Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Pamiętnik Dżabala.

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Pamiętnik Dżabala.

Postautor: MAREL » sob 28 lis 2009, 18:50

Tekst zawiera treści nieodpowiednie dla osób nieletnich

Dzień pierwszy.


- No żesz taka ganiana w te i nazad po misce kość! Co mnie tak wzięło dzisiaj na czochranie? – średnio wypasiony kundel ocierał się bez opamiętania lewym bokiem o pręty klatki. Reszta psów ze schroniska zaczynała mżysty poranek przeciągając grzbiety, szczekając nie wiadomo po co albo przystając na trzech nogach, z czwartą lekko uniesioną – kontemplowały bądź kątem sikały.
- Kto mnie pokocha, psia jego mać? Fakt lekko przegiąłem. Niepotrzebnie rozszarpałem mojej pani najnowszą suknię, kiedy sprowadziła sobie do domu tego gacha. Tak się spieszyli, że zdzierali z siebie szmatki, porzucając gdzie popadło. Pikuś. Wnerwiło mnie jedno. Pani była moja! Moja! Moja! Moja! A nie jakiegoś nowego burka z podwórka. No to co, że miał dwie nogi i ubierał się elegancko? Co mnie tak swędzi? Na pewno pchły albo załapałem jakiegoś trypla. Jasna cholera. Normalnie się wścieknę i to zaraz, tu, na miejscu. Będę toczył pianę z pyska, nosił łeb lekko opuszczony. Jeżył grzbiet jak te skurczybyki, koty. O tak, to są dopiero wsiarze! Rozpracowali ludzi jak żadne inne zwierzę. Yhy. Prawdę mówię. Naganiałem się tego tatałajstwa – jeszcze za dobrych czasów – na kopy. Same problemy z tego były. Ale co zrobić, kiedy natura taka…
- Dzień dobry. W dzisiejszym programie” wódka czy narkotyki?” przeprowadzimy wywiad z czołowymi duchownymi największych religii na świecie oraz jednym ateistą – proszę pan pierwszy.
- Dziękuję. Nie jestem Panem. Nazywam się tak i tak. Reprezentuję wiarę w … Oto moje zdanie: religia to system wierzeń i praktyk, określający relację jednostki do różnie pojmowanej sfery sacrum, czyli świętości i sfery boskiej. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym, w czynnościach religijnych, w sferze społeczno – organizacyjnej( Kościół, wspólnota religijna) i indywidualnej ( mistyka). Relacja jednostki do sacrum koncentruje się wokół poczucia świętości – chęci zbliżenia się do sacrum, poczucia lęku, czci czy dystansu wobec niego – że tak pozwolę sobie zerżnąć i zacytować fragment ze strony internetowej „wikipedia.org”. Nasza kulka jest cieplarnią dla dziesięciu tysięcy religii i wyznań.
- Matko jedyna… Hm. Oddajmy głos ,księdzu?
- Tak, jestem kapłanem. Mnie osobiście zbulwersował artykuł w czytanej do tej pory przeze mnie takiej jednej gazecie. „ Dorastający duchowni grzebiący palcami w majtkach czyli schizofreniczne połączenie Boga i samogwałtu”. To szczyt bezczelności! Perfidny, chamski i odwetowy atak na fundamentalne prawa kościoła! Prawda?
- Allach Akbar niewierni!
- Durnyj kak nie znaju szto. Ty suma saszoł?
- Nie, nigdy nie wędkowałem. Przyrzekam.
- Tylko Budda.
- Jestem Żydem i powiem wam, że…
- Panowie, panowie, spokojnie. Dajcie dojść do głosu ateiście.
- Odrzucam teizm. Bóstwa nie istnieją. Jestem za wolnością myśli. Krytykuję każdą religię, bo to system w służbie szatana. Jesteśmy nowi w tym biznesie. Pierwsze bezbożniki ( nie licząc wiedźm) pojawiły się w osiemnastym wieku. Zresztą wy też jesteście dla siebie ateistami. Każdy kto wierzy w fałszywych bogów, żadnego albo w doktrynę wchodzącą w konflikt z religią jest Dżabalą. Nawet buddyzm, który nie wspiera żadnego Pana łapie się w pełni… ale, ale, która godzina? O w mordę! Sorki muszę lecieć, kończy mi się przepustka z Zakładu Karnego. Odpierdziałem dopiero dwa miechy na półotworku z przyznanych mi dziewięciu. Za obrazę uczuć religijnych bractwa śmietankowego. Wyrok wydał niezawisły sąd, którego przewodniczący jest gejem. Gdzie są moi przyjaciele? Też jestem gejem...
- Nonteista.
- Chyba fetyszysta.
- Poszedł sobie…

- Wracając do tematu. Koty! O, dranie! O, kutwy jedne! O i o! One, wyobraźcie sobie mili państwo twierdzą, stoją na stanowisku, reprezentują pogląd „ Uśmiechniętej idiotki”, „ Wiejskiego głupka”. Mruczą, że dobroć nie może i nigdy nie będzie siłą! Drobinka piasku, ziarenko żwiru, ale żadna tam moc. Bez fanfarów, nagłaśniania, słów… acha. Niosą żarcie. Pomacham ogonem. Błe, znowu chemiczne kostki.


Dzień drugi.


- … dziewięć miesięcy padasz? Ło. Jak donoszona ciąża. Swoją drogą człowieka może zrobić każdy i wszędzie. Głupi za stodołą, mądry na podłodze i pusty pod drzewem. Rano, w południe czy wieczorem. A taki samolot… oj, nie jest łatwo skonstruować. Nie, nie, nie. Zresztą „ te” sprawy są starsze od ciebie, ode mnie. Od naszych bogów, ojców, wujków i dziadków.
- W pytę kota! Co ja tutaj robię? Hej! Ludzie! Hauhauhau! E, nic to. Najważniejsze, przestało mnie swędzić. Z dobrem jest jak z pustynią. Nie można jej powstrzymać. Ziarnko do ziarnka i zbierze się tego w cholerę. Idźcie na zwykłą plażę, piaskownicę. Się zdziwicie. Wlezie w uszy, we włosy, do butów zajrzy. Pod skarpetkę czmychnie. W gacie również. Dzisiaj przywieźli „nowego”. Wabi się Amor. Całe schronisko tarzało się ze śmiechu. Żeby tak skrzywdzić żywą istotę. Rozumiem: Ciapek, Diador, Maks. Cały kalendarz mamy. Ale Amor… to już lepiej brzmi – Eros. Jakoś tak zadziornie, wyzywająco, prowokuje. No weź jeden z drugim wyjdź na spacer z miniaturką liliputa. Taką wiecznie podrygującą, zastraszoną i trzęsącą się krzyżówką chomika z galaretką porzeczkową. Zatrzymaj w parku. Zawołaj: Eros! Do nogi! Eros! Zostaw panią! Eros! Wracamy do domu! - Sukces murowany.
- Witamy ponownie w programie „Kobieta czy mężczyzna?”. Dzisiaj mamy zaszczyt gościć narodowych bohaterów przez duże „X”. Oddamy głos pani T. Walczącej z najeźdźcą wtedy i tam. Proszę. Słuchamy.
- Cała ta walka, to była porażka w gównach do pasa…wiem co mów…
- Oj mikrofon się zepsuł, co za pech. Może pan G? Uczestnik walk o H, G, T. W niewoli od… do…
- Ghm. Powiem tylko jedno. Ludzie to bydło. Idą na rzeź jak cielaki, a do tego w kolejce przed pluton egzekucyjny wymieniają się jeszcze przepisami na babkę w polewie albo podpalany samogon. Mnie się udało, nie powiem. Zawsze szczęście miałem, jeszcze przed wojną, kiedy…
- Hm. Może pani?
- Cię topri. Naszyfam sie… i jesztem cóhkom szprotniasza …(nie mylić z rybą w sosie). Częszto ja wicieć i mófić s tata f sen. „ Co ty szrobić? Jak mokleś?” A on mi na to „ Pomósz mi czóhko!” Ale ja nie wiem jak. Chocze do pszychiathy, lecze, lykam tapletki, szeby jeno sapomniec, kim jesztem…
- Wsadzili Amora do sąsiedniego kojca. Wydawał się lekko skołowany. Kręcił w koło. Łaził i łaził. Mówię „ stój, pogadamy”, a ten nic. Widać, zadbany był jak pięćdziesięciolatka przed menopauzą. Dałem mu spokój. Popatrzyłem w lewo, wyją z tęsknoty. Spojrzałem w prawo, gryzą się nie wiadomo o co. Przed siebie, liżą kraty. W tył, betonowy mur. Nie, no ja tu nie będę zdychał. Zacząłem podkop. Wolniutko, bez szaleństwa. Ziarnko za ziarnkiem wypychałem na środek kojca. Zadeptywałem i wracałem do powiększającej się jamki.
- Mówią, że ci co urodzili się po walentynkach, są robieni z litości. Przyszedłeś na świat wczesną wiosną, znaczy, z nudów „ zdiełany”. Latem świat ujrzałeś, bo seks najlepszy na przeziębienia. Rodzisz się zimą, odlicz dziewięć miesięcy i zobaczysz, jak natura walczy o swoje prawa. A taki samolot, to konkretnie się robi. Do latania. Od początku do końca wiadomo. Planuje. Rysuje. Mierzy. Oczywiście, można i ludzia zaplanować. Blondynek z niebieskimi oczami albo brunetka z powalającym uśmiechem. Tylko co dalej? Z aeroplanem wsio jasne. Ma fruwać.
Słońce, przez cały dzień obecne w pełni blasku chowało się za horyzont myśli. Wśród trzcin zaczął się kolejny odcinek „ Jak oni rechoczą?” Tuż obok, na wyciągnięcie ręki, przepłynął szczupak. Nie wiem co wywołuje we mnie agresję, ale jak sobie pomyślę ile walki jest w szumiącym, wielkim lesie. Gdzie każdy walczy o prawo do czegoś… to mam ochotę na śledzie w occie . Takie z cebulką, gdzie marchewkę również obieramy, kroimy w plasterki. Filety ciachamy na dwu, trzy centymetrowe kawałki. Solone śledzie wcześniej moczymy w wodzie mineralnej zmieszanej na pół ze zwykłą. Obieramy ze skóry. Gotujemy ocet z wodą, cukrem i przyprawami. Studzimy. Wykładamy wszystko na szklanym naczyniu. Na przemian: plastry cebuli ,marchewka, przyprawy. Zalewamy octem i odstawiamy w chłodne miejsce na 2-3 dni.
- Znowu zaczyna mnie swędzić.

Dzień trzeci.

Do wojny najlepiej przygotowana jest Ziemia. Walnie granatem, lej się zrobi. Piasek wzniesie się ku górze, ale niebo nie potrzebuje żwiru. Odeśle niechciane w dół. Dusze to co innego. Jest taka fundacja. Niechciane i zapomniane. Wpiszesz hasło, twarze, mordki na stronie głównej. Co innego kiedy pociągną z atomówki. Pospadacie z kulki, jak pchły z galopującej świni. Właśnie, dlaczego wszędzie na drzwiach restauracji czy barów są kartki „ Zakaz wprowadzania psów?”. Pies chodził na spacery, widział małpy siedzące za stolikami. Żarły świnie, kury, ryby i sałatki. Też by chciał.
- W życiu trzeba dokopać się do prawdy. Bez względu na jakiej głębokości została pochowana. Bo prawda jest trupem. Zostały same kości, rzucone gdzieś tam gdzieś tam. Jak już się dokopie „ nada wziat” kość w pysk i przebiec się pochwalnym truchtem po okolicy. Powoli, dostojnie z uniesioną głową. Jakby zjadło się wszelkie rozumu tego i tamtego świata. Nie wolno zeżreć znaleziska. Będzie niezbędny w dalszej wspinaczce. Przeszłość bowiem jest za bądź pod nami. Przyszłość zaś, przed albo nad naszymi łebkami. Teraźniejszość natomiast to bicie serca, burczenie w brzuszku i skurcze nozdrzy w szale namiętności. Idąc dalej ku górze musimy mieć specjalne kształtki z aluminium, które wkłada się do szczeliny i następnie zaciera silnym szarpnięciem, tak zwane kostki.
- Zawsze kiedy odbieram telefon mówię „ Całuj psa w nos”. Dzwoni mamusia, lecę z tekstem. Tatuś nie dzwoni. Zdaje sobie sprawę, co usłyszy. Kochanka, oj zdziwiłaby się, gdybym powiedział „ Halo”. Mój kolega zaczyna rozmowę tekstem „ Najlepsza muzyka jest w dupie, nie grzeb w moim talerzu, bo cię udupię.” Nie dziwię mu się. Po pierwsze jest rudy jak kadłub nigeryjskiego tankowca, który spoczywa na mieliźnie w pobliżu afrykańskiego szrotowiska. Łupież i rdza sypią się garściami. Po drugie, znajomy man sklejony jest jakby z dwóch zupełnie nie zsynchronizowanych części. Podczas gdy góra, od pasa patrząc, mogłaby grać główną rolę w filmie o jajogłowych kosmitach z nadwagą, dół jest wzorem i przykładem doskonałym na tezę, że wyszliśmy kiedyś z oceanu i nie wszystkie glony, robaki i pryszcze odpadły od inteligentnej już bestii. Po trzecie, bardzo wstydzi się swojego wyglądu. Wychodzi na spacery tylko wieczorową porą, chociaż nie jest brunetem.
- Richard Dawkins w książce „ Bóg urojony” krytykuje zakład Pascala. Podobno tenże ( porąbane słowo) zachęca do udawania wiary, bo małpolud może jedynie postanowić okazywać oznaki zewnętrze tejże ( porąbane, oj porąbane). Jeśli się nie wierzy, nie jest się w stanie samemu podjąć świadomej decyzji o uwierzeniu w Niego. ( pogubiłem się).
- Ala ma kota. Wszyscy to wiedzą. Mówiłem przecież, cholerne dachowce! Ile pokoleń wychowało się na kocie, Ali i mamie, która obecnie złożyła pozew o rozwód. Ala ma kłopoty ze znalezieniem chłopaka, brat będzie ojcem i z tego wszystkiego zaczyna pisać wiersze. Ala, nie Olek. Napisała o tym Małgorzata Budzyńska w swojej książce „Ala Makota”. Zaraz zaczęły się pytania. Pierwsza wystartowała Madzia o Nicku „ madzik”.
- „Czy ta książka jest śmieszna? Bo chciałabym ją kupić, ale lubię tylko śmieszne książki. Odpiszcie pliss.”
Sprzedałem temat dwuczęściowemu trollowi. Zalogował się pod nickiem „ wypierdek” i zaatakował.
Pisownia oryginalna:
- Heloł. Siemka, hejka, ciau bambina. Odpowiem ci, bo czytałem, ale wcześniej – skoro lubisz śmieszne książki – daj mi jakiś namiar na opowieść o mądrych kobietach…
Nie będę się spierał. Do wojny najlepiej przygotowana jest Ziemia. Atakowanie samą piechotą okopanej dywizji zmechanizowanej przeciwnika w imię choroby psychicznej dowódcy, zwanej ambicją nie raz i nie dwa wybiło do nogi sojusznicze oddziały. „ Madzik” nie odpowiedziała ogniem, a mogła…
- Na kojec wjechał jamnik po terapii. Zarąbali mu obrożę na pchły. Ciąga ją po ziemi i sapie z wysiłku. Zamaskowałem dół. Nie wiem, czy mogę mu zaufać. Może być konfidentem. Na razie się obwąchujemy.


Dzień czwarty.


Życie jest jak rzeka. Płynie, skręca, wysycha. Stawiają tamy, regulować próbują, trują i wykorzystują do swoich celów. Woda czystą kiedyś była, radością pluskała, wdziękiem szumiała. Starożytni twierdzili, że w końcu, początek zawarty. Wszyscy wpadamy do jednego oceanu.
- Dość! Zrobię z ciebie kobietę. No i dlaczego zaraz się rozbierasz? Przecież to nie o to chodzi! Taka żaba cały żywot zawdzięcza różnym błonom. Nie słuchaj koleżanek. Jesteś słaba, brzydka i biedna. W to im graj. Jak one się rozczulać uwielbiają, nad niedolą znajomej. Prawdziwa przyjaźń nie polega na ciągłym klepaniu ramienia i tekstach „ jak ja ci współczuję”. Ubieraj się. Pora wskoczyć do wody. Mknąć z nurtem jeśliś zwykła płotka albo w przeciwnym kierunku, kiedy chcesz przeżyć. Poddasz się losowi, zginiesz na pewno. Dasz drapaka w górę rzeki, zrobisz błąd, już cię nie ma. Uda się, dłużej popływasz. Fajnie jest ocierać się o inne rybki i uważać na szczupaki – dranie.
Cała ludzkość stoi w kolejce pod ścianę. Jak w kombinacie śmierci, gdzie kaci uprawiali masturbacje zerkając przez pancerne, szklane okienka na gazowane, nagie ofiary. W akcie, może desperacji, może chęci stracenia dziewictwa, wybrane młode kobiety szły przed wejściem do łaźni uprawiać seks z tymi, którzy zabiją ich najbliższych. Grała orkiestra. Muzykę poważną, bo podobno łagodzi obyczaje.
Pierwszy, świadomy człowiek, rozglądał się po okolicy szukając przyjaciela bądź przyjaciółki.
- Prawdziwy kobiecy „pasztet” w ciągu kilku miesięcy może się przepoczwarzyć w istne cudeńko. Nie szczekam tutaj o brzyduli. Podobną akcję przeprowadzili studenci zbierając na uwolnienie Isaury. „Nowy” okazał się w porządku. Ryjemy razem.
Każdy człowiek sądzi, że jego życie jest wyjątkowe, jedyne, niepowtarzalne i ma swój świat do dyspozycji.
- Gdzie się pchasz? Do łóżka? Mojego? Dlaczego? Weź te ręce! Nie, nie lubię jak mi się ktoś narzuca. No to co, że jesteś taka wdzięczna. Świat zaczął ci się znowu podobać? To dobrze. Chciałabyś zrobić coś dla mnie, wyjątkowego? Idź sobie.
Składniki na Isaurę.
Ciasto:
- ½ szkl. Mąki,
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia,
- 1 szkl. Cukru,
- 3 łyżki kakao,
- 1 kostka margaryny,
- 1 cukier waniliowy,
- 4 jajka,
- 5 łyżek wody,
Masa:
- 50/70 dag twarogu,
- 4 jajka,
- 1 szklanka cukru,
- ½ kostki margaryny,
- wiórki kokosowe.
Przyrządzanie:
Margaryna+ cukier + kakao + woda – gotować 5 minut. Po ostudzeniu dodać 4 żółtka i wymieszać na jednolitą masę, odlać ½ szklanki, do reszty dodać mąkę z proszkiem+ piana z białek. Ser zmielić w maszynce, połączyć z pozostałymi składnikami, utrzeć na masę, włożyć na surowe ciasto, pieć przez ok. 60 minut w temp. Ok. 200*C
Uwagi:
Nie zawsze ciasto jest dobre po 60 minutach, zależy od piekarnika itd. Najlepiej sprawdzić wykałaczką już od 40 minut wbijać ją w ciasto, jeśli coś na niej zostaje, jeszcze nie jest gotowe. Kiedy nie minie 60 minut, a ci się wydaje, że ciasto już jest dobre, pewnie tak jest.
Żeby Isaura miała prawdziwą i ładniejszą formę, poprzyciskać ciemną stronę ciasta dosyć mocno łyżką, żeby porobiły się górki ( tzw. Mądre guzy).
Podobno ten przepis ma wady. Wybuchła nawet z tego powodu zajadła dyskusja. Ile jajek, margaryny za mało, więcej wody. Trzeba poszukać, poczytać, upiec… działać.
- Jamnika zabrała rodzinka grubasów. Mało go nie udusili przy powitaniu . Znowu zostałem sam w kojcu. Koniec kopania w pionie. Przechodzę do chodnika w poziomie. Jeszcze tylko kilka dni…


Dzień piąty.


Wszyscy czekamy na jakieś światło albo jakąś ciemność, które nas przygarnie po tamtej stronie. W Światowym Instytucie Rentgena Duszy obie pozycje zajmują wysokie miejsca. Różnica między dobrem i złem to kontrast jaki dostrzeże i zdiagnozuje wybitny specjalista. Preferuję rozmowy z kobietami w totalnych ciemnościach. Siadamy sobie. Jak stworzeni zostaliśmy, naprzeciwko. Czuję, że ona tam jest. Ona wie, że jestem. W naszym jestestwie, po omacku. X i Y promieniują. Zupełny luz. Rozmowa o wszystkim. Milczenie o niczym. Kto pierwszy wyciągnie rękę? Przysunie się bezszelestnie? Dotknie ustami policzka? Muśnie jeżące się włoski.
- Idź sobie. Nie potrzebuję ciebie, twojej pomocy i towarzystwa. Sikasz na dywan. Gryziesz kapcie i zostawiasz sierść gdzie popadnie. Wypierdalaj wietrze.
Jamnik wrócił. Po kilkunastu godzinach odwiózł go osobiście otyły samiec alfa. Podobno nie mógł ścierpieć konkurencji. Na nieszczęście rozciągnięta kiszka trafiła do sąsiedniego kojca. Obserwuje mnie teraz patrząc i wyjąc żałośnie. Wie, że jestem bliski uwolnienia. Chyba nie pęknie, nie doniesie.
Podobnie jest z czasem spędzonym przy oślepiającym świetle iluś set tam watowych żarówek. Nagość traci na znaczeniu. Zakrzywia się owalność naszych ciał. Wzrasta wrażliwość. Każdy początkujący przecież wie, że osoba całująca się z otwartymi oczyma nie potrafi albo nie chce kochać. Jeśli kobieta gasi światło „przed”, można wybaczyć. Mężczyzna z zamkniętymi oczami jest totalną porażką męskości. Akademickim uzurpatorem, choćby miał tytuł profesora. Laikiem z trądzikiem. Nie ma seksu bez patrzenia sobie w oczy! Po to mamy światło.
- Problemy. Problemy. Trafiłem na kamień. Zdarłem pazury do krwi. Robię objazd.
Czerwone plamy w pościeli po wspólnie spędzonej nocy dziewicy i prawiczka wcale nie są gwarancją na coś tam coś tam w życiu. Ot. Zwykła biologia człowieka „ zrobiona” na cud miłości. Wtłoczona w ramy tego i owego stała się przedmiotem zażartej dyskusji, czy można począć człowieka, bez utraty błony i bezdotykowo. Tak, to sobie księża myją swoje wypasione gabloty w myjniach albo chorują na świńską grypę. Podobno. Nie wiem, nie znam się. Jestem sobą. Wyjątkowym wyjątkiem na specjalnych, błazeńskich prawach. Słyszałem, ze w boskiej bibliotece znajdują się absolutnie wszystkie teksty napisane kiedykolwiek bez względu na autora. Począwszy od „ Kocham Monię”, „ Edyta, szaleję za tobą” „Piecia do pedał”, Marksa i Engelsa, „ Mein kampf”, „ Szatańskie wersety”, Biblię, Koran i Kamasutrę. Jest tam i najstarsza książka świata ze swoimi dwudziestoczterokaratowymi płytkami złota. Epos o Gilgameszu również widziałem.
Z tego, co słyszałem na świecie od wieków ludzie starają się o pracę w Instytucie Rentgena Duszy, do którego należy księgozbiór. Mam przyjemność chodzić po jego prostych korytarzach jako dozorca. Może kiedyś się spotkamy, jeśli coś stworzycie. Nie zniszczycie tego w chwili zwątpienia jak miłość, związek i życie.
- Zimno mi. Nie mam ochoty dalej grzebać się w ziemi. Wychodzi mi sierść. Wieczorem zabrali mnie do doktora Mengele. Spojrzał, pokiwał głową. Dostałem zastrzyk. Nikt mnie nie głaskał, nie pocieszał, a mimo to czułem się kochany. Spotkałem Mendele. Po tamtej stronie. Szolema Jakowa Abramowicza, żydowskiego pisarza. Był w dobrym humorze. Mówił, że często go mylą z Josefem „od zabijania.” Zaprowadził mnie do kogoś. Powiedział tamtemu „ Zobacz jaki fajny. Przyda ci się w Instytucie”. Leżę sobie wygodnie, zaglądam ludziom w oczy i swoje myślę.
Starsza już kobieta, której okres minął dawno, dawno i nie wróci , może to jest jakieś wytłumaczenie strasznie przeżywa zdarzenie sprzed lat. Będąc matką, żoną i dobrym człowiekiem poszła na zakupy. Podszedł do niej chłopiec. Przed sklepem. Poprosił o dwa złote na bułki. Nie mogła znaleźć drobnych, pomyliła kieszenie. Kiedy wyszła z marketu żebraka nie było. Do dzisiaj ją to dusi. Wypisuje jakieś histerie w stylu „ ile beznadziei wszędzie” gdzie się da. Na murach, w Internecie, na kartkach zeszytów. Żyd nie dał kiedyś Jezusowi kubka wody, kiedy ten szedł na Golgotę z krzyżem. Chłostany kłamstwem upadł przed progiem Ahaswerusa, poprosił o symbol chaosu, zmienności, niestałości, przeobrażenia, odrodzenia ciała i ducha, zmartwychwstania, płodności, potęgi, oczyszczenia, chrztu, mądrości, prawdy, dobra i zła (!), cnoty, łaski, zapomnienia, kosmicznego umysłu, magii, kobiecości. Materię pierwotną, podstawę wszechrzeczy, początek przyrody, wszystkiego co żyje.
Zobaczył figę z makiem z pasternakiem. Budda umarł na rozwolnienie, Mahomet kombinował z żydami, zanim się pokłócili, a Szatan to nazwisko sędziego w Sądzie Rejonowym pod Poznaniem. Kiedyś do przedstawiciela handlowego o nazwisku Diabeł zadzwoniła klientka. Rogaty handlował czym się dało. Od gwoździ do aparatów słuchowych. Rozmowa wyglądała tak:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
- Nazywam się Anioł i jestem zainteresowana kombajnem twórczym.
- Miło mi. Diabeł jestem.
- Co za dziwny traf!
- Yhy.
- Może się dogadamy. Bardzo mi zależy.
- Na pewno. Ale innym razem. Nie mamy takich urządzeń.
- O, a w Internecie pod tym hasłem jest wasza firma.
- Pani sobie wpisze w wyszukiwarkę na Allegro hasło „ dupa” i zobaczy czym tam się handluje.
- Widzę, że nie mamy o czym rozmawiać.
- Dlaczego, mamy w promocji ekstra samonapędzające się wibratory i zestawy Barbie dla dorosłych z kilkoma wersjami elementów ruchomych.
- Do widzenia panu.
- Pa.
Powyższa rozmowa odbyła się rok temu i została zapisana w Instytucie Rentgena Duszy pod literką „ N” w dziale reportaży „ Nanoroboty ze zwarciem.”


Dzień szósty.

Miłość jest jak delfin. Przypływa z bezkresnego oceanu bezsensu, żeby dać się ludziom pogłaskać i razem popluskać. Tymczasem na brzegu czekają szeregi ochotników z harpunami. Wbijają dwa razy, a ofiary wydają głosy zarzynanych noworodków. Taki obrzęd pozwala katom udowodnić, że są już dorośli. Nie potrzebują nikogo i niczego. Wszystko wiedzą. Bóg jest, boga nie ma. Bój się boga, jego braku. Szatana i bezrobocia. Pijanego tatusia i matki histeryczki. Marzeń i sennych koszmarów. Miłość to głaskanie i poranne ciamkanie w ustach kochanego dziecka. Stwierdzenie „ Mam już tego wszystkiego dość! Obrzydło mi twoje towarzystwo, rutyna i nuda dnia codziennego” jest objawem bólu duszy i może dotknąć każdego z nas. Podobnie z dziurawym zębem. Paradoks Dżamala, badany przez Instytut Rentgena Duszy polega na tym, że większość ludzi z zębem idzie do dentysty, a z chorą duszą, na most, linę bądź podcina sobie żyły albo staje się tyranami. Ludzkość doszła do pastwisk absurdu, gdzie do tej pory spokojnie żyły sobie dźabągi.
O łotry! O bźdźągwy! Piszecie o targaniu się na życie z powodu braku miłości, zrozumienia i sensu. Zrobiliście ze zwykłej choroby śmiertelny grzech w imię sobie tylko wiadomych powodów. Grozicie, straszycie, nakazujecie. Dla kariery, posłuchu i władzy! Wyrywacie ludziom zęby za pomocą drzwi od stodoły. Sznurka przywiązanego do twardych, złożonych tworów anatomicznych, które można uratować, wyleczyć. W Instytucie często kręcimy głowami, chrząkamy, nie wiemy gdzie wzrok skierować. Dusze: zdrowe, chore czyli pamparamy hobilitowe to nie ćmy lecące do światła!
- Może zastrzyk był za słaby albo moja chęć do życia silniejsza. Może zakopali mnie za płytko. Wstałem, otrzepałem ziemię i robaki. Wyplułem korzonki rosnącej obok stokrotki. Tak zostałem wilkołakiem. Ruszyłem przed siebie. Podczas masowych rozstrzeliwań często dochodziło do sytuacji, gdzie śmiertelny strzał mijał o mgnienie oka cel. Ofiara wpadała bez czucia do masowego, płytkiego grobu i budziła się po kilku godzinach. Mając nad sobą centymetr ziemi wstawała, najczęściej wracała do obozu katów jak wampir, doprowadzając ich na skraj nerwowego załamania.
Z kobietami rozstawałem się różnie. Mówiły mi:
Idź sobie, to nie ma sensu, wypierdalaj chuju, zostań proszę – wszystko ci wybaczę.
Bang! Bang! Wolny ogień rozprzestrzeniał się w duszy bez pytania o zgodę właściciela hobilitowej pamparamy. Zdradzi drugiego, zostawi najbliższych, będzie singlem do końca życia.
W Instytucie badamy, co dzieje się z ludzką duszą karmioną ziemską sieczką. Przecież nawet dziecko wie, że E.T go Home i statek kosmiczny przywiózł małych Bogów w postaci Critters’ów.
Robi się coraz zimniej. Nie mam ochoty rozmawiać, chodzić na zakupy, masturbować się i czytać książki. Uprawiać seks, kwiatki i sport.
- Ładnie pachniesz. Jestem za tobą. Chodź, znajdziemy nową drogę – powiedziała mrówka do dinozaura. Mały owad żyjący w zorganizowanych grupach, o którym pisali: Brzechwa, Herbert, Karol Bunsch, Aleksander Fredro, Adam Mickiewicz. Śpiewała Edyta Geppert. Zaraz po tym nadleciał meteor. „Nawet mrówki przestają pracować, gdy dostają skrzydła” - zacytuję wyżej wymienionego autora. W Instytucie lubimy takie „ strzały w dziesiątkę”.
Anioły śpią razem z chmurami. Boją się, bywają samotne, smutne i pochmurne.
Czas leczy rany albo i nie. Zależy od pacjenta. Kiedy spotykam swoje „byłe”, najczęściej odwracają głowy, udają „niezdobyte” i szpanują „nowymi” modelami czegoś tam.
Nie depcz mrówek. Możesz łamać serca, kraść i robić co ci się podoba, ale nie depcz mrówek! Absolutyzm wcale nie zmusza do naśladowania kogokolwiek.
Lewo, prawo czy po środku i tak każdy kończy bądź zaczyna dzień w wychodku.
- Dzień szósty był pierwszym po ponownym narodzeniu. Cyfra sześć wcale nie jest diabelska, ale ludzie muszą się czegoś bać. Lepiej wtedy pracują, mniej pyskują i ciszej umierają. Jutro będzie dzień siódmy. Ostatni w tygodniowym kalendarzu pracowitych małp. Nie lubię poniedziałków. Może jest ósmy dzień tygodnia?


Dzień siódmy.

Ludzi dzielimy na niedojebanych, niedomytych, nietaktownych i pozostałych. Dający śmierć w parze z życiem, bez wyjątku, czy mówimy o absolutnym absolucie z pierwszych stron gazet, anonimowym alkoholiku pokrywającego Lucynę z meliny bądź Andrzeju i Ewelinie z bloku naprzeciwko, powinien pamiętać o jednym: Kto daje i zabiera ten się w piekle poniewiera.
Zostałem prywatnym detektywem. Specjalizacja: rogacizna. Przychodzą do mnie łosie. Przez drzwi zasuwają bokiem, żeby zachować w całości twardy wyrostek. Niektórym zmieni się po lata we włosy. Sapią, dyszą porożem kręcą.
- Panie! Całe życie zapierdalam w pocie czoła. Przychodzę do domu, walę się pyskiem na podłogę ze zmęczenia, a ona… kurwa jedna!
Płacą ile powiem. Dzwonię potem i informuję klienta na bieżąco. „ Wychodzi z domu, wsiada do mercedesa, zatrzymuje przed hotelem”.
Często odwiedzają mnie również spłakane albo roztrzęsione łanie.
- Panie! Tyle lat razem. Gotowałam, prałam, dzieci chowałam, a on… skurwysyn jeden!
Wykładają zaskórniaki, oszczędności. Staram się dokładnie opisywać. „ Wychodzi z domu, wsiada do mercedesa, zatrzymuje przed hotelem”.
Siódmy dzień tygodnia powstał i działa jak czarna dziura. Ostatnia doba życia wygląda różnie: Jemy śniadanie, obiad, umieramy wieczorem. Przed kolacją. Na czczo, z omdleniem, zawałem, wylewem. W wypadkach, chorobach, ze starości.
Horyzont zdarzeń układa się w powroty do przeszłości, niezrealizowane marzenia i obecne problemy. Pomyśleć, że ostatni dzień życia to jedynie fragment rentgenowskiego układu podwójnego, a wszystko co zawiera czarną dziurę należy do najjaśniejszych we Wszechświecie.
Nie jestem Panem ani jasnością. Mówiłem wam. Zajmuję się rogacizną.
Korytarze w Instytucie Rentgena Duszy są proste i dobrze oświetlone. Pracownicy w bieli, wiecznie uśmiechnięci i delikatni. Patrzę na ludzi stojących przed wejściem. Zagubieni – przerażeni. Butni – pewni siebie. Tacy – siacy. Cieszący się – płaczący.
Jesteś piękną kobietą. Promieniejesz. Nie raz i nie dwa usłyszysz o własnej urodzie.
Nie przejmuj się brzydulo. Jesteś elementem bardziej złożonego obiektu astronomicznego. Cytoplazma, przemiana materii, jądro komórkowe są ze sobą ściśle związane.
Jeśli dziecko zapyta” Mamusiu, kiedy zaczęła się nasza zakochaność?” – powiedz co chcesz. „ Była od zawsze, od dwóch lat, od wczoraj”.
Siły i mocy nie należy szukać w batonikach czekoladowych ani w szybkiej jeździe samochodem. Wódka, seks i narkotyki to półśrodki brane ze strachu przed ósmym dniem tygodnia. Dziwnym, wyjątkowym i jedynym w swoim rodzaju. Jak jego pisownia.
W prosektoriach często dochodzi do poruszania palcami, rękoma, powiekami przez osoby uznane za nieżywe. Nieboszczyki wstają, kiwają się, otwierają oczy. Skrajny, udowodniony przypadek opisuje powrót do życia. Pamięć genetyczna to temat rzeka. Poezja, zwierciadełko.
Dzień siódmy nie kończy się o północy. Ektoplazma i teleplastia w pseudonauce określające bio-energię oraz zjawisko formowania się z niej czegokolwiek, są jak niedzielni pseudokibice podczas derbowych rozgrywek znienawidzonych drużyn. Nie do powstrzymania, z pamięcią do przeszłości, skorzy do mordobicia.
Dzień wcale nie trwa dwadzieścia cztery godziny. Dlatego budzimy się w nocy. Nie możemy zasnąć wieczorem. Śpimy kiedy świeci słońce. Genetycznie pamiętamy co oznacza wieczność. Podziały na lata, miesiące i dekady nie zrobią z nas niewolników czasu! No to co, że wariujemy od tego? Chorujemy na wszystko? Można kupić sobie zegarek ścienny chodzący do tyłu i wszystko staje się proste. Za jedyne pięćdziesiąt dwa złote i jedną baterię AA. Zresztą coraz częściej pojawiają się zegarki które w niezwykły sposób wyświetlają czas niezwykłego życia… tylko co to zmienia? Czuję, wiem. Pragnę? Boję się. Ósmego dnia tygodnia.

Dzień ósmy.

Zanim odgadniesz kiedy nadejdzie ósmy dzień tygodnia, prędzej pocałujesz się w łokieć, zobaczysz kręgosłup na własne oczy ( bez pomocy lustra) albo wyjaśnisz zagadkę:
„Idą trzy żółwie przez pustynię gęsiego, pierwszy mówi tak :
Przed sobą mam pustynię, za sobą żółwia.
Drugi mówi tak:
Przed sobą mam żółwia i za sobą żółwia.
Trzeci - mówi:
Przed sobą mam żółwia i za sobą żółwia.
Jak to możliwe?”
Niektórzy sądzą, że to uczucie, kiedy masz wrażenie przeżycia już czegoś, bycia tu czy tam. Inni twierdzą -rankiem dnia ósmego dowiadujesz się o zdradzie, śmierci bądź czmychnięciu najbliższej istoty. Trzeci pogląd mówi o „pierwszym razie”. Dla kobiet :okres, seks i brak okresu. Dla mężczyzn: seks, mordobicie do pierwszej krwi albo pijacki amok. Instytut Rentgena Duszy uważa, że trzeci żółw się obrócił bądź zdążył wyprzedzić kolegów. Gwarancji nie dajemy. Podobno trzeci żółw kłamie, wszystkie chodzą w kółko. Ostatni skorupiak był ninja, są tylko dwa, a jeden ma rozdwojenie jaźni i przewidzenia. Wersja hard: to geje. „ Trójka” ma schizofrenię. Cała zagadka to żart, no i wersja końcowa: są cztery żółwie, tylko trzy idą, a jeden – ten na końcu, stoi.
Podobnie jest z łokciem. Można go polizać, wyginać śmiało ciało, ale w centralny punkt się po prostu ucałować samemu nie da. Złośliwi twierdzą, że w dupę też nie, ale to wersja dla idiotów. ( Takich co zginają kolana w drugą stronę i trzaskają obrotowymi drzwiami).
„ Zdrowy kręgosłup na co dzień” – książka Christofa Baura i Thurnera Bernda w pełni oddaje stanowisko Instytutu: pewne sprawy się czuje, zobaczyć jest niemożliwym.
„Ósmy dzień tygodnia” przyniósł sławę Markowi Hłasce. Portret upadłego społeczeństwa i złudzeń, które nie mają prawa się spełnić. Opowiadanie krytykowane za ordynarność i pornografię. Film fabularny pod tym samym tytułem w reżyserii Aleksandra Forda, z Cybulskim i Sonją Ziemann został zatrzymany przez cenzurę i stał się „ półkownikiem”.
W Instytucie Rentgena Duszy mamy dużo „ półkowników”. Może dlatego wielu stara się o pracę w naszych murach. Kandydaci skaczą z gumową liną przywiązaną do nóg bądź ze zwykłym sznurkiem wokół szyi. Przychodzą w aureolach. Z rogami: Ogry, Gobliny, Banshee, Ghule, Cyklopy, Wilkołaki, Minotaury, Mumie, Wampiry, Zombie.
W najstarszym kalendarzu świata dni nie miały nazw. Tygodnie, miesiące, lata nie istniały. Pomyśleć, że nazwa pochodzi z łaciny: calendae – pierwszy dzień miesiąca.
W Krakowie jest knajpa „ Ósmy dzień tygodnia”, ul. Podbrzezie 4. Na Kazimierzu. Spotkajmy się tam, dobrze? Przyjdź, proszę. Porozmawiamy, pośmiejemy się, poznamy. Kupię wcześniej kwiaty. Jakie? Ładne. Nie? Ha! Trudno. Obejdzie się… Niech się coś wydarzy, bo zwariuję! Wszystko jedno kiedy.
- Cyt! Ej, to ja! Poznajesz mnie? Żesz ty taka w te i nazad ganiana po misce kość! Tak bardzo się zmieniłem? Masz ci babo placek. No i co teraz? He? Co zrobisz? Co dalej? Wróciłem. Że co? Stamtąd nie ma powrotu? Może i nie, ale jak to się mówi: Dla chcącego nic trudnego.
Gra w gumę powraca do łask. „ Dziesiątkę” zaczyna się od kostek. Następnie kolanka, uda, tyłek, pas, żeberka, pod pachami, łopatki, szyjka i główka. Najpierw naskakuje się na gumę najczęściej dwoma stopami. Dwójki - jedna stopa na gumie, druga pod i trzeba przeskoczyć na drugą gumę.
Trójki - najtrudniejsze - jedna noga na gumie, druga na drugiej i w powietrzu trzeba było je zamienić. Na pasie prawie niemożliwe.
Po przejściu poszczególnych etapów bez skuchy staje się bokiem. Odległość między gumami jest
mniejsza. Następnie gumę zakładamy na jedną nogę… Zresztą, nie chce mi się z wami gadać. Jesteście beznadziejni.
Ostatnio zmieniony pn 30 lis 2009, 19:58 przez MAREL, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
djas
Pisarz osiedlowy
Posty: 309
Rejestracja: pn 21 gru 2009, 20:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Pabianice
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: djas » pt 12 lut 2010, 22:53

MAREL pisze:w te i nazad


albo wte, albo w tę. Pierwsze jest anachroniczne, ale ciągle używane (i dopuszczalne), drugie aktualne.

MAREL pisze:Co mnie tak wzięło dzisiaj na czochranie? – średnio wypasiony kundel ocierał się bez opamiętania lewym bokiem o pręty klatki.


Średnio z wielkiej litery. Zaczynasz nowe zdanie. To nie jest komentarz odautorski, tylko zwykłe zdanie narracyjne.

MAREL pisze:szczekając nie wiadomo po co albo przystając na trzech nogach,


przed albo przecinek.

MAREL pisze:Jeżył grzbiet jak te skurczybyki, koty.


przed jak przecinek, a przed koty niepotrzebny.

MAREL pisze:Yhy.


takiego słowa nie znam.

MAREL pisze:W dzisiejszym programiewódka czy narkotyki?”


Źle postawiona spacja. Powinna być po programie, a nie przed wódka.

MAREL pisze:Nazywam się tak i tak. Reprezentuję wiarę w …


Rozumiem, że słyszymy wypowiedź, więc jakoś się musiał przedstawić, a potem podać nazwę religii...

organizacyjnej( Kościół,


Znów problem ze spacjami - przed nawiasem powinna być, przed Kościół - nie!

MAREL pisze:indywidualnej ( mistyka)


Znów to samo...

MAREL pisze:Oddajmy głos ,księdzu?


Znów spacja. Nie przed, a po przecinku. Tyle, że przecinek zupełnie zbędny.

MAREL pisze:„ Dorastający duchowni grzebiący


Ostatni raz zwrócę uwagę na spację. Tu jej być nie powinno.

MAREL pisze:Bez fanfarów, nagłaśniania, słów… acha. Niosą żarcie.


Fanfarów - błąd ortograficzny - fanfar. Po nagłaśniania bez przecinka. Po wielokropku, mającym tu znaczenie przerwania toku mowy, zaczynasz wielką literą. Acha nie istnieje. Przez ch może być ach, ale już aha! Poza tym całość powinna wyglądać następująco:

Bez fanfar, nagłaśniania słów... Aha, niosą żarcie.

MAREL pisze:Błe, znowu chemiczne kostki.


Błe? A co to?

Przebrnąłem przez pierwszy fragment. I już od razu napiszę, że interpunkcja leży całkiem, spacji używasz również dowolnie, poza tym używasz słów nie istniejących w naszym języku. Aha... Ortografia też do poprawki.

MAREL pisze:w kolejce przed pluton egzekucyjny wymieniają się jeszcze


W kolejce przed - tu rzeczownik w narzędniku, a nie w mianowniku, czy bierniku (bo nie wiem jaką miałeś wizję).

MAREL pisze:- Cię topri. Naszyfam sie… i jesztem cóhkom szprotniasza …(nie mylić z rybą w sosie).


Tu mamy dialog. Kobieta mówi, a Ty wstawiasz nawias (znów spacja - a ile pominąłem...). Ten nawias oznacza chyba wtrącenie narracyjne, bo chyba nikt nie mówi w nawiasie. Jeśli chcesz coś wtrącić oddzielaj myślnikami.

MAREL pisze:„ zdiełany”


Będę się czepiał. W języku rosyjskim to słowo piszę się (i wymawia) przez "s", więc nie wiem, czemu przerobiłeś to na "z"?

MAREL pisze:miejsce na 2-3 dni.


Liczby piszemy słownie. To jest opowiadanie, a nie przepis, choćby był przepisem.

MAREL pisze:świadomej decyzji o uwierzeniu w Niego. ( pogubiłem się).


Kropka, spacja, nawias, spacja, mała litera. Oj pogubiłeś się i to bardzo... Znów mamy nawias w dialogu, a raczej monologu. Chyba ja też już się pogubiłem. Twardy jestem - dobrnę do końca, choć to droga przez mękę.

MAREL pisze:- ½ szkl. Mąki,
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia,
- 1 szkl. Cukru,


No i jednak mamy przepis. Nie będę się czepiał cyferek, ale ciekaw jestem, czym mąka i cukier zasłużyły sobie na wielkie litery?

MAREL pisze:iluś set tam watowych żarówek.


O ile się orientuje poprawnie jest iluśset. Ale tu proszę o wsparcie, bo nie znalazłem nigdzie potwierdzenia mojej teorii.

MAREL pisze:E.T go Home


po T też kropka, ale czemu Home wielką?

MAREL pisze:Dający śmierć w parze z życiem, bez wyjątku, czy mówimy o absolutnym absolucie z pierwszych stron gazet, anonimowym alkoholiku pokrywającego Lucynę z meliny bądź Andrzeju i Ewelinie z bloku naprzeciwko, powinien pamiętać o jednym: Kto daje i zabiera ten się w piekle poniewiera.



Po pierwsze kosmicznie długie zdanie. Po drugie po dwukropku nie powinno być wielkiej litery, chyba, że przytaczasz mowę, ale wówczas w cudzysłowie.

Dobrnąłem do końca i poczułem ulgę. Nareszcie. Zrobiłem to, przeczytałem i teraz nie boję się już czytać niczego.

Niestrawny bełkot, którego nie zrozumiałem. Może znajdą się inni, którzy docenią ten tekst. Dla mnie tragedia. I odnoszę się w tej chwili tylko do treści.

W sferze języka poruszasz się zbyt swobodnie. Używasz słów potocznych, nieistniejących w języku polskim, mamy wstawki rosyjskie i angielskie. a wszystko to, by na siłę dać mi tekst pseudoartystyczny. Koszmarna interpunkcja, dodatkowo utrudniająca lekturę.

Bardzo słaby tekst, który mówi o wszystkim w sposób obrazoburczy. Na mnie to nie działa. Nie podobało mi się pod każdym względem.


Dariusz S. Jasiński

Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Postautor: MAREL » pn 08 mar 2010, 19:31

Fajnie,że po mnie tak dokładnie pojechałeś. Na pewno poprawię....wielkie dzięki. Serio, za słuszne wytyki. Zgadzam się ze wszystkim, oprócz poruszania w sferze języka...

[ Dodano: Pon 08 Mar, 2010 ]
A oto komentarze z FL:1.Mnie się podoba, jak i Szkoła Diabłów mi się w ramach oryginalnego poczucia humoru Autora podobała. Autor nierówny, ale w tę stronę się powinien stanowczo dookreślać pracą, a bądzie jeszcze lepiej. To może i krótkie, ale tym bardziej warte uznania.

Przy okazji.. Dorastający duchowni grzebiący palcami w majtkach czyli schizofreniczne połączenie Boga i samogwałtu - bardzo chętnie przeczytam ;)))
2.skoro pamiętnik i dzień pierwszy, to zapewne będzie kontynuacja? nie wiem, tak by wychodziło, na razie funkcjonuje całkiem dobrze jako miniatura.

absurdalne, ciekawie absurdalne, pies-narrator dobrze gada - koty kutwy jedne.

R.
3.Nie.
Językowo malo zgrabne, sztampowe takie, choć pomysł jest. Ale zbyt malo tego i nie wiem, co Autor mial na myśli.

Więc chyba trochę Panie Weryfikatorze kopiesz w próżnię, oczywiście masz takie prawo, a do błędów się przyznaję...



Awatar użytkownika
ewik33
Pisarz osiedlowy
Posty: 245
Rejestracja: wt 02 lut 2010, 10:56
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Kobieta

Re: Pamiętnik Dżabala.

Postautor: ewik33 » śr 07 kwie 2010, 11:06

Jeżył grzbiet jak te skurczybyki, koty. O tak, to są dopiero wsiarze! Rozpracowali ludzi jak żadne inne zwierzę.


Rozpracowały (koty).

- Dziękuję. Nie jestem [1]Panem. Nazywam się [2] tak i tak. Reprezentuję wiarę w …


[1] – Małą literą.
[2] – Zapisałabym to inaczej, gdyż rozmówca na pewno nie powiedział „Nazywam się tak i tak”:
Nazywam się... Reprezentuję wiarę w...

Ziarnko do ziarnka i zbierze się tego w cholerę. Idźcie na zwykłą plażę, piaskownicę. Się zdziwicie. Wlezie w uszy, we włosy, do butów zajrzy. Pod skarpetkę czmychnie. W gacie również.


Przedstawiasz punkt widzenia psa, dlatego odwoływanie się przez zwierzaka do włosów, butów, skarpet moim zdaniem nie pasuje. Lepiej żeby zwierzak konsekwentnie patrzył przez swój pryzmat:

Wlezie w uszy, w sierść, między łapy... itp.

Oddamy głos pani T. Walczącej z najeźdźcą wtedy i tam.


Małą literą (ze zdania nie wynika, że to nazwisko pani T.).

Kręcił w koło.


Kręcił się w kółko.
Zostały same kości, rzucone gdzieś tam gdzieś tam.


Tak ma być?

Jakby zjadło się wszelkie rozumu tego i tamtego świata.


Literówka: rozumy.

Nie wolno zeżreć znaleziska. Będzie niezbędny w dalszej wspinaczce.


niezbędne

O błędach interpunkcyjnych wspomniał przedmówca. Jest ich sporo: źle postawione przecinki, niepotrzebne spacje itd., co znacznie utrudnia odbiór. Są zdania, które trzeba czytać dwa razy, główkować, zatrzymywać się. Dodatkowo napisane dość chaotycznie, niektóre zawiłe do niemożliwości. Fakt, że tekst jest topornym blokiem, również utrudnia odbiór(akapity). W celu nadania przejrzystości, zastosowałabym italikę lub inną czcionkę w miejscach, gdzie wypowiada się pies albo tam, gdzie umieszczasz wypowiedzi ludzi...
Jeśli w tekście jest jakiś sensowny zamysł, ginie w nieprzejrzystej, chaotycznej formie, męczącej, przydługiej kakofonii, np.:
- Richard Dawkins w książce „ Bóg urojony” krytykuje zakład Pascala. Podobno tenże ( porąbane słowo) zachęca do udawania wiary, bo małpolud może jedynie postanowić okazywać oznaki zewnętrze tejże ( porąbane, oj porąbane). Jeśli się nie wierzy, nie jest się w stanie samemu podjąć świadomej decyzji o uwierzeniu w Niego. ( pogubiłem się).
- Ala ma kota. Wszyscy to wiedzą. Mówiłem przecież, cholerne dachowce! Ile pokoleń wychowało się na kocie, Ali i mamie, która obecnie złożyła pozew o rozwód. Ala ma kłopoty ze znalezieniem chłopaka, brat będzie ojcem i z tego wszystkiego zaczyna pisać wiersze. Ala, nie Olek. Napisała o tym Małgorzata Budzyńska w swojej książce „Ala Makota”. Zaraz zaczęły się pytania. Pierwsza wystartowała Madzia o Nicku „ madzik”.
- „Czy ta książka jest śmieszna? Bo chciałabym ją kupić, ale lubię tylko śmieszne książki. Odpiszcie pliss.”
Sprzedałem temat dwuczęściowemu trollowi. Zalogował się pod nickiem „ wypierdek” i zaatakował.


Itd...
Dla mnie w istniejącej formie nie do przejścia. Jednak masz poczucie humoru, trafne spostrzeżenia i być może gdybyś skrócił całość, uczynił ją bardziej przystępną, klarowną...
Póki co jestem na nie.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości