Małe szczęcia

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Miranda
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: pn 23 sie 2010, 18:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wrocław
Płeć: Kobieta

Małe szczęcia

Postautor: Miranda » pn 18 paź 2010, 18:40

Wystawiłam na jednym forum ten fragment, lecz za wyjątkiem jednej osoby, nikt nie chciał komentować i powiedzieć mi, że jest dobrze, czy mam "się schować". Liczę, że tutaj, jednak ktoś się zainteresuje tym fragmentem i pokusi się o konstruktywną krytykę.

Dla wyjaśnienia, wstęp został dodany później, ponieważ dopisałam drugie opowiadanie i on jakoś je klei ze sobą.

Dla dopowiedzenia, ten fragment to około 1/4 całego opowiadania.
Życzę miłego czytania i proszę o konstruktywną krytykę.


Tradycja nakazuje, by pierwsze słowa jakie znajdą się w mej opowieści brzmiały Na początku był chaos, sądzę jednak, że w tym przypadku los okazał się na tyle kapryśny, że chaos pojawił się później.
Na początku był porządek, ludzie wiedli spokojne życie, bydło pasło się na pastwiskach, kupcy zajmowali się handlem, a szlachta objadaniem się. Na ziemiach Cartanii żyli Wielcy, którzy sprawowali pieczę nad krainą, jako potomkowie Bogów. Magowie, czyli najpotężniejsi, władali królestwem przez wiele wieków, jednak to w końcu się zmieniło.
Po Wojnie o Wielkich, która miała miejsce za panowania ostatniego króla magicznego, kraina ledwie podniosła się z upadku, przestała być przyjazna i bezpieczna. Król Zake VIII postawił na szali przyszłość królestwa i choć je uratował, siebie nie zdołał. Arystokracja wykorzystała słabość władcy i pod sztandarem Seyvelera Vodrika doprowadziła do wielkiego przewrotu w kraju, był to początek końca Czasów Wielkich. Król wraz z rodziną zostali zabici przez zdrajców i tak historia miała się zakończyć.
Legenda głosi jednak, że potomkowie władcy przeżyli i prowadzeni przez jednego z najlojalniejszych ludzi zostali wyprowadzeni z królestwa. Dziedzice ukryli się w dalekim świecie i słuch o nich zaginął. Część zapomnianych przypowieści, które Seyveler starał się zniszczyć za wszelką cenę, mówiła, że księżniczka Sarabi wybudowała w niewiadomym miejscu świątynię, a w niej zachowała esencje Wielkich, by mogli powrócić w przyszłości.
Po wielu latach nikt nie wierzył w te opowieści, a przynajmniej królowie nie dawali po sobie poznać, że nadal ciąży nad nimi groźba powrotu Wielkich, którzy na powrót mieli odbudować poukładany świat.
Teraz nastał czas chaosu. Z dziewięciu Rodów Wielkich ostał się jeden, który też powoli skłaniał się ku upadkowi, był to Ród Magów, kiedyś najsławniejszych Wojowników świata, teraz gnębionych, żyjących w ciągłym strachu, wciąż doświadczających nowych tragedii ludzi.
Jesteśmy uważani za robactwo, które należy wytępić i to jak najszybciej, ponieważ przypominamy o przeszłości. Choć na razie żyjemy na wolności, czujemy się jak zbiegli skazańcy, którzy umykają przed swym katem – Zakonem – potężną armią, mającą za zadanie wybić nas do ostatniego. Mimo wszystko, strach przed nim daje nam ogromną siłę, ciągłe zmuszanie do walki o życie pokazuje, że drzemie w nas zapomniana potęga.
Tutaj przychodzi czas na przedstawienie się. Na imię mi Anders, jestem magiem-wyzwolicielem, bynajmniej tak określają mnie moi Bracia i Siostry czarodzieje. Przepełnia mnie duma ze swego pochodzenia i jak każdy normalny mag, pluję na Zakon, przeklinam go i nienawidzę całym sobą.
Wszyscy tworzymy ogromną rodzinę, staramy się na nowo odbudować Ród, każdy dla każdego jest Bratem lub Siostrą. Razem ubolewamy nad śmiercią Naszych, razem cieszymy się sukcesami, a to jest nasza wspólna Pieśń.

Małe szczęścia.

Urodziłem się w Dece, małej wiosce ukrytej przed światem w gęstym lesie, w której ludzie wciąż żyli wspomnieniami z Wojny o Wielkich, nadal pamiętając jak Zakon (jego zdaniem) uratował krainę przed magami. Starcy, opowiadający niesamowite historie, chłopki na polu, banda dzieciaków bawiących się między domami, jabłonie, ogromne dynie – to obrazy tworzące Dekę.
Mimo sielskiego wyglądu wioski, pamiętam ją z zupełnie innej strony.
To co tworzy moją wizytówkę Deki nie ma nic wspólnego z rajem na ziemi. Bardzo dobrze w pamięci utrwaliły mi się obrazy podejrzliwych spojrzeń pełnych nienawiści, zakańczanych rozmów w mojej obecności, ojca czekającego z batem w ręce i matki, która zawsze musiała zajmować się pozostałą czwórką dzieciaków oraz Fler'khana, starego księgarza zafascynowanego moją osobą i jedynego, prawdziwego przyjaciela.
Powód niechęci mieszkańców wioski do mnie dlań był prosty i klarowny, a wiązał się z pewnym wydarzeniem, które odwróciło do góry nogami moje dotychczasowe, dziecięce życie.
Miałem wtedy z pięć lat, niedawno odkryłem w sobie niezwykłą umiejętność, której nikt nie umiał, bądź nie chciał, nazwać. Mogłem spowodować lewitowanie przedmiotów, wywołać wiatr, czasami nawet deszcz, bawiłem się w tworzenie dziwacznych odgłosów i podrzucanie chłopkom różnych stworzeń ubarwionych fantastycznymi dodatkami, jakie tylko zdołałem wymyślić. Prze moje „dziwne właściwości” dzieciaki nie miały ochotę na zabawę ze mną i często sobie drwiły ze mnie, za co oczywiście im się odpłacałem. Czasami któremuś wyrosły ośle uszy lub obudził się opierzony.
Miałem opinię najgorszego bachora w wiosce, nawet ojciec zabronił mi się zbliżać do warsztatu w obawie przed jego zniszczeniem w ramach nudy. Matka wysyłała mnie do lasu i kazała siedzieć do wieczora, by nie musiała pilnować jeszcze jednego dziecka. Oczywiście nigdy jej nie słuchałem i urządzałem sobie harce w wiosce. Podrzucałem babom myszy i jaszczurki, wiatrem zrzucałem pranie z sznurków, albo moczyłem je deszczem.
Moje aspołeczne zachowanie powodowała nie tyle nuda, co samotność i odrzucenie, które wynagradzałem dręczeniem mieszkańców. Zwyczajnie szukałem kogoś, kto zwróci na mnie uwagę.
I znalazłem.
Niestety nie tego, czego szukałem.
Moje życie zmieniło się radykalnie, kiedy do Deki przybył dziwny mężczyzna. Był to siwy starzec z bardzo długą brodą, ubrany w najgorsze łachmany, opierający się o drewnianą laskę, obwieszony wieloma amuletami. Oczywiście, zaraz po dotarciu do wioski, stał się moim celem. Rzuciłem na niego deszcz i dałem nura w krzaki, w których mnie dorwał, mokry i wściekły. Zamiast zlać małego psotnika, zwołał wszystkich mieszkańców i zaczął dziwną przemowę. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, co mówił, lecz pamiętam moment, kiedy wskazał na mnie pomarszczonym palcem i krzyknął:
– Hodujecie demona! To początkujący mag!
Nie zdawałem sobie sprawy z powagi jego słów, stałem zdziwiony i zarazem przestraszony tonem głosu oraz przerażonymi twarzami matki i ojca.
Po tym, dziwny starzec obrócił się w stronę lasu i odszedł, nigdy nie wracając.
Dla pięcioletniego dziecka świat jest dobry, wszędzie taki sam, piękny, wesoły, pozwalający na beztroskie życie, lecz gdy nagle zmienia się na przerażający i wymagający od niego zbyt wiele, okazuje się zły i szary. Kiedy masz pięć lat i nagle, tylko dlatego że dziwny starzec wypowiedział niezrozumiałe dla ciebie słowa, matka wyrzuca cię z domu i mówi do ciebie pełnym złości głosem, rozumiesz jaki jesteś mały i bezradny, noce są straszniejsze niż ci się wydawało i jedyne co możesz zrobić to płakać.
Właśnie wtedy, kiedy kuliłem się pod jakimś domem, głody, wyczerpany i przerażony pojawił się Fler'khan. Przyjął mnie pod swój dach i tak po prostu pozwolił, bym stał się częścią jego życia.
Wychował mnie jak własnego syna i nawet nadał mi nowe imię. Z Juana stałem się Andersem. Ten rytuał symbolizował rozpoczęcie nowej drogi w życiu, poza tym Fler'khan opowiadał, że żaden Mag nie nosił mojego, nowego imienia, dzięki czemu Los nie mógł wpłynąć na mnie i zaczynałem pisać własną historię.
Fler'khan – to nie było jego prawdziwe miano, już dawno temu imiona z apostrofami wyszły z mody, przede wszystkim, dlatego że przypominały o przeszłości. Tłumaczył mi, że nazwał siebie tak, ponieważ w starym języku oznaczało to ''znawca legend” i pasowało do niego pod każdym względem. W swoim domku miał mnóstwo ksiąg, zawierających tysiące legend z Czasów Wielkich. W szczególności upodobała mi się jedna z szablo-zębnym psem na okładce, kiedy jeszcze nie umiałem czytać, przeglądałem liczne obrazki, lecz gdy Fler'khan nauczył mnie składać pojedyncze znaki w słowa, sentyment do wolumenu powiększył się.
Dorastałem wśród legend o Wielkich, ucząc się sztuki przetrwania w lesie pod okiem Fler'khana i konserwując stare księgi. Nadal bawiłem się swoim talentem, lecz nikogo nie zaczepiałem i pozostawiałem go dla siebie.
Pewnego lata szczęśliwe życie u boku opiekuna zmieniło się na zawsze. To był kolejny gorący i duszny dzień, korzystając z chwili odpoczynku, w ramach relaksu wyczarowałem deszcz. Stałem zadowolony z ulgi i puszyłem się na myśl o moich umiejętnościach, kiedy ktoś bardzo mocno rzucił we mnie kamieniem. Poczułem ból w ramieniu i obróciłem się w stronę, z której nadszedł pocisk.
Pomiędzy jabłoniami stała spora grupka chłopaków, którzy szczerzyli zęby w podejrzany sposób. Cofnąłem się o kilka kroków, obserwując ich i wtedy ruszyli na mnie całą gromadą.
Spuścili mi niezły łomot, z trudem się pozbierałem, myśląc o zemście i jak bardzo nienawidzę tej osady. Wróciłem do domu, gdzie czekał na mnie Fler'khan. Przestraszył się na mój widok, lecz nie pozwoliłem mu sobie pomóc. Usiadłem przy stole, otarłem krwawiący nos i po raz pierwszy zdobyłem się na pytanie, które od wielu lat chciałem zadać.
– Czy ten staruch miał rację? Jestem demonem? To dlatego wszyscy mnie nienawidzą?
Mój przyjaciel z charakterystycznym dlań przejęciem usiadł obok mnie.
– Nie, Anders. Nie jesteś żadnym demonem! Jesteś Magiem, a Magowie to niezwykli ludzie, którzy mogą zmienić świat.
– To dlaczego tak mnie traktują? Dlaczego matka mnie porzuciła? Dlaczego ludzie na mój widok dostają mdłości? Dlaczego traktują mnie gorzej niż psa?
– Ja ci nie odpowiem, abyś dostał odpowiedź, musisz stąd odejść, poznać świat. Może inny Mag będzie potrafił ci to wytłumaczyć.
– Mam odejść?
– Synu, znaczysz dla mnie wiele, chciałbym cię zachować przy sobie, lecz to nie jest twoim Losem i tylko z miłości do ciebie pozwolę ci odejść. Jedynie w świecie znajdziesz swoje odpowiedzi i swoje Szczęście.
– Jeżeli nie znajdę ich?
– Znajdziesz! Nauczyłem cię wszystkiego co sam potrafię, jesteś niemal mężczyzną i musisz się nim stać. Tylko odważni odnajdą swoje Szczęście.
Uraczył mnie swoją ulubioną maksymą o Szczęściu.
– Jeżeli nie odnajdziesz odpowiedzi, to spróbuj zmienić świat, byś mógł zadać w nim pytania, na które znajdziesz odzew. Odmień Los twych Braci i Sióstr. Opuść tę zapadłą dziurę, masz całe życie przed sobą.
Ostatecznie stało się, że odszedłem. Dostałem od Fler'khana ulubioną księgę, kilka Złotników, sztylet i torbę z jedzeniem. Bez większego żalu opuściłem Dekę. Zanim rozstaliśmy się z moim opiekunem wyjawił mi jeszcze jedną rzecz: Deka w starocartańskim oznaczała sztylet. Ta nazwa idealnie pasowała do zapadłej wioski, która z pewnością nie raz ugodziła mnie swym ostrzem prosto w serce.
Mówi się, że na każdego, gdzieś w szerokim świecie, czeka Szczęście, trzeba je po prostu znaleźć. Niektórzy powiadają, że „trzeba mieć wielkie szczęście, aby odnaleźć swoje Szczęście”. Wszyscy jednak w końcu je odnajdują, bynajmniej tak mi się wydaje, dlaczego mi miałoby się nie udać.
Nazywam się Anders, jestem magiem, synem znawcy legend, poszukuję odpowiedzi, moim największym darem jest talent i strzeżcie się wszyscy wrogowie, bo oto idę. Chcę żyć pełną piersią, chcę przygód, chcę odpowiedzi. Witaj, wielki świecie, mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz.

Dziękuję, że wytrwałeś do końca :)
Ostatnio zmieniony wt 05 lip 2011, 18:35 przez Miranda, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
ancepa
WModerator
WModerator
Posty: 2799
Rejestracja: sob 04 wrz 2010, 11:30
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Starachowice
Płeć: Kobieta

Postautor: ancepa » pn 18 paź 2010, 20:03

Miranda pisze:Jesteśmy uważani za robactwo, które należy wytępić i to jak najszybciej, ponieważ przypominamy o przeszłości. Choć na razie żyjemy na wolności, czujemy się jak zbiegli skazańcy, którzy umykają przed swym katem – Zakonem – potężną armią, mającą za zadanie wybić nas do ostatniego.


Skoro tak, dlaczego podczas całej swojej młodości nie miał żadnych spotkań z Zakonem? Wszyscy wiedzieli, że jest magiem, taka wieść pewnie szybko dotarłaby do ludzi, którzy zajmują się ich zabijaniem. :)

1/4 opowiadania (czyli całość tutaj) to młodość głównego bohatera - opisana niestety w dość przewidywalny sposób - oczywiście biedny, porzucony, głodny - na dodatek pobili go koledzy z wioski. Skoro miał takie moce mógłby spokojnie się obronić albo chociażby wezwać deszcz, burze i przestraszyć dzieciaki. :D

Miałaś jakiś pomysł, to widać, ale efekt nie jest świetny. Nie poczułam sympatii do bohatera - na początku był łobuzem a potem fajtłapą. Nie rozumiem tej przemiany. ;) Chciałaś pokazać, że nie chciał skrzywdzić dzieciaków, że stał się lepszy? ;)

Miranda pisze:Deka w starocartańskim oznaczała sztylet. Ta nazwa idealnie pasowała do zapadłej wioski, która z pewnością nie raz ugodziła mnie swym ostrzem prosto w serce
A ten kawałek bardzo mi się podobał. :D pozdrawiam! (tylko wyrzuciłabym "z pewnością" bo mówi to bohater i wie czy go ugodziła czy nie)



Awatar użytkownika
mil93
Pisarz domowy
Posty: 65
Rejestracja: ndz 14 lis 2010, 19:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Uniejów
Płeć: Kobieta

Postautor: mil93 » śr 13 kwie 2011, 19:36

Napiszę tylko o ogólnych wrażeniach, jakie wywarł na mnie ten fragment- może ktoś bardziej kompetentny niż ja wskaże dokładnie Ci błędy, jakie popełniłaś. :)

Wstęp- no cóż, osobiście nie lubię, jak na początku wytłumaczona zostaje przeszłość, ale inni może mają odmienne poglądy. Jest on trochę chaotyczny (więc na początku jest chaos :) ), ważne wydarzenia zostały przedstawione pobieżnie, trzeba przeczytać ten fragment dwa razy, aby zrozumieć co się stało.

Cześć właściwa- nie podoba mi się bohater, sprawia wrażenie dokładnie takiego, jak opisała to ancepa. Zalatuje sztampą, nawet domyślam się co może wydarzyć się potem :P W sumie początek nie zachęca do kontynuowania czytania, ale może wymyśliłaś coś bardziej nowatorskiego, niż przypuszczam, więc nie mogę krytykować pomysłu. Jeszcze nie :)

Dostrzegłam kilka błędów interpunkcyjnych, zdań, które powinny być rozdzielone na dwa i innych tego typu pierdół, ale to zawsze można poprawić. Wrzuć coś jeszcze- chętnie przeczytam ;)

Pozdrawiam


"Gdybym była deszczem, który łączy niebo z ziemią, mogłabym złączyć się z jego sercem i uspokoić je..."

"The stab of stilettos
On a silent night
Stalin smiles and Hitler laughs
Churchill claps Mao Tse-Tung on the back"

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 01 lip 2011, 16:29

Na imię mi Anders, jestem magiem-wyzwolicielem, bynajmniej tak określają mnie moi Bracia i Siostry czarodzieje

przynajmniej

Urodziłem się w Dece, małej wiosce ukrytej przed światem w gęstym lesie, w której ludzie wciąż żyli wspomnieniami z Wojny o Wielkich, nadal pamiętając jak Zakon (jego zdaniem) uratował krainę przed magami.

Zakon to zgromadzenie, kasta ludzi - dlatego Zakon, jako nazwa, nie może mieć zdania, ale jego ludzie już tak. Dlatego: (zdaniem jego ludzi / zdaniem ludzi z Zakonu )

To co tworzy moją wizytówkę Deki nie ma nic wspólnego z rajem na ziemi.

wizytówka Deki, albo moja wizja Deki. Nie może być Twoja czyjaś wizja, ani Twoja czyjaś wizytówka.

Powód niechęci mieszkańców wioski do mnie dlań był prosty i klarowny, ...

to chyba pozostałość po korekcie...


Wstęp jest okropny, mimo starań (widać, że przemyślałeś wszystko). Do jednego wora wrzucasz telegraficzny skrót pt. "kto, kiedy, komu" i z tym bagażem czytelnik leci dalej, a dalej już przedstawiasz normalną historię, przy której owy początek staje się naprawdę tragiczny. Tyle o wstępie. Mimo, że fabuła jest oklepana do bólu, w miarę dobrze ująłeś odczucia bohatera, jest żywy i, mimo iż nie porywa, czapki z głowy nie zrywa, staje się wiarygodny (tutaj dodam, że faktycznie mógłby się obronić przed łomotem, albo przynajmniej mogłeś uzasadnić, dlaczego tego nie uczynił). Prosto ale treściwie przedstawiłeś Dekę, bez zbędnego ględzenia wytłumaczyłeś, dlaczego chłopak opuścił wioskę - to naprawdę ważne, gdyż wielu autorów napisałoby tutaj znacznie więcej, przekazując mniej niż ty. Od tej strony, czyli tej krótkiej retrospekcji, tekst mnie się podobał. Co wydało się dziwne, to że nadużywasz dużej litery przy niektórych wyrazach, jakbyś na siłę chciał stworzyć (nadać) nazwę sprawom pospolitym. I tak jest Los, Bracia, Siostry, Mag, Szczęście - rozumiem symbolikę, ale (!)w dialogach wygląda to pokracznie, zaś w narracji odstaje.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
JKSZ
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: pt 01 lip 2011, 15:45
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Cambridge, UK
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: JKSZ » pt 01 lip 2011, 22:04

Witam,

Tekst jest sympatyczny, ale moim skromnym do publikacji się jeszcze zdecydowanie nie nadaje.

Zgadzam się z przedmówcami - wstęp zniechęca do dalszej lektury; czytanie dzieł historycznych dotyczących prawdziwych wydarzeń opisanych w tak suchym stylu jest męczące, ale przynajmniej czegoś się o świecie można dowiedzieć, a tutaj nic nie rekompensuje nawracającej ochoty na ziewanie.

Sugerowałbym zacząć opowiadanie w sposób bardziej intrygujący i dynamiczny, a elementy historii wpleść na późniejszych jego etapach. Gdzieś w połowie Twojego tekstu pojawia się takie zdanie:

"Dla pięcioletniego dziecka świat jest dobry, wszędzie taki sam, piękny, wesoły, pozwalający na beztroskie życie, lecz gdy nagle zmienia się na przerażający i wymagający od niego zbyt wiele, okazuje się zły i szary."

Nie jest ono idealne - trochę za długie, trochę zbyt protsty język - ale i tak o niebo lepiej nadawaloby się na otwarcie. Czytelnik od razu by się zaczął zastanawiać - a dlaczego? co takiego się stało?

Poza tym - za dużo słów, zbyt rozwlekle. Dla przykładu - "Tradycja nakazuje, by pierwsze słowa jakie znajdą się w mej opowieści..." jest niestrawne, ale już "tradycja nakazuje, by pierwsze słowa mej opowieści..." czytałoby się dużo lepiej.

Dalej - mieszasz style. Większość czasu używasz bardzo - zbyt! - sztywnego języka, a potem wplataz takie słowa jak "dzieciaki", "banda", które pasują do całości jak pięść do nosa.

Uważaj też na anachronizmy - używasz słowa "wizytówka", którego ktoś żyjący w realiach medieval fantasy najpewniej by nie użył.

Na koniec - fabuła. Oczywiście to tylko początek początku, ale już widać, że na oryginalność nie ma raczej co liczyć. Pamiętaj, że opowiadanie to krótka forma, więc nie zdążysz w nim naszkicować czegoś ciekawego; w powieści może być dodała różne smaczki, które sztampę obróciłyby w coś intrygującego, ale tu nie dasz rady.

Pomyśl, jak wyróżnić Twój tekst od morza innych dzieł; na razie widzę tu Karate Kid w magicznym uniwersum. Np. mógłabyś zacząć historię od tego, że po okolicy grasuje jakiś Straszliwy Mag, który morduje Niewinnych, a dopiero pod koniec tekstu okazuje się, że to Skrzywdzone Dziecko Które Jest Inne i zabija ze strachu. To też nie byłyby rzecz jasna żadne szczyty oryginalności, ale chyba miałoby to więcej polotu niż Stary Mędrzec, Niezrozumiany Nastolatek, Wielki Quest itd., bo to brzmi jak gra rpg.

Na plus - w sumie sprawnie operujesz językiem (poza tą wpadką z "bynajmniej"!), podoba mi się, jak rysujesz scenę przy użyciu szczegółu (np. dynie). Przydałoby się jednak trochę bogatsze słownictwo i lepsza kontrola języka. Ogólna moja rada brzmi - czytaj, mnóstwo czytaj, i to nie tylko fantasy, pomoże Ci to lepiej pisać.

Pozdrawiam i trzymam kciuki!



Awatar użytkownika
Xnnady
Szkolny pisarzyna
Posty: 38
Rejestracja: pt 22 sty 2010, 16:46
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: mazowieckie
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Xnnady » sob 02 lip 2011, 17:31

To może ja się wypowiem, ogólnie o zarysie fabuły :-)

Pomysł z czymś w rodzaju prologu (takiego, jaki tutaj występuje) jest kiepski i strasznie oklepany. Już po przeczytaniu niecałej połowy stwierdziłem, że w tym fragmencie nie będzie nic oryginalnego. Opisywanie całej historii, czyli jak skąd to się wszystko wzięło i co było na początku jest nudne. I to zdanie np. wydaje mi się trochę zbyt proste i jakieś sztuczne:

Na początku był porządek, ludzie wiedli spokojne życie, bydło pasło się na pastwiskach, kupcy zajmowali się handlem, a szlachta objadaniem się.


Poza tym tekst czyta się strasznie ciężko, twój styl męczy. Fabuła bez polotu. Szczerze mówiąc to nic specjalnego, zwykłe flaki z olejem. Sam zarys używany był już chyba z pięćdziesiąt razy. Nieszczęśliwy chłopiec, którego wszyscy z wioski i nawet rodzina odrzucili z powodu jego daru. Oczywiście znalazła się dobra dusza, która przygarnęła go. Lecz nadszedł czas na samodzielne życie i pójście w świat, nie obyło się bez sztyletu (,,który cię ochroni przed leśnymi stworami, zawsze trzymaj go przy sobie) i innymi pamiątkami, bla, bla, bla. Od razu widać, że zafascynowałaś się jakąś jedną (lub dwoma) powieścią/powieściami i stworzyłaś coś na wzór jej/ich wzór. I oczywiście nie obędzie się bez żalu (Ojej, oni mnie nie lubią i mówią, że jestem demonem, czy to prawda?).



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » wt 05 lip 2011, 18:35

Nie bardzo radzisz sobie z powtórzeniami. Zwłaszcza na nazwach własnych.
Miranda pisze:Po Wojnie o Wielkich, która miała miejsce za panowania ostatniego króla magicznego, kraina ledwie podniosła się z upadku, przestała być przyjazna i bezpieczna. Król Zake VIII postawił na szali przyszłość królestwa i choć je uratował, siebie nie zdołał. Arystokracja wykorzystała słabość władcy i pod sztandarem Seyvelera Vodrika doprowadziła do wielkiego przewrotu w kraju, był to początek końca Czasów Wielkich.

Miranda pisze:powrotu Wielkich, którzy na powrót mieli odbudować poukładany świat.

nadal pamiętając jak Zakon (jego zdaniem) uratował krainę przed magami. Starcy, opowiadający niesamowite historie, chłopki na polu, banda dzieciaków bawiących się między domami, jabłonie, ogromne dynie – to obrazy tworzące Dekę.
Mimo sielskiego wyglądu wioski, pamiętam ją z zupełnie innej strony.
To co tworzy moją wizytówkę Deki nie ma nic wspólnego z rajem na ziemi. Bardzo dobrze w pamięci utrwaliły mi się

i tak bym jeszcze mogła się bawić.

Miranda pisze: Z dziewięciu Rodów Wielkich ostał się jeden, który też powoli skłaniał się ku upadkowi, był to Ród Magów, kiedyś najsławniejszych Wojowników świata, teraz gnębionych, żyjących w ciągłym strachu, wciąż doświadczających nowych tragedii ludzi.
W jakiś sposób irytujące się robi, że wszystkie normalne wyrazy muszą oznaczać od razu ród, klan, rodzinę, wielkość, cokolwiek.
Ród Magów, Rób Wielkich, Wojownicy, Zakon - litania nazw własnych, które brzmią tak, jakbyś im na siłę nadawała powagę wielką literą, albo jakby gdzieś zabrakło inwencji do wymyślenia paru ciekawszych określeń.
Nie mówię, ze wszystko ma się dziwacznie nazywać, ale czy w tym kraju totalnie nie funkcjonują żadne nazwy, skróty, tytuły, które byłyby ciekawsze?

Miranda pisze:Powód niechęci mieszkańców wioski do mnie dlań był prosty i klarowny, a wiązał się z pewnym wydarzeniem, które odwróciło do góry nogami moje dotychczasowe, dziecięce życie.
Masz tendencję do przegadywania. Tutaj chociażby cały pogrubiony fragment, ani nie uślicznia tekstu, ani go nie ubogaca treściowo. Zbędne słówka są fajne, kiedy tworzą klimat i niosą jakąś wartość artystyczną. Tutaj tak nie jest.

Miranda pisze:dzieciaki nie miały ochotę
nie miały ochoty

Miranda pisze:Moje aspołeczne zachowanie powodowała nie tyle nuda,
Nie bardzo to pasuje do ogólnego stylu

Miranda pisze:gdy nagle zmienia się na przerażający i wymagający od niego zbyt wiele, okazuje się zły i szary.
przegadujesz. Po co mnie informujesz, że jak świat się robi przerażający, to jest dla dziecka zły? To wynikanie jest oczywiste. Nie traktuj czytelnika jak idioty.

Ojej... Styl jest ogólnie dość niewprawny i męczący. Za dużo dookreślasz, przesadzasz z zaimkami (mu, mnie, się, siebie - to chyba przede wszystkim), do tego powtórzenia itp.

Jak już tutaj podjęto - pomysł na otwarcie tekstu jest po prostu zły. Nużąca historia, której ja, na przykład, jakoś specjalnie w głowie nie zarejestrowałam. Wprowadzaj takie informacje stopniowo, a nie czytelnika przez łeb od razu walisz.
Widać, że masz wszystko przemyślane - to plus. Pomysł nie powala oryginalnością, ale przy dobrym wykonaniu... Czemu nie? :)
Niestety, w tym fragmencie bohater wypada dość płasko. Dowiadujemy się, ze był łobuzem, został sierotą, a potem dał się pobić i wtedy jego mistrz stwierdził, ze najwyższa pora, żeby spadał. Tak jak motywacji pięciolatka do psocenia nie trzeba może zgłębiać, tak już jakiś zarys emocjonalny pod koniec tekstu by nie zawadził.

Ogólnie nie spodobało mi się za bardzo i raczej nie zachęciło do dalszego czytania. Dopracuj, doszlifuj i jeśli zależy Ci na tym pomyśle, to walcz dalej.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości