Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Buziol wraca do kraju [obyczajowe]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Misiael
Pisarz domowy
Posty: 152
Rejestracja: sob 27 cze 2009, 11:01
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Łuków
Płeć: Mężczyzna

Buziol wraca do kraju [obyczajowe]

Postautor: Misiael » sob 19 wrz 2009, 20:27

BUZIOL WRACA DO KRAJU

"Nad moim niebem zebrały się chmury tak ciemne, jak nigdy dotąd,
Ani promień słońca, ani nadzieja przebić się nie mogą,
I tak wiszą,
A ja trwam tu lewitując pomiędzy niebem, a ciszą
Wiszą,
To co tak gładko mówione szybko minęło z martwą ciszą,
Niech to usłyszą,
Ci co nam piachem w oczy sypią.
I nie ma na to żadnej rady i nie sposobu
Aby iść wciąż do przodu
Aby postawić na swoim..."

Ri!codeh "Przez mgłę"

Prolog
Koniec wakacji. Dokładnie trzy lata temu. To wtedy właśnie wyjechał. Jego rodzice wyjechali do Stanów w sprawie podziału majątku jakiegoś tam wujka. To nieistotne. On nie mógł zostać. A szkoda, bo może gdyby został z nami to nie doszłoby do tego, do czego doszło.
Nie powiem Wam, czy ta historia jest prawdziwa. Sami musicie to ocenić. Wysłuchajcie mnie więc, a już niedługo wszystko stanie się jasne. Zaczęło się od telefonu...

ROZDZIAŁ I

Podniosłem słuchawkę.
- Halo?
- Michał - usłyszałem dobrze mi znany głos Anety. Sęk w tym, że ostatni raz rozmawiałem z nią dobre trzy miesiące temu. - Posłuchaj...
- O co chodzi? - zaniepokoiłem się, bowiem głos Anety zabarwiony był jakąś dziwną nutą. Co się mogło stać, skoro odzywa się do mnie po tak długim czasie?
- Och... Chyba nie uwierzysz - usłyszałem w słuchawce - Buziol wraca do kraju.
Przez dłuższy okres czasu nie mogłem wykrztusić z siebie głosu. Budziol wraca do kraju. Antek Budziński, lider naszej paczki, po trzech latach nieobecności wraca! Po chwili jednak usłyszałem od Anety pytanie, którym sam siebie zadręczałem przez ostatni rok.
- Michał... Co my mu powiemy?
- Prawdę - odparłem po prostu - Aneta, ja nie mam zamiaru nic przed nim ukrywać! Bo niby co mu mamy powiedzieć?
Cisza po drugiej stronie przedłużała się nieprzyjemnie. Zrobiło mi się głupio. Czemu, u diabła, się na niej wyżywam?
- Aneta - powiedziałem - Przepraszam. Kiedy przyjeżdża?
- Jutro - padła odpowiedź - Wiesz, dostałam od niego maila i...
Odsłuchałem jej wypowiedzi i odłożyłem słuchawkę. Walnąłem się na łóżko i pogrążyłem w niewesołych rozmyślaniach.
No bo widzicie - Buziol był przywódcą naszej dziecięcej paczki od zawsze. Jego uczciwa, budząca zaufanie twarz i iście szatańskie pomysły sprawiły, że wszyscy - koledzy, nauczyciele, rodzice, pani w sklepie - nazywali Antka Buziolem.
Ech - chyba nie było drugiej takiej ekipy w mieście. Gdy Buziol był w pobliżu, nie było dla nas rzeczy niemożliwych. Antek był ogniwem spinającym nas wszystkich w dobrze zgranej grupie. Gdy go zabrakło - zabrakło i zgrania.
Rodzice Buziola musieli pojechać do USA w jakiejś sprawie majątkowej. No i wszystko zaczęło się sypać już po dwóch miesiącach. A Antka nie było przez ponad trzy lata. Po takim okresie nawet on nie zdoła naprawić tego, co udało nam się spieprzyć. Dlatego niezbyt cieszyłem się z takiego obrotu sprawy. Kapitalnie, że Buziol wraca, ale... To co się stało - nawet on tego nie odkręci.
Bo śmierci Piotrka raczej nie da się odkręcić.
Wstałem z łóżka, otworzyłem szafkę i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu wyjąłem z niej zdjęcie - jedyną fotografię, na której byliśmy my wszyscy: Ja, jeszcze z długimi włosami, długowłosa blondynka z wiecznie zatroskaną twarzą - to Aneta. Zuzka, ściskająca w dłoniach jakąś książkę Katarzyny Grocholi, Piotrek o dziwnie zmęczonej twarzy. Obok niego stała wiecznie roześmiana Karolina. No i Buziol.
Kogoś brakuje. No tak - w tle, oparty o drzewo stoi Karol. On jeden się nie uśmiecha. Rzadko kiedy widywałem uśmiech na jego twarzy. Bardzo rzadko.
Cała nasza grupa.
Chyba coś mi wpadło do oka.

ROZDZIAŁ II

Nie zmienił się. No, może trochę. Urósł, włosy nabrały kasztanowego poblasku (wcześniej był rudzielcem) ale uśmiech - ten szczery, poczciwy uśmiech - pozostał taki sam. Jak tylko wysiadł z samochodu, Aneta podeszła do niego i mocno się przytuliła. Buziol pocałował ją w policzek i podszedł do mnie.
- Świetnie znów was widzieć - powiedział wesołym głosem. Podając mu dłoń, usiłowałem się roześmiać. Bezskutecznie. Buziol zauważył wyraz mojej twarzy i wyraźnie się zaniepokoił.
- Gdzie reszta? - zapytał lekko zbity z tropu - Karolina, Piotrek, Zuzka? A Karol?
Opuściłem głowę i zapytałem cicho:
- Możemy pogadać?
Antek porozmawiał chwilę ze swoimi rodzicami i już w parę minut potem siedzieliśmy w altance, na działce należącej do rodziców Buziola, a którą Antek urządził wedle swojego uznania. Stała tam lodówka (pilnowaliśmy, by zawsze była wypełniona), wysiedziane fotele, a nawet stół do ping-ponga.
Ostatni raz byłem tam trzy lata temu.
Usiedliśmy. Buziol popatrzył na mnie wyczekująco.
- No?
Westchnąłem.
- Zupełnie nie wiem, jak ci to powiedzieć. Od czego zacząć...
- Może od początku? - wszedł mi w słowo Buziol.
- No dobra - odparłem po chwili - Lepiej, żebyś dowiedział się od razu, bo ktoś inny mógłby ci sprzedać zniekształconą wersję zdarzeń.
Po miesiącu od twojego wyjazdu wszystko zaczęło się sypać. Jasne, spotykaliśmy się cały czas, ale z coraz mniejszym entuzjazem. No, a potem wszystko pochrzaniło się pernamentnie.
Pierwszy był Karol. Coraz częściej spotykał się z Siwym i jego bandą - Buziol skrzywił się zaskoczony.
- Z siwymi? - upewnił się. Siwy to najgorszy menel w całej okolicy, będący na najlepszej drodze prowadzącej do poprawczaka.
- Tak. Karol zaczął mieć coraz poważniejsze zatargi z prawem. Wiesz - napady na ulicach, "czyszczenie" kiosków, krojenie w szkole - to, co zwykle Siwy. Karol w końcu przestał się z nami spotykać. Nawet nam ulżyło... Po paru wyskokach dostał kuratora, ale... - tylko machnąłem ręką - Igrał, igrał no i się doigrał. Stało się w końcu, że Siwy i paru innych napadło i zgwałciło jakąś dziewczynę. Podobno i Karol był z nimi. Nie wiem. Ja w to nie wierzę. A raczej nie chcę wierzyć.
Spojrzałem na Buziola. Milczał.
- To żart, prawda? - zapytał wreszcie - Głupi, nie na miejscu żart. Powiedzcie, że to nieprawda. - dodał cicho, widząc nasze miny.
Skłoniłem głowę.
- Niestety. Przykro mi - spojrzałem w ciemnoniebieskie oczy Buziola i po raz nie wiem który zaskoczył mnie ich odcień. Te oczy - tak nieludzko spokojne i tak ludzko ciepłe, mimo ich niesamowitej barwy.
Teraz już nie mogłem w nie patrzeć. Sprawiła to utrata tej dziecięcej niewinności, którą miałem jeszcze trzy lata temu. Czy to jest dorosłość, pytałem sam siebie, czy to musi oznaczać kłamstwo, wstyd i ból?
- Dostał pół roku poprawczaka. Kiedy wrócił, nie zostało w nim już z tego dawnego Karola - zakończyłem - Od roku nie utrzymuję z nim żadnego kontaktu. Nie mówimy sobie nawet "Cześć" jak mijamy się gdzieś na ulicy.
Milczenie wylewało się z nas, niczym miód z rozbitego słoika. Kiedy stało się ono nie do zniesienia, ciszę przerwała Aneta.
- Karolina jest w szkole z internatem, gdzieś w Siedlcach. Jej rodzice uznali, że po tej sprawie z Zuzią i Piotrkiem... - spojrzała na mnie prosząco. Westchnąłem. Muszę mu to powiedzieć, pomyślałem, muszę, nawet jeśli on mnie za to znienawidzi.
- Piotrek brał narkotyki - szybki oddech Buziola - i to od dobrych pięciu lat. Zaczął chyba jak miał dziesięć lat. Palił haszysz, potem wziął się za heroinę... Ale zapadł się dopiero po twoim wyjeździe. Co gorsza, wciągnął w to Zuzkę.
- Niemożliwe - przerwał mi gwałtownie Buziol - Potrafię jeszcze sobie wyobrazić, że sam brał to świństwo, ale nie wierzę, że namawiał do tego Zuzę. Przecież oni... - przerwał.
Tak, łączyło ich więcej, niż przyjaźń. Poprawka - łączyłoby ich coś więcej, gdyby grupa nie rozleciała się, jak domek z kart.
- Właśnie to sprawiło, że sięgnęła po prochy. Chciała... Sam nie wiem, czego chciała. Wiem tylko, że zaczęła brać rok po twoim wyjeździe - zabrzmiało to jak oskarżenie, mimo że oskarżeniem nie było - Jakieś osiem miesięcy temu przyłapali Piotrka. Jakoś się wywinął, ale uznał że robi się niebezpiecznie, a może po prostu miał już dosyć...? W każdym razie już wtedy był wrakiem, bez perspektyw... Władował sobie w żyłę cały swój miesięczny zapas heroiny. Fundnął sobie odlot na maksa. Nie miał najmniejszych szans.
- Mówię ci, to była sądna noc - kontynuowałem - lekarze twierdzili, że taką dawką możnaby położyć słonia. Teraz Zuzka siedzi na odwyku, a Piter... - żal ścisnął mi gardło. Nie dokończyłem. Buziol jakby wcale tego nie zauważył. Wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w bliżej niesprecyzowany punkt na ścianie.
- Dobrze - powiedział nagle, dziwnie spokojnym i opanowanym głosem - A teraz powiedzcie mi, że to idiotyczny dowcip, który wymyśliliście pod wpływem impulsu, dowiedziawszy się o moim przyjeździe.
Milczałem, milczała Aneta. Buziol też nic nie mówił. Krępująca cisza wlewała się do pomieszczenia i lada chwila groziła zatonięciem.
Antek wstał, spojrzał na mnie i odwrócił się. Ruszył w stronę drzwi.
-Buziol! - zawołałem za nim. Odwrócił głowę i powiedział - pogadamy jutro - trzaśnięcie drzwi. Aneta ukryła twarz w dłoniach.
Zawiedliśmy.

ROZDZIAŁ III

Krzna rzeką jest tylko z nazwy. Bardziej przypomina ściek. Spoglądałem w gęstą, szarozieloną toń, mając sklep Adidasa po swoim prawym ramieniu, a bibliotekę po lewym. Był chłodny wieczór.
Szkoda, że nie mieszkałem w Paryżu, albo Rzymie. Tam moje niewesołe rozmyślanie miałyby romantyczne odbicie w Sekwanie, czy Tybrze. Spacerowałbym po tętniącym życiem mieście, zwiedzając, oglądając, podziwiając po raz nie wiem który chłonąc w siebie atmosferę niezwykłej metropolii.
Żeby chociaż Kraków...
Z punktu widzenia Wszechświata moje rozterki są czymś śmiesznie nieważnym. Niczym ziarenko piasku na Saharze, czy atom wodoru w głębi Oceanu Atlantyckiego. Gwiazdy nie zgasną z powodu rozpadu paczki przyjaciół z dzieciństwa.
Tylko czemu tak cholernie mi żal?
Zaśmiałem się gorzko. Zacząłem filozofować, a to oznacza że pora wracać. To to miasto tak na mnie działa. Ten cudownie zmęczony Łuków, to atmosfera mnie zabija. Powoli, ale skutecznie. Tak jak ten preparat do czyszczenia kibli. Popatrzyłem na zegarek. Dziewiętnasta trzydzieści. Idę do Buziola. Powinien już ochłonąć.
- Jest u siebie - powiedziała mi jego mama. Antek zawsze miał świetny kontakt z rodzicami. Zazdrościłem mu tego.
- Antoś - zastukałem w drzwi jego pokoju - Antoś, otwórz. To ja.
Zgrzyt zamka, twarz Buziola
- Chodź - powiedział po prostu.
Pokój Buziola. Prosty, ale przytulnie urządzony. Modele samolotów zawieszone pod sufitem.
- Cieszę się, że wróciłeś - słowa wypowiedziane tak nieszczerym tonem, że sam w nie nie uwierzyłem. Buziol milczał.
- Powiedz coś - poprosiłem.
- Coś.. - zamyślił się - Coś się kończy. Z roku na rok życie staje się coraz bardziej przejebane.
Pokiwałem głową. Smutny Buziol, to niecodzienne zjawisko. Buziol przeklinający, to zjawisko niespotykane. Przynajmniej do teraz.
- Źle się stało. I co ja mam zrobić? - w tym momencie uświadomiłem sobie, jak wielką nadzieję pokładałem w Antku. Myślałem, że po jego przyjeździe wszystko się jakoś ułoży. Zawsze tak było. Buziol sprawiał, że wszystko zawsze jakoś się układało. Jego poczciwy uśmiech był niczym promień słońca przebijający się przez burzowe chmury. Ale teraz...
Teraz stałem przed zmęczonym, przegranym człowiekiem. Blask w oczach przygasł, a rysy twarzy stężały w idealnie obojętny grymas.
Do tej pory Buziol wydawał mi się ludzkim odpowiednikiem Titanica. Do tej pory był niezatapialny.
W tych smutnych oczach wyczytałem coś więcej, niż rany po wczorajszych ciosach. Coś, co utkwiło mu w sercu na długie lata. Może na zawsze. Dawniej spotykaliśmy się, a każdy opowiadał o swoich porażkach, niepowodzeniach, potknięciach i upadkach. Zwierzając się, wiedzieliśmy, że Buziol wysłucha i zrozumie. Pomoże.
I pomagał. Pomagał ciepłym głosem, uspokajającym uściskiem dłoni, kojącym spojrzeniem ciemnoniebieskich oczu.
To było dawniej. Głos i dłoń stwardniały, oczy zbladły. Przypomniałem sobie, że Antek nigdy nie zwierzał nam ze swoich problemów. Naiwnie zakładaliśmy, że Buziol nie ma żadnych problemów, że nie może ich mieć. Nie on.
Kto wie, może naprawdę tak było? Nieważne - teraz gnębiło go coś, z czym sobie nie poradził. Titanic zderzył się z górą lodową.
I nagle zapragnąłem wysłuchać tego, co wydarzyło się za Oceanem - bo że coś się wydarzyło, nie miałem już żadnych wątpliwości. Chciałem dać mu pocieszenie i siłę tak potrzebną mu w tym momencie.
Siłę, z której obecności w sobie, do tej chwili nie zdawałem sobie sprawy.
- Powiedz - poprosiłem. Buziol opuścił głowę. Znaliśmy się już tyle lat. Od urodzenia, od kołyski. Antek to mój brat - to, że posiadamy różnych rodziców, to nic nie znacząca pomyłka losu. Łącząca nas więź jest w jakiś sposób silniejsza, niż nam się do tej pory wydawało.
Sam Buziol - inteligentny, wygadany, bystry - z powodzeniem mógł dołączyć do "elity" wśród rówieśników. Nie dołączył. Zamiast tego zebrał nas - odszczepieńców, samotników - i zrobił coś wspaniałego. Odkrył w nas talenty, o które sami siebie nie podejrzewaliśmy. Dał nadzieję na lepsze jutro. Pod jego wpływem stawaliśmy się lepsi. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy są na tym świecie są jeszcze niezwykli ludzie - tacy na miarę Mahatmy Gandhiego, czy Jana Pawła II - bez wahania powiedziałbym, że nie ma. Ale jest Buziol, więc jakoś pójdzie. To było nasze powiedzenie: "Jakoś pójdzie". No i szło. Zawsze.
Aż do teraz.
- Dobra - zdecydował się Antek. Westchnął cicho.

ROZDZIAŁ IV

- Chcesz wersję skróconą, czy pełną? - zapytał opierając się łokciami o blat biurka. Wzruszyłem ramionami.
- Czyli mieszaną - uśmiechnął się, a w tym uśmiechu nie było nic, absolutnie nic buziolowego. - No dobra. Od początku. W USA mieszkaliśmy w Stanford - takie miasto niedaleko New York City. Chodziłem tam do szkoły. Miałem wielu kumpli, oczywiście to nie to, co wy - dodał szybko - Ale... żyć trzeba. No i się żyło. Tam jest całkiem podobnie, jak w Polsce. Ale nie tak samo. Impreza goniła imprezę, mało kto się uczył. Chyba że przed egzaminami, a i to niewiele. Na jednej takiej party... - Zamilkł. - Była taka dziewczyna - zaczął znowu - Kate. Ja... My... No wiesz - Pokiwałem głową. Buziol zawsze musiał nieomal odganiać się od dziewczyn, te jednak nigdy specjalnie go nie interesowały. - Na jednej takiej imprezie oboje wypiliśmy trochę za dużo i... - przełknął ślinę - Potem obudziłem się obok niej. Ja jej... Ją... - spojrzał na mnie bezradnie. Pod wpływem jego rewelacji przez mój umysł przetoczyła się potężna fala szoku. Buziol upił się i przeleciał dziewczynę. Buziol - abstynent. Buziol, który nigdy... o w dupę! Przecież to niemożliwe. Nie wierzę. Zerknąłem na Antka. Nie żartował.
- To jeszcze nie wszystko - oznajmił, gdy zebrałem już myśli - w tydzień później powiedziała mi, że jest w ciąży.
- O kurwa - powiedziałem dziwnie bezbarwnym głosem. Koniec świata. Buziol zbrzuchacił dziewczynę. w ciągu paru minut w mojej głowie dokonała się diametralna metamorfoza Antka - z półboga, a co najmniej proroka, w jednego z tych małych i niedoskonałych ludzików, jakie gromadnie zasiedlają naszą planetę.
- Usunęła płód - te słowa ponownie zburzyły tamę w mojej duszy i rozlały się po niej lodowatym strumieniem. Buziol ukrył twarz w dłoniach, tak jak wczoraj Aneta. Obojętnie patrzyłem na łzy skapujące na na blat biurka.
- Co się z nami stało? - podniósł na mnie swoje błękitne oczy - Co się z nami, do cholery ciężkiej, stało?!
- Nie wiesz? - odparłem beznamiętnie - To się nazywa dorosłość. Jesteśmy, kurwa, dorośli.

***

"Piotr Kowalewski. Żył 15 lat, zm. 11.06.2008. Pokój jego duszy"
Przeżegnałem się i drżącymi dłońmi postawiłem znicz na nagrobku. Aneta westchnęła. Buziol sięgnął po zapałki.
Byłoby ciepło, gdyby nie ten przenikliwy, marznący wiatr. Aneta przytuliła się do mnie. Objąłem ją ramieniem - zwykły, przyjacielski gest. Płomień drżał, targany podmuchami lodowatego powietrza. Parokrotnie wydawało mi się, że lada chwila zgaśnie, lecz zawsze rozbłyskał na nowo.
Buziol odwrócił się:
- Co teraz? - zapytałem. Antek objął wzrokiem niedobitki dawnej paczki przyjaciół z dzieciństwa. Z siódemki zrobiła się trójka. Karol pewnie pił z kumplami pod sklepem. Karolina zakuwa w tej swojej prywatnej szkole. Zuzka przemyca prochy do zakładu. A Piotrek jest już po drugiej stronie. On jeden nie ma żadnych problemów. Nie musi patrzeć, na to, co ja - na klęskę Buziola. Coś, co nie miało prawa nastąpić.
- Teraz? - zaśmiał się gorzko - Nie ma żadnego teraz. Wszystko się skończyło. Teraz każde z nas pójdzie w swoją stronę. Ekipa się rozleciała. This game is over.
- Nie wierzę - uniosła głowę Aneta - ta cicha, nieśmiała istotka, która nigdy na nikogo nie podniosła głosu - Każdy na twoim miejscu by się poddał Ale nie ty. Ty nigdy się się nie poddawałeś. Nie wierzę, że teraz odpuściłeś! - mówiła coraz szybciej i głośniej.
- Zawsze nam pomagałeś, pomóż i teraz. Karol i Zuzia potrzebują cię tak, jak jeszcze nigdy dotąd. Nie możesz teraz odejść! Przekreśliłbyś to, co było dawniej, te wszystkie lata! - nie wytrzymała i rozpłakała się.
Zerknąłem na Antka, ciekaw jego reakcji. Buziol wpatrywał się we mnie z niemym pytaniem w oczach.
- Ona ma rację - przyznałem wreszcie - nie możemy tak po prostu odpuścić. To się nie może tak skończyć. Tylko ty masz szansę odbudować to, co spieprzyliśmy. Nie będzie to łatwe. Ale wierzę, że następnym razem przed grobem Piotrka będzie modliło się sześć osób, a nie trzy.
Dostrzegłem w oczach Buziola zmianę - jakby zza tej twarzy-maski wychyliło się prawdziwe oblicze Antka. Takie, jakie zapamiętałem z tych szczęśliwych lat dziecięcej beztroski.
- Myślicie, że... może się udać - spojrzał na nas z niedowierzaniem.
- Łatwo nie będzie - powiedziałem - Ale jakoś pójdzie.
- Jakoś pójdzie - przytaknęła Aneta.
Buziol uniósł głowę i po raz pierwszy od wielu lat zobaczyłem na jego twarzy szczery, poczciwy, buziolowy uśmiech.
- Jakoś pójdzie.

"Bez opamiętania
Pożera wszystko bez wyjątku
Prócz tego co dla Ciebie jest fundamentem
Bo tego nic w stanie nie jest zniszczyć
To pewność siebie
Świadomość swej kruchości
Daje mi nadzieję
Dodaje sił dodaje wielkości
Jak zdjęty z pleców ciężar..."

Ri!codeh "Przez mgłę"



październik 2006



Awatar użytkownika
Lady Kier
Umysł pisarza
Posty: 708
Rejestracja: czw 06 sie 2009, 19:54
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: Kobieta

Postautor: Lady Kier » ndz 20 wrz 2009, 10:18

Tekst zgrabny, miejscami zbyt malencholijny, ale podobał mi się. Ostatnio zauważyłam, że Twoje teksty mają wiele wspólnego z moją osobą. A to spohrzenie na świat "Śnieżnobiałe palisady" (ciężko będzie przebić), a teraz to rozbicie paczki. Zaniedługo sama wyjeżdżam, więc czytajac sobie to opowiadanie wyobrażąłam sobie soebie na miejscu Buziola i musze przyznać, że jakieś dreszcze były.
Podoba mi się styl - treściwy, bez zbędnego klepania o uczuciach i przyrodzie. Zaciekawia. Fajnie wprowadzasz w nastrój, aż chce się czytać, co będzie dalej.

Zastrzeżenia mam tylko do niektórych dialogów. Są zbyt oficjalne i takie...książkowe:)
Misiael pisze:To się nie może tak skończyć. Tylko ty masz szansę odbudować to, co spieprzyliśmy


Misiael pisze:Karol i Zuzia potrzebują cię tak, jak jeszcze nigdy dotąd. Nie możesz teraz odejść! Przekreśliłbyś to, co było dawniej, te wszystkie lata!


Mimo to czytało się lekko. Podobało mi się.



Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » ndz 27 wrz 2009, 09:48

To może po kolei:

Na tle całości prolog wydaje się trochę na siłę. Krótki, taki relacjonujący, na dodatek opisuje rzeczy, o których i tak mowa w dalszej części. Nic nie wnosi. + błąd:

To wtedy właśnie wyjechał. Jego rodzice wyjechali do


Dalej jest ciekawie. Masz całkiem przyjemny styl, bo opisujesz jedynie to co istotne, nie przynudzasz, wygodnie się to czyta i potrafi wciągnąć. A to:

Chyba coś mi wpadło do oka.


Najlepszy moment całego opowiadania. :) Nie jakieś patetyczne, na siłę, tylko bardzo naturalne i klimatyczne. Duży plus za takie zdania.

Temat jest dobry, bo taki prawdziwy i chyba każdy z nas przechodził (lub przechodzi) przez coś w tym stylu. Na obyczaj idealne. Rozpad paczki. Czas, który luzuje więzi łączące wcześniej ludzi. Myślę, że zgrabnie to ujęłaś, chociaż drastycznie. Jest jednak trochę przewidywalnie - kiedy doszedł temat pobytu Antka za oceanem, od razu wiedziałem, że "wpadł" + do przewidzenia było "nawrócenie się" Antka na koniec. Nie wpływało to jednak znacząco na przyjemność z lektury.

Opowiadanie ma atmosferę dzięki stylowi i fabule. Mnie jednak także raziły miejscami trochę drewniane dialogi. Np. na sam koniec rozmowa brzmi sztucznie. W jednym miejscu Michał opowiadając, mówi o Karolu, że "miał zatargi z prawem". To takoż wieje plastykiem.

Jeszcze jedno drobne potknięcie - na początku I rozdziału jest "Budziol". Trochę to mylące, bo czytelnik nie wie, jak on wreszcie się nazywa i który wyraz to błąd.

Ogólnie pozytywnie. Nieliczne potknięcia. Poprawiłbym ostatni rozdział - ale nie ostatnie zdanie, bo ładne. ;)

Pozdrawiam.


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Revis
Pisarz
Pisarz
Posty: 498
Rejestracja: czw 09 kwie 2009, 11:55
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Olsztyn/Gdynia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Revis » wt 29 wrz 2009, 16:26

Widać, że pisałeś to dawno. Zaliczyłbym to do Twoich gorszych opowiadań, pod względem stylu i błędów. Tutaj jeszcze kuleje interpunkcja, masa dziwnych powtórzeń (sam nie nie uwierzyłem?), a czasami wydawało mi się, że jakiś nienaturalny szyk zdania wprowadzałeś – poprawny, ale musiałem się zatrzymywać przy czytaniu i jeszcze raz przetrawić zdanie, a nie powinno tak być. W do datku pojawiają się takie głupotki (jak dla mnie), jak; „Przez dłuższy okres czasu nie mogłem wykrztusić z siebie głosu.” Okres czasu? Albo „przez dłuższy czas”, albo „przez dłuższy okres” (chociaż to drugie w tym wypadku nie pasuje). Czasami wyczuwałem jakieś sprzeczności w logice bohaterów. Tylko, że to moja logika i nie mogę Ci jej narzucić. W niektórych fragmentach wydawało mi się przez to sztucznie. No i literówek trochę (entuzjazem, pernamentnie).
Ale, ale, ale…
Psychika bohaterów jest wspaniała. Ich rozterki, ich życie jest prawdziwe. Tutaj pokazałeś prawdziwy kunszt. Opisując jak wyglądali i jak się zmienili – ładnie, ładnie, bardzo ładnie. Chociaż muszę przyznać, że wstęp jest bardziej tajemniczy i złowróżbny. Później się trochę zdziwiłem, że to tylko historia jakiejś paczki znajomych. Zrekompensowałeś mi to jednak bohaterami.
I nadal ubolewam, że przekonali Buziola. Opowieść wywoływałaby więcej uczuć, gdyby Buziol się poddał.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości