Piaski Pustyni

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Misiael
Pisarz domowy
Posty: 152
Rejestracja: sob 27 cze 2009, 11:01
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Łuków
Płeć: Mężczyzna

Piaski Pustyni

Postautor: Misiael » pn 16 sie 2010, 10:19

Od autora: Jest to jedno z moich pierwszych opowiadań, o którym przypomniałem sobie dzisiaj rano czytając wypowiedź Mich'Aela tym temacie, w którym wyrażał chęć przeczytania czegoś zainspirowanego grą komputerową. Odgrzebałem więc "Piaski Pustyni", przeczytałem je i stwierdziłem, że jak na wczesne opowiadanie absolutnie nie ma się czego wstydzić - choć oczywiście cudów nie ma. Dlatego zamieszczam je tutaj.


Piasek na moich oczach i piasek w moich oczach.
Assan podniósł się z klęczek. Wkroczył do opustoszałego miasta Zarich - Starożytnej metropolii w samym sercu pustyni. Już z daleka zauważył, że bram strzegły trupy. Czarnopióry ptak wyszarpywał wnętrzności jednemu ze strażników. Assan nie przepędził go.
w Zarich panowała cisza. Cisza niemal bolesna, odczuwalna podwójnie, zwłaszcza w kontraście z tym, co działo się tu jeszcze kilka dni temu. Tętniący życiem dziedziniec straganowy zmienił się w, na wpół przysypany piaskiem, plac. Świątynia bogini Ashary legła w gruzach. Bruk uliczek Zarich pokryty był zeschniętą i zbrązowiałą już krwią. Tu i ówdzie można było dostrzec strzęp materiału tuniki, bądź dywanu. Poza trupami przy bramie, łowca nie dostrzegł ciał.
Młody wojownik skierował się w stronę studni. Jeżeli są jacyś żywi, znajdzie ich właśnie tam. Obojętnie mijał wykruszone mury, zbrukane krwią zaułki.
Przy studni stał Dżinn.
Assan rozpoznał go od razu, mimo iż demon stał odwrócony plecami. Medalion na piersi wojownika zadrgał ostrzegawczo.
Dżinn odwrócił się.
Był raczej młody, o ile wiek demonów można mierzyć ludzką miarką. Na głowie nosił aksamitnie czarny turban, w ręku dzierżył sejmitar z ogromnym rubinem osadzonym tuż przy rękojeści. Obnosił się na wojowniczą modłę, nie spinając włosów jak czynili to poeci i niektórzy kapłani.
- Co tu się stało? - zapytał Assan. Dżinn uśmiechnął się drwiąco.
- Nie mą rzeczą jest ci to wyjaśnić - odparł. - jestem tu, by przekazać ci wiadomość.
- Co za wiadomość?
W odpowiedzi demon doskoczył do Assana i ciął z rozmachem. Ten ledwie zdołał się uchylić. Wyszarpnął z pochwy miecz - piękną broń odziedziczoną po ojcu - i błyskawicznie sparował kolejne uderzenie. Dżinn odskoczył. Łowca wyskoczył w górę, odbił się od ściany. W powietrzu ciął, minimalnie chybiając karku przeciwnika.
Wylądował lekko na ziemi. Demon pustyni stanął przed nim.
- A więc prawdą jest, co o tobie mówią - wyszeptał. - Wielki łowca demonów, Assan syn wezyra Fravashisa. Ha! Nim zajdzie słońce twoja głowa przyozdobi mój chem.
- Kim jesteś - zapytał wojownik, patrząc na Dżninna znad ostrza miecza. Ten wybuchnął upiornym śmiechem.
- Nie mam imienia. Zakka nazywa mnie Wędrowcem.
Zakka! Potężny demon, władca Zchodnich Wydm. Biada karawanie, która zapuści się w tamte strony. Sługi Zakki za przysmak obrały sobie ludzinę, przekładając ją nad końskie czy wielbłądzie mięso.
Dżinn rzucił się na łowcę, nacierając od dołu. Assan z łatwością odbił ostrze przeciwnika i przeszedł do natychmiastowej kontry. Silnym uderzeniem przełamał paradę Wędrowca i zadał decydujący cios. Demon zachwiał się i upadł.
- Bądź... Przeklęty... - wycharczał. Assan z rozmachem wbił mu miecz prosto w serce.
Dżinn zawył rozdzierająco i skonał. Łowca wytarł klingę z krwi. Kopnął nieruchome zwłoki.
Zakka napadł na miasto nie bez powodu. Wiedział za to, że łowca zjawi się tu niedługo po rzezi. Dlatego też zostawił w mieście Wędrowca, by ten...
By ten co?
Zakka znał Assana i jego umiejętności bojowe - musiał zdawać sobie sprawę, że jeden Dżinn może co najwyżej opóźnić pościg. Wynika z tego, że demonowi gdzieś bardzo się spieszy. Pytanie tylko - gdzie? Po co zabił wszystkich mieszkańców Zarich? Czemu nie zadbał o wyeliminowanie Assana?
Nieważne, pomyślał wojownik, i tak muszę udać się w pościg. Odruchowo zacisnął dłoń na amulecie. Skłonił głowę i ruszył w stronę bramy.
Piasek na moich oczach i piasek w moich oczach.

• • •

- Idź synu, wierzę że powołano cię do wielkich czynów - tymi słowy wezyr odprawił swego pierworodnego. Młodzieniec nie powstał z klęczek.
- Ojcze... - zaczął niepewnie.
- Nic nie mów - przerwał mu Fravash - Powstań.
Assan usłuchał. Wezyr podał mu miecz rękojeścią do przodu, jak nakazuje zwyczaj.
- Twój pradziad, potem twój dziad, potem ja - ten miecz jest w naszej rodzinie od setek lat. Noś go z dumą i nigdy nie sięgaj po oręż bez przyczyny. Jesteś młody, masz gorącą głowę. Ale honor naszego klanu nie nosi ani jednej plamy. Dopilnuj, by tak pozostało.
- Wybrałeś ścieżkę łowcy demonów - kontynuował, nie doczekawszy się komentarza. - przez wieki mężczyźni, a wielokrotnie i kobiety, naszej rodziny trudnili się walką z plugastwem. Ja sam straciłem wiele w walce z Chaosem - Po twarzy przemknął mu grymas bólu, gdy dotknął palcami kikuta lewej nogi. - Jednak nie żałuję. Nie żałuj i ty, mój synu. Bogini Ashara sprzyja odważnym i uczciwym.
Assan ukłonił się i odszedł. Trzymany w dłoniach miecz przerzucił sobie przez plecy. Jeden ze sług podał mu torbę podróżną, którą młodzieniec założył na ramię.
Opuścił pałac. Nie oglądając się chwycił uzdę wielbłąda i wyszedł przez bramę Jairu.
Nie wiedział jeszcze, że opuszcza to miasto na zawsze.

• • •

Tuż po opuszczeniu miasta dostrzegł dogorywającego wojownika. Łowca podbiegł doń. Ten, świadom tego, że umiera otworzył szeroko oczy i wykrztusił:
- Demony... Wielki, czarny... A na ziemi bestia ze szkarłatnym mieczem... O, bogini... - Przez chwilę kaszlał krwią - Idą na północ. Tam, gdzie... - zachłysną się posoką. Ciałem wstrząsnęły śmiertelne drgawki. Po paru wypełnianych ciszą sekundach Assan zorientował się, że podtrzymuje głowę trupa.

• • •

Biegł. Mógł biec bez wytchnienia wiele godzin. Bezlitosne słońce prażyło mu skórę na karku. Wiedział, że musi się spieszyć - karawana demonów mogła być już daleko.
Tak jak kiedyś, przemknęło mu przez głowę. Wspomniał ucieczkę przed Da'aką. Wiedział, że nie zapomni tego do końca swoich dni. Nawet dogorywając po przegranej walce - nie spodziewał się innej śmierci - będzie miał przed oczyma zbliżającą się sylwetkę tego potwora...

• • •

Uciekał. Da'aka zbliżała się nieuchronnie. Assan gnał poprzez opustoszałe uliczki Zairy. Zręcznym skokiem przesadził niewielką wyrwę w chodniku. Przetoczył się pod obaloną kolumną. Biegł dalej. Chwycił się wystającej belki i wybił się w górę. Przebiegł kawałek po powierzchni muru, po czym zeskoczył na ziemię
Usłyszał za sobą huk pękających cegieł - to Da'aka zniszczyła zagradzający jej mur.
Nie oglądaj się, napominał się w duchu, nie oglądaj się, bo inaczej staniesz twarzą w twarz z czymś, co odbierze ci duszę.
Znał miasto dosyć dobrze. Wiedział, że za kolejnym zakrętem zobaczy zbawcze drzwi.
Były. Na wpół uchylone, jakby zapraszały do przejścia przezeń i opuszczenia miasta. Za jego murami potwór nie będzie go ścigać. Żadna Da'aka nie opuści swojej kryjówki w pościgu za tak marną zdobyczą.
Jeszcze dziesięć metrów, siedem, pięć...
Nagle Assana pokryła plama cienia. Szybki cień na moment zakrył świetlisty krąg księżyca i wylądowała tuż przed nim.
Da'aka mierzyła ponad trzy metry. Sylwetka przypominała nieco ludzką anatomię, lecz potwór nie miał twarzy. Tylko dwa ziejące upiornym światłem, czerwone punkciki w głębi rogatej głowy.
Z piersi demona wystrzeliły macki. Assan wykonał zręczny unik i ciął wydobytym z pochwy mieczem. Macki cofnęły się na moment.
Teraz albo nigdy, pomyślał wojownik.
Przetoczył się między nogami potwora i potężnie uderzył ostrzem po udach przeciwnika. Uchylił się przed zdradliwymi szponami, podskoczył, odbił się od ściany i z rozmachem wbił miecz w kark demona.
Ryk zranionej Da'aki przetoczył się po ruinach opuszczonego miasta. Assan wyrwał oręż z drżącego ciała i nie oglądając się uciekł z Zairy. Na pustyni dobiegł go jeszcze potężny skowyt umierającego demona.
Biegł. Szaleńcza gonitwa przez piaski.

• • •

Tak jak teraz, pomyślał Assan. Szaleńcza gonitwa przez piaski.
Biegł, kierując się tropem końskich kopyt - upiorne ogiery demonów potrafiły w ciągu dnia przebyć drogę niemal dwukrotnie dłuższą, niż wielbłądy z najlepszych nawet stajni Maharadży. Dościgniecie pieszo karawany demonów graniczyło z cudem.
Mimo to próbował.

• • •

- Dana ci jest moc, by bronić ludzi przed demonami. Masz miecz. Nauczono cię zabijać. Wielu będzie chciało wykorzystać twoje umiejętności do swoich celów. Ty sam niejednokrotnie będziesz występował przeciwko tym, których masz bronić. Nie, nie zaprzeczaj. Popełnisz krzywoprzysięstwo, a to nie przystoi wojownikowi. Za wiele lat przypomnisz sobie moje słowa. Przyznasz, że miałem rację.
Przeżyłem wiele wojen - były czasy, że każdy kto był zdolny udźwignąć miecz stawał do walki z demonami. To były wspaniałe czasy. Można było zaufać drugiemu człowiekowi. Nie to co teraz...
Wystrzegaj się przyjaźni - kiedy przyjaciel wrazi ci nóż pod żebra, boli dwa razy mocniej. Zawsze tak jest. Nawiązując przyjaźń podajesz swoje serce na tacy...
Nie, nic mi nie jest. Zamyśliłem się tylko.
Jesteś łowcą. W każdym domu, w każdym mieście czeka na ciebie posiłek i łóżko. Nie ma człowieka, który odmówiłby ci strawy, czy spoczynku. Wszelako gdy dostrzeżesz, że gospodarz cierpi na ubóstwo, nie omieszkaj pobłogosławić go w imieniu Ashary.
I najważniejsze. Nigdy się nie poddawaj. Nadejdzie czas, gdy zadanie którego się poddałeś okaże się niewykonalne - to iluzja. Podszepty chytrych i podstępnych myśli. Nie słuchaj ich. Z a w s z e jest jakaś szansa. Póki życia, póty nadziei.

• • •

Shern, stary dobry Shern. Nauczył mnie wszystkiego o mieczu, walce i kodeksie honorowym łowców.
Assan wyszeptał imię swojego dawnego nauczyciela w chwili, gdy dojrzał grobowiec. Tam kończyły się ślady końskich kopyt. Same zwierzęta stały uwiązane nieopodal. Wejścia do grobowca strzegły dwa demony. Assan podkradł się do jednego z nich i wraził mu miecz w plecy. Dżinn zawył i upadł. Drugi demon odwrócił się w samą porę, by uchwycić wzrokiem szybko zbliżający się miecz wojownika. Na nic innego nie stało mu czasu.
Assan obojętnie wytarł miecz z posoki. Założył sejmitar na plecy i wsunął się w ciasne wejście do mauzoleum.
Wewnątrz, przy samym grobowcu, oświetlony jadowicie zielonym światłem stał sprawca masakry w Zarich i władca Zachodnich Wydm w jednej osobie.
- Zakka! - łowca wymówił to imię z ledwo skrywanym obrzydzeniem. Demon odwrócił się.
wyglądał tak samo, jak poprzednim razem. Śnieżnobiałe włosy opadały mu na silne ramiona. Podobnie jak większość wyższych demonów Zakka nie nosił turbanu.
Assan uniósł miecz. Demon roześmiał się.
- Więc jesteś. Spodziewałem się ciebie wcześniej.
- Czemu? - łowca pochylił głowę, uważnie obserwując przeciwnika. - Zabiłeś tych ludzi po to bym udał się w pościg za tobą. Chciałeś mnie tu sprowadzić. Udało ci się. Pytam więc - po co?
Zakka obrzucił Assana badawczym spojrzeniem.
- Pamiętasz nasze poprzednie spotkanie? - Zapytał. Łowca lekko opuścił miecz.
- Pamiętam.

• • •

Cztery płonące krwią trupy. Młody wojownik uśmiechnął się z dumą. Popatrzył na piątego, żyjącego jeszcze demona. Widać po nim było, że pochodzi z wysokiego klanu. Na piersi połyskiwał mu amulet, o kształcie atakującego skorpiona. Assan uniósł miecz.
- Pomiłuj! - zajęczał ranny. Assan zawahał się. Z jednej strony Shern kazał wyzbyć się wszelkiej litości w walce z demonami - te wszak nie znają współczucia. Z drugiej jednak strony - leżący przed nim demon wydawał się młodszy od wojownika, jego wielkie, czarne jak noc oczy zdawały się błagać "Nie zabijaj! Daruj!".
Po raz pierwszy i ostatni w życiu Assan poniechał zabicia demona.
- Jakie jest twe miano? - Zapytał jeszcze.
- Zak... Zakka, wielki wojowniku - demon splunął krwią. Assan już sposobił się do odejścia, jednak jego uwagę przyciągną medalion Zakki. Łowca pochylił się i zerwał naszyjnik z piersi demona.
- To zapłata za twe życie - oświadczył, po czym odbiegł w mrok.

• • •

- Pamiętam - powtórzył. - byłem głupcem, darując ci wtedy życie.
- Byłeś głupcem odbierając mi moją własność - odparł demon. - W chwili, gdy zerwałeś mi amulet z szyi, wydałeś na siebie wyrok. Oddaj mi Duszę Skorpiona, a przyrzekam ci szybką i bezbolesną śmierć.
- Jakież to wspaniałomyślne z twej strony - zadrwił Assan. - A co, jeśli się nie zgodzę?
- Zdejmę naszyjnik z tego, co pozostanie z twojego ciała - Demon spoważniał. - Już jesteś trupem, tylko jeszcze żywym. Więc, jak będzie?
- Możesz spróbować go sobie wziąć - powiedział Assan. - Jest tu, na mojej szyi. Podejdź i mi go zdejmij. Zobaczysz wówczas moją odpowiedź. A raczej poczujesz ją. Chodź śmiało. Przyrzekam ci bezbolesną śmierć.
Zakka wybuchnął śmiechem.
- Doprawdy, spodziewałem się czegoś takiego. Jesteś głupcem! - to mówiąc demon uniósł dłonie i wydał z siebie przeciągły okrzyk.
Przez chwilę panowała cisza, po czym Assan wyczuł raczej, niż usłyszał upiorny dźwięk. Szóstym zmysłem wyczuwał, że zbliża się groza. Coś daleko gorszego niż jakikolwiek dżinn, czy Da'aka.
Naraz ziemia zatrzęsła się. Coś gwałtownie zerwało dach grobowca. Assan ledwie uniknął śmierci, w ostatniej chwili wybiegając na zewnątrz.
Czarniejszy niż bezgwiezdna noc kształt zakrył niebo. Wojownik rozpoznał demona. I zmartwiał.
Olbrzymi Rok, kto wie, czy nie ostatni na świecie, wydobył z siebie przeciągły skrzek.
Assan podbiegł do miejsca, nad którym znajdowała się głowa poczwary. Rok zanurkował, minimalnie chybiając łowcę. Ten chwycił się jego na wpół zrogowaciałych piór i momentalnie znalazł się na grzbiecie potwora. Zaczął okładać tył jego łba. Miecz bezskutecznie odbijał się od opancerzonej głowy Roka. Sam demon miotał się na wszystkie strony, usiłując zrzucić z siebie niechcianego pasażera.
W pewnej chwili Rok zaskrzeczał złowieszczo. Assan z rozmachem wbił mu miecz w gardziel. Demon szarpnął się i zaczął spadać. Assan w ostatniej chwili zeskoczył na ziemię. Rok ciężko upadł. Łowca doskoczył doń i jednym cięciem ostrego jak śmierć ostrza zakończył żywot kolosa.
Wojownik zachwiał się, ale nie upadł. Odwrócił się. Spostrzegł Zakkę stojącego nieruchomo.
- Czym on jest? - zapytał zaciskając pięść na medalionie. Demon zmrużył oczy.
- Tak cię to interesuje? Dobrze. Posłuchaj więc.

• • •

Piasek palił jego plecy. Zakka dogorywał w promieniach zachodzącego słońca. Cierpiał, lecz wiedział że jego pan go ocali...
Początkowo zdawało mu się, że śni. Zza horyzontu wyłoniła się sylwetka pielgrzyma, wspierającego się na mahoniowej lasce.
- Panie... - wyjęczał demon. - Zawiodłem...
- Gdzie on jest? - przerwał mu nieznajomy
- Łowca... Odebrał mi go... Ratuj mnie, panie...
Pielgrzym zmarszczył czoło. Zakka był mu jeszcze potrzebny - on jeden jest w stanie nosić Duszę Skorpiona i nie doznać obłędu. Ale zawiódł.
- Masz ostatnią szansę - zdecydował wreszcie. - Odnajdź amulet i zanieś go do mojego grobowca. Jeśli i tym razem nie podołasz, pożałujesz że tamten człowiek nie zesłał na ciebie śmierci!
Uniósł dłonie i wyszeptał zaklęcie. Po paru chwilach obie istoty zniknęły. Przeniosły się o wiele dni drogi do miejsca, które nie ma nazwy w żadnym ludzkim języku.

• • •

- Dziś ten, którego moc nawet po śmierci jest większa niż moja będzie kiedykolwiek obudzi się ze snu. Ten amulet ma moc, by go wskrzesić. Oddaj mi go!
Assan pokręcił głową. Zakka zatrząsł się z bezsilnego gniewu.
- Co teraz? - zapytał wojownik. - Przyzwiesz kolejnego demona? Co to będzie - Da'aka? A może kolejny Rok? Wielcem tego ciekaw.
Zakka złożył dłonie. Jego prawe ramię wydłużyło się i przybrało kształt miecza. Assan zwęził powieki.
- Poprzednim razem cię pokonałem - oświadczył.
- To było bardzo dawno temu.
Wróg zaatakował szybko i podstępnie. Assan sparował uderzenie i przeszedł do ataku. Przeskoczył nad przeciwnikiem i ciął na odlew, całym ostrzem miecza. Zakka wykonał błyskawiczny unik i zablokował ostrze łowcy. Assan kopnął demona i pchnął mieczem, w pierś nie trafił, trafił w ramię. Trysnęła krew. Zakka odturlał się i podniósł z ziemi. Natarł na wojownika, który odskoczył i przeszedł do kontry.
Świst i brzdęk. Cała choreografia, wszystkie finty, uniki, półobroty, bloki już nie istniały. Istniał jeden niesamowity taniec śmierci. Człowiek i demon walczyli tak jak jeszcze nigdy żaden wojownik. Świst i brzdęk. Taniec śmierci.
Jeden musi paść. I padł.
Zakka słabł. Coraz wolniej odpierał ataki Assana, a sam nie atakował niemal wcale.
Wyprowadził jedynie dwa nierówne cięcia, które syn wezyra sparował z dziecinną niemal łatwością. Wreszcie Assan zdecydował się zakończyć tę walkę. Ciął z rozmachem, wkładając w uderzenie wszystkie swoje siły.
Zakka zachwiał się i osunął się na kolana. Z posiniaczonych warg trysnęła krew. Demon zakrztusił się nią.
Skonał, nim jego głowa uderzyła o gorący piasek.
Assan stał. W milczeniu patrzył na błyskawicznie rozkładający się zezwłok demona. Westchnął i powoli zaczął iść przed siebie.
Pierwszy krok, drugi. Potem coś z niesamowitą siłą uderzyło go w ramię. Nim stracił przytomność, uświadomił sobie, że to ziemia.

• • •

Sqash przyłożył lunetę do oka. Przez chwilę ustawiał ostrość, jednocześnie wpatrując się we wskazany przez Vitusa kierunek.
- Masz rację. Ktoś tam leży - przyznał wreszcie i zwrócił lunetę swojemu zastępcy.
- Sprawdzimy, kto to? - zapytał Vitus, klepiąc wielbłąda po szyi. Sqash zastanowił się.
- Na pewno nie zaszkodzi - przyznał. Po paru minutach karawana dotarła na wyznaczone miejsce.
Leżącym, był trup łowcy demonów. Mężczyzna nosił długie, czarne włosy. Na piersi połyskiwał mu dziwny amulet.
Ku zaskoczeniu wszystkich trup poruszył się. Sqash podbiegł do niego.
- Sqash - wychrypiał prawie niesłyszalnym głosem ranny. - Dobrze cię widzieć, pustynny wilku...
- Wielcy bogowie! - zawołał przywódca karawany. - Toż to Assan! Vitus, Zvan, Mitro! Do mnie. - Wymienieni z imienia wojownicy sprawnie umieścili nieprzytomnego łowcę demonów na zaimprowizowanych noszach.
- Rozbijemy tu obóz - oświadczył Sqash. - Zvan, podaj mi manierkę!
Wychylił parę łyków i przekazał bukłak Vitusowi.
- Kto to jest? - zapytał ten ostatni, zakręcając manierkę. Przywódca karawany opuścił głowę.
- Dzięki temu człowiekowi żyje mój brat. Jestem mu winien więcej niż życie.
- Jeszcze jedno - oświadczył Vitus. - Jego ubranie i miecz pokrywa pajęczyna. Z czymkolwiek walczył było to bardzo stare. Nie wiem jak ty, ale ja i pozostali uważamy, że lepiej jak najszybciej opuścić to miejsce - to mówiąc spojrzał na ruiny grobowca, które majestatycznie zakrywały zachodzące słońce.
- Masz rację - pokiwał głową przywódca. - Z samego rana wyruszamy do Rival.
Po odejściu Vitusa, Sqash wybrał się do namiotu, w którym odpoczywał ranny. Parę metrów bandaża i lecznicza maść uratowały życie Assana - czasem trzeba tak niewiele, by uratować komuś życie... Zwierzchnik karawany zamyślił się.
- Co..? - odezwał się łowca w parę godzin później, wyrywając Sqasha z zadumy.
- Nic nie mów - przerwał mu szybko. - straciłeś dużo krwi. Znowu uganiałeś się za jakąś maszkarą? Nie, nie odpowiadaj. Porozmawiamy, jak wydobrzejesz.
Assan zapytał jeszcze:
- Jak tam Derw?
- Mój brat? Żyje i ma się dobrze. Ech, gdyby nie ty...
- Nie mówmy już... - Assan odkaszlnął. Sqash zapytał jaszcze, czy łowcy jeszcze czegoś nie potrzeba i wyszedł.
Młody wojownik Zamknął oczy. Nad pustynią powoli zaległy ciemności.
Ostatnio zmieniony pn 03 paź 2011, 22:31 przez Misiael, łącznie zmieniany 3 razy.



Awatar użytkownika
Serena
Pisarz pokoleń
Posty: 1498
Rejestracja: pt 23 paź 2009, 12:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Katowice
Płeć: Kobieta

Postautor: Serena » pn 16 sie 2010, 13:59

Do przeczytania tego tekstu skusił mnie przede wszystkim tytuł. Nie wiem czemu, ale skojarzył mi się z Księciem Persji, ale za to masz u mnie plusa.

Piasek na moich oczach i piasek w moich oczach.
Assan podniósł się z klęczek.


Nie wiem, czy dobrze rozumuję, ale to pierwsze zdanie jest chyba myślami bohatera, czy tak? Jeżeli tak jest, to może warto by było jakoś to wyróżnić, np. kursywą? Najlepiej tak wyróżnić wszystkie myśli bohatera.

Wkroczył do opustoszałego miasta Zarich - Starożytnej metropolii w samym sercu pustyni.


Pogrubione słowo z małej litery.

zmienił się w, na wpół przysypany piaskiem,


Tutaj te dwa przecinki są zbędne.

aksamitnie czarny turban


Turban nie może być aksamitnie czarny. Powinno być raczej: aksamitny, czarny turban.

Nim zajdzie słońce twoja głowa przyozdobi mój chem.


A nie powinno być czasem chełm?

Dżinn zawył rozdzierająco i skonał.


Tu przypomniało mi się, jak kiedyś szłam z kumpelą do szkoły i po drodze uczyłyśmy się na sprawdzian z historii o Aleksandrze Wielkim, i kumpela powiedziała: "podbijał, podbijał, skończył i umarł" :D

Ale do rzeczy: może dałoby się jakoś inaczej opisać tę scenę, bardziej szczegółowo? Co, krew tam się w ogóle z tego Dżinna nie lała?

- Idź synu, wierzę że powołano cię do wielkich czynów [1] - tymi słowy wezyr odprawił swego pierworodnego.


[1] - kropka. A słowo po myślniku z dużej litery.


Dobra, nie mam już siły, żeby wytyczyć ci dokładnie wszyściuteńkie błędy.
Powiem tak: jak na jedno z pierwszych opowiadań, nie jest wcale tak źle. Oczywiście, zrobiłeś w tym tekście strasznie dużo błędów, w bardzo wielu miejscach "pozjadałeś" literki.
Ale ogólnie tekst jest bardzo ciekawy. A jeśli go poprawisz, to będzie jeszcze lepszy.
To są moje klimaty. Bardzo mi się podobało. ;)
Mam nadzieję, że chociaż odrobineczkę ci pomogłam. Pozdrawiam :)


Każdego ranka, każdej nocy
Dla męki ktoś na świat przychodzi.
Jedni się rodzą dla radości,
Inni dla nocy i ciemności.

Wieczność kocha dzieła czasu.


– William Blake

Awatar użytkownika
Herman
Pisarz osiedlowy
Posty: 357
Rejestracja: pn 10 maja 2010, 13:59
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Herman » pn 16 sie 2010, 14:32

Tekst mi się podobał. O tak, teraz tu wyrażę taką opinię. Były zdania przy których często się uśmiechałem. Zauważyłem parę literówek i błędów ortograficznych

Serena pisze:A nie powinno być czasem chełm?

Nie, Serena. Powinno być czasem hełm.


http://dnokufra.pl/ - Co się kryje na dnie kufra...

Awatar użytkownika
Serena
Pisarz pokoleń
Posty: 1498
Rejestracja: pt 23 paź 2009, 12:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Katowice
Płeć: Kobieta

Postautor: Serena » pn 16 sie 2010, 14:35

Herman pisze:
Serena pisze:A nie powinno być czasem chełm?

Nie, Serena. Powinno być czasem hełm.


O, no tak. Właśnie popełniłam pierwszy raz w życiu błąd ortograficzny, hehehe :D Ale cóż... Nawet najlepszym się zdarza :D


Każdego ranka, każdej nocy
Dla męki ktoś na świat przychodzi.
Jedni się rodzą dla radości,
Inni dla nocy i ciemności.

Wieczność kocha dzieła czasu.




– William Blake

Awatar użytkownika
Andrzej Pilipiuk
Pisarz
Pisarz
Posty: 4640
Rejestracja: czw 21 cze 2007, 08:43
OSTRZEŻENIA: 3
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Andrzej Pilipiuk » pn 16 sie 2010, 15:34

Herman pisze:
Serena pisze:A nie powinno być czasem chełm?

Nie, Serena. Powinno być czasem hełm.


a może facet jest z Chełma i miasto chce przyozdobić?
Tylko powinno być wielką literą - było nie było 40 tyś mieszkańców ;)



Awatar użytkownika
Misiael
Pisarz domowy
Posty: 152
Rejestracja: sob 27 cze 2009, 11:01
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Łuków
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Misiael » pn 16 sie 2010, 16:03

Andrzeju - bardzo zabawne.

By rozwiać wszelkie wątpliwości - "hem" to neologizm, który stworzyłem specjalnie na potrzeby tego potworka powyżej, którego pisałem w wieku, w którym szpikowanie tekstu niezrozumiałymi neologizmami uważałem za przejaw kreatywności. Dziękuję za uwagę.



Awatar użytkownika
Kai Man
Pisarz osiedlowy
Posty: 313
Rejestracja: czw 07 kwie 2011, 09:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Krążek na bagnie
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Kai Man » ndz 18 wrz 2011, 14:59

eeee, mam chyba wisielczy humor dzisiaj i nie powinienem pisać żadnych opinii...

Nie mam pojęcia dlaczego opiniującym podobało się to... Jest niezmiernie rzadkie, w sensie gęstości, płytkie w sensie głębokości i miękkie, w sensie twardości :P

Brak czegoś, co się nazywa napięcie, stopniowanie, wyraz i klimat. W ogóle nie miało sensu dla mnie zastanawianie się nad literówkami i błędami. Triumfy i mistrzostwo Assana, to absurd, żadnej dramaturgii, napięcia, na Boga...

A najlepsze jest:
- Pomiłuj! - zajęczał ranny.

Umarłem i za trzy dni niezmartwychwstanę, o nie!


Tacitisque senescimus annis
Najmądrzejsza rzecz, to wiedzieć co jest nieosiągalne, a nie w głupocie swojej, dążyć ku temu za wszelką cenę
- Zero Tolerancji -

Awatar użytkownika
Ebru
Pisarz osiedlowy
Posty: 399
Rejestracja: czw 30 wrz 2010, 14:12
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Ebru » wt 20 wrz 2011, 14:25

Wkroczył do opustoszałego miasta Zarich - Starożytnej metropolii w samym sercu pustyni.

Wkroczył do Zarichu - starożytnej metropolii w samym sercu pustyni.

Tętniący życiem dziedziniec straganowy zmienił się w, na wpół przysypany piaskiem, plac.

Tętniący życiem dziedziniec straganowy zmienił się w przysypany piaskiem plac.

Tu i ówdzie można było dostrzec strzęp materiału tuniki, bądź dywanu.

Bez przecinka.

- Nic nie mów - przerwał mu Fravash - Powstań.

- Nic nie mów - przerwał mu Fravash. - Powstań.

Ale honor naszego klanu nie nosi ani jednej plamy.

Ale honor naszego klanu nie został nigdy splamiony.

kontynuował, nie doczekawszy się komentarza. - przez wieki mężczyźni

... komentarza. - Przez wieki...

- Pamiętasz nasze poprzednie spotkanie? - Zapytał. Łowca lekko opuścił miecz.

... spotkanie? - zapytał. Łowca lekko opuścił miecz.

Cztery płonące krwią trupy.

Niezrozumiałe. Krew się paliła?


Moje pierwsze skojarzenie: Wiedźmin. Nie, nie książka ale gra. Biegasz i zabijasz demony. No i tyle. Pewne niedociągnięcia: opisujesz starożytną metropolię, piach na ulicach. Słowem: opuszczone od wieków miasto. A tu nagle okazuje się, że tętniło ono życiem do wczoraj. Te dwie wizje kłócą się. Zero jakiegoś umieszczenia tego biegania w przestrzeni. Zaznaczenie, że jesteśmy obecnie w grobowcu, na pustyni, w mieście, to za mało. Słabo zarysowane postacie. Mamy demony, Assana i wiele imion, które zlewają się w jedno. Pourywane fragmenty, jakaś Dusza Skorpiona, medaliony, gdzieś komuś ktoś ratuje życie lub je daruje. Skaczesz po różnych lokacjach, pewnie też i skaczesz w czasie. Szkoda, bo świetnie się zaczyna i gdybyś pociągnął tę opowieść z dżinem i miastem, wyszłoby pewnie nieźle, bo pisać umiesz, zgrabne zdania ci wychodzą. Masz problem z zapisem dialogów, gdzieś jakieś drobne usterki z przecinkami. Poszarpałeś nieźle zapowiadający się tekst. Tak właściwie to wyszłaby z tego pewnie ciekawa książka, gdyby wszystko połączyć w logiczną całość, rozbudować bohaterów i dodać opisy. Na razie - mętlik. Ale podobało mi się.



Awatar użytkownika
Rubia
Szef Weryfikatorów
Szef Weryfikatorów
Posty: 4274
Rejestracja: pt 01 paź 2010, 12:16
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Rubia » śr 28 wrz 2011, 18:25

Sam początek opowiadania wydał mi się trochę niespójny – dlaczego właściwie miasto jest tak zasypane piaskiem, skoro wczoraj jeszcze tętniło życiem, a przecież nie pochłonęła go jakaś gigantyczna burza piaskowa? – lecz zainteresowała mnie orientalizacja świata, dość zresztą konsekwentna w całym tekście. To pozytywnie go wyróżnia pośród innych, gdzie akcja toczy się w jakimś kompletnie nie zindywidualizowanym świecie ogólno-feudalnym. Te orientalizujące postacie i motywy nie wystarczyły jednak, żebym z zainteresowaniem doczytała tekst do końca. Skoro bohater jest łowcą demonów, to wiadomo, ze z nimi będzie walczył, ale akcja nie może być jedynie szeregiem epizodów typu: ściganie – walka – zabicie przeciwnika. To zbyt schematyczne i w sumie monotonne. Zabrakło mi w Twoim opowiadaniu jakiegoś wyrazistego pomysłu na fabułę – niestety, tekst literacki ma swoje prawa i przenoszenie do niego zasad znanych z gier komputerowych nie musi dawać dobrych efektów. Wiadomo, że demony są potężne (chociaż Twój bohater jakoś dziwnie łatwo się z nimi rozprawia, a wcale nie wiadomo, z czego bierze się jego siła), okrutne, podstępne i szkodzą ludziom – lecz takie są na początku tekstu, w środku i na końcu, czyli w opowiadaniu coś się dzieje, ale nic się nie zmienia.

A co do narracji – należałoby jednak oddzielić retrospekcje od wydarzeń, które dzieją się w czasie bieżącym.
Misiael pisze:- Idź synu, wierzę że powołano cię do wielkich czynów - tymi słowy wezyr odprawił swego pierworodnego. Młodzieniec nie powstał z klęczek.

To przecież jest sytuacja z przeszłości?
Misiael pisze:- Dana ci jest moc, by bronić ludzi przed demonami. Masz miecz. Nauczono cię zabijać. Wielu będzie chciało wykorzystać twoje umiejętności do swoich celów.

I to chyba też.
Rozmaite zdarzenia opisujesz skrótowo, czasem wręcz niedbale, jak tutaj:
Misiael pisze:Leżącym, był trup łowcy demonów. Mężczyzna nosił długie, czarne włosy. Na piersi połyskiwał mu dziwny amulet.
Ku zaskoczeniu wszystkich trup poruszył się.

Najpierw mogliby upewnić się, że to rzeczywiście nieboszczyk, a dopiero potem dziwić się, że ożył. Przecież mogli natknąć się na wędrowca, który zemdlał z wyczerpania.

Jeśli to jedno z Twoich pierwszych opowiadań, to rzeczywiście nie masz czego się wstydzić. Mam jednak nadzieję, że od tego czasu rozwinąłeś swoją umiejętność tworzenia interesującej fabuły.


Ja to wszystko biorę z głowy. Czyli z niczego.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości