"M'hau!" [Fantasy]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MatMot
Pisarz osiedlowy
Posty: 284
Rejestracja: sob 06 lut 2010, 13:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

"M'hau!" [Fantasy]

Postautor: MatMot » śr 30 cze 2010, 19:42

[center]M'hau!

Prolog, czyli wstęp.[/center]


WWWKiczowata solówka zajęczała przemykając między rzadko rozrzuconymi kłębami świeżego powietrza. Tak, świeże powietrze było rzadkością w „Syrence”. Pulchna noga wyskoczyła na scenę obracając się w piruecie. Ciało dołączyło po chwili trzęsąc celulitem. Długa broda zafalowała rozsypując wokół cekiny. Po sali rozbiegł się niekontrolowany pomruk, coś na wzór gwałtownych wymiotów i spazmatycznie tłumionych okrzyków radości.
- Niech to... – mruknął Azor, spoglądając w swe odbicie. Chmielowe lustra zniekształcały obraz, ale i tak wyglądał żałośnie.


I mówili mi, wczoraj na ulicy,
Ze nie wiedzieli jeszcze tak,
Cudownej istoty w spódnicy...


Lari zawsze pisał piosenki w stałym, wysoce osobliwym stylu – przetrawionego mułu z dna kanału ściekowego. Azor skinął pyszczkiem i Brudny Karol sięgnął po jego „kufel”.

...fajny kuper mam,
i choć z Ciebie cham,
swój numer Ci dam!


Choć piosenki lokalnej gwiazdki, a raczej gwie... gwiazde... gwiazdka nigdy nie robiły wrażenie na czworonogu musiał przyznać, że tak i tak była tragiczna. Przestrzeń między uszami przez ludzi nazywana mózgiem zabolała. Azor skinął pyszczkiem i Brudny Karol zatrzymała się, spojrzał pytająco. Szczęka nie domknęła się, a wiecznie żuta wykałaczka znieruchomiała.
- Co jest?
- Nalej.
- Yhmm... – wykałaczka dalej pozostawała nieruchoma.
- Do brudnej miski... – wykałaczka ruszyła, a jej właściciel sięgnął po pękatą butelkę.

A ma kształty odlotowe,
Każdy już tu zna,
Bo ja jestem fajny,
I twarz piękną maaaaaaa—aaaam.


- A ja nie... – chmielowe odbicie, jakby go sparzyło. Nie można było nazwać tego inaczej niż kalectwem, Azor nie był już psem. Kot, to kot. Nic tego nie zmieni.
- Nalej mleka... – W „Syrence” zapanowała cisza, Lari zapowietrzył się wciąż niezgrabnie podrygują biodrami. Wykałaczka brudnego Mietka upadła na podłogę... spadała i spadała, aby z hukiem odbić się kilkakrotnie od grubej warstwy brudu, która też zastygła zaszokowana.
- No co? – Azor ironicznie mruknął: – Miau!

[center]***[/center]

Kilka godzin później były-pies postanowił opuścić uroczą spelunkę leżącą daleko, za siedmioma ściekami, siedmioma blokami i siedmioma placami upamiętniającymi jakieś epokowe wydarzenia, o których już nikt nie pamiętał.

- Jeszcze jedno. – zatopił swe smutki w mleku.

Kilka zbrodni na muzyce, śpiewie, estetyce – ogólnie pojętym dorobku cywilizacyjnym wszystkich ras, Azorowi udało się dokonać wcześniej zamierzonego czynu. Wyszedł i zapach Wawowa natychmiast uderzył go w nozdrza.
Udało mu się, zapomniał o swym przekleństwie, jednak w tej wyjątkowej sytuacji to właśnie zapomnienie o nim było o wiele gorsze.
Deszcz spływał po kamiennych ścianach niebywale wąskich kamienic, coś buszowało w śmietnikach niedbale rozrzuconych po zalanej księżycowym blaskiem uliczce. Azor podskoczył dziarsko co pociągnęło za sobą głośne beknięcie. Nie speszony podreptał dalej. Na skrzyżowaniu ulic ujrzał trzy dosyć kudłate psy. Zwykłe psy. Węszyły. Uśmiechnął się, podniósł dumnie łeb i ogon. Gdy był niecałe pięć metrów od nieznajomych Ci unieśli pyski znad starych pojemników po jakimś jedzeniu i mrugnęli ze zdziwieniem dostrzegając przechodnia. Zbliżył się jeszcze bardziej. Ściekająca ślina zatrzymała się, a psy spojrzały po sobie, jakby myśląc: „Do diaska, co jest?”, ale to były zwykłe psy, więc nie mogły myśleć, przynajmniej w takim sensie jak pojmują to ludzie. Największy z nich zjeżył sierść. Azor zdziwił się. Nie myślał zmieniać kierunku. Był już na trzy długości ogona od kundli, gdy pragnąca wcześniej uporczywie wyjść na zewnątrz myśl dostała prawo głosu. Psy z prymitywną radością na pyskach rzuciły się w jego stronę.
- Jesteś kotem! – wyskakując w powietrze wrzasnął przeraźliwie.
Myślę, że to dobra pora na przedstawienie Naszego głównego bohatera: - Azora, byłego psa, pracownika agencji detektywistycznej: Fafner i Lapa.

[center]
***[/center]

Azor był jednym szczeniakiem, który przyszło na świat w jednej z za ciasnych kamieniczek Wawowa. Obecnie na jej miejscu stoi supermarket (albo parking) więc ciężko byłoby opisać jak wyglądał ten budynek - nie zachował się po nim żaden drzeworyt czy mini-obrazek. Ojciec Naszego bohatera (Którego w tym opisie będę nazywał Głównym bohaterem (w skrócie: GB – będzie szybciej i zaoszczędzimy miejsce), psem, do pewnego przełomowego fragmentu potencjalnym-kotem, a tuż po owym wydarzeniu „eks” lub „byłym” psem.) pracował jako strażak, a matka opiekowała się domem. Kilka lat później Azorem zainteresował się jeden z „dwunożnych” – nie brodatych czy spiczastouchych, tylko zwykły dwunożny. Pies rozpoczął naukę i ze świetnymi wynikami skończył Akademię Detektywistyczną, trafił do Fryderyka Fafnera i tu jego kariera ruszyła z kopyta, wspięli się na sam szczyt rozwikłując najtrudniejsze sprawy kryminalne miasta. Żaden przestępca nie mógł czuć się bezpieczny, gdy Fafner i jeden z niewielu „niezwykłych” psów dostawali zlecenie. Nagrody. Klucze do miasta. Bale. Takie było życie, a raczej kariera – gdyż na sprawy prywatne potencjalny kot nie miał czasu (to on głównie myślał, jego partner wchodził tylko tam, gdzie Azor by nie mógł). Wszystko układało się świetnie jak dobra karma w gładkiej misce, ale pewnego deszczowego wieczoru jak ten przyszła ona, kobieta w czerni.

[center]***[/center]

WWWDeszcze bębnił o szyby agencji „Fafner i Łapa”, mieściła się ona w starym budynku z czarnego drewna, na parterze znajdował się mało-znany sklep z historiami obrazkowymi, na piętrach trwała ciągła rotacja upadających i nowo-powstałych firm i firmek. „Fafner” zajmował całe poddasze, mimo sukcesów oraz dużego napływu nowych pracowników agencja nie zmieniała swej lokalizacji. W Wawowie było dużo pospolitych przestępstw, a Fryderyka Fafnera interesowały sprawy, które były na tyle poważne, żeby interesant pofatygował się i sam odnalazł go w starym, ukrytym wśród ciasnych uliczek budynku.
- Dobranoc panie Fafner! – mała skrzatka o wielkich zielonych oczach, naciągnęła na odstające uszy wielki, żółty niczym kaczka kapelusz przeciwdeszczowy. Fryderyk odstawił cygaro od ust i nie zmieniając pozycji odpowiedział dziarsko.
- Dobranoc panno Dipsi! – zakrztusił się lekko dymem i poklepał rękami po brzuchu, nogi leżące na starym, dębowym biurku nieco mu to utrudniały.
W oczach Dipsi – niczym kontrolna dioda – zapłonęła troska.
- Nic panu nie jest?
- Spokojnie panno Dipsi, od czegoś trzeba umrzeć. – zażartował, jednak mina skrzatki uświadomiła detektywowi, iż nie był to zbyt dobry żart. A przynajmniej nie dla panny Dipsi, która przyjmowała świat wyjątkowo dosłownie, jednocześnie wypatrując w nim skrajnie dobrych lub złych cechy.
- Nic mu nie będzie... Zaziębił się ot co. – mruknął leżący przy kominku Azor.
- Oo! Panie Azorze, jest pan tu jeszcze. – Nikt nie wiedział co powiedzieć, a Dipsi stała i stała w miejscu wpatrując się w krople deszczu rozbijające się o szyby okna dachowego. Siatka pęknięć przypominała o koniecznym remoncie. Cisze przerywały tylko trzaski dobiegające z kominka. Pies wyciągnął się na lekko wytartym dywanie i zaszczekał:
- Może pani już iść. Radziłbym zabrać parasol i założyć dodatkowy płaszcz. Straszliwa ulewa.
- Straszliwa ulewa. – powtórzyła panna Dipsi.
- Ostatnia dorożka może pani uciec, radziłbym się pośpieszyć. I proszę nie zamykać agencji, my to zrobimy. – Fafner sięgnął do szuflady.
- Dziękuje. Miłego wieczoru! Kto dzień ładnie kończy za tym nie wisi list gończy! – Skrzatka rzuciła wesołą maksymę na koniec dnia i wyjątkowo radośnie podreptała do drzwi.
- Dałbyś jej już podwyżkę. – mruknął Azor, gdy tylko drzwi zamknęły się za pracownicą. Podwinął fafle.
Fryderyk wpatrywał się chwilę w małą kuszę pistoletową i swoją odznakę.
- Na święta... – zbył partnera.
- Na święta... za pięć lat. – naśladowanie głosu swego Fafnera wychodziło Azorowi znacznie lepiej niż ostatnio. „To przez te podwinięte fafle”
- Jutro porozmawiamy, a teraz daj mi się chwilę zrelaksować. – po czym założył ręce za głowę i przymknął oczy.
- Psi los...

Gdy dym wypełnił całe pomieszczenie, a lampy przygasły, stukot obcasów wyrwał Azora z drzemki. Fryderyk nie spał, czytał jakieś kolorowe papiery. Stuk. Stuk. Stuk. Stuk. „Na pewno kobieta.” – pomyślał potencjalny kot. Stuk. Stuk. „Jest już za drzwiami.” Stuk. Stuk. Stuk. „Otwiera drzwi”. Stuk. Stuk. Po chwili za szklaną szybą, przy blasku pioruna, pojawiła się wątła, czarna sylwetka, uniosła dłoń by zapukać. Azor stąd czuł zapach – wyjątkowo słodki, a zarazem gorzki. „Egzotyczne perfumy”. Kobieta nie zdążyła zapukać. Fryderyk ją uprzedził:
- Proszę wejść. Czekałem na panią.
Drzwi otworzyły się z delikatnym jękiem, do zadymionego pokoju wkroczyła wysoka i bardzo chuda kobieta w czarnym, niewątpliwie żałobnym stroju i gęstej woalce na twarzy. Kilka pasm płowych włosów wystawało spod beretu. Uśmiechnęła się gorzko.
- Proszę usiąść.
Usiadła z gracją. Złożyła ręce na torebce, chwilę później wyciągnęła chusteczkę. Czekali. Odezwała się.
- Witam panów. Moja sprawa jest bardzo pilna i... niebezpieczna. Proszę uważnie mnie słuchać, gdyż nie sądzę, żebym jeszcze kiedyś powtórzyła te słowa.
Azor skłonił się grzecznie – na tyle, na ile pozwalała mu jego pozycja, po czym nadstawił uszu. Nie mógł przypuszczać, że to ostatnia sprawa, którą rozpoczyna w kudłatym ciele psa. To był początek końca. Początek kota.[center][/center]

_______________________________________________________________
Od Autora: Szczerze przepraszam za tabuny błędów, które właśnie wpuściłem na forum. Aha, powyżej znajdą się "babole", które umilą wszystkim czas, ale proszę by robiły to tylko tu. Nie odrywajmy ich od rodziny (tzn. Proszę o nie branie ich pod uwagę w konkursie "Babol Miesiąca" ;).).



Awatar użytkownika
Jul.Bar
Szkolny pisarzyna
Posty: 47
Rejestracja: czw 16 lip 2009, 11:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: pomorskie
Płeć: Kobieta

Postautor: Jul.Bar » czw 01 lip 2010, 06:43

Czytając nie ogarniam treści... Mam wrażenie, że (na początku) to taki trochę pijany tekst i może o to chodziło autorowi. Obrazy nakładają się na siebie lub pojawiają się całkiem nowe (same w sobie są zabawne i wciągają mnie, ale nie zawsze są zrozumiałe), niezwiązane z pozostałymi, dając ogólnie obraz zniekształcony. I może o to też chodziło MatMot.

Nie chciałabym być niesprawiedliwa.... jednak tekst jest na tyle zakręcony, że być może należałoby bardziej zaangażować się i poświęcić więcej czasu, aby go rozszyfrować, a ja lubię – jak w życiu – jasne sytuacje i myślę , że wielu czytających woli czytać i wiedzieć natychmiast niż pracowicie szukać związków, kojarzyć, roztrząsać i analizować.

Wiele wyjaśnia :

MatMot pisze:Myślę, że to dobra pora na przedstawienie Naszego głównego bohatera: - Azora, byłego psa, pracownika agencji detektywistycznej: Fafner i Lapa.


Wyodrebniłam w tekscie trzy częsci : Azor w "Syrence", droga powrotna , Azor w agencji (czy poprawnie?) ... jednak chciałabym zrozumieć lepiej o co chodzi w tym kawałku... gdyby autor w kilku zdaniach zechciał streścić swój tekst ?



W kwestii formalnej: brakuje mi określenia gatunku tekstu i czy nagłówek „ Prolog, czyli wstęp.” oznacza, że jest ciąg dalszy ...

[ Dodano: Czw 01 Lip, 2010 ]
Przepraszam. Przeoczyłam coś ... Napisałam,że nie ma określenia gatunku. Oczywiście jest.

[ Dodano: Czw 01 Lip, 2010 ]
Jest wszystko w kwestii formalnej : cyt."Wesoły, luźny tekst zaprzeczający dojrzałości emocjonalnej autora. Fragment większej całości".



Awatar użytkownika
malika
Dusza pisarza
Posty: 514
Rejestracja: pn 19 paź 2009, 20:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Zza winkla
Płeć: Kobieta

Postautor: malika » sob 30 paź 2010, 23:43

Fajne to było, a przynajmniej od momentu przybliżenia historii głównego bohatera :) Szkoda, że tak źle potraktowałeś czytelnika... Literówki, błędy i kilka potknięć usunąłbyś przez jedno przeczytanie tekstu przed wrzuceniem na forum. Za to masz minus.
Początek całkowicie niezrozumiały, musiałam przeczytać dwa i pół raza, żeby zrozumieć ocb. Potem zacząłeś się rozkręcać i nawet miło leciało. Potrafisz być zabawny, ale nie męczysz humorem na siłę (prawie zawsze).

- Witam panów. Moja sprawa jest bardzo pilna i... niebezpieczna. Proszę uważnie mnie słuchać, gdyż nie sądzę, żebym jeszcze kiedyś powtórzyła te słowa.

Za to tu pojechałeś sztampą i zepsułeś mi obraz na zakończenie, a zapowiadało się tak fajnie.
Rola tekstu chyba została spełniona. Rozbawił mnie przez chwilę. Jeśli utrzymałbyś sposób opowiadania, jak we fragmencie, który mi się podobał, mogłoby coś z tego być.
Powodzenia w dalszym eksperymentowaniu.
Pozdrawiam,
eM


Cierpliwości, nawet trawa z czasem zamienia się w mleko.

Awatar użytkownika
gebilis
Umysł pisarza
Posty: 983
Rejestracja: sob 28 sie 2010, 15:07
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: gebilis » ndz 31 paź 2010, 09:57

MatMot pisze:Chmielowe lustra zniekształcały obraz

To podaje nie jako bład, tylko z prośbą o wyjaśnienie...co to jest?
MatMot pisze:i Brudny Karol zatrzymała się,

Te literówki wytracają z harmoni czytania - pilnuj się.
MatMot pisze:ale to były zwykłe psy, więc nie mogły myśleć, przynajmniej w takim sensie jak pojmują to ludzie

Tu mi zgrzytneło.
MatMot pisze:Kilka zbrodni na muzyce

Niby dobrze, niby wiem o co chodzi - jednak blizsza mi jest intepretacja, ze na lekcji muzyki ktoś popełnia zbrodnie, niż że muzyka stała się po zakusach na wielkośc kiczowata.
Ja uwielbiam takie teksty wiec od poczatku dla mnie był jasny i bohater i fabuła - i dalej tak trzymaj, tylko błagam bez literówek.


Jak wydam, to rzecz będzie dobra . H. Sienkiewicz

Awatar użytkownika
MatMot
Pisarz osiedlowy
Posty: 284
Rejestracja: sob 06 lut 2010, 13:25
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: MatMot » pn 01 lis 2010, 22:44

@malika

Fajne to było, a przynajmniej od momentu przybliżenia historii głównego bohatera :) Szkoda, że tak źle potraktowałeś czytelnika... Literówki, błędy i kilka potknięć usunąłbyś przez jedno przeczytanie tekstu przed wrzuceniem na forum. Za to masz minus.


Przepraszam i obiecuję, że się to nie powtórzy. Nie będę się usprawiedliwiać :|.

Za to tu pojechałeś sztampą i zepsułeś mi obraz na zakończenie, a zapowiadało się tak fajnie.

Niestety, zrobiłem to specjalnie. "Tajemnicza Nieznajoma" wygląda (i mówi) nawet jak inne "tajemnicze nieznajome" z kryminałów. Kobieta później zaskakuje, przynajmniej mam taką nadzieję.

Rozbawił mnie przez chwilę. Jeśli utrzymałbyś sposób opowiadania, jak we fragmencie, który mi się podobał, mogłoby coś z tego być.

Mógłbym dowiedzieć się, który to fragment? (Cierpię na przesadną ciekawość :) ).

Pozdrawiam,
eM

Pozdrawiam i dziękuję za opinię.
MatMot

@gebilis
"Chmielowe lustra" - "Kałuże" rozlanego piwa, w których obijał się obraz. Trochę przekombinowane. Zdecydowanie. Patrząc z drugiej strony - wydaje mi się, że pasuje do reszty opisu (i świata).

Niby dobrze, niby wiem o co chodzi - jednak blizsza mi jest intepretacja, ze na lekcji muzyki ktoś popełnia zbrodnie, niż że muzyka stała się po zakusach na wielkośc kiczowata.

Nie pomyślałem o tym, ale kto wie? Może "piosenkarz" pierwsze zbrodnie popełniał właśnie na lekcjach muzyki ;).


Ja uwielbiam takie teksty wiec od poczatku dla mnie był jasny i bohater i fabuła - i dalej tak trzymaj, tylko błagam bez literówek.

Bardzo się cieszę. Obiecuję poprawę i (tak jak wyżej) przepraszam za literówki.
Pozdrawiam:
MatMot

P.S. Chciałbym dodać, iż pracuję nad tym tekstem i wszystkie rady (+uwagi) bardzo sobie cenię. Dziękuję za opinie.



Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2367
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » ndz 07 lis 2010, 17:46

Z "łapanki" w trakcie czytania:

Choć piosenki lokalnej gwiazdki, a raczej gwie... gwiazde... gwiazdka nigdy nie robiły wrażenie na czworonogu musiał przyznać, że tak i tak była tragiczna.
Nie kapuję tych "zacięć" przy słowie gwiazda, a zdanie z koszmarnie pokopaną interpunkcją (+literówka).

Przestrzeń między uszami, przez ludzi nazywana mózgiem, zabolała.
W ogóle coś z tymi przecinkami. Tu masz wtrącenie, więc powinny być.
Dobra, czytając dalej stwierdzam, że ogólnie przydałoby Ci się zerknąć porządniej na te przecinki. To brakuje, to w dziwnych miejscach siedzą. Nie będę z tym walczyć.

Azor skinął pyszczkiem i Brudny Karol zatrzymała się, spojrzał pytająco. Szczęka nie domknęła się, a wiecznie żuta wykałaczka znieruchomiała.
A tu mnie ugryzł natłok czasowników. Jakieś te zdania koślawe. No i literówka.

- Jeszcze jedno. – zatopił swe smutki w mleku.
Tutaj "zatopił" powinno być wielką literą. I w ogóle samo słówko mi nie pasuje. Może po prostu topił czy utopił.
Tak... W ogóle zapis dialogów. Kiedy wielka, kiedy mała litera, kiedy kropki itp.

Literówki, literówki, literówki. Na etapie historii GB już mam dość.

Dobra, przebrnęłam.

Tekst mnie zmęczył i zupełnie skołował. Początek miał jeszcze jakiś klimat, humor, ale potem się w tym wszystkim utopiłam.

Co mi się podobało?
Cóż, wierzę, że pomysł kota-byłego-psa może być fajnie rozwinięty. Jest oryginalny. Tu by mnie pewnie zaciekawił, gdyby nie wykonanie.
Panna Dipsi - cóż, lubię takie postaci - wywołują u mnie uśmiech sympatii.
Pioseneczka i w ogóle zarys "Syrenki" działa na wyobraźnię. :)

Co mi się nie podobało?
Za cholerę nie mogłam sobie wyobrazić świata. Niby coś tam poopisywałeś, ale były to elementy, sceny, w które już na przykład nie umiałam wkleić zdarzeń, dialogów itp. Nie umiałam sobie wyskalować tego świata, odnaleźć w nim bohatera i często nie łapałam aluzji (ok, to może być bardziej moja wina niż Twoja - ja zwykle muszę dostać aluzją przez łeb, żeby ją załapać - ale wypisuję wszelkie odczucia zw. z tekstem).
Język dość sprawny, ale sporo błędów i koślawych zdań. Z literówek już się tutaj tłumaczyłeś, więc ok, już trudno ;) . Nie wiem, jak postrzegasz te zdania. Dla mnie dużo było za długich, zbyt upchanych informacjami, tudzież "motywami". Tak trochę "za gęsto" wszystkiego. Początek dobry, a potem coraz ciężej.
I ostatnie: nie lubię jak bohaterem jest zwierzę, a nie da się odczuć różnicy. W sensie myśli, funkcjonuje jak człowiek. Tak, wiem, że ma swoje, nieco odmienne, problemy, ale robi z nimi wszystko tak, jak człowiek. Pies, kot... Dla mnie powinien wykazywać jakieś ostre różnice w postrzeganiu świata.

Podsumowując powiem tak: sam fragment mnie się nie spodobał, chociaż ma pewne wyraźne zalety. Podstawową jest pomysł. I stąd wynika moja wiara w to, że dalsza część byłaby lepsza.
Plus też za humor (te elementy, które zrozumiałam były ok). ;)
Więc pozostaje mi tylko życzyć Ci miłej zabawy z tym opowiadaniem i powodzenia.

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Dziennik błędów | Roztańczony | Demony Witkacego


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości