Deja Vu (fragment powieści)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
ewelina9426
Kmiotek
Posty: 5
Rejestracja: śr 24 lut 2010, 16:59
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Deja Vu (fragment powieści)

Postautor: ewelina9426 » ndz 21 lis 2010, 14:18

Polska zima. Szarość grudniowego popołudnia okala wszystko. W powietrzu wyczuwalne jest dziwne napięcie. Szare Niebo wisi nisko nad ziemię czekając na odpowiedni moment, aby spaść, i zmiażdżyć wszystko. Drzewa czarne od wilgoci straszą nagością. Śnieg jaśnieje niczym neon pośród nocy.
Panika zawładnęła moim ciałem Biegłam, nie patrząc, dokąd prowadza mnie nogi. Ciemny las. Tylko to rozpościera się dokoła. Żadnego punktu orientacji. Szalone tępo biegu sprawia, że kończyny odmawiają mi posłuszeństwa. Serce bije gwałtownie, starając się jak najszybciej dostarczaniem tlen zbolałym mięśniom. Gwałtowny przypływ adrenaliny sprawia, że moje ciało nie poddaje się. Każda chwila przynosi kolejne porcie strachu i zwątpienia. Sekundy wydajają wlec się niemiłosiernie przedłużając mękę. Czy wymknę się śmierci?
Nie słyszałam już żadnych kroków, tylko szybkie, urywane oddechy i gwałtowne bicie mojego serca. Obejrzałam się, Ta chwila rozproszenia wystarcza. Czuje, że moje nogi uderzają w coś twardego i oślizgłego. Upadam gwałtownie na twarz. Jestem zbyt wycieńczona, aby powstać. Tragiczny los dopadł mnie. Z jękiem przekręciłam się na plecy, aby móc spojrzeć w oczy mojemu gnębicielowi. Oliwer jest coraz bliżej. Czuje zbliżająca się wraz z nim śmierć. Czuje jej zimne oślizgłe dłonie, zaciskające się na mojej wątłej szyi, zimne, kamienne wargi zbliżające się do mojego zlanego potem czoła, by złożyć na nim śmiertelny pocałunek..
Obudziłam się. Echo krzyku szemrało jeszcze cicho w zakamarkach mojej świadomości. Leże zaplątana w ciepłą i miękką pościel otoczona aksamitną, niezłamaną ciemnością.
-Pamiętam ten las.-Nagle mój pokój rozjaśnia światło zapalonego żyrandola, porażając mnie. Nic nie widzę. Moje ciało reaguje automatycznie. Kule się pod kołdrą, jak mały przerażony szczeniak.
-Już dobrze. Nic ci tu nie grozi. Jesteś bezpieczna. - Cichy kojący głos kruszy strach. Ojciec nerwowym ruchem pogłaskał mnie po głowie. Byłam zbyt przerażona żeby go uspokoić.
-Dlaczego wszyscy, których kocham znikają przeze mnie z tego świata? Mam dość. Chce do nich dołączyć. Chce umrzeć. - Plątanina myśl miotała się w mojej głowie. Setki pytań, na które nigdy niedostane odpowiedzi wychodziły teraz na łamy mojej świadomości. Złapałam się za głowę. Myśli i wspomnienia przytłaczały. Pierwsze łzy zaczęły spadać na pościel.
- Nie płacz, nic ci tu nie grozi. Nie pozwolę, aby ktoś jeszcze cie skrzywdził. Uspokój się.- Pełen bólu głos ojca przypomniał mi dlaczego jeszcze żyje. Tylko ja mu pozostałam. Mama odeszła lata temu. Wspomnienie tragicznego wieczoru niczym benzyna dolana do ognia podsyca ból i tęsknotę.
Jesienne ponure popołudnie. Lepka mżawka niczym cienkie połacie tiulu okala szyby samochodu. Światła przejeżdżających samochodów migają melancholijnie. Mój Mózg, ociężały od nadmiaru wrażeń domaga się snu. Utulam głowę na oparciu dziecięcego fotelika. Zasypiam. Gdy tylko oddaje się w obiacie morfeusza, czuje gwałtowne szarpnięcie, huk i rozdzierający bębenki metaliczny zgrzyt. Gwałtowny ból rozdziera nerwy w setkach miejsc jednocześnie. Otwieram oczy. Nagle cały mój świat przekręca się do góry nogami. Moim oczom ukazuje się zmasakrowane, niewładne ciało mojej rodzicielki. Setki fragmentów szkła, i metalowy drobin przebiły cienką aksamitna skórę, do której kiedyś z taką lubością się przytulałam. Z niezliczonych ran na jej ciele sączy się szkarłatna krew. Moja dziecięca głowa nie mogła tego pojąć. To nie możliwie. Mama nie może umrzeć. Po prostu nie może. Łzy zaczęły płynąć strużkami po zakrwawionych policzkach. Krew mieszała się z łzami. Zaczęłam krzyczeć.
– Mamo! Wstawaj! Mamo, nie możesz umrzeć!- Zaczęłam się szarpać, próbując dosięgnąć bezwładnego ciała, ale pasy skutecznie przytrzymywały mnie w miejscu. Usłyszałam cichy jęk bólu.



Awatar użytkownika
Ollars
Dusza pisarza
Posty: 434
Rejestracja: pn 03 lip 2006, 12:23
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Desoto
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ollars » pt 11 lut 2011, 00:08

Można? Dziękuję. Tak w zasadzie, nie wiem czy wypada, czy można, czy w ogóle jest to normalne, no ale obstawiam że jednak tak :) Mowię oczywiscie o weryfikacji (zlekka pseudo) starych bądź co bądź tekstów.

No więc (brr...) patrzę - ni ma odpowiedzi (myślę sobie-moze Bóg tak chciał albo cóś tam inszego, co włada w przestworzach; niech będzie. ollars obejrzy, ollars cierpliwy, ollars dobry, ollars posłuszny...). Reasumując; jest chyba rzeczą normalną, że raz zaczętą rozmowę, wypada wreszcie skończyć. A ollars dobry jest, posłuszny, nie wadzi nikomu xD No...

1. "Garść informacji ogólnych"

Mówisz tutaj, że jest to fragment powieści, czyli czyli czegoś większego, dłuższego - ot, powiedzmy umownie. Jednak w zasadzie nie wiem, o czym można by tu dalej pisać.

Zgoda, teoretycznie zawsze można; z grubsza o niczym, co nie zmienia faktu, że zawsze pozostaje taka słodka możliwość. zresztą na weryfikatorium chwali się takie dewiacje :)

Z drugiej strony, znając życie, tutaj pewnie większość kompanów się ze mną nie zgodzi; no cóż, takie jest moje zdanie.

Tekst z typu ponurych; sądzę również, że trochę na siłę ten cały klimat tworzyłaś. Zgoda, coś tam załapałem i tak zupełnie sucho jego nie odebrałem, były momenty, kiedy akcja stawała się żywsza, tekst "ogólnie bogatszy w słowa"; ale zabrakło tego czegoś. sam jeszcze nie wiem, czym to 'coś' jest, ale na pewno pachnie truskawkami i ma miodowe oczy. A, niechlujne tak w ogóle to jest.

2. Inty, orty, literówki etc.

Postanowiłem Cię wyręczyć, moja droga. Za pozwoleniem...

wisi nisko nad ziemię


Na szczęście nie spotkałem jeszcze takie słońca. brr..

czekając na odpowiedni moment, aby spaść, i zmiażdżyć wszystko


To chyba w tym samym momencie 'spada i niszczy wszystko'; nie rozumiem, po co ten przecinek.

Panika zawładnęła moim ciałem (?) Biegłam, nie patrząc,dokąd prowadza mnie nogi.


Kolejny przecinek do wywalenia; tam kropkę wypadałoby wrzucić, wiesz?

starając się jak najszybciej dostarczaniem tlen zbolałym mięśniom.


Chodziło ci o to, że serce zajmowało się dostarczaniem tlenu zbolałym mięśniom, tak? Ahaa

...niewładne ciało mojej rodzicielki...


Bezwładne, hę?

Moja dziecięca głowa nie mogła tego pojąć.


Coś tutaj jest nie w porządku...

przynosi kolejne porcie strachu i zwątpienia. (...) wydajają


Nawet ślepy by zauważył. Wiesz, tak nie wiem czy jest sens dalej to ciągnąć; wystarczy ze dwa razy jeszcze przeczytać, błędy poprawisz, a weryfikatorom czy po prostu normalnym użytkowikom (ekhm...) pozwolisz zaoszczędzić czas, którego i tak mają niewiele. Którego i tak mamy niewiele.

Chciałbym móc napisać coś jeszcze, dodać coś głębszego, no i przede wszystkim wyrwać z tego gruntu gramatyczno-interpunkcyjnego, ale wybacz, czas goni a impreza u Sereny nie będzie się ciągnąć w nieskończoność.

Pozostaje mi więc Tobie życzyć powodzenia, szczęściana tej krętej drodze, usłanej g***; napisania czegoś lepszego, bo wybacz, ale ten zwitek papieru, który tutaj umieściłaś, goblin zmiętoliłby, następnie przeżuł, wypluł, no i dał coś od siebie słuchaczom w stylu "k..., ale to niesmaczne; czy może k... daj czas wolny weryfikatorom...".

Tak na koniec... unikaj tego typu nieszczęsnych sformułowań. To wszystko może jest w pewnym sensie poprawne, ale ujęte tak jakoś niewłaściwie, można to było w każdym bądź razie zrobić inaczej, lepiej. Tak między nami, benzyna się nie pali.

Mój Mózg, ociężały od nadmiaru wrażeń domaga się snu. (..) Szalone tępo biegu sprawia, że kończyny odmawiają mi posłuszeństwa. (..) Wspomnienie tragicznego wieczoru niczym benzyna dolana do ognia podsyca ból i tęsknotę.


Pozdrawiam!


wyje za mną ciemny, wielki czas

Awatar użytkownika
ewelina9426
Kmiotek
Posty: 5
Rejestracja: śr 24 lut 2010, 16:59
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: ewelina9426 » pn 14 lut 2011, 17:04

Nie słońce tylko niebo. Nie byłeś nigdy w lesie zimą? Wydaje się wtedy że czubki najwyższych drzew dotykają szarego nieba. Gdyby benzyna nie spalała się twoje auto nie ruszyło by z miejsca. Przeczytaj wszystko jeszcze raz dokładnie ponieważ chyba czegoś nie doczytałeś. "Mama odeszła lata temu. Wspomnienie tragicznego wieczoru niczym benzyna dolana do ognia podsyca ból i tęsknotę." Znajdź zacytowany fragment i przeczytaj tekst od tego właśnie urywka tekstu. Zrób to ze zrozumieniem.



Awatar użytkownika
Góral
Pisarz osiedlowy
Posty: 330
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 01:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Góral » pn 14 lut 2011, 17:35

ewelina9426 pisze:Mama odeszła lata temu. Wspomnienie tragicznego wieczoru niczym benzyna dolana do ognia podsyca ból i tęsknotę.

Radzę nie próbować dolewać benzyny do ognia. To może skończyć się dość nietypowo.



Awatar użytkownika
Ollars
Dusza pisarza
Posty: 434
Rejestracja: pn 03 lip 2006, 12:23
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Desoto
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ollars » pn 14 lut 2011, 18:36

ahh, niebo, które wisi... rozumiem i nie rozumiem. niechaj jednak będzie; dewiacje w tym dziale mile widziane, jak już wspominałem ; )

w lesie zimą był Ollars nie raz, nie dwa, ale trzeciego to już nie pamięta; swoją drogą znalazłby się także raz osiemdziesiąty (ci powiem) a nigdy jeszcze takiego uczucia nie doznał (-em). kobiety inaczej może postrzegają świat... i tu leży ten problem ; )

a z tą nieszczęsną benzyną, to przyznam się bez bicia, że nie pamiętam gdzie usłyszałem tę wiadomość; ale tak podobno jest xD... czekaj, chyba to było w pogromcach mitów... Mniejsza już, chodziło mi po prostu o podkreślenie tego, że użyłaś nieszczęsnego porównania, do których niestety ja też mam słabość, dlatego mówie ci jak jest. rozumiem, w całym fragmencie pojawiają się jak mary samochody i w ogóle, ale no coż, zniesmaczyłaś mnie tym, jak to często ja sam siebie...eee...jesteś piękna jak tulipan, wiesz? kusząca i niedostępna jak pokrzywa.... coś w tym rodzaju. można to wyrazić słowami lepszymi, oddającymi w sposób może nie wyrazistszy (...) ale przyjemniejszy dla ucha.

poza tym, dolewając benzynę do ognia, w najlepszym przypadku trafiłabyś do szpitala z oparzeniami trzeciego stopnia. dlatego 'nie podpala się' aerozoli... explose ibasta...


wyje za mną ciemny, wielki czas

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » wt 15 lut 2011, 11:25

Polska zima. Szarość grudniowego popołudnia okala wszystko. [1]W powietrzu wyczuwalne jest dziwne napięcie. [2]Szare Niebo wisi nisko nad ziemię czekając na odpowiedni moment, aby spaść, i zmiażdżyć wszystko. Drzewa czarne od wilgoci straszą nagością. [3]Śnieg jaśnieje niczym neon pośród nocy.

Pomijając słaba plastykę zdania, gdyż jest to wyliczanka slajdów, zamiast próba spłodzenia zimowej scenerii, trzy rzeczy warto wypunktować:
[1] - Piszesz w pierwszej osobie, a to zdanie ma czytelnikowi przekazać pewne odczucia. Ponieważ opis jest plastyczny, narracja jest z oczu bohatera, lepiej zapisać z jego osoby: W powietrzu wyczuwam dziwne napięcie - taki zabieg zwróci moją uwagę na odczucia tej osoby i mimowolnie skupię się na obrazie, który chcesz wykreować.
[2] - Bardzo długa przenośnia mówiąca o ciężkim niebie. Raz, że już pisałaś o szarym, a dwa - nad ziemią i niebo.
[3] - Pokręciłaś zdanie, gdyż jaśniejący śnieg oznacza nie mniej nie więcej niż taki, który staje się coraz jaśniejszy. Po zmianie kilku drobiazgów wyjdzie: Śnieg, niczym neon o zmierzchu, kontrastuje na tle całości.

Panika zawładnęła moim ciałem Biegłam, nie patrząc, dokąd prowadza mnie nogi. Ciemny las. Tylko to rozpościera się dokoła.

tylko on (las) rozpościera się przede mną
Gdyż nie może rozpościerać się dokoła.

Panika zawładnęła moim ciałem Biegłam, nie patrząc, dokąd prowadza mnie nogi. Ciemny las. Tylko to rozpościera się dokoła. Żadnego punktu orientacji. Szalone tępo biegu sprawia, że kończyny odmawiają mi posłuszeństwa.

Skoro nogi ją prowadzą, to istotnie, odmawiają posłuszeństwa. Zresztą - mam wrażenie, że te zdanie jest nazbyt sztuczne, rozepchane emocjami bez podkładu.

Mój Mózg, ociężały od nadmiaru wrażeń domaga się snu. Utulam głowę na oparciu dziecięcego fotelika. Zasypiam. Gdy tylko oddaje się w obiacie morfeusza, czuje gwałtowne szarpnięcie, huk i rozdzierający bębenki metaliczny zgrzyt. Gwałtowny ból rozdziera nerwy w setkach miejsc jednocześnie. Otwieram oczy. Nagle cały mój świat przekręca się do góry nogami. Moim oczom ukazuje się zmasakrowane, niewładne ciało mojej rodzicielki.

Zaimki... tutaj może starasz skupić uwagę na tej osobie, ale przez ich użycie widać pewną sztuczność, gdyż np. ostatnie zdanie lepiej brzmiałoby Widzę zmasakrowane, bezwładne ciało rodzicielki...

Coś ci kołata w głowie i chce wyjść - odniosłem wrażenie, że emocje stworzone ze scen sprawiły, że tylko sceny zapisałaś. Gdybym to miał opisać, byłoby tak: siadasz obok mnie i w milczeniu wyciągasz fotografie. Każda jest martwa, a jednak coś się tam dzieje. Tyle tylko, że sceny tutaj opisane to ruch, to fragment idący pewnym tempem, którym ty dyrygujesz, ale zamiast płynności, skupiasz się na tych ujęciach. Dlatego rzucasz, zamiast opisu przyrody - jej cechę (np. Zima. I kropka) potem jedziesz dalej, dorzucając kolejne elementy okiem obiektywy aparatu, nie kamery. Taki styl nie jest zły, ale wymaga wprawy, aby po haśle przewodnim pojawił się caluśki obraz, od a do z. Rzecz druga, błędy w tekście - literówki i brak końcówek wcale nie przychyla się do lepszego odbioru tekstu, a raczej odejmuje przyjemności. Na koniec zaimki - widzisz bohaterkę (albo siebie) i od razu zaczynasz od niej - a to, bez względu na styl, jest po prostu nudnym powtórzeniem.

Tekst... jak wspomniałem, coś tam widać. Próbuje się wydostać i częściowo pokazujesz silne emocje, zwłaszcza w scenie z ojcem, ale brakuje Ci wprawy w układaniu tych zdjęć w płynny obraz. Mnie się nie podobało, za wyjątkiem tej jednej sceny.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2385
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » sob 05 mar 2011, 23:35

Szarość grudniowego popołudnia okala wszystko. W powietrzu wyczuwalne jest dziwne napięcie. Szare Niebo wisi nisko nad ziemię czekając na odpowiedni moment, aby spaść, i zmiażdżyć wszystko. Drzewa czarne od wilgoci straszą nagością. Śnieg jaśnieje niczym neon pośród nocy.
No to jest szaro, czy czarno od drzew i biało od śniegu. I ostatecznie to jest popołudnie czy noc?

Serce bije gwałtownie, starając się jak najszybciej dostarczaniem tlen zbolałym mięśniom.
Sprawdziło się tekst przed wysłaniem? ;]

Szalone tępo biegu sprawia, że kończyny odmawiają mi posłuszeństwa. Serce bije gwałtownie, starając się jak najszybciej dostarczaniem tlen zbolałym mięśniom. Gwałtowny przypływ adrenaliny sprawia,
Wiadomo

Czy wymknę się śmierci?
Mi - jako czytelnikowi - to wisi. Opis ucieczki, paniki jest tak beznamiętny i informacyjny, że nie sposób się zaangażować. Wprowadziłaś najpierw statyczny, mało plastyczny obraz - tło. A na tym tle próbowałaś udawać, że coś się dzieje. Dla mnie ot ktoś biegnie jak wariat. Poinformowałaś mnie, że to ze strachu. Ale słowo PANIKA wszystkiego tutaj nie załatwi, jeśli chodzi o emocje.

Nie słyszałam już żadnych kroków, tylko szybkie, urywane oddechy i gwałtowne bicie mojego serca. Obejrzałam się, Ta chwila rozproszenia wystarcza. Czuje, że moje nogi uderzają w coś twardego i oślizgłego. Upadam gwałtownie na twarz. Jestem zbyt wycieńczona, aby powstać. Tragiczny los dopadł mnie. Z jękiem przekręciłam się na plecy, aby móc spojrzeć w oczy mojemu gnębicielowi.
Na co tutaj to kombinowanie z czasem. Zdania takie same jak wcześniej i jak później, nie niosą z sobą żadnego dodatkowego akcentu, tylko wybijają z rytmu tym teraźniejszym.

-Pamiętam ten las.-Nagle mój pokój rozjaśnia światło zapalonego żyrandola, porażając mnie. Nic nie widzę. Moje ciało reaguje automatycznie. Kule się pod kołdrą, jak mały przerażony szczeniak.
spacji się nieco nałykałaś ;]
Pogrubienie - światło może razić. Porazić to może prąd, ale chyba nie o to Ci chodziło.

Setki pytań, na które nigdy niedostane odpowiedzi wychodziły teraz na łamy mojej świadomości.
koślawiec straszny.
Łamy świadomości?
i te "nigdy niedostane odpowiedzi" - poprawne, ale brzydko brzmią

Wspomnienie tragicznego wieczoru niczym benzyna dolana do ognia podsyca ból i tęsknotę.
benzyna dolana do ognia podsyca tęsknotę? ;] no bo, że to może boleć, to wiem...

Z niezliczonych ran na jej ciele sączy się szkarłatna krew.
Szkarłatna? No co ty nie powiesz? Myślałam, że zielona... Czyli: unikaj zbędnych, zbyt oczywistych przymiotników.

To nie możliwie
niemożliwe

Łzy zaczęły płynąć strużkami po zakrwawionych policzkach. Krew mieszała się z łzami. Zaczęłam krzyczeć.
– Mamo! Wstawaj! Mamo, nie możesz umrzeć!- Zaczęłam się szarpać,
Cała masa brzydkich powtórzeń.

Styl jest na razie słaby, ale jakoś tam rokuje. Podobało mi się to, że starasz się przekazać emocje za pomocą większej liczby środków niż tylko sztywne ich nazywanie. Starałaś się. Były momenty lepsze, były słabsze (a nawet bardzo słabe - początek). Od strony technicznej, to na przyszłość staranniej skorektuj tekst. Jest sporo literówek i drobnych błędów, które nie są wynikiem braków warsztatowych, tylko braku korekty.
Fabularnie ni mnie to ziębi ni grzeje. Nic ciekawego nie pokazałaś, a forma też nie taka, żeby się zdołała zaangażować.


Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości