Rozmowy z cosiem. Rozmowa pierwsza. - Gott-Foo

2007-02-23

Rozmowy z Cosiem.
Rozmowa pierwsza.


Cześć.
Cześć. Kim jesteś?
Ja?
Tak ty? A jest tu ktoś inny?
W sumie to nie.
Więc kim u licha jesteś?
U kogo?
Tak się tylko mówi. Więc kim jesteś?
Ojej. Nie wiem.
Jak można nie wiedzieć, kim się jest?
Ja nie wiem, bo dopiero powstałem.
Teraz? Przed chwilą?
Tak. Ty mnie stworzyłeś.
Ja?
Tak ty. Czułeś się tak samotny, tak bardzo pragnąłeś towarzystwa, że twoja podświadomość mnie stworzyła. Więc jak już ktoś powinien wiedzieć, kim jestem, to chyba właśnie Ty.
Raczej moja podświadomość powinna wiedzieć. Ja nawet nie wiedziałem, że jesteś moim dziełem. Poza tym dziwny z Ciebie twór. Nie masz ciała ani głosu. Jesteś chyba tylko myślą?
Możliwe. Poczekaj musze to przemyśleć. Tak zdecydowanie jestem Twoją myślą.
Wow. Niesamowite. Rozmawiam ze swoja własną myślą. Zaraz, zaraz. Czy to nie ociera się o szaleństwo? Prawdę mówiąc to jest to szaleństwo, a przynajmniej w moim mniemaniu. Jeśli ludzie się dowiedzą, że rozmawiam z własną myślą, ubiorą mnie w sweterek z za długimi rękawami i zamkną w pokoju o mięciutkich ścianach.
Zapomniałeś, co się dzieje ze złym uczynkiem, o którym nikt się nie dowiedział? Ten uczynek nie istnieje dla świata tak długo aż wyjdzie na jaw.
Rozumiem. Dopóki nie powiem nikomu, że oszalałem, będę bezpieczny. Bo przecież, po co miałbym komukolwiek mówić?
A kto powiedział, że oszalałeś?
Od razu widać, że jesteś nowy na tym świecie. Gadanie ze swoimi myślami, swoimi wyimaginowanymi przyjaciółmi, nie jest uznawane za objaw zrównoważenia psychicznego.
Dlaczego?
Bo to nie jest normalne.
A co jest normalne?
Właściwie to nie wiem.
A jest ktoś, kto wie dokładnie, co jest normalnością?
Nie wiem.
Zadziwiająco mało wiesz, jak na kogoś, kto żyje na tym świecie już tyle lat.
Czepnij się tramwaja!
Nie mogę. Nie mam ciała. Zapomniałeś o tym?
Ojejku, wiem. Tak się tylko mówi.
Wiem. To miał być żart. Chciałem rozładować atmosferę.
Marny. Poniżej krytyki. Wcale nie śmieszny.
Wybacz. Jestem tu nowy.
No dobra. Skoro już tu jesteś, o ile Twoją formę istnienia można w ogóle nazwać bytowaniem, to jak mam na Ciebie mówić? Franek? Czesiek?
Nie wiem. Nie nadałeś mi jeszcze imienia. Może teraz mógłbyś to zrobić?
Ja? Ok. Zaraz coś wymyślę.
ładne.
Co?
Imię.
Jakie? Ja jeszcze nic nie wymyśliłem.
Ale powiedziałeś.
O czym Ty mówisz?
Coś. Podoba mi się.
Coś? Dziwne imię. Chociaż jak dla myśli to chyba może być. Niech będzie Coś.
Super. Coraz bardziej mi się podoba na twoim świecie.
A o czym chciałbyś pogadać?
Ja?
Tak Ty.
Ale to Ty mnie stworzyłeś z potrzeby kontaktu, a nie ja Ciebie.
Faktycznie. Ale ja nie wiem, o co zapytać. Właściwie to nie sądzę żebyś znał odpowiedź na jakiekolwiek z moich pytań.
Dlaczego tak uważasz?
Istniejesz zaledwie od kilku minut. Nie masz zielonego pojęcia o życiu, a chcesz rozwiązywać moje egzystencjalne problemy?
Widzę, że nie doceniasz swoje mocy stwórczej. Nie wykreowałeś sobie kogokolwiek, byle tylko mieć, z kim pogadać. Twoje dzieło, którego owocem jestem ja, miało ściśle określony cel. Chciałeś pomóc sobie. Chciałeś ukoić swoją duszę. Sądzisz, że mając taki zamiar powołałbyś do istnienia kompletnego idiotę? Czy mając ochotę na piwo nalałbyś do szklanki wody?
Oczywiście, że nie. Nie rozumiem tylko, jak mogłem powołać coś, co wie więcej niż ja.
Dlaczego sadzisz, że tego nie wiesz?
Gdybym wiedział, to bym Ciebie nie potrzebował. Nie sądzisz?
Ty o tym wszystkim wiesz, tylko musi Ci ktoś to uświadomić. Więc o to jestem. Pytaj.
Ale ja nie wiem, o co? Właściwie to, jeśli się głębiej zastanowić, to nie wiem, od czego zacząć.
Możemy zacząć od tego, o czym myślałeś zanim się pojawiłem.
Ale co to było u licha?
U kogo? To był żart.
Zauważyłem. Nawet śmieszny. Może kiedyś dojdziesz do wprawy.
Podpowiem Ci. Dość często nad tym się zastanawiasz.
Już pamiętam. żenujące. Nie wiem, czemu, ale wstydzę się tego. Tego, że o tym myślałem.
świetnie. Może teraz przypomnisz, nad czym się tak zastanawiałeś?
Muszę? Przecież obaj wiemy, o co chodzi.
To jeden z kroków do pełnego uświadomienia sobie pewnych spraw. świadomość musi być pełna. Nie może być jedynie cząstkowa. Cząstkowa świadomość, nic nie znaczy. Jest zupełnie bezwartościowa.
Chyba masz rację.
Głośne wypowiedzenie, bądź pomyślenie, pewnych twoich stwierdzeń, bądź pytań, prowadzi do lepszego zgłębienia ich treści.
Teraz rozumiem. Zgadzam się z tobą. Masz całkowitą słuszność. Ale to nie zmienia faktu, że czuję się nieco skrępowany.
To zrozumiałe. W końcu chodzi o twoje prywatne bolączki.
No dobra. Zastanawiałem się, dlaczego jestem nikim? Uff. Nawet tak bardzo nie bolało.
świetnie. Zapewniam Cię, że niedługo będzie Ci to przychodziło znacznie łatwiej. A teraz prześledź jeszcze raz swoje słowa.
Już.
I co?
A co ma być?
Nie dopatrzyłeś się niczego dziwnego? Czegoś bezsensownego?
Nie. A niby, co jest w tym bezsensownego?
Zacznijmy od samego zdania. Jak sądzisz, czy możliwym jest być nikim? Nikt, o ile się nie mylę, to ktoś, kto nie istnieje. Jak można być kimś, kogo nie ma? Wytłumaczysz mi to?
Ale tu nie chodzi dokładnie o to. Tego nie należy rozumieć dosłownie. Oczywiście, że nie można być nikim. Chodzi o to, że nic nie znaczę dla nikogo, nawet dla siebie. Jestem tylko małą, szarą kropeczką.
Dlaczego sądzisz, że nic dla nikogo nie znaczysz?
Z dwóch powodów. Po pierwsze: nikt mnie nigdy o tym nie zapewnił. A po drugie: takie rzeczy po prostu się wie.
Aha. Rozumiem. Masz w sąsiednim pokoju telewizor, czy tak?
Tak. Ale jakie to ma znaczenie?
Czy ktoś Ci kiedyś powiedział, że on tam jest?
Nie, raczej nie.
A mimo to on tam jest. I fakt, że nikt Cię o tym nie zapewniał nie neguje obecności telewizora w sąsiednim pokoju.
To, co innego.
Nie koniecznie. Spójrz na to z nieco innej strony. Czy gdybym Cię teraz zapewnił, że tego przedmiotu tam nie ma, to czy, niezależnie od tego czy byś mi uwierzył czy nie, faktycznie by go tam nie było?
Oczywiście, że by nadal tam był. Twoje słowa nie są w stanie tego zmienić.
Więc skoro wypowiedziane słowa nie mogą wpłynąć na rzeczywistość to niewypowiedziane tym bardziej nie mogę. Zgadzasz się?
Troszkę to zagmatwane, ale chyba muszę się z tobą zgodzić. Sęk w tym, ze ten miecz jest obusieczny. To, co powiedziałeś wcale nie musi oznaczać, że jestem dla kogoś ważny.
Brawo. W końcu zaczynasz logicznie i sprawnie rozumować. Masz racje. W takim sensie, w jakim Ty to pojmujesz, nie jesteś dla nikogo cenny.
Widzisz mówiłem.
Na razie nie jesteś.
Na razie?
Tak, ale wkrótce to ulegnie zmianie. Wiem, że ciężko Ci w to uwierzyć. Nawet, kiedy już do tego dojdzie ciężko będzie Ci w to wszystko uwierzyć. To dlatego, że jeszcze nie spotkałeś człowieka, który by Cię traktował tak jak byś Ty tego chciał. Ale wkrótce Ją poznasz.
Ją?
A niby kogo? Obaj dobrze wiemy, o kim marzysz cały czas. Uprzedzam jednak, że nie jest to żadna z dziewczyn, o których do tej pory myślałeś.
Wiesz dokładnie, o czym myślałem?
Oczywiście. Sam uzbroiłeś mnie w taką wiedzę. Czemu się wstydzisz? To normalne, że myślisz o takich rzeczach. Chcesz tego, więc możesz czasem o tym podumać. Mało tego. Możesz nawet spełniać swoje zachcianki.
Ale...
żeby to pojąć potrzebny jest Ci czas i kilka nowych doświadczeń.
Ale...
Wszystko jest dla ciebie dostępne. Nawet dla ciebie, choć ty oczywiście sądzisz inaczej.
Nie jestem zbyt przystojny, ani wygadany, ani nawet bogaty. Jestem za to nieśmiały.
Ok. zacznę po kolei. Wygląd. Widziałeś na ulicach te wszystkie pary, w który skład wchodzą mężczyźni otyli, chudzi, mali, ogólnie pozornie nie dość dobrzy dla swoich partnerek? A widziałeś te pary, w skład których wchodzą kobiety, które za wybitnie urodziwe uchodzić nie mogą? Czy nie wydaje Ci się to dziwne?
„Każda potwora znajdzie swego amatora”, czy to chcesz powiedzieć?
Nie dosłownie, ale jest w tym sporo prawdy. Ci ludzie zachwycili się swoimi wnętrzami. Dla nich uroda nie miała wielkiego znaczenia. Prawda jest taka, że uroda wcześniej czy później przeminie. Fajnie byłoby mieć piękną i seksowną kobietę u swego boku, ale i tak większość waszego wspólnego życia będzie ona pozbawiona tych cech. Więc czy warto stawiać na piękno zewnętrzne?
W zasadzie nie. Ale czy nie byłoby możliwe znalezienie kogoś pięknego zarówno wewnętrznie jak i zewnętrznie?
To jest nie tylko możliwe, ale i stuprocentowo pewne.
Jak to?
Powiem Ci teraz coś, z czym nawet Ty się wielokrotnie spotkałeś, ale nigdy nie zwracałeś na to uwagi. Wyobraź sobie, że poznajesz dziewczynę. Koleżankę z klasy. Z początku się tylko kolegujecie. Rozmawiacie jak zwykli znajomi ze szkoły. Powoli zaprzyjaźniacie się ze sobą. Nie musisz się w niej zaraz zakochiwać. Już na tym etapie, na etapie przyjaźni, zaczyna się coś niezwykłego. Jej uroda nigdy nie miała dla ciebie większego znaczenia. Wprawdzie postrzegałeś ją jako dziewczynę, może nawet poddawałeś jej wygląd ocenie, ale nigdy nie był on rzeczą przeważającą w twoich stosunkach do niej. Z biegiem czasu zaczyna on mieć coraz mniejsze znaczenie, aż w końcu przestaje mieć jakikolwiek. W związkach jest identycznie, tylko na nieco większą skalę. Im dłużej znasz kogoś, im bardziej ją lubisz, tym bardziej przestajesz zwracać uwagę na jej fizyczność. Efekt jest taki, że nie tylko nie przestajesz interesować się jej wyglądem, ale staje się ona dla ciebie coraz to piękniejsza. Z czasem zaczniesz ją uważać za boginię.
To ciekawe. Nigdy tego nie dostrzegłem, ale to prawda.
Najlepsze jest to, że tak działają zarówno umysły mężczyzn jak i kobiet. Skutek tego jest taki, że jeśli spotkają się ludzie o „pokrewnych duszach”, to są oni niemalże skazani na wspólny sukces.
Budujące.
Pamiętaj tylko żeby nie starać się na siłę osiągnąć ten efekt. To przyjdzie samo. Automatycznie. Nawet nie zauważysz dokładnie kiedy. Zorientujesz się dopiero wtedy, kiedy będzie „za późno”.
Rozumiem i w pełni się z tobą zgadzam.
Przejdźmy więc do następnej twojej „wady”. Stwierdziłeś, bowiem, że nie jesteś wygadany, czy tak?
Tak.
A mam przypomnieć Ci Twoje rozmowy z członkami rodziny albo przyjaciółmi?
To co innego.
A niby dlaczego? Czyżby oni nie byli ludźmi takimi jak ci, z którymi boisz się rozmawiać?
Jest pewna subtelna różnica. Nie wiem czy zauważyłeś, ale wymienione przez Ciebie osoby znam od bardzo dawna i nie mam powodów by czuć się przed nimi skrępowany.
A jaki masz powód żeby czuć skrępowanie przed ludźmi, których masz lada chwila poznać?
Taki, że ich nie znam?
Wybacz, ale twoja argumentacja jest absurdalna. Twierdzisz, że człowiek przed poznaniem i po poznaniu to zupełnie inne osoby. W Twoim przekonaniu wystarczy zaledwie kilka minut żeby osoba stojąca przed Tobą całkowicie zmieniła swój charakter. Możesz mi to wyjaśnić?
Ale to nie zupełnie tak. To wciąż jest ta sama osoba, tylko dla mnie jest ona już kimś innym. Tak na marginesie to z tymi pięcioma minutami to raczej przesadziłeś.
Chciałem lepiej ukazać Ci bezsensowność twojego toku rozumowania. Mam nadzieje, że już dojrzałeś gdzie dokładnie leży problem twojej nieśmiałości.
Powoli się domyślam, ale nie jestem pewien.
Strzelaj.
We mnie?
Brawo.
świetnie, tylko co ja mogę teraz z ty wszystkim zrobić?
Nic prostszego. Przy obcych jesteś spięty, czasem przerażony, czy tak?
Tak.
A przy znajomych wyluzowany, czy tak?
No tak.
Wystarczy więc żebyś podchodził do obcych jak do starych znajomych. Musisz okazać im tyle samo życzliwości, co przyjaciołom czy rodzinie. Pamiętaj, że oni też się boją, może nawet bardziej niż ty. Wystarczy, że potraktujesz nieznajomego tak jak przyjaciela.
łatwo powiedzieć.
Z początku będzie to dla Ciebie trudne, ale pamiętaj, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zacznij od innego odnoszenia się do ludzi, z którymi nigdy nie będzie Cię nic konkretnego łączyć, a których często widujesz. Na początek mogą to być panie ekspedientki w sklepach. Ty zawsze mówisz wychodząc „dziękuję, do widzenia” i to jeszcze tak, że ledwo Cię słychać. Następnym razem powiedz to głośniej i dodaj „ślicznie” albo” serdecznie”. „Dziękuje serdecznie. Do widzenia.” Dodatkowo się ładnie uśmiechnij do pani. I cały czas myśl przy tym, że możesz jej w ten sposób poprawić humor. Biedaczka siedzi w tym sklepie cały dzień i nikt z nią nie pogada. Pewnie jest już zmęczona. Podała Ci, co chciałeś, włożyła do torby. Poza pieniędzmi należy jej się nieco szczerej wdzięczności. Po jakimś czasie będzie się uśmiechać na sam twój widok, choć nawet nie będziecie znać swych imion. Wiem, że jeszcze jesteś młody, ale jeśli kiedyś spotkasz w takim sklepie kobietę mniej więcej w twoim wieku i będziesz tak postępował jak powiedziałem, to tylko czekać aż narodzi się miedzy wami coś wspaniałego. Ojej. Troszkę się zapędziłem.
Nigdy bym na to nie wpadł. Dobrze, spróbuję.
Zobaczysz. Za jakiś czas będziesz w stanie podejść do dziewczyny na ulicy i tak ją zauroczyć rozmową, że nie będzie w stanie Ci odmówić spotkania. Oczywiście o ile będzie wolna.
Aż nie mogę się doczekać wizyty w spożywczaku.
Teraz pora na najbardziej idiotyczny temat. Pieniądze.
Dlaczego idiotyczny?
Wyobraź sobie jakaś kobietę, z która chcesz się spotykać. Co w niej jest dla ciebie cenne?
Jej inteligencja, charakter, poczucie humoru i uroda. W tej kolejności żeby nie było, że Cię nie słucham.
Nie wymieniłeś pieniędzy.
Wiem.
Dlaczego?
Bo nie są one dla mnie istotne.
świetnie. A teraz wyobraź sobie, że ta kobieta chce się spotykać z Tobą. Co ona może w tobie cenić? To, że jesteś wrażliwy, miły, uczciwy czy to, że masz pieniądze?
Zaczynam zastanawiać się, dlaczego je wtedy wymieniłem.
żeby uświadomić sobie, że nie maja one znaczenia.
Ale fajnie byłoby czasem zabrać ją do jakiejś drogiej restauracji albo kupić jakiś piękny prezent.
Wierz mi ona będzie liczyć jedynie na twoje uczucie i zaangażowanie. Jeśli ważniejsze będę dla niej kolacje i prezenty to nie będzie Ciebie warta.
Masz całkowitą rację. Ojej. Rozmawiamy zaledwie kilka minut, a omówiliśmy już tyle gnębiących mnie spraw.
To zaledwie kropla.
Wiem, ale już i tak strasznie mi pomogłeś. Nie wiem jak Ci dziękować.
Chyba sobie. Nie zapominaj, że to Ty mnie stworzyłeś.
Mniejsza o to. Dziękuję. Jest jeszcze tyle rzeczy, o które chciałbym Cię zapytać.
Zajmiemy się nimi innym razem. Teraz na spokojnie przemyśl to, czego się do tej pory dowiedziałeś. Jest tego troszkę.
Co ty będziesz przez ten czas robił?
Zniknę. Pojawię się jak tylko moja interwencja będzie niezbędna.Czyli możliwe jest, że się już nie usłyszymy?
Myślę, że na razie za wcześnie na to. Ale kiedyś na pewno do tego dojdzie. W końcu po to tu jestem żebyś mnie nie potrzebował.
No tak, rozumiem.
Tym czasem żegnaj.
Na razie Cosiu. Do usłyszenia.

 

 

Adnotacja portalu weryfikatorium.pl:

Rozmowy dotyczące tekstu znajdują się TUTAJ

Zobacz także:

Przejdź do: