Kosmiczna Śmieciarka (humor / chyba s-f)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Kosmiczna Śmieciarka (humor / chyba s-f)

Postautor: Mazer » śr 19 sty 2011, 23:57

Opowiadanie podzieliłem na dwie części, ze względu na ograniczenia regulaminowe teraz wrzucam pierwszą, w przyszłym tygodniu będzie druga.

Pierwszą rzeczą, która zdziwiła Bruce’a tuż po przebudzeniu był fakt, iż ocknął się w olbrzymiej, mrocznej hali zatopiony po kolana w błotnistej brei. Kolejnym zjawiskiem absorbującym jego uwagę były podświetlone słowa, jakie zauważył wysoko ponad głową, układające się w zdanie „Odpady organiczne. Utylizacja”. I najbardziej z tego wszystkiego martwiło go to określenie na końcu – utylizacja. Oklapł bezwładnie, tonąc po szyję w dziwnym szlamie. Sytuacji, kiedy kompletnie nie wiedział co począć, nienawidził najbardziej w życiu.
Bruce był jednym z tych ludzi, którzy do śniadania zamiast herbaty piją setkę czystej, a po umyciu zębów wypalają papierosa i wszystko to dla pobudzenia percepcji oraz trzeźwiejszego spojrzenia na świat. Być może właśnie dlatego w pewien sobotni poranek, stojąc przed lustrem w swoim biurze przeczuwał, że nadchodzący dzień przyniesie coś, co odmieni jego życie na zawsze.
I miał rację.
Gdy tego samego dnia, wraz z kolegami z załogi jadł obiad na platformie obserwacyjnej nieoczekiwanie nadleciał helikopter. Było to o tyle dziwne, że nigdy wcześniej, jak długo i na jak wielu platformach wiertniczych Bruce był kierownikiem, tak nigdy nie zdarzyło się, by śmigłowiec przybył niezapowiedziany. Sprawa nabrała jeszcze dziwniejszej barwy, gdy z maszyny wyszedł krępy mężczyzna i w obstawie pięknej pani podszedł do Bruce’a. Już po wymianie pierwszych zdań okazało się, że to mężczyzna był obstawą, a kobieta właściwym organem prowadzącym negocjacje - osoba starająca się zatrudnić Bruce’a, musiała doskonale wiedzieć, że ten ma słabość do pięknej płci, a gdy piękna płeć nie tylko urodą, a również intelektem potrafi obezwładnić mężczyznę, wówczas Bruce szedł przy jej nodze jak pies na smyczy.
I gdy tak siedział zatopiony po szyję w tajemniczym bagnie, gdy czuł, jak że przez kołnierz wlewa się do skafandra coraz więcej chłodnej breji zaczął sobie zadawać kolejne pytania – Co ja tu robię? I dlaczego w ogóle cokolwiek tu robię? Na pierwsze zupełnie nie wiedział co myśleć. Natomiast odpowiedź na drugie była prosta i miała metr siedemdziesiąt cztery wzrostu, sześćdziesiąt trzy kilo wagi, duży biust, a głos o tak delikatnej barwie, że koiłby nawet najcięższych ból. Gdzie jest Ben?, Bruce zerwał się na równe nogi, nagle rozumiejąc, że zaprząta sobie głowę zupełnie nieistotnymi sprawami, a zapomina o odnalezieniu załogi. Dokładnie w tym momencie, kilka metrów przed nim, szlam zabulgotał, a parę sekund później wraz z bulkami spod powierzchni wychynął dziwny, sapiący stwór posturą przypominający człowieka – podobnego wzrostu, co Bruce, do tego dwie nogi i ręce.
- To jest zajebiste! – nieoczekiwanie stwór przemówił skrzeczącym głosem, a Bruce odetchnął z ulgą, rozpoznając jednego z kolegów, Steven’a. - Musisz spróbować, stary! Tam żyje cały świat! – Steven nie mógł opanować podniecenia i ponownie dał nura w bagno.
Bruce zrobił krok w kierunku kolegi, lecz szybko zrozumiał, że popełnił błąd - jedynym terenem, gdzie mógł znaleźć stabilne oparcie było miejsce, gdzie się ocknął, gdyż niespełna metr dalej królowała bagienna czeluść, w którą nie omieszkał runąć.
- Stary, uważaj! – Steven wyciągnął kierownika na powierzchnię.
- Gdzie my, do jasnej cholery, jesteśmy?! – Bruce otrzepał się ze szlamu i od razu przeszedł do ofensywy.
- Nie mam pojęcia.
- Gdzie jest mój hełm?
- Nie mam pojęcia.
- Gdzie reszta załogi?
- Nie mam pojęcia.
W tym momencie z odległości kilkunastu kroków doszło ich wołanie – tym razem Ben się odnalazł i, nie tracąc czasu na zbędne czekanie, podpłynął do kompanów. Gdy stanęli we trzech, po szybkiej wymianie spostrzeżeń, uznali, że miejsce, gdzie wylądowali jest naszpikowane czymś, co przypomina pale, pomiędzy którymi króluje bezdenne bagno.
- Ja pamiętam tylko wzium!, później wszystko zawirowało i obudziłem się tutaj – powiedział Steven, gdy próbowali ustalić zdarzenia, jakie ich tu przyprowadziły. Podobne wrażenia mieli Ben i Bruce, ale tylko Steven mógł pochwalić się wiedzą na temat tego, co żyje pod powierzchnią, tylko on znalazł w sobie na tyle odwagi, by zanurkować. – Mówię wam, stworzenia podobne trochę do wielorybów, ale dziwniejsze, całe rafy jakiegoś gówna, no… no… cały świat tam jest!
Początkowo Bruce i Ben nie chcieli w to uwierzyć, ale kiedy ich kolega dla dowodu wyłowił coś, co przypominało rybę, tyle że miało dwie głowy a zamiast płetw ręko podobne kończyny, musieli się poddać.
- Widzicie? Może jestem szalony, ale nie stuknięty! – zaśmiał się Steven, wyrzucając stworzenie.
- Jeszcze raz mnie dotkniesz, a zawołam kolegów! – rybo podobne coś krzyknęło do mężczyzn i dało nura w błoto.
Popatrzyli po sobie zaskoczeni. To miejsce dostarczało im szokujących doświadczeń w szaleńczym tempie, a nie dawało czasu na ich zrozumienie. Kolejnym zjawiskiem do odszyfrowania był nieoczekiwany, przeszywający nieprzyjemnym dreszczem dźwięk podobny do wycia syren. Chwilę później dźwięk ustał, ale za to całe pomieszczenie utonęło w pulsującej, czerwonej barwie. Dodatkowej dramaturgii zdarzenia nabrały, gdy poziom bagna zaczął opadać i wtedy właśnie okazało się, że reszta załogi Bruce’a pływała w szlamowej otchłani, a teraz, gdy szlamu zaczęło ubywać, wypłynęli na powierzchnię.
- Dacie radę wejść na te pale?! – krzyczał Bruce.
Niestety, wszelkie próby choćby zahaczenia o ściany słupów kończyły się fiaskiem, toteż po kilu nieudanych podejściach wszyscy uznali, że trzeba po prostu poczekać na rozwój sytuacji. Kierownik ekipy, szalony Steven, oraz spokojny Ben uważnie obserwowali jak ich koledzy oddalają się wraz z coraz niższym poziomem bagna. Nie byliby tacy opanowani, gdyby wiedzieli, że na dnie pomieszczenia znajduje się setki odpływów, których wejścia strzegą wszystko mielące śmigła. Chwilę później usłyszeli okrzyki błagające o pomoc. A później zapanowała cisza.
Stali we trzech nad krawędzią, głupio patrząc w otchłań. Żaden nie odważył się przemówić. Nagle czerwony mrok rozświetlił klosz jasności spadający z góry dokładnie na trójkę. Wtedy dopiero ujrzeli, w jak ogromnym miejscu się znaleźli – mimo oświetlenia naprawdę olbrzymiej przestrzeni nie byli w stanie dojrzeć ścian pomieszczenia, zdawać by się mogło, że wylądowali na falochronie bezgranicznego oceanu pustki.
Nagle ze słupów najbardziej oddalonych zaczął buchać ogień, a z upływem każdej chwili zapalały się coraz bliższe trójce rzędy. Steven i Ben nie zastanawiali się długo - szybko ubrali hełmy, pozasuwali wszystkie zamki i z głupim uśmiechem patrzyli na Bruce’a, nerwowo rozglądającego się za swoim kaskiem.
- Wybacz stary… kochamy cię, ale… to jest właśnie życie – uśmiechnął się z politowaniem Steven.
- Może ci się uda. Te skafandry mają wytrzymywać pięć tysięcy stopni, więc…
- Wiem, ile mają! I wytrzymają, ale moja głowa nie wytrzyma, do jasnej cholery! – Bruce kucnął przy krawędzi i wbił wzrok w otchłań. Nienawidził sytuacji nad którymi nie panował z prostej przyczyny – to rodziło w nim panikę. - Co mam robić? Nigdzie nie widzę hełmu!
- I raczej nie zobaczysz… - mruknął Steven.
- Co?
- A nie, nic. Szukaj dalej.
Gdy ogień podszedł na odległość trzech rzędów, słup na którym stali zaczął się niebezpiecznie żarzyć, a włosy Bruce’a zwinęły się w figlarne spopielone kędziorki. Steven i Ben patrzyli.
- Jesteś Bruce, wymyśl coś! – powiedzieli w końcu zgodnie i opuścili zasłony na wizjery.
Jestem Bruce!, krzyknął w myślał, wciąż spoglądając w ciemną otchłań.
- Banzai, pieprzone dupki! – zasalutował kompanom i runął.


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » czw 20 sty 2011, 11:03

Pierwszą rzeczą, która zdziwiła Bruce’a tuż po przebudzeniu był fakt, iż ocknął się w olbrzymiej, mrocznej hali zatopiony po kolana w błotnistej brei.

to to samo. Albo Błoto albo breja

Kolejnym zjawiskiem absorbującym jego uwagę były podświetlone słowa, jakie zauważył wysoko ponad głową, układające się w zdanie „Odpady organiczne.

W pierwszym kontakcie z tym zdaniem, zanim zrozumiałem o co chodzi, miałem mętlik w głowie - podświetlane słowa? A! Chodzi o napis?

Sytuacji, kiedy kompletnie nie wiedział co począć, nienawidził najbardziej w życiu.

Lepiej dać uczucia na początek zdania - to się źle czyta.

Było to o tyle dziwne, że nigdy wcześniej, jak długo i na jak wielu platformach wiertniczych Bruce był kierownikiem, tak nigdy nie zdarzyło się, by śmigłowiec przybył niezapowiedziany.

a tutaj miałem zapasy z własnym językiem. Bardzo rozepchana zdanie przez przydługie wtrącenie.

po wymianie pierwszych zdań okazało się, że to mężczyzna był obstawą, a kobieta właściwym organem prowadzącym negocjacje - osoba starająca się zatrudnić Bruce’a, musiała doskonale wiedzieć, że ten ma słabość do pięknej płci, a gdy piękna płeć nie tylko urodą, a również intelektem potrafi obezwładnić mężczyznę, wówczas Bruce szedł przy jej nodze jak pies na smyczy.

Ale lecisz z teksem - ktoś wysiada i nagle są negocjacje, a zaraz po tym to już rozmowa o zatrudnienie. Brak tu ciągu logicznego w narracji. Sytuacja jest bardzo nie jasna.

Co ja tu robię? I dlaczego w ogóle cokolwiek tu robię? Na pierwsze zupełnie nie wiedział co myśleć.

Co na pierwsze? Pytanie? Myśleć na pytanie? Jakiś kiks...

Bruce zerwał się na równe nogi, nagle rozumiejąc, że zaprząta sobie głowę zupełnie nieistotnymi sprawami, a zapomina o odnalezieniu załogi.

Na nogi? Z Breji? Z Bagna, w którym niemal tonie? Czarodziej.

a parę sekund później wraz z bulkami spod powierzchni wychynął dziwny, sapiący stwór posturą przypominający człowieka – podobnego wzrostu, co Bruce, do tego dwie nogi i ręce.

Zobacz na konstrukcję tego opisu (logicznie) - Facet stoi. Stwór płynie. Więc on ma wzrost, a stwór ma długość, prawda? Wobec czego użyta miara w ogóle nie jest trafna.

Tak czytam, czytam i... znudziłem się. Tekst mnie znudził. Interesujące było tylko, jak bohater się tam znalazł, ale gdy czytam mające udawać śmieszne, dialogi albo narratora na poziomie przedszkolaka, którego bawią głupie gagi, to po prostu ziewnąłem. Nie tak wyobrażam sobie humorzasty tekst - niech humor będzie w postaciach, niech zabawi mnie narrator czymś bystrym, ale niech też zachęci do poznania jego opowieści - u Ciebie nie ma nic, co przyciągnęłoby mnie na dłużej niż kilka akapitów. Nie podobało mi się.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » pt 21 sty 2011, 15:53

Witam :)
Co do sceny z przybyciem śmigłowca, mężczyzną, kobietą i negocjacjami, to musiałem lecieć tak szybko - długość tekstu mnie ograniczała i skracałem do minimum rzeczy, wydające się mi zbędne.

Cytat:
Co ja tu robię? I dlaczego w ogóle cokolwiek tu robię? Na pierwsze zupełnie nie wiedział co myśleć.

Co na pierwsze? Pytanie? Myśleć na pytanie? Jakiś kiks...

Wybacz, ale nie widzę tu błędu :/

Cytat:
a parę sekund później wraz z bulkami spod powierzchni wychynął dziwny, sapiący stwór posturą przypominający człowieka – podobnego wzrostu, co Bruce, do tego dwie nogi i ręce.

Zobacz na konstrukcję tego opisu (logicznie) - Facet stoi. Stwór płynie. Więc on ma wzrost, a stwór ma długość, prawda? Wobec czego użyta miara w ogóle nie jest trafna.

I tutaj też pozwolę się nie zgodzić z wytknięciem błędu. Gdyby stwór został w bagnie, wówczas można by mu nadać długość, ale on wyszedł na powierzchnię i stanął przed Bruce'm, co za tym idzie był wysoki, nie długi, na ileś tam centymetrów.

Co do reszty się zgadzam;]

Natomiast komentarz wieńczący, cóż, tu już bardziej się kłaniają gusta i guściki, a z tym się nie dyskutuje ;P

Dzięki bardzo za komentarz!
Pozdrrrrr!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 21 sty 2011, 16:39

Mazer pisze:I tutaj też pozwolę się nie zgodzić z wytknięciem błędu. Gdyby stwór został w bagnie, wówczas można by mu nadać długość, ale on wyszedł na powierzchnię i stanął przed Bruce'm, co za tym idzie był wysoki, nie długi, na ileś tam centymetrów.

Z błotnistej breji: przyjmując to za najważniejszy punkt, mam zerową widoczność ponad to, co nad powierzchnią. Wychynął potwór (czyli ledwie co łeb wyściubił głowę). Zważywszy, że nic nie widzę, i tylko głowę - ciężko określić, tak logicznie, ile to coś ma wzrostu. Gdybyś napisał: wynurzył się, to wówczas widziałbym go w tej samej pozycji, w jakiej stoi bohater, i już z miejsca mam solidne porównanie.

Z drugiej strony - mój błąd polega na tym, że przeczytałem "wypłynął" zamiast "wychynął". Nadal obstawiam, że plastyka na tym traci, kiedy porównam ją z faktyczną sceną i ową miarą.

Co ja tu robię? I dlaczego w ogóle cokolwiek tu robię? Na pierwsze zupełnie nie wiedział co myśleć. Natomiast odpowiedź na drugie była prosta [...]

Tu mi brakuje przy pierwszym "pytania" - wówczas drugie jest już naturalne, a oba odnoszą się do pytań w dosłowny sposób. O, takie coś:
Co ja tu robię? I dlaczego w ogóle cokolwiek tu robię? Na pierwsze pytanie nie wiedział zupełnie, co myśleć. Natomiast odpowiedź na drugie była prosta [...]


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
dorapa
Pisarz
Pisarz
Posty: 3397
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » pt 21 sty 2011, 19:13

Czytam z wielkim zainteresowaniem waszą dyskusję! Wielce pouczająca!

Obaj spierający się: breja, brei.

"Już po wymianie pierwszych zdań okazało się, że to mężczyzna był obstawą, a kobieta właściwym organem prowadzącym negocjacje - osoba starająca się zatrudnić Bruce’a, musiała doskonale wiedzieć, że ten ma słabość do pięknej płci, a gdy piękna płeć nie tylko urodą, a również intelektem potrafi obezwładnić mężczyznę, wówczas Bruce szedł przy jej nodze jak pies na smyczy."
Jako żeńska szowinistyczna maciora nie miałam ochoty czytać dalej!
Poza tym trochę mnie zastanowiła kolejność przym.- rzecz. Jak niedźwiedzica brunatna i i brunatna niedźwiedzica. :)


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Opar
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: czw 25 lut 2010, 19:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Opar » pt 21 sty 2011, 19:30

"Już po wymianie pierwszych zdań okazało się, że to mężczyzna był obstawą, a kobieta właściwym organem prowadzącym negocjacje - osoba starająca się zatrudnić Bruce’a, musiała doskonale wiedzieć, że ten ma słabość do pięknej płci, a gdy piękna płeć nie tylko urodą, a również intelektem potrafi obezwładnić mężczyznę, wówczas Bruce szedł przy jej nodze jak pies na smyczy."
Jako żeńska szowinistyczna maciora nie miałam ochoty czytać dalej!


Dorapo, a ty tak serio? Bo jeśli to zdanie komuś ubliża, to raczej temu Bruce'owi, czyli mężczyźnie ;)



Awatar użytkownika
dorapa
Pisarz
Pisarz
Posty: 3397
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » pt 21 sty 2011, 20:33

Każdemu miło łazić za piękną inteligjentną białką.
Tęsknię za dniem, kiedy przeczytam:
" Jej nieciekawa powierzchowność, twarz bez wyrazu i płaska klatka piersiowa nie miała dla niego żadnego znaczenia. Intelektem obezwładniła go do tego stopnia, że łaził przy jej nodze jak pies na smyczy i coraz częściej, ku swemu wielkiemu zaskoczeniu, myślał o tym, gdzie by tu znaleźć kawałek łóżka, żeby zbadać jej wnętrze bardziej organoleptycznie.":)
I proszę nie bić. Piątek wieczór jest!


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Opar
Pisarz domowy
Posty: 113
Rejestracja: czw 25 lut 2010, 19:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Opar » pt 21 sty 2011, 22:30

Hmmm, może sytuacja o której mówisz nie jest zbyt częsta, ale i takie dziwy się zdarzają ;) A przecież Bruce to nie modelowy facet w oczach feministek, bo dla niego liczy się intelekt! Nie ważne, że na drugim miejscu ;p
Poza tym, może lepiej kończmy OT, zanim zrobi się kolorowo ;)



Awatar użytkownika
RafBoch
Pisarz domowy
Posty: 114
Rejestracja: pt 14 mar 2008, 21:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kraków
Płeć: Mężczyzna

Postautor: RafBoch » pt 21 sty 2011, 22:32

Tęsknię za dniem, kiedy przeczytam:
" Jej nieciekawa powierzchowność, twarz bez wyrazu i płaska klatka piersiowa nie miała dla niego żadnego znaczenia. Intelektem obezwładniła go do tego stopnia, że łaził przy jej nodze jak pies na smyczy i coraz częściej, ku swemu wielkiemu zaskoczeniu, myślał o tym, gdzie by tu znaleźć kawałek łóżka, żeby zbadać jej wnętrze bardziej organoleptycznie.":)


Nie rozumiem, przecież fantastyki na forum jest w cholerę i trochę. :D


Co do tekstu to do mniej więcej połowy czytało się nieźle, ale potem zainteresowanie opadło na tyle, że przestałem łączyć ostatnie zdania i dałem sobie spokój. Chyba przez zbyt dużą ilość dziwnych konstrukcji zdań lub piątkowy wieczór, nie umiem rozstrzygnąć.


"Przez życie trzeba przejść z godnym przymrużeniem oka, dając tym samym świadectwo nieznanemu stwórcy, że poznaliśmy się na kapitalnym żarcie, jaki uczynił, powołując nas na ten świat." - Stanisław Jerzy Lec

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2382
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » wt 03 maja 2011, 20:29

Mazer pisze:Pierwszą rzeczą, która zdziwiła Bruce’a tuż po przebudzeniu był fakt, iż ocknął się w olbrzymiej, mrocznej hali zatopiony po kolana w błotnistej brei.
Czegoś nie ogarniam. Bo jak się "przebudził", to odruchowo widzę go leżacego, więc skąd to "po kolana"?

Mazer pisze:Już po wymianie pierwszych zdań okazało się, że to mężczyzna był obstawą, a kobieta właściwym organem prowadzącym negocjacje - osoba starająca się zatrudnić Bruce’a, musiała doskonale wiedzieć, że ten ma słabość do pięknej płci, a gdy piękna płeć nie tylko urodą, a również intelektem potrafi obezwładnić mężczyznę, wówczas Bruce szedł przy jej nodze jak pies na smyczy.
Długie, pokopane zdanie. Przelatujesz z fabułą, mieszasz czasy, powtarzasz... Brzydkie.

Mazer pisze:gdy czuł, jak że przez kołnierz wlewa się do skafandra
Rozumiem, że miało być jedno z tych dwóch? ;]

Mazer pisze:nieoczekiwany, przeszywający nieprzyjemnym dreszczem dźwięk podobny do wycia syren.
za dużo przymiotników, dookreśleń itp. - brzmi nieporadnie

Mazer pisze: Dodatkowej dramaturgii zdarzenia nabrały, gdy poziom bagna zaczął opadać i wtedy właśnie okazało się, że reszta załogi Bruce’a pływała w szlamowej otchłani, a teraz, gdy szlamu zaczęło ubywać, wypłynęli na powierzchnię.
nie ogarniam opisu. Jaka reszta załogi? Ci, z którymi gada, czy jacyś inni? I jaka w tym dramaturgia. Nie ogarniam, po prostu.

Mazer pisze: że na dnie pomieszczenia znajduje się setki odpływów
znajdują

Hmmm... Sama nie wiem. Tekst jest potwornie przebiegnięty i to chyba najbardziej zaszkodziło tutaj zaplanowanemu humorkowi. To że bohaterowie zachowują się i odzywają jak infantylni kretyni jakoś mnie nie bawi. A sama wizja - paru niedorozwojów w śmieciarce też jakaś średnio zabawna. Może gdybyś miał miejsce, żeby sprawę rozwinąć, to nieco by pomogło.

Styl pozostawia co nieco do życzenia. Zdania miewają dziwną składnię, konstrukcję, wyskakują błędy i dziwne wykorzystanie słów. Idzie przeczytać, ale bywa cokolwiek niepłynnie.

Niestety, ale mnie się nie spodobało.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości