Wywiad ze Stefanem Dardą, autorem powieści "Dom na wyrębach".

2009-10-17

Po premierze twojej debiutanckiej powieści „Dom na wyrębach” stałeś się rozpoznawalnym autorem. Czy ten status zmienił twoje życie?

Myślę, że jeszcze trochę mi brakuje do statusu „rozpoznawalnego autora”, niemniej jednak cieszy mnie bardzo, gdy otrzymuję pozytywne sygnały od czytelników, dotyczące mojego debiutu.
Jeśli zaś chodzi o moje życie, to jestem akurat takim człowiekiem, że bardzo sobie cenię prywatność i to, w jaki sposób ułożyłem sobie wszystko wokół siebie. Moje życie zmieniło się tylko w tej kwestii, że teraz mam trochę mniej wolnego czasu, w którym mogę „porobić nic”. Więcej podróżuję, sporo czasu poświęcam na pisanie, ale staram się równocześnie walczyć o to, aby wszystko wokół mnie pozostało bez zmian. Myślę, że w dużym stopniu z sukcesem.

 

Porozmawiajmy o marzeniach pisarza. Gdy pisałeś „Dom na wyrębach”, marzyłeś o tym, że odniesie sukces?

Na początku marzyłem, aby tę książkę skończyć i muszę przyznać, że nie spodziewałem się aż takich emocji przy pisaniu ostatnich zdań powieści. Uznałem, że już w momencie postawienia ostatniej kropki udało mi się odnieść sukces. Później marzyłem, żeby „Dom na wyrębach” został wydany i to się  wkrótce spełniło. Oczywiście, ogromnie cieszą mnie miłe rzeczy, które mnie w związku z tym faktem spotkały, ale na pewno nie spodziewałem się, że książka będzie w ciągu roku dwa razy dodrukowywana (w tym raz pod postacią drugiego wydania). To było i wciąż pozostaje bardzo miłym zaskoczeniem.

 

Jakie są aktualne marzenia związane z pisaniem?

Chciałbym, żeby druga książka nie była gorsza od pierwszej.

 

Plany pisarskie? Czy to tajemnica?

W roku 2010 planuję wydanie dwutomowego cyklu pod wspólnym tytułem „Czarny Wygon”. Tom pierwszy – „Słoneczna Dolina”, ma pojawić się w księgarniach w styczniu.

 

Nagroda dla najlepszego horroru przyznana przez wortal Granice, nominacja do nagrody im. Janusza A. Zajdla, 5 miejsce na XVI Międzynarodowym Festiwalu Fantastyki w Nidzicy. To bardzie wiele jak na debiut. Czy w związku z tym dużo czasu spędzasz poza domem?

Tak, często wyjeżdżam, choć akurat nie ze względu na powyższe konkursy. Wortal Granice nie organizował gali związanej z przyznaniem nagród, nie byłem natomiast ani w Nidzicy, ani w Łodzi.
Jednak pod koniec ubiegłego i w pierwszej połowie bieżącego roku miałem chyba około trzydziestu spotkań z Czytelnikami – między innymi na krakowskich, katowickich i warszawskich Targach Książki, w księgarniach, bibliotekach, centrach kultury i szkołach. Przejechałem w związku z tym sporo tysięcy kilometrów, ale było warto, bo spotkania te uważam za bardzo udane.

 

Czy promocja autora, czyli pokazywanie się na galach, targach, konwentach jest twoim zdaniem ważna?

Uważam, że nawet najlepszy marketing nie wypromuje kiepskiego autora. Oczywiście, spotkania z Czytelnikami są ważne, ale chyba nie aż tak, jak solidna praca nad tekstem. Zresztą ci autorzy, których książki nie cieszą się większą popularnością, raczej rzadko są też zapraszani na spotkania z Czytelnikami.
Bardzo nie lubię negatywnie odpowiadać na zaproszenia na takie spotkania (na przykład w tym roku bardzo żałowałem, że nie mogłem wybrać się na wrocławskie „Inne Sfery”), ale mam nadzieję, że organizatorzy rozumieją też, że aby móc się spotykać z Czytelnikami, trzeba coś nowego im wciąż oferować.

 

Jak oceniasz współpracę, tak ogólnie, z własnych doświadczeń, z wydawnictwami w Polsce?

Różnie. Z tego co mi wiadomo, wydawnictwa często nie mają jednolitego sposobu postępowania z nadsyłanymi propozycjami wydawniczymi. Może w niektórych przypadkach miałem więcej, a w niektórych trochę mniej szczęścia.

 

 

Swój tekst, który stał się bestsellerem, wysyłałeś do wielu wydawców?

Myślę, że było to około dziesięciu wydawnictw.

 

Wielu młodych autorów jest niecierpliwych, szybko porzucają swoją pasję. Powiedz, ile czasu minęło od postawienia pierwszej literki w twojej książce, aż do ukazania się jej na półkach w księgarni?

Nieco ponad dwa lata.

 

Czy miewałeś w tym czasie chwile zwątpienia?

Kiedy pisałem „Dom na wyrębach”, nie czułem żadnej presji. Pisałem wtedy, gdy miałem na to ochotę, a jednocześnie wiedziałem, że na pewno tę książkę skończę, więc zwątpienie raczej mnie nie dopadało. Poszczególne fragmenty dawałem do poczytania zaufanym osobom i gdy otrzymywałem odzew w postaci pytań: „dlaczego tak mało?” albo „i co będzie dalej?”, był on dla mnie największą motywacją.
Gdy napisane było już około trzech czwartych powieści i zacząłem widzieć, że jestem w związku z tym zbyt rozluźniony, wziąłem tydzień urlopu i po prostu skończyłem „Dom na wyrębach”.

 

Teraz pytanie, które przewija się nie raz na forach i w rozmowach, a które spędza wielu początkującym autorom sen z powiek: czy z pisania można się utrzymać, czy jest to tylko dodatkowe zajęcie?

Szczerze mówiąc – nie mam zielonego pojęcia, czy warto utrzymywać się wyłącznie z pisania. Niewątpliwie daje to ogromne możliwości, ale też niesie za sobą liczne zagrożenia. Najbardziej przeraża mnie fakt, że kilka lat po zostaniu tzw. „zawodowym pisarzem” mogą się skończyć pomysły. Nie chciałbym, aby coś takiego mnie spotkało, bo nie zniósłbym myśli, że piszę na siłę i przez to – w pewien sposób – oszukuję Czytelników.
Na szczęście, takie dylematy to dla mnie odległa przyszłość. Póki co, nie zamierzam rezygnować ze stałej pracy i na pewno jeszcze przynajmniej przez kilka lat będę traktował pisarstwo jako bardzo przyjemne hobby.

 

Jak zapatrujesz się na fora literackie, które skupiają początkujących pisarzy – twoim zdaniem warto na nich przebywać?

Na niektórych nie warto, bo jest na nich dużo chamstwa, krytykanctwa i bezinteresownej złośliwości, przy jednoczesnym braku kompetencji osób dodających komentarze.
Są też takie, na których być warto, bo można się wiele nauczyć. Wszystko zależy od użytkowników i moderacji. Jak ktoś poszuka, na pewno znajdzie coś odpowiedniego i wartościowego dla siebie.

 

Ostatnie pytanie: jakie jest weryfikatorium.pl?

Sytuowałbym je w tej drugiej grupie forów, o których mówiłem powyżej. Uważam, że początkujący adepci pióra wiele się mogą tutaj nauczyć. Macie kompetentnych Weryfikatorów i czujnych Moderatorów. Nie będę się krył z tym, że jeśli ktoś prosi mnie o wskazanie miejsca, gdzie mógłby podszlifować swój warsztat, albo widzę u kogoś potencjał, tylko brakuje tej osobie tzw. „ostatecznego szlifu”, to polecam właśnie Weryfikatorium.
Zresztą, gdybym nie uważał tego Forum za wartościowe, to sam bym na nim tak często nie bywał.

 

Dziękuję za odpowiedzi i życzę samych sukcesów!

pytania zadał Jarosław Biliński

 

Przejdź do: