O jabłonkę śliczną...

O jabłonkę śliczną a małą sporu kronika krótka spisana przez małżonkę jaśnie oświeconego uczestnika

    Klnę się na Matkę Boską Trybunalską, że każdego kolejnego dnia coraz trudniejsze staje się życie, odkąd Mąż mój z sąsiadem naszym, Jaśnie Wielmożnym Panem Wyradziłłem, spierać się zaczęli, czy jabłonka, która Bóg jeden wiedzieć raczy, skąd wzięła się tam, gdzie wyrosła, do nas należy, czy do Wyradziłłów. Na Matkę Bożą Kodeńską przysięgam, iż nie rozumiem, dlaczegóż ród tak majętny jak nasz walczyć by miał o maleńkie drzewko jak wilczyca w obronie wilcząt. A Wyradziłłowie jeszcze bogatsi, choć każdy kmieć wie, że hańbą i rozbojem zdobyli majątek, więc zrozumieć bym mogła, że i o drzewko maciupkie aferować się będą, niepomni, iż mają już takich więcej, niżby zliczyć mogli.
    Myśleli byli już o pojedynku na szable do krwi pierwszej pod tą właśnie jabłonką, coby rozsądzić, komu przypadnie drzewko nieszczęsne, ale przyznać muszę, skoro jeno Matce Boskiej Raciborskiej się zwierzam, że obaj tchórzami się okazali, bał się i jeden, i drugi, że tamtemu się klinga omsknie, albo że raniwszy, w złości cios drugi, śmiertelny zada. Procesować się myśleli, ale i jeden, i drugi bał się, że tamten sędziego większą kwotą przekupi.
    Do Żyda starego więc poszli, rabina z błyskotliwego umysłu słynącego, bo opodal mieszkał. Kopniakami starucha z łóżka zrzucili, na krzyki rabinowej i rabiniątek nie zważając. Łbem mu tłuką to o klepisko, to o ścianę, to o powałę nawet i problem streszczają, i o radę proszą. Grzmotnięcia łbu rabińskiemu dobrze widać służą, bo Żyd rychło pomysł podsunął, iż Najmiłościwszy Król nasz na wyprawę przeciw bisurmanom wojska zbiera. Na za dużbo znów sobie łachudry pozwalają, mówi. Prztyczka im trzeba chrześcijańskiego w nos bisurmański. Dalejże, mówi, panowie szlachta, na koń, do króla, na bitwę za wiarę waszą. Odznaczcie się męstwem. Kogo Król serdeczniej pochwali, kogo bratem w boju nazwie, temu zaszczyt i temu jabłoń.
    Zapalili się obaj i hajda do bitki się gotować. Oręża dobyli, kirysy wybłyszczyli i ku granicy ruszyli, gdzie wojska się zbierały. A z początku podróży sądząc, całą drogę wygrażali sobie straszliwie i pewnam nie jest, czy się aby nie pozabijali, nim do Króla Najmiłościwszego dotarli. W Matce Boskiej Nieustającej Pomocy i świętym Judzie Tadeuszu jedyna nadzieja, że doczekali przelania krwi bisurmańskiej.
    Minionego Dnia Pańskiego przyszły wieści, iż bisurmani straszliwą ponieśli klęskę, lecz wciąż ni słowa, komu Dobry Bóg dał przeżyć, komu wyróżnić się dał w bitwie. Tegoż dnia burza straszliwa z piorunami przeszła nad nami i mimo gromnic zapalonych piorun rozorał jabłoń aż po korzenie.

Sir Wolf

Zobacz także: