Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Umarli żyją dłużej cz II

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Umarli żyją dłużej cz II

Postautor: MAREL » pn 28 wrz 2009, 09:46

Kolejna słowa kieruję do prawdziwych mężczyzn, żeby zastanowili się nad sobą albo nad
przyczyną kolejnej porażki ich ulubionego klubu sportowego. Wnioski będą podobne, bo
życie należy do zwycięzców, a w lidze zwanej rodziną gra wiele drużyn. Często reguły
ustalane są w szatniach, sędzia przekupiony, a podczas meczu dużo się fauluje.
„ Już po mnie”, „ Nie żyję”, „ Dlaczego ja?” – wiele innych słów przelatywało za mą skorupą
zwaną twarzą. Maską obłudy, kłamstwa i ukrytych pragnień w teatrze bez reżysera i
publiczności. Byłem wyjałowiony, bezradny i bezbronny. Bez języka, którego mi
najzwyczajniej w świecie zabrakło w gębie. Pomysły, moja mocna strona, umknęły
pozostawiając pustkę. Mógłbym co prawda użyć starego, prostego i skutecznego sposobu
dżdżownicy amerykańskiej, która w przypadkach zagrożenia życia, nieruchomieje, stygnie
i udaje martwą, wydzielając śmierdzącą substancję. Na szczęście nie skorzystałem z tego.
Widok mdlejącego faceta wśród ubranej w kuchenny fartuszek żony, kochanki w
seksownej bieliźnie, do tego przy mamusi z misiami na ręce mógłby jedynie spowodować
wybuch śmiechu i utratę resztek czegoś, bo o honorze nie było mowy.

Kiedy przyprowadzasz do domu po raz pierwszy swoją dziewczynę, a na powitanie
wsadzają jej łepek w rodzinny album…

Kiedy pełen żądzy, nadziei i ufności w rozum i bystrość starych, rodzeństwa czekasz, aż
nagle „ ważne sprawy” wygnają wszystkich w cholerę gdziekolwiek, a tymczasem całe
stado zbiera się w stołowym pokoju przy twojej panience i głaszcząc po kręconych,
kasztanowych włosach podziwiają jej urodę…

Kiedy rozsadza ci serce, motyle w brzuszku własnym latają , gardło ściska i dusi. Krótko
mówiąc, masz objawy, a na lekarstwo wspina się najmłodsze pacholę z twojego stada.
Śliniąc się, gugugagając zaprasza do zabawy…

Kiedy czas wartość swą traci, chwila w wieczność się zamienia i umrzeć jesteś gotowy dla
słabości swej, którą później kurestwem nazywać inni będą, a tymczasem mamusia do
kuchni pomknęła ciasto z niedzieli podać, kakao twe ulubione. Ojciec tymczasem, w
dziurawych skarpetkach na wyciągniętych pryszczatych nogach, prycha i sapie…

To nie jest dobrze bracie. Pora na zmiany. Zapamiętaj sobie. Jesteś jastrzębiem. Nawet
jeśli wychowywały cię kury, nie zapominaj o swoim pochodzeniu. Do ciebie należy
przestrzeń. Nie jesz gotowanych marchewek i owsianki na śniadanie. Nie musisz ścigać się
z Turbodymomanem w ilości wydziobanego ziarna. Uciekaj z kurnika, a jeśli wiesz, że będą
po tobie płakać – wznieś się nad podwórko, rozwiń swe skrzydła i przeleć nad drobiem.
Cień młodego jastrzębia jest straszny. Zrozumieją, żeś drapieżca. Odkrywca i wojownik.
Na nic branie pod piórka na grzędzie. Wyszukiwanie robaczków w gnojowisku przy budzie
wiejskiego watażki. Stwierdzenie „ trzepać jastrzębia” pozostanie nigdy niewypowiedzianą
obelgą w ustach twoich wrogów, na których będziesz spadał jak błyskawica. Łamiąc im
karki, dziurawiąc pustawe gdaczogłowy odnajdziesz siebie, a o nic innego w życiu przecież
nie chodzi.

Nie zwracaj uwagi na zniewieściałych kolegów. Jeśli spotkasz klnącą kobietę też się nie
zrażaj. Wszyscy poruszamy się po omacku i tak do końca nie wiemy, kim jesteśmy.
Dlatego ubierz się ładnie, w końcu będziesz umierał. Poszukaj liny. Wisi tam gdzie zawsze.
Idź, nie oglądaj się za siebie. Wejdź do środka, uwieś się, łapiąc obiema rękoma i kołysz
ile się da. Niech dzwony biją, ludzie głowy podnoszą, bo jesteś wart tego. Dźwięk po okolicy pomknie. Przez pobliski cmentarz przeleci, kruki same poderwą się z gałęzi wiedząc
co się święci. Do domu rodzinnego dotrze. Oznajmi, żeś do lotu gotowy, własne gniazdo
zakładać. Pełno słabości w tobie, ale w tym kryje się siła i wielkość pisklaku – tak sobie
mówiłem po fakcie. Kiedy wszystko za mną było.

- Wiedziałam, że to się tak skończy – Stałem na środku pokoju, kiedy odezwała się
mamusia – Po prostu czułam – Milczałem. Wyższość jednego nad drugim nie polega na
różnicy wzrostu. Większość kobiet wie lepiej, czuje wcześniej. O ile posiadają mózg.
Stwierdzić jednak, o najbliższych, że „ są ten tego” nie wypada i nie można. Każda matka.
Żona i kochanka ma zawsze rację. Jastrzębi spryt polega na tym, żeby mieć „ swoją”
wiedzę, nie obnosić się z tym i robić swoje. Prostowanie kobiet, krzyżowanie poroży z
innymi samcami, bez względu, ojciec ci to, brat może, jest zupełnie bezsensowną stratą
czasu. Dlatego milczałem. Oczywiście mogłem powiedzieć swoje.” Ach tak? To dlaczego
szanowny tatuś odszedł, a inni mężczyźni obchodzą mamusię szerokim łukiem? Mnie tam
psycholog z certyfikatem ISO powiedział, że mam wielkie braki, bo przez całe dzieciństwo
przeszedłem, bez kontaktu ze smrodem męskich skarpetek, potu i bąków.” Nie kopie się
leżących. Nie dobija rannych. Wreszcie, nie wolno uderzyć kobiety. Ani słowem. Ani ręką.
Ani tłuczkiem. Kłócić? Jak najbardziej. Kiedy rodzicielka otworzyła rodzinny album, a żona i
kochanka pochyliły się nad moim czarno białym zdjęciem na ośle, zrobionym w
siedemdziesiątym dziewiątym w Międzyzdrojach przy molo. Gdzie dodatkowo na lewym
ramieniu siedziała mi małpa, która zresztą mnie obsikała, a ja miałem wtedy kilka lat.
Kiedy własna matka patrząc mi w oczy powiedziała, cholera wie do kogo – Był takim
cudownym dzieckiem, kto by pomyślał, że bydle wyrośnie? – Ciągle milczałem. Ale kiedy
obróciła stronę, popukała w kolejny dowód mojej męskości i usłyszałem – O, proszę. A to
jego pierwsza miłość. Agatka. Wszystkie świecidełka wyniósł jej wtedy po kryjomu z domu.
Zostałam bez broszki, uwierzycie? – Poniosło mnie. Przyznaję.

- Mamo, kurwa jego mać! Miałem wtedy siedem lat - Mówią, że początek świata nastąpił
nagle, z hukiem i nie wiadomo właściwie dokładnie dlaczego. Tak się czułem. W krzyżowym
ogniu oskarżeń i reprymend typu – Jak ty się odzywasz do matki? Nie wiedziałam, że z
ciebie taki cham. Patrzcie go, nie dość, że kurwiszon, to do tego jeszcze prostak – W
kolejności wypowiadanych przez rodzicielkę, kochankę i żonę zdań, zrozumiałem chyba
tatusia. Jastrząb senior odleciał kiedy ledwo się urodziłem. Nie było mowy o opierzaniu się,
nauce latania czy podbijania okolicy. Wyciągałem wtedy niezgrabnie szyję po kolejne
butelczyny ze smoczkami, a osobistą, najbliższą i najwierniejszą powierniczką była moja
pielucha. Zawsze skora do zabaw, zawsze obecna. Marszcząca się wesoło. Wiszące w
poprzek zabawki, jakieś takie bezpłciowe, uderzane w te same miejsca, wyrzucały z siebie
ciągle podobne dźwięki. Na krótką metę były śmieszne, ale odtąd zawsze starałem się mieć
w łóżku coś skorego do zabawy, wesołego i ciepłego. Może dlatego zostałem
długodystansowcem?

- Przestańcie! Co wy wiecie o życiu i mężczyznach? –Powiedziałem broniąc się przed
linczem. To był błąd. Gdybym tam zginął, rozszarpany na strzępy zostałbym ofiarą. Nie
wolno, pod żadnym pozorem. Nigdy, żadnej kobiecie powiedzieć, że nie zna się na życiu i
facetach. Popełniłem sepuku, nie będąc ninja. Takie rzeczy to tylko u mnie.

- Ach tak? No to słuchamy? – Zapanowała jednomyślność. Rozsiadły się wygodnie na
kanapie. W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Dobry Panie Boże. Każdy może się
przecież do Ciebie modlić. Mówią o Tobie różnie. On. Ona. Trójca. Nie wnikam. Przyślij mi
tylko – O Panie – pomoc w postaci telefonu z warsztatu, że nowy klient, reklamacja jakaś,
wypadek, kolizja chociaż. A ja wtedy sobie poradzę. Powiem im, całej trójce i każdej z
osobna – Idę, muszę zarabiać pieniądze, realizować się, spełniać i dajcie mi święty spokój
z waszymi problemami – Potem wyjdę, trzasnę drzwiami i umknę. Proszę Boże. Jeden
telefon. Dla pewności podaję numer 654… - Modliłem się do tej pory dwa razy w życiu.
Telefon milczał. Bóg jest kobietą. Wierzcie mi.

Siedzące na kanapie różniły się wiekiem, wyglądem, charakterem i zapachem. Ale ja nie o
tym. Popatrzcie sobie sami na własne w realu albo na zdjęciach. Chodziło mi o to, że mimo
wszystkiego co je dzieliło, zainteresowały się jednym. Jeśli ktoś mówi o mężczyznach
wiecznie myślących o kobietach, nie jest do końca szczery. Kij ma dwa końce. Mogłem
wyjść, uciec, zadzwonić na audio tele i za osiemnaście złotych polskich, dziewięćdziesiąt
cztery grosze minuta połączenia bez Vat – u dowiedzieć się kiedy umrę. Za dwanaście
trzydzieści pięć z Vat -em powiedzieliby mi, kiedy się rozwiodę, a od wróżki Sonii bez Vat –
tu, za jedyne cztery złote dowiedziałbym się, czy jestem szczęśliwy. Cholera wie, co mnie
trzymało bez ruchu, w pionie z butami na dywanie. Cień jastrzębia przemknął nad
podwórkiem. Nabrałem powietrza.

- Zawsze traktowałaś mnie jak dziecko. Nigdy nie miałem prawa zostać mężczyzną.
Gotowałaś sobie szczęśliwą starość przy boku synusia. To jest zboczenie, proszę ja ciebie.
Kompleks Edypa, czy jakoś tak. Nie wiem dokładnie. Nie znam się, pociągają mnie silniki
benzynowe z turbodoładowaniem, a nie rozmowy w toku – Mamusia zakryła twarz rękoma i
zaczęła spazmować. Żona z kochanką zaczęły pocieszać płaczącą. Lotu nie można
przerwać. Zrobiłem okrążenie.

- Wiesz co to jest małżeństwo? To włos, który na pewno kiedyś znajdziesz na własnym
języku. Przy jedzeniu domowego krupniku, na przykład. Najpierw rzucasz się na talerz.
Potem czujesz takie łaskotanie w podniebieniu. Otwierasz usta i plujesz, bo doskonale
wiesz co to. Niestety musisz włożyć palec. Grzebiesz, drapiesz, łapiesz. Wyciągasz drania na zewnątrz, mało co nie rzygając. Wtedy do kuchni wejdzie twoja druga połówka, która
powinna być w zasadzie łysa. Taki był długi. Jakby nigdy nic spyta się „ I co, smakowało?”.
Już wiesz, że to nie była miłość. Normalnie, w barze zrobiłbym dym na cztery fajerki. Z
wezwaniem kierownika sali, sanepidu i ruskiej mafii. Krzyczałbym, że to hańba, drwiny z
klienteli i lokal należy zamknąć, a moja noga tu więcej nie postanie. W domowej kuchni
takie numery nie przejdą. Co najwyżej podniosę francę na wysokość twoich oczu i
powiem „ O włos”, a ty „ No i co z tego?”. W nocy przytulę się do ciebie. Dotknę ustami
głowy i żołądek podjedzie mi do gardła. Potem spełnię obowiązek, a od drugiego dnia
zacznę szukać kochanki – łkanie przeniosło się na drugą skorupę. Aha została kochanka. Trzeci nawrót. Skrzydła rozłożone. Pęd powietrza, powiew wiatru i wysokość. To się
nazywa wolność .

- Nie jesteś wcale lepsza. Chociaż powiem szczerze, mimo swego wieku masz to coś. Znam
wiele kobiet. Stare dwudziestolatki, tryskające energią czterdziestki. Zajmujesz miejsce
pośrodku. Kilka lat starsza od swojej przyjaciółki, a mojej żony. Kilkanaście lat młodsza od
mamusi. Byłaś złotym środkiem. Jedno ale. Niepotrzebnie przez sen wołasz Darka. Nie
wróci, a ode mnie nie dostaniesz zapomnienia. Daleko mi do Mikołaja. Jestem
mechanikiem – Miarka się przebrała. Po czwartym uniku wycofałem się do przedpokoju.
Kolejne przedmioty rozwalały się o ściany. Chyba nie umiem rozmawiać z kobietami.
Zabrałem z wieszaka kombinezon. Wyszedłem.

Oglądałem kiedyś film erotyczny kręcony z warsztacie. Wszystko kłamstwo. Po czterech
minutach tego, co oni wyprawiali na ekranie , ktoś miałby wbity w tyłek, oko czy jeszcze
gdzieś śrubokręt, klucz do świec albo zestaw reperaturek. Po ośmiu leżeliby na dnie kanału
z połamanymi kończynami. No chyba, że aktor spadłby na brzuch. Mięśnie też można
złamać. Wracając do tematu. Spanie w kanale odpadało. Ruszyłem przed siebie polną
drogą. Tak znalazłem stóg.

Muszę wam wyznać, że mechanikiem samochodowym jestem z zamiłowania. Wrodzonego
talentu. Archeologia natomiast jest moim hobby, co pozwoliło mi dotrzeć do piątego
semestru studiów zanim wywalono mnie na zbity pysk. Zapach ziemi, siana i wolności
zwalił mnie z nóg. Spałem jak zabity.


# Operacja mamut #

Siedzieliśmy wokół ogniska tyłkami dotykając drewnianych, suchych kloców. Płomień
i sex wirowały w powietrzu. Podkręcany lekkim wiaterkiem, kusił, zapraszał i kłaniał się
niewiadomo komu. Uczestnicy obozu „ Ziemia nie milczy” spędzali kolejny wieczór wśród
szumiących nieopodal drzew i strzelającego paleniska, na polanie będącej dawniej
pogańskim cmentarzem. Nikt z nas za kołnierz nie wylewał. Tak gdzieś w środku nocy,
kiedy słabe głowy pokotem powalone, leżały w namiotach, zrobiło się dziwnie. Czułem wokół siebie obecność kogoś, ale nie potrafiłem tego opisać ani sprecyzować. Nie należałem do mięczaków, obserwowałem pozostałych. Zachowywali się w miarę normalnie. Nie licząc rzygającej w ciemność Agnieszki i drapiącego się po jajach Romana. Dziwna sprawa. Ktoś wtulił twarz w moje włosy, chłonął ich zapach, głaszcząc szyję. Tego było za wiele. Zerwałem się z miejsca szukając sprawcy zamieszania.
- Odejdź ode mnie! – wziąłem spory zamach, żeby odepchnąć, pozbyć się pijanej koleżanki. Nie lubiłem amorów z pijanymi, szukającymi przygód i zapomnienia kobietami. Choćby nie wiem jak były atrakcyjne. Cios trafił w próżnię, nicość. Zmielił powietrze. Poleciałem ku ciemności, potykając się o wystający klocek. Runąłem jak długi, zębami ryjąc w ziemię. Była zimna, nieco wilgotna i miała smak kaszanki wymieszanej z parmezanem. Towarzystwo zamilkło, na chwilkę. Wiedziałem, co będzie dalej. Wybuch śmiechu. Nie myliłem się.
- Siadaj, nie obrażaj ich – szanowałem Piotra. Najstarszego z nas. Doświadczonego mężczyznę, który nie miał sobie równych w piciu i myśleniu.
- Kogo? – wyplułem trawę, dżdżownicę i resztki kiełbasy. Wróciłem na klocek.
- Gospodarzy polany, przecież jesteśmy tu gośćmi, nie wiedziałeś? – nie chciało mi się rozmawiać o duchach, aniołkach i diabełkach. Walnąłem dwie szybkie kolejki, żeby się skończyć. Cholera jasna. Dziwna noc. Zwykle, po takiej dawce leżałbym gdzie popadnie. A tak nie dość, że wóda wchodziła jak mleko kotu, to znowu moje włosy stały się celem igraszek.
- Spodobałeś się jej – Piotr pociągnął łyk z metalowego kubka i uśmiechnął się, patrząc za mnie. Siedzące obok towarzystwo, lekko spłoszone, szare na twarzy w popłochu opuszczało ognisko, zmykając do namiotów. Kurwa żesz jego mać! Mówiłem, mówiłem, że Grzesiek to jest dobry organizator, ale na niedzielne wypady rowerowe za miasto. Przecież on nie odróżni mamrota od cytrynowego Absoluta, bo nie ma kubków smakowych! Kupił jakiś szajs, a teraz zaczniemy po kolei wariować i do rana wyrżniemy się nawzajem! Zabrakło mi oddechu. Coś chwyciło mnie za gardło. Usiłowałem się wyswobodzić.
- Zostaw, to powitanie – jedyny ostały man, siedział dalej z pełnym spokoju i opanowania wyrazem twarzy. Powiedziałbym nawet, zachwyconym licem. Próbowałem się uspokoić. Jak to było? Wdech, wydech. Łatwo zapamiętać. Kątem oka zauważyłem, że ekipa z namiotów, na czworaka, na barana, ciągnięta za nogę, uwieszona u ramion oddala się w las. Heh. Słyszałem kiedyś, że szaleństwo może objawić się w każdym momencie życia. Tylko kto tu jest jebnięty? Ci co uciekają, czy ja z Piotrkiem? Uścisk zelżał, poczułem ciepło na policzku.
- P o c a ł o w a ł a c i ę - usłyszałem podziw kolegi. Tego było za wiele. Chyba zemdlałem.
Nie wiem, ile czasu nie było mnie w reality show. Otworzyłem oczy. Zobaczyłem Piotra, pijącego i rozmawiającego z ogniskiem. Podniosłem się. Fack! Zeszczałem się w spodnie!
- P o c a ł o w a ł a c i ę - popatrzył na mnie wcale nie anonimowy alkoholik. Sięgnąłem po kolejny kubek. Do pełna i na jeden raz. Chlup! Przeszło mnie mrowie. Znowu przeszło. I ponownie. Przecież więcej nie piję. Po ciele przetaczały się fale ciepła i gorąca. Na przemian. Skóra, gęsia. Włosy stają dęba. Przyjemnie, przytulnie, pluszowo nawet. Nie, koniec z tym. Zrywam się i w nogi.
- Poczekaj! Co robisz wariacie? Ona się w tobie zakochała! – dobiegam do drzew. Czuję ją. Istotę wytwarzającą ciepło. Jest tuż za mną. Obracam się, robię kolejny krok. Coś dotyka moich ust.
- Uważaj! – bokiem uderzam, chyba w drzewo. Odlatuję.
Szpital opuściłem po tygodniu. Tyle trwała obserwacja. Nie miałem żadnych widocznych obrażeń. Z lekarzami rozmawiałem nie drążąc tematu. Biegłem, nie zobaczyłem, zagapiłem się, uderzyłem. Bim, bam, bum i już.
Spotkałem znajomych. Uciekli na mój widok, przechodząc na drugą stronę ulicy. Aha. Czyli oni są normalni. Piotr zjawił się wieczorem. Nie odzywał się. Położył obok książkę i wyszedł. Co ciekawe nie miała tytułu. Ok. Nie ma sprawy. Rozumiem. Przeczytam, pewnie. Usiadłem wygodnie w fotelu…




Cdn.



Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » wt 29 wrz 2009, 13:48

Obydwa teksty są mocno chaotyczne i gdzieś tak w połowie pierwszego na moment "odleciałem" - czytałem dalej ale nie do końca rozumiałem o co chodzi. Ogólnie - podoba mi się, mimo paru, niezbyt rażących zresztą i drobnych, błędów. Nie wiem, czy zdzierżyłbym całą książkę tak napisaną ale sądzę, że powinieneś wrzucać większe fragmenty.

MAREL pisze:Fack!

Mhm? ;)

Fajny podpis. ;)


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » wt 29 wrz 2009, 16:31

Namotałeś. Ten fragment jest znacznie bardziej chaotyczny. Miejscami nie jest to dobry chaos, tylko chaos z serii "zaraz, zaraz, o czym jest teraz mowa?". Mówię tu o pierwszej części, która kończy tę poprzednią. "Operacja mamut" jest spokojniejsza.

I tu pytanie - "Operacja mamut" i historia żony/matki/kochanki mają ze sobą coś wspólnego? Rozumiem, że tak i że to wszystko będzie stanowić całość? W "operacji" mocno zmieniasz klimat, duży kontrast pod względem opowiadanych historii, jeszcze nie jestem w stanie określić, czy to dobrze czy też źle.

Sam pomysł w "operacji" jest ciekawy, choć jakby pospiesznie prowadzony. Trochę tutaj zmarnowany potencjał na stworzenie interesującej atmosfery.

W tym fragmencie wydaje mi się, że historie schodzą na dalszy plan, a bardziej liczy się styl, przekazanie jak najwięcej przemyśleń itp. Moje zdanie na temat warsztatu pozostaje bez zmian - jest naprawdę dobry i potrafi wciągnąć - tutaj jednak mam wrażenie zbytniego nieładu i pośpiechu.

Mimo to wciąż mam ochotę dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodzi.

Pozdrawiam.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » wt 29 wrz 2009, 18:07

Patren pisze:W tym fragmencie wydaje mi się, że historie schodzą na dalszy plan, a bardziej liczy się styl, przekazanie jak najwięcej przemyśleń itp.

Mam to samo wrażenie. Uczenie nazywa się to przerostem formy nad treścią. ;)


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Postautor: MAREL » wt 29 wrz 2009, 21:00

Ok Panowie, dzięki za wytyki. Operacja mamut ma wiele wspólnego z historią trzch kobiet. Sie wytnie, wyklei, przerobi, stuknie, puknie i zobaczymy w kolejnych częściach co z tego wyjdzie. Sam nie mam pojęcia.



Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » sob 03 paź 2009, 13:04

I tu pytanie - "Operacja mamut" i historia żony/matki/kochanki mają ze sobą coś wspólnego? Rozumiem, że tak i że to wszystko będzie stanowić całość?

Ja w pierwszej chwili odniosłem wrażenie, że "Operacja..." i wcześniejsza wzmianka bohatera o archeologii jest jego wspomnieniem/snem o jakiejś wyprawie z przeszłości(studenckiej?). Tylko jakie może mieć połączenie z trzema kobietami? Się okaże :D

Co do samego tekstu... cóż, jak już zostało Ci wytknięte - chaos, za duży chaos. W poprzedniej części chaos był zdecydowanym plusem, czytało się przyjemnie, przemyślenia bohatera były chaotyczne, jednocześnie poukładane, a tutaj? Jakbyś starał się na siłę niektóre myśli wsadzić, byle tylko zapełnić stronę jakimiś znaczkami - nie twierdzę, że przemyślenia są źle sformułowane, ale zwyczajnie niepotrzebne. Właściwie, do wzmianki o jastrzębiu wiele bym wywalił. A sam jastrząb... mmm, bardzo mi się spodobał, wręcz genialne porównanie mężczyzny do drapieżnika. Może nie odkrywcze, ale idealnie komponujące się w sytuację i dobrze zapisane. Najbardziej do mnie przemówił motyw nalotów, najpierw matka, później żona i na koniec kochanka - mistrzostwo, ten fragment czytałem kilka razy, nie wywołał we mnie salwy śmiechu, obudził inny humor - "Cholera, gość jest ewidentnie winny, ale nie daje się, walczy, stara się wybrnąć z twarzą, wręcz oskarża oskarżycieli - jak prawdziwy drapieżnik" - to nadało komizm całej sytuacji, co bardzo lubię.

Wracając do "Operacji...". Jest już mniej chaotyczna, inna stylowo - jak rzucisz więcej, dostaniesz większy komentarz ;P.
Na jedno jeszcze zwrócę uwagę. Otóż część pierwszą "Umarli... " czytało się lepiej, w drugiej się pogubiłeś. Część pierwszą "Operacji..." czyta się również dobrze, więc ostrzeżenie/rada, nie zgub klimatu w kontynuacji, niczego nie wciskaj na siłę - lepiej napisać jedno dobre zdanie, niż cztery byle tylko dla samego zapisania.
Pozdrrrr!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » sob 03 paź 2009, 13:47

Mazer pisze:A sam jastrząb... mmm, bardzo mi się spodobał, wręcz genialne porównanie mężczyzny do drapieżnika.

A właśnie, zapomniałem o tym wspomnieć - cudne porównianie. Tekst "Pamiętaj, że jesteś jastrzębiem - choć wychowały Cię kury" (czy jakoś tak, nie pamiętam dokładniej formy) bardzo mi się spodobał.


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
Revis
Pisarz
Pisarz
Posty: 498
Rejestracja: czw 09 kwie 2009, 11:55
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Olsztyn/Gdynia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Revis » śr 07 paź 2009, 12:10

Kolejna słowa kieruję do prawdziwych mężczyzn, żeby zastanowili się nad sobą albo nad
przyczyną kolejnej porażki ich ulubionego klubu sportowego.

Literówka i powtórzenie.
„ Już po mnie”, „ Nie żyję”, „ Dlaczego ja?” – wiele innych słów przelatywało za mą skorupą
zwaną twarzą.

Oddzielasz zdania przecinkami, więc raczej zacznij z małych liter. A po za tym "skorupa zwana twarzą" jest koślawym zwrotem.
Kiedy rozsadza ci serce, motyle w brzuszku własnym latają , gardło ściska i dusi. Krótko mówiąc, masz objawy, a na lekarstwo wspina się najmłodsze pacholę z twojego stada.

Nie pasuje mi to zdrobnienie. Używasz wcześniej mocnych słów takich, jak „cholerę” (później rzucasz kurwami), a tu nagle takie "brzuszku". Za to bardzo podoba mi się drugie zdanie. Najfajniejsze i najbardziej subtelne wyrażenie zastępujące "chcicę", które bardzo obrazowo porównałeś do choroby i leku.
Kiedy czas wartość swą traci, chwila w wieczność się zamienia i umrzeć jesteś gotowy dla
słabości swej, którą później kurestwem nazywać inni będą, a tymczasem mamusia do
kuchni pomknęła ciasto z niedzieli podać, kakao twe ulubione. Ojciec tymczasem, w
dziurawych skarpetkach na wyciągniętych pryszczatych nogach, prycha i sapie…

Dwa z wielu zdań napisanych w takim stylu, który zapewnia Ci chaotyczność opowieści i przez który trudno się ją czyta. Na co taka stylizacja? Nie wpasowuje się w konwencje opowiadania. Ten szyk parszywy. Pozmieniaj to, bo czuje się, jakbym cofnął się nagle w czasie.
Nie musisz ścigać się z Turbodymomanem w ilości wydziobanego ziarna.

Przesada. Zdanie komiczne i to nie ze względu na styl. Nie każdy musi wiedzieć, kto to ten Turbodymocośtam, a już na pewno nie będą wiedzieć za czas jakiś, kiedy reklama się skończy. O ile podoba mi się to całe porównanie do "kurnika" i "jastrzębia", to tutaj przesadzasz ostro.
Mówią, że początek świata nastąpił nagle, z hukiem i nie wiadomo właściwie dokładnie dlaczego.

Chyba zły czas? Bo ani nie nastąpił dla niego, ani w ogóle nie nastąpił.


No cóż. Ta część jest znacznie gorsza od poprzedniej. Styl, który obrałeś, w ogóle nie spisał się w takiej opowieści. Jest chaotyczny (o czym wspominali poprzednicy) i nie łączy się z poprzednią częścią.
Fragment "operacja mamut" jest lepszym, nowym opowiadaniem. Nigdy bym się nie domyślił, że może mieć coś wspólnego z "umarli żyją dłużej".
Uważam, że przesadzałeś z porównaniami. Niektóre był dobre - kury i jastrząb, ale skakałeś z jednego porównania na drugie jak pchła na psie. Najpierw jakaś piłka nożna, później idzie teatr, później kurnik. Za dużo tego. Wszystko się zlewa i myli.
Potrafisz zaciekawić (o czym chyba wspominałem w poprzednim tekście). Pomimo błędów i topornego stylu i tak przeczytałem do końca. Chciałem wiedzieć, co się stanie. Do tego czuję, że potrafisz uważnie spoglądać na świat. Dzięki temu Twoje porównania są ciekawe i zabawne (chociaż zbyt długie).
Ta część opowiadania nie podobała mi się.



Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Postautor: MAREL » ndz 11 paź 2009, 11:26

Revis, dzięki za uwagi. Zgadzam się. Masz rację.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości