Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Virgo [fantasy] - początek opowiadania

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
moniaxx
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: ndz 25 kwie 2010, 19:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Virgo [fantasy] - początek opowiadania

Postautor: moniaxx » wt 27 kwie 2010, 12:15

PROLOG
Sala była ogromna. Po jej bokach znajdowały się podobne do zamkowych krużganków balkoniki, tak aby jak najwięcej osób się w niej zmieściło. Zarówno ściany, jak i posadzka były kamienne, jednak – nie wiadomo dlaczego – mieniły się drobinkami srebrnego pyłu. Z sufitu zwisało dokładnie sto olbrzymich żyrandoli ze szczerego złota, a w każdym z nich utkwionych było sto tlących się świec. Najwyraźniej sto było dla Nich święta liczbą. Na samym środku sali stał duży, kamienny stół. Właśnie w jego kierunku zmierzał obecnie tłum niosący związaną dziewczynę. Tejże procesji towarzyszyły dziwne pokrzykiwania:
- Uh, hu, ha! Uh, hu, ha! – rozlegało się. Odgłosy te odbijały się od ścian i do krzyczących przyłączało się donośne echo. Potęgowało to niesamowite wrażenie, ale i grozę. W pełni uzasadnioną.
Dziewczyna niesiona przez tysiące zdeformowanych rąk była trupioblada, co podkreślały kruczoczarne włosy okalające jej drobną twarz i opadające na wątłe ramiona. Jej podpuchnięte oczy miały barwę miodu, teraz jednak nie złocistą, lecz przygasłą, nieco zszarzałą. Dziewczę wyglądało niczym upiór, półduch.
Złożono ją na kamiennym stole. Rozpoczął się rytualny taniec. Tłum podskakiwał i tupał, jednocześnie nie zaprzestając wydawania nieartykułowanych dźwięków. W innych okolicznościach budziłoby to zapewne rozbawienie, lecz tu i teraz jedynie napawało strachem.
Wreszcie okrzyki ustały i ktoś zbliżył się do stołu, dostojnie wchodząc na podest. W jego dziwnej nieco dłoni coś błysnęło. Wszyscy stali już spokojnie, wpatrzeni w leżącą dziewczynę.
Istota stojąca na podeście zaczęła mówić jakieś niezrozumiałe słowa. W końcu jednak przyszedł czas. Zawołała „W imię Kapyaina!”, uniosła szablę – bo to ona błyszczała w jej dłoni – i zatopiła ją w piersi dziewczyny. Dał się słyszeć zdławiony jęk. A potem była już tylko głucha cisza.

ROZDZIAŁ I
- Gratulacje! Dziewczynka! – z uśmiechem zawołał lekarz – sędziwy dość, łysiejący, sympatyczny człowiek, który już od kilku lat wybierał się na emeryturę, co niespecjalnie mu szło - jednocześnie doznając ogromnej ulgi. Poród nie należał do łatwych i ciągnął się w nieskończoność. Ale miał to już za sobą. Udało się. Przez salę przeszła fala oklasków. Wszyscy byli pełni podziwu dla niezwykle dzielnej kobiety, która z pomarszczonym dzieckiem na drżących rękach i z mokrymi oczami półleżała na łóżku, omdlała z
wycieńczenia, a jednak majestatyczna i bezgranicznie szczęśliwa. Nikt z zebranych nie zdawał sobie sprawy, w jak niesamowicie istotnym wydarzeniu bierze udział. Nawet ona.
- Jak będzie miała na imię? – padło dość często zadawane w takich sytuacjach pytanie. Kobieta przyjrzała się uważnie noworodkowi, zaglądając mu głęboko w oczy. Po chwili rozważania rzekła tylko:
- Virgo.
Następnie wróciła do radosnego podziwiania tegoż cudu.
Virgo czuła się dziwnie. Wiedziała, iż jest noworodkiem i żyje na świecie zaledwie od kilkunastu minut.
A jednak miała nieracjonalne przeświadczenie, że wie i rozumie o wiele za dużo jak na swój wiek, jakby miała jakiś bagaż doświadczeń. Zdawała sobie sprawę również z faktu, iż kobieta, która z czułością ją trzyma, jest jej matką. Jednocześnie widziała w jej dużych, głębokich i szczęśliwych szarozielonych oczach coś obcego. Czuła, jakby jakaś jej część nie była zrodzona przez tę kobietę. Jej dusza coś wiedziała, lecz było to ukryte pod twardą, tajemniczą skorupą. W umyśle Virgo nie było nic, co wyjaśniałoby jej dziwne samopoczucie. Chwilami przed oczyma majaczyły jej jakieś obrazy. Niestety tak rozmyte, że nic z nich nie wiedziała.

***

- Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami… - Melasy zaczęła tak, jak zaczynały się wszystkie baśnie. Nie miała jeszcze pomysłu na opowieść, postanowiła więc improwizować. „Jakoś sobie poradzę” – stwierdziła i słowa zaczęły same ulatywać z jej ust. Co ciekawe, słowa te układały się w całkiem sensowną całość. W przerażającą historię, od której usypiająca do tej pory dziewczynka dostawała dreszczy. I już wiedziała, że nie prześpi tej nocy.
- …było sobie zwyczajne miasto, jakich wiele. Mieszkały w nim tysiące ludzi. Toczyli pogodne, spokojne życie; nie mieli większych problemów, każdy ich dzień był podobny do pozostałych. Nic nie zapowiadało tego, co miało się zdarzyć.
Pewnego ranka, kiedy słońce dopiero ospale wynurzało się zza horyzontu, a ludzie w większości jeszcze smacznie spali, rozległ się mrożący krew w żyłach hałas. Brzmiał jak wrzask, jednak wyjątkowo donośny i groźny. Dobiegał od strony skalistych, malowniczych, lecz niedostępnych dla człowieka gór. Na ten dźwięk wszyscy mieszkańcy miasta
w panice zerwali się z łóżek i zaczęli chaotycznie biegać bez celu, również drąc się wniebogłosy.
Ich strach nie był bezpodstawny. Po chwili ujrzeli ogromny, wysoki niczym kilkanaście wież ustawionych jedna na drugiej słup czarnego, wirującego powietrza. Zjawisku temu towarzyszył przerażająco brzmiący głos, który wydobywał się jakby z wnętrza wiru: „Zniszczę was! Ja jestem niepokonanym! Ja!”
Słup zbliżał się coraz bardziej ku domostwom. Rozespani jeszcze mieszkańcy uciekali ile sił w nogach, zabierając ze sobą to, co mieli najcenniejszego: dzieci, gliniane dzbanki z oszczędnościami, złotą biżuterię… Jednak nie mieli żadnych szans i dobrze o tym wiedzieli.
Wreszcie wir wdarł się do miasta. Błyskawicznie przeszedł przez nie, doszczędnie niszcząc wszystko – to, co żywe, jak i to, co martwe. Te kilka minut przekreśliło życie tysięcy ludzi, wszystkie efekty ich pracy, cały ich życiowy dorobek. Jeszcze tak niedawno w tym miejscu toczyły się kolejne, zwyczajne dni, pełne radości i trosk. Teraz nie pozostał tu żaden, najdrobniejszy nawet ślad po tym, że było tu jakieś miasto. Nie było tu nic.
„No i widzicie, jaki jestem potężny?!”
Ponoć każda legenda zawiera w sobie ziarno prawdy. Ale nawet Melasy nie zdawała sobie sprawy, jak ogromne było to ziarno w opowiedzianej przez nią historii. Przez nią? O, nie. Melasy się tego nie domyślała, lecz nie opowiedziała tej legendy przypadkowo. Ona nawet jej nie znała. Ktoś pokierował jej umysłem, przemówił przez jej usta.
I zrobił to w konkretnym celu.



Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Re: Virgo [fantasy] - początek opowiadania

Postautor: mamika6 » śr 28 kwie 2010, 22:47

Wszyscy stali już spokojnie, wpatrzeni w leżącą dziewczynę.
Istota stojąca na podeście zaczęła mówić jakieś niezrozumiałe słowa.

Powtórzenia.

podeście zaczęła mówić jakieś niezrozumiałe słowa.

Mówić słowa - brzydko.

Zawołała „W imię Kapyaina!”, uniosła szablę – bo to ona błyszczała w jej dłoni – i zatopiła ją w piersi dziewczyny. Dał się słyszeć zdławiony jęk.

Staraj się omijać takie suche wyjaśnienia. Bardzo szerokim łukiem.

A potem była już tylko głucha cisza.

Sztampowe wyrażenie.

- Gratulacje! Dziewczynka! – z uśmiechem zawołał lekarz – sędziwy dość, łysiejący, sympatyczny człowiek

Źle to wygląda z tą przestawnią.

który już od kilku lat wybierał się na emeryturę, co niespecjalnie mu szło

Oba człony tego fragmentu mówią to samo.

Chwilami przed oczyma majaczyły jej jakieś obrazy. Niestety tak rozmyte, że nic z nich nie wiedziała.

Zobacz, co napisałeś: nic nie wiedziała z obrazków... Raczej nic jej nie mówiły, niczego nie mogła z nich odczytać, itede.

Błyskawicznie przeszedł przez nie, doszczędnie niszcząc wszystko

Doszczętnie.



Trochę za szybko, zbyt lakonicznie, ale jednak interesująco - same zapowiedzi, a że napisane nie najgorzej, spokojnie można by poczytać więcej. Brakło mi tutaj reakcji bohaterów, wyglądających raczej na przedmioty natury nieożywionej, niż ludzi. Jedyne myśli przemknęły przez umysł noworodka - myśli były, reakcji już nie. Zero odczuć, czy wrażeń. Spróbuj to opisać, co taki noworodek by pomyślał, gdyby potrafił owe myśli ubrać w słowa (a ten potrafi) - co czuje? Zimno, strach, pewnie ból... Brakuje odrobiny realizmu w tym tekście. Nagłe przeskoki pomiędzy fragmentami, między którymi nie widać, póki co, żadnego powiązania, trochę gubią.
No i początek - piszesz, że coś potęguje grozę, ale kogo? kto tam się boi? Bo przecież nie tłum. Jeżeli nie tłum, to zapewne obserwator - obserwator, którego nie ma.

Pozdrawiam.



Awatar użytkownika
moniaxx
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: ndz 25 kwie 2010, 19:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Dzięki

Postautor: moniaxx » czw 29 kwie 2010, 09:34

Bardzo dziękuję za opinię :) Na pewno twoje rady mi pomogą.
Pozdrawiam :)


"Jest więc taki świat,
nad ktorym los sprawuje niezależny?
Czas, ktory wiąże łańcuchami znaków?
Istnienie na mój rozkaz nieustanne?
Radość pisania.
Możność utrwalania.
Zemsta ręki śmiertelnej."
Wisława Szymborska "Radość pisania" (fragment)

Awatar użytkownika
ewik33
Pisarz osiedlowy
Posty: 245
Rejestracja: wt 02 lut 2010, 10:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Re: Virgo [fantasy] - początek opowiadania

Postautor: ewik33 » czw 29 kwie 2010, 12:05

Sala [1]była ogromna. Po [2]jej bokach znajdowały się podobne do zamkowych krużganków balkoniki, tak aby jak najwięcej osób się w niej zmieściło. Zarówno ściany, jak i posadzka były kamienne, jednak – [3]nie wiadomo dlaczego – mieniły się drobinkami srebrnego pyłu. Z sufitu zwisało dokładnie sto olbrzymich żyrandoli ze szczerego złota, a w każdym z nich [4]utkwionych było sto tlących się świec. Najwyraźniej sto było dla [5]Nich święta liczbą.

[1] – Powtórzenia. Staraj się unikać w opisach „byłozy”.
[2] - Wyrzuciłabym zaimek. Wiadomo, że po bokach sali.
[3] - Wyrzuciłabym.
[4] – Nie można powiedzieć „utkwionych było”, lecz tkwiło.
[5] – Małą literą.

Na samym środku sali stał duży, kamienny stół. Właśnie w jego kierunku zmierzał obecnie tłum niosący związaną dziewczynę. Tejże procesji towarzyszyły dziwne pokrzykiwania:
- Uh, hu, ha! Uh, hu, ha! – rozlegało się.


Nie brzmi to dobrze, a pogrubione słowa należy od razu usunąć. Sporo zbędnych słów.

Odgłosy [1]te odbijały [2]się od ścian i do krzyczących przyłączało się donośne echo. Potęgowało to niesamowite wrażenie, ale i grozę.


[1] - Pierwszy z zaimków można usunąć.
[2] - Powtórzenia.

Dziewczyna niesiona przez tysiące zdeformowanych rąk była trupioblada, co podkreślały kruczoczarne włosy


Polecałabym zrezygnować przynajmniej z jednego przymiotnika złożonego.

Dziewczę wyglądało niczym upiór, półduch.

Starczy upiór. Półducha można sobie darować.

W innych okolicznościach budziłoby to zapewne rozbawienie, lecz tu i teraz jedynie napawało strachem.


Nikt z zebranych nie zdawał sobie sprawy, w jak niesamowicie istotnym wydarzeniu bierze udział.


Po chwili rozważania rzekła tylko:
- Virgo.
Następnie wróciła do radosnego podziwiania tegoż cudu.


Pewnego ranka, kiedy słońce dopiero ospale wynurzało się zza horyzontu


Wyrzuciłabym pogrubione fragmenty.

W jego dziwnej nieco dłoni coś błysnęło.

Nic mi to nie mówi. Na czym polegała dziwność tejże dłoni? Może warto ją określić bliżej...

- Gratulacje! Dziewczynka! – z uśmiechem zawołał lekarz – sędziwy dość, łysiejący, sympatyczny człowiek, który już od kilku lat wybierał się na emeryturę, co niespecjalnie mu szło - jednocześnie doznając ogromnej ulgi.


Ta przydługa wstawka, opisująca lekarza, nieco mąci w zdaniu. Może lepiej wyrzucić ją ze środka i zbudować osobne zdanie.

Zdawała sobie sprawę również z faktu, iż kobieta, która z czułością trzyma, jest jej matką. Jednocześnie widziała w jej dużych, głębokich i szczęśliwych szarozielonych oczach coś obcego. Czuła, jakby jakaś jej część nie była zrodzona przez kobietę. Jej dusza coś wiedziała, lecz było to ukryte pod twardą, tajemniczą skorupą. W umyśle Virgo nie było nic, co wyjaśniałoby jej dziwne samopoczucie. Chwilami przed oczyma majaczyły jej jakieś obrazy.


Atak „zaimkozy”.

Co ciekawe, [1]słowa te układały się w całkiem sensowną całość. W przerażającą historię, od której [2]usypiająca do tej pory dziewczynka dostawała dreszczy. I już wiedziała, że nie prześpi [3]tej nocy.


[1] - Może starczy: słowa układały się w sensowną całość
[2] i [3] – Wyrzuciłabym.

Toczyli pogodne, spokojne życie

Lepiej: Wiedli pogodne, spokojne życie



Zdania dość przegadane. Powtórzenia, tu i ówdzie pojawia się „zaimkoza i „byłoza”. Styl momentami nieco szkolny. Eksperymentuj ze zdaniami, staraj się unikać opisywania typu: „Była taka i taka”, „znajdowała się tu i tu”. Ponadto w tekst wkrada się lekki chaos, spowodowany luźnym zlepkiem kilku fragmentów, które – póki co – nie są ze sobą powiązane. Lecz to przecież początek opowiadania. Potrafisz przykuć uwagę czytelnika, który wędruje przez tekst powodowany ciekawością: co dalej? Chętnie sama się tego dowiem... Pracuj nad warsztatem.


„Pewne kawałki nieba przykuwają naszą uwagę na zawsze” - Ramon Jose Sender

Awatar użytkownika
moniaxx
Kmiotek
Posty: 9
Rejestracja: ndz 25 kwie 2010, 19:01
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Dziękuję

Postautor: moniaxx » czw 29 kwie 2010, 13:45

Dziękuję za czas poświęcony na przeczytanie mojego tekstu i jego ocenę. Te rady są dla mnie bardzo cenne. Postaram się poprawić.
Mam jeszcze taką prośbę: mogłabyś mi pomóc poprawić poniższy fragment?
Zdawała sobie sprawę również z faktu, iż kobieta, która z czułością ją trzyma, jest jej matką. Jednocześnie widziała w jej dużych, głębokich i szczęśliwych szarozielonych oczach coś obcego. Czuła, jakby jakaś jej część nie była zrodzona przez tę kobietę. Jej dusza coś wiedziała, lecz było to ukryte pod twardą, tajemniczą skorupą. W umyśle Virgo nie było nic, co wyjaśniałoby jej dziwne samopoczucie. Chwilami przed oczyma majaczyły jej jakieś obrazy.

Z góry dziękuję.
Pozdrawiam


"Jest więc taki świat,

nad ktorym los sprawuje niezależny?

Czas, ktory wiąże łańcuchami znaków?

Istnienie na mój rozkaz nieustanne?

Radość pisania.

Możność utrwalania.

Zemsta ręki śmiertelnej."

Wisława Szymborska "Radość pisania" (fragment)


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości