Krajobraz semiologiczny [miniatura obyczajowa]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Krajobraz semiologiczny [miniatura obyczajowa]

Postautor: Maladrill » sob 01 maja 2010, 17:23

Zawiera wulgaryzmy
(liczba mnoga trochę przesadzona)



- Odłóż tę książkę. Cały dzień czytasz, a ja zapierdalam jak jakaś służąca. Kolację chcę podawać.
- Nie bluzgaj, bo mi się rzygać chce. - Spojrzałem ostatni raz na poszarzałe od częstego czytania stronice i wstałem. - Rynsztok.

Spojrzałem na Agnieszkę z niesmakiem. Czasami odnosiłem wrażenie, że piękno jej powierzchowności pozostawało w nieodłącznej relacji z brzydotą jej wnętrza. Im piękniej wyglądała tym większym brudem jawiła mi się jej osobowość. Już nawet nie pamiętałem kiedy ostatni raz rozmawialiśmy. Kiedy naprawdę rozmawialiśmy, a nie wymienialiśmy się informacjami, obrzucali inwektywami? Od roku zsuwaliśmy się po równi pochyłej i myślę, że nie tylko ja widziałem jak się to skończy. Byliśmy w sytuacji skoczka, któremu nie otworzyły się oba spadochrony – wiedzieliśmy, że wkrótce nie będzie już czego zbierać, ale nie chcieliśmy przyjąć do wiadomości kiedy to 'wkrótce' nastąpi.

Może to wydać się dziwne, ale mimo wszystko nadal ją kochałem. Uczucie to nasilało się szczególnie w okresach gdy próbowałem, jak zwykle bezskutecznie, odstawić Citaxin. Niestety nie była to miłość uskrzydlająca, zdawałem sobie z tego sprawę doskonale, a mimo to, a może nawet właśnie dlatego nadal tkwiłem w tym związku. Odkąd pamiętam, zawsze byłem uwikłany w toksyczne relacje z kobietami. Jeśli zaś życie w związku stawało się zbyt lukierkowe umiejętnie wszystko komplikowałem.

- Co tak stoisz? Pomógłbyś choć trochę. Wszystko sama mam robić?
- Nie – odpowiedziałem bardzo spokojnie.
- Nie pomożesz? - Piękną twarz mojej żony wykrzywił paskudny grymas. - Chyba cię już do reszty...
- Nie, nie musisz wszystkiego robić sama. - Zerknąłem na zegarek, dochodziła siódma.

Agnieszka wyglądała jakby ktoś spuścił z niej powietrze – jeszcze przed chwilą była gotowa do walki na śmierć i życie, jej karabin maszynowy był naładowany i mogła wystrzelić we mnie tysiąc słów na minutę, spodziewając się zapewne kontrataku o podobnej intensywności. Nie wiem co ją powstrzymało, mój spokój, czy rezygnacja w oczach. Zatrzymała się wpół kroku z parującą patelnią w ręce.
- Coś się stało? - zapytała niepewnie.
- Jeszcze nic. - W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. - Otworzę.

Na klatce schodowej stała Iwona, rozpromieniona jakby właśnie stał się cud. Objęła mnie i czule pocałowała w usta.
- Wejdź.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, tak długo na to czekałam.
- Chodźmy do kuchni. – Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem przez korytarz.

Czułem się dziwnie, ale było to chyba całkowicie normalne - już za chwilę zamierzałem przedstawić sobie dwie bardzo ważne w moim życiu osoby. Spotykałem się z Iwoną ponad rok i dała mi w tym czasie mnóstwo miłości i ciepła. Czasami zdawało mi się, że ją kocham, ale najczęściej tłumaczyłem sobie własne uczucia jako zwyczajne, zwierzęce pożądanie. Nasze łóżkowe igraszki były nieprawdopodobnie stymulujące i, oprócz Agnieszki ładnych kilka lat temu, nikt mnie dotąd tak nie podniecał jak Iwona.

Stanąłem pośrodku kuchni – po lewej żona, lekko skonsternowana widokiem obcej kobiety wpadającej z niezapowiadaną wizytą w niedzielny wieczór, po prawej kochanka, blada jak widmo i wyraźnie przestraszona.
- Agnieszka, to jest Iwona – poznajcie się.
- Dobry wieczór
- Dobry wieczór – wybąkała Iwona. - Ja przepraszam, nie chciałam przeszkadzać... ale...
- Pozwólcie moje panie, że coś wyjaśnię. - Byłem zdziwiony, że serce, które jeszcze przed chwilą biło jak oszalałe, nagle się uspokoiło. - Sypiam z Iwoną od ponad roku.

W tym momencie Agnieszka również zbladła, ale nic nie zrobiła, tylko stała z szeroko otwartymi oczami. Trochę zaskoczony jej milczeniem ciągnąłem dalej.

- Zadzwoniłem do niej dzisiaj i poprosiłem żeby przyszła o siódmej, bo rozstałem się z tobą. Wiem, trochę naciągnąłem fakty, ale w zasadzie w tym momencie można uznać, że mówiłem prawdę. Iwona – myślałaś pewnie, że moje rozstanie z Agnieszką oznacza, że to my będziemy razem. Cóż... – Spojrzałem na moją cudowną kochankę ze smutkiem. - Nic bardziej mylnego. A teraz – powiedziałem zabierając moją ulubioną książkę - żegnam.

Wyszedłem, a za plecami miałem ciszę.

Kilka minut później siedziałem na trawie nad rzeką ze sfatygowanym egzemplarzem „De la grammatologie”.
- Widzisz Jacques, Umberto powiedziałby w tej chwili, że dokonałem nadinterpretacji. To fakt – nie o to chodzi w dekonstrukcji. Gdyby jednak wszystko było tekstem, mógłbym go napisać na nowo, a tak pozostaje mi tylko żyć dalej.



Awatar użytkownika
padaPada
Pisarz Wszechczasów
Posty: 2972
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 10:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: padaPada » sob 01 maja 2010, 19:05

Maladrill pisze:Byliśmy w sytuacji skoczka, któremu nie otworzyły się oba spadochrony – wiedzieliśmy, że wkrótce nie będzie już czego zbierać, ale nie chcieliśmy przyjąć do wiadomości kiedy to 'wkrótce' nastąpi.

Pokraczne trochę. Skoczek kojarzy się z Małyszem, zazwyczaj mówi się "spadochroniarz", ale tu byłoby to powtórzeniem. I to 2 x "wkrótce" też jakoś przeszkadza.

Maladrill pisze:Niestety nie była to miłość uskrzydlająca, zdawałem sobie z tego sprawę doskonale, a mimo to, a może nawet właśnie dlatego nadal tkwiłem w tym związku. Odkąd pamiętam, zawsze byłem uwikłany w toksyczne relacje z kobietami. Jeśli zaś życie w związku stawało się zbyt lukierkowe umiejętnie wszystko komplikowałem.

Lukierkowe? Chyba lukrowe.
Maladrill pisze:spodziewając się zapewne kontrataku o podobnej intensywności.

Sztucznie brzmi. Nie lepiej: Podobnego kontrataku? Równie silnego kontrataku?

Fajne. :) Zaskakujące zakończenie.
Gorzko życiowe relacje, ale któż w związku nie miewa podobnych odczuć i chęci, żeby tym wszystkim pierdyknąć. ;)



Awatar użytkownika
KaiCyz
Pisarz domowy
Posty: 67
Rejestracja: czw 30 kwie 2009, 18:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: KaiCyz » sob 08 maja 2010, 12:58

Cóż. Przyznam szczerze, przypadkiem natknęłam się na ten tekst, ale jest mi z tego powodu niezmiernie miło ;).
Bardzo się podobało, trafiłeś akurat w mój klimat. Zaskoczyło mnie to, że tak krótka opowieść może być tak bardzo treściwa. Jedyne czego mi zabrakło to uczucia Agnieszki. Może warto było cokolwiek więcej o niej napisać ;).
Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maladrill » sob 08 maja 2010, 18:25

Dziękuję za komentarze.

Uczuciami Agnieszki nie potrafię się zająć, zresztą ta miniaturka jest minimalistyczna w tej materii. Anie potrafię się zająć, bo jeszcze nie udało mi się zrozumieć sposobu odczuwania i rozumowania kobiet ;-)



Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » śr 12 maja 2010, 13:05

Na pierwszym planie w tekście są bohaterowie. I bardzo dobrze, bo dzięki temu tekst jest żywy.

Bohater numer jeden jest przedstawiony bardzo wiarygodnie. I bardzo fajnie zresztą. Facet ma tak dość, że nawet nie chce mu się rozwiązać tych problemów. Trochę świnia (ale udało Ci się go usprawiedliwić), bo zostawia dwie kobiety ze sobą, żeby same sobie z tym poradziły, a on idzie nad rzekę "kwiatki wąchać". I to też jest dobre, bo już się bałam, że pójdzie do knajpy na piwo...
Trochę do tego obrazu nie pasuje ostatnie zdanie:

Gdyby jednak wszystko było tekstem, mógłbym go napisać na nowo, a tak pozostaje mi tylko żyć dalej.


Wolałam wersję, która jako pierwsza pojawiła się w mojej głowie - facet robi kreskę i zaczyna życie od nowa, ale jednocześnie ma gdzieś przeszłość. Na samym końcu jednak pojawia się coś, co psuje cały efekt - jakiś tam żal, świadomość zmarnowanego czasu...

Bohaterka numer dwa:

- Odłóż tę książkę. Cały dzień czytasz, a ja zapierdalam jak jakaś służąca. Kolację chcę podawać.

Bardzo fajnie, wredna, krzykliwa baba, też bym z taką nie wytrzymała, chociaż jestem dość cierpliwa.

po lewej żona, lekko skonsternowana widokiem obcej kobiety wpadającej z niezapowiadaną wizytą w niedzielny wieczór

Przecież ta konsternacja zupełnie do niej nie pasuje. Ja mam wrażenie, że ona ma ochotę zadzwonić ze złości zębami, rozwalić kilka talerzy, a na końcu przydzwonić mężowi patelnią. Tym bardziej, że są w kuchni i na pewno coś pod ręką leży. Przydałoby się Agnieszkę, jak na wredną, krzykliwą babę, trochę podkręcić. Konsternacja może być jako ostateczna reakcja na postawę męża, ale nie tego, że miał kochankę, tylko tego, że po wszystkim po prostu sobie poszedł.

Uczuciami Agnieszki nie potrafię się zająć, zresztą ta miniaturka jest minimalistyczna w tej materii. Anie potrafię się zająć, bo jeszcze nie udało mi się zrozumieć sposobu odczuwania i rozumowania kobiet

Hm, mnie też się jeszcze nie udało, ale cóż... w każdym razie życzę powodzenia. Kto nie próbuje...

Podobało mi się.
Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maladrill » pn 24 maja 2010, 18:48

mamika6 pisze:Ja mam wrażenie, że ona ma ochotę zadzwonić ze złości zębami, rozwalić kilka talerzy, a na końcu przydzwonić mężowi patelnią. Tym bardziej, że są w kuchni i na pewno coś pod ręką leży. Przydałoby się Agnieszkę, jak na wredną, krzykliwą babę, trochę podkręcić. Konsternacja może być jako ostateczna reakcja na postawę męża, ale nie tego, że miał kochankę, tylko tego, że po wszystkim po prostu sobie poszedł.


W zasadzie to ona nie musiała być potworem, może miał kochankę 'bo tak', albo żeby podnieść sobie samoocenę, bo nic w życiu nie robił, tylko kartkował derridę starając się zrozumieć gościa ;-)

[ Dodano: Pon 24 Maj, 2010 ]
ta miniaturka to tylko taka wprawka, od lat zbieram opowieści o pokręconych związkach, sam w jeden się wplątałem i czekam aż będzie tego wszystkiego wystarczająco dużo, żeby napisać coś większego. Chcę obdarować wszystkimi najbardziej chorymi, ale zyciowymi sytuacjami głównych bohaterów. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak porąbane związki można mieć :-) Ja sam nie wiedziałem, ale tych kilkadziesiąt historyjek wyciągniętych od ludzi zmieniło mnie :-D



Awatar użytkownika
Vialix
Pisarz osiedlowy
Posty: 329
Rejestracja: sob 08 lis 2008, 16:39
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Vialix » pn 24 maja 2010, 21:37

Nieźle.

Ależ można by to pięknie pociągnąć. W ten sposób zaczynają się najbardziej zwariowane historie, czytając które uśmiech trzyma się ust do samego końca. Oderwane, oryginalne, nieprzewidywalne, przezabawne, parodiujące tandetne i poważne romanse.

Lubię to. Uwielbiam ten styl. :D



Awatar użytkownika
Preissenberg
Dezerter
Posty: 1044
Rejestracja: pt 23 maja 2008, 14:34
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: k/Poznania
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Preissenberg » pn 24 maja 2010, 22:47

Ładnie. Kilka błędów powyżej wymienionych jednak nie zabija tego tekstu. Podobało mi się.


Żeby pisać, trzeba mieć od czego uciekać
Dawid Kain

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » ndz 06 cze 2010, 11:15

Ostatni dialog odstaje od tekstu. Jest narracją, w której się zagalopowałeś i uciąłeś całą naturalność, jaką bohater w sobie miał. Pomijając ten mankament, napisane jest to wprawnie, ale przede wszystkim czuć tu emocje i to, jak opadają z kulminacyjną sceną łącznie. Ta rezygnacja z walki jest namacalna i bolesna. W chwili, gdy bohater wychodzi, wszystko pozostaje za jego plecami, a wraz z dziewczynami - ja, czytelnik. To w tym miejscu zaczyna rozgrywać się dramat. Dobry zabieg, aby przenieść ciężar odpowiedzialności z bohatera na czytelnika.

Od strony technicznej:
- Nie, nie musisz wszystkiego robić sama. - Zerknąłem na zegarek, dochodziła siódma.

Przeniósłbym do nowej linijki. Dialog jedno, a scena prowadzi się swoim tempem.
- Jeszcze nic. - W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. - [1]Otworzę.

Tu podobnie. Przeniósłbym do nowej linijki.
[1] - i zamienił na. Otworzyłem. Scena będzie płynna, bardziej wyrazista.

Czułem się dziwnie, ale było to chyba całkowicie normalne


A jednak budujesz zaprzeczenie: czuł się dziwne choć to normalnie. A ja sądzę, że raczej czuł się dziwne, bo czego mógł się spodziewać?
Czułem się dziwnie, ale było to chyba było do przewidzenia.

blada jak [1]widmo i [2]wyraźnie przestraszona.


[1] - zjawa.
[2] - Nie pasuje mi to do wcześniejszej sceny, gdy powiedziała, że cieszy się na te spotkanie. Czy przypadkiem radość towarzyszyłaby pewności, czemuś oczekiwanemu i czemuś, na co się nastawiała - wobec czego, ten strach byłby ledwie wyczuwalny...

Ogólnie, tekst podobał mi się. Przypadł mi do gustu ten ciężar, który zawiesiłeś w scenie z całą trójką.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maladrill » pn 07 cze 2010, 15:23

Martinius pisze:Ostatni dialog odstaje od tekstu. Jest narracją, w której się zagalopowałeś i uciąłeś całą naturalność, jaką bohater w sobie miał.


Ale dopiero ta końcówka spina tytuł w sensowną całość. Bez tego zakończenia tekst powinien się nazywać inaczej i byłby o czym innym, np. o zdradzie, uczuciach itp. A dzięki temu zakończeniu możesz odczytać go w dwóch warstwach: literalnej i metaforycznej. Dla podpowiedzi krajobraz semiologiczny to pejzaż semiotyczny, a dekonstrukcja to... jak się dowiem, to nie omieszkam się tym pochwalić ;-)

Dzięki za wszystkie komentarze.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości