Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Burza Milenium

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Burza Milenium

Postautor: Martinius » sob 27 mar 2010, 19:37

[center]Burza Milenium[/center]

   Uniosłem ciężkie powieki, próbując przegonić senność i machinalnie sięgnąłem po zegarek – była za dziesięć dziewiąta. Odrzuciwszy kołdrę, zastygłem w bezruchu. W pokoju panowało przeraźliwe zimno. Zanim dotarło do mnie, że spóźnię się do pracy, silny ból głowy dał o sobie znać aż nadto. Długie ślęczenie przed komputerem nie wyszło mi na dobre.
   Ostrożnie, by nie rozbudzić drzemiącego pod czaszką demona, zszedłem z łóżka, wciągnąłem dżinsy leżące na ziemi i założyłem sweter. Odsłoniłem żaluzję, krzywiąc się na widok ciemnych chmur wiszących nad niespokojną taflą morza.
   Gdybym mógł, wróciłbym do łóżka, jednak obowiązki wzywały, a szef zapewne zerkał na zegarek, czekając tylko na pretekst, aby uciąć mi premię. Przemyłem twarz zimną wodą i wyszedłem na dwór.
   Niepewnie kroczyłem po mokrym piasku, zerkając raz po raz, na co raz bardziej mroczną okolicę. Drzewa uginały się pod naporem wiatru. Wydeptaną w środku lasu ścieżką dotarłem do starej betonowej drogi. Nadmorska mieścina otulała ją dwoma rzędami budynków. Po prawej stronie znajdowała się poczta, sklepy i wypożyczalnia rowerów, po lewej zaś, kilkanaście barów i knajpek – wszystkie drewniane, oszczędnie wykonane.
   Biuro znajdowało się tuż przy urzędzie pocztowym. Wszedłem do środka, przyciągając w dziwny sposób wzrok współpracowników. Patrzyli na mnie, jak na zjawę.
   — Widziałeś?! – ryknął Mariusz, wskazując dużą witrynę.
Odwróciłem się. Nad lasem zawisła gargantuiczna ciemna chmura. Przypominała zastygłą smołę. Nagle zobaczyłem błysk, który rozświetlił okolicę, jak gdyby ktoś użył ogromnej lampy w aparacie. Dotarło do mnie, że musiała to być nietypowa błyskawica.
   — No i? – Podszedłem leniwie do swojego biurka. Ku mojemu zdziwieniu, czterech mężczyzn wciąż wpatrywało się w widok za oknem. Usiadłem na wygodnym fotelu.
   Gdy sięgnąłem po wodę mineralną, jasne światło rozświetliło pomieszczenie i ziemia zadrżała. Nie lubiłem nigdy burz, ale też specjalnie się nimi nie przejmowałem. Mariusz i Adrian, jak na świrów pogodowych przystało, uwielbiali to zjawisko. Tym razem jednak dostrzegłem w nich pewien lęk. Mimowolnie podszedłem do drzwi, stanąłem obok kolegów.
   — Co jest... coś nie tak? – zapytałem, trzymając butelkę przy ustach. Upiłem łyk.
Nie odpowiedzieli, wpatrzeni niczym zahipnotyzowani w czarną wiszącą masę.
   — To jest niesamowite – stwierdził Adrian.
Już chciałem coś powiedzieć, gdy ziemia ponownie zadrżała i jednocześnie niebo przeszyła biała wstęga, niknąca tuż za drzewami. Wszystko odbyło się bezgłośnie – co zdziwiło nawet takiego mola komputerowego, jak ja.
   — Wczoraj sprawdzaliśmy wodę i była niemalże krystalicznie czysta... – Mariusz stanął obok mnie.
   — Jak to? – zapytałem, nie kryjąc zdziwienia.
Bałtyk nie mógł mieć czystej wody. To jakiś oksymoron.
   — Poważnie, klasa pierwsza, jak górska!
   — Yhy – jęknąłem, pociągając kolejnego łyka.
   W tym samym momencie drewniana budka z rybami stojąca obok naszego budynku rozleciała się na tysiące drobnych kawałków i przysiągłbym, że po konstrukcji pozostała tylko dziura. Przecież tam byli ludzie, do cholery!
Bezmyślnie ruszyłem w stronę miejsca tragedii, lecz powstrzymała mnie silna ręka Mariusza.
   — Czekaj, to nie koniec – syknął złowieszczo, jakby coś wiedział.
   Upuściłem butelkę, i z trudem oswobodziłem się z uścisku. Stanąwszy na drewnianym podeście przed biurem, spojrzałem na wąską ulicę. Ludzie, tak jak my tu, tkwili nieruchomo zapatrzeni w niebo.
   Skierowałem wzrok na czarną masę, z której zaczął wyłaniać się owalny kształt.
Po chwili to coś, co tak przyciągało spojrzenia znikło za drzewami. Chłopaki stali w miejscu, jak zamrożeni, a ja pragnąłem uciekać stąd, gdzie pieprz rośnie. Kolejna błyskawica uderzyła w góralską chatę, zamieniając ją w malutkie zapałki, a zaraz po tym następna rąbnęła w budynek poczty. Teraz byłem już pewny, że trzeba uciekać.
   Ruszyłem biegiem w stronę ścieżki, którą przybyłem. Omijając w szaleńczym pędzie drzewa i krzaki, wpadłem w jakąś dziwną sieć i poturlałem kawałek, zaplątując członki jeszcze bardziej. Gdy uniosłem głowę, zobaczyłem jak miasteczko znika, rażone nietypowymi piorunami. Podjąłem próbę wyrwania się z lepkiej plątaniny, lecz bezskutecznie. Mogłem tylko oglądać domy zamieniające się w drzazgi.
   I na raz wszystko zaczęło znikać, jak gdyby nigdy nie istniało. Drogi, znaki, szczątki budynków – każdy element postawiony ludzką ręką po prostu wyparowywał.
   Zaszokowany, próbowałem rozerwać pułapkę, gdy stanął nade mną szary stwór, wysoki jak trzech ludzi. Pochylił się i łypnął na mnie wielkimi czarnymi oczami.
   — Iiii będzieeee nowyyyy począteeeek – powiedział niewyraźnie. – Zaczniecieeee wszystko od nowa, ludzieeee...


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
ewik33
Pisarz osiedlowy
Posty: 245
Rejestracja: wt 02 lut 2010, 10:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Re: Burza Milenium

Postautor: ewik33 » sob 27 mar 2010, 20:26

wciągnąłem dżinsy leżące na ziemi i założyłem sweter.

Wyrzuciłabym, ponieważ brzmi to trochę tak, jakby bohater wciągał je na podłodze. Chyba że tak właśnie uczynił, wtedy ok.

szef zapewne zerkał na zegarek

Aliteracja.
Słowo zerkać występuje również dwa zdania dalej.

zerkając raz po raz, na co raz bardziej mroczną okolicę.

coraz


Po prawej stronie znajdowała się poczta, sklepy i wypożyczalnia rowerów, po lewej zaś, kilkanaście barów i knajpek – wszystkie drewniane, oszczędnie wykonane.
   Biuro znajdowało się tuż przy urzędzie pocztowym
.
Powtórzenia.

Usiadłem na wygodnym fotelu.

Wole formę: siadać w fotelu.

jasne światło rozświetliło pomieszczenie

Nie brzmi najlepiej: światło rozświetliło.
Czy zamiast „jasne światło” nie lepiej napisać „mocne światło” lub „ostre światło”? Przeciwieństwem słowa „jasny” jest „ciemny”, światło ciemne być nie może; przeciwieństwem słowa „mocny” jest „słaby” (lub „ostry” – „łagodny”) światło może być i mocne, i słabe, ostre i łagodne. Tak się jeno zastanawiam...

Ludzie, tak jak my tu, tkwili nieruchomo zapatrzeni w niebo.

Osobiście zrezygnowałabym z tego fragmentu.

Po chwili to coś, co tak przyciągało spojrzenia znikło za drzewami.

Wyrzuciłabym.

Omijając w szaleńczym pędzie drzewa i krzaki, wpadłem w jakąś dziwną sieć i poturlałem kawałek, zaplątując członki jeszcze bardziej.

poturlałem się kawałek

I na raz wszystko zaczęło znikać, jak gdyby nigdy nie istniało.

naraz

Podoba mi się stopniowanie nastroju: senny poranek, lekki niepokój, narastający strach... Jednak na samym końcu, gdy bohater ucieka, zabrakło mi silniejszych akcentów. Ucieka, przewraca się, szarpie się, ale czegoś brakuje. Takie jest moje odczucie, ale jam tylko zarodek pisarza, niedawny kmiotek.[/i]



Awatar użytkownika
Joe
Umysł pisarza
Posty: 975
Rejestracja: pn 21 wrz 2009, 21:30
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Joe » śr 14 kwie 2010, 15:40

Przyjemne i na swój sposób niezwykłe, ale...

1) akcja jest wartka aż do przesady. Zdaję sobie sprawę, że to miniatura, ale...
2) nie czuję przywiązania do bohatera, do rzeczywistości, w której go osadzasz, do innych, do niczego. I to mnie zamyka w pewnych ramach, których znaczniejsza część tekstu jakoś przebić nie może. Uporały się z nimi dopiero ostatnie i pierwsze zarazem słowa potwora.
3) za bardzo chcesz przedstawić sytuację, czym odsuwasz 'palnik emocjonalny' - miejsce akcji jest plastyczne, bohaterowie także. Tajemnicą - mimo wszystko - pozostają ich emocje.

Prawdopodobnie jest to zbyt krótki tekst, żeby odcisnąć na mnie takie piętno, jakie zamierzyłeś, pisząc. Ale miej na uwadze jedno: to są tylko i wyłącznie moje subiektywne odczucia.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości