Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Bez tytułu - fragment prologu (horror, mam nadzieję)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Bez tytułu - fragment prologu (horror, mam nadzieję)

Postautor: mamika6 » wt 12 sty 2010, 12:48

Pierwszy raz ktoś będzie oceniał moje bazgrołki i choć powszechnie wiadomo, że Pierwsze Razy mogą być trochę bolesne :D , apeluję o brak litości! Jestem ciekawa, jak kiepsko mi idzie i czy jest dla mnie jeszcze jakaś nadzieja :)






WWWCzternastego października 1989, niecały rok po śmierci taty i niespełna pół roku po śmierci mamy, Jaś Krukowicz leżał w swym nowym łóżku na piętrze drewnianego domku wujka Wiktora i nasłuchiwał.
WWWNie bał się, oczywiście, że n-nnie - prawdziwi mężczyźni nigdy nie czują strachu! Jednak leżąc tak pod kołdrą z szeroko otwartymi oczami, podczas gdy cały dom pogrążony był w ciszy i mroku, nie słysząc niczego za wyjątkiem trzeszczenia gałęzi za oknem i nie widząc niczego oprócz ich karykaturalnych cieni na ścianie, musiał przyznać, że czuje się bardzo... nieswojo. Naprawdę bardzo. Miał dopiero sześć lat i jego pamięć nie funkcjonowała jeszcze zbyt sprawnie (więcej w niej było dziur niż wspomnień), ale gotów był przysiąc, że jeszcze nigdy dotąd tak się nie czuł.
WWWI nie chodziło wcale o wiatr, ani o ciemność, ani o cienie lasu, ani nawet o to jak paskudnie ślizgały się po ścianie przed jego łóżkiem.
WWWChodziło o coś innego.
WWWMijała właśnie pierwsza, gdy coś go obudziło. Nie był pewien co. Prawie nigdy nie budził się w środku nocy, chyba, że przed snem wypił odrobinę za dużo i musiał iść później do łazienki, był chory, albo przyśniło mu się coś złego. Tym razem obudził się tak po prostu.
WWWPodnosił się już z poduszki, z westchnieniem człowieka, którego czeka co najmniej szesnaście godzin katorżniczej pracy w kamieniołomach, zastanawiając się po której stronie łóżka tym razem zostawił kapcie, gdy nagle stwierdził, że wcale nie chce mu się sikać. Nie czuł się też chory, ani nie pamiętał, żeby śniło mu się coś złego.
WWWI nagle, kiedy tak wisiał przechylony przez łóżko, z wyciągniętą ręką, trwającą niezdecydowanie w powietrzu, w połowie drogi do miękkich, beżowych, puchatych kapci w rozmiarze dwadzieścia dziewięć, poczuł, że coś jest nie tak, poczuł, że coś jest bardzo nie tak... i naraz włosy zjeżyły mu się na głowie, a skóra ścierpła na karku. Z gwałtownością wiatru zrywającego dachówki z domów i łamiącego drzewa na pół niczym zwykłe zapałki, zdał sobie sprawę, że wcale nie zbudził się sam, nie zbudził się tak po prostu, o nie, nic z tych rzeczy... coś! go obudziło, coś wyrwało go nagle ze snu...
WWWNie miał tylko pomysłu - i chyba to było najgorsze - co to mogło być takiego.
WWWZa oknem jęczał wiatr, szeleścił wilgotnymi od mgły liśćmi, przeginał gałęzie drzew i krzewów na boki i od czasu do czasu z impetem uderzał w szyby, wprawiając je w delikatne drżenie. Tylko, że Jaś wcale nie bał się cieni. Nie bał się ciemności, ani szeptu wiatru za oknem. Owszem, przez kilka pierwszych nocy drżał na ich widok i (czując się okropnie nieswojo) zakrywał się kołdrą naciągając ją po same uszy, ale jak dotąd cienie nie wyrządziły mu żadnej krzywdy i z czasem jakoś zdążył się do nich przyzwyczaić.
WWWNie to go obudziło, nie to wyrwało go ze snu, był tego pewien. Oprócz dźwięków lasu za oknem panowała jednak cisza.
WWWNieco zbity z tropu, z uczuciem narastającego niepokoju, cofnął rękę, ostrożnie położył głowę na poduszce, nakrył się kołdrą po samą brodę i podejrzliwym wzrokiem rozejrzał się po pokoju.
WWWWujek Wiktor, zanim zasiadał wieczorem na drewnianym krzesełku tuż pod oknem i zaczynał czytać na głos jedną z kolorowych książeczek Jasia - tę, o którą Jaś poprosił - zapalał małą lampkę w kącie, gasił światło i zaciągał zasłony w oknie. Czytał, dopóki chłopiec nie zasnął, co zwykle nie trwało bardzo długo, a potem cichutko wychodził.
WWWJaś popatrzył na puste krzesełko stojące pod oknem. Zauważył regularny kształt porzuconej na siedzeniu książeczki. Lampka w kącie była oczywiście zgaszona i cały pokój zalegały ciemności. Jedynym światłem był trupioblady blask księżyca, który tej nocy wisiał nad lasem. Światło wpadało do pokoju przez okno i długimi, skomplikowanymi smugami, kładło się na łóżku.
WWWPonieważ zawsze spał, kiedy wujek opuszczał pokój, nigdy tak naprawdę nie był tego świadkiem, ale z łatwością z jaką każdemu dziecku przychodzi wyobrażanie sobie różnych rzeczy, Jaś również, zwłaszcza leżąc samotnie w ciemnościach, bardzo dokładnie potrafił to sobie wyobrazić.
WWWW wyobraźni małego chłopca wyglądało to tak: Wujek czytał, czytał i czytał, przewracając strony odpowiednio poślinionym uprzednio palcem, przekrzywiając głowę raz w jedną, a raz w drugą stronę i kiwając bezwiednie stopą nogi założonej na nogę; czytał ciepłym, przyciszonym głosem, którego głęboki ton zdawał się uspakajać Jasia bardziej, niż ciepłe historie zawarte na stronach książeczek, historie przyjazne wszystkim dzieciom, zwłaszcza sześcioletnim, dzieciom takim jak Jaś. Wujek od czasu do czasu popatrywał na chłopca, obserwując jak coraz bardziej kleją mu się oczy, aż przy którejś zapisanej ogromnymi literami stronie (jakby dzieci były ślepe, a nie zwyczajnie nie umiały jeszcze czytać), stwierdzał, że ten już śpi. Zostawiał książeczkę na krzesełku, gasił lampkę, przykrywał porządnie chłopca, żeby nie zmarzł w nocy, całował go w czoło i wychodził.
WWWJednak, zanim wychodził, z jakiegoś powodu, odsłaniał z powrotem zasłony w oknie.
WWWNie zapomniał o tym także dzisiejszej nocy. Zasłony były bordowe, ciężkie, zwisały do samej podłogi i znów były odsłonięte, wpuszczając do środka trupioblade światło księżyca. I może było to dziwne, może zupełnie pozbawione sensu, ale jak dotąd Jaś jakoś głębiej się nad tym nie zastanawiał. Dorośli robili wiele rzeczy, których chłopiec nie rozumiał, czasem takich, które zwyczajnie nie mieściły się w małej głowie. I choć przez cały czas zadawał mnóstwo przeróżnych pytań, starając się to czy owo wyjaśnić, to o tym jednym jakoś wciąż zapominał.
WWWZapyta jutro, postanowił. Jutro nie zapomni.
WWWPrzewrócił się na drugi bok, nakrył się kołdrą po uszy i leżał tak jeszcze długie minuty, patrząc się w ciemność i uważnie nasłuchując czegoś, co zdawało mu się, że zbudziło go nagle tej nocy i za wszelką cenę starając się tego nie przeoczyć.
WWWLecz, choć jeszcze niespełna kwadrans temu zdawało mu się, że nie zdoła już tej nocy zasnąć, naraz oczy zaczęły mu się kleić i wkrótce zupełnie bezbronnie na nowo odpłynął w sen.
WWWA kiedy Wiktor Krukowicz przebudził się w środku nocy i zajrzał do jego pokoju, jak robił za każdym razem kiedy udawał się do łazienki, choć wcale nie było mu po drodze, chłopczyk spał już zwinięty w kłębek pod kołdrą, z palcem w na wpół otwartej buzi, a księżyc, choć nieco zmieniwszy już pozycję za oknem, zaglądał ciekawie do jego pokoju.
WWWWiktor szurając kapciami przeszedł przez pokój i zbliżył się do okna, mijając po drodze łóżko Jasia. Zaciągnął zasłony, możliwie najciszej, żeby nie zbudzić śpiącego chłopca. Karnisz, na którym były zawieszone wisiał tu od czasów poprzedniego właściciela, czyli od wiosny roku 1939, w którym rodzina Krukowiczów stała się właścicielami domu na południowym krańcu miasteczka Konary i przeprowadziła jego gruntowny remont. Tak więc karnisze liczyły sobie pięćdziesiąt lat, okrągłe pół wieku (więcej niż liczył sobie Wiktor, urodzony dopiero trzy lata po przeprowadzce na wzgórze) i przez ten czas zdążyły już dobrze zardzewieć. Żelazne kółka, których uczepione były zasłony zgrzytały przeraźliwie kiedy je przesuwać i choć naprawdę trudno było wytrzymać ten dźwięk, nie krzywiąc się przy tym rozpaczliwie, jak dotąd Wiktor ich nie wymienił. Nie zdążył, choć Jaś mieszkał u niego już od sześciu miesięcy.
WWWI kiedy tak Wiktor stał przed oknem i w zamyśleniu przyglądał się kotarom, ktoś łatwo mógłby pomyśleć, że właśnie sortuje w myślach harmonogram najbliższych dni, zastanawiając się, kiedy mógłby zakasać rękawy, wziąć się do roboty i zrobić z tym wreszcie porządek, ale wcale tak nie było.
WWWMyśli Wiktora rzeczywiście krążyły wokół kotar, lecz stojąc w szlafroku i kapciach przed oknem swego siostrzeńca o w pół do trzeciej nad ranem, daleki był od kombinowania akurat w tę stronę. Zastanawiała go inna rzecz - być może zupełnie błaha, być może całkiem nieważna, może niewarta roztrząsania jej akurat w środku nocy - a jednak trochę dziwna.
WWWZaciągał zasłony co wieczór, kiedy układał siostrzeńca do snu. Z jakiegoś powodu chłopiec wstawał w nocy i odsłaniał je z powrotem. I chociaż Wiktor bardzo chciał wiedzieć dlaczego to robił, jakoś do tej pory zapomniał go o to zapytać.
WWWZapyta go jutro, postanowił.
WWWAle jutro też miał zapomnieć, a także pojutrze, i popojutrze...
WWWPochylił się nad chłopcem, opatulił mu bose stopy, które wymknęły się spod kołdry, pogłaskał do delikatnie po głowie i przy wtórze cichego szurania kapci po drewnianej podłodze, wyszedł z pokoju. Zszedł po stopniach na dół, skręcając po drodze do łazienki. Załatwił potrzebę która kazała mu wstać w samym środku zimnej nocy, po czym kontynuując szuranie, tym razem po korytarzyku na dole, wrócił do łóżka.
WWWW domu na wzgórzu na nowo zaległa cisza.
WWWTylko wiatr zawodził cicho w kominie, tylko gałęzie drzew szemrały za ciemnym oknem i od czasu do czasu żałośnie skrobały po szybach; zupełnie niegroźne dźwięki.
WWWLecz naraz, obok tych naturalnych odgłosów nocy, niczym cuchnący oddech skradającego się w ciemności wygłodniałego zwierza, dom wypełnił zupełnie nowy dźwięk, przywodzący na myśl skorodowane metalowe trumny i zardzewiałe zawiasy drzwi wiodących do paszczy stuletniego grobowca - metaliczne, powolne zgrzytanie rozmyślnie rozsuwanych zasłon, dochodzące z pokoju na piętrze.
WWWIiiiiiiiiiiii...
WWWA potem znowu tylko niewinna cisza.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » wt 12 sty 2010, 13:08

nic z tych rzeczy... coś! go obudziło,


nic z tych rzeczy... coś!... go obudziło,


Przyznam ci szczerze, że jest dobrze, z małymi potknięciami. Gdzieś tam przecinki uciekają, czasem powtórzenie się pojawi ale styl masz dobry. Prolog jest jednak za lekki - tą lekkość wyczuwa się w retrospekcji na wujka (jest jej za dużo) i w kilku zabiegach narracyjnych, które ja nazywam klimatozabijaczami. Takie zwroty jak te:

była oczywiście zgaszona

Wujek czytał, czytał i czytał,
(tym bardziej, iż piszesz, że chłopiec zasypiał prędko).
I może było to dziwne, może zupełnie pozbawione sensu,

(więcej niż liczył sobie Wiktor, urodzony dopiero trzy lata po przeprowadzce na wzgórze)

Dlaczego tak uważam? Przy twoim stylu, dość mocno bazującym na dokładności prolog powinien być bardziej zwięzły, nieco szybszy - a te informacje wypływać stopniowo w dalszych rozdziałach. Niedopowiedzenia pobudzają wyobraźnię, a w horrorze to rzecz najważniejsza. Ponieważ kilka zdań jest przesyconych (nie za mocno, ale jednak) informacjami, straszność jest tutaj znikoma. Domyślisz się więc, że grozy tutaj nie ma.

Dobrze przedstawiłaś zachowanie dziecka i jego postrzeganie świata: narrator ciekawie pokazuje detale, tak ważne dla wykreowania bohatera - kapcie, wahanie, niepewność, postępowanie z kołdrą, cienie... wszystko to jest w pełni uzasadnione. Mimo, iż wykonanie podobało mi się, nie uświadczyłem tu horroru - to największa bolączka.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » śr 13 sty 2010, 13:59

Dzięki, Martinius! Wiem, że ten kawałek wcale nie jest straszny :cry: Po jego napisaniu zastanawiałam się dlaczego, ale nie było mowy, żebym sama do tego doszła - trzeba mi to było pokazać palcem. Biorę sobie Twoje sugestie do serducha i trenuję dalej. Może kiedyś uda mi się napisać jakiś horror :D



Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » wt 16 lut 2010, 21:36

mamika6 pisze:Jednak leżąc tak pod kołdrą z szeroko otwartymi oczami, podczas gdy cały dom pogrążony był w ciszy i mroku, nie słysząc niczego za wyjątkiem trzeszczenia gałęzi za oknem i nie widząc niczego oprócz ich karykaturalnych cieni na ścianie, musiał przyznać, że czuje się bardzo... nieswojo.


Bardzo długie zdanie, ale o dziwo podoba mi się. Ten wielokropek przed nieswojo również. Dobrze użyty, masz zamiar mnie zaskoczyć i udało Ci się, bo takiego określenia się nie spodziewałem. Fajne.

mamika6 pisze:że coś jest bardzo nie tak... i naraz


Tu akurat wielokropka bym, nie używał. Zakończ zdanie i zacznij nowe bez "i".

mamika6 pisze:Z gwałtownością wiatru zrywającego dachówki z domów i łamiącego drzewa na pół niczym zwykłe zapałki,


Ten opis za barwny, jak na potrzeby tekstu. Myślę, że można go wyciąć bez uszczerbku dla opowieści.

mamika6 pisze:nie zbudził się tak po prostu, o nie, nic z tych rzeczy... coś! go obudziło


Tu też postawiłbym kropkę zamiast wielokropka. Nie buduje on nastroju, a "nic z tych rzeczy" to wyraźny koniec zdania.

mamika6 pisze:wyobrażanie sobie różnych rzeczy, Jaś również, zwłaszcza leżąc samotnie w ciemnościach, bardzo dokładnie potrafił to sobie wyobrazić.


powtórzenie, zresztą całe to zdanie przekombinowane. Następne zdanie zaczynasz "W wyobraźni".

Jak dotąd czytało mi się całkiem nieźle, budowałaś fajny klimat, a ten fragment wszystko zburzył.

mamika6 pisze:którego głęboki ton zdawał się uspakajać Jasia bardziej, niż ciepłe historie zawarte na stronach książeczek, historie przyjazne wszystkim dzieciom, zwłaszcza sześcioletnim, dzieciom takim jak Jaś.


Czasami powtarzając jakieś słowo podkreślasz je przez to troszkę. Naciągane, ale przełknąłem historie. Jednak zaraz potem stosujesz ten sam zabieg z dzieciom. Za dużo tego. To drugie juz bardzo raziło.

mamika6 pisze:trupioblade światło księżyca.


Kiedy przeczytałem pierwszy raz o trupiobladym świetle księżyca, pomyślałem "fajna rzecz budująca mroczny klimat", powtarzając to określenie popsułaś pierwotny efekt.

mamika6 pisze:I choć przez cały czas zadawał mnóstwo przeróżnych pytań, starając się to czy owo wyjaśnić, to o tym jednym jakoś wciąż zapominał.


Wytnij ten fragment, a zdanie będzie dobrze brzmiało.

mamika6 pisze:Myśli Wiktora rzeczywiście krążyły wokół kotar, lecz stojąc w szlafroku i kapciach przed oknem swego siostrzeńca o w pół do trzeciej nad ranem, daleki był od kombinowania akurat w tę stronę.


Dotąd piszesz ładnie, a tu nagle wstawiasz takie potoczne określenie, stać Cię na lepsze!

Strasznie kombinujesz przy zdaniach. Każdą rzecz opisujesz barwnie i zdarza Ci się z tym przesadzić. Nieraz wychodzi dobrze, nieraz kiepsko. Czytaj głośno swoje prace, zauważysz wówczas, w których zdaniach zgubisz wątek. Mnie się w kilku tutaj zdarzyło.

Używasz niepotrzebnie powtórzeń, popracuj nad tym, bo psujesz efekty pracy jaką wykonałaś.

A wykonałaś kawał dobrej roboty.
Udało Ci się wprowadzić mnie w mroczny klimat. Poza kilkoma wymienionymi zgrzytami prawie słyszałem te wszystkie dźwięki i czułem lęk dziecka.

Nie lubię fragmentów, bo niewiele z nich można zrozumieć, tu dostałem wycinek historii, ale kompletny. Wiem wszystko, czytałem z przyjemnością i chętnie poczytam dalej.

Podsumowując - tekst dobry. Nie ustrzegłaś się drobnych błędów, ale jak na debiut, wypadł on całkiem nieźle. Mam nadzieję przeczytać w najbliższym czasie jeszcze coś Twojego. Jeśli utrzymasz poziom, to będę zadowolony, ale mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.

Pozdrawiam.


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
mamika6
Dusza pisarza
Posty: 543
Rejestracja: pn 28 gru 2009, 21:29
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: mamika6 » śr 17 lut 2010, 18:04

Rzeczywiście zdarza mi się przeginać z opisami, jednak dotąd nie zdawałam sobie sprawy, że często mówię po prostu jedno czy dwa słowa za dużo. Pięknie mi to wszystko, djas, pokazałeś. Teraz widzę to bardzo wyraźnie. Nie wiem, czy będę pisać lepiej, ale na pewno teraz mam większą szansę. Dziękuję.



Awatar użytkownika
pavelg1
Zarodek pisarza
Posty: 19
Rejestracja: pt 02 paź 2009, 03:36
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Bydgoszcz
Płeć: Mężczyzna

Postautor: pavelg1 » pn 22 mar 2010, 13:38

Faktycznie, horroru tutaj nie było. Ot zwykła opowieść o skrzypiących zasłonach, lunatykowaniu i pytaniach, które przewijają się przez myśli, ale nigdy nie zostają głośno wypowiedziane...
W kwestii formy niewiele mam do zarzucenia. Dostrzegłem kilka małych błędów interpunkcyjnych, ale były na tyle małe, że nie oderwały mnie od czytania. Fabułę trudno ocenić, bo jak sama napisałaś, jest to fragment powieści. Nie znam kontekstu, więc tę kwestię pozostawiam Tobie.
Podsumowując: udany debiut.


"Pisać jest rzeczą ludzką, redagować boską." - Stephen King


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości