odłóżmy nasze życie na później

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Miszkigami
Kmiotek
Posty: 3
Rejestracja: wt 24 paź 2006, 15:15
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

odłóżmy nasze życie na później

Postautor: Miszkigami » wt 24 paź 2006, 15:20

Coś z niczego, swobodny potok myśli zapisanych. Dla nikogo i dla wszystkich, z przekazem i bez przekazu. Każdy coś dla siebie znajdzie, a konkretnie dla siebie nikt.

Całe nasze życie to pierdolona hipokryzja. Pusty śmiech. To żart, sztuczka, w rękach boga. To rozkwiatnie i więdnięcie starych i nowych bożków. To palący płomyk w spojrzeniu głupca. Nasze życie to bezcelowe kłamstwa i miliardowa prawda, powtarzana od ust do ust. Obietnice bez pokrycia, bezhonorowe przysięgi, łamane słowa. To wieczny obrót pieniędzy, wokół ziemi, której centrum płonie i parzy. świat, wielki potwór wysysa z nas wszystko, a my chełpimy się. Wszystko w porządku. Mamy pełne żołądki, mamy zawalone myśli, nasze uszy są pieszczone a oczy psują się przed ekranami. Wszystko wydaje się przyjazne, znane, doznane i oczywiste, oglądane z tylu przeróżnych okien które posiadamy na własność. Jesteśmy idealnymi konsumentami, przyjmujemy wszystko co nam podają, a to co nam nie smakuje, to z czym się nie zgadzamy, wyrzucamy samym sobie, głęboko w nas samych albo na forum najbliższej ławki. Odstawiamy obowiązki, odstawiamy zmartwienia, odstawiamy rozmowy. Pozostawiamy sobie spożywanie doczesnych dóbr, największą przyjemność nieróbstwa stawiamy ponad wszystko.



Te wszystkie ważne cele, wszystkie wartości, wszystkie doktryny, hasła, prawa, dokumenty, dekalogi pączkują, rozdzielają się, łamią, klonują, mutują, mnożą na potęgę zalewają wszystko wokół nas samych. A my to przyjmujemy, z chęcią, uśmiechem, czy smutkiem, ale pochłaniamy wszystko całą powierzchnią ciała. Co i ruch to nowa ideologia, co spojrzenie to nowy punkt widzenia. Każdy inny, każdy lepszy, każdy gorszy, każdy taki sam. A my wciąż ewolujemy. W górę, w lepsze, w nasze następne stadium, w stan w którym czujemy "odżyłem", powstałem jako feniks z popiołów, wzleciałem do nieba, w końcu się odnalazłem! Znów odsuwając prawdę, prostą, codzienną, masową, szarą aż do bólu dlatego niezauważalną i omylną - ja nie odżyłem, ja dogorywam. To ostatni etap egzystencji.



Wydaje się nam, że jesteśmy twórczy, z naszych dłoni wypływa barwa, z ust pieśń, z naszego mózgu idea. A to wszystko to rozpuszczalne akwarele ze sklepu papierniczego, nic nie warte bazgroły, idee godne piaskownicy, piosenki gorsze niż najbzdurniejszy idiotyzm zaśpiewany na ekranie. Rozpuszczamy resztki nas samych, dopalamy je, przygaszamy, skipujemy nimi, zostawiamy gruz i mnóstwo śmieci które nie znikną przez następne pare milionów lat. W tym nasza siła. To pozostanie po nas na wieki. Nie umrzemy z myślą, że nic po sobie nie pozostawimy. Nie będziemy się zastanawiać nad tym, co pozostawiamy.



Nasze życie to wzajemne ranienie się i oszukiwanie. Plujemy sobie za plecami, trzymamy się za ręce, ściskamy dłonie, grzejemy przy wspólnym piecu nas samych, a po upływie kilku kart z kalendarza odkładamy słuchawkę mówiąc że to pomyłka. I na cóż Twoje starania drobny człowieczku. Na cóż Twój bezsenwowny bieg. I czemu siedzisz jak idiota, narzekasz i nic nie robisz. Czemu się dziwisz że to już koniec. Koniec końców, tysięczne końce, bez początków. Początki zbudowane na wzrastającej fali żółci która - całe szczęście - nie znalazła ujścia w Twojej capiącej gardzieli. Zastanów się chwilę nad sobą, dziurawcze, zastanów się krętaczu. Czego oczekujesz dając w zamian substraty mało skomplikowanych reakcji myślowych w Twoim mózgu? Pół produkty nic nie znaczących ulotności, produkty samotności, zagubienia, braku zrozumienia, produkty odwiecznych poszukiwań nieistniejącej ułudy - Atlantydy czy El Dorado, - szczęścia. Tak mały człowieczku. Tak malutcy ludzie. Tak stare capy. Dwulicowe świnie, obrońcy kawałka asfaltu, mściciele kawałków mięsa, pijusy ropy naftowej, boży bojownicy, ateiści, heretycy, prawi i źli. Wy wszyscy mali ludzie! Tak mali w swojej bezczelnej wyższości, że niemal przypominający lemingi. A idźcie wy kurwa wszyscy nad skarpę i rzućcie się w przepaść. Jedyny sensowny, konkretny, godny was wszystkich, dumny, heroiczny i honorowy pomysł i wyczyn - spłonąć na wasze własne życzenie, z waszego rozkazu, z waszej podniesionej ręki, z uniesionej batuty, z wyciągniątego miecza waszego. Przeklinam was skurwysyny i dziwki, przeklinam was i samego siebie.



Nasze życie to bagno, to błoto, to szlam, wypływający z naszych miast, z naszych serc, zalewający czyste dotąd wsie i puste mózgi. To śmietnik naszych wyuzdań, to grobowiec naszych marzeń, to mogiła naszych pragnień i piramida małych, cichutkich myśli, wypowiadanych do poduszki przy dławiących łzach. To wymiociny naszej zepsutej wątroby, ledwo robiącej trzustki, to fusy do kawy wylewane do kibla co i rusz, to setki zwłok przejechanych kotów, żab, psów i ryjówek. To zakopane ptaki które rozbiły swoje głowy o szyby naszych wspaniałych domów, to pochowane czterdzieste z rzędu chomiki biegające w swoich małych terariach.



To nasze nory, wspaniałe domy, wille, małe mieszkania, kamienice, podwórka i podwórza, ławki, parapety, zaplute chodniki, drogi szybkiego ruchu. Ciągły bieg, ciągły bieg! To nieskończenie długa lista zakupów na której i tak nie ma wszystkiego, to odkładana spowiedź, to zapomniane grzechy, to poczucie czystości i własnej wartości, wyższości. To nasz samochód który - na całe szczęście! - ratuje nasze zmeczone siedzeniem nogi od następnego, długiego spaceru.



Nasze wielkie, jednolite, ogromne płuca, pompujące związki chemiczne, cząsteczki i pierwiastki zdolne unicestwić cały próżny wszechświat. Nasza przestrzeń, ogromna, za mała, jałowa, wykarczowana, osuszona, głoda i napojona, jednolita, zbita, masa krwi, spermy, moczu i gówno. To nasze własne odbicie w szybie wystawowej!



Wyzudanie, onanizacja, masturbacja, seks ze zwierzętami, podcinanie penisów, biczowanie, odcinanie głów, szczanie na ryje, sranie na klaty. Wulgaryzm wypisany wielkimi chujami na naszych językach, nieśmiertelne tatuaże chamstwa i durnoty. Idiotyzmy, pornusy, brukowce. Wielkie korporacje i żydzi, masoni, politycy, księża, rozpaszeni biskupi, prymasi, popowie i rabinowie. Komandosi, żołnierze nadziei i najemnicy zagłady. Partyzanci bólu i bomby atomowej. Turbany zniszczenia i wieżowce boleści. Samoloty gwałtu i autobusy pułapek. Szpitale smrodu i restauracje grzechu. Anarchiści rozdający głód, demokraci proponujący wojnę, braterscy komuniści i równi dyktatorzy.



Pogrążeni w sobie spacerujący wyspiarze, fanatyczni poeci, zapracowani biedacy, niemożliwi głupcy, tysiące kanałów w telewizji za 4,50 + wat! Dzieci robione na zamówienie, kobiety sprzedające się rozsypującym zboże, ludzie w paski i ludzie z dziurami w mózgu! Ulice wybrukowane haszyszem, ręce pocięte tulipanami, futbool w wybitych zębach i na zaciśniętej pięści. Sport dla reklamy i seks dla sportu. Przechodne znajomości, krótkie przyjaźnie, wieczne związki! śmiechu warte nadzieje na przyszły miesiąc, wyczekiwanie pierwszego i spóźniony autobus na obszczanym przystanku.



Nasze życie to pramądre kazania, wesołe przemówienia, i wyrywające się orędzia do wyliczonego procentu narodu. Kapelusz na twarz, głowa do worka, ręce w kajdany. Przekaz zawarty w 5 klatkach na tysiąc innych nieskońćzonego filmu. Dobrowolna manipulacja, kamera w twojej dupie, bolący spaw i wachlarz śródków przeciwbólowych wpierdalanych jak ryż przez chińczyków.



Telefony wyładowane sprzędem agd, zatrute hamburgery, święte fastfoody, wielbione pedały, wulgarne autorytety. Płynna przeszłość, zatwardziała teraźniejszość i rozwolniona przyszłość. Przeżarcie, zgaga, nadkwasota, rak piersi i prostaty z prostamolem uno w przystawce.



Miliardy! Miliardy uczuć, myśli. Uczuć zbieranych przez całe życie, dowolnie lepionych, ciętych, zlepianych, wyrzucanych i dodawanych przez następne postacie. Boskie, twórcze i genialne myśli lądujące w naszych włąsnych skroniach, szeptane do siebie w radosnym podskoku "kurwa to takie oczywiste!", wynagradzone dobrym papierosem, dzielone z innymi przez monotonny przekaz liter. Nasze dusze jak kloce marmurowe rzeźbione przez rzesze następnych, następnych, następnych zamyślonych filozofów-rewolucjonistów.



Rozstrojona gitara, monitor lcd. Wiesz kupiłem sobie zajebisty motyw. Wiesz kurwa pożycz mi na to. A wiesz jak fajnie. Wiesz jak mi dobrze. Wiesz jak wspaniale. Wiesz Ty niczego kurwa nie rozumiesz! Wiesz mi się kurwa rzygać chce! Wiecie dajcie mi spokój. Wypierdalać! WYPIERKURWADALAć!.



Jedno, krótkie, zatajone, czyste, schowane na potem, zakopane głęboko bo nie może tego przecież nikt zobaczyć. Przywalone gruzem, zalane żel betonem, obtoczone kolczastym drutem niepokoju, zamknięte w bunkrze ze strachu, restaurowane uczuciem spełnienia. Tak! Bo przecież tak jest. Bo przecież tego nikt nie zmieni. Bo to moje i kurwa moje. I też Twoje. Moje i Twoje, nasze! To przecież nasze, wspólne, bezpodziałowe, niepodzielne, jednolite, bo to Ty i ja, ja i Ty, to My przecież, nikt inny, nikt nam tego nie odbierze! Przyżekaj, powiedz, obiecaj, ukryj to w pocałunku, nie mów nic, dotknij, pieść, przez chwile, na moment, jeszcze.



Odłóżmy nasze życie na później.


you were lucky

Awatar użytkownika
p.t
Zarodek pisarza
Posty: 21
Rejestracja: czw 31 sie 2006, 15:49
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: p.t » wt 24 paź 2006, 22:53

Mi sie to podobie....pokazuje szmelc naszych czasów, troche dołujące , ale prawdziwe....jah blesin



ps:dałem już komenta ale przez przypadek w nowym twmacie sorrry:/



Awatar użytkownika
Ninetongues
Pisarz pokoleń
Posty: 1073
Rejestracja: ndz 28 maja 2006, 19:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Ninetongues » sob 28 paź 2006, 20:15

A mnie się nie podoba.



Z trzech powodów:



Po pierwsze - podobnych tekstów są setki tysięcy na wszystkich forach literackich na świecie. Wtórne, wtórne, wtórne. A nic mnie tak nie irytuje jak odgrzewany w mikrofali kotlet mielony. Fe.



Po drugie - Już raz pisałem, co sądzę o "literackich, za przeproszeniem rzygowinach" którymi raczą nas "młodzi autorzy". Ta. Ja wiem, świat ssie. Każdy to wie Misz. Nudzisz. świat jest do dupy, a Ty zamiast z tego bagna próbować się wydostać, to taplasz się w nim radośnie i bezcelowo.

świat przyprawia Cie o mdłości, a Ty co? Wymiotujesz na czytelnika? I co, mam przyklasnąć?



Po trzecie - literacko Twój tekst to bardzo niskich lotów proza. Gdyby nie barwne epitety, nic by w nim nie zostało, no, może poza paroma przebłyskami myśli, jak w



"Odłóżmy nasze życie na później"



Ale mam dziwne wrażenie, że to mógłby być wypadek przy pracy.

Ale kroczy mi o to, że zwyczajnie wkurza mnie kolejny moralizatorski tekst napisany tak, żeby jak najbardziej odrzucić.



Podsumowując: Jak dla mnie tekst bardzo słaby. Na jedyny plus zaliczyłbym emocje i te przebłyski inteligentnego tekstu.



Pozdrawiam

Nine



Awatar użytkownika
Addy
Pisarz domowy
Posty: 136
Rejestracja: śr 19 kwie 2006, 12:36
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Addy » ndz 29 paź 2006, 17:14

Ja ledwo przedarłem się przez pierwszy akapit.

Takie gadanie o wszystkim i o niczym, pisanie żeby sobie pisać, a że świat jest be to ja wiem, mam to za oknem i nie chce mi się jeszcze o tym czytać.


Spotkanie dwóch osobowości przypomina kontakt dwóch substancji chemicznych: jeżeli nastąpi jakakolwiek reakcja, obie ulegają zmianie.

http://wlasnadroga-addy.blogspot.com/

Awatar użytkownika
martttyna
Pisarz osiedlowy
Posty: 231
Rejestracja: śr 05 lip 2006, 18:18
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: martttyna » sob 04 lis 2006, 21:04

Zgadzam się ze zdanie przedmówcy. Taka burza myśli...


Serce, które kocha, jest zawsze młode.

Przysłowie Greckie


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości