Paskudna magia cuchnie [urban fantasy - tak myślę]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Modraczek
Zarodek pisarza
Posty: 17
Rejestracja: śr 03 mar 2010, 10:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Paskudna magia cuchnie [urban fantasy - tak myślę]

Postautor: Modraczek » śr 03 mar 2010, 12:54

To pierwsza próbka mojej pisaniny. Tekst wysłany na poprzednie Wrota Wyobraźni. Nawet zakwalifikował się do drugiego etapu, aczkolwiek dalszych sukcesów nie było. Tytuł konkursowy był inny("Berło Merlina" gwoli ścisłości), ale na razie puszczam ledwie fragment, w którym nie ma do niego nawiązania, więc postanowiłam go zmienić.
Kolejne kawałki będę dorzucać co tydzień - oczywiście, jeśli pojawi się jakiś odzew.

[center]Paskudna magia cuchnie[/center]

- Masz coś, Gacek?
- Taa, mam. Krzywą mordę! – odkrzyknął typ krążący na klęczkach między nagrobkami. Przycupnięta kilka metrów dalej Monika Demonkiewicz widziała tylko jego wielki tyłek.
Drugi z podejrzanych gości stał przygarbiony obok tablicy ostrzegającej przed ghulami. W wielkim łapsku trzymał latarkę. Monika nie musiała mu się przyglądać w mdłym poblasku, by stwierdzić, że to półtrol, a ten drugi jest wampirem. Znała ich obu. Gacek i Nocek – magiczne dresy, naczelne zbiry Zespołu Szkół Magicznych im. Radochny Zielarki. Widać porzucili straszenie smarkaczy pod sklepikiem, na rzecz szabrowania grobów. Powinna traktować to jako awans?
– Gdzie mi świecisz po oczach! – warknął klęczący, mrużąc ślepia po kociemu odbijające światło.– W tamtą stronę, pacanie! Ty to jednak jesteś ciemna masa, Nocek.
Półtrol wymamrotał pod nosem litanię na tę okoliczność i skierował snop światła w stronę chaszczy rozplenionych pod sypiącym się murem.
- Na pewno szukamy w dobrym miejscu? Tak se myślę, że to duży cmentarz jest...
- Nie kwękaj, Nocek, tylko świeć porządnie! – burknął Gacek, rozgarniając kolczaste gałęzie dzikich malin. – I nie myśl tyle, bo ci się styki przepalą. On zostawił jasną wiadomość. Nasza zapłata jest tutaj. Musimy tylko dobrze poszukać. Ale to niełatwe, kiedy tak trzęsiesz tą cholerną latarką!
Monika cofnęła się za tablicę ze sztucznego marmuru. Cudownie! Znów wdepnęła w niezły kryminał. Że też akurat dzisiaj zachciało jej się skracać drogę przez stary cmentarz. Teraz ma za swoje. Powinna zawrócić, gdy tylko wyczuła swąd naprawdę paskudnej magii snujący się ponad mogiłami, sarkała w myślach, wsuwając się głębiej w szczelinę między dwoma nagrobkami.
Aż podskoczyła, słysząc wściekły syk tuż za plecami. Wychudła kikimora wyszczerzyła na nią podobne do szpilek zęby i czmychnęła w podskokach między wysokie trawy. Monika stężała nasłuchując, ale tamci nie zareagowali. Może myśleli, że to dziki kot.
Dziewczyna skuliła się na wilgotnej ziemi i podniosła wzrok na nisko wiszące, sinofioletowe chmury. Mżyło. Panował ziąb, jak przystało na uroczy, czerwcowy wieczór. Monika postanowiła, że poczeka jeszcze chwilę. Przecież tamci nie będą rozkopywać po kolei każdego grobu. Zresztą nie zachowywali się jak hieny cmentarne, skonstatowała dziewczyna po dokładniejszej obserwacji. Nie rozgrzebywali mogił. Szukali czegoś w krzakach pod cmentarnym murem. Życzyła im, by znaleźli to jak najprędzej i poszli sobie. Nie chciała kłopotów.
- Ty, Nocek! Jest ta obluzowana cegła – zadudnił Gacek, z głową wsuniętą w niszę w murze. – Przytrzymaj te zielska. I świeć, tępaku! Jak mam znaleźć to po ciemku?!
Przez chwilę do uszu Moniki dobiegały chroboty, szelesty i stłumione przekleństwa.
- I co? Masz wreszcie?
- Zawrzyj japę, Nocek! Jest dziura, jak powiedział, ale za mała na moją rękę. Trzeba zawołać Mroczka...
Umilkł na odgłos kotłowaniny parę nagrobków dalej.
- Mroczek, to ty? – rzucił w przestrzeń.
Monika przylgnęła do sztucznego marmuru, ale nie wyglądało, by którykolwiek ze zbirów wiedział o jej obecności.
- Nie czas polować na dzikie koty! – wydarł się Gacek głośniej. – Jak będziesz grzeczny, to po robocie pozwolę ci poganiać fretkę mojej sąsiadki. Wkurza mnie ta skrzecząca paskuda.
Monice przemokły trampki i zdrętwiały palce u rąk. Wiedziała, że jeśli dłużej będzie tkwiła między pomnikami, to jej zęby zaczną głośno wydzwaniać najnowszy hit Timberlake’a. A to byłby koniec nie tylko dlatego, że spaliłaby się ze wstydu. Gacek usłyszałby ją, a raczej nie ucieszyłby się ze świadka swoich wieczornych przekrętów.
W starciu z wampirem i półtrolem Monika miała szanse mniejsze niż mysz z szarżującym nosorożcem. Musiała się stąd zmyć i to prędko.
Zgięta wpół ruszyła między żelaznymi krzyżami i nagrobkami z lastryko.
Gwałtowne pchnięcie posłało ją na ziemię. Impet uderzenia wydusił powietrze z jej płuc. Nim zdążyła zareagować chude, ale przeraźliwie silne palce, zacisnęły się wokół jej gardła, kościste kolana naparły na pierś. Szlag! Jak mogła zapomnieć o Mroczku?! Parszywy dusiołek musiał cały czas czatować w chaszczach. Drań niemal miażdżył jej krtań. Tęczowe ciapki wirowały dziko przed oczami Moniki. Potrzebowała tlenu. Natychmiast.
Szamotanina nie miała sensu. Nie wyrwałaby się z jego uścisku. Monika zamierzyła się na oślep rozcapierzoną dłonią, ale mały sukinkot umknął w bok. W ręce został jej kawałek krzywego badyla, który Mroczek miał zatknięty za pasek. Dziabnęła z całej siły tam, gdzie w jej mniemaniu powinno być jego oko. Coś trafiła z pewnością. Mroczek zajazgotał niczym kot na patelni i rozluźnił uchwyt. Monika zrzuciła z siebie jego chuderlawe ciało, zmiatając przy tym połowę zniczy z najbliższego grobu. Brzęk tłuczonego szkła zaalarmował zbirów przy murze.
- Co jest, do diabła?! – warknął Gacek podrywając się z klęczek. – Mroczek, co ty wyprawiasz?
Monika nie traciła czasu na napawanie się dziełem zniszczenia. Odwróciła się na pięcie i pognała krętą alejką. Nie oglądała się za siebie. Brawurowym susem przesadziła pierwszy nagrobek. Pędziła zakosami, potykając się o wystające płyty, ścigana niewybrednymi przekleństwami.
- Bierzcie paczkę! – ryknął Gacek. – Ja ubiję zdzirę!
Ubiję...?! Ten oskubany nietoperek zamierzał ją zabić!
W następnej chwili struga magii świsnęła koło jej ucha. Kolejna trafiła w nogę, nie czyniąc jednak żadnej szkody. Monika nie miała czasu zastanawiać się jak, do cholery, piórkowany wampir może strzelać w nią zaklęciami.
Jej nogi plątały się, kiedy skakała przez kolejny grób z przekrzywionym krzyżem. Poślizgnęła się. Przetoczyła po ubitej ziemi, ledwie nie roztrzaskując swojej zatraconej łepetyny o kamienną ławeczkę. Lewy bark rozdarł palący ból, jakby ktoś chlasnął ją przez plecy ognistym biczem. Wokół pełno było kolorowego szkła z rozbitych lampek. Ciepła ciecz spłynęła po jej ręce, wsiąkając w cieniutką koszulkę. Szanse Moniki spadły z kiepskich do żałosnych.
Nozdrza Gacka zafalowały z podniecenia, kiedy z gracją Spidermana przefrunął nad obtłuczonym Jezusem. Zwietrzył krew. Pogoń zmieniła się w polowanie.
Monika zdołała ubiec jeszcze dziesięć metrów, nim ją dopadł. Chwycił wielką łapą za kark. Szarpnięciem przyciągnął do siebie. Przytrzymał mocno, siłą odchylił głowę. Odsłonił zakrwawioną szyję. Spod górnej wargi błysnęły długie na pół palca kły, ale Gacek nie musiał gryźć.
Strzelił ssawką, nieomylnie trafiając w ranę. Obleśny odgłos łapczywego zasysania przyprawił Monikę o mdłości. Ramię pulsowało rwącym bólem, nogi zmieniły się w dwa słupy drżącej galarety i zupełnie nieadekwatnie do dramaturgii sytuacji coś wbijało się Monice w krzyż.
W dłoni uwięzionej między jej plecami i Gacusiowym brzuchem wciąż ściskała badyl wydarty Mroczkowi. Prawie kołek! I tym razem „prawie” nie robiło żadnej różnicy. W obecnej chwili Monika zadźgałaby Gacka tępym ołówkiem. Nienawidziła bydlaka. Nikt nie będzie jej traktował jak byle jadłodajni!
Gacek chłeptał tak zapamiętale, że ocknął się dopiero wtedy, gdy dziewczyna wbiła mu kołek w podbrzusze. Nie w serce. W końcu nie chciała gnojka zabić. I bez tego jej kartoteka w Magicznej Agencji była grubsza niż większości czarodziejskich recydywistów. A Monika nie potrafiła rzucić nawet najprostszego czaru.
Wampir zatoczył się na najbliższy nagrobek, strącając plastikowy wazon z wyblakłymi różyczkami z satyny. Łapska przyciskał do dziury w brzuchu. Wyglądał na zdezorientowanego. Widocznie nieczęsto jego obiad przejawiał wolę walki.
- Szlag by cię trafił, Demonkiewicz! – wycharczał, plując krwią.
Monika nie czekała, aż Gacek się pozbiera. Zmacała ziemię wokół siebie w poszukiwaniu broni. Podniosła obłamaną dłoń kamiennego Jezusa.
Wampir z trudem zwlókł się z marmurowej płyty. Plotki, jakoby wszyscy krwiopijcy cieszyli się nadludzką siłą i wytrzymałością, były mocno przesadzone. Dziewczyna bez skrupułów ogłuszyła go ciosem w skroń.
Ręka boska pokarała, pomyślała z satysfakcją, truchtając w stronę bramy.
Pobiegła koślawo wytyczoną alejką, nie oglądając się za siebie. Urżnięty w trupa żul pochrapywał słodko z głową złożoną na ziemnej mogile. Kudłata strzyga zerkała na niego łakomie z ramienia wykoślawionego krzyża.
Głuchy grzmot przetoczył się nad cmentarzem. Lunęło, nim Monika minęła żelazną bramę.

- I co, kwiatuszku?
- Nie nazywaj mnie tak! – odburknęła gniewnie Monika na całkiem nieadekwatne pytanie swego kuzyna, Mata Demona. Humor jej nie dopisywał. Nie bez znaczenia było też, że Demon znów wyzywał ją od zieleniny. – Majeranek to gnida.
Podobne podsumowanie godzinnego maglowania przez wicedyra z ich budy było całkiem w jej stylu.
Demona jednak nie zadowoliło. Zmarszczył nos. Od kilku minut wiercił się niespokojnie, bynajmniej nie powodowany troską o Monikę. Wreszcie poderwał się z wiekowej wersalki do wtóru jęku sprężyn.
- Siadaj na miejsce – zażądała Monika, prostując się na swoim krześle w drugim końcu pokoju. Pokoju zbyt małego dla niedojrzałego wampira i rannej dziewczyny na skraju wyczerpania nerwowego. – I schowaj zęby. Dość mam na jeden dzień przerośniętych pijawek, które nie potrafią utrzymać ssawki przy sobie.
Dla podkreślenia swego stanowiska ostrzegawczo dźgnęła powietrze kołkiem.
Mateusz klapnął między patchworkowe poduszki, mrucząc pod nosem coś podejrzanie podobnego do: „Tyle krwi się marnuje...”.
Monika udała, że go nie słyszy. Zrzuciła ciemną bluzę i ostrożnie wysunęła ramię z rękawa swojej ulubionej koszulki, obecnie nie nadającej się nawet na szmatę do podłogi. Z na wpół zakrzepłego strupa pociekła ciemnoczerwona stróżka.
Mat spojrzał łakomie na kuzynkę, odruchowo oblizując kły.
- Nawet. O tym. Nie myśl – wycedziła jadowicie.
Zanim skoczyli sobie do gardeł skrzypnęły drzwi oklejone wielobarwnymi fotografiami czegoś, co przypominało wybitne dzieło sztuki abstrakcyjnej, ale mogło też być mikroskopową fotografią plechy pędzlaka. Michał Anioł – rusał, prawowity lokator tego pokoju – wszedł do środka z apteczką i szklanką świńskiej krwi.
Mat grzecznie podziękował za poczęstunek i siorbnął zdrowo.
- Dzięki. Niezła. Choć bukiet pozostawia wiele do życzenia.
Monika skrzywiła się demonstracyjnie. Mateusz Demonkiewicz, z którym dzieliła nazwisko i geny praprababki, był wampirzym arystokratą, nie pospolitym krwiożłopem jak Gacek. Nie znaczyło to jednak, że wyzbył się morderczych instynktów. Po prostu ubrał je w białą koszulę z koronkowym żabotem.
Anioł tymczasem podszedł do Moniki i obejrzał dokładnie ranę. Nie była specjalnie groźna, mogli sami ją opatrzyć. Poza tym dziewczyna stanowczo odmówiła wizyty u lekarza. W trakcie zabiegów dezynfekujących – najpierw wodą utlenioną, potem święconą – jeszcze raz opowiedziała kumplom, dlaczego o dziesiątej wieczorem wlazła przez okno do sypialni Anioła z miną, jakby goniło ją stado diabłów.
- Czyli Majeranek cię olał, kwiatuszku? – zapytał Demon, gdy Monika doszła do rozmowy z wicedyrem.
- Akurat! – prychnęła dziewczyna. – Oświadczył, że mnie zawiesi.
Nie była na tyle głupia, by zataić wypadki na cmentarzu, a z dwojga złego wolała dyskutować z Majerankiem niż z funkcjonariuszami Magicznej Agencji. Jemu przynajmniej mogła łgać bez obaw, że za weneckim lustrem trzyma empatę pracującego jako ludzki wariograf. Co prawda Monika była całkowicie niepodatna na jakiekolwiek czary, uroki i działania magiczne, ale strzeżonego... Dlatego polazła do Majeranka, wiedząc, że jako wzorowy pracoholik nie opuszcza swego gabinetu przed północą.
Smętny urzędas natychmiast zwęszył okazję, by udupić swoją najgorszą podopieczną. Dziewczyna od pierwszej klasy zaniżała mu wszystkie statystyki, a bez wyników powyżej średniej wojewódzkiej nie miał szans na awans i cieplutką posadkę w kuratorium, z dala od skarg na rozwydrzonych smarkaczy, obrzucających się podczas długiej przerwy autorskimi klątwami plączącymi sznurówki.
Majeranek konwersował z Moniką ponad godzinę. Oczywiście nie uwierzył w jej wersję wypadków. Monika Demonkiewicz, znany w całym ZSM im. Radochny Zielarki element wywrotowy, nie mogła przypadkiem natknąć się na bandę magicznych zbirów. Dużo bardziej prawdopodobne, że z premedytacją sprowokowała ich do bójki. A potem miała czelność zawracać mu głowę swoimi skargami. Majeranek miał ochotę odesłać ją do domu, ale dziewczyna uparcie powtarzała zeznania i złośliwie nie zająknęła się ani razu.
- Zrobili ci coś? – zapytał niechętnie, gdy nie ustępowała.
- Nie – zełgała gładko. Monika przemilczała kwestię pogryzienia, choć każdy taki wypadek należało zgłosić. Majeranek natychmiast zawlókłby ją za fraki na obdukcję, a wtedy mama dowiedziałaby się o wszystkim. Jeszcze gotowa byłaby zawrócić samolot nad Kanałem La Manche. Przecież od pół roku szykowała się na sympozjum archeologiczne w Londynie. A Monika od pół roku czekała na trzy dni wolności. – Ale szukali czegoś.
- Może piłki? – zasugerował Majeranek. – Boisko przylega bezpośrednio do cmentarza. Dzieciaki non stop przerzucają coś za mur.
Monika nie parsknęła śmiechem prosto w twarz wicedyra tylko dlatego, że szczęka opadła jej do kolan. Naprawdę był taki naiwny, czy po prostu chwytał się najbardziej żałosnych wymówek, by ją zbyć?
- O dziewiątej wieczorem? – powiedziała zamiast tego. – Kiedy leje jak z cebra?
- Jeśli to wszystko, co miałaś mi do powiedzenia, możesz już iść, Demonkiewicz.
Monika podniosła tyłek z plastikowego krzesła.
- A co ty robiłaś na cmentarzu o dziewiątej wieczorem? Kiedy lało jak z cebra.
Usiadła z powrotem.
- Wracałam do domu.
- Przez cmentarz, na którym najprawdopodobniej zalęgły się ghule? Taka jesteś odważna, Demonkiewicz? – zakpił.
Wodniste oczka spoglądały na nią zza wąskich okularów. Monika zacisnęła zęby. Nie da się sprowokować. Nie tym razem. Pyskówka z wicedyrem nie była jej potrzebna. Majeranek wykopałby ją ze szkoły pod byle pretekstem. Nie zamierzała mu tego ułatwiać.
- Czy to już wszystko... proszę pana?
- W zasadzie tak. – Monika wstała i ruszyła w stronę drzwi. – Chociaż Magiczna Agencja zamknęła cmentarz, do czasu wyjaśnienia doniesień o ghulach. Powinienem cię zawiesić, za pałętanie się tam.
Na takie dictum Monika odpowiedziała oświadczając, że zgłosi się ze swoimi doniesieniami do magów z Cienistej. Majeranek, jeśli to było możliwe, zirytował się jeszcze bardziej. Zainteresowanie funkcjonariuszy z pionu śledczego Agencji uczniami znajdującymi się pod jego kuratelą nie przyśpieszyłoby Majerankowego awansu. Niechętnie wywlókł się za Moniką ze szkoły i poczłapał na cmentarz po drugiej stronie ulicy.
Ale kiedy już się tam znalazł, humor szybko mu się poprawił.
- Tu cuchnie magią, Demonkiewicz – oświadczył triumfalnie, choć zapach był ledwie wyczuwalny.
- Mówiłam przecież...
- Ludzką magią, Demonkiewicz – wszedł jej wpół słowa. – Gacek to wampir, a jego dwaj kumple to półtrole.
- Jeden ma ledwie popłuczyny trolowej krwi, a drugi jest dusiołkiem.
- Nieistotne, Demonkiewicz. Istotne jest natomiast, że żaden z nich nie mógł użyć ludzkiej magii. Nieludzie nie są w stanie posługiwać się czarami człowieka. A jedynym człowiekiem, który był tu ostatnio, jesteś ty, Demonkiewicz.
- Pan chyba żartuje – żachnęła się Monika, nie mając wątpliwości, do czego Majeranek zmierza.
- A czy wyglądam, jakbym się śmiał?
Nie wyglądał. Monika zbyt często widziała ten wyraz zapiekłej złości, goszczący na jego pociągłej twarzy, by miała problem z identyfikacją dyrektorskich humorów.
- Komisja sześciu niezależnych ekspertów Agencji jednogłośnie uznała, że jestem niezdolna do uprawiania jakiejkolwiek formy czarów... – wytknęła ze złością. Kącik ust Majeranka drgnął niebezpiecznie. – ...proszę pana – dodała niewiele grzeczniej.
Robiła się drażliwa, gdy przychodziło do kwestii jej „magicznego upośledzenia”.
- Testy można sfałszować, a komisję wprowadzić w błąd.
- Twierdzi pan, że magowie z agencji są niedouczonymi partaczami, czy naiwnymi głąbami?
- Nie pyskuj, Demonkiewicz – syknął Majeranek. – Na twoim miejscu liczyłbym się ze słowami. Gdyby nie stanowczy nakaz Magicznej Agencji, w ogóle nie byłoby cię w tej szkole. Szanuj swoich protektorów – wypluł ostatnie słowa, jakby były przekleństwem. – Póki co jesteś zawieszona.

Z góry przepraszam, gdybym nie zaznaczyła gdzieś akapitu. Dużo łatwiej wstawiać je na bieżąco niż w gotowym tekście.



Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » sob 06 mar 2010, 22:17

Modraczek pisze: Powinna traktować to jako awans?

Kogo o to pyta? Siebie, czy czytelnika?
Zastanowiła się, czy powinna traktować to jako awans.

Modraczek pisze: – Gdzie mi świecisz po oczach! – warknął klęczący, mrużąc ślepia po kociemu odbijające światło.

Skąd wiedziała, że mrużył oczy, skoro widziała tylko jego wielki tyłek?

Modraczek pisze: Dziewczyna skuliła się na wilgotnej ziemi i podniosła wzrok na nisko wiszące, sinofioletowe chmury.

Wycinamy. Nie mogła się skulić na ziemi, ponieważ na niej nie leżała.

Modraczek pisze: - Zawrzyj japę, Nocek! Jest dziura, jak powiedział, ale za mała na moją rękę. Trzeba zawołać Mroczka...
Umilkł na odgłos kotłowaniny parę nagrobków dalej.

Tutaj bez nowego akapitu.
Trzeba zawołać Mroczka... - Umilkł na odgłos kotłowaniny parę nagrobków dalej

Modraczek pisze: Umilkł na odgłos kotłowaniny parę nagrobków dalej.
- Mroczek, to ty? – rzucił w przestrzeń.

Trochę poniewczasie ta reakcja. Kotłowanina, przerwa na przemyślenia bohaterki, dialog i dopiero potem reakcja na kotłowaninę.

Modraczek pisze: - Bierzcie paczkę! – ryknął Gacek. – Ja ubiję zdzirę!
Ubiję...?! Ten oskubany nietoperek zamierzał ją zabić!

Naprawdę?

Modraczek pisze: W obecnej chwili Monika zadźgałaby Gacka tępym ołówkiem. Nienawidziła bydlaka. Nikt nie będzie jej traktował jak byle jadłodajni!

Tak, ale:
Modraczek pisze: dziewczyna wbiła mu kołek w podbrzusze. Nie w serce. W końcu nie chciała gnojka zabić.

Mogłaby się w końcu zdecydować.

Modraczek pisze: Pogoń zmieniła się w polowanie.

A to nie jest, mniej więcej, to samo?

Modraczek pisze: Widocznie nieczęsto jego obiad przejawiał wolę walki.

W to już nie uwierzę.

Modraczek pisze: Wampir z trudem zwlókł się z marmurowej płyty.

Wiadomo, że z trudem, skoro się zwlókł.

Modraczek pisze: Dziewczyna bez skrupułów ogłuszyła go ciosem w skroń.

Skrupułów? Błagam, od tego mogło zależeć jej życie!


Sprawnie napisany tekst, z pewnością z myślą o nastolatkach. I bardzo dobrze. Jednak bohaterowie są nijacy. Niby się boją, niby złoszczą, ale nigdy tak do końca, ani tak naprawdę. Tekst jest jednolity, pruje na złamanie karku od samego początku i nie zwalnia ani na moment. Po jakimś czasie robi się to nudne. Ale muszę przyznać, że potrafisz pisać.

Ogólnie na plus. Popracuj nad emocjami bohaterów.

Pozdrawiam!



Awatar użytkownika
Sir Wolf
Łowca Baboli
Posty: 1090
Rejestracja: czw 16 sie 2007, 15:09
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Sir Wolf » ndz 07 mar 2010, 01:25

mamika6 pisze:
Modraczek pisze: Wampir z trudem zwlókł się z marmurowej płyty.

Wiadomo, że z trudem, skoro się zwlókł.

Jakbym czytał siebie. :D Szybko się uczysz, oby tak dalej.


Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale użycz mi, Panie, chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić.

Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » ndz 07 mar 2010, 10:42

Modraczek pisze:– Gdzie mi świecisz po oczach! – warknął klęczący, mrużąc ślepia po kociemu odbijające światło.–

Jest wampirem, jego oczy odbijają światło po kociemu więc powinien, będą istotą mroku i cienia, widzieć w ciemności, tak na zdrowy chłopski rozum. A tymczasem nie widzi...

Modraczek pisze:Jak będziesz grzeczny, to po robocie pozwolę ci poganiać fretkę mojej sąsiadki. Wkurza mnie ta skrzecząca paskuda.

Mam nadzieję, że zdanie ze skrzeczącą paskudą dotyczy sąsiadki, nie fretki... ;) Moja fretka poczuła się urażona - nigdy nie zdarzyło jej się zaskrzeczeć.

Modraczek pisze:Nozdrza Gacka zafalowały z podniecenia, kiedy z gracją Spidermana przefrunął nad obtłuczonym Jezusem. Zwietrzył krew.

Falujących nozdrzy nie mogę sobie wyobrazić, jakkolwiek mocno bym się nie starał... ;) Nie powinien wyrżnąć w któryś z krzyży skoro nie widzi w ciemności? ;)

Poza tym - podoba mi się. Potknięcia są na tyle drobne, że czytelnik zatapia się w wartkiej akcji i nie zauważa ich.


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
minojek
Pisarz osiedlowy
Posty: 255
Rejestracja: sob 11 kwie 2009, 16:35
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: minojek » ndz 07 mar 2010, 11:44

Błędy wytknęli przedmówcy, ja zajmę się samym tekstem - JESTEM NA TAK. Wydawałoby się, że pomysł (trole, półtrole, wampiry i te uliczki o magicznych nazwach) jest już doszczętnie wyczerpany, ale Ty, Autorze, pokazałeś mi, że jest zupełnie inaczej. Tekst bardzo ciekawy, powiedzałbym nawet - WCIĄGAJĄCY, choć nie jestem pewien, czy chciałbym się stać Moniką Demonkiewicz.

Któryś z przedmówców polecił Ci popracować nad opisem emocji bohaterów. Przyznam szczerze, że ja też mam z tym duży problem (pardon, może wcale nie masz z tym problemów i po prostu taką a nie inną miałeś wizję). Ostatnio pod ocenami na wypracowaniach ciągle znajduję takie określenie - lakonicznie. Rozumiem, że czytelnik mógłby skrytykować autora za niedostateczne opisy emocji w tekstach o miłości itd., ale tutaj, w tym interesującym opowiadanku fantasy, nie brakuje mi tego typu opisów. Takie jest moje zdanie.



Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » ndz 07 mar 2010, 14:25

minojek pisze: Któryś z przedmówców polecił Ci popracować nad opisem emocji bohaterów...


Nie nad opisem. Czy ja powiedziałam, że nad opisem?

mamika6 pisze: Popracuj nad emocjami bohaterów.

Opisy są bardzo dobre. Tak, minojek, ja się z Tobą zgadzam. Same emocje bohaterów są nijakie.

[ Dodano: Nie 07 Mar, 2010 ]
Nijakie = nie na 100%.
I nie bierzcie tego za czepialstwo. Jeżeli z dobrego tekstu można wycisnąć jeszcze więcej, to należy to zrobić.



Awatar użytkownika
Modraczek
Zarodek pisarza
Posty: 17
Rejestracja: śr 03 mar 2010, 10:54
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Modraczek » pt 19 mar 2010, 21:33

Ja tam nie mam z czepialstwem żadnych problemów. Owszem, bywa niezwykle pożyteczne, szczególnie "w rękach" doświadczonego czytelnika, który zechce go użyć w zbożnym celu wyedukowania zielonego autora. Czyli mnie, w tym wypadku.
Wszystkie rady wzięłam sobie do serca i stosować będę w każdym nowym tekście. Nad emocjami bohaterów obiecuję pracować.
I dziękuję za zweryfikowanie.



Awatar użytkownika
zuzanna
Dusza pisarza
Posty: 674
Rejestracja: czw 04 gru 2008, 15:17
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta
Kontaktowanie:

Postautor: zuzanna » czw 25 mar 2010, 13:57

E, no bardzo przyzwoita story! Zabawa imionami jest, poczucie humoru jest. Fabuła jest. Odniesienia intertekstualną są.


w podskokach poprzez las, do Babci spieszy Kapturek

uśmiecha się cały czas, do Słonka i do chmurek

Czerwony Kapturek, wesoły Kapturek pozdrawia cały świat

Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » wt 06 kwie 2010, 10:57

W życiu każdego dziadka przychodzi taki czas, że trafia na coś, co jest dla niego zjawiskiem niezrozumiałym. Czymś co niszczy standardy jakie istniały w jego czasach.
Ja mam podobne odczucia w tym przypadku.
Czuję się jak dziadek czytujący inne fantasy niż, te które chcą pisać młodzi.
Nie potrafię tego pojąć, ale masowość tego zjawiska każe się z tym pogodzić. Niechętnie, ale jednak.

Łatwo wywnioskować z powyższego, że tekst do mnie nie trafił. Mamika6 dobrze to podsumowała. Celujesz w nastolatków. To dobrze. Inną sprawą jest to, że oni czytują takie twory, jednak to nie temat na takie rozważania.

Prawda, emocje bohaterów są tutaj bardzo rozmazane. W sumie to są nijacy. Gacek i Nocek są praktycznie identyczni, ciężko odróżnić, który jest który jeśli będzie się czytało tylko dialogi. Nie mają własnego sposobu wysławiania się. Są nijacy.
Może też warto nad tym popracować? Nad poprawieniem kreacji bohaterów?

Historia? Nie będę nic o niej pisał, bo naprawdę nie jest to moja liga. Za stary na to jestem.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości