Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Karczma

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Marazes
Szkolny pisarzyna
Posty: 34
Rejestracja: pn 03 lip 2006, 23:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Karczma

Postautor: Marazes » śr 22 lis 2006, 21:26

Do karczmy wkroczył „nowy – stary” klient. Był to ubawiony po pachy krasnolud.

Jak na typowego przedstawiciela swej rasy był mały i okrąglutki jak beczka dobrego, krzemowego piwa. Nie mogło mu też zabraknąć rudej brody ciągnącej się mniej więcej do połowy brzucha, a raczej bębna który jest w stanie pomieścić nieskończone ilości kiełbasek i whisky. Jednak było coś, co odróżniało go, przynajmniej wyglądem, od innych krasnali. Na jego niekształtnej głowie widniał wypalony kształt, nieco przypominający strusie jajo, jednak zdecydowanie mniejszy. Tam gdzie kiedyś szczycił się sztywnymi i przetłuszczonymi włosami została już tylko przypalona skóra.

Przybysz zatrzasnął drzwi, ale tylko nieliczni zorientowali się, że wszedł. Kaszlnąwszy zdrowo podciągnął pas by spodnie nie spadły mu zupełnie. Drapiąc się po gołej części głowy rozglądał się po izbie swymi ciemnymi jak czysty azuryt oczyma. Zapewne zastanawiał się komu zepsuć wieczór i uraczyć go swą wyssaną z palca opowieścią. W końcu swym wzrokiem bąkojada wychwycił potencjalną ofiarę. O dziwo nie był to znienawidzony gnom czy ork.

Choć nienawiść w karczmie, pełnej różnych stworzeń, znika i zapomina się o swym naturalnym wrogu, można bez problemu wyczuć atmosferę przesiąkniętą przesadnym sarkazmem i ironią.

Upolowanym nieszczęśliwcem był… drugi krasnolud!

Szykowała się długa noc.

Drapieżnik zacisnąwszy dłoń na trzonku jednego z toporów, po chwili był już przy swej ofierze.

- Czołem, bracie! – rzekł do krasnoluda siedzącego przed nim przy ławie.

Osobnik wpatrywał się w muchę zza grubego, pełnego piwa kufla. Co się okazało nietkniętego, bo piana nadal była „na dwa palce”. Mucha spłoszona tenorskim głosem krasnoluda, odleciała.

- No, i patrz, co narobiłeś, odfrunęła! – odparł zdegustowany.

- Nie gorączkuj się tak – uspokajał towarzysza.

- Kim jesteś? – usłyszał w odpowiedzi, zupełnie jakby nie pamiętał już o muszce.

- Imię me niesione przez góry i doliny, rzeki i jeziora, śniegi i pustynie dotarło wraz ze mną i tutaj, a zwą mnie Noli, Noli Green.

- Miło mi – powiedział z szerokim uśmiechem krasnolud – Mnie nazywają Rudobrody Grett.

- Ooo… rzekł Noli zwijając usta w rurkę – to ciekawe, czyżby twój ojciec był pijany gdy nadawał te… imię? – spytał drwiąco klepiąc się po brzuchu.

Ale Noli wcale nie miał złych intencji, to po prostu krasnoludzka arogancja, Znając życie Rudobrody odda mu tym samym.

- No, wiesz, Glut… znaczy Green – rzekł mściwie Grett – Niech nie zmyli cię fakt, iż ma broda jest czarna! Przecież nie mamy ich tylko w jednym miejscu… cha, cha! Siadaj! Co będziesz nadwyrężał te stare kołki – dodał po chwili.

Noli posłusznie spoczął naprzeciwko.

- E! Panno! – zawołał Noli na przechodzącą nieopodal kelnerkę.

Ta pokornie, lecz z grymasem frustracji, przydreptała do stolika.

- Tak?

- Piwa dajcie! Cały dzban!

- Tak, panie – odrzekła od niechcenia i odeszła.

- Jeśli już zdecydowałeś się do mnie przysiąść może odpowiesz na me pytanie? – spytał Rudobrody patrząc na towarzysza z pode łba i uniesionych, krzaczastych brwi.

- Jasne, wal śmiało – zachęcał Noli.

- Czyżby któryś z tutejszych górskich smoków urządził sobie patelnię z twojej głowy by usmażyć jajo?

- Muszę przyznać, że na kuchni to ty się znasz – przyznał krasnal z uśmiechem – To ten cholerny Fang, poluję na niego już od trzech dni. Na szczęście przysmalił mi tylko głowę.

- Przysmalił to mało powiedziane – wtrącił Rudobrody – Ale widzę, że z pustymi rękoma nie wróciłeś – wskazał na topór pod stołem.

- Ach, to? – Noli starał się by zabrzmiało to obojętnie ale nie mógł powstrzymać się od chlubnego tonu.

- Pokaż to cacko.

Dziewczyna właśnie przyniosła dzban wraz z pękatym kuflem piwa. Noli Green wstał by ukazać swój zdobyczny topór. Trzeba przyznać, że dużej różnicy wzrostu między dwoma pozycjami: siedzącą a stojącą, po prostu nie było.

- Noo… pas naciągany skórą Człowieka śniegu robi wrażenie.

Grett omiótł resztę ekwipunku pobratymcy szybkim rzutek oka. Był naprawdę niezły. Rudobrody żałował w myślach, że swój odświętny, bojowy strój zostawił u góry w pokoju. Nie miał okazji do wzbudzenia zazdrości u Noli’ego niczym, poza szybką i celną ripostą. Krasnolud dumnie wyprostowany z podniesioną głową stał z ostrzem topora opartym o deski parkietu by lepiej zaprezentować go w blasku świec i błysku oka Rudobrodego. Starał się przy okazji zasłonić drugi, stary i słabszy topór wiszący u lewego biodra. Noli, dumny jak paw zaczął gładzić swą brodę.

- świetny. Podwójne, wzmacniane ostrze i… rękojeść z Mithrilu – Rudobrody sprawiał wrażenie rozmarzonego. Wpatrywał się w ostrze przyglądając się swemu odbiciu – Jestem ciekaw, ile za niego chcesz?

Noli usiadł. Napełnił swój kufel piwem i pociągnął z niego zdrowy łyk. Poszczególne krople spadły mu na brodę sprawiając, że błyszczała w blasku świec. Nie mógł zaproponować normalnej ceny, to nie w jego stylu. Musiał ją odpowiednio zawyżyć by Rudobrody poczuł się przytłoczony sumą. Trzymając oburącz trzonek, ozdabiany krasnoludzkimi runami, zaczął powoli:

- Hmm… Tak, tak – udawał wielkiego konesera i znawcę – Pięć tysięcy sztuk złota, pięć sztabek srebra plus jedna rzecz z twojego ekwipunku, to wszystko dostarczone w miejsce które ci wskaże i…

- Co jeszcze?! – przerwał lekko zdenerwowany Grett – Przesadzasz – dokończył i pogroził mu palcem.

Noli nie zwrócił na to większej uwagi i kontynuował:

- I na dodatek stawiasz wszystkim kolejkę – przedstawił swą ofertę Noli.

Chociaż cały czas twierdził w duchu, że nie jest to odpowiednio wysoka oferta.

- Co za bajońska suma! – wykrzyknął Rudobrody i pełen oburzenia wstał.

To część spektaklu.

- Cztery tysiące sztuk złota, trzy sztabki srebra i część z mego ekwipunku którą SAM wybiorę – z kontratakował Grett. O dziwo nie był zbyt oszczędny – A zamiast kolejki dla wszystkich proponuję Trunkowy Pojedynek!

- Stoi – zgodził się Noli również wstając.

Trunkowy Pojedynek to jedna z efektownych pijańskich zabaw, szukających zwady, krasnali. Polega to na tym, iż jedna ze stron, w tym przypadku kupujący, proponuje różne płyny do wypicia. Mogą to być wina i wódki ale również najgorsze pomyje. Kto pierwszy nie wytrzyma i zwymiotuje lub spasuje – przegrywa.

Noli zdjął oba topory i położył ostrożnie na stole. Odchrząknął, poprawił brodę i był już gotowy do walki. Tymczasem Grett Rudobrody obmyślał jaki ohydny płyn dać na pierwszy ogień.

- Hej! Patrzcie, tutaj! – zawołał jakiś miejscowy pijak sprowadzając do pojedynkujących się krasnoludów połowę karczmy. Wokół ich stolika stworzył się krąg stworzeń przeróżnych ras i płci. Głodni tego, co zaraz miało się wydarzyć.

- A co się tu w ogóle szykuje? – spytał ktoś z tyłu.

- Jak to, co? Trunkowy Pojedynek! – odpowiedział chórem tłum.

- Zaczynamy od czegoś łatwego. Na początek Guadalajara.

Popitka błyskawicznie zjawiła się na stoliku wraz z dwoma niskimi szklaneczkami. Rudobrody przechylił pewnie naczynie z fioletowym, gęstym płynem. Noli wcale nie był gorszy. Następna była Biel śniegu. Obaj pokonali ją bezproblemowo, choć Grett’owi nieco się odbiło. Po kolejnych czterech napojach nie tylko krasnoludowi zaczęli się rozkręcać, publiczność również.

- Nie masz już dość? – spytał kontrolnie Rudobrody.

- Nigdy – rzucił krótko i chwycił za szklankę Kawowego Liścia.

Był to gorzki drink z drobnymi ziarenkami kawy. Drobne, nie znaczy nie szkodliwe, były strasznie twarde, nawet jak na zęby krasnoluda.

- Obrzydliwe – wyznał Noli wycierając usta.

- Co? Rezygnujesz? Następna będzie Ognista Whisky.

- Nie, nie rezygnuję, ale dziwi mnie fakt, że dajesz coś na „przepłukanie” gardła na takim etapie.

Na twarzy Rudobrodego pojawił się szyderczy uśmiech.

- Zobaczymy… - rzekł cicho, sam do siebie.

Noli sprawiał wrażenie nie widzieć nic szczególnego w zachowaniu rywala. Jednak pod pretekstem odganiania się od much zbliżył się nieco do szklanek.

- To, co? Pijemy? – spytał Rudobrody poprawiając tylnią kieszeń spodni.

- Jasne.

Krasnolud porwał szklankę szybki ruchem i jednym haustem ją opróżnił. Z oznaką zadowolenia i pewności siebie patrzył pytająco na Grett’a, który wydawał się być zakłopotany. Jego twarz nabrała rumianych, wstydliwych kolorów. Odsunął się o krok od stolika jakby się czegoś bał.

- Tchórzysz?! – krzyknął jakiś ork z okropnym, piskliwym głosem.

Grett zawstydził się jeszcze bardziej. W jego głowie powtarzać zaczęło się jedni słowo… tchórz!

„Tchórz! Tchórz! Tchórz!” - wirowało mu w umyśle.

- PASS! – nie wytrzymał. Zwiesił głowę, bał spojrzeć się na kogokolwiek, tym bardziej na Noli’ego.

- Sprytna bestia – wymsknęła mu się myśl której nikt jednak nie usłyszał.

Widzowie zaczęli z niego drwić. Pewien niziołek, nawet zaczął już pisać pieśń wyśmiewającą osobę Grett’a. Noli zaś w tryumfie śmiał się głośno, bogatszy o cztery tysiące sztuk złota, trzy sztabki srebra i rzecz z ekwipunku Rudobrodego Grett’a.

- Tym razem ci się nie udało. Powinieneś zwać się Rudy Chytry Lis.

- O! Na pewno to wykorzystam! – zarechotał niziołek skrobiąc coś na pergaminie.

- Gdy byłem młodszy, nieraz dawałem się nabrać na numer z podrzuceniem czegoś do trunku. Ale zabrakło ci szybkości. Może się jednak poczęstujesz? – wskazał na czekającą szklankę z Ognistą Whisky i jakimś świnstwem z nia zmieszanym. Była przeznaczona dla Noli’ego. Grett Próbował się wycofać jednak dwoje ludzi wyszło ku niemu z kręgu. Złapali go pod ramiona i unieśli nad ziemię tak, że ten, mimo siły, wierzgał bezradnie nogami. Piękna barmanka o śniadej cerze, lecz naturalnych, rumianych wypiekach na policzkach stanęła naprzeciw krasnoluda ze szklanką w ręce. Z zalotnym spojrzeniem wyrzekła:

- Odmówisz damie?

- To nie przystoi – zauważył mężczyzna trzymający Grett’a.

- Splamiłeś krasnoludzki honor. Nie zdążyłem się nawet upić. Marnie skończysz – mówił Noli kładąc dłonie na biodra, o ile w ogóle je miał – Więc teraz wypij to świństwo… pij, pij!



***

- A teraz drogie dzieci, wyciągnijcie morał z tej opowieści – rzekł starszy, posiwiały pan odkładając książkę na półkę.



KONIEC



Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » śr 22 lis 2006, 21:40

Hehehehhehehe :D. Udało Ci się osiągnąć zamierzony cel - wraz z czytaniem banan na mojej twarzy niebezpiecznie się powiększał :).



Pomysł chyba nie jest zbyt oryginalny, wiele jest humorystycznych opowiastek fantasy ale muszę przyznać, że mnie rozbawiłeś. Błędów nie dostrzegłem, chyba dokładnie wszystko posprawdzałeś przed wrzuceniem. Głównym atutem tego tekstu jest jego humorystyka i dobry styl. Szkoda tylko, że w historyjkę nie udało Ci się wpleść nutki oryginalności.

Ogólnie jestem na tak. Ognista Whisky dla tego pana!



PS. Nieładnie zabierać nazwy panu Tolkienowi. ;)



Pozdrawiam.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Marazes
Szkolny pisarzyna
Posty: 34
Rejestracja: pn 03 lip 2006, 23:47
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Marazes » czw 23 lis 2006, 15:32

Bardzo sie cieszę, że się podoba :) Nie zastanawialem sie za bardzo nad oryginalnością bo pomysł wpadł mi wieczorem, zupełnie przypadkiem i nagle, jak to czasem bywa. A że miałem blokadę od dłuższego czasu zabrałem się bezzwłocznie do tworzenia :)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości