiącym[2] się nad nim chmurkom pary.

To takie chytre zdanie... niby poprawne, ale coś w nim jest. Więc może po kolei: [1] może "kubek postawiłem"? No i poza tym biorąc pod uwagę dalszą część zdania można w ogóle wyrzucić ten fragmencik o ustawianiu kubka. Po pierwsze skoro się przygląda parze to jasne jest, że kubek za nim być nie może.
[2] Kłębiące się chmurki pary... Albo to naprawdę celowe (w co wątpię), albo tu jest babol. Para się nie może kłębić, bo nie "wisi" nad kubkiem herbaty, że się tak wyrażę. CAŁY czas się UNOSI :)

minojek pisze:Zaparzyłem herbatę, rozgrzany kubek ustawiłem przed sobą i przyglądałem się w zamyśleniu kłębiącym się nad nim chmurkom pary.
Lubiłem noc[1], przyznam, traktowałem ją podobnie(...)

Znowu brak akapitu.
[1] Kropka zamiast przecinka, bo reszta dziwnie brzmi.

minojek pisze:Nocą można skryć się przed światem i udawać, że w ogóle nas tam nie ma,

Wyrzuć "tam". Zbędne.

minojek pisze:Nadstawiłem uszy, ciekawy, co nastąpi

Uszu, hehe :)
I raczej zalecałbym "ciekaw" niż "ciekawy".

minojek pisze:To normalne, w większości znamy się na osiedlach, chociaż nieraz udajemy, że widzimy się pierwszy raz.

Przeredaguj.

minojek pisze:Nastąpiło apogeum, ton rósł z sekundy na sekundę,

Jeżeli wystąpiło apogeum, to ton rosnąć już nie mógł... Musiał osiągnąć poziom maksimum...

minojek pisze:w nos wbija się okropny odór, wypełniając wszelkie dostępne szczeliny.

Szczeliny w nosie?

_______________________________________________________________________________

Generalnie tekst mnie zaciekawił. Jakieś tam nieliczne baboliki nie drażnią. Prawdę powiedziawszy można ich nie zauważyć. Jeden poważniejszy błąd (to z apogeum....), ale to się wytnie, prawda?
Odniosłem wrażenie, jakbyś eksperymentował z formą, ale musisz uważać, by te eksperymenty nie utrudniały odbioru tekstu. Tekst mi się podobał, nie chciało mi się spać (a jest 2:38 nad ranem...) podczas lektury, a to dobrze. Pisz więcej, staraj się unikać takich babolików, a będzie dobrze.
Pozdrawiam.


Obrazek
----------------------------------------------------------------------
Obrazek

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2382
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » śr 26 sty 2011, 15:54

- Ilu na świecie żyje szczęśliwych? – zapytałem sam siebie, jakby wierząc, że w ten sposób zrodzę w sobie coś niepoznanego: ciekawość. Człowiek po kilku latach życia w prywatnej samotni, niezależnie od tego, czy jest ona kloaką, dżunglą czy norą, zamiera. Serce pracuje nadal, płuca rozsadza powietrze, lecz w umyśle gaśnie pewna niezastąpiona cząstka.
Podniosłem powieki, odnosiłem wrażenie, że zbudziłem się z ulgą. Serce przestało walić jak młot, dusza otrzeźwiała, a z umysłem już dawno straciłem rzeczywisty kontakt, więc on nawet nie przyszedł mi do głowy.
No pewnie, jak ma być głęboko, to od razu musimy się babrać w powtórzeniach, tak? Może jakiś ciekawszy zabieg, który naprawdę by coś podkreślał, a nie tylko wymęczone już do bólu miniaturkami słówka (życie, serce, umysł)?
Co do podkreśleń.
1. o płucach - dla mnie brzmi koślawo i trochę makabrycznie. Serce pracuje, ale płuca są rozsadzane. Ała.
2. gaśnie cząstka - ja tego nie kupuję. Po prostu zgrzyta mi takie połączenie. Może mam za bardzo materialistyczne podejście do cząstek.
3. odniosłem wrażenie, że zbudziłem się z ulgą - no bo w głębokim tekście nie można napisać normalnie, że ktoś odczuwał ulgę, tak?

Czułem się tak, jakby ktoś wyrwał mnie siłą z koszmaru i jakbym był temu komuś nad życie wdzięczny. To były czasy, w których bałem się dosłownie wszystkiego, co związane ze sferą niezrozumiałą, ze snem, który uważałem za zalążek śmierci, za coś, co stanowi narzędzie oswajania. A ten sen był zupełnie inny, niby piękniejszy, lecz tykający najintymniejszych narządów nadpalonej duszy.
To o co, tutaj, do cholery chodzi? Najpierw piszesz, że czuł się jak wyrwany z koszmaru. A potem mówisz o pięknym śnie. To to był koszmar, czy coś pięknego? Bał się, czy go poruszyło? Głębia nie polega na przeczeniu samemu sobie.
najintymniejsze narządy nadpalonej duszy - nie wiem, co to jest, poza aliteracją. W każdym razie dla mnie zabrzmiało tak mroczno-perwersyjnie-sztampowo, że mało nie padłam ze śmiechu. Wybacz - może ostro, ale szczerze.

Głos tężał, a moja beznamiętna twarz przybrała formę szpiegowskiego radaru.
Wyobraziłam sobie to :lol:
Ten głos wydał mi się znajomy. Tak, znałem go, wiedziałem, do kogo należy. To normalne, w większości znamy się na osiedlach, chociaż nieraz udajemy, że widzimy się pierwszy raz.
Powtórzenia. Tym razem postanowiłeś wydobyć w ten sposób głębie z oczywistości?
Co do podkreślenia. To raczej wynika z wcześniejszej części zdania. Prędzej należałoby wyjaśnić, gdyby głos był znajomy, ale zasłyszany kiedyś, jakoś tak, że narrator nie miał okazji zobaczyć "właściciela".

O czym to jest? Bo pointa jest tak na siłę doklejona do tekstu, że nie wiem. Ani to pobudzające do refleksji, ani popis kunsztu pisarskiego. Ja tam się przynajmniej trochę uśmiałam. Chociaż obawiam się, ze nie o to Ci chodziło.

Jak dla mnie słabiutkie. Może jest pozbawione Twoich typowych błędów, bo jest po prostu inne. Ale za to ma mrowie nowych. Chyba pierwszym z nich jest to, ze sam nie do końca wiedziałeś, co chcesz czytelnikowi powiedzieć. Żeby napisać dobrą miniaturę trzeba naprawdę mieć jakąś ostrą, wyrazistą myśl, którą chce się przekazać, a nie po prostu dobierać te poważniej brzmiące słówka.

Cóż, to tylko moja opinia i jak do niej podejdziesz, to Twoja kwestia. W każdym razie życzę powodzenia.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Góral
Pisarz osiedlowy
Posty: 330
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 01:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Góral » wt 08 lut 2011, 01:47

Bolączki tego tekstu, to:

1) logika, a logika to podstawa wielu projektów, np.:

minojek pisze:Podniosłem powieki, a.odnosiłem wrażenie, że zbudziłem się z ulgą. b.Serce przestało walić jak młot, b.dusza otrzeźwiała, a z umysłem już dawno straciłem rzeczywisty kontakt, więc on nawet nie przyszedł mi do głowy

a) bez umysłu nie byłoby myślenia, więc odnoszenie jakikolwiek wrażeń stoi pod dużym znakiem zapytania
b) bez umysłu trudno byłoby wywnioskować o rytmie bijącego serca, tym bardziej otrzeźwieniu duszy

Cytowany fragment jest co najmniej dyskusyjny. No bo z jednej strony można by potraktować niektóre spostrzeżenia jako metaforę. Ale co z tego? Dobra metafora powinna mieć u podstawy logikę, czego się (umyślnie?) pozbyłeś. Tak przypuszczam.

minojek pisze:A ten sen był zupełnie inny, niby piękniejszy, lecz tykający najintymniejszych narządów nadpalonej duszy.

Nie rozumiem. Starałem się to ogarnąć, ale, jak widać, bezskutecznie.

minojek pisze:Zaskoczony, pokonałem niewielką odległość dzielącą a.piętro od a.parteru i a.wydostałem się z czterech ścian.

Bohater nie wychodzi z domu, ba! schodzi aż na parter. A parter to nadal część domu. Cztery ściany to związek użyty zupełnie bezpodstawnie.

2) niepotrzebne wyrazy, tym bardziej niepotrzebnie rozpychające tekst, np.:

minojek pisze:Wstałem powoli, jeszcze w mdłym otępieniu. Wokoło unosiła się jakaś nieokreślona woń zmieszana z gorącem.

"Jakaś" to żadne określenie. Równie dobrze mógłbyś go nie używać.

3) dzielenie tekstu:

minojek pisze:Termometr wskazywał dwadzieścia siedem stopni, pomyślałem, że lepiej będzie resztę nocy spędzić na powietrzu.

Prozdrowotne byłoby użycie kropki. To właśnie dzięki nim tekst oddycha.

4) ogólnie: nadmiar patetyczności; odnoszę wrażenie, że eksperymentowałeś, próbując stosować nowe pojęcia, prezentować swoją filozofię, nakładając na nią zbyt szerokie ubrania. Jestem przekonany, że powinieneś ograniczyć takie teksty do minimum: pisz prosto, nie podnoś pewnych spraw do rangi niezwykle ważnych, odbierając w ten sposób wielkość innych. Twórz, twórz teksty mądre, ale nie przesadnie. Baw, baw się językiem, to odpowiedni czas. Zrezygnuj, zrezygnuj z bycia mądrym, wybierz raczej prawdziwą głupotę! A potem wydostań się z niej, zyskaj wiedzę, jakiej nikt nie będzie w stanie Ci odebrać. Wtedy staniesz się na swój sposób mądry. Wyjątkowy już jesteś. Ale nie pokazuj tego światu. Świat nie lubi oglądać czyichś pleców. Bądź dla siebie cieniem. Rośnij, poszerzaj swoje horyzonty i bądź coraz większym i lepszym człowiekiem. Wierzę w Ciebie!



Awatar użytkownika
GreyMoon
Pisarz osiedlowy
Posty: 364
Rejestracja: pt 29 lut 2008, 21:51
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Leżajsk
Płeć: Mężczyzna

Re: Ręce księżyca (etiuda)

Postautor: GreyMoon » wt 08 lut 2011, 18:52

z umysłem już dawno straciłem rzeczywisty kontakt, więc on nawet nie przyszedł mi do głowy.

Dobre, podoba mi się.

w ciepłym łóżeczku w hermetycznie zamkniętej puszce.

A to już mniej, powtórzenia przyjimków to też powtórzenia.

Ogólnie jest przyjemnie, sennie i nocno, trąci to nieco prozą poetycką - opisujesz stany umysłu, za które nikt na co dzień się nie bierze. Jako obrazek, przedstawienie chwili, wszystko widzi mi się w porządku, fajny był też pomysł z opisaniem głosu, a pominięciem treści. To pokazuje w jak głębokiej samotni zaszył się bohatyr. Ale gdzieniegdzie jest przesada, bo czytelny to nie znaczy napisany czytelną czcionką - pod koniec już nie byłem pewien, co chcesz mi powiedzieć przez te ciągi literek.
Zdarzyło się kilka ciekawych gier słownych w stylu tej powyżej, ale ogólnie zbyt to chaotyczne. Dziwnie dzielisz zdania, przeciągasz je gdzie nie trzeba - jakbyś spróbował przeczytać swój tekst na głos kierując się interpunkcją, miałbyś duże problemy z braniem oddechu. Czytaj na głos, to pomaga.
Sama sytuacja nie jest ciekawa, ot - obudził się gość i usłyszał czyjąś rozmowę. Nic więcej. Czymś takim trudno jest złapać czytelnika - rozbudowane przeżycia wewnętrzne to za mało, żeby coś zwojować, zwłaszcza, gdy zapisane są nie do końca poprawnie.

Ale masz u mnie plus trzy.


(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
gitarzystka05
Pisarz domowy
Posty: 101
Rejestracja: wt 23 lis 2010, 23:50
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: gitarzystka05 » pt 11 lut 2011, 19:17

Takie teksty lepiej pisać w czasie teraźniejszym.



Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » sob 09 lip 2011, 15:59

- Ilu na świecie żyje szczęśliwych? – zapytałem sam siebie, jakby wierząc, że w ten sposób zrodzę w sobie coś niepoznanego: ciekawość.

Przegadane. Jakbyś to ujął krócej, zręczniej by wyszło. Czy ciekawość można rozpatrywać w kontekście poznawalności lub nie?

Człowiek po kilku latach życia w prywatnej samotni, niezależnie od tego, czy jest ona kloaką, dżunglą czy norą, zamiera.

Co to jest "prywatna samotnia"? Samotnia sama z siebie jest prywatna, bo przebywa się tam w pojedynkę. Porównanie samotni do kloaki, nory dziwne według mnie. A dżungla raczej nie jawi mi się jako miejsce odosobnienia.

Serce przestało walić jak młot, dusza otrzeźwiała, a z umysłem już dawno straciłem rzeczywisty kontakt, więc on nawet nie przyszedł mi do głowy.

Jak się śpi, nie jest się świadomym, czy serce nadal bije. Otrzeźwieć, to ostatecznie może umysł a nie dusza.

Wokoło unosiła się jakaś nieokreślona woń zmieszana z gorącem.

Mieszasz zmysły.

Termometr wskazywał dwadzieścia siedem stopni, pomyślałem, że lepiej będzie resztę nocy spędzić na powietrzu.

Termometr wskazywał dwadzieścia siedem stopni i pomyślałem, że...

Zaparzyłem herbatę, rozgrzany kubek ustawiłem przed sobą i przyglądałem się w zamyśleniu kłębiącym się nad nim chmurkom pary.

Gdzie zaparzył herbatę? Na tarasie? Brak logiki.

Nastąpiło apogeum, ton rósł z sekundy na sekundę, jakby przechadzając się wzdłuż mojego płotu.

Ton nie może przechadzać się wzdłuż płotu.

Ten tekst nie jest prostym ćwiczeniem. Wręcz przeciwnie. Takie filozoficzno-poetyckie opowiastki pisze się bardzo trudno. Nie wyszło ci. Przeładowałeś go metaforami i o ile w tego typu tekstach metafory są mile widziane, o tyle muszą być bardzo umiejętnie dobrane. A to wymaga dużego wyczucia. I mistrzowskiego operowania językiem. Na dodatek przeładowałeś. Mamy tu kwestię śmierci, samotności, jakieś dziwne tony, głosy. Brak logiki: porównujesz noc raz do śmierci, której się boisz, raz do mrozów które uwielbiasz. Brak ci jeszcze warsztatu do tworzenia takich tekstów. Ale to akurat można nadrobić. Pisz, bo warto.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości