Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Nieudany podryw [Obyczaj]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mocjaelement
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: ndz 25 lip 2010, 21:59
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Nieudany podryw [Obyczaj]

Postautor: mocjaelement » ndz 25 lip 2010, 22:07

Moje życie było nudne. Nie mogę znaleźć lepszego słowa. Tydzień temu rzuciłem studia. Studiowałem elektrotechnikę na Politechnice Warszawskiej. Nie było trudno, ale było nudno. W ogóle Mnie nie interesował ten kierunek. Sam nie wiem, dlaczego zmarnowałem tak dużo czasu, ucząc się tych bzdur. Tak na prawdę wiem, ale wstyd Mi się przyznać. Bałem się. To przez strach. Od najmłodszych lat słyszałem, że muszę się dobrze uczyć. Zdam dobrze maturę, dostanę się na wymarzone studia, znajdę ciekawą pracę i będę dużo zarabiał. Będę szczęśliwy... Bzdury. Nie będę. Poszedłem na studia, bo wszyscy tego oczekiwali. Cała rodzina od strony matki pochodziła ze wsi. To byli prości ludzie. Byli cudowni, ale w ogóle Mnie nie rozumieli. Jedyne co było dla nich ważne w Mojej osobie, to że byłem inteligentny i jako pierwszy w rodzinie mogłem zyskać wykształcenie. Zawsze byłem dobry z matematyki. Nie sprawiała Mi ona absolutnie żadnych problemów. Z przedmiotów ścisłych miałem same piątki i szóstki. Od pierwszej klasy podstawówki wiedziałem, że będę studiował na Politechnice. Byłem bardzo zdziwiony, gdy w końcu bez większych problemów dostałem się na wymarzoną uczelnię i stała się ona dla mnie udręką. To było okropne. Wykonywanie nikomu niepotrzebnych projektów i nauka z zakresu, który w ogóle Mnie nie interesował. Z łatwością zaliczałem wszelkie przedmioty teoretyczne. Projektów i laboratoriów nie chciało Mi się wykonywać. W końcu rzuciłem ten kierunek. Musiałem znaleźć inny. W końcu wszyscy tego ode Mnie oczekują. Przez pół roku pracowałem w call center. Byłem telemarketerem. Dzwoniłem do ludzi i starałem się sprzedać im abonament telefoniczny, dzięki któremu oszczędzą aż 2-3 złote miesięcznie. Oczywiście mówiłem to tak, że ci ludzie kupowali ten abonament. Czułem się okropnie. Dzień w dzień, godzina za godziną, wykonywałem tysiące telefonów i mówiłem za każdym razem to samo. Sam nie wiem jakim cudem nie trafiłem do psychiatryka. Każdy dzień w pracy był dla Mnie udręką. Ludzie którzy tam pracowali byli bandą oszołomów. Wykonywali tą idiotyczną pracę z oddaniem, wręcz pasją. Nie byłem w stanie zrozumieć dlaczego. Na szczęście poznałem tam Anię. Drugiego dnia w pracy zobaczyłem, że stanowisko obok Niej było wolne, więc usiadłem przy nim. Wyglądała na bardzo sympatyczną, uśmiechała się, była miła dla klientów. Zbliżały się Święta Wielkanocne, więc miałem wrażenie, że każdemu klientowi chce życzyć smacznego jajka. Miała długie, czarne włosy spięte w kucyk, bardzo ładne oczy, duże piersi. Nie była typem wychudzonej anorektyczki. Nie wyglądała jak te panienki, które robią z siebie dzieci Oświęcimia i myślą, że są najpiękniejsze. Miała szersze biodra, tyłek jak Jennifer Lopez. Była ładna. Wyglądała na 19 lat. Zabrałem się do dzwonienia z równie wielkim entuzjazmem, jak codziennie. Po godzinie tej fascynującej pracy powiedziałem:
- Chodź na dół na przerwę, przewietrzymy się.
- Okej – przytaknęła z uśmiechem na twarzy.
Odeszliśmy od stanowisk i zjechaliśmy na dół windą.
- Chcesz szluga? - Spytała podając mi otwartą paczkę papierosów.
- Nie dzięki, nie palę.
- Odpaliła Swojego papierosa i zaciągnęła się.
- Jak masz na imię? - spytałem
- Ania, a Ty?
- Łukasz. Co tam słychać? - spytałem zaczynając pomysłowo rozmowę.
- Kurde, musiałam rano młodego odwieźć do przedszkola, potem przyjechałem prosto do roboty. Padam, ile jeszcze do końca?
- Jeszcze cztery godziny, na szczęście dziś jestem tylko na pięć. Jak braciszek ma na imię?
- Jaki braciszek? To mój synek, Kacper – odpowiedziała uśmiechając się.
Nie odzywałem się przez chwilę, zastanawiając się co powiedzieć.
- Mąż jeszcze nie wrócił z nocki z pracy i Ja musiałam odwieźć małego.
- Aha. Zadam jedno z tych pytań, których podobno nie powinno się zadawać, bo to takie niegrzeczne i w ogóle. Ile Ty masz lat?
- He he. A na ile wyglądam? - Spytała cały czas się uśmiechając.
- Hm. Na 19.
- Pomyliłeś się tylko o 6.
- Na 13 zdecydowanie nie wyglądasz, ale niewiele bardziej prawdopodobne wydaje Mi się 25.
Uśmiechnęła się kolejny raz. Nigdy nie miałem dziewczyny starszej ode Mnie o 4 lata. Ale ta myśl zaraz zniknęła wyparta przez tą, która przypomniała Mi, że Ania jest mężatką.
- Nie nosisz obrączki? - spytałem, bo nie mogłem znaleźć jej na żadnym z palców.
- Wpadła do zlewu, ale mąż się nie gniewa, żadne z Nas nie przywiązuje się do przedmiotów.
- Spoko.
- Chodź wracamy do pracy, przerwa zaraz się skończy – powiedziała wyrzucając resztkę papierosa i poszliśmy na górę.
Miałem wrażenie, że nasza znajomość przetrwa trochę dłużej, niż jednorazową nieudaną próbę podrywu. Mężatki nie były moim obiektem westchnień, ani niczego innego. Nie myliłem się, polubiliśmy się, była jedyną normalną osobą wśród tej bandy oszołomów. Chyba tylko dzięki Niej wytrzymałem w tej pracy aż pół roku. Mieliśmy podobne podejście do wielu spraw, rozmawialiśmy czasem poważnie, a czasem o pierdołach, jak chociażby gry komputerowe. Od czasu do czasu po pracy chodziliśmy do pubu napić się piwa. Mimo że praca nadal była dla Mnie koszmarem, to chociaż na przerwach mogłem z kimś pogadać.
Po pracy wróciłem do domu, napiłem się piwa, umyłem się i poszedłem spać, oczekując na kolejny fascynujący dzień.



Awatar użytkownika
Fée
Zarodek pisarza
Posty: 16
Rejestracja: ndz 25 lip 2010, 10:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Fée » ndz 25 lip 2010, 22:37

mocjaelement pisze:Nie było trudno, ale było nudno.

Fantastyczne zdanie, sugestywne, bo rytmiczne, nie wiem czy wyszło ci przypadkiem, czy specjalnie?

mocjaelement pisze:W ogóle Mnie nie interesował ten kierunek.

Ym. Czemu piszesz 'mnie' z dużej litery? To ma sugerować, że bohater cierpi na przerost szacunku do własnej osoby?

O mój boże! Ty wszystkie zaimki piszesz z dużych liter? Nie wiem gdzieś się uczył ortografii, ale tak nie jest poprawnie. Duże litery mają być wyrazem szacunku, z tego co ja wiem.

mocjaelement pisze:Nie była typem wychudzonej anorektyczki.

Cóż, anorektyczki zawsze są wychudzone, nie musisz tego podkreślać, bo masło maślane wyszło.

Dalej. Nawiązania do typowo kobiecych części ciała są banalne, ale je rozumiem. Fragment z liczeniem wieku ładnie się odnosi do wcześniejszego wspomnienia o umiejętnościach matematycznych, mimo że cóż... 19 plus 6 trudnym działaniem nie jest xd

mocjaelement pisze:- Nie nosisz obrączki? - spytałem, bo nie mogłem znaleźć jej na żadnym z palców.

To brzmi, jakby Łukasz szukał jej własnoręcznie. A zakładam, że tylko wzrokiem, tak?

Ogólnie rzecz biorąc to cóż, wybacz, ale mi się nie podoba. Nie podoba mi się temat, a już warsztat tym bardziej. Miałam wrażenie, że czytam wypracowanie mojego dziesięcioletniego brata. Ale żywię nadzieję, że inne teksty są lepsze ;] (lub będą)


'Patrz poza te ściany spękane, sczerniałe, poza ten smutek rzeczy porzuconych i zacznij widzieć nikłe zarysy, taki obraz, jaki ma się w oczach jeszcze przez chwilę po iskrzeniu się sztucznych ogni.'

Czy człowiek osiągnie kiedyś taki poziom moralności, że stworzy dla nomadów ruchome więzienia? / J. Lec

Awatar użytkownika
mocjaelement
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: ndz 25 lip 2010, 21:59
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: mocjaelement » pn 26 lip 2010, 10:17

dzięki, wyprowadziłaś mnie z dużego błędu
poprawie zaimki



Awatar użytkownika
Serena
Pisarz pokoleń
Posty: 1498
Rejestracja: pt 23 paź 2009, 12:57
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Katowice
Płeć: Kobieta

Postautor: Serena » pn 26 lip 2010, 10:44

Mi też się ten tekst nie podobał. Wcale a wcale. Według mnie trzeba to w ogóle od nowa napisać. I nie dość, że zaimki pisać z małej litery, to jeszcze liczby napisać SŁOWNIE.


Każdego ranka, każdej nocy
Dla męki ktoś na świat przychodzi.
Jedni się rodzą dla radości,
Inni dla nocy i ciemności.

Wieczność kocha dzieła czasu.


– William Blake

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pn 26 lip 2010, 12:09

Moje życie było nudne. Nie mogę znaleźć lepszego słowa. Tydzień temu rzuciłem [1]studia. Studiowałem elektrotechnikę na Politechnice Warszawskiej. Nie było trudno, ale było nudno. W ogóle [2]Mnie nie interesował ten kierunek. Sam nie wiem, dlaczego zmarnowałem tak dużo czasu, ucząc się tych [3]bzdur.

[1] - tu można napisać kierunek - i połączyć to w jedno zdanie. Teraz powstaje taka "czkawka". Od razu rzuca się w oczy język potoczny.
[2] - z małej
[3] - warto byłoby napisać, dlaczego bohater uważa, że to bzdury. W tej chwili jest to puste słowo, nic nie znaczące w kontekście jego postępku.

a teraz dłuższy fragment
Tydzień temu rzuciłem studia. Studiowałem elektrotechnikę na Politechnice Warszawskiej. Nie było trudno, ale było nudno. W ogóle Mnie nie interesował ten kierunek. Sam nie wiem, dlaczego zmarnowałem tak dużo czasu, ucząc się tych bzdur. Tak na prawdę wiem, ale wstyd Mi się przyznać. Bałem się. To przez strach. Od najmłodszych lat słyszałem, że muszę się dobrze uczyć. Zdam dobrze maturę, dostanę się na wymarzone studia, znajdę ciekawą pracę i będę dużo zarabiał. Będę szczęśliwy... Bzdury. Nie będę. Poszedłem na studia, bo wszyscy tego oczekiwali. Cała rodzina od strony matki pochodziła ze wsi. To byli prości ludzie. Byli cudowni, ale w ogóle Mnie nie rozumieli. Jedyne co było dla nich ważne w Mojej osobie, to że byłem inteligentny i jako pierwszy w rodzinie mogłem zyskać wykształcenie. Zawsze byłem dobry z matematyki. Nie sprawiała Mi ona absolutnie żadnych problemów. Z przedmiotów ścisłych miałem same piątki i szóstki. Od pierwszej klasy podstawówki wiedziałem, że będę studiował na Politechnice.

a tu już koncert powtórzeń.

W końcu rzuciłem ten kierunek. Musiałem znaleźć inny. W końcu wszyscy tego ode Mnie oczekują.

nie tylko powtarzasz się, ale powtarzasz ujętą w tekście informację.

Dzwoniłem do ludzi i starałem się sprzedać im abonament telefoniczny, dzięki któremu oszczędzą aż 2-3 złote miesięcznie.

słownie. Poza tym, warto tutaj rozbić to, używając lub

Przez pół roku pracowałem w call center. Byłem telemarketerem. Dzwoniłem do ludzi i starałem się sprzedać im abonament telefoniczny, dzięki któremu oszczędzą aż 2-3 złote miesięcznie.

to trzy różne rzeczy: telemarketer, call center i sprzedaż abonamentów.

Wyglądała na 19 lat.

słownie.

Odpaliła Swojego papierosa i zaciągnęła się.


zbędny zaimek - wiadomo, że swojego.

Nie podobało mi się. Całe to wprowadzenie można by napisać ze cztery razy krócej i treściwiej. Dialog, scena i ogólnie zarys dalekie od czegoś, co można nazwać opowiadaniem - to raczej konspekt z dialogiem. Za dużo myśli bohatera, które mówią co innego w porównaniu z tym, co słyszę z rozmowy. Styl toporny, kolokwialny ale mający udawać coś więcej, niż tylko zapis słabej fabuły. Za dużo zaimków, problemy z przecinkami, sucha narracja i postacie pozbawione emocji. Tyle tylko mogę napisać po tej nieciekawej lekturze.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » wt 27 lip 2010, 19:36

Byłem bardzo zdziwiony, gdy w końcu bez większych problemów dostałem się na wymarzoną uczelnię i stała się ona dla mnie udręką.

Był zdziwiony, że dostał się na uczelnię czy też, że stała się dla niego udręką? A mogłeś użyć słowa "okazała".

Wykonywali tą idiotyczną pracę z oddaniem, wręcz pasją.

TĘ pracę.

Ale ta myśl zaraz zniknęła wyparta przez tą, która przypomniała Mi, że Ania jest mężatką.

Wyparta przez tĘ myśl.

Nie nosisz obrączki? - spytałem, bo nie mogłem znaleźć jej na żadnym z palców.

Ślubna mogła się znajdować tylko na jednym.





[center]Nieudany podryw.[/center]

Moje życie było nudne. Studiowałem, potem pracowałem, poznałem dziewczynę, która była mężatką i z którą dużo rozmawiałem.

[center]KONIEC[/center]


To jakiś żart?
Poszukaj w głowie historii, o której warto pisać, którą warto opowiedzieć innym. Ta jest niestety gorsza niż flaki z olejem.

Pozdrawiam.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości