Sprawa cmentarna [kryminał, fragmenty]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Sprawa cmentarna [kryminał, fragmenty]

Postautor: minojek » sob 26 cze 2010, 00:06

Cześć!

Znów uraczę Was (dużo powiedziane...) kolejnymi fragmentami mojego autorstwa. Widzicie, właśnie zaczęły się wakacje i zamierzam popracować nad czymś większym, nie wiem jednak, czy w ogóle do pracy nad poważniejszym tekstem się nadają=Ę. Proszę o opinie.

PS: Co myślicie o stylu, widać postępy? Czas spędzony na lekturze uważacie za stracony?

***

Lubił spędzać święta na cmentarzu. Nie wyobrażał sobie życia bez tych wąskich alei i błyszczących lampionów. Często przysiadywał się do odwiedzających i rozmawiał tak, jak rozmawiają przyjaciele, przy czym nie unikał pytań. Niekiedy dzieciaki zdobywały się na odwagę i mówiły – „Pan to musi mieć ciężkie życie”, lecz uśmiechał się tylko i po chwili z jego ust padała wciąż ta sama odpowiedź – „Niekoniecznie, tu również spotykam się przecież z ludźmi, racja?”.
W święta zawsze zgadzał się na nocną zmianę. Dostawał paczkę kawy i drobny podarunek od przełożonego. I pomyśleć, że parę lat temu prawie z płaczem przyjął wiadomość o pozytywnym rozpatrzeniu jego curriculum vitae. Pamiętał, to stało się w Wigilię krótko po tym, jak posłał bratanka do skrzynki pocztowej. Jakby w ramach podziękowań do jego rąk trafiła odpowiedź od kierownictwa gminnego cmentarza. Zaszył się w pustej kuchni, dokument przystawił do świeczki. Niech to szlag – powiedział cicho – forsa się przecież przyda. A forsa była mu w tamtym czasie wyjątkowo potrzebna.

***

Mijał kolejne nagrobki, marniejące w oczach światło latarki rozświetlało marmurowe płyty. Bernard – pomyślał, przechodząc obok grobu poprzednika – spędziłeś tu większość życia.
Szedł dalej, tym razem postanowił się nie zatrzymywać. Po raz pierwszy odczuwał coś podchodzącego pod strach, a to głównie przez wydumany chłodny oddech na karku i dobiegające zza pleców kroki. Niespodziewanie żaróweczka zgasła.
Kurwa, akurat teraz – odrzucił ją i dobył zastępczą. – Na szczęście działa, bo już my…
Zaniemówił. Początkowo myślał, że po prostu się pomylił, że to ciało płata mu figle. Śliną zwilżył powieki i ciężko westchnął. Dla otuchy znów przeklął.
Przenajświętszy – powiedział wreszcie – Chryste!...
Nogi zaczęły mu drżeć, latarka dygotała w dłoniach, pot zalewał czoło. Był już pewien, ten widok nie mógł mu się przewidzieć. Podszedł bliżej i wrzasnął, również dla dodania pewności.
Łuny dokładnie odbijały się od wszytych w kurtkę lampasów, krew z nosa ściekała na płytę. Stłuczona doniczka rozsypała się, a głuche wycie w głębi lasu napawało przerażeniem. Tak, może być pewien tego, co właśnie zobaczył.

***

W trzecim dniu przestał zwracać uwagę na policjantów, po prostu przyjmował ich jak swoich. Obecność funkcjonariuszy nie wpływała nawet na jego zachowanie, potrafił przytargać paręnaście butelek najtańszych wódek i wypijać stopniowo w swoim a la biurze. Niebiescy – jak ich określał – udawali, że tego nie widzą, bo co uzyskają, tracąc czas na kłótnie z przyszłym alkoholikiem?
Otyły śledczy Galiński krążył dookoła radiowozu, co chwila dało się słyszeć jego krzyk i dźwięk odginanej blachy, gdy opierał się na masce.

***

My, konie… - wyrecytował i zasnął. Odczuł wielką, naprawdę niesamowitą ulgę. W jego ciało jakby tchnięto spokój i ciepło, które bez pośpiechu mieszało się w żyłach. Dobrze, cholernie dobrze, brakowało mu jedynie bijącego żarem ciała Magdy. Dobrze pamiętał, jak wtulała się w niego wieczorami, jak dociskała w niego piersi. Szkoda, że nigdy nie chciała tam przyjechać.
Głowa opadła na stół, butelka przewróciła się i czerwony płyn spływał z blatu, spod którego dochodziło tylko jednostajne uderzanie kropel.

***

Reflektory zajarzyły, policyjny polonez rozchylił bramę i podjechał pod samą budkę. Jego światła oślepiły zajętego lekturą Marka. Ten postanowił jednak, że wyjdzie policjantom naprzeciw.
Tak, panowie?... – zapytał bez emocji, w dłoniach coraz silniej ściskając tomik. – Jakieś pytania?
Galiński opuścił wóz ze swoją słynną nadąsaną miną. Wyglądał na wariata, który z chęcią pokąsa. Tak, właśnie na takiego idiotę. Zmierzył Marka wzrokiem, po czym od tak, jakby nigdy nic, zdjął z niego rotwailerowskie spojrzenie.
Pytania? – Powtórzył Marek. – Odpowiem, proszę się nie obawiać…
Jego głos zaczynał brzmieć ironicznie. Galiński zbliżył się ku niemu, lecz jak się okazało tylko po to, by móc dostać się do jego pokoiku. Tam wysunął kilka szuflad i dokładnie przetrząsnął.
No, nadeszła twoja pora – popatrzył na Marka. – Powiedz, chłopcze, gdzie, do cholery, wypieprzyłeś papiery?
Papiery, papiery, tak!... I to pamiętał, policjanci przeszukali zwłoki od razu, a niewielki stos dokumentów włożyli do foliowego woreczka, który… co on z nim zrobił?
Lepiej sobie przypomnij – podszedł jeszcze bliżej. – Wiem, jak rozprawiać się z frajerami twojego pokroju.
Marek z rozbawieniem klepnął go po ramieniu. Tak, tak – powiedział – czego wy nie wiecie, czego wy nie umiecie…

***

Marzenie sprzed doby się spełniło. Uczuł sunącą po policzku dłoń dziewczyny, ostry paznokieć dążący do jego warg i to, co nazywamy pocałunkiem. W pokoju było zupełnie ciemno, widział jedynie kontury firanek i troszkę wpadającego do wnętrza siwego blasku.
Na chybił trafił ułożył dłoń na czymś miękkim, co okazało się nagą piersią Magdy. Wybadał ją opuszkiem palca, zapytał kochankę, czy wciąż nie jest nim znudzona. Jasne, że nie – usłyszał – dlaczego tak uważasz?
Kobieta była coraz bliżej, wiedział, że liczy na więcej, ale nie może się obyć bez tych wszystkich zbędnych gierek. Pocałunek, pocałunki, cały nalot muśnięć wyłącznie w jednym celu – by ostatecznie przejść do sedna.
Zbudzili się rano prawie równocześnie. Magda popatrzyła na niego niewyspanym wzrokiem, a na jej twarzy umalował się uśmiech. Zasnęła, znów była niedostępna, lecz pokochał ją jeszcze bardziej. Kołdra układała się na jej bialutkim ciele, na którym czerwone usta przypominały niezgodność, przypadkiem wplątany błąd.



Awatar użytkownika
Joe
Umysł pisarza
Posty: 975
Rejestracja: pn 21 wrz 2009, 21:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Joe » wt 20 lip 2010, 11:09

minojek pisze:Czas spędzony na lekturze uważacie za stracony?

Czas spędzony na lekturze na poziomie w żadnym wypadku nie jest czasem straconym. Nie potrzebujesz zadawać takich pytań - doskonale zdajesz sobie sprawę z plusów tej odsłony naszej pisarskiej pasji.
A jeszcze większy postęp notujesz regularnie zapełniając wordowską stronę.


minojek pisze:Często przysiadywał się do odwiedzających i rozmawiał tak, jak rozmawiają przyjaciele, przy czym nie unikał pytań.

Przyjacielska rozmowa taka właśnie jest - nie stroni od pytań.
Myślę, że ten zbitek słów jest niepotrzebny.

minojek pisze:Niekiedy dzieciaki zdobywały się na odwagę i mówiły – „Pan to musi mieć ciężkie życie”, lecz uśmiechał się tylko i po chwili z jego ust padała wciąż ta sama odpowiedź – „Niekoniecznie, tu również spotykam się przecież z ludźmi, racja?”.

Niekiedy dzieciaki zdobywały się na odwagę i mówiły: „Pan to musi mieć ciężkie życie”, lecz uśmiechał się tylko i po chwili z jego ust padała wciąż ta sama odpowiedź: „Niekoniecznie, tu również spotykam się przecież z ludźmi, racja?”

W tym, jak i w podobnych przypadkach skupiłbym się już przy osobistej redakcji bardziej na rozbijaniu zdania - to może korzystnie wpłynąć na tekst, pozwalając uniknąć czytelniczego wybicia z równowagi (tak właśnie nazywam osławiony moment, kiedy czytelnik zastanawia się czy aby dobrze zrozumiał, wraca wzrokiem do poprzedniej linijki, starając się zdobyć potwierdzenie dla swojej wcześniejszej interpretacji).

minojek pisze:Był już pewien, ten widok nie mógł mu się przewidzieć.

No tak, przewidzieć to na pewno...

minojek pisze:Łuny dokładnie odbijały się od wszytych w kurtkę lampasów

Łuny z czego, z kogo? Co zobaczył grabarz?
To już przestaje być zagadkowe - zakrawa na grę z czytelnikiem, w dodatku delikatnie przesadzoną: autor jest wszechwiedzący - on rządzi.

minojek pisze:Otyły śledczy Galiński krążył dookoła radiowozu, co chwila dało się słyszeć jego krzyk i dźwięk odginanej blachy, gdy opierał się na masce.

Krzyk przerażenia? rozpaczy? złości?
Na kogo krzyczał, dlaczego i w jakich okolicznościach?

minojek pisze:Dobrze pamiętał, jak wtulała się w niego wieczorami, jak dociskała w niego piersi.

Ekhem, obok tego nie sztuka przejść obojętnie.
Może spróbuj konstrukcji zawierającej się do tych słów: "...jak dociskała piersi do jego ciała".

minojek pisze:Reflektory zajarzyły, policyjny polonez rozchylił bramę i podjechał pod samą budkę. Jego światła oślepiły zajętego lekturą Marka.

Niepotrzebny zaimek.

minojek pisze:Ten postanowił jednak, że wyjdzie policjantom naprzeciw.
Tak, panowie?... – zapytał bez emocji, w dłoniach coraz silniej ściskając tomik. – Jakieś pytania?

To się kupy nie trzyma - widać, że lejce do jakich przypięty jest bohater swobodnie wymykają się z twoich zaciśniętych dłoni - pogrywasz na jego emocjach, jak ci się podoba. A to czyni tekst jedną wielką wymyślną ściemą, która nie pozwala czytelnikowi wpisać się w realia akcji.

minojek pisze:asne, że nie – usłyszał – dlaczego tak uważasz?

Dialog!!! Zrób z tego część dialogu!

minojek pisze:Magda popatrzyła na niego niewyspanym wzrokiem

Cholera, jak żyję, to jeszcze niewyspanego wzroku nie widziałem. A udało mi się dostrzec wiele, uwierz.

minojek pisze:Kołdra układała się na jej bialutkim ciele, na którym czerwone usta przypominały niezgodność, przypadkiem wplątany błąd.

WTF???

minojek pisze:Kołdra układała się na jej bialutkim ciele

bialutkim...

Chaos, niespójność, totalny zamęt i jedna pewna - nikt niczego nie wiem. Nawet grabarz ma problem ze zrozumieniem pewnych rzeczy, tym bardziej nie widzę sensu obsadzania go w tak poważnej roli, bo - jak widać - jego przekaz jest mało sensowny. Wydaje mi się nawet, że to człowiek z jakimiś wyraźnymi zaburzeniami (no tak - ale ty zaraz napiszesz, że on w rzeczy samej miał taki być) który rzeczywistość miesza z nierzeczywistością, alkohol ze wspomnieniami, a wspomnienia z przyszłymi wydarzeniami.
Totalny mętlik - to określenie, jakie mogę przypisać temu fragmentowi z zupełnie czystym sumieniem. Ale liczy się to, że próbujesz.
Jeśli za jakiś czas zobaczę, że następne teksty nijak nie udowadniają twojego wkładu w rozwój - zapomnij o mojej redakcji. Stanę się jednym z tych niegodziwców, którzy szerzyć będą pogląd, żeś chłam, niepracowita menda etc. do czasu, aż pospolitość i schematyczność zmiesza cie z błotem - upaćka w zgniliźnie i wywiesi na wieszaku z plakietką przypiętą do piersi, informującą, żeś dostępny dla tłumu.



PapaMike
Płeć: Nie podano

Postautor: PapaMike » wt 20 lip 2010, 13:09

nie wiem jednak, czy w ogóle do pracy nad poważniejszym tekstem się nadają=Ę


Pisz krótkie opowiadania. Nauczysz się na nich znacznie więcej, a może, przy okazji, coś ciekawego stworzysz, co do druku się będzie nadawać.

Pierwszy fragment:

Nie wyobrażał sobie życia bez tych wąskich alei i błyszczących lampionów.


Było by poprawnie, gdyby narracja była pisana z silnego punktu widzenia bohatera. Wtedy sugerowałoby to, że mówi o jakichś bliskich mu rzeczach.
W tym jednak wypadku wymusza na czytelniku zastanowienie się: O jakich wąskich alejach narrator mówi? Czy coś przeoczyłem?

Często przysiadywał się do odwiedzających i rozmawiał tak, jak rozmawiają przyjaciele


I ludzie, tak po prostu pozwalali mu się przysiąść?
Nie kupuje tego. Było dodać, że czasami nie chcieli, wtedy przepraszał grzecznie i odchodził zostawiając ich swoim własnym sprawom...

Do tego potem piszesz: "dzieciaki zdobywały się na odwagę"
Bały się go, że musiały się na nią zdobyć? Jednocześnie jak on się przysiadał to wszyscy z nim rozmawiali?
Niekonsekwencja.

Niekoniecznie, tu również spotykam się przecież z ludźmi, racja?”.


Jeśli jest pewny tego jak bardzo kocha to miejsce, dlaczego używa formy pytającej, a nie prostego i krótkiego stwierdzenia?
Wywaliłbym "racja?"

A forsa była mu w tamtym czasie wyjątkowo potrzebna.


To jest świetny zabieg, o ile zaraz po nim zaczniesz opisywać, "tamten czas".
Wzbudziłeś moją ciekawość, nakierowałeś wyobraźnie na jakieś konkretne tory i bach.
Chyba, że urwałeś fragment w tym momencie, a w opku opisujesz "tamten czas". Wtedy jak najbardziej ok.


Czy to jest wstęp?

Jeśli tak, zaczynasz zbyt monotonnie.
Opisujesz bohatera, który w ogóle mnie nie interesuje, bo i niby dlaczego ma mnie interesowac?
Lepiej zrobić odwrotnie, sprawić, żeby czytelnik chciał poznać bohatera i dopiero wtedy go opisywać. To zresztą jedna z podstaw dobrych opisów. Zwłaszcza, jak opisuje się coś o małym potencjale, jak twój bohater.

I na koniec, obraz bohatera, który mi przedstawiłeś, nie jest koherentny. Mam wrażenie, że nic o nim nie wiem. Nie mogę go sobie "zaszufladkowac" w swojej głowie.
Na twoim miejscu wykorzystałbym jakiś stereotyp, czasami może zastąpić milion słów.
Dobry opis już od pierwszego zdania powinien ustalić jakiś "kontekst", przez pryzmat którego "dobudowywane" są dalsze wyobrażenia o bohaterze. Coś jak spoiwo dalszego opisu.

Aha. I przy okazji. Nadal nie mam pojęcia kim jest facet.
Opiekunem cmentarza? Grabarzem? Chodzi i rozmawia z ludźmi?
Nie wiem czy to celowy zabieg, jeśli nie, to również błąd.


I jeszcze coś, czemu twój bohater jest bezimienny?
Zawsze na poczatku wprowadzaj imię. Zaczynaj od np:

Kompletny przykład:
Joey był cmentarnym bardem odkąd wyrzucili go ze studiów.

To wymusza pewien stopień identyfikacji czytelnika z bohaterem już od samego poczatku.
zdarzenie "wyrzucili go ze studiów" napedza od poczatku ciekawość czytelnika, podobnie jak eksplicytny opis jego fachu "cmentarny bard".
Gwarantuje, że jak zaczniesz od takiego opisu czytelnik łatwiej połknie resztę.

Drugi:

marniejące w oczach światło latarki rozświetlało marmurowe płyty


Dlaczego to światło marniało w oczach?
Zupełnie nie wiem, o co w tym kawałku chodzi.



Po raz pierwszy odczuwał coś podchodzącego pod strach,


Co to jest to coś podchodzącego pod strach?
Znajdź na to dobrą nazwę i opisz to wprost.


Po raz pierwszy odczuwał coś podchodzącego pod strach, a to głównie przez wydumany chłodny oddech na karku i dobiegające zza

pleców kroki.


Ludzki odruch to odwrócić się w takich sytuacjach. Zabrakło mi tego strasznie u twojego bohatera.


Początkowo myślał, że po prostu się pomylił, że to ciało płata mu figle.


A nie wyobraźnia?
Ciało, to strasznie ogólne określenie jak na użycie go w tym wypadku.

Podszedł bliżej i wrzasnął,


Podszedł bliżej po to, żeby wrzasnąć?
Sugerujesz przeraźliwy strach, więc dlaczego podchodził bliżej?

Nastepnym razem, staraj się wyobrazić co ty byś zrobił w takiej chwili, albo po prostu zapytaj się kogoś.

Trzeci:

wypijać stopniowo w swoim a la biurze


Nie wiem, czy tu nie przydałby się cudzysłów.

Czwórka:

Szkoda, że nigdy nie chciała tam przyjechać.


On mówi o cmentarzu? O miejscu gdzie się właśnie teraz znajduje?
Jesli tak, to TU, a nie TAM.


butelka przewróciła się i czerwony płyn spływał z blatu


Przypominam tylko, że pił najtańsze wódki.
Nie gustuje w wódkach w ogóle, więc może są jakieś tanie czerwone? Nie wiem.
Zwróć na to uwagę.

Piątka:

Reflektory zajarzyły, policyjny polonez rozchylił bramę i podjechał pod samą budkę


Że jak? Że policjant wjechał w przymkniętą bramę służbowym samochodem?
Mam nadzieję, że właśnie o to ci chodziło, też błąd, ale przynajmniej nie babol.

Tak, właśnie na takiego idiotę.


Kto to mówi? Narrator? Bohater?
Całe zdanie do wywalenia imo.

Galiński zbliżył się ku niemu, lecz jak się okazało tylko po to, by móc dostać się do jego pokoiku. Tam wysunął kilka szuflad i dokładnie przetrząsnął.


I znowu, kompletny brak reakcji ze strony twojego bohatera.
A wcześniej przecież był tak pewny siebie.

Marek z rozbawieniem klepnął go po ramieniu.


A policjant o spojrzeniu wściekłego psa, pozwolił tak po prostu klepać się po ramieniu?
Policjanty generalnie nie lubią jak podczas wykonywania czynności służbowych ktoś zbliża się do nich za bardzo.
Chyba, że są gejami, no to wtedy co innego :)

Szóstka:

ostry paznokieć dążący do jego warg i to, co nazywamy pocałunkiem


Jezus maria, to jest opis intymnej sceny czy sceny gwałtu i innych czynności seksualnych?

Palec, paznokieć pomiń, o ile bohaterowi jest przyjemnie to nie skupia się na "ostrych paznokciach".
I nie to co nazywamy pocałunkiem, tylko pocałunek.



Generalnie, jest dokładnie to samo, o czym mówiłem ci ostatnim razem.
Skutek nie trzyma się przyczyny, reakcje bohaterów są co najmniej dziwne i sztuczne.
Podpisuje się w całej rozciągłości pod tym, o czym mówił ci Joe.

Staraj się przemysleć zachowanie każdego ze swoich bohaterów.
Czy ja na jego miejscu zrobiłbym to?
Czy właśnie tak zareagowałby prawdziwy człowiek na jakieś zdarzenie z mojego świata?


Przykładowo: Jesli komuś wydaje się, że ktoś jest tuż za nim, to pierwszą, odruchową reakcją jest odwrócić się przez ramie.


Rób to samo jeśli chodzi o fabułę.

Ja, jako czytelnik jestem w stanie wybaczyć nawet błędy gramatyczne, ale niekonsekwencji i sztucznych bohaterów nigdy.

Co do chaosu, cóż, mógł on zostać częściowo spowodowany tym, że dałes krótkie, powycinane fragmenty. Następnym razem napisz coś krótkiego i kompletnego.

Powodzenia.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 21 sty 2011, 10:18

Ty wcale źle nie piszesz. Po prostu widzisz tylko konkretną scenę i ja opisujesz - a reszta jest dla Ciebie tajemnicą, tak samo jak dla mnie. Te kilka wyrywkowych fragmentów mają przekazać coś (co widzisz) i to robią, ale pomiędzy nimi jest przepaść - w czasie, gdy powinna była się tam znaleźć opowieść.

W drugiej scenie tak bardzo skupiłeś się na ukazaniu emocji dozorcy, że brakło opamiętania i zapomniałeś dodać, co się wydarzyło. I ten błąd (albo niedopatrzenie) ciągnie się przez cały tekst, ponieważ w dalszych częściach połowicznie lub bezpośrednio wszystko się odnosi do tego wydarzenia. Oczywiście, jak zawsze brakuje ci logicznego spojrzenia na zdania, czasem cos zapiszesz skrótem myślowym, albo zrobisz prosty błąd odmiany (tudzież umiejscowienia - wspomniano ci to), ale to żaden grzech. Grzechem, tym najważniejszym, jest pisanie ot kawałków, bez posiadania podstaw do rozwinięcia byle akapitu w jeden dłuższy fragment. Pisałem do Ciebie pół roku temu, abyś przesłał mi 10k znaków opowiadania - oczywiście, miałem w tym cel. Podejrzewałem, iż potrafisz opisać tylko scenę - że nie masz fabuły w głowie, ani bohaterów tylko wymyślasz na poczekaniu, a jak się zatniesz, to od razu tworzysz nową scenę i uciekasz. Miałem rację. Tekstu nie dostałem, za to forum otrzymało kilka podobnych "opowiadań", jak te.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Adrianna
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2369
Rejestracja: pt 24 lip 2009, 17:19
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Adrianna » wt 10 maja 2011, 11:21

Stronę techniczną zostawię (ewentualnie tylko krótko podsumuję), bo widzę, że Joe i PapaMike odwalili tu już kawał roboty.

Zupełnie nie ogarniałam, o co chodzi. Na dobrą sprawę nie wiem nawet, o ilu bohaterach pisałeś i czy sceny są między sobą jakoś istotnie powiązane. Ten tam nadzorca cmentarza coś zobaczył, dostał czymś przez łeb i od tego momentu...
No ja zupełnie nie wiem, co się działo.

Sporo scen wydaje mi się na siłę przerysowanych. Jak pije - to od razu ciągnie piętnaście flaszek wódki, jak się denerwuje, to od razu wszystkie możliwe reakcje psychiczne i fizjologiczne na raz. Jak ktoś ma spojrzenie wściekłego psa, to już w kółko o tym spojrzeniu będziesz pisał.
Brakuje jakieś naturalności i lekkości opisów. To źle.

Językowo też pozostawia sporo do życzenia. Dziwnie budujesz zdania, trochę nadużywasz zaimków. Ale gdybyś dał mi jakąś ciekawą fabułę, to bym pewnie nie zwracała na to uwagi. Tutaj przede wszystkim brakuje opowieści. Nie czytam po to, żeby dostać same "zdjęcia".

Pozdrawiam,
Ada


Powiadają, że taki nie nazwany świat z morzem zamiast nieba nie może istnieć. Jakże się mylą ci, którzy tak gadają. Niechaj tylko wyobrażą sobie nieskończoność, a reszta będzie prosta.
R. Zelazny "Stwory światła i ciemności"

Drzewo (SFFiH nr 3/2012) | Strach przed deszczem | Opar absurdu | Demony Witkacego | Przeciętni | Dziennik błędów | Roztańczony


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości