Drewniana karczma

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
markus6o6
Pisarz domowy
Posty: 68
Rejestracja: pt 18 gru 2009, 21:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Drewniana karczma

Postautor: markus6o6 » sob 24 kwie 2010, 12:53

Drewno było jedynym materiałem z jakiego zbudowano karczmę Zielibor, znajdującą się nieopodal wsi o tej samej nazwie. Specjalna technika w jakiej postawiono budynek, pozwalała na oszczędność gwoździ, tak trudno dostępnych w czasie wojny. Karczma była wcale nowa. Zbudowana zeszłej zimy.
– A pewna – chwalił się przysadzisty jegomość z długim włosami w kolorze srebra – jakiem tu przybył taki szmat drogi takiem nie widział byście jegomość obeznani byli w tej okolicy z techniką budowania domów ludzi z Północy. To żem myślał, że po dobrej robociźnie znajdzie się jaki chętny i przezimowałem!
- Dobrześ zrobił – odezwał się młody szlachcic w zielonej sukni z przedniego materiału – będziesz miał robotę na jakie dwa lub trzy miesiące. A że widzę jako masz rękę sprawną do drewna – spojrzał z uznaniem na belkowania – to i zapłatę dobrą dostaniesz. Cały budynek folwarczny mi sprawisz!
- W przód mnie wypada szkic zrobić . Prosiłbym do izby wielmożnego bo tu ani inkaustu a same pijacze mordy – spojrzał się znacząco na goblina siedzącego w rogu izby.
Szlachcic zauważył spojrzenie – daj spokój, miesiąc temu wyrżnęli mu całą rodzinę i spalili zagrodę. Niech pije. Nic mu więcej nie zostało. Ta wojna wszystkich nas zamieni w trupy!
A dom mu spłonął mówicie panie? A jaki to? – zaciekawił się stolarz.
Co? Kpisz ze mnie? Sam się na niego łyku patrzysz! – zirytował się młody panicz.
Błagam o wybaczenie – skłonił nisko głowę – o dom jeno pytałem… Bo jak zwykły jako u was chłopstwo stawia to betka! Lepianka z wysuszonej gliny, pokryta słomą! Wart mniej niż dwie krowy! Abo trzy osły… Nie ma co się przejmować! Dom z drewna to dom z drewna! Postoi i trzy pokolenia!
Przy barze siedział chudy, wysoki mężczyzna. Czarne włosy sięgały mu do ramion. Niebieski strój podróżny, zdradzał posłańca z pocztą królewską. Jego ręka zacisnęła się na szklanicy. Ciemne oczy wbiły się w niskiego i grubego karczmarza o poczciwym wyglądzie.
- Obsługujecie zwierzęta?
- Mój panie, to karczmą, kto ma pieniądze kupuje u mnie towary…
- Król nakazał zwracać szczególną uwagę na podejrzane rasy. Myślisz stary, że powinienem zawiadomić komendanta Grega, że kręcą się tu dziwni i podejrzani nieludzie?
- Nie! Och, pozbawicie mnie panie, ty, król i komendant całej klienteli. Ci co nie zginą na wojnie, nie będą mieli tu prawa wstępu…
- Uważaj byś nie przesadził. Zawsze mogą przyjść żołnierze. Na jednego głębszego.
Karczmarz zbladł.
- I co tam młody? – Odezwał się chrapliwym głosem łysy ork z kapeluszem na głowie.
Młody żołnierz poszperał w papierach. Miał około dudzie tu lat i okulary na długim nosie.
- Pozostaje sprawa tego goblina, panie komendancie Greg.
- Mhm, chłopaków czasem trochę ponosi, he – zaśmiał się potężnie
- Prawo jest jasne, mówi że należy się kara za nieopłacanie podatków bądź niewywiązanie się z należności lennej typu: podwóz,…
Wywód młodego człowieka został przerwany.
- Przestańcie! Młody boli mnie głowa idę na inspekcję a potem się urżnąć! I nikt nie ma prawa przeszkadzać! A prawda goblin. Gdyby to dotarło do przełożonych… Nie mieli rozkazu i decyzji trybunału. Goblin. Słyszałem że też pije. Często w karczmie. Trzeba będzie tam zajrzeć.
- To znaczy panie kom…
- To znaczy, że nie ma sprawy.
- Czy będzie pan potrzebował asysty naszych lu…
- Na Boga młody, to tylko goblin. Konia!
Smukły, ciemnowłosy mężczyzna wytarł klingę rapiera. W karczmie panowała cisza. Oczy gości wpatrzone były w skórzaną rękawicę wycierająca krew z klingi. Młodemu dwunastoletniemu chłystkowi rzecz wydała się nader dziwnym przedstawieniem. Był chłopcem stajennym. Czasami widział egzekucje w pobliżu świątyni, gdzie przebijano serca bluźnierców wiszących na krzyżach. Nie rozumiał do końca o co chodziło w tej zabawie. Ludzie gromadzili się tłumnie i wrzeszczeli radośnie „Śmierć !”, „Mordercy!”, „Oszuści!”. Chłopiec nauczył się radości współodczuwanej z tym tłumem. Czasami darł się ze wszystkimi. Nagrodą za aktywny udział tłumów była czerwona substancja, która wydobywała się z piersi „delikwenta” i niezwykle zabawne dźwięki wydobywające się z gardła „przestępcy”. Żołnierze wołali: „Przedstawienie skończone!”, a zadowolony tłum w pośpiechu rozchodził się do domów. Chłopiec nie rozumiał tylko co działo się z tymi „delikwentami” po przedstawieniu. Kiedy pytał się pana Yorkesa, właściciela ten tylko pukał się w czoło i krzyczał by chłopiec wracał do roboty. Więc chłopak nie pytał. W karczmie sytuacja była trochę inna. Nikt się ni śmiał. Chłopak spojrzał na smukłego, czarnowłosego mężczyznę i uśmiechnął się. Mężczyzna odwzajemnił uśmiech. Chłopak poczuł na ramieniu rękę starego karczmarza.
- Idź stąd… Wracaj do… obowiązków – usłyszał cichy głos.
Chłopak wyszedł na zewnątrz, wziął wiadro i poszedł po wodę do studni. Trzeba będzie zmyć podłogę. Tętent kopyt. Jakiś jeździec zbliżał się od strony miasta.

[ Dodano: Sob 24 Kwi, 2010 ]
Drewno było jedynym materiałem z jakiego zbudowano karczmę Zielibor, znajdującą się nieopodal wsi o tej samej nazwie. Specjalna technika w jakiej postawiono budynek, pozwalała na oszczędność gwoździ, tak trudno dostępnych w czasie wojny. Karczma była wcale nowa. Zbudowana zeszłej zimy.
– A pewna – chwalił się przysadzisty jegomość z długim włosami w kolorze srebra – jakiem tu przybył taki szmat drogi takiem nie widział byście jegomość obeznani byli w tej okolicy z techniką budowania domów ludzi z Północy. To żem myślał, że po dobrej robociźnie znajdzie się jaki chętny i przezimowałem!
- Dobrześ zrobił – odezwał się młody szlachcic w zielonej sukni z przedniego materiału – będziesz miał robotę na jakie dwa lub trzy miesiące. A że widzę jako masz rękę sprawną do drewna – spojrzał z uznaniem na belkowania – to i zapłatę dobrą dostaniesz. Cały budynek folwarczny mi sprawisz!
- W przód mnie wypada szkic zrobić . Prosiłbym do izby wielmożnego bo tu ani inkaustu a same pijacze mordy – spojrzał się znacząco na goblina siedzącego w rogu izby.
Szlachcic zauważył spojrzenie – daj spokój, miesiąc temu wyrżnęli mu całą rodzinę i spalili zagrodę. Niech pije. Nic mu więcej nie zostało. Ta wojna wszystkich nas zamieni w trupy!
A dom mu spłonął mówicie panie? A jaki to? – zaciekawił się stolarz.
Co? Kpisz ze mnie? Sam się na niego łyku patrzysz! – zirytował się młody panicz.
Błagam o wybaczenie – skłonił nisko głowę – o dom jeno pytałem… Bo jak zwykły jako u was chłopstwo stawia to betka! Lepianka z wysuszonej gliny, pokryta słomą! Wart mniej niż dwie krowy! Abo trzy osły… Nie ma co się przejmować! Dom z drewna to dom z drewna! Postoi i trzy pokolenia!
Przy barze siedział chudy, wysoki mężczyzna. Czarne włosy sięgały mu do ramion. Niebieski strój podróżny, zdradzał posłańca z pocztą królewską. Jego ręka zacisnęła się na szklanicy. Ciemne oczy wbiły się w niskiego i grubego karczmarza o poczciwym wyglądzie.
- Obsługujecie zwierzęta?
- Mój panie, to karczmą, kto ma pieniądze kupuje u mnie towary…
- Król nakazał zwracać szczególną uwagę na podejrzane rasy. Myślisz stary, że powinienem zawiadomić komendanta Grega, że kręcą się tu dziwni i podejrzani nieludzie?
- Nie! Och, pozbawicie mnie panie, ty, król i komendant całej klienteli. Ci co nie zginą na wojnie, nie będą mieli tu prawa wstępu…
- Uważaj byś nie przesadził. Zawsze mogą przyjść żołnierze. Na jednego głębszego.
Karczmarz zbladł.


- I co tam młody? – Odezwał się chrapliwym głosem łysy ork z kapeluszem na głowie.
Młody żołnierz poszperał w papierach. Miał około dudzie tu lat i okulary na długim nosie.
- Pozostaje sprawa tego goblina, panie komendancie Greg.
- Mhm, chłopaków czasem trochę ponosi, he – zaśmiał się potężnie
- Prawo jest jasne, mówi że należy się kara za nieopłacanie podatków bądź niewywiązanie się z należności lennej typu: podwóz,…
Wywód młodego człowieka został przerwany.
- Przestańcie! Młody boli mnie głowa idę na inspekcję a potem się urżnąć! I nikt nie ma prawa przeszkadzać! A prawda goblin. Gdyby to dotarło do przełożonych… Nie mieli rozkazu i decyzji trybunału. Goblin. Słyszałem że też pije. Często w karczmie. Trzeba będzie tam zajrzeć.
- To znaczy panie kom…
- To znaczy, że nie ma sprawy.
- Czy będzie pan potrzebował asysty naszych lu…
- Na Boga młody, to tylko goblin. Konia!


Smukły, ciemnowłosy mężczyzna wytarł klingę rapiera. W karczmie panowała cisza. Oczy gości wpatrzone były w skórzaną rękawicę wycierająca krew z klingi. Młodemu dwunastoletniemu chłystkowi rzecz wydała się nader dziwnym przedstawieniem. Był chłopcem stajennym. Czasami widział egzekucje w pobliżu świątyni, gdzie przebijano serca bluźnierców wiszących na krzyżach. Nie rozumiał do końca o co chodziło w tej zabawie. Ludzie gromadzili się tłumnie i wrzeszczeli radośnie „Śmierć !”, „Mordercy!”, „Oszuści!”. Chłopiec nauczył się radości współodczuwanej z tym tłumem. Czasami darł się ze wszystkimi. Nagrodą za aktywny udział tłumów była czerwona substancja, która wydobywała się z piersi „delikwenta” i niezwykle zabawne dźwięki wydobywające się z gardła „przestępcy”. Żołnierze wołali: „Przedstawienie skończone!”, a zadowolony tłum w pośpiechu rozchodził się do domów. Chłopiec nie rozumiał tylko co działo się z tymi „delikwentami” po przedstawieniu. Kiedy pytał się pana Yorkesa, właściciela ten tylko pukał się w czoło i krzyczał by chłopiec wracał do roboty. Więc chłopak nie pytał. W karczmie sytuacja była trochę inna. Nikt się ni śmiał. Chłopak spojrzał na smukłego, czarnowłosego mężczyznę i uśmiechnął się. Mężczyzna odwzajemnił uśmiech. Chłopak poczuł na ramieniu rękę starego karczmarza.
- Idź stąd… Wracaj do… obowiązków – usłyszał cichy głos.
Chłopak wyszedł na zewnątrz, wziął wiadro i poszedł po wodę do studni. Trzeba będzie zmyć podłogę. Tętent kopyt. Jakiś jeździec zbliżał się od strony miasta.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » czw 29 kwie 2010, 17:18

Ja tu widzę nieład. Straszny nieład. Powiadam ci to ja.
Gubisz myślniki w dialogach przez co ja gubię się w tekście i muszę sam dochodzić do tego czy dana kwestia należy do dialogu czy do opisu.
Stylizacja w dialogach według mnie zupełnie ci nie wyszła. Z początku nie potrafiłem zrozumieć tego, co mówią postacie stolarza i szlachcica. Zresztą o reszcie bohaterów nie wspomnę, bo też bełkoczą coś zamiast mówić wprost.
Nie poprawiłeś tekstu. Nie poświęciłeś na to nawet jednej minuty, ja tez tak zrobię, nie wskażę ci wszystkich błędów. Jestem zmęczony, a jeśli ty poświęcisz pół godziny na przeczytanie tego opowiadania sam zobaczysz co napisałeś nie tak. Podpowiem ci jednym przykładem:
dudzie tu lat

Miałeś zapewne na myśli "dwudziestu", ale skąd mogę wiedzieć na pewno?

Opowiadanie straszne nieskładne. Wcześniej wspomniałem o nieładzie prawda? Więc teraz zmieniam zdanie, tu panuje chaos piekielny. Ja się gubię. Wprowadzasz bohaterów znikąd, akcja dzieje się jakby za zamkniętymi drzwiami. Niby słyszę odgłosy, ale nic mi nie mówią.

Ja bym tego tekstu nie poprawiał. Napisałbym coś nowego, ale to moje osobiste odczucie. Głównie dlatego, że jest okropnie sztampowy i chaotycznie bełkotliwy.

Wybacz tak ostre stwierdzenia, ale czasem delikatnie nie można.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
ewik33
Pisarz osiedlowy
Posty: 245
Rejestracja: wt 02 lut 2010, 10:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Re: Drewniana karczma

Postautor: ewik33 » ndz 02 maja 2010, 08:54

Karczma była wcale nowa.


Usunęłabym.

- W przód mnie wypada szkic zrobić .


wprzód

spojrzał się znacząco na goblina siedzącego w rogu izby

spojrzał znacząco

Szlachcic zauważył spojrzenie – daj spokój, miesiąc temu wyrżnęli mu całą rodzinę i spalili zagrodę.


„Zauważył spojrzenie” brzmi nie za fajnie. Może: uchwycił spojrzenie?
Poza tym zwróć uwagę na zapis:
Szlachcic uchwycił spojrzenie (warto wspomnieć czyje lub jakie).
- Daj spokój, miesiąc temu wyrżnęli mu całą rodzinę i spalili zagrodę.


Przy barze siedział chudy, wysoki mężczyzna. Czarne włosy sięgały mu do ramion. Niebieski strój podróżny, zdradzał posłańca z pocztą królewską. Jego ręka zacisnęła się na szklanicy. Ciemne oczy wbiły się w niskiego i grubego karczmarza o poczciwym wyglądzie.

Nieco drętwy ten opis, w dodatku przeładowany przymiotnikami. Może zrób coś takiego:
Chudy, długowłosy mężczyzna siedzący przy barze wbił wzrok w karczmarza. Niebieski strój podróżny zdradzał królewskiego posłańca.

- Mój panie, to karczmą, kto ma pieniądze kupuje u mnie towary…

Literówka: karczma.

- I co tam [1]młody? – [2]Odezwał się chrapliwym głosem [3]łysy ork z kapeluszem na głowie.
[4]Młody żołnierz poszperał w papierach. Miał około dudzie tu lat i okulary na długim nosie.


[1] – Po pierwsze: powtórzenia. Pierwszego „młodego” wyrzuciłabym.
[2] – Po drugie: „odezwał” powinno być napisane małą literą.
[3] – Po trzecie: nie można napisać, że ork był łysy i miał na głowie kapelusz, gdyż czytelnik zgłupieje. Skoro ork ma na głowie kapelusz, nie widać jego łysiny.
[4] – Po czwarte: młody żołnierz, który ma około dwudziestu (a nie „dudzie tu”) lat... Jeśli dokładny wiek nie ma jakiegoś szczególnego znaczenia, starczy napisać „młody żołnierz”.

Poza tym zdania są rozepchane, koślawe. Propozycja (nie jest super, ale chcę, abyś załapał kierunek):

- I co tam? – odezwał się ork chrapliwym głosem, poprawiając kapelusz.
Młody żołnierz łypnął znad okularów, a następnie poszperał w papierach.


Wywód młodego człowieka został przerwany.
- Przestańcie!


Ależ to sztucznie brzmi! Kto przerwał?

- Przestańcie! – przerwał żołnierz/karczmarz/ork...

W każdym razie ktoś, ale kto, nie wiem, gdyż w tym momencie pogubiłam się w tekście na dobre. Straszny tu panuje chaos!

Smukły, ciemnowłosy mężczyzna wytarł klingę rapiera. W karczmie panowała cisza. Oczy gości wpatrzone były w skórzaną rękawicę wycierająca krew z klingi.

Powtarzasz informację.

Nagrodą za aktywny udział tłumów była czerwona substancja, która wydobywała się z piersi „delikwenta” i niezwykle zabawne dźwięki wydobywające się z gardła „przestępcy”.

Powtórzenia.

Kiedy pytał się pana Yorkesa


Wyrzucić.

Kulejąca interpunkcja, tu i ówdzie brak kropki na końcu zdania, brak przecinków lub ich nadmiar, brak myślników dialogowych – wszystko to utrudnia czytanie, wprowadza bałagan. Dodatkowo nieudana stylizacja języka utrudnia odbiór. Momentami ciężko połapać się, o co chodzi:
A dom mu spłonął mówicie panie? A jaki to? – zaciekawił się stolarz.
Co? Kpisz ze mnie? Sam się na niego łyku patrzysz! – zirytował się młody panicz.
Błagam o wybaczenie – skłonił nisko głowę – o dom jeno pytałem… Bo jak zwykły jako u was chłopstwo stawia to betka!


Zbyt nachalne opisy postaci, miejsc. Powinny być zgrabnie wplecione w tekst, natomiast tutaj przerywają akcję i są podawane łopatologicznie, przeładowane przymiotnikami, zbędnymi informacjami. Postacie... Hm... W pewnym momencie nie wiadomo już kto z kim rozmawia, kto jest kim i o czym właściwie gadają. Tekst chaotyczny, niechlujny, ciężko się przez niego przebić, za to bardzo łatwo się pogubić. Nie podobało mi się.


„Pewne kawałki nieba przykuwają naszą uwagę na zawsze” - Ramon Jose Sender


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości