Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Napad - kryminał, być może zahacza o groteskę

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Napad - kryminał, być może zahacza o groteskę

Postautor: Mazer » wt 12 paź 2010, 02:42

Opowiadanie napisałem około czterech miesięcy temu, na potrzeby ArtCircle, wieczorku prozatorsko-poetyckiego organizowanego w krakowskich knajpkach :) Z pewnością sporo humoru z wątkiem kryminalnym. Przyjemności z czytania zatem!

Akt I, w którym jedna para zastępuje drugą.

Na Placu Zielonych Żeńszeni zalegał spokój typowy dla rozpoczynającego się dnia - ludzie zwyczajnym dla siebie torem życia powoli krążyli po okolicy w poszukiwaniu promocji sklepowych, bądź otwartych już placówek administracyjnych; ptaki z pobliskiego parku nieudolnie, acz uporczywie starały się przebić swym śpiewem ponad ryk coraz gęściej krążących samochodów; słońce, pewnie roztaczające swą władzę na nieboskłonie, wywabiło z nocnego ukrycia parę miejskich lumpów i w cieple swych promieni usadowiło ją na parkowej ławeczce. Ławeczka stała na niewielkim pagórku, tuż za chodnikiem, ale przed pierwszymi rzędami drzew, dzięki czemu korzystający z niej ludzie mogli z błogim uśmiechem zażywanego relaksu dokładnie oglądać wszelkie wydarzenia zachodzące na Placu.
Nagle, w ten cały sielankowy nastrój wdarł się paraliżujący siłą dźwięk dzwonka szkolnego. Tylko, że to nie mógł być dzwonek szkolny, w pobliżu przecież nie było żadnej szkoły.
Dwóch lumpów siedzących na ławeczce wolno przeniosło spojrzenie z bezchmurnego, słonecznego nieba na Plac, po czym, unosząc brwi w zdziwieniu, zerknęli po sobie i bez słowa uznali, iż zajście jest na tyle intrygujące, że warto poświęcić mu chwilę uwagi. Delektując się słodkim smakiem wina wiśniowego, ujrzeli, jak z banku wyskakuje para mężczyzn i choć oddaleni byli od nich o prawie sto metrów, łatwo zauważyli nerwowość w ich ruchach. Jeden z nich, wyższy i szczapowaty, wymachiwał rękoma, wskazując kierunek marszu, drugi niższy, ale szeroki w barach, przypominający posturą czołg na nogach, taszczył ze sobą dużą walizkę i wyglądało na to, że ma pewne wątpliwości, co do dalszych kroków działania, choć ostatecznie podążył jednak tropem towarzysza. Kilka sekund później dziwna para zniknęła za rogiem budynku.
Po chwili dzwonek ucichł, a lumpy spojrzeli po sobie i pociągnęli solidną porcję czerwonego wina, po czym ponownie unieśli twarze do słońca - przedstawienie skończone, można się dalej wygrzewać. I zdawać by się mogło, że wszystko zaczęło wracać do normy, ale nieoczekiwanie z oddali nadleciało wycie syren policyjnych, co ponownie poruszyło degustatorów wina. Potrząsnęli butelkami dla sprawdzenia poziomu ich zawartości i, nie spuszczając wzroku z okolicy, uważnie i z pewną obawą wypatrywali przybycia niebieskich obrońców moralności, a gdy tylko ujrzeli pierwszy radiowóz, szybko dopili resztki zacnego trunku, po czym, jak gdyby nigdy nic, wrócili do wygrzewania twarzy z nadzieją, iż pozostali niezauważeni.
Nie dane im jednak było zaznać spokoju tego przedpołudnia. Nagle, tuż obok ławeczki wyskoczyło dwóch mężczyzn, z których jeden natychmiast wręczył im plik banknotów wysokiego nominału, żądając w zamian wyświechtanych płaszczy i dwóch pełnych butelek wina, których szyjki wystawały z siatek. Para lumpów uważnie zlustrowała przybyszy – jeden wysoki i chudy, drugi niski, ale dobrze zbudowany dzierżący w dłoni zieloną torbę w niebieskie kwiatki, a obaj odziani w obcisłe, kolorowe ubrania z dużą ilością żelu na włosach. Lumpy w niemym porozumieniu stwierdzili, że lepiej będzie się oddalić, w czym utwierdził ich wciąż podsuwany pod nos plik pieniędzy. Kiedy tylko się ulotnili, przybysze szybko zajęli ich miejsca.

Akt II, czyli dlaczego jedna para musiała zastąpić drugą?

- Nienawidzę cię za ten pomysł – zadąsał się ten mniejszy wzrostem, zsiadając z różowego skutera.
- Już ci tłumaczyłem, że tak będzie lepiej. Nie musisz tego rozumieć – stwierdził wyższy, rzucając kompanowi jasno zieloną torbę w niebieskie kwiatki. – Tylko załóż na nią czarny pokrowiec, później go ściągniesz.
- Nie wiem, po co ta przebieranka. Jakbyśmy nie mogli tego zrobić tak, jak zawsze?
- I tak jak zawsze musielibyśmy się później ukrywać przed policją. Więc teraz się przebieramy i nikt nas nie rozpozna.
- Ale dlaczego musimy udawać parę ped… gej… ech… - westchnął bezsilnie wobec magicznych słów, które niczym ciernie utkwiły mu w gardle i nie chciały wyjść.
- Bo dwóch pedałów na różowym skuterze nikt nie będzie podejrzewał o napad – wyjaśnił wyższy już lekko poirytowany musem tłumaczenia. – Ale dość pieprzenia, która godzina?
- Dziesiąta dwadzieścia osiem – powiedział krępy, wsadzając za pas wojskowych spodni shotgun’a, a w dłoń pewnie chwytając torbę.
- Dobra, idziemy, ochroniarze mają przerwę. Wiesz, co robić?
Niższy odpowiedział kiwnięciem głowy i obaj jednocześnie ruszyli.
Szybko przemknęli przed zewnętrznymi kamerami, tak by jeśli ktokolwiek ich zobaczył na monitorach, nie miał nawet czasu na reakcję, po czym z hukiem wtargnęli do banku. Napad poszedł zgodnie z planem – małomiasteczkowa ochrona, nie obyta z takimi sytuacjami, pokojowo położyła się na podłodze, uprzednio oddając broń napastnikom, a kasjerki z nieoczekiwanym uśmiechem, którego zawsze skąpiły klientom, zaczęły błyskawicznie wydawać pieniądze z szuflad. I ukrytych sejfów.
Wybiegli równocześnie, prawie klinując się jeden o drugiego w obrotowych drzwiach. Przed wyjściem pogrozili jeszcze, że jeśli ktokolwiek odważy się włączyć alarm, dostanie na deser kulkę w łeb.
- Szybko! Do… - wyższy urwał, słysząc sygnał alarmu. Zaklął pod nosem, ale w końcu zignorował sprawę. – Olać to! Musimy uciekać!
- Ale… alarm! Nie powinniśmy wrócić i kogoś zabić?
- Nie, nie powinniśmy. – Popatrzył na kompana, zastanawiając się czy ten poważnie rozważa możliwość ponownego wejścia do banku, a kiedy uznał, że rzeczywiście o tym myślał, chwycił go za ramię i pociągnął we właściwą stronę. - Włączyli alarm. I, kurwa, co z tego? Mamy tylko chwilę na przebranie i ucieczkę, a ty chcesz tam wracać!?
- Przecież mówiliśmy…
- Kłamaliśmy! – warknął, ucinając głupią dyskusję i przyspieszył kroku.
Za rogiem budynku nie było nikogo. Przechodnie, przestraszeni sytuacją pochowali się w domach, klienci uciekli ze sklepów nie wiadomo gdzie, a sprzedawcy czmychnęli na zaplecze. Okolica zupełnie ucichła.
- Szybko! Rzuć te rzeczy do studzienki. Nie będziemy ich taszczyć ze sobą! – wyższy wydawał polecenia, jednocześnie samemu zrzucając z siebie przestępcze ubranie. Ale kiedy zobaczył, że jego towarzysz nagle zastygł ze wzrokiem wlepionym w jeden punkt, zdenerwowany podszedł do niego. – Czy ciebie już do końca… - urwał, gdy zobaczył na co tamten patrzy. – Co to, kurwa, jest? – Padł na kolana przed skuterem, wyciągnął ręce przed siebie i zaczął w powietrzu wykonywać gesty określające kształt brakującej części. Po chwili dopiero zauważył wsadzoną pod siedzenie karteczkę z napisem „Przepraszamy. Musieliśmy.” – Co to, kurwa, jest?!
- A raczej… czego, kurwa, nie ma – poprawił krępy.
Chudy spojrzał na niego przez ramię, przygryzając wargi, aż spomiędzy ust pociekła strużka krwi. Wziął kilka głębokich oddechów, szybko policzył do dziesięciu i wstał.
- Bierz torbę, zbieramy się.
- Gdzie idziemy?
- Nie wiem, gdzie! Ale tu nie możemy zostać! Nie mamy przecież czym jechać!
- Ale…
- Nie ma żadnego ale! Zbieraj dupę w troki!
Brak gapiów znacznie ułatwił im oddalenie się z miejsca zbrodni. Niestety, zupełna ucieczka została udaremniona przez zadziwiająco szybko rozstawione policyjne blokady w okolicy. Zatrzymali się na parkingu wielkiego supermarketu, który stanowił tyły banku.
- I co teraz? – zapytał zmartwionym głosem niższy.
Wyższy zignorował pytanie, tylko wychylił się ostrożnie zza samochodu i zaklął natychmiast. Wiedział już, że ucieczka nie wchodziła w grę. Nawet jeśli byli przebrani za dwóch, niepozornych gejów, to przez barykady z pewnością by nie przeszli. Rozejrzał się po pobliskim parku, z nadzieją na znalezienie możliwości kamuflażu między drzewami i nagle twarz rozjaśnił mu uśmiech.
- Ukrywać się nie możemy, bo i tak nas znajdą, ale widzisz tamtych dwóch żuli na ławce? – Czołg przytaknął. – Musimy się do nich dostać. Tylko cichaczem. Lepsze przebranie od dwóch pedałów, to przebranie za dwóch lumpów, policja takich gości tylko ignoruje, albo zwyczajnie spisuje. W tej sytuacji pewnie zignoruje, mają ważniejsze sprawy na głowie.
- Ale nie mamy takich ubrań.
- No to je od nich weźmiemy… - zmarszczył brwi niższy. - Albo odkupimy, żeby nie robili hałasu, że na nich napadamy. Dobra, w każdym bądź razie ruszamy, tylko głowa przy ziemi i od samochodu do samochodu, od lampy do lampy. Ostrożnie.

Akt III, w którym wyjaśnia się, dlaczego plan nie wypalił.

Dwóch młodych mężczyzn mknęło wąskimi uliczkami na skuterze. Już od kilkunastu minut lawirowali w labiryncie miejskich przecznic, próbując zgubić ogon, ale ścigający byli czujni i nie dawali się odstawić na większą odległość. Dopiero dzięki umyślnie potrąconemu straganowi z warzywami, zdołali zatarasować drogę pościgowi i zniknąć mu z oczu.
Z piskiem opon wjechali na Plac Zielonych Żeńszeni i, nie zwalniając, popędzili dalej w jedną z alejek.
- Chyba ich zgubiliśmy! – Pasażer, widząc, że niebezpieczeństwo minęło, krzyknął do kierowcy, lecz tamten nie zareagował. - Nie gonią nas! – powtórzył, klepiąc go po ramieniu.
Kierowca nieroztropnie obrócił się i w tym właśnie momencie najechał na krawędź chodnika, skutkiem czego tylna opona strzeliła, a skuter stracił równowagę i zatańczył na ulicy prawdziwy balet. Obaj panowie nie wiedzieli jakiej tajemniczej sile zawdzięczają bezpieczne wyhamowanie, miast tragicznego roztrzaskania się o beton, ale ostatecznie, po serii piruetów zdołali zaparkować w uliczce za rogiem banku.
Odczekali parę sekund, upewniając się, że rzeczywiście są jeszcze wśród żywych, by w końcu w milczeniu zsiąść z pojazdu. Jeden z nich wygrzebał z kieszeni ramkę fajek i poczęstował kolegę. Przez moment delektowali się jedynie przyjemnością dymka, jakby zapominając o problemie, przed którym uciekali, jednakże wizja zagrożenia nie zapomniała o nich i po chwili wróciła im do pamięci.
- Pasuje spieprzać – mruknął pasażer.
- Ta… tylko jak? Skuter nie pojedzie.
- Na nogach?
- O nie! Nie zostawię go tu! Nie ma szans!
- A wolisz, żeby Gruby ze swoimi ziomkami cię dopadł?
Kierowca zdecydowanie pokręcił głową w zaprzeczeniu.
- No właśnie. Pozostaje więc tylko iść.
- Mówię ci, że nie zostawię tutaj tego skutera… Ej, może dasz radę go podnieść z tyłu? Może go zwyczajnie poniesiemy?
- Ty myślisz w ogóle o tym, co mówisz?! – zirytował się pasażer. - Gruby zaraz tu będzie, a taszcząc ze sobą to gówno nie ujdziemy za daleko… - skończył w zadumie, gdyż właśnie zorientował się, że za ich plecami stoi różowy skuter. – Ty, popatrz. – Kucnął przy nim, zmierzył orientacyjnie wymiary tylnego koła, przypasował je do uszkodzonego i spojrzał z uśmiechem na kolegę. – Jednak czasem można mieć szczęście. Masz może… - zerknął na śruby. - Dwunastkę?
- Dwunastkę? Po co ci klucz?
- Po co, po co. A po co są klucze? Żeby przykręcać, odkręcać i przekręcać, nie? Będzie klucz, będzie zmiana koła.
- No tak. Ale… że jak? Zostawimy tutaj to nasze, a weźmiemy tamto? Trochę… chamsko.
- Oj, odezwał się ten, co żyje zgodnie z kodeksem moralności. Albo przekręcamy i spieprzamy, albo Gruby zrobi ci w dupie taką imprezę, że do końca życia nie usiądziesz na skuterze.
- No dobra. – Taki argument był wystarczający. – Tylko jak? Palcami tego nie odkręcisz, a klucza nie mam.
- Spoko, patrz. – Pasażer kiwnął głową na pobliski sklep motoryzacyjny. – Masz jakieś złotówki przy sobie?
- No, trzech Bolków.
- Spoko, styknie, nie będę przecież kupował całego zestawu. - Wziął od kolegi sześćdziesiąt złotych i poszedł do sklepu, ale zatrzymał się na ulicy. - A! Ty dla kamuflażu się opieraj o tamten skuter, że niby jest twój. Wiesz, o co chodzi, nie? – Kierowca przytaknął i usiadł na jednym pojeździe, opierając nogi o drugi.
Spokojnie wyciągnął papierosa, ale nim wypalił go do połowy, kolega już przybiegł z parą narzędzi w dłoniach, po czym natychmiast zabrali się do pracy. Cała zamiana poszła sprawniej niż na pit-stopie Formuły 1. Choć nie powiedzieli tego na głos, to obaj czuli zbliżającą się złą energię Grubego. A przynajmniej coś, co znacznie podkręciło tempo ich pracy.
- Dobra, skończone. – Pasażer wstał i wytarł ręce o koszulę. - Zbieraj… Ty, co ty, do jasnej cholery, robisz?
- Chamsko tak zajebać komuś koło, nie? Zostawię przynajmniej karteczkę z przeprosinami.
- Ty jesteś… Nie, nie ważne, to twój problem jaki jesteś. Możemy już jechać?
Zasiedli na swoich miejscach i ruszyli przed siebie. Dokładnie w tej chwili na Placu Zielonych Żeńszeni rozległ się dźwięk dzwonka szkolnego. Tylko że to nie mógł być dzwonek szkolny, w pobliżu przecież nie było żadnej szkoły.
Ostatnio zmieniony pt 18 maja 2012, 13:44 przez Mazer, łącznie zmieniany 2 razy.


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
shelion
Pisarz pokoleń
Posty: 1014
Rejestracja: pn 24 sie 2009, 01:10
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Małopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: shelion » czw 14 paź 2010, 21:35

Mazer pisze:Jeden z nich, wyższy i szczapowaty, wymachiwał rękoma, wskazując kierunek marszu, drugi[1] niższy, ale szeroki w barach,

[1] Ło matko, no nareszcie coś, do czego mogę się przyczepić! :D Już myślałem, że poniosę sromotną porażkę i nie będę się mógł dowalić do czegokolwiek.
Przecinek.

Mazer pisze:ma pewne wątpliwości, co do dalszych kroków działania

Tu chyba z kolei przecinka być nie powinno. Tak mi się zdaje, ale sprawdź, to ok?

Mazer pisze:dobrze zbudowany dzierżący w dłoni zieloną torbę

Brak przecinka przed "dzierżący".

Mazer pisze:wsadzając za pas wojskowych spodni shotgun’a

Na pewno tak małą i niepozorną broń jak shotgun da się wsadzić za pas niczym rewolwer i w dodatku nikt go nie zauważy... Nie wydaje ci się to dziwne.

Mazer pisze:by jeśli ktokolwiek ich zobaczył na monitorach

Dziwnie to brzmi. Przestaw "ich" za "zobaczył" i będzie cacy :)

Mazer pisze:małomiasteczkowa ochrona, nie obyta z takimi sytuacjami, pokojowo położyła się na podłodze, uprzednio oddając broń napastnikom, a kasjerki z nieoczekiwanym uśmiechem, którego zawsze skąpiły klientom, zaczęły błyskawicznie wydawać pieniądze z szuflad.

Życie uczy, że nie ma w takich sytuacjach czegoś takiego jak "nieoczekiwany uśmiech". Jeśli ktoś postraszył Cię bronią, to nie do śmiechu ci, a już szczególnie jeśli to napad. Wiem co mówię, znam kilka osób (w tym jedna jest z mojej rodziny), które miały pecha pracować na kasie w godzinach napadów... To jest po prostu niemożliwe, by ktoś się uśmiechał, nawet "nieoczekiwanie".

Brak gapiów znacznie ułatwił im oddalenie się z miejsca zbrodni.

?
To był tylko napad, przecież ostatecznie nikogo "dla przykładu" nie zabili...

Mazer pisze:Kierowca zdecydowanie pokręcił głową w zaprzeczeniu.

Niby może być, ale...
Proponuję tak: Kierowca zdecydowanie zaprzeczył.
Kierowca zdecydowanie pokiwał głową, wyraźnie dając znak, że... :)
To zdanie, które stworzyłeś jest takie... nienaturalne. Tak, to dobre słowo. Zdecydowanie należy przerobić :)

Mazer pisze:- skończył w zadumie, gdyż właśnie zorientował się, że za ich plecami stoi różowy skuter. Ty, popatrz. Kucnął przy nim, zmierzył orientacyjnie wymiary tylnego koła, przypasował je do uszkodzonego i spojrzał z uśmiechem na kolegę. Jednak czasem można mieć szczęście. Masz może… - zerknął na śruby. - Dwunastkę?

Zauważyłem fajną rzecz. Raz myślnik jest krótszy, raz dłuższy. W tekście używasz tych dłuższych, więc już wiesz, że kilka jest do poprawienia :D

_____________________________________________________________
Zanim przejdę do gadania muszę Cię pochwalić przede wszystkim za to, że tekst jest po korekcie. Parę razy przecinek Ci się zdarzył, ale wybaczam, bo tekst pod względem gramatycznym i interpunkcyjnym stoi na wysokim poziomie. Takie teksty się fajnie czyta, a nie tak jak niedawno, kiedy dałem sobie siana po dwóch akapitach u pewnego gościa, który zwyczajnie olał Czytelnika i uraczył nas tekstem, w którym w każdy zdaniu było x błędów. TU MASZ DUŻY PLUS.

Następna sprawa: spodobał mi się bardzo sposób opowieści. III Akty, a każdy wyjaśnia spokojnie jak do czegoś doszło. Świetne rozwiązanie!
Poza tym sam warsztat: nie powiem, wprawny redaktor na pewno by coś znalazł, ale ja, jako czytelnik, nie mam specjalnie do czego się przeczepić. Tekst jest spójny, napisany ciekawie no i przede wszystkim sama historyjka jest niezła. Miło się czytało.
Trochę żałuję, że na mam za bardzo do czego się dowalić, że tak powiem, bo wtedy byłbym użyteczniejszy. A tak... BARDZO SIĘ PODOBAŁO!
Jak masz tego więcej, to próbuj sił w czasopismach. :)


Obrazek
----------------------------------------------------------------------
Obrazek

Awatar użytkownika
Bogna
Zarodek pisarza
Posty: 17
Rejestracja: sob 17 lip 2010, 13:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Puszcza
Płeć: Kobieta

Postautor: Bogna » pn 18 paź 2010, 15:16

Mazer pisze:Na Placu Zielonych Żeńszeni

Plac pisze się małą literą, jak ulica czy osiedle. Powtarzasz kilkakrotnie samo słowo "plac", i to dużą literą - błąd.
Mazer pisze:ludzie[1a] zwyczajnym dla siebie torem życia [1b] powoli krążyli po okolicy w poszukiwaniu promocji sklepowych,[2] bądź otwartych już placówek administracyjnych; ptaki z pobliskiego parku nieudolnie, acz uporczywie[3] starały się przebić swym śpiewem ponad ryk coraz gęściej krążących samochodów; słońce, pewnie roztaczające swą władzę na nieboskłonie, wywabiło z nocnego ukrycia parę miejskich lumpów i w cieple swych promieni usadowiło ją[4] na parkowej ławeczce.

1a,1b - przecinki dla dopowiedzenia. Ten tor życia nie podoba mi się, lepiej by brzmiał "rytm życia", chyba że jest to nawiązanie do "krążenia po okolicy", wtedy lepiej brzmiałby "utarty, swój tor" "Ludzie utartym (swoim) torem powoli krążyli po okolicy..."
2 - przed "bądź" nie stawiamy przecinków
3 - przedcinek jako zamknięcie dopowiedzenia
4 - uważam, że "ich" zamiast "ją" byłoby mniej zaskakujące w tym miejscu. Odnosisz zaimek do pary, lepiej by było odnieść go do lumpów.

Mazer pisze:Nagle, w ten cały[1] sielankowy nastrój wdarł się paraliżujący siłą dźwięk dzwonka szkolnego. Tylko,[2] że to nie mógł być dzwonek szkolny,

1 - bez "cały", "ten" wystarczy
2 - wyrażeń nie rozdziela się przecinkiem: bez przecinka przed "że".

Mazer pisze:Dwóch lumpów siedzących na ławeczce wolno przeniosło spojrzenie z bezchmurnego, słonecznego[1] nieba na Plac[2], po czym, unosząc brwi w zdziwieniu, zerknęli po sobie[3] i bez słowa uznali, iż zajście jest na tyle intrygujące, że warto poświęcić mu chwilę uwagi. Delektując się słodkim smakiem wina wiśniowego[4], ujrzeli, jak z banku wyskakuje para[5] mężczyzn i[6] choć oddaleni byli od nich[7] o prawie sto metrów, łatwo zauważyli nerwowość w ich ruchach. Jeden z nich,

1 - jeśli jest bezchmurne, to wiadomo, że słoneczne - nagromadzenie
2 - plac małą literą, już pisałam o tym
3 - "zerknęli na siebie" lub "spojrzeli po sobie", tutaj lepiej by było "spojrzeli po sobie"
4 - wiśniowe wino - aliteracja
5 - "para" odnosi się do pary, czyli mężczyzny i kobiety; tutaj lepiej by było "dwóch"
6 - powinien być przecinek, dalsza część zdania jest zaburzona, ponieważ mówisz, co widzą "lumpy": "ujrzeli, jak", ale po "i, choć" powtarzasz "łatwo zauważyli" i zdanie się nie klei. Uważam, że lepiej by brzmiało tak:
Delektując się słodkim winem, ujrzeli, jak z banku wyskakują dwaj mężczyzni i nerwowo rozglądają się dookoła. Ławka od banku stała o jakieś sto metrów, ale widzieli dokładnie.
Powtórzenia.

Mazer pisze:dzierżący w dłoni zieloną torbę w niebieskie kwiatki,

niekonsekwencja - na początku panowie mają dużą walizkę, później konsekwentnie jest torba. "Dzierżący" trochę mnie śmieszy.
Mazer pisze: w czym utwierdził ich wciąż podsuwany pod nos plik pieniędzy.

niezgodność liczby - ich jest dwóch a nos jeden

Mazer pisze:Lumpy w niemym porozumieniu stwierdzili,

zamiast "stwierdzili" potrzeba innego czasownika, może "zgodzić się"? Zbyt szybko przechodzisz z jednej czynności do drugiej, jak dla mnie: najpierw niemo się porozumiewają, potem zgadzają się lub nie, uznają coś, a dopiero potem "wychodzą na zewnątrz", do ludzi, ze swojązgodą.
Mazer pisze:zadąsał[1] się ten mniejszy wzrostem[2]

1 - nadąsał
2 - mniejszy wzrostem? niższy.

Mazer pisze:które niczym ciernie utkwiły mu w gardle i nie chciały wyjść.

jak ciernie mogą znaleźć się w gardle? Wyjść raczej też nie mogą, można je wyjąć.

Mazer pisze:poirytowany musem tłumaczenia

poirytowany przymusem

Mazer pisze: powiedział krępy, wsadzając za pas wojskowych spodni shotgun’a, a w dłoń pewnie chwytając torbę.

"w dłoń biorąc torbę" lub "mocno chwytając torbę", że dłonią chwyta - wiadomo, żadna inna część ciała nie może chwytać.

Mazer pisze:Niższy odpowiedział kiwnięciem głowy i obaj jednocześnie ruszyli.

Znów się spieszysz; lepiej rozdzielić czynności: Niższy odpowiedział kiwnięciem głowy. Ruszyli jednocześnie. Bez "obaj".

Mazer pisze: wyższy wydawał polecenia, jednocześnie samemu zrzucając z siebie przestępcze ubranie. Ale kiedy zobaczył, że jego towarzysz nagle zastygł ze wzrokiem wlepionym w jeden punkt, zdenerwowany podszedł do niego.

Lepiej by było, gdyby ta fraza znalazła się w nowym ustępie, od akapitu, następna kwestia "wższego"też od akapitu.
"Samemu" - niepotrzebne, tym bardziej że "z siebie". Jakie jest "przestępcze ubranie"? Nie lepiej "przebranie"?
"Ale kiedy" jest niepotrzebne. Wg mnie, tak mogłoby to brzmieć:
Wyższy wydawał polecenia, jednocześnie zrzucając z siebie przebranie. Kątem oka zauważył, że jego towarzysz zastygł ze wzrokiem wlepionym w jeden punkt. Zdenerwowany podszedł do niego.

Mazer pisze: przygryzając wargi, aż spomiędzy ust pociekła strużka krwi.

"spomiędzy ust" niepotrzebne.

Mazer pisze:Kierowca nieroztropnie obrócił się i w tym właśnie momencie najechał

bez "właśnie".

Mazer pisze:ale ostatecznie, po serii piruetów zdołali zaparkować w uliczce za rogiem banku.

Często używasz nagromadzenia, tu: "ostatecznie, po serii piruetów". Wystarczy jedno określnenie.

Mazer pisze:- No dobra. –[1] Taki argument był wystarczający. – Tylko jak? Palcami tego nie odkręcisz, a klucza nie mam.
- Spoko, patrz. –[1] Pasażer kiwnął głową na pobliski sklep motoryzacyjny. – Masz jakieś złotówki przy sobie?

1 - jeśli ma być kropka po zakończonej kwestii, to zaczynasz od akapitu bez myślnika. Jeślima być myślnik, to bez kropki, a po myślniku małą literą.

Mazer pisze: Wziął od kolegi sześćdziesiąt złotych i poszedł do sklepu, ale zatrzymał się na ulicy.

I wszystko w jednym zdaniu, w dodatku po myślniku, czyli w komentarzu narrotara do słów. Moim zdaniem, powinien tu być akapit, bez "od kolegi" i podzielone na dwa zdania. Na przykład tak:
Wziął sześćdziesiąt złotych i poszedł do sklepu. Jednak zatrzymał się na ulicy i rzucił za siebie:
- A! Ty dla kamuflażu...

Mazer pisze:- A! Ty dla kamuflażu się opieraj o tamten skuter, że niby jest twój. Wiesz, o co chodzi, nie? – Kierowca przytaknął i usiadł na jednym pojeździe, opierając nogi o drugi.
Spokojnie wyciągnął papierosa, ale nim wypalił go do połowy, kolega już przybiegł z parą narzędzi w dłoniach, po czym natychmiast zabrali się do pracy. Cała zamiana poszła sprawniej niż na pit-stopie Formuły 1. Choć nie powiedzieli tego na głos, to obaj czuli zbliżającą się złą energię Grubego. A przynajmniej coś, co znacznie podkręciło tempo ich pracy.

Kierowca przytaknął... to początek ustępu, który zacząłeś następnym zdaniem, dlatego na pytaniu: "Wiesz, o co chodzi, nie?" powinno się zakończyć. Kierowca przytaknął i zapalił papierosa. Za dużo tutaj "kolegów" - powtórzenia.

Mazer pisze:Zasiedli na swoich miejscach i ruszyli przed siebie.


Zasiada się np. za stołem, wygodnie, z nadzieją dobrej biesiady. Powtórzenia: "na swoich", "przed siebie".
---------------------------------------

Opowiadanie przypomniało mi gang Olsena, ubawiłam się! Bardzo fajny pomysł z pokazaniem jednego zdarzenia z trzech perspektyw. To, że zobaczyłam trzy pary nieudaczników, spotęgowało wrażenie groteski. Łączący opowiadanie dzwonek szkolny skojarzył mi się jakby z dzwonkiem budzika i przebudzeniem ze snu.
Co do realizacji pomysłu: odniosłam wrażenie, że się spieszysz. Nie tylko przez budowę zdań, w których umieszczasz zbyt dużo czynności, czasu, ale też prze budowę ustępów nie zawsze przemyślaną. Gdygyś uważniej dobierał słowa pod względem ich znaczenia... chociaż taki "niefrasobliwy" język dodawał groteski opowiadaniu, czasami, bo czasami mnie drażnił.



Weryfikacja zatwierdzona przez Adriannę
Ostatnio zmieniony pt 18 maja 2012, 13:43 przez Bogna, łącznie zmieniany 1 raz.


Scio me nihil scire.

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » czw 28 paź 2010, 23:38

Witam! :)
Cóż, nie ze wszystkimi wytkniętymi błędami się zgadzam - część jest uważam za subiektywne spojrzenie Czytelnika na tekst lub też zbyt poważne spojrzenie na, w gruncie rzeczy, groteskowy materiał.
A że gang Olsena historyjka przypominała, to chyba tylko plus dla mnie, wszak gang, to klasyka:D
No i dodam(odnosząc się do tego, co shelion napisał) - chyba większość z nas, ludzi bez doświadczenia a wielkim zapałem do pisania, powinna wklejać teksty na forum jak ja ten. Napisałem, poprawiłem, odczekał spory kawałek czasu, zająłem się innymi, wróciłem do tego, gdy miałem świeższe spojrzenie i znowu wprowadziłem korekty - widać, od strony technicznej taki sposób jest naprawdę ok:)
Dzięki bardzo za komentarze i pozdrrrrrr!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2394
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » czw 01 wrz 2011, 19:46

Mazer pisze:przebić swym śpiewem ponad
przebijamy się raczej przez coś

Mazer pisze:Nagle, w ten cały sielankowy nastrój wdarł się paraliżujący siłą dźwięk dzwonka szkolnego
niepotrzebne rozpychacze

Mazer pisze:mogli z błogim uśmiechem zażywanego relaksu
błogi uśmiech zażywanego relaksu? W sensie że relaks się uśmiecha?
Lepiej by było "mogli z błogim uśmiechem zażywać relaksu, coś tam robiąc"

Mazer pisze:co do dalszych kroków działania
Jakoś mi zgrzyta to określenie.

Mazer pisze:jasno zieloną
jasnozieloną

Mazer pisze:zatańczył na ulicy prawdziwy balet
jest ogólnie sporo takich zdań i określeń, które dla mnie brzmią fatalnie. Stwierdzenie "i zatańczył na ulicy balet" zupełnie mnie wytrąciło. co, gdzie, skąd, jaki balet? Później plaśnięcie w czoło, ale w uchu nadal zgrzyt. Może jakieś "odtańczył", czy bardziej kolokwialnie "odstawił" by działało.

Mazer pisze:jednakże wizja zagrożenia nie zapomniała o nich i po chwili wróciła im do pamięci.
tu zbędny zaimek (i znów jak dla mnie zdanie nienaturalne, ale już sama nie wiem, może się czepiam)

No i co tu powiedzieć? Dla mnie mało groteskowa ta groteska. Jest trochę przerysowane, pomysł całkiem zabawny, ma swoje plusy i minusy, ale grzęźnie trochę jeśli chodzi o wykonanie.

Strasznie leciałeś do przodu. Upychasz mnóstwo informacji w zdanie, nie bardzo dbając o jego brzmienie. Najzwyczajniej w świecie kiepsko mi się "słuchało" narratora. Bo historię miał dobrą - pomysł z podziałem na akty, trzema spojrzeniami na napad, wyjaśnieniami - ok, bardzo dobry.
Warsztat daje radę. Trochę usterek było, ale widać, że się przyłożyłeś. Z podstawowych błędów to różne rozpychacze, wstawianie dużo "tylko", "jednak", "cały" itd. tam, gdzie nie trzeba, niekiedy interpunkcja, jakieś powtórzenia, niekiedy szyk pokręcony i dziwne użycie słów (te dwie ostatnie cechy zrzucam ogólnie na karb tej pospiesznej narracji).
Tyle ode mnie. Podobało się średnio, ale miejscami przywołało uśmiech na twarz.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony

Awatar użytkownika
Inżynier dusz
Pisarz osiedlowy
Posty: 346
Rejestracja: pt 09 sty 2009, 00:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Inżynier dusz » czw 01 wrz 2011, 22:50

Ucieszyłem się, kiedy zobaczyłem, że ktoś nareszcie wrzucił tu kryminał. Później się zorientowałem, że to temat wykopany spod dwóch metrów ziemi ;)

Nie będę go szczegółowo analizował, bo zrobili to już inni.
Bardzo lubię kryminały, a kryminały ze sporą dawką humoru szczególnie :) Czyta się dobrze - bez zgrzytów. Podoba mi się, to że tę samą historię pokazujesz z różnych punktów widzenia. Plus za tytuły poszczególnych aktów.

I to by było na tyle :)

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Natasza
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 5467
Rejestracja: śr 31 sie 2011, 21:11
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: Natasza » czw 01 wrz 2011, 23:57

1. Zamysł historii ciekawy, daje oryginalne możliwości narracyjne, podoba mi się klamrowa konstrukcja fabuły.

2. Najbardziej szwankuje w tym utworze narracja. Powiem dość brutalnie: przypomina protokół policyjny (nie podejrzewam - zwłaszcza po rozpoczynającym utwór opisie budzącego się dnia - że to był zamierzony efekt).
Kim jest więc narrator? Zastosowane dowcipne epitety, potoczne, ocierające się o kpinę wyrażenia i zwroty wskazywałyby na wesołego obserwatora rzeczywistości, coś w rodzaju komentarza do obrazów z kamery ulicznej. Takie reality show. Ok. Tylko, że skrupulatność sprawozdawcza sprawozdawcy rozprasza uwagę od zdarzeń (napisałam rozprasza? powinnam może zamula?). Na miły Bóg, nie trzeba opisywać dokumentnie i drobiazgowo każdego poruszenia bohaterów!
Narrator dominuje w ogóle w tym tekście - sprawia to, według mnie dość przykre wrażenie.
3. I najgorsza część - dialogi.
Lubię, kiedy w dialogach narrator pozwala bohaterom być sobą (indywidualizacja)


3. Językowo wiele nieporadności:
Skupię się na kilku:

lumpy spojrzeli

To nie jest prawidłowa forma gramatyczna
lumpy wymagałyby raczej formy niemęskoosobowej spojrzały


nadleciało wycie


kolorowe ubrania z dużą ilością żelu na włosach


przestępcze ubranie.


Lepsze przebranie od dwóch pedałów


frazeologia "a fe!", wybrałam te które mnie rozśmieszyły.

Pasażer, widząc, że niebezpieczeństwo minęło, krzyknął do kierowcy, lecz tamten nie zareagował


Przeczytaj uważnie to zdanie i wyobraź je sobie w kolejnościach czynności

widząc - imiesłów współczesny, a należałoby zastosować logicznie uprzedni:
zobaczywszy (najpierw przecież zobaczył), potem krzyknął.
ten (bo o kierowcę chodzi), a nie tamten (bo wydaje się, ze chodzi o pasażera)

Więcej jest takich zdań, gdzie zdanie podrzędne nijak ma się do zdania nadrzędnego, a powinno je rozwijać - Twoje zdania się dzieją równolegle do zdarzeń, zgodnie z ich nieprzewidywalnym biegiem.


Granice mego języka bedeuten die Grenzen meiner Welt.(Wittgenstein w połowie rozumiany)


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości