"Fałszerze kamieni" (fantastyka)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

"Fałszerze kamieni" (fantastyka)

Postautor: Milt » ndz 07 lis 2010, 17:11

Oto prolog opowiadania (możliwe, że nawet powieści, zobaczy się z czasem), które zaczęłam pisać całkiem niedawno (jakiś tydzień temu). Mile widziana konstruktywna krytyka. Enjoy!


PROLOG
W Kalvagarze mawiają, że jeśli wiatr wieje od wschodu, niesie ze sobą dobre wieści. Jeśli jednak wieje od zachodu, trzeba spodziewać się najgorszego...
Tego wieczoru wiatr wiał z zachodu. Savija, przechadzając się nieopodal rozłożystego dębu- jedynego drzewa na łące za miastem, z niepokojem wpatrywała się w pomarańczową kulę słońca powoli chowającą się za linią horyzontu. Wiatr mając sobie za nic złe przeczucia dziewczyny, bawił się w najlepsze jej gęstymi lokami w kolorze ognia. Odetchnęła głęboko. Jakie złe wieści wiatr przyniesie tym razem? Ostatnio dowiedziała się, że na granicy pojmano jej kuzynów, którzy próbowali dokonać zamachu na zmierzającą do Ruvberu karawanę kupiecką. Jeszcze wcześniej Nalia- jej najlepsza przyjaciółka urodziła martwe dziecko. Przed czternastu laty ciotka powiedziała Saviji, że jej matkę zabrali Biali Jeźdźcy. Słudzy Śmierci.
Trzy razy wiart wiał z zachodu. Teraz też przybywał ze strony, po której słońce znikało za horyzontem i świat opanowywała ciemność.
Miała złe przeczucia. Bardzo złe. Gdzie się podziewa Damin?! Rozejrzała się dookoła. Pusto. A przecież się umawiali: na łące za miastem o zachodzie słońca. Usiadła zrezygnowana na wilgotnej trawie. Zdenerwowana zaczęła skubać pojedyncze źdźbła. "Głupie zabobony! Głupi wiatr! Głupi Damin..."- z każdą kolejną myślą źdźbełek trawy w jej dłoniach przybywało coraz więcej.
Gdyby nie skupiła się na ponurych rozmyślaniach, usłyszałaby kroki skradającej się za jej plecami osoby. Nic dziwnego, że przeżyła szok, kiedy wielkie cielsko ni stąd ni zowąd przygniotło ją do ziemi. Wrzasnęła. Chwilę potem bez opamiętania zaczęła grzmocić pięściami swojego oprawcę.
- Savija, uspokój się! To ja!
Zanim ustąpiła, zepchnęła z siebie delikwenta i odsunęła się jak najdalej.
- Damin!- wykrzyknęła na widok przyjaciela.- Ile razy mam ci powtarzać, że masz nie podchodzić do mnie w ten sposób?!- Walnęła go pięścią w ramię.
- Najwyraźniej za mało, bo nie wziąłem sobie tego do serca- zażartował.
Uderzyła go jeszcze raz w to samo miejsce. Chłopak zaklął pod nosem. Nie zdziwi się, jeśli jutro pojawi się w tym miejscu siniak.
- Błagam cię, nie żartuj sobie. Nie dzisiaj!
- Dlaczego?- Ciemne brwi zbiegły się nad nasadą nosa.
- Bo dzisiaj wiatr wieje z zachodu... Stanie się coś złego.
Przewrócił oczami. Savija i jej przesądy...
- Nie stanie się nic złego. Wręcz przeciwnie. Wiatr z zachodu przynosi dziś dobre wieści. Będziemy bogaci- wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
Obrzuciła przyjaciela sceptycznym spojrzeniem. Znając Damina znów wymyślił coś, co i tak nie wypali.
- Co wymyśliłeś tym razem?- Splotła ręce na piersiach.
- To- chłopak sięgnął do kieszeni spodni. Wydobył stamtąd małą sakiewkę.
Savija wyrwała mu ją z rąk. Rozwiązała sznureczki i zajrzała do środka. Sakiewka była po brzegi wypełniona niebieskimi kamieniami. Chwilę potem z niedowierzaniem popatrzała na przyjaciela.
- Skąd... skąd je wziąłeś?
- Powiedzmy, że sam zrobiłem...- jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.
- Jak?
- To niech pozostanie moją słodką tajemnicą.
- Umawialiśmy się, że nie będziemy mieć przed sobą tajemnic- zauważyła, robiąc nadąsaną minę.
Westchnął głęboko. Nie będzie zadowolona, kiedy wspomni o księdze, która przeznaczona była jedynie dla magów, co prawda początkujących, ale jednak magów.
- Znalazłem sposób w tej książce, którą kupiłem dwa tygodnie temu.
- Ach... w tej książce, która nie powinna wpaść ci w ręce, i przez którą nie kupiłeś mi prezentu urodzinowego. Czy mam przez to rozumieć, że te kamienie- potrząsnęła małym woreczkiem- to podróbki tych, którymi płacimy?
- Dokładnie- skinął głową.- Ale jakie udane- poruszył brwiami.
Savija wyciągnęła z woreczka mały niebieski kamyczek. Przez chwilę obracała go między palcami.
- Wyglądają tak samo jak prawdziwe- stwierdziła.
- I w dotyku też niczym się nie różnią.
Kamień dołączył do pozostałych. Savija zawiązała porządnie woreczek i oddała go przyjacielowi.
- Wiesz, że będziesz miał poważne problemy, jeśli ktoś odkryje, że płacisz fałszywymi kamieniami?
- A kto powiedział, że mam zamiar nimi płacić?
- W takim razie co zamierzasz z nimi zrobić?
- Na razie nic, dopóki nie dostanę czerwonego i zielonego barwnika. Potzebuję tych kamieni dużo więcej, jeżeli naprawdę chcę wprowadzić w życie mój plan.
- Jaki plan?
Ani trochę się jej to nie podobało.
- Plan zakładający wymianę kamieni fałszywych na prawdziwe.
- To się nie uda- potrząsnęła głową.
- Uda się. Muszę jedynie postarać się o posadę strażnika skarbca. Albo przewodnika kupieckich ekspedycji. To nie będzie trudne- wzruszył ramionami.- Mam znajomości i...
- I za dużo optymizmu- wpadła mu w zdanie.- Wiesz, że stracisz głowę, jeśli ktoś cię zdemaskuje albo odkryje, że podmieniasz kamienie na nieprawdziwe?
- Nikt się nie zorientuje. Co prawda, te podróbki topią się w ogniu, ale kto normalny wrzuca kamienie do ognia?- Prychnął, bo myśl wydała mu się zupełnie absurdalna.
- Ci do których trafiają. Muszą mieć pewność, że klient, z którym prowadzą interesy, jest uczciwy.
- Przypomnę ci, że ja nie będę klientem.
- Za to będziesz odpowiedzialny za pilnowanie przedmiotu wymiany.
- Będę jednym z odpowiedzialnych- poprawił.- Wszystko odbije się na dowódcy.
- Damin, zrozum, że to nie przejdzie! Ten plan jest za bardzo ryzykowny. Jeden maleńki błąd może cię kosztować życie!
Zacisnął zęby. Savija zawsze musiała zgasić jego plany w zarodku.
- To może powiesz mi, że grzebanie ludziom po kieszeniach nie jest ryzykowne?
- Jest, ale mam w tym wieloletnie doświadczenie. Dotąd mnie nie złapali.
- Prędzej czy później znajdzie się taki, który przejrzy twoje sztuczki.
Przez siedem lat jestem kieszonkowcem. Znam ludzi z naszego miasteczka na tyle dobrze, że wiem, jak należy do nich podchodzić. Przez siedem lat nikt mnie nie przyłapał na kradzieży, dlaczego miałoby się to zmienić? Wolę korzystać ze swoich sprawdzonych metod niż pchać się w działania, które nie przyniosą mi nic dobrego. Przyznaj, miałeś setki planów i zawsze przy ich realizacji byłeś o krok od pojmania albo śmierci.
- Przyznaję- uniósł ręce w geście poddania.- Ale zauważ, że zawsze wychodziłem cało.
Przyjaciele pogrążyli się w milczeniu. Wiatr hulał w rozłożystej koronie dębu i mierzwił zieloną trawę, w której świerszcze rozpoczęły swój wieczorny koncert.
Damin niepewnie ujął rękę dziewczyny. Przez chwilę gładził kciukiem grzbiet jej drobnej dłoni.
- Czyli...- przełknął ślinę- mam rozumieć, że mi nie pomożesz.
Spojrzenia zielonych oczu Saviji i szarych oczu Damina spotkały się.
- Przykro mi, ale nie tym razem.
Puścił jej rękę i wstał.
- Myślałem, że masz we mnie więcej wiary.
- To nie tak!- Zerwała się na nogi.- Ja... po prostu nie chcę, żeby jeden twój błąd odbił się na mnie.
- Jak zwykle myślisz tylko o sobie!- Wycedził.
- A ty nie?- Odparowała.
Zgromił ją spojrzeniem.
- Wiesz o kim zawsze myślę obmyślając kolejne plany?
Nie odpowiedziała. Niezrażony jej milczeniem kontynuował:
- O tobie! Bo cię kocham i chcę dla ciebie jak najlepiej. Codziennie wysilam się, żeby odnaleźć sposób na zdobycie tylu kamieni, żeby starczyło nam i naszym dzieciom, o ile będziemy je mieć, na resztę życia. Ale ty, oczywiście, masz to za nic! Bo to ryzykowne... bo popełnię błąd, który odbije się na tobie...
- Bo tak właśnie będzie! Wreszcie ktoś zorientuje się w twoich przekrętach. I to ja ucierpię na tym w pierwszej kolejności. Nie pamiętasz, jak było z twoimi rodzicami?
Pamiętał doskonale. Ojciec był typowym naciągaczem. Obiecywał nabywcom przeróżne towary i umawiał się z nimi na termin dostawy, biorąc wcześniej odpowiednią zaliczkę. Oczywiście, nigdy nie stawił się w umówionym miejscu, zostawiając klientów z niczym. Sam natomiast cieszył się z zarobionych kamieni, dzięki którym mógł nie tylko wykarmić rodzinę, ale również spełnić każdą ich zachciankę. Jeszcze tego samego dnia wraz z żoną i czteroletnim synem uciekał z Kalvagaru do Ruvberu albo z Ruvberu do Kalvagaru, w zależności od tego, w którym z krajów naciągał ludzi. W ten sposób Damin zwiedził wszystkie przygraniczne miasteczka w obu państwach.
Po czterech latach trafili na bardzo konsekwentnego i mściwego kontrahenta- lorda Lerbella. Ścigał jego ojca przez dwa lata. W końcu postanowił uderzyć w najczulszy punkt oszusta, biorąc za zakładników jego żonę i syna. Daminowi udało się uciec. Jego matce już nie. Zginęła w męczarniach w lochu pałacu Lerbella, który za wszelką cenę starał się dowiedzieć, gdzie jest jej mąż. Nie ugięła się, ratując ukochanego... Szkoda, że ukochany okazał się skończoną szują i uciekł w głąb kraju, zostawiając żonę i syna na pastwę lorda.
- Nie jestem taki jak mój ojciec- potrząsnął głową.
- Teraz tak mówisz. Ale kiedy przyjdzie ci wybierać między moim życiem, a swoim, wybierzesz swoje!
Nie potrafił jej zaprzeczyć.
- Nie chcę się w nic angażować- oświadczyła nagle Savija.- Nie zaprzeczę, że nie było nam razem dobrze, ale... myślę, że najlepiej będzie, jeśli każde z nas pójdzie w swoją stronę.
- Ale...
- Ciiii- położyła mu palec na ustach.- Chciałam ci to powiedzieć już dawniej, kiedy lordowie z Ruvberu zaczęli cię szukać listem gończym...
Było to niecałe dwa miesiące temu. Razem z jednym ze swoich przyjaciół napadli na powóz najbogatszego lorda w Ruvberze. Złożyło się, że lord wiózł do Kalvagaru szkatułę z biżuterią dla kochanki. Ku radości Damina miał przy sobie spory zasób gotówki. Wystarczyła jedna, szybka akcja aby rozbroić, przynajmniej na jakiś czas, gwardzistów lorda Canbena, okraść go i uciec z miejsca zbrodni. Niestety, jedynie Daminowi udało się zbiec. Żołnierze schwytali jego przyjaciela, który dla ratowania własnej skóry wydał Damina. Szukano go około miesiąca. Po jakimś czasie sprawa nagle ucichła.
- Na szczęście już mnie nie szukają- uśmiechnął się.
- Bo zwróciłam im kamienie za biżuterię, którą ukradłeś.
- Co zrobiłaś?!
- Lord Canben w trakcie pobytu w naszym mieście zauważył, że noszę kolczyki, które miał ofiarować swojej kochance... Nie obyło się bez przesłuchania- jej twarz wykrzywił grymas niezadowolenia.- Obiecałam, że zwrócę im kamienie, jeśli pozwolą mi zachować biżuterię, a ciebie zostawią w spokoju.
- Ile cię to kosztowało?
- Dwadzieścia rodenów i siedem azulmirów.
Rozdziawił usta.
- Skąd je wzięłaś?- Wykrztusił.
- Z moich oszczędności. Trochę dorzuciła ciotka.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?!
Wzruszyła ramionami.
- Wiedz, że to był ostatni raz, kiedy nadstawiałam dla ciebie karku. Nie zamierzam więcej.
- Nigdy cię o to nie prosiłem.
- Zatem wolałbyś spędzić resztę życia w lochu w pałacu Canbena albo skończyć na szubienicy? Trzeba było tak od razu! Wynajęłabym pokój nad oberżą w centrum miasta- dodała ciszej.
- Ach, więc tu cię boli! Chodzi o pokój w centrum miasta!- Klasnął w dłonie.- Rzucasz mnie, bo musisz dalej mieszkać u ciotki w burdelu! A tyle razy mówiłem ci, żebyś przeniosła się do mnie- dodał po chwili.
- I mieszkała w małym pokoiku z trzema facetami...
- Dwoma- sprostował.- Miejsce Tuvila zajęła Vinea.
- Mniejsza o to- machnęła lekceważąco rękami.
Zapadła cisza. Damin i Savija dłuższy czas mierzyli się spojrzeniami. Chłopaka dręczyło jedno pytanie. Dużo czasu upłynęło, zanim się zebrał i je zadał:
- Nigdy nie traktowałaś naszego związku poważnie?
- Nie- odparła, patrząc mu w oczy.- Dobrze się razem bawiliśmy i tyle...- wzruszyła ramionami.- Nigdy nie liczyłam na zobowiązania i nie chciałam od ciebie więcej, niż byłeś w stanie mi dać.
- Czy to dlatego, że tak często się narażam?
- Nie. Tu naprawdę nie chodzi o ciebie. Ja po prostu...
- Jest ktoś inny?- Wpadł jej w zdanie.
- Nie! Po prostu uważam, że ludzie żyjący tak jak my, nie powinni się angażować uczuciowo. Związek, a w szczególności osoba, na której nam zależy to wrażliwy punkt, który najbardziej boli, kiedy się go uderzy. Dlatego najlepiej będzie, jeśli się rozejdziemy...
- Ale nadal będziemy się spotykać?
- Lepiej nie.
- Rozumiem- spuścił głowę.
Savija ujęła w dłonie twarz Damina i pocałowała go.
- Żegnaj Daminie- szepnęła, kiedy się wreszcie odsunęli.
Obróciła się na pięcie i ile sił w nogach pognała w stronę miasteczka. Wiatr z zachodu znowu przyniósł jej złe wieści. Damin miał zamiar się narazić dla zdobycia środków do życia. Na domiar złego się w niej zakochał, a ona najzywczajniej w świecie złamała mu serce. Łzy same zaczęły spływać po jej policzkach.



Awatar użytkownika
lilifleur
Pisarz domowy
Posty: 136
Rejestracja: pt 05 mar 2010, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: lilifleur » śr 10 lis 2010, 01:11

Milt pisze:W Kalvagarze mawiają, że jeśli wiatr wieje od wschodu, niesie ze sobą dobre wieści. Jeśli jednak wieje od zachodu, trzeba spodziewać się najgorszego...

Ładny początek, aczkolwiek mnie od razu przychodzi do głowy: "ok, ale przecież wiatr może się zmienić nawet w ciągu jednego dnia, i co wtedy?" :P
Milt pisze:Savija, przechadzając się nieopodal rozłożystego dębu- jedynego drzewa na łące za miastem, z niepokojem wpatrywała się w pomarańczową kulę słońca powoli chowającą się za linią horyzontu.

Trochę za dużo się jak na jedno zdanie. I nie podoba mi się ta łąka za miastem... Hop, koniec miasta i łąka?
Milt pisze:Wiatr mając sobie za nic złe przeczucia dziewczyny, bawił się w najlepsze jej gęstymi lokami w kolorze ognia.

Ten motyw jest dość ograny. (Ale to nie zarzut, jeśli Ci to nie przeszkadza. ;))
Milt pisze:Trzy razy wiart wiał z zachodu.

Hm! A to możliwe w ogóle?
Milt pisze:Gdyby nie skupiła się na ponurych rozmyślaniach, usłyszałaby kroki skradającej się za jej plecami osoby

Chyba można by to było ładniej ująć. Usłyszałaby kogoś skradającego się za jej plecami?
Milt pisze:Uderzyła go jeszcze raz w to samo miejsce. Chłopak zaklął pod nosem. Nie zdziwi się, jeśli jutro pojawi się w tym miejscu siniak.

Powtórzenie. Może: tam.
Czy mam przez to rozumieć, że te kamienie- potrząsnęła małym woreczkiem- to podróbki tych, którymi płacimy?

A to jest informacja dla czytelnika, która w dialogu wypada sztucznie.
Milt pisze:- Nikt się nie zorientuje. Co prawda, te podróbki topią się w ogniu, ale kto normalny wrzuca kamienie do ognia?- Prychnął, bo myśl wydała mu się zupełnie absurdalna.

Już z samego dialogu wynika, że myśl wydaje się absurdalna, więc to nie jest potrzebne.
Przez siedem lat jestem kieszonkowcem

Od siedmiu lat. I chyba brak myślnika.
Milt pisze:Przez siedem lat nikt mnie nie przyłapał na kradzieży, dlaczego miałoby się to zmienić?

Nosił wilk razy kilka... :P
Milt pisze:O tobie! Bo cię kocham i chcę dla ciebie jak najlepiej. Codziennie wysilam się, żeby odnaleźć sposób na zdobycie tylu kamieni, żeby starczyło nam i naszym dzieciom, o ile będziemy je mieć, na resztę życia.

Przyjaciele? I to są przepraszam bardzo przyjaciele! No nie do wiary, słusznie widać wątpię w męsko-damską przyjaźń - zawsze przynajmniej jedna strona dąży do barabara! (Choć zazwyczaj jest tak, że druga strona o tym nie wie.)
Milt pisze:I to ja ucierpię na tym w pierwszej kolejności.

Bo nie będzie jej miał kto dostarczać środków do życia? ;)
Milt pisze:Sam natomiast cieszył się z zarobionych kamieni

Zarobionych?
Milt pisze:Jego matce już nie. Zginęła w męczarniach w lochu pałacu Lerbella, który za wszelką cenę starał się dowiedzieć, gdzie jest jej mąż. Nie ugięła się, ratując ukochanego... Szkoda, że ukochany okazał się skończoną szują i uciekł w głąb kraju, zostawiając żonę i syna na pastwę lorda.

Bez już.
Powtórzenie dwa razy "w", rzuca się w oczy.
Czy pałace mają lochy? Karcer, więzienie, wartownia może będzie lepiej brzmieć?
Wiadomo, że lord umęczył biedną matkę, ale to starał się dowiedzieć brzmi tak mało dynamicznie, i nie jest do końca połączone z pierwszą częścią zdania. Coś w stylu starał się z niej wydobyć mogłoby też pasować.
Szkoda że (bez przecinka jak mi się zdaje, podobnie jak tylko że, mimo że) brzmi trochę zbyt kolokwialnie moim zdaniem.
A syn, zdaje się, uciekł?
Milt pisze:Złożyło się, że lord wiózł do Kalvagaru szkatułę z biżuterią dla kochanki. Ku radości Damina miał przy sobie spory zasób gotówki.

Jak jedno wiąże się z drugim?
Milt pisze:Wystarczyła jedna, szybka akcja aby rozbroić, przynajmniej na jakiś czas, gwardzistów lorda Canbena, okraść go i uciec z miejsca zbrodni.

Hm, a jak ma wyglądać napad jak nie jedna szybka akcja? No i nie miejsca zbrodni, skoro nikogo nie zabili.
Milt pisze:Niestety, jedynie Daminowi udało się zbiec. Żołnierze schwytali jego przyjaciela, który dla ratowania własnej skóry wydał Damina. Szukano go około miesiąca.

No a co z bohaterką?
A "go" odniosłam odruchowo do przyjaciela, nie do Damina.
Milt pisze:Obiecałam, że zwrócę im kamienie, jeśli pozwolą mi zachować biżuterię, a ciebie zostawią w spokoju.

No to lord okazał się NAPRAWDĘ wyrozumiały.
Milt pisze:mieszkać u ciotki w burdelu! A tyle razy mówiłem ci, żebyś przeniosła się do mnie- dodał po chwili.
- I mieszkała w małym pokoiku z trzema facetami...
- Dwoma- sprostował.- Miejsce Tuvila zajęła Vinea.
- Mniejsza o to- machnęła lekceważąco rękami.

Ekhm... Ja wiem, mieć trzech facetów za współlokatorów to nie jest szczyt marzeń, ale kurde, w porównaniu z burdelem... O_O

Podobał mi się ten fragment, dialog jest ciekawie skonstruowany, a błędy nie jakieś rażące. Trochę patetyzmem powiało w paru momentach, ale nie przeszkadzało mi to jakoś szczególnie. ;) Łąki za miastem nie udało mi się wyobrazić, ale i tak potrafiłam sobie przedstawić parkę siedzącą gdzieś pod drzewem (na wzgórzu najlepiej, skoro tak intensywnie ich wiatr owiewał). Ale teraz tak: narracja najpierw skupia się na bohaterce, a potem przeskakuje na bohatera, by znowu wrócić do bohaterki. Takie zabiegi spotyka się głównie w kiepskich romansach i mnie się to niezbyt podoba - aczkolwiek to już Twój wybór.
Co do konstrukcji postaci, to wypadają całkiem zadowalająco. Udało Ci się bowiem wzbudzić we mnie dużo emocji w stosunku do swojej bohaterki. Emocje były negatywne. :P Co za flądra okropna, egoistka zakichana! Nie wiem, czy o taki rezultat Ci chodziło, ale generalnie ciekawie wyszła ta postać, po rudych lokach spodziewałam się sztampy, a tu proszę! :D Bohater wyszedł trochę na pantoflarza, ale też dość wiarygodnie.
Uważałabym na "tłumaczenie" czytelnikowi zdarzeń z przeszłości. Można by to chyba zrobić w bardziej umiejętny sposób, jakoś powiązać z myślami czy uczuciami bohatera. Albo pokombinować tak, żeby historia wyszła w dialogu.
Moim zdaniem generalnie nie jest źle! :)


A tristeza tem sempre uma esperança
De um dia não ser mais triste não

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » czw 11 lis 2010, 11:46

Zacznę od tego, że bardzo dziękuję za ocenę :wink:. Cieszię się, że trafiłam na to forum, bo o coś takiego mi chodziło: żeby ktoś przeczytał moje "wypociny" od deski do deski i wytknął mi błędy, których sama nie zauważam nawet przy kilkukrotnym czytaniu :P
Błędy poprawię; porady wezmę sobie do serca. Jeszcze raz- dzięki :wink:



Awatar użytkownika
ewik33
Pisarz osiedlowy
Posty: 245
Rejestracja: wt 02 lut 2010, 10:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Re: "Fałszerze kamieni" (fantastyka)

Postautor: ewik33 » sob 19 lut 2011, 13:09

Savija, przechadzając się nieopodal rozłożystego dębu- jedynego drzewa na łące za miastem, z niepokojem wpatrywała się w pomarańczową kulę słońca powoli chowającą się za linią horyzontu. Wiatr mając sobie za nic złe przeczucia dziewczyny, bawił się w najlepsze jej gęstymi lokami w kolorze ognia. Odetchnęła głęboko. Jakie złe wieści wiatr przyniesie tym razem? Ostatnio dowiedziała się, że na granicy pojmano jej kuzynów, którzy próbowali dokonać zamachu na zmierzającą do Ruvberu karawanę kupiecką.


Gdzie się podziewa Damin?! Rozejrzała się dookoła. Pusto. A przecież się umawiali: na łące za miastem o zachodzie słońca.


Siękoza, której sporo jest w całym tekście.

"Głupie zabobony! Głupi wiatr! Głupi Damin..."- z każdą kolejną myślą [1]źdźbełek trawy w jej dłoniach [2]przybywało coraz więcej.


[1] – Źdźbełek? Czy ja wiem... Osobiście napisałabym źdźbeł.
[2] – Starczy napisać przybywało. Skoro przybywało, to wiadomo, że więcej, a nie mniej. Poza tym zmieniłabym szyk:

"Głupie zabobony! Głupi wiatr! Głupi Damin..."- z każdą kolejną myślą przybywało źdźbeł trawy w jej dłoniach.

- Błagam cię, nie żartuj sobie. Nie dzisiaj!


Drugi zaimek skasowałabym.

- To niech pozostanie moją słodką tajemnicą.


Zmieniłabym szyk:

- Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą.

- Znalazłem sposób w tej książce, którą kupiłem dwa tygodnie temu.
- Ach... w tej książce, która nie powinna wpaść ci w ręce, i przez którą nie kupiłeś mi prezentu urodzinowego. Czy mam przez to rozumieć, że te kamienie- potrząsnęła małym woreczkiem- to podróbki tych, którymi płacimy?


Zaimkoza oraz powtórzenia.

- Wyglądają tak samo jak prawdziwe- stwierdziła.


Pogrubiony fragment można wyrzucić.

Potzebuję tych kamieni dużo więcej, jeżeli naprawdę chcę wprowadzić w życie mój plan.


Literówka: potrzebuję.

- Przypomnę ci, że ja nie będę klientem.
- Za to będziesz odpowiedzialny za pilnowanie przedmiotu wymiany.
- Będę jednym z odpowiedzialnych- poprawił.- Wszystko odbije się na dowódcy.


Związek, a w szczególności osoba, na której nam zależy to wrażliwy punkt, który najbardziej boli, kiedy się go uderzy. Dlatego najlepiej będzie, jeśli się rozejdziemy...
- Ale nadal będziemy się spotykać?


Powtórzenia.

Przez siedem lat jestem kieszonkowcem.


Od siedmiu lat jestem kieszonkowcem.
Albo:
Przez siedem lat byłem kieszonkowcem.

Na domiar złego [1]się w niej zakochał, a ona [2]najzywczajniej w świecie złamała mu serce.


[1] – Szyk: zakochał się w niej.
[2] – Literówka: najzwyczajniej.

Postacie ciekawie zarysowane, dialogi wartkie. Początek zachęca do dalszej lektury i ogólnie tekst dobrze się czyta. Podoba mi się również spięcie całości klamrą (wiatr z zachodu). ALE... odbiór zakłócają podstawowe grzechy: siękoza, zaimkoza i powtórzenia. Ze spraw kosmetycznych: w zapisie dialogów występuje niekonsekwencja w stosowaniu dużych/małych liter w opisie:

- Jak zwykle myślisz tylko o sobie!- Wycedził.
- A ty nie?-Odparowała.


- I za dużo optymizmu- wpadła mu w zdanie.


Polecam link: http://piorem-feniksa.blog.onet.pl/2,ID ... index.html

Ogólnie nie jest źle!


„Pewne kawałki nieba przykuwają naszą uwagę na zawsze” - Ramon Jose Sender

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » sob 19 lut 2011, 19:51

Źdźbełek? Czy ja wiem... Osobiście napisałabym źdźbeł.


Napisałam źdźbełek, bo "źdźbła" były wcześniej użyte. Próbowałam znaleźć synonim, ale nic z tego :(


ALE... odbiór zakłócają podstawowe grzechy: siękoza, zaimkoza i powtórzenia.


Obiecuję zaciekle z tym walczyć ;)
Dzięki bardzo za ocenę :)



Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » sob 19 lut 2011, 23:55

Co do błędów zgadzam się z powyższymi komentarzami. Natomiast jak się czytało? Chyba dobrze, skoro zaznajomiłem się z całością :)
Dwie rzeczy mi się podobały: narracja, choć w pewnych fragmentach lekko kulała, to jednak zdołała mnie przyciągnąć; postać Saviji - z początku myślałem, że będzie to kolejna zakochana bohaterka, która dla miłości skoczy w ogień, okazała się jednak chłodno kalkulującą złodziejką, unikającą kłopotów, gdy tylko te choćby delikatnie dadzą o sobie znać (zostawia Damina, gdy widzi, w co ten się pakuje, a przypuszcza, jakie mogą być tego konsekwencje).
Właśnie postać bohaterki najbardziej mi przypadła do gustu.
Co do fabuły, właściwie nie wiadomo nic, co dalej będzie, czyli może być wszystko ;)

Ogólnie - fajny kawałek Ci wyszedł.
Pzodrrrrr!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
dorapa
Debiutant
Debiutant
Posty: 3396
Rejestracja: czw 13 sty 2011, 13:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kozia Górka
Płeć: Kobieta

Postautor: dorapa » ndz 20 lut 2011, 19:26

Milt pisze:Teraz też przybywał ze strony, po której słońce znikało za horyzontem i świat opanowywała ciemność.

Coś mi się nie zgrywało, to przeczytałam kilka razy. I już wiem. Słońce zachodzi nomen omen na zachodzie i wtedy ta część nieba jest jasna, mrok nadchodzi więc ze wschodu. Myślę, że nie chciałaś napisać, że mrok nadchodzi z zachodu, ale ja tak zrozumiałam. (Ale się czepiam!)

Bohaterka - na razie straszna! Ale ją lubię. Jaki z niej bije rycerski honor - uratowała kolegę po fachu i ani słowem nie wspomniała, mimo że jej sakiewka wyraźnie schudła . Bardziej mi przypadła do gustu ta uczciwa złodziejka, niż cwany oszust.
Czytało się miło, bez przestojów na pojęcie o co loto.
Proszę o więcej.
Pozdrawiam.


"Natchnienie jest dla amatorów, ten kto na nie bezczynnie czeka, nigdy nic nie stworzy" Chuck Close, fotograf

Awatar użytkownika
Milt
Pisarz domowy
Posty: 115
Rejestracja: ndz 07 lis 2010, 12:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Milt » ndz 20 lut 2011, 19:51

dorapa pisze:
Milt pisze:Teraz też przybywał ze strony, po której słońce znikało za horyzontem i świat opanowywała ciemność.

Coś mi się nie zgrywało, to przeczytałam kilka razy. I już wiem. Słońce zachodzi nomen omen na zachodzie i wtedy ta część nieba jest jasna, mrok nadchodzi więc ze wschodu. Myślę, że nie chciałaś napisać, że mrok nadchodzi z zachodu, ale ja tak zrozumiałam. (Ale się czepiam!)


Chodziło mi o to, że jak słońce zachodzi, to robi się ciemno- po prostu.

Miło mi, ze główna bohaterka wypadła wiarygodnie i zyskała sympatię :)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości