Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Uciekinier - prolog

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MaW
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: czw 15 lip 2010, 20:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Uciekinier - prolog

Postautor: MaW » ndz 26 wrz 2010, 18:14

Wstawiam zmienioną wersję prologu. Wprowadziłem spore zmiany w fabule, dlatego postanowiłem napisać wszystko od nowa. Oceńcie jak to wyszło ;)
~Prolog~



Daniel Białecki mknął starą ciężarówką po pogrążonej w ciemnościach nocy autostradzie. Kiwał się na trzeszczącym siedzeniu w rytm starego przeboju Queen’u: „Under Pressure”. Jednak po chwili radiowa muzyka umilkła, a zastąpiły ją głośne trzaski.
– Cholerna burza – mruknął Daniel postukując w głośniki z nadzieją, że w ten sposób radio znów zadziała. Warknął, gdy jego działania nie przyniosły rezultatu.
Późna pora nie służyła jego samopoczuciu. Ręce, już prawie bezwładne, z ledwością trzymały kierownicę. Daniel sięgnął po butelkę i pociągnął solidny łyk lodowatej i orzeźwiającej coli.
– Uff…Od razu lepiej – westchnął.
Nagle w radiu odezwał się cichy kobiecy głos:
Pogodę na Mazowszu będzie kształtować przemieszczający się z północnego zachodu na wschód front atmosferyczny niosący ze sobą ulewne deszcze. Przewidujemy silne opady na terenie całej Polski. Nie wykluczone burze. Przejaśniać zacznie się dopiero jutro popołudniu. Temperatura przewidywana na sobotę to od dwudziestu czterech stopni w okolicach Krakowa do nawet trzydziestu na zachodzie kraju.
– A to ciekawe – pomyślał Daniel gapiąc się na uderzające w szybę krople deszczu. – To chyba pierwszy raz, kiedy sprawdziła im się pogoda. – Zażartował.
Tymczasem z głośników popłynął głos innego spikera:
No dobra, to teraz zwalniamy nieco tempo, bo za chwilę usłyszycie ‘What a wonderful world’ Louisa Armstronga.
Gdy tylko głos umilkł kabinę ciężarówki wypełniła cicha muzyka.

I see trees of green... red roses too
I watch 'em bloom... for me and for you
And I think to myself... what a wonderful world.

– No nie, tylko nie to…– westchnął Daniel zagryzając kanapkę. Zerknął na leżącą na siedzeniu pasażera mapę, by zorientować się ile jeszcze mu zostało drogi.
– No dobra… Jeszcze dwie godziny…
Tymczasem monotonną jazdę przerwała cicha melodia wydobywająca się z kieszeni koszuli Daniela. Mężczyzna wygrzebał telefon i odebrał go. Usłyszał podenerwowany głos swojego znajomego, Piotra Chodorskiego.
– Daniel… – wyszeptał, lecz jego głos zakłóciły trzaski i głośne szmery.
– Słucham?! Piotrek?! Możesz mówić głośniej? Słabo cię słyszę!
Zakłócenia trwały jeszcze parę sekund, a potem nagle ustały.
– Jesteś tam? – wyszeptał Piotr.
– Jestem, jestem – odparł Daniel. – Chyba mam słaby zasięg, bo na jakimś odludziu jestem. Słuchaj… możesz zadzwonić później? – dodał szybko. – Teraz prowadzę. Za jakieś dwie godziny będę…
Wypowiedź przerwał mu ochrypły głos Piotra.
– Słuchaj mnie uważnie i nie zadawaj pytań, szkoda czasu. Ci goście z ASAC-u to oszuści. Słyszałem jak mówią o jakimś zamachu, nie wiem, o co chodzi, ale oni coś knują…
Daniel uśmiechnął się delikatnie.
– O nie Piotrek. Nie dam się wrobić w kolejny twój świetny żart. Raz ci się udało, ale teraz…
– Zamknij się i słuchaj – przerwał gwałtownie Piotr. – Musisz jechać na policję. To nie jest żaden żart. Mówię serio. Wiem, co słyszałem.
Daniel zamarł na chwilę. Po tonie głosu swojego przyjaciela wywnioskował, że sytuacja wygląda na poważną.
– Kurde… nie ma tu policji… – odparł nerwowo rozglądając się po drogowskazach. – A co się właściwie dzieję? Gdzie jesteś?
– Nie wiem… cholera… wygląda to na jakiś hangar. Ci goście też tu są. Przywlekli mnie tu żebym im wszystko wyśpiewał o naszej firmie. – odparł. – Czekaj spróbuję stąd zwiać – dodał szybko Piotr odkładając słuchawkę.
– Piotrek! Nie wyłączaj się! – krzyknął, ale nie otrzymał odpowiedzi. Odetchnął z ulgą, gdy się zorientował, że połączenie nie zostało przerwane. Trzymał kurczowo słuchawkę mocno przyciśniętą do ucha, aby wszystko dokładnie słyszeć. Nagle zorientował się, że rozwinął prędkość stu dziesięciu kilometrów na godzinę. Szybko zdjął nogę z gazu. I wtedy usłyszał w telefonie głośne dźwięki trzaskającego drewna.
Serce Daniela zapulsowało szybciej.
– Piotrek?! – krzyknął.
W tym momencie usłyszał w słuchawce donośny, męski głos.
– Szefie! On wieje!
– Co?! Cholera jasna, łapcie go! Szybko, szybko! Ruszać się!
Potem dało się słyszeć jęki i pojedyncze trzaski łamanego drewna.
– A dokąd to się pan Piotr wybierał? – zapytał nagle z irytacją jeden z mężczyzn.
Piotrek nie odpowiadał.
– No dobra, Antoni, rusz swój leniwy tyłek i sprawdź, co z naszym gościem. Jakoś niemrawo wygląda.
Zapanowała chwila ciszy…
– Wszystko z nim w porządku. Poobijał się lekko o palety, ale może gadać. No i trochę go zamroczyło, to tyle. Eee…Tom, możesz już go puścić. Da radę stać na własnych nogach.
Potem przemówił kolejny mężczyzna.
– Ale z ciebie pierdoła. Jak już chciałeś zwiać, to mogłeś to zrobić dyskretnie, a nie rozwalając po drodze stos palet. No Dobra, zostawcie go. Chodźcie teraz tutaj, musimy coś obgadać – zawołał towarzyszy.
Daniel czuł się, jakby był razem z Piotrkiem w tym hangarze, ale słyszał tylko niektóre słowa wypowiedziane przez okupantów jego kolegi. Po trwającym kilka chwil milczeniu, jeden z nich znowu się odezwał:
– No dobra… Układ jest prosty. Albo gadasz nam wszystko o swojej firmie, albo… albo kulka w łeb.
– Chrzańcie się – mruknął Piotr, spluwając pod nogi tajemniczym mężczyznom, a oni ryknęli śmiechem.
– Ho, ho, ho, Piotruś zgrywa bohatera. Ciekawe jak długo wytrzyma…
– Eee… Szefie!!! – wrzasnął nagle jeden z mężczyzn
– Czego znowu?
– Tu leży komórka!
– Cholera jasna! Antoni, sprawdź to – polecił.
Daniel zamarł… Poczuł, że nogi mu drętwieją i zsuwają się z pedałów.
I hear babies cry...... I watch them grow
They'll learn much more.....than I'll never know
And I think to myself .....what a wonderful world

– Ktoś jest na linii… – powiedział cicho Antoni.
– Oh, dawaj mi to. Kim jesteś? Gadaj!
Daniel milczał jakby ktoś skleił mu usta. Postanowił udawać, że nie słyszy tych głosów w słuchawce. Zaraz znikną… spokojnie… tylko spokojnie – pomyślał.
– No, już! Gadaj, albo on zginie!
Argument wydał się Danielowi mocny, dlatego znalazł w sobie resztki odwagi i odezwał się cicho:
– Daniel Białecki…
– Aaa… To ty… – odpowiedział i odłożył na chwilę słuchawkę, kierując się do swoich towarzyszy – To Białecki. Z nim nie będzie problemu. Przecież… on jest już wyeliminowany…
Daniela zmroziło. Wyeliminowany… Cokolwiek to znaczyło, nie brzmiało zbyt dobrze.
– Szefie, ale on mógł wszystko usłyszeć i komuś przekazać.
– Racja Antoni, nie pomyślałem o tym.
– Zapewne zadzwonił do Anny – zasugerował Antoni.
Daniela całkowicie zatkało. Skąd oni wiedzą o mojej żonie? – pomyślał. Przez głowę przelatywało mu mnóstwo pytań, które chciałby zadać tajemniczym mężczyznom, ale nie zdobył się na odwagę, aby powiedzieć, choć słowo.
– Racja. Przecież, do kogo innego mógłby zadzwonić? Biedny, samotny Daniel. Ma tylko Annę – zadrwił.
– No i ten jego synalek, jak mu tam? – mruknął Antoni.
– Zdaję mi się, że Adam.
– Odwalcie się od mojej rodziny! – wrzasnął Daniel.
– O, nie denerwuj się. Nie musisz… No cóż… w takim razie, wygląda na to, że musimy rozprawić się także z Anną i Adamem – odparł. – To będzie łatwizna. – Dodał.
Daniel wsłuchiwał się dokładnie w to, o czym dyskutują mężczyźni, jednak rozumiał tylko niektóre słowa. Potem dało się słyszeć wyraźny głos:
– A jego… Jak mu tam?
– To Piotr Chodorski – odparł tajemniczy, niski głos.
– A tak, Piotrek… – powiedział i zamilkł na chwilę – Zabić go.
Po tych słowach Daniel usłyszał w słuchawce krzyki swojego przyjaciela a potem huk. Instynktownie oderwał słuchawkę od ucha i rzucił ją na siedzenie pasażera. Próbował się uspokoić, jednak z marnym skutkiem. O co chodziło jego przyjacielowi? Jaki zamach? I kim byli ci mężczyźni? Te i inne pytania przelatywały mu przez głowę, jednak nie marnował czasu, aby próbować na nie odpowiedzieć. Nerwowo zaczął rozglądać się po drogowskazach. Postanowił skręcić za dwieście metrów i pojechać do najbliższego miasta na policję. Po kilku sekundach z mroku wyłonił się zjazd z autostrady. Daniel wcisnął pedał hamulca, aby prawidłowo wejść w zakręt, ale nic się nie działo. Nerwowo uderzał nogą w hamulec, lecz pojazd nadal pędził z pełną prędkością. Mężczyzna skręcił kierownicą, próbując wrócić na autostradę, ale było już za późno. Potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Ciężarówka przewróciła się na śliskiej jezdni i zsunęła z drogi, a Danielem rzuciło jak zwykłą, szmacianą lalką.

Yes I think to myself .......what a wonderful world.



Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » pn 04 paź 2010, 06:14

Witam!

Masz przyjemny, lekki styl, co w połączeniu z wrzuceniem czytelnika od razu w wir akcji, daje naprawdę ciekawy fragment, zdecydowanie zachęcający do zagłębienia się w fabułę - jeśli tylko napiszesz ciąg dalszy, z głową poprawisz, chętnie go przeczytam. Prolog urwałeś w dobrym miejscu, tuż po skończeniu czytania, chciałem wiedzieć, co się działo dalej z bohaterami, a to zdecydowanie duży plus dla Ciebie :)
Nie ustrzegasz się jednak pewnych technicznych błędów - zdarzenia opisujesz z perspektywy Daniela, a co za tym idzie, nie mógł on słyszeć aż tak dokładnie rozmów bandytów, przecież wszystko do niego docierało przez rzucony gdzieś na podłogę telefon!; część z pogodą mógłbyś znacznie skrócić, zakończyć trzykropkiem w pewnym momencie, nic to nie wnosi do fabuły, a zdecydowanie spowalnia czytanie.

Na koniec się przyczepię :D W ciężarówkach fabrycznie jest montowane ograniczenie prędkości do 90km/h, więc Danielowi ciężko byłoby jechać ponad setkę (chyba, że to ograniczeni ściągnął, o czym mógłbyś wspomnieć;)

Jestem ciekaw rozwinięcia akcji.
Pozdrrrrr!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Luka w pamięci
Umysł pisarza
Posty: 770
Rejestracja: pn 16 sie 2010, 17:48
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Luka w pamięci » pn 04 paź 2010, 11:44

A moim zdaniem styl dobry, tylko ciut naiwnie to wszystko opisane. Na przykład pogrążona w ciemnościach autostrada - myślę że raczej byłaby oświetlona nocą.
Dialogi takie niejasne, nie wiadomo już, czy Piotrek ciągle szepcze, czy już krzyczy i nagle bierze i ucieka. Skąd tak dobrze Daniel wie, trzeszczy akurat drewno, albo że Piotrek splunął im pod nogi? "Okupanci" mnie rozbroili;) raczej porywacze, oprawcy ostatecznie... Daniel gada do siebie jak stetryczały staruszek, może lepiej, gdyby to było w formie myśli. No i rozmowy owych "okupantów" - chrzańcie się, cholera jasna, ależ z ciebie pierdoła. Czy oni nie znają dosadniejszego słownictwa?;) Brzmi bardzo niewiarygodnie.


ObrazekObrazekObrazek

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 21 sty 2011, 17:36

Daniel Białecki mknął starą ciężarówką po pogrążonej w ciemnościach nocy autostradzie. Kiwał się na trzeszczącym siedzeniu w rytm starego przeboju Queen’u: „Under Pressure”. Jednak po chwili radiowa muzyka umilkła, a zastąpiły ją głośne trzaski.

Dwie szybkie zmiany:
Daniel Białecki mknął starą ciężarówką po pogrążonej w ciemnościach autostradzie. Kiwał się na trzeszczącym siedzeniu w rytm starego przeboju Queen’u: „Under Pressure”. Jednak po chwili muzykę zastąpiły głośne trzaski.
Pierwsza zmiana: ciemność wynika z nocy - to logiczne.
Druga zmiana: skróciłem zdanie.

– Cholerna burza – mruknął Daniel postukując w głośniki z nadzieją, że w ten sposób radio znów zadziała. Warknął, gdy jego działania nie przyniosły rezultatu.

Tu i w dalszej części: imię jest zbędne, gdy narrator stoi cały czas za jednym bohaterem. Czasami autorzy używają nazwiska, aby podkreślić daną osobę, ale zazwyczaj nie wtedy, kiedy dopiero co ta postać została przedstawiona (vide początek)

[...]że w ten sposób radio znów zadziała. Warknął, gdy jego działania nie przyniosły rezultatu.

prosta zmiana:
[...]że w ten sposób radio znów zadziała. Warknął, gdy to nie przyniosło rezultatu.

Tymczasem z głośników popłynął głos innego spikera:

Tymczasem monotonną jazdę przerwała cicha melodia

Zaczynasz w ten sam sposób...

Zerknął na leżącą na siedzeniu pasażera mapę, by zorientować się ile jeszcze mu zostało drogi.

kolejność:
Zerknął na mapę leżącą na siedzeniu pasażera, by...

Mężczyzna wygrzebał telefon i odebrał go.

Ale już wiemy, że to mężczyzna. Niepotrzebne tutaj.

– Daniel… – wyszeptał,

– Jesteś tam? – wyszeptał Piotr.

podobni jest z dodał, przerwał - za dużo tutaj atrybucji dialogu. Niby to ma nieść klimat, a odrywa od dialogów.

Daniel zamarł na chwilę. Po tonie głosu swojego przyjaciela wywnioskował, że sytuacja wygląda na poważną.

A można krócej:
Daniel zamarł na chwilę. Wywnioskował, że sytuacja jest poważna.

– Nie wiem… cholera… wygląda to na jakiś hangar. Ci goście też tu są. Przywlekli mnie tu żebym im wszystko wyśpiewał o naszej firmie. – odparł. – Czekaj spróbuję stąd zwiać – dodał szybko Piotr odkładając słuchawkę.

Ekhm - to logiczne? Ja bym zwiewał NAJPIERW, a później dzwonił...

Daniel czuł się, jakby był razem z Piotrkiem w tym hangarze, ale słyszał tylko niektóre słowa wypowiedziane przez okupantów jego kolegi.

Zajęli jego kolegę?

Nie wiem czemu, ale tekst wydał mi się śmieszny. Dialogi sztuczne na całej linii, zabieg z dokładnym opisywaniem wydarzeń w hangaru, kiedy bohater (i narrator) słyszą jedynie skrawki w telefonie został przeprowadzony bardzo słabo, bo tylko odziera tekst z klimatu. Pomysł wyjściowy jest prosty: facet dowiaduje się, że ma kłopoty od kolegi w jeszcze większych kłopotach, a ty i tak nie poradziłeś sobie z tym lekkim ładunkiem, wrzucając do jednego kosza narracyjnego gangsterów, bohaterów i telefon. Całe zajście w hangarze mogło zając jeden akapit, a ociekałoby klimatem i wciągało, a tak, to uśmiałem się z bandziorów i inteligencji Piotrka. Nie podobało mi się.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości