Strona główna / Tekst miesiąca / Jurek

Jurek

Jurek
Krótkie opowiadanie dedykowane ś.p. Jerzemu P.


Poznań, Dworzec Kolejowy

Zerknąłem na zegarek. Za dziesięć siódma. A przecież umówiliśmy się wpół do. Tak naprawdę w ogóle nie oczekiwałem, że przyjedzie. Karolina należała do tych, które nigdy nie mówią nie, ale czasami to właśnie mają na myśli. Po raz kolejny zrobiła mnie w chuja, ot co. Sięgnąłem do kieszeni po bilety do kina. Ponad trzydzieści złotych wyrzuconych w błoto tylko dlatego, że jej zaufałem i po raz kolejny zrobiłem z siebie durnia. Kurwa mać, krzyknąłem bezgłośnie, naciągając kaptur na łeb i odchodząc ze stacji.
- Jurek poczekaj – rozległo się echem w tunelu.
- Miałaś być pół godziny temu – zauważyłem gorzko.
- Pociąg się spóźnił, nie moja wina. Co to za niespodzianka, o której mówiłeś?
Bilety, kino, stracone pieniądze. Wszystko to traciło teraz znaczenie.
- Miałaś być pół godziny temu.
Docierało do mnie, że wychodzę na durnia, powtarzając w kółko to zdanie, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy. Wiedziałem, że znów kłamie. Pociąg przyjechał punktualnie, to ona się spóźniła i przyjechała następnym. Jak mogła mieć mnie za takiego durnia?
- Miałaś być pół godziny temu! – wrzasnąłem tracąc panowanie nad nerwami. – Pół godziny temu!
Odsunęła się. W oczach widziałem strach. Podbródek zadrżał i odniosłem wrażenie, że ta głupia dziwka znów odgrywa przede mną standardową szopkę. Ulegałem za każdym razem. Ale dość tego.
Zbliżyłem się do niej, ściągając kaptur. Nachyliłem się tak, że czułem ciepło jej parującego oddechu. Bała się, albo udawała skruszoną. Co za różnica.
- Jurek...
Nie zdążyła dokończyć, bo z całej siły przypierdoliłem w nos czołem. Poprawiłem ręką, lejąc na odlew.
- Nie będziesz ze mnie robić pajaca, kurwo!
Karolina siadła na ziemi. Zakrywała nos obiema dłońmi ale i tak nie udało jej się zatamować krwotoku. W tej jednej chwili wyparowała z niej cała elegancka aura, jaką zwykła się otaczać. Podniosła przerażony wzrok, jakby czekając co zrobię dalej. Sam zastanawiałem się czy to już koniec, czy może powinienem poprawić. Ale nie, nie warto. Szmata zrobi obdukcję dając pretekst prokuratorowi, żeby w końcu się mnie pozbył. Nie tak prosto. Nie byłem pierwszym lepszym frajerem po podstawówce. Wiedziałem, że z zębów i poważniejszych złamań mógłbym nie wypłacić się do końca życia.
- Jurek, ja przepraszam – bełkotała. – Ja naprawdę...
- Skończ!
Odszedłem w swoją stronę.
Zastanawiałem się, co mnie naszło. Mogłem dać spokój, olać szmatę, bo na więcej nie zasługiwała. Ale tak już jest z kobietami. Napsują człowiekowi krwi, wpędzą w ruinę tylko dlatego, żeby w końcu móc je rżnąć. Taniej wychodzi w burdelu, ale człowiek zawsze ma nadzieję, że to ta jedyna, że to coś więcej. Chuja tam. Splunąłem na ziemię podchodząc do brudasa z gitarą, czekającego na pociąg. Odsunął się szybko, jakby bał się, że dostanie po ryju. Pewnie w końcu uda mu się wmówić sobie, że jest górą bo przeczytał Husserla i słucha Pink Floydów. Jakbym ja nie miał w domu książek i muzyki.
- Co się kurwa patrzysz?! Wpierdol chcesz?
Oczywiście, że nie chciał, ale nie odpowiedział. Minąłem go, uderzając barkiem. Prawie się przewrócił, ale wciąż milczał. Coraz bardziej wyszczekana, ta nasza Polska inteligencja.
Zastanawiałem się co dalej. Noc jeszcze młoda, a nie będę w piątek siedzieć w domu. Chłopacy chyba poszli na koncert. Zamiast pójść z nimi, wydałem ostatnią forsę na tę pojebaną kurwę. Jak już idzie źle, to po całości. Wychodząc ze stacji skręciłem na przystanek i wsiadłem w pierwszy miejski jaki nadjechał. W autobusie znów ukradkowe spojrzenia, szepty i nerwowe uśmieszki. Usiadłem obok dziewczyny w sztruksowym płaszczyku, która odsunęła się pod samo okno. Zrobiła mi miejsca jakby miał dwa na dwa i ważył tonę.
- Co czytasz? – spytałem, dostrzegając książkę w kieszeni płaszcza.
Przez chwilę zastanawiała się, czy odpowiedzieć.
- To nic takiego – wyjąkała niepewnie. – Fantastyka. Naprawdę nie sądzę żeby...
- Polska?
- Nie. Neil Gaiman.
- Aha.
Minęło parę minut zanim wróciła do rozmowy. Tym razem śmielej, jakby uznała, że i tak miała się pociąć, więc teoretycznie nie ma nic do stracenia.
- Masz krew na czole.
Przetarłem rękawem.
- Dzięki.
Okazało się, że wysiada na moim przystanku. Z ulgą poleciała do zaparkowanego niedaleko samochodu. Jakiś Rover z wyższej półki. Pewnie bogaty tatuś, albo chłopak. Co za różnica, pewnie pierdolą się z takim samym obrzydzeniem. Przez dłuższą chwilę gapiłem się w tamtą stronę, w końcu odszedłem. Skręciłem w osiedle, przeszedłem pomiędzy blokami i zatrzymałem się przed jedną z klatek. Wyciągnąłem telefon wybierając połączenie.
- Słucham? – rozległ się zaspany głos w słuchawce.
- Czekam na dole. Wyjdź.
- To wejdź, kurwa! – usłyszałem w odpowiedzi.
Gdy otworzyłem drzwi i wszedłem do klatki uderzył mnie smród szczochów. Nie wiedziałem czemu Adam mieszka w takim miejscu, skoro ostatnio dosłownie sra kasą. Coś tam tłumaczył kiedyś o skarbówce, że niby nie można się za bardzo rzucać w oczy i że tamci z urzędu to prawie jak mafia. Zastanawiałem się, czy rzeczywiście doczekał się takiej paranoi, czy po prostu nie chciał powiedzieć, że lepiej czuje się tu, na starych śmieciach.
Zapukałem do drzwi.
- No ja pierdolę! Otwarte!
- Coś się ostatnio za bardzo spinasz. Cześć – przywitałem się zdejmując kurtkę, buty i wchodząc do środka. – Widzę, że jak zawsze w otoczeniu pięknych dam.
Adam popatrzył na dwie skąpo odziane dziewuszki, które bez przerwy chichotały i wciągały jego prochy. Uniósł brwi w grymasie zażenowania.
- Co ty pierdolisz, Jurek? Co cię przywiało tak w ogóle? Siadaj, mów.
Wypowiedź była przerywana pociągnięciami nosem. Był świeżo po zażyciu.
- Potrzebuję roboty. Kończy mi się forsa i już dosłownie mnie chuj strzela na to wszystko.
- Roboty? Poczęstuj się – Adam podał mi lustro z prochem.
- Dzięki.
- W sumie to dobrze trafiłeś, bo akurat miałbym coś odpowiedniego dla ciebie. Ale od zaraz.
- Może być od zaraz – zapewniłem, podnosząc się znad lustra i odkładając lufę. – Ale to nakurwia.
- Dziś dostałem coś takiego. Ale to ścierwo, ten proch. Następnym razem będzie jeszcze lepszy.
- Trzymam za słowo – powiedziałem, mimo że już teraz przeczuwałem nadejście porządnego kopa. – Co to za robota?
Adam zawiesił się na chwilę. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Po chwili jednak chyba rozjaśniło mu się w głowie, bo uśmiechnął się, wstał i podszedł do sejfu. Kucając, majstrował przy nim chwilę, kątem oka obserwując, czy nikt nie podgląda. Wyciągnął kopertę, podszedł do stołu i rzucił ją przede mnie.
- Chodzi o długi. Wiesz, możesz dać sobie z tym spokój, jak to dla ciebie za dużo, ale robota jest czysta, bezpieczna. Zapewniam.
- W porządku, wierzę.
- Nie wiem jak to załatwisz. Interesuje mnie tylko, żebyś odzyskał forsę. Nic więcej.
- Rozumiem.
- A jak będzie się stawiać, to możesz mu przelecieć żonę, córkę, albo zastrzelić psa.
- Co? – nie oczekiwałem czegoś podobnego po Adamie.
- Bo już mnie wkurwia ten chuj zajebany! – wybuchnął nagle. Wyciągnął pistolet z kabury przy pasku. - Masz!
- Nie wiem, czy mamy podobne pojęcie czystej i bezpiecznej roboty – zauważyłem. – Wiesz, Adam...
- Słuchaj, Jurek. Ja wiem, że jesteś mądry chłopak i nawet szkołę chciałeś robić. Ale musisz się zdecydować, czy chcesz robić męskie interesy, czy uczyć dzieci w szkole...
- Ja ekonomię studiowałem.
- To ekonomii w szkole nie uczą? Zresztą jeden chuj jak dla mnie. Interesuje mnie jedno. Wchodzisz w to czy nie?
Nie wiem co mną kierowało, gdy odbierałem gnata od Adama, zarzekając się, że odzyskam te pieniądze. Ten poklepał mnie po plecach, wręczył kluczyki do samochodu i stwierdził, że jeszcze będą ze mnie ludzie. Gdy wyszedłem na zewnątrz, wydawało mi się, że wszystko dookoła stało się jeszcze bardziej popierdolone, niż kiedykolwiek. Nie wiem czy rzeczywiście istnieje jakiś Bóg, ale jeśli pozwala na coś takiego, widocznie musi być strasznym skurwysynem.

W kopercie oprócz zdjęć znalazłem nabazgraną na skrawku papieru notkę z adresem i sumą, która mogłaby przyprawić o podniecenie nawet co bardziej nadzianych gości. Dopiero teraz dotarło do mnie na jaką skalę Adam prowadzi swoje tajemnicze interesy. Wiedziałem, że tak naprawdę w światku przestępczym tego kraju jest zwykłą płotką, ale bycie płotką tego okazywało się dużo bardziej dochodowe, niż mógłbym przypuszczać. Jadąc pod wskazany adres wciąż myślałem o tym, że w kurtce mam schowanego gnata i nawet jeśli nie będę musiał go użyć, z pewnością będę musiał się nim pochwalić dłużnikowi Adama. Jeśli to była bezpieczna i czysta robota to jednak nie nadawałem się do tego rodzaju działalności.
Zaparkowałem po drugiej stronie ulicy. Okolica była cicha i wyjątkowo spokojna. Miało to swoje plusy, gdy przeskakiwałem ogrodzenie, wdzierając się na posiadłość z wielkim domem i starannie przystrzyżonymi choinkami. Podszedłem do jednego z okien. Gość siedział przed telewizorem, popijał whisky i śmiejąc się z niewyszukanych żartów, jakich można by oczekiwać po pewnym znanym, polskim serialu. Nie było sensu sprawdzać, czy drzwi są zamknięte. Wdrapałem się po rynnie niefortunnie umieszczonej przy samym tarasie na piętrze. Oszklone drzwi z lekkością ustąpiły pod naporem buta i z nadzieją, że uda mi się wykorzystać element zaskoczenia, wbiegłem do środka. Później schodami w dół i już byłem w ogromnym salonie, gdzie powitało mnie głośne „o kurwa” gospodarza.
- Od razu mówię, zamknij mordę! – wrzasnąłem dobywając broni. – Znasz Adama Brzeskiego?
Facet westchnął. Nie chciał dać po sobie poznać, że się boi, ale znałem to spojrzenie. O krok od popuszczenia w gacie. Mimo to przyjął twardą linię obrony.
- Ile ci zapłacił?
- Kurwa, no nie – parsknąłem nerwowym śmiechem. – Dawaj forsę, cwelu!
Zdążyłem skończyć zdanie, gdy w drzwiach do kuchni pojawiła się ona. Dziewuszka od Neila Gaimana. Tym razem wyglądała trochę inaczej. Pobladła, była przerażona, ale to chyba normalne. Zrobiło mi się jej szkoda.
- Powiedz tatusiowi, żeby nie odpierdalał, tylko oddał pieniądze.
Gość spojrzał na mnie jak na nienormalnego.
- Jurek, ja nie jestem jego córką – powiedziała dziewczyna. – Jestem tu po ciebie.
- Co?
To było ostatnie moje słowo. Pożegnanie z życiem. Gdy drzwi otwarły się z hukiem i do mieszkania wbiegła grupa policjantów w kaskach, z tarczami i wymierzoną we mnie bronią, było za późno na mowy pożegnalne. Rozległy się strzały, poczułem uderzenia kul i wszystko ucichło. Czas zatrzymał się w miejscu.
- Chodź – powiedziała dziewczyna. – Tu już zrobiłeś wszystko, co miałeś do zrobienia.

Tadeusz Nowak

Zobacz także: