Droga do El Paso [Western]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Ekaton
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: ndz 16 maja 2010, 21:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Droga do El Paso [Western]

Postautor: Ekaton » czw 21 paź 2010, 19:59

Droga do El Paso – Rozdział I

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Wiatr muskał sławne „biegacze stepowe” i przynosił krztuszące powietrze pełne piasku. Piaszczystą drogą jechał tajemniczy mężczyzna. Twarz jego skryta była pod czarną jak noc bandaną i ciemnym, dużym kapeluszem. Odziany był w długi płaszcz tegoż koloru, kamizelkę, jasną koszulę i starte dżinsy. Rewolwer u paska i porządny Winchester na plecach zdradzały, że nie jest on bynajmniej nieostrożnym podróżnikiem. Przystanął na chwilę, rozejrzał się wokół i pogalopował daleko przed siebie.

[center]***[/center]

Słońce zupełnie zniknęło już za horyzontem. Samotny jeździec, przezornie pogalopował czym prędzej przed siebie by znaleźć jakieś miejsce, w którym mógłby bezpiecznie przeczekać noc. Szakale, pumy, kojoty, jadowite węże – to wszystko czeka na nieostrożnego podróżnika na tych nieprzyjaznych ziemiach.

Wkrótce jeździec spostrzegł na horyzoncie miasteczko. Dziwił tylko brak jakichkolwiek zapalonych lamp. Zapalił pochodnię. Gdy zbliżył się do zabudowań, jego oczom ukazał się przygnębiający widok. Miasto zostało opuszczone przez swoich mieszkańców. Kilka dziur po kulach na ścianie budynku szeryfa wskazywały, że bynajmniej nie wynieśli się z własnej woli. W miarę jak podążał w głąb zabudowań, widok był coraz bardziej ponury. Ściany odrapane przez dzikie zwierzęta, smętnie wiszące, uszkodzone szyldy, wybite witryny, kilka kości. Jeździec zbliżył się do saloonu. W znajdującej się obok stajence uwiązał swojego konia i szczelnie zamknął, by nie weszły tam żadne zwierzęta. Dobył rewolweru, porządnego Schofielda. Wszedł do saloonu.

Wnętrze było opuszczone. Stoły i krzesła, leżały w nieładzie na podłodze. Ladę, podobnie jak wiele innych przedmiotów pokryła gruba warstwa kurzu. Jeździec ruszył do przodu. W rogu sali ujrzał kilka ogryzionych kości, i zaschniętą krew. Trudno było odgadnąć czy były ludzkie czy zwierzęce. Powoli i czujnie udał się po skrzypiących schodach na piętro.
Pomieszczenia na górze również były opuszczone. Nieznajomy postanowił jednak wejść wyżej, na ostatnie z pięter. Uważał je za prawdopodobnie najbezpieczniejsze w budynku, w którym dzikie zwierzęta raczej go nie dopadną. Wszedł do pierwszego pokoju.

Pomieszczenie było opuszczone. Niegdyś było pewnie drogim pokojem, lecz skrzętnie pozbawiono je wszelkich, droższych sprzętów. Jeździec odsapnął. Przezornie wziął krzesło i podstawił pod drzwi. Wypił łyk whisky z podróżnej manierki. Rozejrzał się jeszcze raz po pokoju. Nie zostało w nim wiele oprócz dużej, starej szafy, stołu, kilku krzeseł i łóżka o zabrudzonej i zakurzonej pościeli. Wydawało się jednak bezpiecznym miejscem na spędzenie nocy. Jeździec odpiął pas z karabinem i oparł o ścianę. Samemu, z rewolwerem w ręku położył się spać…

[center]***[/center]

Panie, pobłogosław nas i te dary, które otrzymaliśmy z Twojej dobroci, przez Chrystusa, naszego Pana. Amen.

Niewielka izba. Cała rodzina zebrała się wokół stołu i odmówiła zwyczajową modlitwę. Dość proste potrawy, typowe dla farmerów nie świadczyły bynajmniej o przepychu mieszkańców tego domu. Rodzina zabrała się do jedzenia. Nagle usłyszeli czyjś głos i rżenie konia. Mieli gościa.

Cała rodzina nasłuchiwała w skupieniu. Ojciec spojrzał na wiszącego na ścianie Winchestera. Nie zdążył jednak po niego sięgnąć. Drzwi otworzyły się. Sposób ich otwarcia, mógł wiele powiedzieć o tajemniczym gościu. Nie trzasnęły z hukiem o ścianę, otwarte z gracją świadczyły o manierach przybysza. Rodzina zamarła ze strachu. W drzwiach pojawił się rosły, wysoki mężczyzna. Marsowa twarz, ukryta pod szerokim kapeluszem naznaczona była dużą blizną biegnącą przez cały, prawy policzek, sięgając niemal nosa. Ubrany w ciemną, skórzaną kamizelkę, jasną koszulą, spodniami z pasem pełnym nabojów, dwoma coltami i nożem nie wyglądał bynajmniej przyjaźnie. Podszedł w kierunku rodziny.

- Witaj przyjacielu. Czy pozwoliłbyś mi, dołączyć się i zjeść z tobą obiad? Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałem tę przyjemność. – nieznajomy uśmiechnął się

Ojciec skinął ręką, dobitnie pokazując rodzinie, że ma odejść. Matka zabrała dwie córki i syna na dwór. Nieznajomy usiadł przy stole. Przez dłuższą chwilę w milczeniu, jedli razem, patrząc się na siebie uważnie. Stara twarz ojca usiłowała ukryć niepewność i strach, lecz wiek bardzo brutalnie odcisnął swe piętno na dawnym, sławnym rewolwerowcu. Nieznajomy podniósł do ręki kubek z obrzydliwym winem, jakiego pełno na tych ziemiach.

- Kto cię przysłał?
- Nasz wspólny znajomy. Sądzę, że dobrze wiesz kogo mam na myśli.
-Przekaż mu, że zawsze byłem z nim szczery. Przekaż mu, że powiedziałem mu wszystko co wiem. Chcę żyć w pokoju John! Chcę żyć na tej farmie, u boku mojej rodziny i zestarzeć się w spokoju.
- Zasmucasz mnie. Chcemy tylko twojej współpracy. Pan O’Connor chce tylko byś nie kręcił za jego plecami.
- John, zerwałem z dawnym życiem. Dziś jestem zupełnie innym człowiekiem. Nie kręcę nic za jego plecami. Nic nie wiem, przysięgam!
- Chodzą słuchy, że miałeś gościa. Pan O’Connor o tym wie. Dlatego tu jestem –uśmiechnął się, przybierając okrutny grymas – Charlie Shelton, brzmi znajomo? A może chcesz powiedzieć, że pan O’Connor jest w błędzie?
- Nie jest – ojciec spuścił wzrok
- Znasz O’Connora, nic ci nie zrobi, chciałby tylko wiedzieć co mieliście sobie do powiedzenia po tylu latach i gdzie się teraz ukrywa. Charlie ma duży dług, nierozsądnie jest przyjmować go na siebie.
- Czemu sądzisz, że wiem gdzie on jest i że w ogóle się ukrywa?
- Szukam go już od dwóch miesięcy i jedyny trop prowadzi do ciebie. Nie sądzę oczywiście by był tak głupi by ukrywać się na tej farmie, ale jesteś jedyną osobą u której go widziano.

Na twarzy starego ojca pojawił się grymas przerażenia, którego nie mógł ukryć. Wiedzieli, że spotkał się z Charliem. Nie powinien tego robić, nawet za obiecaną część łupów.

- Ile dostajesz za moją głowę?
- Bądź spokojny, jeśli będziesz z nami szczery, nie uczynimy twoich dzieci sierotami a żony wdową. Płacą mi tylko za wydobycie informacji.

Ojciec westchnął. Wiedział, że musi zdradzić przyjaciela by ratować swoją głowę.

- Używa teraz przezwiska Texas Jack. Ukrywa się na południu, nieopodal El Paso. Jeśli tam zawitasz, znajdziesz go.

- No widzisz przyjacielu, czy to było takie trudne? – nieznajomy przełknął kolejny kęs mięsa

Ojciec wstał. Podszedł do dużej, masywnej komody. Nieznajomy położył rękę na Colcie. Ojciec wyciągnął worek monet.

- Oto 500 dolarów. Wszystko co mi zostało.

Nieznajomy zajrzał do worka.

- Pełno srebrnych monet a nawet dwie złote pięćdziesiątki. Ładna sumka. Mogę wiedzieć, czemu zawdzięczam tak hojny prezent?

Ojciec podszedł do dużego worka z ziarnem.

- Widzisz, moje życie odmieniło się. Mam teraz farmę, rodzinę. Może nie przynosi mi to kroci, ale czuję się szczęśliwy. – podniósł trochę ziarna do góry po czym wsypał z powrotem do worka – Praca na farmie nie jest zła, może mniej ekscytująca niż napady na banki i pociągi, ale bezpieczna

Ojciec włożył rękę głębiej do worka. Nagle nieznajomy oddał dwa strzały. Jeden sięgnął ręki, drugi pleców. Ojciec osunął się na ziemię. Oddychał coraz ciężej. Nieznajomy zbliżył się.

- I znowu ta nieszczerość. Chcieliśmy kryjówki, twoja głupota sprawiła, że musiałeś zginąć.
Nieznajomy sięgnął do worka z ziarnem. W środku znalazł starego Colta. Nabity. Przystawił lufę do skroni ojca.

- Żegnaj przyjacielu, wierz mi, że nie chciałem twojej śmierci, ale cóż, sam jesteś sobie winien. – Padł strzał, który rozłupał czaszkę. Ojciec nie żył.

Po chwili padł drugi strzał. Trafił tuż nad głową nieznajomego, który szybko się obrócił, strzelając. Kula chybiła, celował za wysoko, jego celem był bowiem nie dorosły a dziecko.

- Ojciec musi być z ciebie dumny co? – Nieznajomy strzelił i kula trafiła syna prosto w głowę – Wybacz, ale jeśli chcesz się ze mną mierzyć musisz się jeszcze wiele nauczyć.

Nieznajomy włożył pistolet za pas, po czym zabrał ze stołu woreczek pełen monet. Wyszedł na zewnątrz. Ujrzał omdlałą matkę, którą usiłowały ocucić córki. Bez słowa wsiadł na konia, po czym pogalopował w dal, nie oglądając się za siebie.



Awatar użytkownika
Pokryty Krytyk
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: czw 21 paź 2010, 23:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Pokryty Krytyk » pt 22 paź 2010, 00:11

Moje pierwsze wrażenie, gdy tylko zobaczyłem tytuł: nareszcie ktoś pisze western! Kowboje, szeryfowie, bandyci, Indianie, napady na banki, pojedynki o południu czy szarady między bohaterami, z których każdy chce ukraść drugiemu złoto: to jest to, co tygrysy lubią najbardziej!

To rodziło we mnie również znaczne obawy. Czy autorowi uda się odwzorować dziki zachód, który ja, koneser gatunku muszę po prostu widzieć? Czy da mi szansę poczuć proch rewolwerów i pył pustyni? Po lekturze tego tekstu (prologu do dalszych działań jak sądzę) muszę powiedzieć, że autorowi udało się to znakomicie. Opuszczone miasteczko, dialog ze staruchem, cynizm "tego złego": mam spore nadzieje na przyszłość. Trzecia scena przypomina mi właśnie to, co jest najlepsze w twórczości Sergio Leone, a które trudno dobrze ująć w słowa. Tekst ma po prostu "to coś", czego brakuje wielu klasycznym amerykańskim i wszystkim nowoczesnym westernom.

Może jako fan westernów jestem stronniczy, ale nie widzę słabych elementów tekstu. Pewnie mądrzejsi ode mnie zaraz wytkną błędy interpunkcyjne czy składniowe, ale to nie jest dla mnie istotne, jako że tekst czytało mi się dobrze. Takie doczepialstwo również (jako, że też piszę) niezbyt mi się podoba. Najważniejsze, że autor umie budować klimat i mam nadzieję, czeka nas wielki powrót gatunku w formie opowiadań.


Aha, jeszcze jedno. Czy jesteś Emilem "Ekatonem" Peteckim, publicystą Salonu czy kimś innym używającym tego nicku?



Awatar użytkownika
Ekaton
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: ndz 16 maja 2010, 21:41
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ekaton » pt 22 paź 2010, 00:43

Dzięki za pochwalną recenzję, mam nadzieję, że uda mi się stworzyć Dziki Zachód tak realistyczny jak tylko się da ;-)

Aha, jeszcze jedno. Czy jesteś Emilem "Ekatonem" Peteckim, publicystą Salonu czy kimś innym używającym tego nicku?


Do usług ;-)



Awatar użytkownika
Pokryty Krytyk
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: czw 21 paź 2010, 23:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Pokryty Krytyk » pt 22 paź 2010, 02:11

Ekaton pisze:
Aha, jeszcze jedno. Czy jesteś Emilem "Ekatonem" Peteckim, publicystą Salonu czy kimś innym używającym tego nicku?


Do usług ;-)


To zaszczyt pana poznać. Okiem Libertariańskiego Dysydenta to jeden z najlepszych blogów na Salonie ;-) Jakby co, mój nick tam to Dobry Kapitalista.



Awatar użytkownika
lilifleur
Pisarz domowy
Posty: 136
Rejestracja: pt 05 mar 2010, 22:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: lilifleur » pn 22 lis 2010, 16:53

Ekaton pisze:Słońce powoli chyliło się ku zachodowi.

To jest kalka językowa, na dodatek potwornie wyświechtana. Radziłabym uważać.
Ekaton pisze:Wiatr muskał sławne „biegacze stepowe”

Jeśli sławne, to powinnam wiedzieć o co chodzi, a ni cholery nie wiem.
Ekaton pisze:Piaszczystą drogą jechał tajemniczy mężczyzna.

Tajemniczy dla kogo? Dla narratora? Dla czytelnika każdy bohater jest na początku tajemniczy, bo nieznany. Znacznie lepiej jest POKAZYWAĆ tajemniczość niż o niej mówić.
Ekaton pisze:Twarz jego skryta była pod czarną jak noc bandaną i ciemnym, dużym kapeluszem. Odziany był w długi płaszcz tegoż koloru, kamizelkę, jasną koszulę i starte dżinsy.

Po co ta inwersja? Czarna jak noc to kolejna kalka. No a potem mamy inwentaryzację odzieży naszego bohatera. Pokaż go w ruchu, dawkuj opis kawałkami, bo ten tutaj jest dość nudy! To znaczy, takie opisy przechodzą czasem, ale to wyższa szkoła jazdy jak mi się zdaje.
Ekaton pisze:Szakale, pumy, kojoty, jadowite węże – to wszystko czeka na nieostrożnego podróżnika na tych nieprzyjaznych ziemiach.

Słyszę głos Krystyny Czubówny kiedy czytam coś takiego. ;)
Ekaton pisze: Dziwił tylko brak jakichkolwiek zapalonych lamp. Zapalił pochodnię.

1) Dlaczego niby dziwił? Zapadłe miasteczka na dzikim zachodzie nie dorobiły się chyba nigdy latarni gazowych.
2)Powtórzenie
3) Skąd nagle ta pochodnia? To nie jakieś małe cacko, żeby je wyjąć nagle z kieszeni.
Ekaton pisze:Kilka dziur po kulach na ścianie budynku szeryfa wskazywały, że bynajmniej nie wynieśli się z własnej woli.

Wskazywało.
No i jak wskazywało, kilka dziur? Kilka dziur i od razu całe miasteczko rzuca się do ucieczki?
Ekaton pisze:Miasto zostało opuszczone
Ekaton pisze:Wnętrze było opuszczone.
Ekaton pisze:Pomieszczenie było opuszczone.

Ech...
Bardzo nudny ten fragment w ogólności, zastanawiam się, po co to w ogóle opisywać? I żeby jakieś napięcie w tym było, niepewność, groza. Ale nie ma. Dowiadujemy się tylko, trzy razy, że wszystko było opuszczone.
Ekaton pisze:Niegdyś było pewnie drogim pokojem, lecz skrzętnie pozbawiono je wszelkich, droższych sprzętów. Jeździec odsapnął.

Jeźdźcem był wtedy, gdy jechał na koniu. Teraz już nim nie jest.
Ekaton pisze:Drzwi otworzyły się. Sposób ich otwarcia, mógł wiele powiedzieć o tajemniczym gościu.

Świetnie. Znowu łopatologicznie tłumaczysz czytelnikowi co się stało, zamiast to pokazać. Wyobrażam sobie aspiranta piszącego w ten sposób raport z interwencji, ale opowiadanie?
Ekaton pisze:Przez dłuższą chwilę w milczeniu, jedli razem, patrząc się na siebie uważnie.

Bez przecinka.
No i spróbuj przez dłuższą chwilę jeść obiad i patrzeć na kogoś uważnie. Widok może być raczej komiczny...
Ekaton pisze:Stara twarz ojca usiłowała ukryć niepewność i strach

Twarz usiłowała? To twarz ma własną wolę? ;)
Ekaton pisze:Ojciec westchnął. Wiedział, że musi zdradzić przyjaciela by ratować swoją głowę.

Nazywanie bohatera ojcem ma sens, jeśli prowadzimy narrację z punktu widzenia jego dziecka. Narrator wszystkowiedzący WIE jak nazywa się mężczyzna, więc używa nazwiska. Ale tu jest o tyle ciekawa sytuacja, że nagle okazuje się, że piszesz z punktu widzenia samego bohatera, więc wszystko robi się już bez sensu.

Nie wypisałam wszystkich błędów, w drugiej części opowiadania jest ich tyle samo co w pierwszej. Widać, że nie opanowałeś podstaw warsztatu - mówię tu zarówno o warstwie językowej, jak i o stylu. Język kuleje, widać wiele niezręczności. Dużo powtórzeń, męcząca monotonia zdań. Nie malujesz obrazów w wyobraźni czytelnika, tylko opisujesz po kolei fabułę. Ze stylem też masz problem - nie możesz zdecydować się jak poprowadzić narratora, nie wiesz jak uplastycznić opisy. Zaczynasz od nudnej sceny, która nic nie wnosi. Nie zrozum mnie źle, opis wędrowca przybyłego do opustoszałego miasteczka nie jest złym pomysłem, ale musi mieć jakiś cel. Chociażby taki, aby przedstawić nam bohatera, jego reakcje, jego emocje, jego przeszłość, plany. Chociażby taki, żeby przedstawić historię tego miasteczka, gwałtowne sceny, jakie się w nim wydarzyły, które bohater dedukuje z pozostawionych śladów. Cokolwiek! Musi być jakiś haczyk, na który złapiesz czytelnika, bo taki suchy opis odrzuca. Proza to nie film - w filmie masz obrazy, mimikę, muzykę, która wpływa na odbiór takiej sceny, w opowiadaniu musisz to przedstawić słowami. Tutaj Ci niestety nie wyszło.
Nie chcę Cię jakoś potwornie zniechęcać, ale uważam, że dużo pracy przed Tobą. Tu na forum wielokrotnie odsyłano do różnych stron i książek, które pomagają uzmysłowić sobie podstawowe błędy, poszukaj tego, bo warto!


A tristeza tem sempre uma esperança
De um dia não ser mais triste não

Awatar użytkownika
tumi1
Debiutant
Debiutant
Posty: 345
Rejestracja: śr 17 gru 2008, 17:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: tumi1 » wt 23 lis 2010, 18:58

Gościu, nie jest tak źle :] Duży plus, że wreszcie ktoś się zabrał za western :] Minus za to, że w takim stylu :[ Ale nie poddawaj się! Wystarczy nieco popracować nad warsztatem i będzie git. Zadbaj też o akapity i poczekaj z daniem tekstu na stronę jakiś tydzień. Potem sprawdź opko i jak będzie spoczko, to je wrzucaj na neta :]


Bo lubię pisać.

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2385
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » wt 19 kwie 2011, 12:07

Warsztat bardzo niezjadliwy. Zaczęłam z zamiarem wypisywania blędów krok po kroku, ale to by było zajęcie naprawdę na dłuuugo. To, co poszło, zanim się poddałam prezentuję tutaj:
Ekaton pisze:przez swoich mieszkańców
a może przez cudzych?
Ekaton pisze:Wnętrze było opuszczone.

Ekaton pisze:Pomieszczenie było opuszczone.

Wiemy, że wszystko jest opuszczone.
Ekaton pisze: Drzwi otworzyły się. Sposób ich otwarcia, mógł wiele powiedzieć o tajemniczym gościu. Nie trzasnęły z hukiem o ścianę, otwarte z gracją świadczyły o manierach przybysza.
Opisz, jak on te drzwi otworzył, resztę pozostaw czytelnikowi. On już sobie zinterpretuje.
Ekaton pisze: Stara twarz ojca usiłowała ukryć niepewność i strach, lecz wiek bardzo brutalnie odcisnął swe piętno na dawnym, sławnym rewolwerowcu.
Zdanie okropne. trochę nie wiadomo, o kim piszesz, no i ta twarz coś usiłująca.

W drugiej części słowo "ojciec" powtarza się tak często, że można by cały fragment zacytować. Zresztą w ogóle tekst jest najeżony powtórzeniami.

Strzelanka jest napisana tak po łebkach i bez żadnego napięcia, że idzie zasnąć. Strzelił, rozłupał czaszkę, strzelił i chybił i patrzcie, znów strzelił w głowę.
Nadawaj opisom emocji, kolorów, no po prostu życia!

Wiadomo, zawsze fajnie, jak ktoś się bierze za coś, co pojawia się rzadziej, ale tutaj też fabularnie mnie nie olśniło. Westerny chyba zwykle stoją charakternymi bohaterami. Tutaj wszystko mordujesz nieporadnymi opisami, wciskaniem na siłę czytelnikowi, że ten jest "och, ach, tajemniczy", ten taki a ten owaki. Na razie źle się to czyta, ale życzę powodzenia w dalszych pracach.


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Kai Man
Pisarz osiedlowy
Posty: 313
Rejestracja: czw 07 kwie 2011, 09:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krążek na bagnie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Re: Droga do El Paso [Western]

Postautor: Kai Man » wt 19 kwie 2011, 13:18

Ekaton pisze:Droga do El Paso – Rozdział I

Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Wiatr muskał sławne „biegacze stepowe” i przynosił krztuszące powietrze pełne piasku. [tak niezgrabnie to brzmi, jeśli przynosi ziarnka piasku (ma siłę je porwać), to nie muska zbitych kul (suche kłęby roślin). Biegaczy stepowych nie musisz używać w cudzysłowie, a sławne już być nie muszą.] Piaszczystą drogą jechał tajemniczy mężczyzna. [tak nie bardzo trzeba czytelnikowi wmuszać, tajemniczość, ona winna wyniknąć bezwiednie z opisu, historii, itp.]Twarz jego skryta była pod czarną jak noc bandaną i ciemnym, dużym kapeluszem. Odziany był w długi płaszcz tegoż koloru, [jakiego? Czarnego, czy ciemnego? - tak, czepiam się]kamizelkę, jasną koszulę i starte dżinsy. Rewolwer u paska i porządny Winchester na plecach zdradzały[winchester raczej trzymałbym przy siodle, na pewno łatwiej użyć z konia, nie wspominając o wygodzie w podróży i tradycjach teksasu ;) ], że nie jest on bynajmniej nieostrożnym podróżnikiem. [bardzo słabo, to brzmi]Przystanął na chwilę, rozejrzał się wokół i pogalopował daleko przed siebie.[ekhm... Mogłeś się postarać, bardziej.]

[center]***[/center]

Słońce zupełnie zniknęło już za horyzontem. Samotny jeździec, przezornie pogalopował czym prędzej przed siebie by znaleźć jakieś miejsce, w którym mógłby bezpiecznie przeczekać noc. Szakale, [jeśli opisujesz ziemie Teksasu, to jest to ewidentny strzał w piętę, własną oczywiście. Raczej nie mylę się, szakal w Teksasie, ba, w Ameryce nawet, nie występuje - na 99%]pumy, kojoty, jadowite węże – to wszystko czeka na nieostrożnego podróżnika na tych nieprzyjaznych ziemiach.

Wkrótce jeździec spostrzegł na horyzoncie miasteczko. Dziwił tylko brak jakichkolwiek zapalonych lamp. Zapalił pochodnię. Gdy zbliżył się do zabudowań, jego oczom ukazał się przygnębiający widok. Miasto zostało opuszczone przez swoich mieszkańców. Kilka dziur po kulach na ścianie budynku szeryfa wskazywały, że bynajmniej nie wynieśli się z własnej woli. W miarę jak podążał w głąb zabudowań, widok był coraz bardziej ponury. Ściany odrapane przez dzikie zwierzęta, smętnie wiszące, uszkodzone szyldy, wybite witryny, kilka kości. Jeździec zbliżył się do saloonu. W znajdującej się obok stajence uwiązał swojego konia i szczelnie zamknął, by nie weszły tam żadne zwierzęta. Dobył rewolweru, porządnego [ja bym napisał szybkiego, porządny kojarzy się z mocnym i odpornym Coltem ]Schofielda. Wszedł do saloonu.

Wnętrze było opuszczone. Stoły i krzesła, leżały w nieładzie na podłodze. Ladę, podobnie jak wiele innych przedmiotów pokryła gruba warstwa kurzu. Jeździec ruszył do przodu. W rogu sali ujrzał kilka ogryzionych kości, i zaschniętą krew. Trudno było odgadnąć czy były ludzkie, czy zwierzęce. Powoli i czujnie udał się po skrzypiących schodach na piętro.
Pomieszczenia na górze również były opuszczone. Nieznajomy postanowił jednak wejść wyżej, na ostatnie z pięter. Uważał je za prawdopodobnie najbezpieczniejsze w budynku, w którym dzikie zwierzęta raczej go nie dopadną. [ja bym je wyciął.]Wszedł do pierwszego pokoju.

Pomieszczenie było opuszczone. Niegdyś było pewnie drogim pokojem, lecz skrzętnie pozbawiono je wszelkich, droższych sprzętów. Jeździec odsapnął. Przezornie wziął krzesło i podstawił pod drzwi. Wypił łyk whisky z podróżnej manierki. Rozejrzał się jeszcze raz po pokoju. Nie zostało w nim wiele oprócz dużej, starej szafy, stołu, kilku krzeseł i łóżka o zabrudzonej, i zakurzonej pościeli. Wydawało się jednak bezpiecznym miejscem na spędzenie nocy. Jeździec odpiął pas z karabinem i oparł o ścianę. Samemu, z rewolwerem w ręku położył się spać

(...)

Pomarańczowe, to powtórzenia, które rażą, pogrubienia bez przypisów, to zdania, wyrazy, które są, moim zdaniem, do zmiany. Złapałem dwa przecinki, z interpunkcji jestem slaby :P
Na tyle starczyło mi czasu i siły, Pozdrawiam.


Tacitisque senescimus annis
Najmądrzejsza rzecz, to wiedzieć co jest nieosiągalne, a nie w głupocie swojej, dążyć ku temu za wszelką cenę
- Zero Tolerancji -


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości