Rękopis znaleziony przy drodze

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mike
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: czw 01 paź 2009, 15:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Rękopis znaleziony przy drodze

Postautor: Mike » pn 05 paź 2009, 11:12

Pojawią się słowa powszechnie uważane za wulgarne

Senecja 620 rok, dzień… dobrze, że choć po pijaku rok pamiętam
___Zdrowo się musiałem urżnąć skoro wpadłem na pomysł spisania dziejów swoich.
Ale jak mawiał stryj nie zaczyna się od rzyci, bo tylko po mordzie dostać można. Najpierw trza jeden z drugim komplementem rzucić, wtedy zadek sam ci w łapy wpadnie.
Tedy do początku. Przy urodzeniu dali mi Albrecht. Ponoć ojciec ucieszył się okrutnie na wieść o tym. Trzy dni nie trzeźwiał, mimo że już czterech synów przede mną się doczekał. Cóż, uczuciowy był z niego człowiek.
___Moim ojcem był Darius de Viniari herbu srebrnego topora przez węża oplecionego w polu zielonym. Znaczy się po ludzku, siekiera i padalec na trawie. Jak dziś pamiętam minę herolda gdy mu to powiedziałem. Pamiętam też jak się pochwaliłem potem ojcu mą wiedzą heraldyczną. Szczęściem stryj i jego dwa kamraty byli w pobliżu, bo dziś, kto inny by losy moje spisywał. I za dużo atramentu by nie zmarnował.
___Ojciec mój panem był na Karczynie, zamku… a srał to pies i tak pewnie całą pisaninę w ogień cisnę. W kurniku żeśmy królowali otoczonym palisadą. Bydło z ludźmi w jednej izbie nie siedziało tylko, dlatego że rogacizna po drabinie chodzić nie umiała. Nie żart to zapewniam. Na cyplu żeśmy mieli siedlisko i wiosną woda nas, co i raz podlewała. Pradziad nasz był taktyk i strateg zawołany, Karczyn na cyplu podbudował. Swojacy mało, co się na bagnisku nie topili jak roztopy nastawały to, co dopiero o wrogu mówić. Zmysłu strategicznego odmówić mu nie sposób, ale o rozum to można by się spierać. Starczy tych wspominek, o mnie być miało.
___Jestem Albrecht de Viniari i jestem dotknięty przez diabła. Mam go we krwi. Ponoć leśna starucha mnie przeklęła cięta na ojca mego. Za co konkretnie, ustalić nie zdołano, co w żaden sposób nie przeszkodziło jej na stosie usmażyć.
Bujda i zabobon. Gdyby nie przypadkiem spotkany członek Bractwa do dziś bym wierzył, że czartowskim pachołkiem jestem. Zabrał on mnie do terminu, ojciec z radości trzy dni nie trzeźwiał. Wspominałem już, że uczuciowy człowiek z niego był? Z pewnością dopłaciłby jeszcze byle z obejścia ktoś mu diabelskie nasienie zabrał. Szczęściem serca utopić mnie nie miał, bo okazji było aż nadto.
___Mag zwał się Zygmar Hort, człowiek był z niego przyzwoity. Dokładnie wyłożył mi moje pochodzenie i wszelakie tego konsekwencje. A ważniejsze punkty zaakcentował dębową lagą.
___W zasadzie wielkiej kariery w czarodziejstwie nie planowałem, a i najwyraźniej pisana mi nie była. Nauka skończyła się na paru sztuczkach i nauce samokontroli. Mentor mój Zygmar Hort przechera był kuty na cztery nogi. A w zasadzie myślał, że był. Nawywijał trochę i zakasawszy koszulę nocną chyłkiem musiał nocą uchodzić. Szczęściem w pośpiechu pohałasował trochę, bo inaczej ze snu obudziłby mnie wąsaty pachołek komornika. I to raczej nie pocałunkiem. Choć diabli wiedzą, co by było gorsze…
Hort jako, że człowiek przyzwoity był rzekł do mnie tymi słowy:

„Bierz, co ci w łapy wpadnie i spierdalaj póki czas. I na Niezwyciężonego nie chwal się, żeś mnie znał”

___Cóż było robić? Słowo mistrza wszak świętość. Zgarnąłem szkatułę ze złotem i co tam jeszcze było pod ręką. Wziąłem też „tatową” zbroję, jak ją Hort nazywał, co się w kącie salonu kurzyła. Pewnie pamiętała jeszcze poprzedniego właściciela budynku. Do koni mistrz miał słabość to i było, z czego wybierać. Tedy wybrałem sobie dorodnego ogierka. I tak skończyła się moja przygoda z magią akademicką. Teraz przyszło mi czarować dziewki po karczmach. A nie chwaląc się brzydki nie jestem. Co więcej, jakbym niewiastą był to z pewnością bym sobie uległ.


Senecja 620 rok, dnia nie pomnę bom na kacu okrutnym
___Pół strony moich dziejów szlag trafił, nie trza był spać na dopiero co zapisanej stronicy. Ale od nowa pisać mi się nie chce. Zresztą i tak mi jedno pióro zostało, a na prośby o nowe usłyszałem co następuje:

„Spierdalaj i dupy nie zawracaj opoju jeden, inne zmartwienia na głowie mamy.”

Koniec cytatu. Tedy wnoszę, że moja kronikarska kariera ku końcowy zbliżać się raczy. Na inkaust pewnikiem też nie mam, co liczyć.
___W ramach oszczędności spiszę ostatnie wydarzenia, które doprowadziły mnie w te okolice. A była to historia prozaiczna rzec można. Ot traktem jechałem i natknąłem się na inkwizytorów społecznych. W ramach czynności służbowych planowali obwiesić kupca, a potem obadać czy podróżująca z nim baba diabla pod kiecka nie skrywa. Dwóch pachołków kupca porąbanych w pyle drogi leżało. Ale zdążyli usiec trzech zarośniętych jak wilkołaki drabów. Wznosząc okrzyki przeciw bluźnierczemu podziałowi dóbr ochoczo przerzucali powróz przez konar, gdym na polane zajechał. Siedmiu ich było, rzec by można liczba szczęśliwa.
___Właściwie powinienem ich pozdrowić i do złożenia broni namawiać, ale że mało się naczytałem poematów a więcej ksiąg, za których samo oglądanie stos groził, przeto natarłem na nich bez nijakiego ostrzeżenia.
___No i pokarał mnie Niezwyciężony. Ziemia powstała przeciw mnie. A konkretnie kretowisko. Koń wywalił się a ja grzmotnąłem na ziemię. Zamroczyło mnie zdrowo. Jak już na oczy przejrzałem to dwóch drabów krzepko za ramiona trzymało mnie, a trzeci coś tam mamrotał. Nie usłyszałem co, bo jeszcze mi w uszach dzwoniło. Ale pewnikiem nic dobrego, bo jego kamraci rechotali a kupiec zbladł jeszcze bardziej. Nienauczony doświadczeniem ponownie zrobiłem coś, co rycerz z poematów żadną miarą rozważać by nawet nie chciał. Wielce nie po rycersku kopnąłem tego gadającego w przyrodzenie. Temu po prawej pokazałem, dlaczego podkute buty są lepsze od łykowych łapci. Kość chrupnęła aż miło. A potem się zaczęło. To, że pisze dziś zawdzięczam „tatowej” zbroi mistrza Horta i kompletnemu nieudacznictwu drabów. Wyrwawszy jednemu z nich zza pasa topór rozszczepiłem łeb temu po lewej. Poprawiłem obuchem kulawemu, a jako że ściskającemu swe przyrodzenie poprawiać nie było trzeba, skoczyłem na pozostałych. Szczęście jednak mi dziś nie sprzyjało, topór uwiązł między żebrami pierwszego. Zagrzechotał na mym pancerzu szczerbaty niczym piła miecz. Walnąłem kułakiem na odlew. Okręciło gałgana wokoło. Ucapiwszy za klapy futrzanej kamizeli rąbnąłem go głową, aż mi się hełm przekrzywił. Ale nic to, porwawszy oręż z osłabłych dłoni chlasnąłem go przez gębę. Pozostała dwójka, pilnujący kupca i potencjalnie skrywającej diabła baby, nie czekała aż się zabiorą za nich. Pomknęli drogą, mało łapci z łyka nie gubiąc.
___I tak to było z ratunkiem. W dodatku kupiec sam się o mało, co nie powiesił zemdlawszy, gdy po dorznięciu rannych odciąć go chciałem. Miał chłopina szczęście, że mizerykordia pod ręką była, bo zbójeckim mieczem to linę piłowałbym do obiadu.


Senecja 620 roku, sen mnie okrutny zmorzył, ale kac za to przepadł
___A jednak mój kronikarski zapał nie wywietrzał wraz z gorzałką, a i po trzeźwemu łatwiej było inkaust wyprosić i pióro nowe. Stare, kurzence com nim poprzednie wpisy czynił szlag trafił. A konkretnie kot. Kurwi syn jeden właz oknem i począł łapą, żeby mu kulas oparszywiał i odpadł, pióro w kałamarzu trącać. Tak zbytkował, że wszystko na stół wypierdolił. Ze zdziwienia wielkiego skoczył na bok, a że wieczór był to wsadził kitę do kaganka. Ogień raz dwa go ogarnął. Bydle głupie poczęło w wizgiem rzucać się po podłodze, mało wszystkiego nie podpalając. Szczęściem zdążyłem ogień zadeptać. Kota po prawdzie też zadeptałem, ale kurwi to był syn, więc mu się należało. Wywietrzyć smrodu z całej karczmy niepodobna było, karczmarz boczył się na mnie trochę, ale słowa nie rzekł, w końcu zapłatę z góry wziął i to z naddatkiem.
___Rankiem rychtując się do drogi dostrzegłem, że wypadek dnia poprzedniego przyczynił dzieciakom ze wsi moc zabawy. Otóż gromada szczeniaków z kocim truchłem na kij nadzianym biegała od chałupy do chałupy dziewki strasząc, które z piskiem większym niż by należało do stodół i szop uciekały. Jak człowiek dobry uczynek zrobi to i od razu lżej na duszy. Pokrzepiony tym widokiem ruszyłem w drogę.


Senecja 620 roku, dzień... szlag by to trafił, nawet na trzeźwo i bez kaca nie pamiętam
___Czasem nastaje taka chwila, gdy bocianom czas w drogę. Niestety nie wszystkie bociany wyczucie czasu mają, a jak zamarudzą to i nieszczęście gotowe. Tak było i tym razem. Bocian, o którym mowa, także najwyraźniej przeoczył chwilę odpowiednią. Dojeżdżając do mostku nad przepaścią ujrzałem jak stoi na poręczy, podmuchami wiatru kołysany. Błagalne spojrzenie mi rzucił, zaś jeden z trzech drabów stojących obok rzekł do mnie tymi słowy:

„Jedźcie panie dalej i nie frasujcie się niczym. W prawie jesteśmy, zbrzuchacił córkę lorda Pandaresa, jakby herbowy był to byśmy na weselisku hołubce wycinali, a tak... Tedy nie wchodźcie nam w drogę, bo i po co kłopot se robić.”

___O lordzie Pandaresie słyszeć mi było dane. Słynął on z raczej radykalnych działań, ale zawsze do okoliczności adekwatnych. Zapowiadało się ciekawe widowisko. Machnięciem dłoni kazałem im kontynuować, a sam opałem się o łęk coby wygodniej było patrzeć.
Trzech drabów najwyraźniej wiedziało, co robić. Podejrzewam nawet, że by sprawniej się uwinąć przećwiczyli wszystko na zdybanym gdzieś na odludziu wieśniaku.
___Jak wspominałem uprzednio, postawiwszy bociana na poręczy mostu teraz uwiązali mu do ptaka jeden koniec sznura drugi zaś do solidnego pieńka. Takoż jak i bocian postawionego na poręczy. Sztuczka to była jak świat stara, delikwentowi kozik dawano i by pniak potem zrzucić. Pozostawało mu jakieś pięć uderzeń serca na decyzję co bardziej miłuje. Życie czy przyrodzenie. Tak było i tym razem. I w zasadzie wszystko potoczyć się winno wedle oczekiwań. Ale… Rzec im chciałam rzecz ważną, zbyli mnie jednak nie do końca uprzejmymi słowami:

„Może i jesteście szlachcic panie, ale na takiej robocie to się my znamy, tedy odpierdolcie się i siedzicie na rzyci jak wam wygodnie, albo jedźcie gdzie was droga prowadzi.”

___Cóż było robić. Wszak nierozważnie to wchodzić w tryby sprawiedliwości, zwłaszcza jeśli sprawiedliwość już się rozochociła i nie mogła doczekać się kiedy pieniek z mostu zrzuci. Pozostało tylko czekać. Bocian nie sprawił mi zawodu, ale nie wybiegajmy jednak zanadto w przód.
___Pieniek zepchnięty z poręczy pociągnął za sobą sznur. Bocian zacisnąwszy zęby ciął nożem, a potem… A potem skoczył na stojącego obok konia i ruszył galopem powiewając konopnym sznurem wciąż uwiązanym do tak umiłowanego przez mężczyzn jak i kobiety organu.
___Śmiać się nie wypadało, bo ani to uprzejme, ani też bezpieczne. Jednak powstrzymać się nie mogłem. Trzech drabów miało jednak inne zmartwienia niż mój śmiech. Dopadłszy koni bluźniąc straszliwie w pogoń ruszyli.
___Ech, gdyby ludziska zamiast pędzić w zaślepieniu, choć przez chwilę ucha nastawili. Człek sporo po świecie się poniewiera to i warto go czasem posłuchać. A cóż takiego rzec im chciałem? Otóż w wykonywanym wyroku pewna nieścisłość powstała. Ale tak to jest z opowieściami z ust do ust przekazywanymi, często i po gorzałce. Coby uniknąć podobnych ekscesów zamiast sznura drutu winno się używać. Ot i cała tajemnica.
___Występy skończone, aktorzy pojechali tedy i mnie czas w drogę, a chciałem przed zmrokiem do karczmy jakiejś dotrzeć. Strony niby spokojne, ale zbójcy zawsze mogą się jacyś napatoczyć albo bestyja jaka. Z dwojga złego zbójców bym wolał, nawet jak grosza nie mają to zawsze się znajdzie u nich antałek sikacza jakiegoś. No, wiatr pergaminy porwać mi zamiaruje tedy kończę na dziś pisanie.


Senecja 620 roku, dzień… kolejny. Który by nie był to jest ciepło.
___W stronach tych kalendarza nie uznaje nikt, a na o miesiąc pytanie powiedział mi kmiot jeden cobym se w nocy popatrzył. Aż się nogami nakrył, gdy mu świadomość klasową przywróciłem. Ale nic to, jaki miesiąc by nie był to ciepło jest, więc z pewnością to jeszcze lato. Wszak na południe żem tak daleko nie dojechał, skoro po wsiach swojskie gęby zza płotów wyglądają.
___Srał to pies, o czym innym pisać chciałem. Otóż, wystawcie sobie, dzisiaj na trakcie spotkanie miałem. Ot przygoda taka wesoła. Trakt wiódł na południe, do najbliższej osady pół dnia drogi a tu koło zagajniczka na cisawej klaczce takoż cisawa panna. Ujrzawszy mnie nie przestraszyła się wcale. Po prawdzie to i brzydki nie jestem, ale jeszcze nie zdarzyło mi się by panna w lesie sama zdybana na zadowoloną wyglądała. Miast tego rzekła do mnie tymi słowy:

„Witaj szlachetny panie, koń mnie poniósł a teraz okulał i iść dalej nie chce. Zechciejcie mi pomóc”

___Cóż było robić, panna uśmiechała się tak, że tuzin mężczyzn dałoby sobie dla niej prawę ramię odrąbać. I by, kurwa kiepsko na tym wyszli. Na co takiej kaleka? Tu i zdrowy chłop się porządnie narobić przy takiej musi.
Zsiadłem i puściłem wodze wierzchowca. Wiedziałem, że nigdzie nie odejdzie, pewność moja bynajmniej z tresury nie wynikała. Ot, po prostu skurwiel wiedział, że to ja rządzę workiem z owsem. A jak będą się go głupie pomysły trzymać to i z ostrogami przeprosić się mogę.
___Panna bez słowa prawą nogę mi wskazała. Wolałbym ja jej nóżkę zbadać niźli klaczą się zajmować, ale w końcu szlachectwo zobowiązuje. Obejrzałem dokładnie nogę wraz z kopytem, jednak klaczka zdrowa była, za to jej właścicielce najwyraźniej na zbytki się zebrało. Ledwom się podniósł, z bliska obejrzeć mi dane było pięknie wypolerowany grot bełtu. A i kusza była niczego sobie, lekka, zdobiona, do damskiej rączki idealna. Tak jak i panna kuszę dzierżąca. Z nowej perspektywy ją ujrzawszy wiedziałem, że nadszedł koniec, mnie Albrechta de Viniari. Grot trafił bezbłędnie w serce za nic mając sobie wysłużony napierśnik i kolczugę. Bez szans byłem od samego początku. Bez szans. Gnojek ze skrzydełkami, Amor w dupę ryćkany, nie miał kiedy się do roboty wziąć.

„Dawaj mieszek, pierścienie i co tam w jukach masz cennego!”

Zakomenderowała panna wciąż pięknie się uśmiechając, a to że „szlachetny pan” gdzieś zawieruszył po drodze to nawet uwagi nie zwróciłem. Jej prośbę spełniłbym bez wahania, alem się ździebko wkurwił, że na tak prostacką sztuczkę mój anioł umiłowany chciał mnie wziąć. Żeby mnie baba za nos wodziła to jeszcze się nie zdarzyło. Rzekłem tedy ja do niej:

„Proś pani o wszystko, co tylko mam, a z radością u stóp twych złożę wszelakie bogactwa. Jeśli to za mało będzie powiedz tylko słowo, a wyruszę zdobyć skarby godne twej urody.”

___Ech, baby. Żadna nie przyzna, że łase na piękne słówka są. A najgorsze to te ładne, bo niby przyzwyczajone, ale zawsze im mało. Wystarczy zacząć komplementy prawić by jedna z drugą zapomniały, iż mężczyzna też rozum ma i myśleć o czymś poza dobraniem się do gładkiego zadka czasem potrafi. Ta moja jedyna może i wyjątkowa była, ale nie pod tym akurat względem. Nawet uwagi nie zwróciła, gdy palcem do bełtu sięgnąłem i lekko nacisnąwszy z łoża go wyrzuciłem.
___Widać Amor jedną miał strzałę dziś tylko w kołczanie, bo cisawa panna bez wahania spust nacisnęła. Ot, szczęście że nieobyczajne słowo na usta samo się cisnące powstrzymać zdążyłem gdy koziołkując bełt przypierdolił mi w palce. Ale nic to, już pisać mogę tedy nie ma nad czym się rozwodzić. Może litery ździebko koślawe jeszcze, ale przejdzie mi.
___Wróćmy do mej lubej. Otóż zanim do główki jej, co weselszego niż z kuszy do mnie strzelanie przyszło, zsiąść jej pomogłem. Niestety nie na sposób dworski, ot zwyczajnie smukłą jej stópkę do góry podniosłem, a grawitacyja zrobiła swoje.
___Spytacie się, co to ta grawitacyja? Trza było do szkół na nauki chodzić. Ale nie sromajcie się, wyjaśnię ja wam w słowach kilku. Otóż, to taki wszechobecny duch, co to wszelakie rzeczy przy ziemi trzyma. Jak co chce się od niej oderwać to nie pozwala. No chyba, że magią, ale czekajcie niech no tylko magia się skończy tedy obaczycie. Grawitacyja to skurwysyn mściwy niesamowicie. Wystawcie sobie, że im kto dalej od ziemi się oddali temu mocniej grawitacyja przypierdoli. Tyle nauk, trza do mej wybranki wracać.
A wybranka moja… zsiadła. Mało elegancko, ale skutecznie, na tyle skutecznie, że do zmysłów jeszcze nie wróciła, a obozowisko zdążyłem rozbić i skreślić te słów parę.
Chyba trza będzie sole trzeźwiące jakieś odkopać w sakwach. Może coś tam jeszcze zostało, czego nie zużyłem w mniej szlachetnym celu. Tedy bywajcie i kciuki trzymajcie, by panna pamiętliwa przesadnie nie była bom na szlaku długo już to i samotność doskwiera.



Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maladrill » pn 05 paź 2009, 17:09

Bardzo mi się to spodobało. Jest kilka literówek i parę razy złapałem jakieś błędy wynikające z tego, że gdzieś pogubiłeś się w inwersji i zabrakło jakiejś części zdania.

Tekst jest zabawny i dobrze się czyta mimo z pewnych utrudnień związanych ze stylizacją. Kilka stron dam radę tak przeczytać, ale na dłuższą metę nie dałbym rady. W takich sytuacjach warto przechodzić od narracji pierwszoosobowej (kronika) do narracji trzecioosobowej (w której będziesz mógł się posługiwać językiem niestylizowanym).

Przyznam, że poziom tego fragmentu jest bardzo wysoki, w zasadzie po drobnych korektach nie zdziwiłbym się wcale, gdyby (po tym jak napiszesz całość, wraz z sensownym zakończeniem) za jakiś twoje opowiadanie ktoś raczył wydrukować. Wręcz jestem tego pewien.

Powtórze jeszcze raz - bardzo mi sie spodobało



Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » pn 05 paź 2009, 18:19

Bardzo mi się podobało. Naprawdę super. :)

Tekst sprawia wrażenie napisanego przez autentycznego gawędziarza. Jest bardzo zabawny, a stylizacja wnosi lwią część klimatu. Naprawdę dobra robota z tą archaizacją.

Bohater jest barwny i kojarzy się ze szlachtą sarmacką, jednocześnie ciekawe jest pomieszanie światów, szkoda jednak, że jeszcze mało wiemy o tych realiach.

Mam nadzieję, że masz jakiś większy pomysł, bo na razie mamy do czynienia ze zlepkiem różnych przygód. Na razie czyta się to przyjemnie, ale na dłuższą metę mogłoby nużyć. Czyżby historia kobiety miała być tą dłuższą?

Wciąga takoż. Nie mam za bardzo czasu, miałem tylko pierwszych parę zdań przeczytać, ale pochwyciłeś mnie właśnie stylizacją oraz humorem i nie wypuściłeś do końca. :)

Od dawna nie czytałem tak dobrego tekstu na forum. Drobne błędy może i były, ale po pierwsze - były drobne, a po drugie pod naporem dobrych stron zupełnie mi umknęły. Naprawdę świetna robota. Po korekcie, ze spójną, zamknięta historią, zdecydowanie ma szansę na publikację.

Brawo. ;)

Pozdrawiam.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Mike
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: czw 01 paź 2009, 15:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mike » wt 06 paź 2009, 11:32

Dzięki za weryfikacje

Co co zmiany narracji to raczej nie w tym przypadku. Zdecydowałem na pełny kronikarski punkt widzenia. Przeskok do 3osobowej narracji wg mnie pozbawiłby opowiadanie nastroju.
Nieststy w tej formie narracji osobiście brakuje mi możliwości pisania dialogów. Może to jakieś skrzywienie, ale lubię dialogi :)
Bez obaw. Tasiemców brazylijskich produkować nie zamierzam. Najchętniej skończyłbym opowiadanie w kolejnych 14tys. znaków. Ewentualnie wywalając nawet kawałek o bocianie, można sie bez niego śmiało obejść i najmniej mi się podoba.

Historia z kobietą zawsze jest tą dłuższą, nawet jeśli pojawia się ona tylko na chwilę. :) Postanowiłem o nią oprzeć dalszy ciąg jak i zakończenie.

Reala w zasadzie nie wiele róznią sie poza magią, wierzeniami i geografią od naszgo średniowiecza. Wyjściowo był to świat Grayhawk do dnd, ale że jestem leniwy to nigdy nie przeczytałem o nim ani słowa. Całą wiedzę czerpałem od osób trzecich i zbudowałem sobie własne wyobrażenie. :)

W miarę możliwości prosił bym o wytkniecie i tych drobnych błędów. Niestety mam słabe oko do ich wyłapywania. Mimo, kilkukrotnego czytania i drukowania i tak się jakieś przekradły.



Awatar użytkownika
Gwynbleidd12
Pisarz domowy
Posty: 155
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Made in Poland
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gwynbleidd12 » wt 06 paź 2009, 17:54

Genialne! Dawno nie czytałem o tak naturalnym bohaterze. Potwierdzam słowa przedmówców, barwny on jak cholera. Nie są to raczej kolory tęczy, a odcienie wymiocin :D , ale to bardzo dobrze! Nikt nie zniósł by bohatera bez wad.

Słów kilka o błędach. Występują w niewielkich ilościach, ale jednak. Wyjątkiem są przecinki. Ich braków jest od groma. Już w drugim zdaniu widać ich braki. "jak mawiał stryj" to wtrącenie, więc powinno być oddzielone od reszty zdania przecinkami lub myślnikami. Zdanie "Swojacy mało, co się na bagnisku nie topili jak roztopy nastawały to, co dopiero o wrogu mówić.", to przykład źle postawionego przecinka, zabrać z przed "co" (obu), wstawić przed "jak" i "to".

Jeszcze trochę tego typu baboli jest, ale szkoda klawiatury na pisanie o tym (nie żeby było ich strasznie dużo, po prostu mi się nie chcę).
Po lekturze tego poradnika sam je zauważysz.
http://piorem-feniksa.blo...7781,index.html

Zaznaczę jeszcze tylko, że nie przed każdym "co" wstawia się przecinek.

Idziemy dalej.

ku końcowy

Literówka.


diabla pod kiecka

Brak polskich znaków.
Siedmiu ich było, rzec by można liczba szczęśliwa.


Pomiędzy można i liczba winien być - lub ,

Piszesz o Amorze, czyli mitycznej postaci świata realnego. A opowiadanie rozgrywa się w fikcyjnym. To nielogiczne.

W średniowieczu znano grawitację?( to twój świat fantasy, wymyślaj co chcesz, ale kilka osób może się zdziwić)

Nic więcej nie znajdę. Mam nadzieje, że pomogłem.

[ Dodano: Wto 06 Paź, 2009 ]
Powyższy link nie jest poprawny. Oto właściwy:

http://piorem-feniksa.blog.onet.pl/2,ID ... index.html



Awatar użytkownika
shelion
Pisarz pokoleń
Posty: 1014
Rejestracja: pn 24 sie 2009, 01:10
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Małopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: shelion » wt 06 paź 2009, 21:54

Miałem nic nie pisać, bo moi szanowni przed...mówcy (? :D) napisali już wszystko, a przynajmniej tak mi się wydaje.

Chciałem tylko napisać, że utwór bardzo, bardzo mi się podobał. Nie odczuwa się tutaj sztucznego silenia się na komizm etc. Teksty lecą tutaj naprawdę na poziomie!
Podobało mi się również to, że zastosowałeś (z umiarem) słownictwo charakterystyczne dla średniowiecza. Nie przesadziłeś z nim i dlatego utwór czyta się tak łatwo i przyjemnie! Pisz więcej takich utworów. Wierzę, że uda Ci się kiedyś wydać jakiś zbiór opowiadań, a wtedy taki będzie jak bonusik :D

Naprawdę mi się podobało! BRAWO!


Obrazek
----------------------------------------------------------------------
Obrazek

Awatar użytkownika
Mike
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: czw 01 paź 2009, 15:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mike » śr 07 paź 2009, 10:35

Dzieki za link, przyda sie bo przecinki nigdy nie były moją dobrą stroną.

Grawitacja, hmm. Sam niewiem, jakoś tak samo wyszło i nawet nie zastanowiłem się nad tym głebiej. Niby naukowcy i wynalazcy poniewieraja sie po swiecie, ale faktycznie nie do końca pasuje to w opowiadaniu fantasy.

Amor - z jednej strony masz rację, ale z drugiej wstawiając tu imię fikcyjnego osobnika pełniącego te same funkcje co Amor musiałbym wyjasniać kim ten koleś jest itd.



Awatar użytkownika
Gwynbleidd12
Pisarz domowy
Posty: 155
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Made in Poland
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Gwynbleidd12 » śr 07 paź 2009, 20:41

Podziękuj Shelionowi a nie mnie :D

P.S. Ale szybko "Rękopis" tu przenieśli.



Awatar użytkownika
Mike
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: czw 01 paź 2009, 15:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mike » śr 07 paź 2009, 21:38

W Twoim poście był link :)

Szybko? Dwa pozytywne wpisy i hop. Według regulaminu. Czyżbym okazał się wyjątkowym okazem :p?



Awatar użytkownika
shelion
Pisarz pokoleń
Posty: 1014
Rejestracja: pn 24 sie 2009, 01:10
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Małopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: shelion » czw 08 paź 2009, 11:42

A to dlatego, że dostałeś opinię co najmniej dwóch weryfikatorów a to jest wymagane do przeniesienia :)


Obrazek

----------------------------------------------------------------------

Obrazek

Awatar użytkownika
Mike
Zarodek pisarza
Posty: 15
Rejestracja: czw 01 paź 2009, 15:23
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mike » czw 08 paź 2009, 14:27

Drażąc temat szybkości: ile przeciętnie zajmuje przeniesienie tekstu do zweryfikowanych?



Awatar użytkownika
shelion
Pisarz pokoleń
Posty: 1014
Rejestracja: pn 24 sie 2009, 01:10
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Małopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: shelion » czw 08 paź 2009, 20:10

Hm... to zależy od tego jak szybko dostaniesz co najmniej dwie oceny od weryfikatorów (a nie od normalnych użytkowników). W regulaminie pisze, że po 30 dniach masz prawo zgłosić się do wybranego weryfikatora i poprosić o weryfikację. Jeśli oceny dostaniesz wcześniej to tylko z dobrej woli weryfikatorów. Wszak to przecież też ludzie i mają również inne rzeczy do zrobienia. Dlatego oceniać mogą również normalni użytkownicy. I wtedy masz nakreśloną ocenę tekstu.


Obrazek

----------------------------------------------------------------------

Obrazek


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości