Jasna Strona Mocy
Walcz o tytuł "Siewca Dobra 2018"!
Informacje o konkursie :arrow: KLIK

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Moderator: Faraon

Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3864
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: Faraon » pt 22 cze 2018, 14:07

Temat: O czym śpiewa szarańcza
Gatunek: horror
Objętość: max 10.000 znaków ze spacjami
Czas do: 6.07.2018 do 23:59

Oceniać można przez tydzień od wstawienia, tak więc w tym przypadku ostateczny termin wystawienia oceny to 14.07.2018 godz. 23:59. Po tym czasie temat zostanie zamknięty, a punkty podliczone.


Prosimy o przyznawanie od 0 do 5 punktów [bez połówek] w poniższych kategoriach:
1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność (idea, podejście do tematu, potencjał, rozwój i wykorzystanie możliwości zamysłu)
2. Realizacja tematu (wypełnienie warunków pojedynku)
3. Błędy (błędy ortograficzne, gramatyczne, interpunkcyjne, stylistyczne i leksykalne)
4. Warsztat (błędy logiczne [fabularne], ocena stylu, narracji, dialogów oraz kompozycji)
5. Subiektywne wrażenia/odczucia
i ewentualnie 1 punktu dla wybranego tekstu jako:
6. Ekstra punkt! (niezależnie od powyższych ocen przyznaj 1 dodatkowy punkt - za element, który Cię urzekł/Twojemu zwycięzcy - albo nie przyznawaj nikomu; nie można dać każdemu po jednym)

Suma: 0-26.

Wzór:

Kod: Zaznacz cały

Kategoria 1. [b]Pomysł i rozwinięcie/kreatywność[/b]
Tekst I:
Uzasadnienie:
Tekst II:
Uzasadnienie:
Tekst III:
Uzasadnienie:

Kategoria 2. [b]Realizacja tematu[/b]
Tekst I:
Uzasadnienie:
Tekst II:
Uzasadnienie:
Tekst III:
Uzasadnienie:

Kategoria 3. [b]Błędy[/b]
Tekst I:
Uzasadnienie:
Tekst II:
Uzasadnienie:
Tekst III:
Uzasadnienie:

Kategoria 4. [b]Warsztat [/b]
Tekst I:
Uzasadnienie:
Tekst II:
Uzasadnienie:
Tekst III:
Uzasadnienie:

Kategoria 5. [b]Subiektywne wrażenia[/b]
Tekst I:
Uzasadnienie:
Tekst II:
Uzasadnienie:
Tekst III:
Uzasadnienie:

[b][i]Ekstra punkt![/i][/b] dla:
Za:

[b]Suma[/b].
Tekst I:
Podsumowanie:
Tekst II:
Podsumowanie:
Tekst III:
Podsumowanie:



Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3864
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: Faraon » sob 07 lip 2018, 11:39

Jeśli przegapiłem jakieś formatowanie czy cokolwiek zmieniłem, proszę autorów o szybki kontakt.

 ! Wiadomość z: Faraon
Oceny użytkowników zarejestrowanych po 30.04.2018r. lub niepodporządkowane wzorowi nowego systemu oceniania bitew są jak najbardziej mile widziane - autorzy liczą na jak największy odzew z Waszej strony! - ale nie będą mieć wpływu na ostateczny wynik starcia (sumę punktów).
Ocena wszystkich dwudziestu zaplanowanych pojedynków zagwarantuje wzięcie udziału w losowaniu wyjątkowej nagrody specjalnej.


W Firefoxie fragmenty tekstu mogą nie wyświetlać się poprawnie - na szczęście bitwy są widoczne bez zalogowania i wystarczy przekopiować link do dowolnej innej przeglądarki internetowej.

#############################################

Tekst I

Dzieci Wielnego Dnia


Justynka rozglądała się po sypialni. Nie mogła sobie przypomnieć, co ją przestraszyło. Lalki spoglądały z różowych półek, królik przysypiał w domku. Jakiś szum? Warczenie? Przytuliła się do mamy.


– Mamuś, zostań dziś, tu coś jest – wyszeptała.


– Głuptas. Za duża jesteś, żeby spać ze mną. Opowiem ci bajkę i posiedzę aż zaśniesz, dobrze?


– Ale nie, tu naprawdę coś jest. I chrapie.


– Zły potwór przyszedł cię zjeść i nie zdążył, bo zasnął?


– Na filmach zawsze dorośli nie wierzą dzieciom, a potem dzieci mają rację i dorosłym jest wstyd. – Siedmiolatka nadąsała się.


– Maruda. No dobrze, opowiedz mi o tym chrapaniu.


– To taki warkot. Jak silnik w aucie. Albo jak samolot.


Mama roześmiała się serdecznie i potrząsnęła głową na boki. Włosy falowały jej jak złoty wodospad, a delikatny zapach lawendy przez chwilę stał się mocniejszy.


– Szukamy warczącego samolotu, tak? No to się szybciutko sprawimy. Pod łóżeczkiem nie ma. Między zabawkami nic nie warczy. O, nawet w szafie ubranka są grzeczne i nie hałasują. Zostało już tylko sprawdzić na dworze. Otworzymy okno?


Szum narastał. Cokolwiek go wywołało, mama zaraz to wpuści!


– Właśnie tak, Justyś. To jest za oknem. A ja to wpuszczę.


Dziewczynka oniemiała z przerażenia. Nagle zrobiło się cicho, jakby wszystkie strachy świata przywarły do szyby patrząc na mamę Tysi. Kobieta cofnęła rękę w szerokim zamachu i uderzyła córkę w twarz.



– Wstawaj darmozjadzie! Już prawie świt! Może ja ciebie mam karmić, co? Papu do łóżeczka?


Justysia natychmiast oprzytomniała. Przyzwyczajona do takich pobudek, nie zwracała uwagi na ból. Przez moment pielęgnowała w myślach sen, najpiękniejszy od Wielnego Dnia. Widziała mamę, widziała mamę, opowie wszystkim dzieciom, co się jej przyśniło!


Gruby Benek szedł w głąb magazynu, wzdłuż wtulonych w siebie dzieci, bijąc na odlew i wrzeszcząc:


– Cholerna szarańcza! Tylko by żarli i spali, zasrane szkodniki, a przynieść jedzenia nie ma komu? Won na pole i nie wracać bez kartofli!


Po chwili donośne chrapanie potwierdziło, że znów śpi. Dzieci nie odważyły się sprzeciwić, mimo okazji. Na całym świecie miały tylko jego. Zresztą, od dawna same okładały się po twarzach – z nudów, ze złości, czy dla rozrywki. Posłusznie podreptały do pracy.



– Misiek pyta, co to szarańcza. – Kubuś był ulubieńcem wszystkich dzieci, bo na wycieczkę w Wielny Dzień zabrał misia. Czasem pozwalał jakiemuś szczęśliwcowi pogłaskać ostatniego na świecie pluszaka. Na dodatek powiększał swoją legendę, przemawiając w imieniu zabawki. Jakby była żywa.


– Szarańcza to tacy, co dużo jedzą. Kiedyś zjedliśmy z kuzynami wszystkie ciastka i babcia powiedziała, że jesteśmy szarańcza. – Karol Okularnik był z kolei najmądrzejszy. To on wymyślił nazwę „Wielny Dzień”. Mówił, że z bajki*. Tysia nie mogła się zdecydować, którego z nich bardziej lubi: Kubusia, czy Karolka?


Kuba złapał się za brzuch i wymamrotał – misio mówi, że lepiej być ciastkową szarańczą niż tak jak teraz, kartoflanym miśkiem.


– A mnie przyśniła się mama! Uspokajała mnie i tuliła i śmiała się. Tylko na koniec mnie walnęła, ale naprawdę to był Gruby, a nie mama.


Justynka tryumfowała. Kubuś aż otworzył buzię, tak się na nią zapatrzył. Szybko poszła za ciosem:


– I jeszcze znam piosenkę o mamusi. Nauczę was:



A ja wolę moją mamę
Co ma włosy jak atrament
Złote oczy jak mój miś
I płakała rano dziś.**


– Mama płakała? Co się stało? Dlaczego mama płakała? – pytały wstrząśnięte dzieci. Po chwili wszystkie zawodziły w głos. Dlaczego płakało dwieście sierot na kartoflisku?


Tuliły się nawzajem, krzykami wzywając swoje mamy, tatusiów, rodzeństwo. Kiedy docierało do nich w pełni, że na całym świecie nie ma nawet jednej mamusi, płakały jeszcze bardziej. Od wycieczki na farmę pół roku temu zostali tylko oni i Gruby Benek. To był Wielny Dzień, kiedy zamiast sadzenia ziemniaków zobaczyły sadzenie grzybów, rosnących wyżej chmur, a dorośli padli martwi, nie wiadomo dlaczego. Panie obiecały im udział w zakopywaniu małych kartofelków, tymczasem od pół roku w koszmarach sennych dzieci na nowo kopały swoim nauczycielkom groby, zmuszane przez Benka. Gdybyż któraś z nich przeżyła, zamiast ohydnego Benedykta Stećko! Dzieci płakały nad nimi i nad sobą, obejmowały się wzajemnie i wycierały sobie łzy brudnymi rękawami.


Po chwili dziecięcy przebój brzmiał niczym hymn, dodając sił i odwagi. Dzieci poczuły, że mają wokół rodzinę, siostry i braci. Będą się wspierać, będą się kochać, poradzą sobie! Podniesione na duchu pytały Justynkę, czy sama układa piosenki i czy zna ich więcej. Dziewczynka przyznała szczerze, że tę piosenkę wymyślił kto inny, ale natychmiast podjęła się stworzenia własnej, równie dobrej. Po chwili zanuciła nieczystym recytatywem:



Lalala
Kocham mamusię, bo jest kochana
Lala
A Benka nie, bo śmierdzi.


– Misio mówi, że twoja jest dużo lepsza.


Dziewczynka płonęła z dumy. Postanowiła, to właśnie Kuba będzie jej mężem. Ma świetny gust, zna się na muzyce i – teraz już wiedziała na pewno – jest mądrzejszy od Karolka.


Była tylko odrobinę zazdrosna o misia. Może by go jakoś zgubić?



Głód przypomniał, po co tu przyszły. Farma była ogromna, ale od sześciu miesięcy dewastowana i zaniedbana. Coraz dalej musiały chodzić, coraz mniej znajdowały. Kłótnia o wyjątkowo wielki okaz przyciągnęła ciekawskich:


– To mój ziemniak! Dam go Benkowi i nie będzie mnie bił! - wrzeszczał Karolek


– Nieprawda, misio mówi, że ja dam!


To tylko ziemniak, chciała wołać Justysia, ale cudzy gniew ją paraliżował. Kuba wziął do ręki kamień. Kibice podzielili się – jedni krzyczeli z radości, inni wołali, że oszukuje. Nikt nie przerwał walki. Rzuć to, zrobisz mu krzywdę, błagała niemo Tysia. Kamień uderzył w głowę. Krew polała się po brązowych włoskach, oczy poszły w słup. Drobny korpus wpadł w konwulsje. Oprawca nie wiedział, że już wygrał. Bił nadal, jakby przybijał gwoździa. Tak zabijają dzieci: metodycznie, cierpliwie; zafascynowane tym, co znajdą w środku. Niedawno zrodzone poczucie wspólnoty wciąż trwało: maluchy zebrały się wokół trupa, debatowały co dalej. Uradziły odnieść zwłoki i kamień do Benka. Jest dorosły, może jeśli wszystko obejrzy, będzie wiedział, jak to naprawić? Podniesione na duchu śpiewały chórem o mamie z włosami jak atrament, wlokąc wciąż ciepłe ciało Karolka. Omdlała Justysia zanurkowała między chwasty.



Zbudziło ją ostre światło, słońce było już całkiem wysoko. Czuła coś nienaturalnego w wylegiwaniu się i samodzielnej pobudce. Może powinna zgłosić się do Benka, żeby uderzył ją na „dzień dobry”? Podreptała ku farmie.


Widok Grubego Benka pracującego fizycznie zaszokował ją bardziej, niż widziana niedawno śmierć. Mężczyzna przetaczał wielkie, plastikowe beczki. Zapytała nieśmiało, co robi.


– To, co dorosły już dawno powinien zrobić. Dbam o przyszłość. Bo tu bardzo źle się dzieje. Wyciągnął z kieszeni pokrwawiony kamień i podszedł do niej, by zobaczyła go z bliska.


– Wczoraj dostałem od was w prezencie zwłoki i ten kamień. Zrozumiałem, że nie robię tego, co do mnie należy. Nie ma tu żadnych zapasów, choć zima blisko. A co jest? Kolonia szarańczy. Wiesz, co to szarańcza? Takie robale. Obsiadają pole całą chmurą i potem nic nie zostaje. Tylko głód i halucynacje, i śmierć. Szarańcze zaczęły się same zabijać, ale to za mało, za wolno. Zima je wykończy, ale do tego czasu przepadnie ostatni kartofel. Jestem dorosły, muszę chronić pole i robić zapasy. Wiesz, co się je, kiedy szarańcza zniszczy ostatni kiełek? Szarańczę. Pieczoną, smażoną, marynowaną.


Zrozumiała natychmiast.


– Przecież potrzebujesz kogoś na posyłki! Nie będziesz sam za wszystkim chodził! Nie zechce ci się!


– Szarańcza za służbę? I co niby będzie dla mnie robić? Śpiewać? O nie, będę dorosły. Mam beczki, tonę soli drogowej, zrobię sobie konserwy na zimę.


Justynka poczuła chwyt na gardle. Potwór zaciągnął ją do magazynu, między nieruchome ciałka zabite we śnie. Moje rodzeństwo, pomyślała nagle. To Karolek leży z brzegu, wyfiletowany niby świąteczny karp... Znów bezradnie patrzyła, jak kamień wznosi się nad głową.


– Mamusiu, mam koszmary, mamuś, przytul mnie zaraz, mama mama mama, gdzie jesteś, obudź mnie! – wyła i wyrywała się.
Benek uderzył tylko raz.



_______________

* Lewis Carrol, „Dżabbersmok”. Tłum. Maciej Słomczyński.
** Agnieszka Osiecka, „A ja wolę moją mamę”.




#############################################


Tekst II

O czym śpiewa szarańcza


"Tato?".


Coś jest nie tak.


Zatrzymuję chłopaka dłonią, czuję, jak serce bije przez zimną, przepoconą tkaninę. Serce szczeniaka. Nawet w strachu wyrywa mu się z piersi, jakby szukało swobody. Moje po czterdziestu dwóch latach pracuje jak ramię kowala i czuję właśnie, jak wykuwa pręty, które są z lodu. Coś jest cholernie nie tak. Odrywam dłoń, Miłosz zostaje w miejscu, zacumowany za znajdującym się za moimi plecami światem nadziei na to, że nic się nie stało i wszystko jest tak jak zwykle.


Ja opuszczam ten świat, idę naprzód.


Przechodzę przez otwartą furtę. Przed domem nazbierało się błota, tydzień temu mieliśmy pierwszą od kilku miesięcy ulewę. Buty cmokają o podłoże, gdy robię każdy kolejny rok. Po prawej widzę dziwny, szary, skołtuniony kształt i rejestruję z opóźnieniem, że to nasz kot. Tam, gdzie powinna być jego głowa, jest odcisk buta ("...o wiele większego niż mój" - myślę). Resztki z naszego kota to podpis pod umową, której treści jeszcze nie znam, zaś w miejscu jego pyska ktoś wybił nogą w błocie pieczątkę. Salt – bo tak nazywał się kocur, z którym Miłosz wieczorami bawił się za pomocą lasera – wygląda jak pokrwawiona, wciągnięta do odkurzacza ścierka. Zerkam przez plecy na syna i daję znak: stój tam, nie ruszaj się. Kiwa głową.


Nagle słyszę szczekanie i staję w rozkroku, rozstawiony na ziemi jak bateria karabinowa. Tak nie szczekają psy, tak szczekają specyficzni ludzie, którzy od kilkunastu lat je naśladują, gdy napadają na nasze wioski.


W głowie mam pustkę.


Zaciskam pięści tak mocno, że tracę w nich czucie. Scheda po przodkach posiadających sierść odzywa się automatycznie: mam tak mocną gęsią skórkę, że mogę ładować akumulatory dotykiem palca. Jestem jak zwierzę, które czeka na to, jaki algorytm wylosuje komputer wewnątrz czaszki: uciekać, czy walczyć?


Walczyć, przecież tam jest Magda!


Słyszę odgłos tłuczonego szkła, słyszę krzyki Magdy, słyszę wrzask mojego syna, słyszę wystrzał, słyszę mlask moich butów grzęznących w błocie w trakcie biegu, jednocześnie kalkuluję na bieżąco, co mogę zrobić. Kątem oka widzę rzuconą w błoto łopatę, chwytam ją i wbiegam do kempingu. Potem wszystko zlewa się w całość i po szamotaninie wewnątrz nagle stoję na bandycie, a jego głowa jest korzeniem spróchniałego drzewa, który podważam szpadlem. Łysy, owrzodzony bandzior bije rękami o podłogę tak, jakby to były ryby wyrzucone na brzeg. Gość wywraca oczami, jeszcze moment, jeszcze chwila i żywe ciało stanie się tylko obiektem. Nienawidzę ich wszystkich. Tatuaże wskazują na to, że to członek klanu Szarańczy. Odsuwam szpadel, kopię go w żebra, z tyłu za mną stoi zapłakana Magda i... i... i chyba szarpie mnie za ramię.


Patrzę na nią, jest w jednym kawałku.


"Zrobił... zrobił ci to?".


Bez słowa kręci głową.


"Jest ich więcej" słyszę nagle i przypominam sobie o Miłoszu, który został na zewnątrz.


"Gdzie jest nasz syn?".


Odpowiada moje ciało – biorę za fraki tego obdartusa i wyrzucam go z domu. Przez chwilkę nic nie widzę, coś napływa mi do oczu. Ścieram ręką krew, zastanawiam się, kiedy zdążył mnie uderzyć. Leży w błocie, opieram się butem o jego pierś jak łowczy i znów z opóźnieniem dociera do mnie to, co widzę – jest ich sześciu... siedmiu... przestaję liczyć. Nie mamy szans. Kilku mierzy do mnie z samopałów. Z domu wychodzi Magda, trzyma w ręku broń, z której sekundy temu wypalił w ścianę niedoszły gwałciciel. Magda umie strzelać, ale jeden strzał to za mało.


Zabiją nas.


Warczą wszyscy jak zwierzęta, zaczynają szczekać. Stojąc na podwórzu widzę dzieci sąsiadów przed ich płotem i teraz wiem, dlaczego nieruchomo stały, gdy wracaliśmy z małym ze spichlerza – mają za plecami paliki, do których ktoś je przywiązał.


Z domu Bierzchowskich wybiega trzech mężczyzn. Padają na czworaka i kotłują się w błocie sąsiadów. Kurierzy Zamoyskich nie kłamali – to nie bandy ludzi, to stada zwierząt, które wciąż potrafią załadować broń albo odpalić motor. Nic dziwnego, że są w stanie oswoić chore, dzikie psy. Jeden z mężczyzn opiera się o płot jak witający pana owczarek, trzyma coś w zębach.


To głowa, ludzka głowa. Zbir wypuszcza z zębów włosy starego Bierzchowskiego i głowa mojego sąsiada wpada z mokrym, martwym plaskiem w błoto.


Wzdrygam się, gdy zza moich pleców pada strzał, Magda nie wytrzymała napięcia. Jeden ze zbirów, który właśnie wchodził na nasze podwórko, leci w tył, jakby ktoś zarzucił mu lasso na szyję i z całych sił pociągnął. Widzę przez chwilę bardzo powoli i dokładnie, jak czupryna ciemnych, mokrych włosów spluwa czerwonym sokiem na nasz płot. Reszta przez chwilę patrzy, jak tamten leży w błocie, mieląc nogami i trzęsąc się.


Chciałem zaatakować, ale stoję jak wryty, gdy widzę, jak jeden z ze zbirów wskakuje na ciało rannego towarzysza i wgryza mu się w gardło.


Nagle reszta jak jeden mąż rusza na nas.



Tyle pamiętam.



No i co się tak gapicie? Opowiadam wam to już piąty raz.



Umiecie w ogóle mówić?



Mały, podaj mi coś do jedzenia. Tak, to... dzięki.



Rafał gryzie jakieś warzywo, którego dotąd nie jadł. Ma gorzki, cierpki smak. Chyba tutejsi karmią tym konie. Klatka jest mała i ciasna, wczoraj odkrył, że przyzwyczaił się do zapachu własnych odchodów na tyle, że ledwo je wyczuwa. Przed klatką od czasu do czasu siadają dzieciaki klanu Szarańczy. Nigdy wcześniej nie widział takich dzieci - są małe, ale atletyczne. Ich twarze zdobią już klanowe tatuaże - dziwne symbole i napisy w obcym języku. Jedno z dzieci powiedziało kilka dni temu "opowiedz bajkę" i to była do tej pory jedyna zrozumiała rzecz, jaką usłyszał. Nie znał żadnych bajek, więc opowiadał to, co wydarzyło się na początku tego tygodnia.


Wokół rozciąga się osada domów z gliny i ziemianek z zadaszonymi słomą nadbudowami. Ludzie chodzą półnadzy i Rafałowi kojarzy się to z albumami z dawnych dni, atlasami, które przedstawiały odległe, afrykańskie plemiona.


A potem znów słyszy ich wieczorny śpiew, gdy zbierają się wszyscy przy ogniskach. Dzieci zrywają się wtedy sprzed jego klatki i dołączają do reszty jak zahipnotyzowane. O czym oni śpiewają? - myśli Rafał i zaczyna wspominać dzień, w którym Szarańcza napadła jego rodzinę. Widzi wspomnienie tak wyraźnie, jakby wszystko działo się tu i teraz...



Po pracy wracamy na kolację. Miłosz spluwa z całych sił do rowu i pyta mnie, czy robi to dobrze. Zapluł flanelową koszulę, jest rozczochrany i na tyle zmęczony, że ma momentami obłąkane spojrzenie. Rozbawiony jego poważną miną, odpowiadam, że tak.


Mijamy płot sąsiadów, a za nim ich dzieci. Nie wiem, co jest bardziej wbite w ziemię - wykałaczki bladych ciał czy skrzypiące na wietrze sztachety. To dzieci, a czuję się, jakbym mógł podać im przez płot garść trawy i uważać, by nie odgryzły mi palców. Deszcz zsyła wypoczynek, bawią się wtedy, gdy są kałuże i błoto. W suche dni te dzieciaki nawadniają świat swoim potem, jak my wszyscy... a więc w pewnym sensie to już nie są dzieci. Czasem myślę, że pracujemy wszyscy tyle, że dzieci różnią się od nas jedynie tym, ile wysiłku są w stanie znieść.



Patrząc przez kraty Rafał stwierdza, że tutejsze dzieci są dość szczęśliwe i swobodne. Próbuje przekrzyczeć śpiew i przywołać kogoś do siebie, lecz nikt nie przychodzi, wszyscy są zajęci świętowaniem... modlitwą... czymkolwiek, co teraz robią. Znów jest wieczór i znów śpiewają. Dociera teraz do niego, że te dzieci przychodzą o różnych porach dnia, poza tym często widzi, jak się bawią - kopią sparciałe piłki, rzucają nożami, biegają za psami.


Po wieczornych śpiewach cała osada milknie i Rafał również zasypia.



Któregoś dnia przyjeżdża kohorta, która chyba wyjechała na polowanie. Przywożą kilka kobiet w klatkach. Rafał nikogo nie poznaje, ale są ubrane jak ludzie z jego okolic. To żony farmerów, myśli Rafał. Krzyczy do nich, ale jest zbyt daleko, by zwrócić w tej chwili na siebie uwagę.


A potem czas zwalnia, bo na to, co zobaczy Rafał, nie da się patrzeć tak, by mijało szybko.


Głodny, wyziębiony i obsrany rejestruje jakby przez grubą, ledwo przepuszczalną błonę szaleństwa krzyki kobiet, gdy żony tutejszych wojowników obdzierają zdobycz żywcem ze skóry. Rafał nie wie, czy to koszmar z którego się obudzi, czy też jawa faktycznie pokazuje mu obraz matki, która wyszarpuje wnętrzności z rozłożonych na ziemi ciał kobiet, rozdziela je na kawałki i daje prosto do ust swoim dzieciom. Niektóre dzieci nie czekają i same dobierają się do mięsa. Podrzucają jego kawałki do góry, biegają wokół i tańczą; Rafał wzdryga się, wbija plecami w ścianę klatki, słysząc, jak wyją, naśladując psy. Niektóre chwytają ten sam kawałek i walczą o niego, szarpiąc mięso na czworaka, wzbijając chmury kurczu, kopiąc się po twarzach i wrzeszcząc.



Wieczorem przed klatką siedzi gromada umorusanych juchą dzieci. Krew zaschła na ich buziach, są od niej czarne, prawie wtapiają się w wieczór. Rafał widzi totemy ich sylwetek odcinające się na tle światła rozpalonych w sercu wioski ognisk. Widz opalizujące iskry czujnych, głębokich oczu. Powoli dochodzą do jego uszu strzelające w górę kaskady wieczornych śpiewów, wibrujące głosy, które tkają rozciągnięte, dziwnie uspokajające dźwięki, odgłosy, od których ostatnio robi się coraz bardziej senny.


Nagle dzieci poruszają się i wystraszony Rafał znów wbija się plecami w klatkę.


Składają ręce jak do pacierza, przechylają głowy i kładą je na rękach - udają, że śpią.


To dobranocka.


Oni po prostu śpiewają im dobranocki. Kompletnie mu to nie pasuje do miejsca, w którym się znajduje. O klanie Szarańczy mówiono zawsze wyłącznie jak o bandzie zezwierzęconych dzikusów, którzy wychowują dzieci stadnie, jak hieny albo dzikie psy. Rysowano ich obraz jako ludzi, którzy potrafią karmić potomstwo padliną przytarganą z pustkowi. Raz Rafał słyszał historię o tym, że Szarańcze są nawet zdolne do jedzenia siebie nawzajem w dobie największego kryzysu, stąd też liczne anegdoty i opowieści o tym, że są kanibalami.


Tacy ludzie śpiewają swoim dzieciom dobranocki?


Pamięta jednak wszystko, co wydarzyło się wtedy, gdy mężczyźni z klanu Szarańczy napadli na jego gospodarstwo. Pamięta to, co mogło się stać z jego żoną. Do tej pory nie wie, czy Magda i Miłosz żyją. Pamięta to, co widział ostatnio, pamięta krzyki, pamięta mające na oko po dziesięć lat dzieciaki, które wyciągały z ciał kobiet żebra w takiej atmosferze, jakby czyściły ryby z ości.


Te zwierzęta ich napadły i chciały zagryźć.


Zwierzęta. Dzikusy. Potwory.


On i jego rodzina niczym nie zawinili. Nie zasłużyliśmy na to. Razem z myślami wypowiadały to jego ręce zaciśnięte na kratach, zaczął szarpać pręty i wrzeszczeć, ale nikt nie słyszał, nikt nie zwracał na niego uwagi.


Może są potworami, ale nie zmienia to faktu, że nadszedł kolejny wieczór i należało ułożyć dzieci do ciepłego, spokojnego snu. Nie wiedział o tym, ale jego krzyk dodatkowo je wtedy uspokajał.


W końcu najprzytulniej jest tam, gdzie jest "tak jak zwykle".




#############################################


Tekst III

Pan Robak


Miałem sześć lat, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. Ilekroć przywołuję w pamięci tę chwilę, czuję, jakby ktoś podstawiał mi pod nos pastelową pocztówkę. Pretensjonalny obrazek, który możecie nabyć na pchlim targu albo znaleźć u babci na strychu, w kufrze ze szpargałami, gdy opróżniacie dom po jej śmierci.


Zatem pocztówka. Na pocztówce ogród. W ogrodzie kałuża. Nad nią pochylony chłopiec. Patyk w jego dłoni. Kręgi na wodzie. Plamy błota na odświętnych spodniach, podciągnięte za łokcie rękawy białej koszuli. Przemoknięte buty.


Beztroska scena z dzieciństwa.


I Pan Robak pożerający kota.


Budowałem tamę, szukałem skarbów albo odkrywałem Atlantydę – to było dawno, nie pamiętam – więc początkowo zignorowałem szmer ocierających się o siebie skrzydełek, jednostajny, mechaniczny chrobot, który skojarzył mi się wtedy z rozbijanymi jajkami, z dziesiątkami pękających równocześnie skorupek.


Przyciągnęły mnie dopiero odgłosy mlaskania.


Obejrzałem się przez ramię.


Pan Robak – tak go ochrzciłem tego dnia i tak już zostało – ciekawsko przechylił głowę.


Setki owadów poruszyło niespokojnie odnóżami. Brązowawe odwłoki nachodziły na siebie jak ogniwa kolczugi, szczelnie wypełniając całą przestrzeń twarzy, tak że spod organicznej maski nie wystawał nawet fragment skóry. Zlokalizowanie cienkiej linii warg przychodziło o tyle łatwo, że spomiędzy nich zwisał niedojedzony ogon.


Czułki insektów zadrgały. Przybysz widział mnie, jestem pewien, choć przecież nie miał oczu. Koci ogon poruszał się na boki, wprawiany w ruch trzepnięciami skrzydeł.


Nie przerywając zabawy, bez cienia strachu zapytałem:


- Kim jesteś?


Chwilę trwało, nim Pan Robak wypluł kocie truchło. Brzęczenie owadów przybrało na sile. Wargi nieznajomego unosiły się i opadały, lecz nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Za to w szumie skrzydełek i odnóży dawało wychwycić się swoistą celowość. Brzmienie. Melodię.


- Nie rozumiem.


Owadzia muzyka rozbrzmiewała jeszcze chwilę, a potem cóż, Pan Robak po prostu sobie poszedł. Podszedłem bliżej, poszturchałem kota, a gdy przekonałem się, że faktycznie nie żyje, wróciłem do kałuży.


Mama, gdy o wszystkim jej powiedziałem, cmoknęła z dezaprobatą i stwierdziła, że gosposia nigdy nie dopierze spodni.



Pan Robak pojawiał się i znikał. Czasem widywałem go niemal codziennie, innym razem gubiłem ślad na całe tygodnie. Widziałem, jak przyczajony za drzewem obserwuje pisklęta. Nakryłem go w trakcie podpalenia lisiej nory. Odbijał się od powierzchni polerowanych szyb, gdy służba przeprowadzała generalne porządki. Nie budził we mnie lęku, z drugiej też strony specjalnie nie fascynował. Traktowałem go jak kolejny element rzeczywistości, ot, równie egzotyczny jak polowanie na bażanty czy wizyta u cioci Rosy, ale przez to wcale nie mniej realny. Próbowałem porozmawiać z mamą o Panu Robaku, ale zawsze szybko ucinała temat, nie odrywając oczu od klawiszy fortepianu. Raz tylko, gdy wyjątkowo uparcie dopytywałem, dlaczego Pan Robak przywiązał wiewiórkę do drzewa żyłką wędkarską, skoro ogrodnik trzyma w warsztacie młotek i pudełko gwoździ, dłoń mamy zadrżała i wygrała fałszywą nutę. Spojrzała na mnie – a może przeze mnie, na wskroś, tak nieobecne były jej oczy – i rzekła oschle, że nie życzy sobie podobnych uwag, że jestem młodym dżentelmenem, powinienem o tym pamiętać i żebym się zachowywał. Jednak niedługo po tej rozmowie pod posiadłość zajechał czarny volkswagen doktora Kirchoffa.


Doktor Kirchoff był ślepy jak kret, miał włosy w uszach i pachniał naftaliną. Przyjeżdżał dwa razy w miesiącu, a kiedy ze mną rozmawiał, mamrotał pod nosem, robił notatki i niby to dyskretnie zerkał na stojący w rogu czasomierz z wahadłem, jakby siłą woli mógł przyspieszyć upływ czasu. Pewnego dnia przyniósł gruby, ilustrowany atlas. Opisano tam chyba wszystkie owady świata. Chrząszcze, ważki, ćmy i kleszcze... Nie musiałem pytać, czego ode mnie oczekuje. Kartkowałem tomiszcze, przyglądając się uważnie każdej rycinie. Gdy natrafiłem na właściwą, bez wahania wskazałem ją palcem. Schistocerca gregaria. Otworzyłem usta, by coś powiedzieć, ale zegar wybił pełną godzinę, bim-bom, a doktor żwawo podniósł się z fotela (choć wcześniej niemal usypiał) i mamrocząc coś na odchodne zszedł do salonu, gdzie zawsze po zakończonej sesji czekała na niego szklaneczka whisky. Czytałem więc o szarańczy, mama grała Händla. Doktor przymknął oczy i udawał, że słucha.



Doktor Kirchoff przepisywał tabletki. Od niektórych chciało się ciągle spać, od innych bolała głowa albo zbierało się na wymioty. Nie mogłem skupić się ani na książkach, ani na zabawie, chodziłem przybity i rozkojarzony, jakby wewnątrz mojej głowy zarzucono sieci i odławiano myśl za myślą. W trakcie sesji, siedząc w fotelu i masując skronie, nieroztropnie podzieliłem się na głos uwagą, że teraz wiem, jak czuje się Pan Robak. Powiedziałem, że tabletki wyżerają mnie od środka jak szarańcza, pustoszą umysł i duszę. Że niedługo nic ze mnie nie zostanie, tak jak z buzi Pana Robaka. Jesteśmy dwiema stronami tej samej, skażonej monety. A im więcej opowiadałem o Panu Robaku, tym więcej pigułek przywoził doktor. Żonglował receptami, eksperymentował, zwiększał dawki. Po jednej z kuracji, kiedy „odpłynąłem” na blisko kwartał, doszedłem do wniosku, że z pewnością wyjdzie mi na zdrowie, jeśli definitywnie przestanę poruszać wątek Pana Robaka. Gdziekolwiek i z kimkolwiek. Tak też zrobiłem. Doktor przeprowadził jeszcze parę sesji, pokazywał mi jakieś obrazki, o coś pytał, a ja uśmiechałem się do Pana Robaka, który stał za nim, i udzielałem właściwych odpowiedzi. Któregoś dnia doktor spojrzał na mnie inaczej niż zwykle, mruknął z wyraźnym zadowoleniem, opróżnił swoją szklaneczkę i więcej się pojawił.


W przeciwieństwie do Pana Robaka.



Widywałem go na terenie całej posiadłości, w najróżniejszych miejscach, a odkąd zakończyłem etap prywatnej edukacji i jak przykładny czternastolatek z dobrego domu zacząłem uczęszczać do Świętego Judy, Pan Robak zaczął pojawiać się także w miasteczku. Przesiadywał na przystankach, z dłońmi wspartymi na kolanach, wypatrując przyjazdu autobusu. Czekał w kolejce do kina. Spacerował po parku, mijał udekorowane lampionami drzewa. A szarańcza śpiewała szaleńczo, obłaziła nieświadomych ludzi, którzy nadto zbliżyli się do Pana Robaka. Tłuste owady zatykały nozdrza przechodniów, mościły się we włosach, podgryzały powieki. Gdy w pobliżu pojawiał się Pan Robak, pochowani w altankach kochankowie nie składali sobie pocałunków, tylko przegryzali łapczywie chitynowe pancerzyki. Języki tonęły pod warstwą białej mazi, połamane odnóża wchodziły między zęby, skrzydełka lepiły się do uszminkowanych ust. Bankierom o zaciętych minach, śledzącym notowania giełdy, szarańcza wyżerała gałki oczne, wpychała się przez otwory do wnętrza czaszek i wznawiała występ. Śpiew nabierał wtedy głębszego odcienia, przywodził na myśl zamierzchłe czasy, hymny wznoszone w dziczy i katakumbach. Insekty nurkowały w szklankach z lemoniadą, lądowały między stronicami gazet, zataczały kręgi nad małżowiną ofiary, wpijały się w ucho i przegryzały na drugą stronę.


Nie bulwersowało mnie to, nie obrzydzało, nie ingerowałem w poczynania Pana Robaka. Nie wchodziliśmy sobie w drogę. Parę lat później, niedługo po ukończeniu dwudziestego roku życia, odkryłem, o czym właściwie śpiewa szarańcza.



Nic nie zapowiadało przełomu. Zwykły wieczór po wyczerpującym dniu pracy. Wizyta w miasteczku, kolacja, potem spacer pod rozgwieżdżonym niebem. Puste uliczki, migoczące w oddali światła. Przenikliwy ziąb i śnieg, tak, jakże cudowny śnieg.


Wyłoniła się znienacka, tak, jakby urodziła ją sama zima. Zasłona spadających płatków na moment się uchyliła, kątem oka wychwyciłem kontur sylwetki. Przyłożyłem dłoń do czoła, zmrużyłem powieki. Kobieta. Bez wątpienia. Większy, ciemniejszy zarys to... Wytężyłem wzrok. Samochód. Samochód z podniesioną maską.


I coś, ktoś jeszcze. Tam, po lewej.


Przez zawieruchę powoli przebijał się znajomy dźwięk. Nabierał mocy. Pękające skorupki. Setki, tysiące rozgniatanych skorupek. Prawdziwa symfonia rozpadu.


Podszedłem, machając na przywitanie. Ucieszyła się na mój widok, nawet klasnęła w dłonie. Kojarzę pana, powiedziała, widziałam zdjęcie w gazecie. Mocniej naciągając na uszy wełnianą czapkę oznajmiła, że chyba spadłem z nieba i zapytała z uśmiechem, czy znam się na samochodach. Tak, skłamałem, odwzajemniwszy uśmiech.


Zalała mnie potokiem słów, chyba gratulowała sukcesów. Nie słuchałem, bo śpiew narastał, przecinał noc na pół, otumaniał jak najmocniejsze wino.


Ma pani coś o tutaj, na policzku, przemogłem się i przerwałem jej w pół zdania. Przetarła się odruchowo. Błoto albo smar, machnęła ręką. Raczej nie, zauważyłem przytomnie, właśnie weszło pod skórę.


Ta muzyka... Fortepian, zarejestrowałem resztką świadomości. A słowa...


Nie wiedziałem, czy to śpiew miesza moje myśli, czy tylko śnieg miesza się z krwią.



#############################################


Oceniamy!



Awatar użytkownika
Isabel
Pisarz osiedlowy
Posty: 392
Rejestracja: sob 01 sty 2011, 21:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: Isabel » sob 07 lip 2018, 17:39

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 3
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 3
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Uzasadnienie:
Tekst II: 3
Uzasadnienie:
Tekst III: 2
Uzasadnienie:
Ogólnie, to horror jako taki totalnie nie jest moją bajką, a dodatkowo wszystkie teksty dość mocno trafiły w moje poczucie obrzydliwości – no ale starałam się być w miarę obiektywna w tym subiektywizmie ;)

Ekstra punkt! dla: nikogo
Za:

Suma.
Tekst I: 21
Podsumowanie: Dobrze rozegrany motyw śpiewu szarańczy, w zasadzie fabularnie chyba najlepszy tekst z tej bitwy. Stylistycznie trochę do podciągnięcia.
Tekst II: 22
Podsumowanie: Śpiew szarańczy również dobrze rozegrany, warsztatowo w porządku. Uderzający i poruszający kontrast między niewyobrażalnym zezwierzęceniem i okrucieństwem, a miłością do dzieci i usypianiem śpiewem.
Tekst III: 18
Podsumowanie: Tytułowy motyw wciśnięty trochę na siłę, zakończenie jakoś do mnie nie trafia.


Dobra architektura nie ma narodowości.
s

Awatar użytkownika
Romecki
Pisarz
Pisarz
Posty: 4166
Rejestracja: czw 31 gru 2009, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: Romecki » wt 10 lip 2018, 09:38

Faraon pisze:Source of the post Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: nikogo
Za:

Suma.
Tekst I: 20
Podsumowanie:
Tekst II: 23
Podsumowanie:
Tekst III: 20
Podsumowanie: pierwszy i trzeci zbyt oczywiste, drugi z niezłą myślą, chociaż nieco chaotyczny - ale jedyny, który próbuje wyjść poza konwencję i uzyskać wartość dodaną.


FB: https://www.facebook.com/romek.pawlak
Miłek z Czarnego Lasu http://tvsfa.com/index.php/milek-z-czarnego-lasu/
"Osobiście uwielbiam jak czytelnicy "uświadamiają" mnie jakie perspektywy przegapiłem, jakich wątków nie wykorzystałem i jak powinienem pisać, żeby dostać literackiego Nobla :P" - by Navajero.

Online
Awatar użytkownika
uniwers
Debiutant
Debiutant
Posty: 430
Rejestracja: śr 25 cze 2008, 19:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Waldenburg i. Schl.
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: uniwers » śr 11 lip 2018, 21:37

Kazik w głośnikach. Jedziemy!

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 3
Uzasadnienie: postapo, nie żaden horror :P Łotewskie postapo!
Tekst II: 3
Uzasadnienie: też postapo
Tekst III: 3
Uzasadnienie: zgrany motyw Tajemniczej Istoty Grozy. Coś w stylu horroru, ale bez przesady.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 3
Uzasadnienie: -
Tekst II: 3
Uzasadnienie: -
Tekst III: 5
Uzasadnienie: szarańcza pełną, hm, gębą

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 5
Uzasadnienie: nie ma się czego przyczepić
Tekst II: 4
Uzasadnienie: -
Tekst III: 5
Uzasadnienie: nie ma się czego przyczepić

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 3
Uzasadnienie: bez szału
Tekst II: 3
Uzasadnienie: narracja się rwie
Tekst III: 5
Uzasadnienie: narracyjnie nie ma się czego przyczepić, ale mały minus za to, że wciąż nie mam pojęcia, o czym śpiewa szarańcza. Bo chyba nie o psuciu samochodów?

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Uzasadnienie: ani ziębi, ani grzeje
Tekst II: 4
Uzasadnienie: jaki kicz! Autor inspirował się "Duchami Marsa"? xD
Tekst III: 3
Uzasadnienie: ani ziębi, ani grzeje

Ekstra punkt! dla: nikogo!
Za:

Suma.
Tekst I: 17
Uzasadnienie: Słabe postapo.
Tekst II: 17
Uzasadnienie: Kicz. Tak straszno, że aż śmieszno.
Tekst III: 21
Uzasadnienie: Psycho-thriller.

Ponieważ wszystkie trzy teksty rozśmieszyły mnie po równo, naszła mnie kreatywność, której efekty niniejszym zawieram poniżej.

Text 1

– To taki warkot. Jak silnik w aucie.

1.9 TDI w passacie sąsiada wnerwiał już nawet dzieci.

– Szukamy warczącego samolotu, tak?

To A-10 Thunderbolt II zmielił passata za pomocą serii z gatlinga.

Won na pole i nie wracać bez kartofli!

Politbiuro wiedziało, jak zachęcić łotewskich chłopów do pracy.

Zresztą, od dawna same okładały się po twarzach

"Najman: Początek"

Postanowiła, to właśnie Kuba będzie jej mężem.

W Arabii Saudyjskiej byłoby na odwrót.

Benek uderzył tylko raz.

Jej trud skończon.



Text 2

Serce szczeniaka. Nawet w strachu wyrywa mu się z piersi, jakby szukało swobody.

To nie serce. To chestbuster.

rejestruję z opóźnieniem, że to nasz kot. Tam, gdzie powinna być jego głowa, jest odcisk buta

Turasy od kebabów ostatnio zaczęły wybrzydzać w kwestii zaopatrzenia.

Zerkam przez plecy

...przez dziurę na wylot klatki piersiowej.

Tak nie szczekają psy, tak szczekają specyficzni ludzie, którzy od kilkunastu lat je naśladują, gdy napadają na nasze wioski.

Znak rozpoznawczy Policji Skarbowej.

Reszta przez chwilę patrzy, jak tamten leży w błocie, mieląc nogami i trzęsąc się.

obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Chciałem zaatakować, ale stoję jak wryty, gdy widzę, jak jeden z ze zbirów wskakuje na ciało rannego towarzysza i wgryza mu się w gardło.

Nielegalni imigranci nigdy nie mieli w tym kraju łatwo.

Wokół rozciąga się osada domów z gliny i ziemianek z zadaszonymi słomą nadbudowami.

Powiew nowoczesności na Bałutach.

Niektóre dzieci nie czekają i same dobierają się do mięsa. Podrzucają jego kawałki do góry, biegają wokół i tańczą

...śpiewając jednym głosem: "Eeeeeee macarena!"


Text 3

I Pan Robak pożerający kota.

"Bo z kota robimy kisiel i ciastka!"

Nie przerywając zabawy, bez cienia strachu zapytałem:
- Kim jesteś?

- Sanepid - odpowiedział Świerszczu.

Nie budził we mnie lęku, z drugiej też strony specjalnie nie fascynował.

Jak każdy hipster.

zawsze szybko ucinała temat, nie odrywając oczu od klawiszy fortepianu.

Gałki oczne niezmiennie tkwiły przyklejone do klawiszy. Gdy mama odchylała się, na jej napiętych nerwach wzrokowych mogłem grać jak na harfie.

uparcie dopytywałem, dlaczego Pan Robak przywiązał wiewiórkę do drzewa żyłką wędkarską, skoro ogrodnik trzyma w warsztacie młotek i pudełko gwoździ,

Spróbuj przywiązać kogoś do drzewa młotkiem albo gwoździami, to zobaczysz, dlaczego.

pod posiadłość zajechał czarny volkswagen doktora Kirchoffa.

Dziki klekot turbodiesla niósł się z daleka. Ciagnąca się za nim chmura spalin wyglądała jak czarna dziura w stanie gazowym.

Doktor Kirchoff był ślepy jak kret,

Dlatego wszelkie złośliwe komentarze na temat samochodu zbywał krótko: "Nie widzę problemu".

zawsze po zakończonej sesji czekała na niego szklaneczka whisky.

"Paaanie, ja tak bardzo boję się jeździć, że na trzeźwo za kółko nie wsiadam!"

pochowani w altankach kochankowie nie składali sobie pocałunków, tylko przegryzali łapczywie chitynowe pancerzyki.

Bear Grylls stwierdził, że smakują jak kurczak.

***

Nie no, uchachałem się. Naprawdę :D



Awatar użytkownika
BorsukRaPa
Szkolny pisarzyna
Posty: 28
Rejestracja: czw 10 lis 2011, 02:18
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: BorsukRaPa » pt 13 lip 2018, 09:22

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 3
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Uzasadnienie:
Tekst II: 3
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: nd
Za:

Suma.
Tekst I: 20
Podsumowanie:
Tekst II: 21
Podsumowanie:
Tekst III: 23
Podsumowanie:



Awatar użytkownika
P.Yonk
WModerator
WModerator
Posty: 820
Rejestracja: sob 17 cze 2017, 20:08
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: cukry.ozdobne.występy
Płeć: Mężczyzna

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: P.Yonk » pt 13 lip 2018, 21:04

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 3
Tekst II: 4
Tekst III: 5

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 5
Tekst II: 5
Tekst III: 5
Uzasadnienie: Nie widziałem

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 4

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 4

Ekstra punkt! dla: III
Za: horror

Suma.
Tekst I: 19
Podsumowanie: To nie był horror w moim odczuciu, tylko triller post apokaliptyczny
Tekst II: 20
Podsumowanie: Autorzy tekstów I i II chyba się porozumieli, żeby stworzyć post apokaliptyczny triller z udziałem dzieci, bo to zawsze tak miło patrzeć, jak giną dzieci. Nie.
Tekst III: 24
Podsumowanie: Do horroru najbliżej. Do tego jakoś spokojniej napisany, czytelniej, klarowniej. Jest coś paranormalnego, nawet jeśli okazuje się tylko projekcją chorego umysłu. Ale zdecydowanie najlepiej oddany klimat horroru.


"Im więcej ćwiczę, tym więcej mam szczęścia"
"All the signs show that I'll move somewhere soon. I don't know where, but the sky will be blue, and too bright the Sun."

Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2797
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: ancepa » pt 13 lip 2018, 21:39

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I:3
Tekst II:4
Tekst III:4

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I:4
Tekst II:3
Tekst III:4

Kategoria 3. Błędy
Tekst I:4
Tekst II:4
Tekst III:4

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I:3
Tekst II:4
Tekst III:5

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I:4
Tekst II:4
Tekst III:5

Ekstra punkt! dla: I
Za:to, że najbardziej mnie przestraszył!

Suma.
Tekst I:19
Tekst II:19
Tekst III:22



Awatar użytkownika
Aktegev
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 06 gru 2010, 21:28
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: Aktegev » sob 14 lip 2018, 21:52

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 3
Tekst II: 4
Tekst III: 2

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 3

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 4
Tekst II: 3
Tekst III: 5

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Tekst II: 3
Tekst III: 4

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 3

Uzasadnienie:

We wszystkich tekstach horror potraktowany po macoszemu – są rekwizyty, bark grozy. Niestety, te rekwizyty (krzywdzenie dzieci, kanibalizm, przemiana w robaka) niby efektownie, niby kontrowersyjnie, ale niezręcznie użyte, przez co, zamiast strachu, wzbudzają konsternację i... gniew. Tak, gniew, że autorzy poszli po linii najmniejszego oporu.
Tekst I: Na plusie przejście między snem a jawą – ten moment mnie zaskoczył i dzięki temu pamiętam tekst. Próba wejścia dzieci w buty dorosłych też ciekawa, ale zakończenie słabiutkie, rozczarowuje.
Tekst II: Dłużyło się, choć w samym pomyśle tkwił największy potencjał. Gdyby kanibalizm zamiast wprost, pozostał w domyśle, moim zdaniem, byłoby lepiej.
Tekst III: Tu jest chyba najlepiej z warsztatem, tekst płynie, napięcie narasta, tylko że pomysł jakby za bardzo Kafkowy. Końcówka nie zaskakuje, wiadomo przynajmniej od połowy, że tak to się musi skończyć.

Ekstra punkt! BRAK

Suma.
Tekst I: 17
Tekst II: 16
Tekst III: 17


"Kiedy autor powiada, że pracował w porywie natchnienia, kłamie." Umberto Eco

Miłek z Czarnego Lasu /film/

Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4117
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: Rubia » ndz 15 lip 2018, 09:07

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 4

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5


Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5


Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5


Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 4

Ekstra punkt! dla: nikogo
Za:

Suma.
Tekst I: 18
Tekst II: 18
Tekst III: 23

Nie lubię szantażu moralnego, a tak się dzieje, gdy w horrorze nadmiernie się eksploatuje wątek skrzywdzonych dzieci. Plus cały ten kontekst z robieniem konserw, odrąbywaniem głów, itd. Tanie zagrywki, których w moim odczuciu nie równoważy sprawność warsztatowa. Ale tekst III też nieco bez ikry.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.

Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3864
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: Faraon » ndz 15 lip 2018, 13:28

WYNIKI

Na początek, gdyby to był klasyczny pojedynek...

[Tekst - Autor - Suma - Średnia z 10 ocen]

Tekst III = uthModar = 206 punktów = 20.60
Tekst I = F = 194 = 19.40
Tekst II = A = 187 = 18.70

Gratuluję, uthModar!

Teraz dodajemy wyniki A&F, a rezultat Pisarza podwajamy i porównujemy.

194 + 187 = 381
206 * 2 = 412

:!: Mistrz dalej niepokonany :!:

Niestety to koniec Turnieju dla A&F. Dziękujemy serdecznie za udział i walkę, byliście świetni!
Spośród P&R, E&S, B&J odpadnie para, która zdobędzie najmniej głosów. Ankieta pojawi się dzisiaj, a na głosowanie będą 3 dni.


uthModar, do przeczytania! :)



Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 3864
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Bitwa nr 16: Jacek "uthModar" Wróbel v A & F

Postautor: Faraon » ndz 15 lip 2018, 15:51

WeryKlawaRecenzentka1 pisze:Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 3
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 3
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Uzasadnienie:
Tekst II: 3
Uzasadnienie:
Tekst III: 2
Uzasadnienie:
Ogólnie, to horror jako taki totalnie nie jest moją bajką, a dodatkowo wszystkie teksty dość mocno trafiły w moje poczucie obrzydliwości – no ale starałam się być w miarę obiektywna w tym subiektywizmie ;)

Ekstra punkt! dla: nikogo
Za:

Suma.
Tekst I: 21
Podsumowanie: Dobrze rozegrany motyw śpiewu szarańczy, w zasadzie fabularnie chyba najlepszy tekst z tej bitwy. Stylistycznie trochę do podciągnięcia.
Tekst II: 22
Podsumowanie: Śpiew szarańczy również dobrze rozegrany, warsztatowo w porządku. Uderzający i poruszający kontrast między niewyobrażalnym zezwierzęceniem i okrucieństwem, a miłością do dzieci i usypianiem śpiewem.
Tekst III: 18
Podsumowanie: Tytułowy motyw wciśnięty trochę na siłę, zakończenie jakoś do mnie nie trafia.

WeryZacnyRecenzent1 pisze:Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: nikogo
Za:

Suma.
Tekst I: 20
Podsumowanie:
Tekst II: 23
Podsumowanie:
Tekst III: 20
Podsumowanie: pierwszy i trzeci zbyt oczywiste, drugi z niezłą myślą, chociaż nieco chaotyczny - ale jedyny, który próbuje wyjść poza konwencję i uzyskać wartość dodaną.

WeryZacnyRecenzent2 pisze:Kazik w głośnikach. Jedziemy!

Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 3
Uzasadnienie: postapo, nie żaden horror :P Łotewskie postapo!
Tekst II: 3
Uzasadnienie: też postapo
Tekst III: 3
Uzasadnienie: zgrany motyw Tajemniczej Istoty Grozy. Coś w stylu horroru, ale bez przesady.

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 3
Uzasadnienie: -
Tekst II: 3
Uzasadnienie: -
Tekst III: 5
Uzasadnienie: szarańcza pełną, hm, gębą

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 5
Uzasadnienie: nie ma się czego przyczepić
Tekst II: 4
Uzasadnienie: -
Tekst III: 5
Uzasadnienie: nie ma się czego przyczepić

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 3
Uzasadnienie: bez szału
Tekst II: 3
Uzasadnienie: narracja się rwie
Tekst III: 5
Uzasadnienie: narracyjnie nie ma się czego przyczepić, ale mały minus za to, że wciąż nie mam pojęcia, o czym śpiewa szarańcza. Bo chyba nie o psuciu samochodów?

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Uzasadnienie: ani ziębi, ani grzeje
Tekst II: 4
Uzasadnienie: jaki kicz! Autor inspirował się "Duchami Marsa"? xD
Tekst III: 3
Uzasadnienie: ani ziębi, ani grzeje

Ekstra punkt! dla: nikogo!
Za:

Suma.
Tekst I: 17
Uzasadnienie: Słabe postapo.
Tekst II: 17
Uzasadnienie: Kicz. Tak straszno, że aż śmieszno.
Tekst III: 21
Uzasadnienie: Psycho-thriller.

Ponieważ wszystkie trzy teksty rozśmieszyły mnie po równo, naszła mnie kreatywność, której efekty niniejszym zawieram poniżej.

Text 1

– To taki warkot. Jak silnik w aucie.

1.9 TDI w passacie sąsiada wnerwiał już nawet dzieci.

– Szukamy warczącego samolotu, tak?

To A-10 Thunderbolt II zmielił passata za pomocą serii z gatlinga.

Won na pole i nie wracać bez kartofli!

Politbiuro wiedziało, jak zachęcić łotewskich chłopów do pracy.

Zresztą, od dawna same okładały się po twarzach

"Najman: Początek"

Postanowiła, to właśnie Kuba będzie jej mężem.

W Arabii Saudyjskiej byłoby na odwrót.

Benek uderzył tylko raz.

Jej trud skończon.



Text 2

Serce szczeniaka. Nawet w strachu wyrywa mu się z piersi, jakby szukało swobody.

To nie serce. To chestbuster.

rejestruję z opóźnieniem, że to nasz kot. Tam, gdzie powinna być jego głowa, jest odcisk buta

Turasy od kebabów ostatnio zaczęły wybrzydzać w kwestii zaopatrzenia.

Zerkam przez plecy

...przez dziurę na wylot klatki piersiowej.

Tak nie szczekają psy, tak szczekają specyficzni ludzie, którzy od kilkunastu lat je naśladują, gdy napadają na nasze wioski.

Znak rozpoznawczy Policji Skarbowej.

Reszta przez chwilę patrzy, jak tamten leży w błocie, mieląc nogami i trzęsąc się.

obrazek
Kliknij obrazek, aby powiększyć

Chciałem zaatakować, ale stoję jak wryty, gdy widzę, jak jeden z ze zbirów wskakuje na ciało rannego towarzysza i wgryza mu się w gardło.

Nielegalni imigranci nigdy nie mieli w tym kraju łatwo.

Wokół rozciąga się osada domów z gliny i ziemianek z zadaszonymi słomą nadbudowami.

Powiew nowoczesności na Bałutach.

Niektóre dzieci nie czekają i same dobierają się do mięsa. Podrzucają jego kawałki do góry, biegają wokół i tańczą

...śpiewając jednym głosem: "Eeeeeee macarena!"


Text 3

I Pan Robak pożerający kota.

"Bo z kota robimy kisiel i ciastka!"

Nie przerywając zabawy, bez cienia strachu zapytałem:
- Kim jesteś?

- Sanepid - odpowiedział Świerszczu.

Nie budził we mnie lęku, z drugiej też strony specjalnie nie fascynował.

Jak każdy hipster.

zawsze szybko ucinała temat, nie odrywając oczu od klawiszy fortepianu.

Gałki oczne niezmiennie tkwiły przyklejone do klawiszy. Gdy mama odchylała się, na jej napiętych nerwach wzrokowych mogłem grać jak na harfie.

uparcie dopytywałem, dlaczego Pan Robak przywiązał wiewiórkę do drzewa żyłką wędkarską, skoro ogrodnik trzyma w warsztacie młotek i pudełko gwoździ,

Spróbuj przywiązać kogoś do drzewa młotkiem albo gwoździami, to zobaczysz, dlaczego.

pod posiadłość zajechał czarny volkswagen doktora Kirchoffa.

Dziki klekot turbodiesla niósł się z daleka. Ciagnąca się za nim chmura spalin wyglądała jak czarna dziura w stanie gazowym.

Doktor Kirchoff był ślepy jak kret,

Dlatego wszelkie złośliwe komentarze na temat samochodu zbywał krótko: "Nie widzę problemu".

zawsze po zakończonej sesji czekała na niego szklaneczka whisky.

"Paaanie, ja tak bardzo boję się jeździć, że na trzeźwo za kółko nie wsiadam!"

pochowani w altankach kochankowie nie składali sobie pocałunków, tylko przegryzali łapczywie chitynowe pancerzyki.

Bear Grylls stwierdził, że smakują jak kurczak.

***

Nie no, uchachałem się. Naprawdę :D

WeryZacnyRecenzent3 pisze:Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 4
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 3
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 5
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Uzasadnienie:
Tekst II: 3
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Ekstra punkt! dla: nd
Za:

Suma.
Tekst I: 20
Podsumowanie:
Tekst II: 21
Podsumowanie:
Tekst III: 23
Podsumowanie:

WeryZacnyRecenzent4 pisze:Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 3
Tekst II: 4
Tekst III: 5

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 5
Tekst II: 5
Tekst III: 5
Uzasadnienie: Nie widziałem

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 4

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 4

Ekstra punkt! dla: III
Za: horror

Suma.
Tekst I: 19
Podsumowanie: To nie był horror w moim odczuciu, tylko triller post apokaliptyczny
Tekst II: 20
Podsumowanie: Autorzy tekstów I i II chyba się porozumieli, żeby stworzyć post apokaliptyczny triller z udziałem dzieci, bo to zawsze tak miło patrzeć, jak giną dzieci. Nie.
Tekst III: 24
Podsumowanie: Do horroru najbliżej. Do tego jakoś spokojniej napisany, czytelniej, klarowniej. Jest coś paranormalnego, nawet jeśli okazuje się tylko projekcją chorego umysłu. Ale zdecydowanie najlepiej oddany klimat horroru.

WeryKlawaRecenzentka2 pisze:Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I:3
Tekst II:4
Tekst III:4

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I:4
Tekst II:3
Tekst III:4

Kategoria 3. Błędy
Tekst I:4
Tekst II:4
Tekst III:4

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I:3
Tekst II:4
Tekst III:5

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I:4
Tekst II:4
Tekst III:5

Ekstra punkt! dla: I
Za:to, że najbardziej mnie przestraszył!

Suma.
Tekst I:19
Tekst II:19
Tekst III:22

WeryKlawaRecenzentka3 pisze:Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 3
Tekst II: 4
Tekst III: 2

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 3

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 4
Tekst II: 3
Tekst III: 5

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Tekst II: 3
Tekst III: 4

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 3

Uzasadnienie:

We wszystkich tekstach horror potraktowany po macoszemu – są rekwizyty, bark grozy. Niestety, te rekwizyty (krzywdzenie dzieci, kanibalizm, przemiana w robaka) niby efektownie, niby kontrowersyjnie, ale niezręcznie użyte, przez co, zamiast strachu, wzbudzają konsternację i... gniew. Tak, gniew, że autorzy poszli po linii najmniejszego oporu.
Tekst I: Na plusie przejście między snem a jawą – ten moment mnie zaskoczył i dzięki temu pamiętam tekst. Próba wejścia dzieci w buty dorosłych też ciekawa, ale zakończenie słabiutkie, rozczarowuje.
Tekst II: Dłużyło się, choć w samym pomyśle tkwił największy potencjał. Gdyby kanibalizm zamiast wprost, pozostał w domyśle, moim zdaniem, byłoby lepiej.
Tekst III: Tu jest chyba najlepiej z warsztatem, tekst płynie, napięcie narasta, tylko że pomysł jakby za bardzo Kafkowy. Końcówka nie zaskakuje, wiadomo przynajmniej od połowy, że tak to się musi skończyć.

Ekstra punkt! BRAK

Suma.
Tekst I: 17
Tekst II: 16
Tekst III: 17

WeryKlawaRecenzentka4 pisze:Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 4

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5


Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5


Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5


Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 4

Ekstra punkt! dla: nikogo
Za:

Suma.
Tekst I: 18
Tekst II: 18
Tekst III: 23

Nie lubię szantażu moralnego, a tak się dzieje, gdy w horrorze nadmiernie się eksploatuje wątek skrzywdzonych dzieci. Plus cały ten kontekst z robieniem konserw, odrąbywaniem głów, itd. Tanie zagrywki, których w moim odczuciu nie równoważy sprawność warsztatowa. Ale tekst III też nieco bez ikry.

WeryKlawaRecenzentka5 pisze:Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 3

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 3
Tekst II: 2
Tekst III: 2

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 4
Tekst II: 4
Tekst III: 5

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 3
Tekst II: 3
Tekst III: 3

Ekstra punkt! dla nikogo
Za:

Suma.
Podsumowanie ogólne: jak widać po punktach ta bitwa do mnie nie trafiła. Może za wiele oczekiwałam po temacie, który wydawał mi się bardzo ciekawy i pojemny? Mam wrażenie, że finalnie nie bardzo był tematem przewodnim opowiadań tylko zbiorem elementów, które zostały do tych opowiadań wepchnięte. A abstrahując od narzuconego tematu żadne z opowiadań nie miało "tego czegoś", co by sprawiło, że zaangażowałabym się w lekturę. Może na to rzutować fakt, że nie jestem czytelniczką horrorów i może umykają mi jakieś niuanse. Teksty są natomiast sprawne warsztatowo i szybko się je czyta.
Tekst I: 17
Podsumowanie: Myślę, że opko stosunkowo najlepiej poradziło sobie z tematem. Z drugiej strony jakoś nie podziałało na mnie to napięcie, które gdzieś tam chyba powinno być... Dzieci są jakimś wytrychem w docieraniu do emocji czytelnika i to trochę tu zadziałało, ale wciąż... może brakuje tła, może pogłębienia postaci bohaterów? Trudno mi było się zaangażować.
Tekst II: 16
Podsumowanie: Opowiadanie jakoś mi się nie kleiło. Trochę chaotycznie napisane, mało wyjaśniające... Pomysł z kołysankami fajny, styl dobry, ale znowu nazwa "Szarańcze" dopchnięta raczej na siłę, żeby zrealizować temat.
Tekst III: 18
Podsumowanie: Stosunkowo najlepiej napisany, moim zdaniem. Fajnie pokazany ten Robak, niezła historia z tym leczeniem dzieciaka itd., ale gdzieś to wszystko nie ma zakończenia, jak dla mnie. Brakuje mi zagłębienia się w ten śpiew szarańczy, mocniejszej realizacji tematu.

WeryKlawaRecenzentka6 pisze:
Kategoria 1. Pomysł i rozwinięcie/kreatywność
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 3
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 2. Realizacja tematu
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 4
Uzasadnienie:
Tekst III: 5
Uzasadnienie:

Kategoria 3. Błędy
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 3
Uzasadnienie:
Tekst III: 3
Uzasadnienie:

Kategoria 4. Warsztat
Tekst I: 5
Uzasadnienie:
Tekst II: 3
Uzasadnienie:
Tekst III: 4
Uzasadnienie:

Kategoria 5. Subiektywne wrażenia
Tekst I: 5
Uzasadnienie: Straszny, ale bardzo obrazowy, dobrze wyważony, "niestety" zapadający w pamięć ;)
Tekst II: 2
Uzasadnienie: W ogóle nie przypadł mi do gustu, za dużo treści na raz, może jako dłuższy utwór podobałby mi się bardziej, ale w tym rozmiarze mam wrażenie, że autor chciał przekazać więcej niż pozwalał na to limit znaków.
Tekst III: 4
Uzasadnienie: Dobrze ugryziony temat, niestety zbyt przewidywalny, za bardzo oczywisty, dlatego tylko 4 punkty.

Ekstra punkt! dla: Tekst I
Za: Nie lubię takich klimatów, a mimo to tekst zrobił na mnie duże wrażenie, został dobrze przemyślany i bardzo ładnie zamknięty.

Suma.
Tekst I: 26
Podsumowanie:
Tekst II: 15
Podsumowanie:
Tekst III: 20
Podsumowanie:




Wróć do „Rozegrane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości