STARFUCKERS INC. - Ninetongues

2006-08-27

 

UWAGA, tekst zawiera wulgaryzmy i treści nie przeznaczone dla osób, które nie ukończyły 18 roku życia.

 

STARFUCKERS INC.

Nie jestem sam.
Należę.
Jestem z nimi i bawię się wiedzą, że jestem jak oni.

Po prostu tamtego wieczoru zaproponowali mi, że wezmą mnie ze sobą. Kasa? No jasne, że chcieli kasę! Chcesz być bogiem za darmo?! Ale ja mam kasę. Mnóstwo. Miriady pojedynczych funtów czekają na moich kontach aż oddam je w inne ręce w zamian za światła.

Nie wydaję na nic innego. Kupuję światła na całym świecie. Moje mieszkanie już dawno zostało całkiem zapuszczone. Nawet ja tam rzadko bywam... Wcześnie rano opuszczam biuro i albo idę do baru, albo do Chrissie. Albo Sammy. Albo do tej piętnastki, Elise. Zaraz, jezu, Elise nie żyje, zaćpała się... Albo to Claire. Zresztą kurwa wszystko jedno, nie pamiętam. Jebie mi się wszystko, równo.
Walić to! światła są świeże i pięknie dziś współgrają z neonami. Prowadzę. Gary odpłynął minutę temu. Czasem, jak cichnie muzyka słyszę jak jęczy przez sen i prawie płaczę z uciechy. Charcze, jakby dławił się własną śliną...

Rytm wkręca mi oczy w głąb mózgu. Tylko szybki i nagły skręt ratuje nas od wypadku. Gary i Johnson obudzili się. Johnson zarzygał całe tylne drzwi limuzyny. Nie mogę oderwać wzroku od poskręcanej strugi krwi sączącej się z lewego oczodołu tego chudego czarnucha. Zgubił gdzieś oko! Parskam śmiechem a długie nitki śliny wypryskują z moich ust. Chcę opowiedzieć o tym chłopakom, ale mój język nie słucha mnie i pieprzy jakieś bzdury o pomarańczach. O tak, mówię mu. Miałbym ochotę na pomarańcze.

Potrącony rowerzysta nawet nie krzyczy. Pięknie rozpłaszczył się na ścianie, ale rower rozjebał szybę wozu. Trysnął na mnie spienionym szkłem, jak jebany piaskowy dziadek od Chryslera. „Chłopaki, krwawię” mówię zjeżdżając na setce z krawężnika i odpalam papierosa. Wypluwam go za okno i naciskam na hamulec. Coś jebnęło nas z tyłu. Moje czoło ląduje na desce rozdzielczej. Podnoszę się i żałuję, że wyrzuciłem fajkę. Kochałem ją, myślę sobie zlizując krew z nosa. Ludzik, który w nas wjechał wali w moją szybę. Krzyczy. Płaczę za jebanym papierosem. Gary wyciąga do mnie całą paczkę. Cudowny chłopak. Ale ja chciałem tamtego... Biorę trzy i zaczynam żuć. Wstaję i przechodzę na tył.

Ludzik ciągle wali w tę szybę.
Gary siada za kierownicą i zaczyna odpalać wóz. Ocieram się o Johnsona, ale na kanapie dostrzegam tę blond dziwkę. A nawet nie wiem skąd się tu wzięła. Przez chwilę przychodzą mi do głowy boskie pomysły, ale walę to z biegu. Siadam.
Gary rusza.
Johnson strzela ludzikowi w głowę.
żuję papierosy i rozpinając spodnie myślę sobie: Kurwa, no po tym to chyba już nas zapierdolą. Gary nieźle daje. Neony zlewają się w jeden neon. Neon absolutny. Z absolutnie wszystkich neonów na ulicy... (Co tak kurwa smakuje?)

Dziwka leży. Chyba zdechła. W dłoni trzyma celofan.
Johnson otworzył szyber dach i stanął na niej. Powiew rwie jego drogą jedwabną marynarkę i odsłania mahoniową pierś. Jebany, kurwa czarnuch bez oka...

Wyrywam celofan ze sztywnej dłoni. Wypluwam pety. Przy okazji zrzygałem się na siedzenie, ale co tam, walę to. Chociaż szkoda trochę obiadu. Bo pyszny był. „Wyśmienity”, jak powiedział Johnson. Pierdolony kurwa, czarnuch bez oka.
Biorę próbując przypomnieć sobie tę pierwszą noc. Wiem, że to było przedwczoraj, ale nie pamiętam tego kurwa, jak wsiadasz do limuzyny.

Johnson podaje ci CELOFAN i już po chwili jesteś mocny. Każdy jebany szary dzień w biurze, każdy pojedynczy rok zapierdalania, każdy stracony ząb, łyk piwa, każda dupa, jaką miałeś jest nagle w tym wszystkim. Odbijasz się od nich i z wrzaskiem spadasz w chmury, ale nie kurwa, takie amorkowate cumulusy, ale kurwa chmury, które wiesz, że coś znaczą, a nie, kurwa! I lecisz, zauważ, już po chwili nie spadasz, ale lecisz, bo to ty tym sterujesz. Nie jesteś sterowany. Uciekasz od Boga, gdzieś gdzie cię nie może złapać i orientujesz się, że byłeś. Jak inni, sterowany, prowadzony, wiesz. Przeznaczenie. I nagle wiesz, że twoje ciało może zrobić co tylko zechcesz. Nagle każdy oddech poprzedzony musi być decyzją, a potem ruchem dziesiątków mięśni. Czujesz powietrze wypełniające płuca i jest to lepsze niż niejeden orgazm. A to dopiero chmury!

Bo potem wylatujesz w kosmos. Czujesz to? Zimno, zamarzasz i nagle ci staje, bo widzisz TO!
światło. Ciepło. Energia pierdolonego kosmosu.
I masz to na wyciągnięcie ręki! Tańczysz wokół, jakbyś nie chciał sobie pobrudzić sobie zarzyganego Armaniego. Albo, kurwa rzucasz się z wrzaskiem aby TO zerżnąć.

To właśnie robimy z Johnsonem, Gary i ja. (Jebany kurwa czarnuch bez oka)
Pierdolimy to. Równo. Ostro.
Ale jak kurwa chcesz, to możesz się miziać, być delikatny, jakbyś robił to z młodszą siostrą. No co kurwa, zgorszony?! Pewnie myślisz że to o Tobie?! Chcesz być jak my? Chcesz pieprzyć GWIAZDY?
Myślisz, że to o Tobie?
Naprawdę myślisz, że to o Tobie?!
Kurwa, o TOBIE?!!
To JA nie jestem sam!

Teraz, to ja kurwa NALEżę.
Jestem z nimi i bawię się wiedzą, że jestem jak oni.
Johnson stracił głowę. Znacie mojego kumpla Johnsona? Pierdolony kurwa czarnuch bez głowy...

 

 

 

Adnotacja portalu weryfikatorium.pl:

Rozmowy dotyczące tekstu znajdują się TUTAJ

Zobacz także:

Przejdź do: