W zimnym świetle poranka - Porcelina

2006-11-09

Spał bardzo płytko i źle, okresy nieświadomości przeplatały się nieznośnie z niespokojną drzemką na granicy całkowitego wybudzenia, kiedy leżał nieruchomo, niepewny czy to co mu się kłębi w głowie to wspomnienia, świadome myśli czy może już sny. Obce łóżko, obce, nieoswojone zapachy, i ta muzyka, nadal sącząca się z głośników ― ta sama płyta leciała w kółko i w kółko, i ten przegięty, mruczący głos powtarzał wciąż i wciąż że you preach, you teach, did I learn you nothing at all? I’m too dumb to see, but you stoop for someone his small, a muzyka niepokoiła, mąciła w głowie. No i to ciało, to ciało obok, uśpione, ciepłe, miękkie, bezwładnie ciężkie. Nie chciał, nie chciał go już dotykać, odsuwał się na wąskim łóżku aż do samej krawędzi, aż do końca, ale i tak czuł co chwila jakąś połać gładkiej skóry. Wyćwiczone od najwcześniejszego dzieciństwa, wpojone i przyswojone zasady, by nie przeszkadzać, by się nie narzucać, by nie manifestować nadmiernie własnej obecności, działały jak warunkowe odruchy, bezbłędnie, nawet teraz, w środku alkoholowej nocy, więc starał się za bardzo nie wiercić, leżeć w jednej pozycji jak długo się dało, ale w końcu nie wytrzymywał, przekręcał się na drugi bok, albo na plecy, albo na brzuch, albo na drugi bok, albo na drugi bok… I zawsze natrafił przy okazji na jakąś rękę, albo na jakieś biodro, albo na jakieś łaskoczące włosy. Was made the first to laugh, tried but the weather brought me sober, I’ve never been colder…
Postanowił w końcu, że to nie ma sensu, że pójdzie po prostu do domu, i zaczął się podnosić, ale wtedy ramię oplotło go wpół i drobna, ciepła dłoń spoczęła łagodnie na jego brzuchu.
― Mmm.. Kubuś śpij, śpij ― nakazał cicho głos zachrypnięty, rozespany, stłumiony przez poduszkę.
Zamarł, pozwolił się przyciągnąć z powrotem, położył się posłusznie, czując, jak dłoń zatacza na jego brzuchu powolne, uspokajające kręgi, a w końcu sama nieruchomieje, osuwa się, bezwładna.
Pierd*lić, pomyślał w końcu, zaciskając powieki. Chrzanić to wszystko, pozastanawiam się nad tym jutro. Teraz chcę spać, spać. Teraz chcę…

Obudziło go poruszenie, szelest pościeli, gramolenie się z łóżka. Oberwał lekko kolanem w krzyże, przestąpiono nad nim, i przez zamknięte powieki wyczuł, że jest obserwowany. śpię, śpię, zostaw mnie, nadał telepatycznie, wiedząc, co nad sobą zobaczy jeśli teraz otworzy oczy. Wiedząc, że za żadne skarby świata nie może tego zobaczyć.
Po sekundzie kołdra została podciągnięta delikatnie, okryła go szczelniej, usłyszał oddalające się, lekkie kroki na miękkim dywanie, ciche skrzypnięcie przymykanych drzwi, a potem szczęknięcie innych drzwi, zamykanych w głębi mieszkania.
Jeszcze zanim otworzył oczy wiedział, że już jest ranek, że jest jasno, że już czas na konfigurację rzeczywistości. Usiadł, jednym spojrzeniem ogarniając ten znajomy, ale przecież nie swój pokój, porozrzucane po podłodze ubrania, puste butelki, talerze z resztkami jedzenia, na które nie skusił się kot. Ubierał się szybko, czując jak pokój rzuca mu zimne, niepochlebne spojrzenia, jak szydzą z niego meble. Czuł trzeźwe, oschłe napomnienie dnia, który bezpardonowo wtargnął przez okno i rozpanoszył się z urzędowym, rutyniarskim zadęciem, żądając wyjaśnień.
Wyszedł stamtąd, odwracając oczy od okna, kuląc się jak uczniak przyłapany na paleniu papierosów w kiblu, zbyt uczciwy żeby się głupio tłumaczyć, zbyt tchórzliwy, żeby się przyznać.
Lustro w przedpokoju odbiło jego przyszarzałą twarz o idiotycznym, tępym wyrazie, wymiętą i nieporządną jak pościel z której przed chwilą wyszedł. Potrząsnął głową, nie mogąc znieść nawet własnego spojrzenia. Zza drzwi łazienki dobiegł szmer odkręconej wody, zaszeleściła zasuwana zasłonka od prysznica. Mógłbym tam wejść, pomyślał nagle, i zadziwiło go to niepomiernie. Mógłbym tam teraz normalnie, na legalu wejść, kiedy się kąpie. Mógłbym się nawet przyłączyć.
Założył buty, ręce jakoś mu się trzęsły kiedy zawiązywał sznurówki, chciał to zrobić szybko, szybko, byle szybciej. Coś go miękko stuknęło w nogę, gdy wstrzymując oddech sięgał do klamki. To Chimera, nie wiedzieć kiedy zakradła się od tyłu, i teraz ocierała mu się o nogi, bodła małym łebkiem. Zadarła ogon i zamiauczała przeciągle, donośnie, kiedy na nią spojrzał. A potem jeszcze raz, nagląco, niecierpliwie. Dawaj mi jeść!
Szum wody pod prysznicem gwałtownie ustał i zanim Kuba zdążył zareagować, drzwi łazienki stanęły otworem. Zapachniało parą wodną i mydłem, i poczuł się jeszcze bardziej wymięty i brudny niż dotychczas.
Owinięty ręcznikiem jak dziewczyna, przytrzymując go sobie na nieistniejących cyckach, Emil patrzył na niego bez słowa. Wyraz zaskoczenia na jego twarzy powoli zamieniał się w napięte, zaczepne wyczekiwanie.
Chimera podbiegła do niego z głośnym, pełnym pretensji burczeniem, chcąc otrzeć się o gołą łydkę, i zażądać śniadania, ale, spostrzegłszy, że ta łydka ocieka wodą, zmieniła zdanie, i udała się do kuchni, powiewając uniesionym ogonem jak flagą. Jesteście beznadziejni, obaj.
Emil nie zwrócił na nią uwagi, stał nieporuszony, woda z włosów kapała mu na szczupłe ramiona, na których, Kuba widział to wyraźnie, zaczynała się formować gęsia skórka.
― Musz… ehm. Muszę już iść ― głos, nieużywany od kilku godzin, odmówił posłuszeństwa, załamał się z nieprzyjemnym zgrzytem. Kuba bardzo się zawstydził tego zgrzytu, aż się zaczerwienił.
Emil nic nie odpowiedział, przełknął tylko ślinę i nieznacznie, mimowolnie uniósł głowę, wysunął podbródek w ofensywnym, wrogim geście. A potem cofnął się do łazienki i zamknął drzwi. Znowu zaszemrała odkręcona woda.

Zbiegając po schodach, Kuba nie mógł się pozbyć natrętnego obrazu, który pojawił mu się w głowie niewiadomo skąd. Chociaż próbował go wykasować, zamazać, chociaż wolałby już wspomnienia z wczoraj niż to, chociaż tupał buciorami z całej siły, żeby ten obraz zagłuszyć, to jednak wciąż widział siebie, jak podchodzi do Emila stojącego w drzwiach łazienki, i całuje go w policzek na do widzenia. Dopiero w zimnym świetle poranka, które dopadło go za ciężkimi drzwiami klatki schodowej, niespodziewanie jak święta inkwizycja ― niechciany obraz dał mu wreszcie spokój.

 

 

 

Adnotacja portalu weryfikatorium.pl:

Rozmowy dotyczące tekstu znajdują się TUTAJ

Zobacz także:

Przejdź do: