Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Uciekinier - rozdział 1

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MaW
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: czw 15 lip 2010, 20:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Uciekinier - rozdział 1

Postautor: MaW » czw 05 sie 2010, 11:23

Ciąg dalszy tego fragmentu znajduje się TUTAJ

1.
~Wiadomość~

Pokój Adama Becketta wypełnił głośny dźwięk dzwoniącego budzika. Okryty puchową kołdrą dziewiętnastoletni chłopak uchylił z trudem ciężkie powieki i jednym ruchem ręki wyłączył alarm. Niezdarnie wstał z łóżka i przeciągnął się, zagarniając sprzed oczu ciemne włosy, przysłaniające mu widok. Odetchnął głęboko wypędzając z myśli obraz rozszarpanych przez wilki ludzkich ciał, który gnębił go w snach przez całą noc.
W pomieszczeniu, w którym właśnie się znajdował, panował półmrok, bowiem przez okno wpadała skąpa ilość światła. Słońce skrywało się za grubą warstwą chmur, a w okna bębniły krople deszczu, spływając po nich jak łzy po policzku. Wszystko to sprawiało, że w pokoju panował tajemniczy klimat.
Adam ubrał się, i po porannej wizycie w łazience zszedł na dół. Mimo zaspania, koszmarnie niskiego ciśnienia i zakwasów w nogach czuł się wyjątkowo dobrze, a uśmiech z jego twarzy nie znikał. Miał ku temu dwa powody: zaczynający się właśnie weekend, oraz fatalna pogoda. Tak, tak, właśnie to ona poprawiała mu humor lepiej niż ktokolwiek lub cokolwiek innego. Gdy dzielił się swoimi poglądami na jej temat, był natychmiast bombardowany ciekawskimi spojrzeniami. Jako jedyny w rodzinie lubił, gdy padał deszcz, a im silniejszy i bardziej ulewny tym lepiej. Wtedy właśnie komponował swoje najlepsze utwory fortepianowe, które jednak mimo tej nietypowej inspiracji, nie były najwyższych lotów.
Gdy wszedł do kuchni zobaczył tam swoją mamę siedzącą bezczynnie przy oknie ze zmieszaną miną. Zapewne rozmyślała o tym, co mogłaby robić gdyby świeciło słońce, a z nieba lał się trzydziestodniowy żar. Ona, bowiem w przeciwieństwie do swojego syna uwielbiała upały, więc nie trudno było zgadnąć, jaka była przyczyna jej złego humoru. Zobaczywszy swojego syna rzuciła mu tylko ciepłe spojrzenie, oraz wymuszony uśmiech. Adam szybko zorientował się, w jakim nastroju jest mama, więc milczał, żeby jeszcze bardziej jej nie rozzłościć. Po cichu zakradł się do szafki i wyjął płatki.
–Nie zapowiadali tego deszczu – jęknęła z dezaprobatą Anna.
–Mówiłem ci przecież tyle razy żebyś przestała oglądać pogodę - pouczył Adam, ale zaraz ugryzł się w język, bo poczuł, że niepotrzebnie dolewa oliwy do ognia.
– No i chyba miałeś rację… – westchnęła.
–A tata już wrócił? – zapytał Adam usiłując zmienić temat.
–No właśnie nie. Wczoraj dzwonił, że będzie o szóstej, a teraz jest już ósma – powiedziała wskazując na zegar.– Zaczynam się martwić – dodała cicho.
–Może zadzwoń do niego – zaproponował Adam.
–Dzwoniłam już kilka razy, ale nie odbiera.
–Pewnie zatrzymał się w motelu. Wróci lada chwila, zobaczysz.
–Zapewne masz rację. Zadzwonię do Susan, że jednak nie pójdziemy do kina. Nienawidzę meteorologów…
-I słusznie!
Adam zaczął rozmyślać jak deszcz może przeszkadzać w wypadzie na miasto, ale nie wysnuł żadnych sensownych teorii. Usłyszał tylko jak mama wychodzi z kuchni w milczeniu.
– Zapewne zaraz uda się do salonu, żeby się zdrzemnąć. W końcu cóż innego mogłaby robić miłośniczka upałów, ogrodów i wycieczek podczas ulewy – pomyślał Adam, zalewając płatki mlekiem.
Po śniadaniu udał się do swojego pokoju. Z perspektywy zwykłego człowieka, pewnie wyglądałby on trochę jak szpitalna izolatka. Jego ściany były idealnie białe, bez żadnej plamy czy zarysowania, a do jego wyposażenia można było zaliczyć tylko biała szafę, łóżko oraz fortepian. Za biurko służyła mu brązowa deska, przyczepiona do parapetu i oparta jedną nogą o podłogę. Biorąc pod uwagę dość spore wymiary pokoju i ilość znajdujących się w nim mebli, można byłoby śmiało stwierdzić, że jest on praktycznie pusty.
Adam podszedł do stojącego w rogu instrumentu. Towarzyszył mu on, odkąd tylko pamiętał, a dzień bez grania na nim uważał za zmarnowany. Uwielbiał grać zwłaszcza w czasie deszczu. Uważał, że dźwięki wydobywające się z niego i hałas łomoczących o okna kropli, tworzyły fantastyczne połączenie.
Zasiadł do stołka stojącego przed instrumentem i otworzył swój zeszyt z nutami. Postanowił, że przećwiczy pewien utwór, który grywał czasami ze swoim ojcem. On, podobnie jak syn, lubił grać na fortepianie i często towarzyszył mu w tej czynności. Niekiedy próbowali nawet komponować własne utwory, jednak Adam był w tym fachu zdecydowanie lepszy od ojca. Zapewne dlatego, że poświęcał fortepianowi o wiele więcej czasu niż ojciec, bowiem jego, jako kierowcy ciężarówki, często nie było w domu, a jak już był to totalnie zmęczony. Teraz też wyjechał, a miał wrócić z samego rana, jednak jak dotąd nie zjawił się. Adam tłumaczył sobie jego nieobecność złą pogodą. Był przekonany, ze ojciec postanowił nie ryzykować jazdy w taki deszcz i przeczekał go w motelu. Jeśli tak zrobił, to czekał go bardzo długi postój, bo nie zanosiło się na poprawę pogody.
Adam zerknął na nuty i po chwili położył palce na gładkiej powierzchni klawiszy. Gdy tylko zaczął grać, pokój wypełniła cudowna muzyka. Od czasu do czasu przerywał, myślał chwilę i nanosił poprawki do zeszytu. Uznawszy, że utwór brzmi już wystarczająco dobrze, wstał od fortepianu i wyszedł z pokoju. Domyślił się, że jego mama pewnie teraz leżała wygodnie na swojej ulubionej, skórzanej sofie i śniła o bezwietrznej, słonecznej pogodzie. Dlatego postanowił nie informować jej o swoich planach. Nie chciał przerywać jej snu. Zażyczył jej w duchu, że gdziekolwiek jest teraz myślami, niech będzie szczęśliwa, choćby przez kilka godzin. Lepsze to, niż nic – pomyślał zakładając przeciwdeszczową kurtkę. Na nogi wsunął buty i wyszedł na zewnątrz.
Żeby iść w miarę suchą powierzchnią trzeba było chodzić slalomem między wielkimi kałużami, skakać nad nimi, a czasami balansować na skraju krawężnika. I pewnie każdy człowiek, który nie chciałby być mokry po kolana by tak zrobił, ale nie Adam. On nie zwracał większej uwagi na to gdzie idzie. Omijał tylko wyjątkowo duże kałuże, a przez mniejsze przeprawiał się bez najmniejszego skrępowania. Przed totalnym zamoczeniem chroniły go gumowce. Nie gustował w nich, ale wolał je założyć i móc spokojnie iść, niż skakać na prawo i lewo unikając kałuż, i wyglądać przy tym jak totalny idiota.
Po dziesięciominutowym spacerze w końcu dotarł do celu. A był nim średniej wielkości dom, prawie całkowicie porośnięty bluszczem, ze sporymi oknami i tarasem. W ogrodzie przed domem rosły warzywa porozsadzane w grządki oraz sporo kwiatów. Pomiędzy nimi wiła się wąska ścieżka, prowadząca do drzwi, którą właśnie szedł Adam. Gdy doszedł do swojego celu zapukał w dębowe drewno kołatką. Po krótkiej chwili otworzyła mu brązowowłosa dziewczyna. Natychmiast rozpoznała gościa i powiedziała:
– Cześć! Wejdź szybko, bo zmokniesz.
Adam pocałował Kate w policzek i wszedł do ciepłego wnętrza. Zdjął z siebie kurtkę i buty.
– Nudziło mi się, więc pomyślałem, że wpadnę. Ale chyba nie przeszkadzam, co?
– Nie no co ty, chodź – powiedziała i zaprosiła Adama gestem ręki do wejścia na korytarz. – Właściwie to sama miałam iść do ciebie. Myślałam, że umrę z nudów sama w domu.
– To podobnie jak ja – odparł Adam uśmiechając się lekko.
–Idziemy do mnie? – zaproponowała dziewczyna. – Jak grałam wczoraj wieczorem, to udało mi się skończyć jeden utwór. Chcesz usłyszeć?
– No jasne – odpowiedział Adam i weszli do pokoju Kate. Jego ściany obite były brązową boazerią, kontrastującą z bielą sufitu. Przy ścianach stało mnóstwo drewnianych mebli o fantazyjnych kształtach. Podobnie jak jej chłopak, Kate uwielbiała grać na fortepianie, dlatego nie mogło go zabraknąć w jej pokoju. Szafki upstrzone były wszelakimi figurkami, czy pozytywkami. Na biurku leżał cienkopis i kilka ozdobnych kartek. Na niektórych widniał napis „ZAPROSZENIE” oraz obrazek urodzinowego tortu.
– Więc jednak wyprawiasz urodziny? – zapytał Adam, gdy spostrzegł leżące na biurku kartki.
– A tak. Będą w czwartek, wpadniesz prawda?
– No jasne. A kogo jeszcze zapraszasz?
– Tego jeszcze dokładnie nie wiem. Myślałam nad Emily, Alice, Thomasie i Jamie’m. No i pewnie będzie ktoś z rodziny.
– Jamie? Myślałem, że za nim nie przepadasz.
–W sumie tak, ale szkoda mi go. W szkole z nikim nie rozmawia a w weekendy nigdzie nie wychodzi. Może na tych urodzinach uda mu się jakoś zagadać… no i wiesz… znajdzie przyjaciół.
–A jeśli mu się nie uda? Ja bym się źle czuł siedząc samotnie i patrząc jak reszta się świetnie bawi.
–Ale nie będzie siedział samotnie. Poprosiłam wszystkich, żeby dali mu szansę i pogadali z nim trochę.
Adam zrozumiał intencję swojej dziewczyny i uznał ten pomysł za całkiem obiecujący.
– A może przyjdę wcześniej, żeby pomóc ci wszystko przygotować? – zapytał zmieniając temat.
– Dodatkowa para rąk zawsze się przyda. Przyjdź o piętnastej, okej?
– Dobra – odparł Adam zerkając na treść zaproszenia. Po chwili zorientował się, że czekają go trzy godziny pracy, bo przyjęcie zaczyna się o osiemnastej.
– Zagadałeś mnie, a ja miałam ci pokazać ten utwór – przypomniała i usiadła na stołku przed fortepianem.
Adamowi natychmiast przypomniał się dzień, w którym po raz pierwszy spotkał swoją dziewczynę. Było to na zajęciach fortepianowych. Siedzieli razem przy jednym fortepianie. Właściwie to grała głównie tylko Kate, tłumacząc mu przy okazji podstawowe zasady gry na tym instrumencie.
Adam często nie mógł uwierzyć, że minęło już trzy lata od tamtej chwili. Wydawało mu się jakby to było wczoraj, bo pamiętał każdy szczegół z tamtego dnia.
Tymczasem Kate zaczęła grać swój utwór. Umiejętnościami znacznie przewyższała swojego chłopaka, można by nawet powiedzieć, że osiągnęła mistrzostwo w tym fachu. Muzyka wprawiała Adama w osłupienie. W życiu jeszcze nie słyszał tak cudownego utworu. Gdy tylko melodia się urwała powiedział:
– Ten Brown to chyba nie wiedział, co mówił, jak cały czas zwracał ci uwagę, że twoje utwory są beznadziejne.
– No co ty, to było trzy lata temu. A poza tym miał rację. Jak sobie przypomnę co ja wtedy grałam, to aż mi wstyd, że takie badziewie wyszło spod moich rąk.
– Ty już nie bądź taka skromna. Przypomnij sobie moje utwory,…jeśli tak można w ogóle było je nazwać. Za każdym razem, jak Brown je słyszał, to myślałem, że zaraz wywali mnie z sali i powie, że jestem totalnym beztalenciem.
Przez klika następnych minut, spierali się jeszcze, które z nich jest gorsze, a które lepsze. Potem grali na przemian swoje utwory, ulepszając ich brzmienie. Następnie Adam pomógł Kate wypisywać resztę zaproszeń. Gdy zegar z kukułką wiszący nad biurkiem zaczął wybijać czternastą, powiedział: „No to chyba będę się zbierał. Nie powiedziałem mamie, dokąd idę, i pewnie się martwi. Wiesz przecież, jaka ona jest”.
– No tak, wiem – odpowiedziała Kate przypominając sobie jak po czterogodzinnej nieobecności Adama w domu, jego mama zaczęła dzwonić w panice do wszystkich jego przyjaciół czy przypadkiem go u nich nie ma.
Adam uścisnął dziewczynę i pocałował w usta na pożegnanie. Wyszedł na skąpaną w popołudniowym słońcu drogę. Chmury już całkowicie się rozeszły, a jedynymi pozostałościami po niedawnej ulewie były wielkie kałuże, oraz strumienie wpadającej do studzienek wody. Szedł tą samą drogą, co przedtem, ale zdecydowanie dłużej.
Przed wejściem do domu zawitał do ogródka, gdyż tam spodziewał się zastać swoją mamę, jednak nie było jej tam. Zdziwił się, bo gdy tylko była ładna pogoda, natychmiastowo zamieniała się w ogrodniczkę i znikała wśród gąszczu kwiatów na dobre kilka godzin. Pomyślał, że zapewne rozmawia z tatą w salonie. Szybko uznał tą teorię za wielce prawdopodobną, bo tata zawsze po podróży dzielił się wrażeniami i opowiadał śmieszne historie, które go spotkały.
Adam wszedł do domu, obwieszczając, że już wrócił, jednak nie doczekał się odpowiedzi. Z kuchni dochodził zapach przypalonego ciasta, a na stole leżał nadgryziony kawałek pizzy. Dom wyglądał na opuszczony zaledwie parę minut temu.
– Mamo?! – zawołał, ale ciszy nadal nie przerywał żaden dźwięk. W pierwszej kolejności zajrzał do salonu. Zobaczył tam swoją mamę siedzącą na brzegu kanapy z twarzą zakrytą chusteczką. Spodziewał się ujrzeć zupełnie inny widok. Miał nadzieję widzieć trzymających się za ręce rodziców, śmiejących się do rozpuku, jak to zwykle bywało po powrocie taty.
– Mamo?
Anna odsłoniła zaczerwienione od łez oczy, ale nie powiedziała ani słowa. Adam podszedł i usiadł obok niej, a ona zapłakała głośno i wytarła oczy.
– Co się stało? – zapytał chłopak przytulając ja do siebie.
– Dzwonili z policji – powiedziała trzęsącym się głosem.
– Z policji? – zapytał zaniepokojony Adam. Szybko domyślił się, że stało się coś złego. W końcu bez przyczyny by nie zadzwonili. – A co chcieli?
– Oni…oni... – zaczęła, ale zaraz urwała, łkając głośno.
Adam przytulił ją mocniej do siebie, pocierając ręką o jej ramię.
– Oni powiedzieli, że tata miał wypadek – dokończyła. Wyraźnie widać było, że te słowa ciężko przeszły jej przez gardło, bo zaraz zakryła z powrotem twarz w chusteczce i zaszlochała. Adam nie mógł uwierzyć w to, co przed chwilą usłyszał. Już chciał zasypać mamę gradem pytań, ale ona rzekła tylko jedno zdanie, które wyjaśniło mu wszystko:
– Adam… tata nie żyje.TUTAJTUTAJ TUTAJ
Ostatnio zmieniony czw 05 sie 2010, 13:55 przez MaW, łącznie zmieniany 2 razy.



Awatar użytkownika
Faraon
Imperator
Imperator
Posty: 4012
Rejestracja: pn 01 gru 2008, 21:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Faraon » czw 05 sie 2010, 13:40

MaW pisze:Ciąg dalszy tego fragmentu: http://weryfikatorium.pl/forum/viewtopic.php?t=88

Link nie działa niestety.

Marti EDIT: już działa.
Ostatnio zmieniony czw 05 sie 2010, 13:55 przez Faraon, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
orinoco
Szkolny pisarzyna
Posty: 37
Rejestracja: śr 04 sie 2010, 22:23
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: pod Oławą
Płeć: Mężczyzna

Postautor: orinoco » czw 05 sie 2010, 21:44

Czegoś tu nie rozumiem.
MaW pisze:Ciąg dalszy tego fragmentu znajduje się TUTAJ

Czemu TU piszesz o "dalszym ciągu", skoro TAM zatytułowałeś go prologiem? Co tu jest pierwsze?
Jeśli "prolog" rzeczywiście ma być "przed" to za dużo w nim powiedziałeś, straciłeś element zaskoczenia w pierwszym rozdziale -
Adam… tata nie żyje
- tego się można było domyślać po lekturze prologu.
Chodzi mi o to, że oba te fragmenty nie bardzo ze sobą grają, musisz moim zdaniem albo popracować nad spójnością, albo może pokusić się o głębszą przeróbkę i poprowadzić tekst dwuwątkowo.

Technicznie też można się tam do paru rzeczy przyczepić (szczególnie interpunkcja), ale to jeszcze nie ten etap.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » wt 10 sie 2010, 09:00

Pokój Adama Becketta wypełnił [1]głośny dźwięk dzwoniącego budzika. Okryty puchową kołdrą [2]dziewiętnastoletni chłopak uchylił [3]z trudem ciężkie powieki i jednym ruchem ręki wyłączył [4]alarm. Niezdarnie wstał z łóżka i przeciągnął się, zagarniając sprzed oczu ciemne włosy,[5]przysłaniające mu widok. [6]Odetchnął głęboko wypędzając z myśli obraz rozszarpanych przez wilki ludzkich ciał, który gnębił go w snach przez całą noc.

Rozwlekasz tekst tam, gdzie to niepotrzebne. I robisz błędy. Od początku:

[1] - skoro wypełniał, to wiadomo że głośny
[2] - wiek jest niepotrzebny, jak piszesz, że to chłopak - byłby potrzebny, jakby kupował piwo a narrator wspomniał, że wygląda jak piętnastolatek. Po jednej lub dwóch stronach wiek wyjdzie z narracji - chyba, że coś zepsujesz.
[3] - skoro ciężkie - trud jest niepotrzebny.
[4] - tu masz koniec zdania i nowe - oba stanowią wyliczankę. W tym miejsce trzeba dodać jakąś emocję bohatera i zacząć go pokazywać. Na dodatek, połączyłbym te zdania.
[5] - przesłaniały mu widok albo zasłaniały przysłaniały oczy.
[6] - Ciało - wiadomo, że ludzkie (chyba, że piszesz konkretnie o czymś innym). Całe zdanie jest pokraczne.

Wprowadzam wszystkie zmiany, o których pisałem i przerabiam zgodnie z nimi tekst:
Pokój Adama Becketta wypełnił dźwięk dzwoniącego budzika. Okryty puchową kołdrą chłopak uchylił ciężkie powieki i jednym ruchem ręki wyłączył alarm, nie dowierzając, że to już ta pora, poczym niezdarnie wstał z łóżka i przeciągnął się, zagarniając sprzed oczu długie włosy. Ledwie oprzytomniały odetchnął głęboko wypędzając z myśli obraz rozszarpanych martwych ludzi rozszarpywanych przez wilki.

[1]W pomieszczeniu, w którym właśnie się znajdował, panował półmrok, [2]bowiem przez okno wpadała skąpa ilość światła. [3]Słońce skrywało się za grubą warstwą chmur, a w okna bębniły krople deszczu, spływając po nich jak łzy po policzku. [4]Wszystko to sprawiało, że w pokoju panował tajemniczy klimat.

Wadą całego zdania jest to, że nic nie pokazałeś - a wiesz, skąd wiem? Bo dopiero w drugiej części pokazujesz słońce, chociaż wcześniej jest mrok i przysiągłbym, że facet obudził się w nocy. Dlatego warto pisać prawdę oczami narratora i połączyć ją z bohaterem. Ale to nie wszystko:
[1] - Czy narrator opisywałby pomieszczenie, w którym nie ma bohatera, tylko np. Kryśka z drugiego piętra nie występująca w tekście?
[2] - jedno wynika z drugiego (mrok i skąpa ilość światła - dodam, że dalej nie wiadomo, czy to noc czy dzień - a, wychodzi, że noc, bo mrok!)
[3] - To już lepiej napisać o chmurach, zapomnieć o słońcu - ale ta informacja musiałaby się znaleźć z przody zdania, aby natychmiast pokazać, co i jak.
[4] - Wszystko to - chmury i deszcz? Poniosło szanownego narratora. Poza tym, powtarza się.
Problem tego zdania jest też taki, że ty nie wiesz, co chcesz pokazać - skąd to mam wiedzieć ja, czytelnik? Nic to, zgaduję i przerabiam na:

Mimo wczesnego ranka, w pokoju panował półmrok zamieniający znane pomieszczenie w coś nieokreślenie mrocznego, jakby smoliste chmury i rzęsisty deszcz miarowo uderzający o szybę chciały tu zajrzeć i jeszcze mocniej podkreślić ponurość nadchodzącego dnia.

Adam ubrał się, i po porannej wizycie w łazience zszedł na dół. Mimo zaspania, koszmarnie niskiego ciśnienia i zakwasów w nogach czuł się wyjątkowo dobrze, a uśmiech z jego twarzy nie znikał. Miał ku temu dwa powody: zaczynający się właśnie weekend, oraz fatalna pogoda. Tak, tak, właśnie to ona poprawiała mu humor lepiej niż ktokolwiek lub cokolwiek innego.

Po standardowej wyliczance czynności narrator w przypływie dobrej woli łaskawie obdarzył mnie emocjami. Grubości kartki papieru. Zauważ, że piszesz, co i jak i to ma mnie przekonać. A gdybyś ten fragment rozwinął i narrator spokojnie wszedł za plecy Adama i pokazał te emocje? Zobacz na taką sugestię:
Adam ubrał się, i po wizycie w łazience zszedł na dół. Mimo zaspania, koszmarnie niskiego ciśnienia i zakwasów w nogach czuł się wyjątkowo dobrze, a uśmiech z jego twarzy nie znikał. Miał ku temu dwa powody: zaczynający się właśnie weekend, oraz fatalna pogoda. Właśnie ona, jak mało co, potrafiła poprawić mu humor a kiedy pomyślał o tych wszystkich ludziach psioczących na słotę i senność uśmiechnął się jeszcze bardziej. W pewnym sensie, miał nad nimi przewagę.

–Nie zapowiadali tego deszczu – jęknęła z dezaprobatą Anna.

spacja!

Gdy tylko zaczął grać, pokój wypełniła cudowna muzyka.

Aha. Wierzę na słowo. A może jakiś tytuł, cokolwiek, abym w mojej wyobraźni miał muzykę i sam ją ocenił. Nie wierzysz? To tak jakbym ci napisał: mam zajefajne opowiadanie (bez pokazywania ci go). He, he, he...

Żeby iść w miarę suchą powierzchnią trzeba było chodzić slalomem między wielkimi kałużami,

tłumaczyć nie trzeba...

Tak jak sądziłem, tekst leci na łeb na szyję. Już nie wciąga, narracja jest, bo jest (nie ma tu celu w tych wszystkich rzeczach - a przynajmniej ja go nie widzę), dialogi już są słabe, klimat prysł. To kilka mankamentów, ale dochodzisz do tego ty - autor który NA SIŁĘ chce pokazać tekst, jakby był co najmniej dobry, mimo że przy okazji pierwszego fragmentu kilka błędów ci wskazałem i co? Zamiast siąść, poprawiać, szukać, uczyć się, to dajesz drugi, równie brzydki z tymi samymi błędami. Skutkuje to tym, że: więcej nie będę cię weryfikować, bo szkoda czasu i tym, że niestety ocenię tekst zgodnie z prawdą, co ci się nie spodoba. Bardzo słaby fragment. Pozostałe uwagi zgodnie z pierwszą weryfikacją - ale tam miałem nadzieję, że pójdzie to w dobrą stronę, a tak się nie stało.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
padaPada
Pisarz Wszechczasów
Posty: 2972
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 10:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: padaPada » wt 10 sie 2010, 10:33

Martinius pisze:Pokój Adama Becketta wypełnił dźwięk dzwoniącego budzika. Okryty puchową kołdrą chłopak uchylił ciężkie powieki i jednym ruchem ręki wyłączył alarm, nie dowierzając, że to już ta pora, [1]poczym niezdarnie wstał z łóżka i [2]przeciągnął się, zagarniając sprzed oczu długie włosy. Ledwie oprzytomniały odetchnął głęboko wypędzając z myśli obraz [3]rozszarpanych martwych ludzi rozszarpywanych przez wilki.

1. pisze się osobno
2. czyli, że zrobił to równocześnie. przeciągnął się i zagarnął równocześnie? chciałbym widzieć Marti jak to robisz, niby się, ale wychodzi... pokracznie :)
3. powtórzenie

:)



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » wt 10 sie 2010, 11:25

padaPada pisze:
Martinius pisze:Pokój Adama Becketta wypełnił dźwięk dzwoniącego budzika. Okryty puchową kołdrą chłopak uchylił ciężkie powieki i jednym ruchem ręki wyłączył alarm, nie dowierzając, że to już ta pora, [1]poczym niezdarnie wstał z łóżka i [2]przeciągnął się, zagarniając sprzed oczu długie włosy. Ledwie oprzytomniały odetchnął głęboko wypędzając z myśli obraz [3]rozszarpanych martwych ludzi rozszarpywanych przez wilki.

1. pisze się osobno
2. czyli, że zrobił to równocześnie. przeciągnął się i zagarnął równocześnie? chciałbym widzieć Marti jak to robisz, niby się, ale wychodzi... pokracznie :)
3. powtórzenie

:)


ad 1 i 3 - pisałem to w biegu - autor ma zgoła większą ilość czasu na poprawki.
ad 2 - tak, wg mnie tak można zrobić - jednocześnie (co nie raz mi wychodzi, gdy np. przeciągam się i przecieram czoło). Tu, jak w 1 i 3 autor może zapisać własną interpretację "przeciągania się'.

Marti EDIT: AD 1 - dla pewności sprawdziłem w kilku tekstach ostatnio napisanych, czy abym nie robił byka - i jednak dobrze pisałem, to też powyższy błąd jest spowodowany pośpiechem, a nie brakiem wiedzy.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
MaW
Pisarz domowy
Posty: 52
Rejestracja: czw 15 lip 2010, 20:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: MaW » ndz 15 sie 2010, 20:03

Martiniusie po Twoich postach wnioskowałem, że jesteś bardzo rozsądnym człowiekiem, ale też bardzo szczerym. Dlatego bardzo zdziwiłem się, gdy przeczytałem Twój post. Wywnioskowałem z niego że uważasz mnie za takiego, co to ma gdzieś krytykę innych nie bierze uwag do siebie i nie przyjmuję innej weryfikacji jak pozytywnej... Wierz mi, że nie jestem taki głupi i gdybym wiedział na czym polegają moje błędy starałbym się ich unikać. No właśnie... gdybym wiedział. A sęk w tym że nie wiem. Dajmy na przykład plastyczność tekstu którą wytknąłeś w prologu. Próbowałem się dowiedzieć o co chodzi u Ciebie na PW ale nie odpowiedziałeś.
Skutkuje to tym, że: więcej nie będę cię weryfikować, bo szkoda czasu i tym, że niestety ocenię tekst zgodnie z prawdą, co ci się nie spodoba.

A skąd wywnioskowałeś, że mi się nie spodoba? Bardzo cenię sobie Twoje weryfikacje, bo nie owijasz w bawełnę i dajesz do myślenia. Mam nadzieję, że jeszcze zmienisz zdanie...

Czemu TU piszesz o "dalszym ciągu", skoro TAM zatytułowałeś go prologiem? Co tu jest pierwsze?

Tutaj trochę Martinius zmienił sens. Prolog jest oczywiście pierwszy..

Pozdrawiam
Maciek



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2394
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » śr 19 sty 2011, 22:15

Na początek muszę, z pewnego rodzaju przykrością stwierdzić, że tekst jest słaby, bardzo słaby. Czyta się go fatalnie.

Przebrnęłam go na zasadzie przymknięcia oka na pojedyncze słowa i po prostu gonienia za narratorem. Ledwo się udało.

Masz bardzo słaby warsztat. Popełniasz mnóstwo błędów, przyozdabiasz je niezgrabnościami i dopełniasz nudą. Wiem, brzmi ostro i niezbyt przyjemnie. Ale taka prawda.
Zerknęłam na pracę Martiego i zastanowiłam się, co mogę wymienić. Ostatecznie doszłam do wniosku, że zamiast wyciąć dowolny fragment tekstu i się nad nim znęcać, to spróbuję wypunktować pewne podstawowe rzeczy, jakoś to uporządkować i poprzeć przykładami. We'll see... ;)

1. zbędne przymiotniki, przysłówki, inne części mowy mające coś opisać
Prawie wszystko dookreślasz, zwykle paroma słowami, które znaczą plus minus to samo. Przez to zdanie robi się rozwlekłe, nieplastyczne i zwyczajnie nudne. Chcesz, żeby czytelnik wyobraził sobie coś? To nie działa w ten sposób. Ze zdania najeżonego przymiotnikami nie zapamiętam nic.
Po dziesięciominutowym spacerze w końcu dotarł do celu. A był nim średniej wielkości dom, prawie całkowicie porośnięty bluszczem, ze sporymi oknami i tarasem. W ogrodzie przed domem rosły warzywa porozsadzane w grządki oraz sporo kwiatów. Pomiędzy nimi wiła się wąska ścieżka, prowadząca do drzwi, którą właśnie szedł Adam. Gdy doszedł do swojego celu zapukał w dębowe drewno kołatką. Po krótkiej chwili otworzyła mu brązowowłosa dziewczyna.
Za dużo, za dużo. Zwłaszcza, że większość można spokojnie opuścić. Chociażby "sporo kwiatów". Co znaczy sporo? Cholera wie. Taką samą wiadomość niesiesz, pisząc po prostu "rosły kwiaty".

2. powtórzenia
Są dobre, by coś uwypuklić, podkreślić dramatyzm sytuacji, sceny. Ale poza tym są okropne, źle brzmią i wskazują na brak korekty.

Chociażby w cytacie do punktu 1. (szedł, doszedł).
Albo tutaj:
Ona, bowiem w przeciwieństwie do swojego syna uwielbiała upały, więc nie trudno było zgadnąć, jaka była przyczyna jej złego humoru. Zobaczywszy swojego syna rzuciła mu tylko ciepłe spojrzenie, oraz wymuszony uśmiech


3. Zbędne zaimki
Po śniadaniu udał się do swojego pokoju. Z perspektywy zwykłego człowieka, pewnie wyglądałby on trochę jak szpitalna izolatka. Jego ściany były idealnie białe, bez żadnej plamy czy zarysowania, a do jego wyposażenia można było zaliczyć tylko biała szafę, łóżko oraz fortepian. Za biurko służyła mu brązowa deska, przyczepiona do parapetu i oparta jedną nogą o podłogę. Biorąc pod uwagę dość spore wymiary pokoju i ilość znajdujących się w nim mebli, można byłoby śmiało stwierdzić, że jest on praktycznie pusty.
Uwaga! Nie wszystkie można tak po prostu wywalić. Zaimek - też potrzebna część mowy. Ale nie za dużo. Trzeba kontrolować. Co więcej, jeżeli gdzieś jest niezbędny, ale się tego za bardzo namnożyło, to nie ma lekko, piszemy od nowa, przeformułowujemy zdania. Tutaj przy tych fragmentach opisu pokoju (był on, do jego wystroju itd.) spokojnie można było nad tym zapanować.

4. Łańcuszki czynności.
Wstał, beknął, machnął ręką, drugą podrapał się po... Itd.
To chyba najgorszy morderca klimatu, jakiego znam. Wiesz, przeciętny czytelnik wie, jakie czynności trzeba wykonać (tudzież wykonuje się odruchowo), kiedy się wstaje z łóżka. Nie informuj tak koniecznie o każdej pierdole, bo to nudzi i tragicznie brzmi. Nie próbuj też robić z tego pretekstu do wrzucenia myśli bohatera, bo ta myśl ginie.
Okryty puchową kołdrą dziewiętnastoletni chłopak uchylił z trudem ciężkie powieki i jednym ruchem ręki wyłączył alarm. Niezdarnie wstał z łóżka i przeciągnął się, zagarniając sprzed oczu ciemne włosy, przysłaniające mu widok. Odetchnął głęboko wypędzając z myśli obraz rozszarpanych przez wilki ludzkich ciał, który gnębił go w snach przez całą noc.
I tak naprawdę jedyna w miarę sensowna informacja o bohaterze (pogrubione) umyka czytelnikowi, który ma dość przeciągającego się i z trudem wstającego chłopaka.

5. Informowanie o rzeczach, których czytelnik domyśli się z kontekstu.
Czemu to jest złe, to chyba nie trzeba tłumaczyć. Jak wiadomość jest niepotrzebna, to nie ma co jej wstawiać. Zwłaszcza, jeżeli nie zaczarujesz w tym miejscu czytelnika słowami, tylko walniesz suchy komunikat.
Natychmiast rozpoznała gościa i powiedziała:
– Cześć! Wejdź szybko, bo zmokniesz.
Dziewczyna za chwilę mówi "cześć, wejdź szybko". To raczej wiadomo, ze nie do obcego.

6. Przesadne dookreślanie dialogów.
Powoduje, że dialog robi się mało dynamiczny, a jak zupełnie przesadzisz, to można w ogóle zapomnieć, co tam wcześniej ten bohater powiedział.
–Nie zapowiadali tego deszczu – jęknęła z dezaprobatą Anna.
–Mówiłem ci przecież tyle razy żebyś przestała oglądać pogodę - pouczył Adam, ale zaraz ugryzł się w język, bo poczuł, że niepotrzebnie dolewa oliwy do ognia.
– No i chyba miałeś rację… – westchnęła.
–A tata już wrócił? – zapytał Adam usiłując zmienić temat.
–No właśnie nie. Wczoraj dzwonił, że będzie o szóstej, a teraz jest już ósma – powiedziała wskazując na zegar.– Zaczynam się martwić – dodała cicho.
–Może zadzwoń do niego – zaproponował Adam.

Rozmawiają tylko dwie osoby. Każdy doskonale się połapie. A Ty uniknąłbyś chociażby powtarzania w kółko imienia "Adam".

7. "Martwe" mówienie o uczuciach.
To znaczy narrator o nich INFORMUJE czytelnika, ale nie widać tego w bohaterach.
Tutaj nie będę walczyć z cytatem, bo to kwestia odczuć i jak sam tego nie zauważasz, to żadne moje podkreślenie nie pomoże. Lepiej weź poczytaj coś pod kątem właśnie wzbudzania uczuć. Zastanów się, jak robi to porządny autor i porównaj ze swoim tekstem.

8. Interpunkcja.
Koszmar kompletny. Musiałabym tu chyba wszelkie możliwe zasady przeczytać. Pod tym kątem weź się po prostu za NAUKĘ. Jak w podstawówce. Mówię poważnie. Przecinki itp. są ważne i tyle. Inaczej wyskakują takie kwiatki:
W końcu cóż innego mogłaby robić miłośniczka upałów, ogrodów i wycieczek podczas ulewy
Brak przecinka sprawia, że zdanie brzmi, jakby ona była "miłośniczką wycieczek podczas ulewy".

9. ...
I można by tak długo. Na więcej nie mam siły, myślę, że najważniejsze kwestie wyłapałam.

Fabularnie wszystko leci na łeb na szyję. Że zginął ojciec to wiadomo od chwili, gdy narrator gada o kierowcy tira, kiepskiej pogodzie i braku odzewu telefonicznego.
Poza tym trudno ocenić, bo to tylko fragment.

Podsumowując. Tekst mi się zupełnie nie spodobał. Czeka Cię mnóstwo pracy, jeżeli ma coś z tego być.
Był natomiast niezłym materiałem do wyłapania wszelakich błędów i cóż... Może Tobie albo może komuś innemu, kto tutaj zerknie, moje wynurzenia się przydadzą.

Pozdrawiam,
Ada

PS. Czego człowiek nie zrobi, żeby się nie uczyć :P




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości