Tajemne stowarzyszenie mające na celu eliminację innych tajemnych stowarzyszeń - Patren

2007-04-05

Fircyk nie lubił ciemnych i ciasnych pomieszczeń (nie tak bardzo, jak lodów z posypką, ale jednak). Ucieszył się więc niezmiernie, gdy po wejściu do Sali Dreptów jego oczom ukazało się ogromne, jasno oświetlone pomieszczenie. Sklepienie było tak wysoko, że gdyby nie bystry wzrok Fircyka, w ogóle nikt nie wiedziałby o jego istnieniu.
- Te, spójrzta no – mówiąc to, krótkim paluchem wskazał sufit. Jego partnerzy swój podziw wyrazili treściwym i jakże błyskotliwym…
łaaaał.

Oświetlenie Sali Dreptów pochodziło ze szczelin w kamiennych ścianach. Promienie były niemalże białe i Fircyk (który – trzeba nadmienić – do najbystrzejszych nie należał) po krótkiej chwili patrzenia się na jedno ze źródeł światła, oślepł. Nie, nie żeby oślepł na stałe, ale te pięć sekund, jak później relacjonował, ciągnęło się niczym ‘to żółte z uszu’. Gdy wzrok obudził się z kilkusekundowej drzemki, Fircyk zagdakał triumfalnie.

- Cisza! – zdeformowany głos pochodzący od czarnego klocka wypełnił Salę Dreptów. Zaczerwieniony Fircyk ustawił się w rzędzie z trzema partnerami i czekał na rozwój wydarzeń.

Nie był specjalnie zdziwiony na widok sześciu czarnych klocków, wzrostem zbliżonych do niego. Gdy jeszcze żył w tatusiowej chatce z tatusiowym tatą, dowiedział się, że dopóki nie stanie się adeptem Tajemnego Stowarzyszenia Mającego Na Celu Eliminację Innych Tajemnych Stowarzyszeń, zamiast prawdziwych osób będzie widział kloce. środki bezpieczeństwa, rzecz jasna, a przynajmniej tak powiedział mu tatusiowy tatuś, bo Fircyk z reguły był za leniwy na układanie takich słów.

- Kandydaci, wystąpcie! – siódmy klocek, czerwony (Fircyk bardzo nie lubił tego koloru; nie tak jak lodów z posypką, ale jednak), ustawił się pomiędzy sześcioma bryłami.

Sala Dreptów nie wzięła swojej nazwy z Nikąd. Nikąd był pomysłodawcą na Aleję Frykyny, a tutaj propozycję dał Albrycht V, który za czasów absolutyzmu Stowarzyszenia pełnił rolę władcy. Jeśli ktoś nie był członkiem TSMNCEITS (niezorientowanych odsyła się dwa akapity wyżej), każdemu krokowi nie towarzyszył zwykły tupot, a głośny drept. Kandydaci dowiedzieli się o tym już wcześniej, więc nie byli zdziwieni, gdy podczas pokonywania pięćdziesięciu metrów (odległość udowodniona naukowo) Salę wypełniał…
DRRRRRRRept, dRRRRRRRept, dRRRRRRRept.

Dreptał Fircyk, dreptali też jego partnerzy, a ci – gwoli ścisłości – tak jak on, nie byli Bylejakami. Hamfrej, Budin oraz Rzoni byli wyjątkowi i utalentowali – dokładnie takich ludzi potrzebowało Tajemne Stowarzyszenie Mające Na Celu Eliminację Innych Tajemnych Stowarzyszeń. Spotkał ich nie lada zaszczyt, gdyż nowi członkowie wybierani są bardzo, bardzo rzadko. Głównie ze względu na środki bezpieczeństwa, rzecz jasna, gdyż jak mówił fircykowy tatusiowy tatuś – chamstwo się szerzy.

Czterej drepczący kandydaci zdawali sobie sprawę z faktu, że są wyróżnieni i wylosowani spośród najlepszych – no, może z wyjątkiem Fircyka, który do najbłyskotliwszych nie należał. W przeciwieństwie do trzech partnerów - wcale nie był podekscytowany, gdy dowiedział się o TSMNCEITS (a dowiadują się tylko wybrańcy, gdyż Stowarzyszenie jest tak tajne, że czasem nawet członkowie nie zdają sobie sprawy z członkostwa). Właściwie postanowił spróbować tylko dlatego, iż tatusiowy tatuś stwierdził, że mają tam świetne jedzenie. Fircyk bardzo lubił ‘przednie żarło’ (kolejne słowo zasłyszane w szerokim świecie) i perspektywa darmowych smakołyków sprawiła, że klamka zapadła (dosłownie, gdyż na pożegnanie zapłakany tatusiowy tata tak wieszał się na drzwiach, że klamka odpadła, zapadając się w mące na ciasto).

- Witajcie, o niedoinformowani Dreptusie! – głos czerwonego klocka zawładnął całą Salą, kiedy czterej wybrani ustawili się w szeregu przed tajemniczymi istotami.
- Witaj, o Tajny Tajniaku – powiedzieli chórem kandydaci. Fircyk w duchu odetchnął, gdyż nikt nie zauważył jego ściągi ukrytej między sznurówkami pantofli. Nasz małobłyskotliwy (wyraz stworzony na potrzeby określenia jego przypadłości) kandydat był na tyle małobłyskotliwy, że nie zdołał wyuczyć się na pamięć wszystkich formułek wymaganych przy Pasowaniu.

- Czy jesteście gotowi na zejście z dreptającej drogi i wstąpienie na tajną autostradę, której tupot jest bezgłośny, niczym sekretność naszej działalności?
- Si, my Master!
- Czy jesteście gotowi spojrzeć w oczy samemu Sikretowi, który plemiona tajne zaprowadził na szczyt Nieistniejącej Góry?
- Si, my Master!
- Czy jesteście gotowi nienawidzić i walczyć z każdym przejawem bądź też jawnym przedstawicielem innego niż NASZE tajnego stowarzyszenia?
- Si, my Master!
Na chwilę zapadła cisza, którą przerywały głośne trzaski puszczane z płyty w pokoju obok – głównie dla stworzenia klimatu. Kandydaci wyprostowani jak struny stali nieruchomo. Może z wyjątkiem Fircyka, którego w tym momencie zaczął swędzieć nos – swoją drogą – OLBRZYMICH rozmiarów.
- Złóżcie przysięgę! – rozkaz przeciął gęste powietrze Sali Dreptów. Nikt nie zauważył, że Fircyk z jęzorem na wierzchu wystawiał prawą stopę przed siebie, by lepiej widzieć ściągę.

Choćby pręty ogniste nam w ciało wbijali
Choćby chińskie tortury poszły w ruch!
Ni prąd, ni smród nas nie powali
Bo każdy z członków to jest zuch!

Ani schnącą farbą nas nie zanudzą
Ani Big Mackiem nie otworzą ust
Bośmy nieprzekupni - niech się nie trudzą!
Nic im nie da nawet pociągnięcie za spust!

Bośmy z gliny jednakiej
Co ten z Gór i łąk
Bośmy stworzeni
By być Sikreta parą rąk!

Tu i teraz, Sikret mi świadkiem!
że przysięgę składam, nie patrząc w ziemię!
Od teraz będę otwarcie i ukradkiem
TęPIć KAżDE INNE TAJEMNE STOWARZYSZENIE!!!

I ciastko poręczy!
I ten but, o tam!
że wierny zawsze będę WAM.

Od teraz mym życiem – Tajemne Stowarzyszenie!
Mym wrogiem – Inne Tajemne Stowarzyszenie!
Sojusznikiem – każde przeciwko wrogu wrzenie!
Domem – nasze bractwo! Nasza duma! Nasze plemię!


- PRZYSIęGACIE?! – huknął czerwony kloc swym zdeformowanym głosem.
- PRZYSIęGAMY! – ryknęli kandydaci.
- No to teraz, Dreptusiu, możesz wyjąć tą kartkę spomiędzy sznurowadeł – gdy Czerwony to powiedział, Hamfrej, który stał obok Fircyka widział coś, co przypominało kisiel wiśniowy w ubraniu.
- Prze… praszam? – mruknął zaczerwieniony od stóp do OLBRZYMIEGO nochala małobłyskotliwy wybraniec.
- Przeprosiny przyjęte – warknął kloc. – Pozostał jednak ostatni test, na który odpowiedzi raczej nie znajdziesz w ściądze, Dreptusiu.

W pokoju obok zmieniono płytę i teraz całą majestatyczną Salę Dreptów wypełnił motyw ze Szczęk – pełna dynamizmu i grozy melodia. Hamfrej stwierdził, że kisielowaty Fircyk zamienił się w zamoczoną parasolkę, z której spływają strugi kropel.

- Fircyku… - motyw ze Szczęk przybrał na sile. - … Synu taty… - ubranie małobłyskotlikowca przypominało zmoczony ręcznik. - … CZEMU chcesz wstąpić do Tajemnego Stowarzyszenia Mającego Na Celu Eliminację Innych Tajemnych Stowarzyszeń? – ‘szczękowa’ melodia stłumiła wszelkie myśli, na małej fircykowej autostradzie powstał nieziemski korek. Myśli trąbiły, krzyczały i klęły, mimo to – wszystko stało w miejscu!
- Booo… bo mój tatusiowy tatuś powiedział, że macie wspaniałe jedzenie! – motyw ze Szczęk gwałtownie się urwał i Salę Dreptania omiotła wyjątkowa cisza. Fircyk czuł, że niewidoczne wzroki kloców są skierowane na niego. Wreszcie Czerwony cmoknął z rezerwą i powiedział:
- A więc mówiono prawdę o tobie, Fircyku. Naprawdę jesteś wyjątkowy i myślę, że będziesz pasował do Stowarzyszenia. Uważaj jednak! Czeka cię wiele zmian, oczywiście na lepsze. Pamiętaj, że od teraz całe twoje życie to Tajemne Stowarzyszenie Mające Na Celu Eliminację Innych Tajemnych Stowarzyszeń! A teraz następni… Budin…

Fircyk nie lubił zmian (może nie tak bardzo, jak lodów z posypką, ale jednak). Mimo to, był z siebie dumny i pewny, że w tym momencie tatusiowy tatuś z radości robiłby pajacyki.





*************



Stół o niezidentyfikowanym kształcie szalonej figury geometrycznej – 12 000 piniendzy.
Siedem drewnianych krzeseł z wygodnymi oparciami – 350 piniendzy.
Ogromna interaktywna mapo – plansza Wszystkiego – 1 0000000 (0…) piniendzy.
Widok narady Elity Tajemnego Stowarzyszenia Mającego Na Celu Eliminację Innych Tajemnych Stowarzyszeń – niemożliwe, z racji na jej tajność, ale na pewno bezcenne.

- Dupa blada, panowie! – jęknął sędziwy jegomość. – Tyle z niego zostało! Dupa blada! – średnich rozmiarów pokój wypełniły obruszone głosy pozostałych czterech członków Elity.
- Kiedy to się stało, Zygfrydzie? – zapytał przejęty mężczyzna z imponującym irokezem na głowie.
- Dokładnie wczoraj! Poległ pod Renusem, ale ponoć bronił się dzielnie! – rzekł starzec nazwany Zygfrydem. Z jego twarzy bił niepokój, a DłUGIE wąsy, które służyły mu za sznurowadła, stroszyły się groźnie.
- Nie udawaj zasmuconego, Rokenie… - mruknął dotąd opanowany elf, trzeba wspomnieć, że ostatni dumny przedstawiciel rasy. Jako wyjątkowy z nieśmiertelnych był wysoki, smukły, z imponująco spiczastymi uszami. Reszta rasy to potomkowie elfickich niewolników, którzy w zamierzchłych czasach zostali pokonani i zaciągnięci do dożywotniej pracy na Krymie. Miłośnicy drzew musieli dniami i nocami wozić beton w fiatach 126p, co surowo odcisnęło się na ich wspaniałych organizmach. Stali się wysocy, lecz zgarbieni, a ich uszy zamieniły się w kłapouchy. Tak też teraz wyglądał każdy elf z wyjątkiem dumnego i zarozumiałego Lolidasa. - … kto jak kto, ale ty raczej nie przejmujesz się żadnym życiem.
- Zamknij pysk, cholerny florofilu! – syknął Roken, a jego duży irokez niebezpiecznie przeciął powietrze.
- Roken ma rację, Lolidasie – pouczył go Zygfryd. - Nie warto się teraz sprzeczać, nie dość, że brakuje dwóch członków Elity, to jeszcze po jednym z najlepszych informatorów została dupa blada – jego załamany głos uciął wszelkie sprzeczki. – Może ktoś ma jakieś DOBRE wieści? – rękę podniósł wilkołak. – Tak, Drakulo?

- Pasowanie Dreptusiów zakończyło się powodzeniem – wyszczekał potwór. – Aktualnie dwóch, w ramach chrztu bojowego, zmywa naczynia po Godzili, a pozostali pełnią funkcję strażników na niższych poziomach.
- Rozumiem – Zygfryd skinął głową. – Bardzo dobrze, przydadzą się nam dodatkowe pary rąk. Czy ktoś jeszcze ma jakieś dobre wieści? - … - Ktokolwiek? - … - Nikt? – niezbyt częsty gość sali narad, cisza, zawitał na chwilę między ściany pokoju. – Rozumiem. W takim razie możemy przystąpić do naszego najważniejszego tematu – dotąd odprężeni członkowie Elity zaczęli wiercić się na swoich krzesłach (wygodnych, w końcu to 50 piniendzy). – Czy ktoś ma pomysł na wyeliminowanie Tajemnego Stowarzyszenia Terrorystycznego? A może ktoś dowiedział się czegoś nowego? – dwie ręce, Rokena i dotąd milczącego Bałdura, wystrzeliły w górę. – Rokenie?

- Udało mi się dowiedzieć, że dowódcą TST jest niejaki Siadam Kucam, tyran pochodzący z Zaidupia. Podobnież nielegalną działalność kryje firmą meblarską, markowaną własnym nazwiskiem. Możemy więc stwierdzić, że siedziba Stowarzyszenia położona jest gdzieś w Zaidupiu.
- Rozumiem. A ty, Bałdurze? – masywny mężczyzna wciśnięty w lśniącą Płytową Zbroję +10 poprawił się w krześle.
- Moi ludzie, mości Zygfrydzie, donieśli mi, że podżeganie domowego buntu w Tajemnym Stowarzyszeniu Sfrustrowanych Kierowców ma się ku końcowi – jego Szarfa Dumnej Mowy (+5 do Charyzmy!) sprawiła, że każde wypowiadane zdanie było stanowcze i pełne pewności siebie.
- No dobra, ale co to ma wspólnego z TST? – wycharczał Drakula. Diadem Intelektu +10 Bałdura zalśnił groźnie.
- To, że ich priorytetowym celem było zamienienie wszystkich tirów w trasie w trójkołowe rowerki. Co bardziej fanatyczni członkowie TSSK – głównie Polacy – mieli w planach wypełnienie każdej dziury na drodze budyniem waniliowym. Ich działania znacznie ułatwiły by rozwinięcie się TST – test na Charyzmę wypadł wspaniale, bez testów do kary za wygląd, tak więc Drakula nie odwarknął żadnej sensownej odpowiedzi.

- To na pewno dobre wiadomości, ale najważniejsze pytanie wciąż nie odnalazło odpowiedzi – JAK zniszczyć TST? – zmarszczki Zygfryda pogłębiły się znacznie, a smutny wyraz twarzy sprawił, że nawet Bezlitosne Rękawice +10 Bałdura nie odepchnęły bolącej bezradności.
- Tak sobie myślałem… - zaczął niepewnie heros… - … moi ludzie donieśli mi, że w pewnej Płonącej Jaskini skryte jest potężne Super Wypasione Berło Zagłady +100 z obrażeniami 7k21 od kwasu, elektryczności i ognia…
- Och, daj spokój, Bałdurze! – krzyknął zniecierpliwiony Roken. – Chcesz znów nas zanudzać historią o tym, jak to pokonałeś giga krakena i zdobyłeś Mega Lamerski Miecz Dla Fantasy Lamerów +1 000 000 ?! Jak byś nie zauważył, mamy tu do czynienia z INNYM Tajemnym Stowarzyszeniem!
- Możecie mnie posądzić o pogaństwo, ale wyjątkowo zgadzam się z Rokenem – powiedział Lolidas. - Powinniśmy zastanowić się nad sposobem na TST, a nie kolejną fantastyczną wizją Bałdura – test Charyzmy wypadł fatalnie i Bałdur nie znalazł żadnego kontrargumentu.

- Nie kłóćmy się, bracia! – rzekł Zygfryd, wznosząc ręce do góry. – W obliczu poważnego problemu, nie ma czasu na durne sprzeczki. Kto jest za, aby zaczekać do następnej narady na nieobecnych dzisiaj Irwana i Alicji? Może oni wpadną na jakiś pomysł.
- Z całym szacunkiem, Zygfrydzie, ale jestem przeciw – rzekł Lolidas. – O ile mi wiadomo, Irwan jest w trakcie niszczenia Tajemnego Stowarzyszenia Teletubisiowych Fanbojów. Następna rada powinna być jutro, a zdołowanie każdego fana Teletubisiów to dosyć pracochłonne zadanie, nawet dla Irwana.
- Zgadzam się – rzekł Bałdur. – TST to sprawa nie cierpiąca zwłoki. Musimy dzisiaj coś wymyślić!
- No to może pomożesz?! – warknął groźnie Drakula, a jego długa sierść zafalowała.
- Staram się na pewno bardziej od ciebie! – krzyknął Bałdur, wstając.

- CISZA!!! – ryknął Zygfryd, a dwójka członków Elity posłusznie usiadła. – Skoro nie widać chętnych na przesunięcie decyzji do następnej narady… Cóż, jest jeszcze jedno wyjście…
- Co masz na myśli? – mruknął niepewnie Roken, unosząc prawą brew. Wszystkie podejrzliwe spojrzenia spoczęły na Zygfrydzie…
- Pozostaje jeszcze… - gęsta cisza zaległa w pokoju, każdy znieruchomiał i wstrzymał oddech. – Jedno wyjście… - nawet Szczerbaty Miecz +2 Bałdura nie pokroiłby teraz tej gęstej atmosfery. – Możemy skorzystać z pomocy… - twarz Rokena zrobiła się fioletowa… - … Ungaczaka.

- UNGACZAKA?! – ryk Drakuli i krzyk Lolidasa przegoniły wszelkie znamiona ciszy.
- Nie jesteśmy w aż tak tragicznym położeniu! – oburzył się wilkołak.
- A jednak! Widzicie jakieś inne wyjście? – odparł Zygfryd.
- Dokładnie, moim zdaniem musimy to zrobić! – mówiąc to, Roken wstał i uderzył pięścią w kanciasty stół.
- Nie możemy! – fuknął Lolidas, a jego spiczaste uszy poczerwieniały ze złości. – A co ze zgodą Irwana i Alicji?!
- Jestem pewny, że Irwan byłby za, Alicja prawdopodobnie też! – zaoponował Bałdur i jego Diadem Intelektu +10 zaskrzył niebezpiecznie.
- Takie ‘pewności’ to ty sobie o kant dupy możesz potłuc! – wyszczekał Drakula. – Czyście zapomnieli, że Ungaczak ma swój limit?!
- Nie jest powiedziane, że przekroczy go właśnie teraz – rzekł spokojnie Zygfryd.
- Ale jest takie prawdopodobieństwo! To zbyt duże ryzyko! – Lolidas był wściekły.
- Tak czy siak – jesteście przegłosowani. Trzech do dwóch, to w końcu demokracja! – krzyknął Roken.
- TO GłUPSTWO! – ryknęli jednocześnie Drakula i Lolidas.

Narada teoretycznie dobiegła końca.

 

 

Adnotacja portalu weryfikatorium.pl:

Rozmowy dotyczące tekstu znajdują się TUTAJ

Zobacz także:

Przejdź do: