Góry, których nie było

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
macaco
Pisarz domowy
Posty: 185
Rejestracja: czw 02 kwie 2009, 18:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Góry, których nie było

Postautor: macaco » śr 09 wrz 2009, 14:24

Zima była mroźna. Choć grube rękawice chroniły ręce, czułem jak mrowią mnie koniuszki palców. Biała para wydawała się kręcić nerwowo w powietrzu, jakby próbując uciec do jakiegoś ciepłego miejsca.
W skupieniu wbiłem wzrok w rozkład autobusów, ale za cholerę nie mogłem nic odczytać. Robaczki liter zlewały się w niezrozumiały bełkot. Przytupywałem dla pobudzenia krążenia.
- Gdzie my w ogóle jedziemy? – spytałem Szymona.
- Przede wszystkim nigdzie blisko.
- Aha – mruknąłem i odwróciłem się do rozanielonej Gosi. – Wiesz coś więcej?
Dziewczyna wysłała mi całusa z pary i mrugnęła. Wzruszyłem ramionami i już chciałem wrócić do lektury chińskiego rozkładu jazdy, kiedy Szymon powiedział:
- No dobra, nie ma już na co czekać, idziemy.
I poszliśmy.

W górach, kiedy idzie się przez las, w strzelającym mrozie, ma się wrażenie, że to inna planeta. Wystarczy, że w twoim kosmicznym skafandrze pojawi się nieznaczna szpara, a wkrótce skrajna temperatura i brak zdatnego do oddychania powietrza zrobi z ciebie zamrożoną na kość mumię. Tylko, że w ogóle się tym nie przejmowałem. Tak naprawdę było cudownie. Słońce sprawiło, że zima wydawała się przyjazna. Poza tym czułem się wolny. Nieświadomość celu jest dobrym pobudzaczem swobody i niezależności. Oddychałem głęboko, aż paliły mnie płuca. Rozglądałem się z fascynacją dookoła. Znałem to miejsce i ścieżkę. Nieraz tędy szedłem, tyle tylko, że nigdy po przebudzeniu. Z radością rozpoznawałem swojskie drzewa i rozległe widoki. Poniżej rozpościerały się wioski i małe miasteczka, których nigdy nie udało mi się odnaleźć na jawie. A przecież teraz mógłbym po prostu zejść w dół (nieraz tak robiłem) i przespacerować się znajomymi uliczkami, wymienić pozdrowienia z zaprzyjaźnionymi sklepikarzami, a może nawet spotkać z wyśnionymi miłościami.

O, w tamtym miasteczku, gdzie ta biała, wysoka wieża kościelna, gra zwykle piękna, żydowska kapela. Grubi chasydzi, niby ze strof Mickiewicza siedzą w karczmie i grają na cymbałach i lutni, pijąc wódkę i tańcząc z butelkami na głowach.

A w tamtej wiosce, po drugiej stronie wąwozu, gdzie widać tylko kilka chatek, mieszkają wampiry. Wioska leży tylko kilka kilometrów od miejsca, w którym się urodziłem, ale na jawie, nigdy nie udało mi się znaleźć do niej drogi. Za to w snach... Poznałem tam piękną wampirzycę i o mały włos nie pobraliśmy się którejś pełni księżyca (bardzo przypadłem do gustu jej ojcu, a to ważna sprawa), ale niestety obudziłem się, a później długo nie mogłem trafić na znajomy szlak. No a teraz... tyle czasu minęło. Pewnie dziewczyna zapomniała i wychowuje już małe wampirki.
Och, jak ja lubię to miejsce. Szkoda, że tak rzadko...

Szliśmy więc, przedzierając się przez zaspy i zarośla, z zachwytem smakując widoki. Nagle wyszliśmy na zieloną polanę. Naprawdę zieloną – soczystą, z kwiatami, pszczołami, malinami i bzem. Zapachniało latem i miodem, ciepły wiatr rozgrzał nam policzki. Poczułem zdziwienie, ale z drugiej strony wcale się nie zmartwiłem, że jest coś nie tak. Wręcz przeciwnie – rozgrzany wesołością i słońcem, ze śmiechem rzuciłem się na trawę i zacząłem nurkować i skakać, niczym w roślinnym morzu. Ciekawe, jak to możliwe, żeby w środku zimy znaleźć takie miejsce? Ale mało jest dziwnych wydarzeń? Doszedłem do wniosku, że to była po prostu anomalia tego uroczego zakątka.

- Koniec tego dobrego! – zawołał Szymon, a Gosia nadęła usta i wysłała w moją stronę minę a la świnka. Odpowiedziałem jej miną a la „mam cię gdzieś i przestań się mnie czepiać”, po czym, wchodząc coraz głębiej w śnieg, z ociąganiem poszedłem za nimi. Nagle, zaraz za pierwszą linią drzew zobaczyłem półnagiego chłopaka, o długich włosach, który siedział w pozycji lotosu, na pniaku ściętego drzewa i wąchał klej z woreczka. Wokół głowy fruwały oszołomione motyle, kwiaty wyrastały mu spod tyłka, wesoło szumiał leśny strumyk. Zrozumiałem. To nie była żadna anomalia. To medytacja tego długowłosego, nastoletniego jogina-narkomana stworzyła letni ogród w środku surowej zimy.
Kiedy już miałem wejść w zarośla, obejrzałem się jeszcze raz za siebie. Nie byłem pewny, ale wydawało mi się, że ten młodzieniec, to ja. „Dziwne spotkanie” – pomyślałem – „Zobaczyłem przeszłość, czy to on zawędrował w przyszłość? A może takie rzeczy na szlaku ze snów są normalką? Pewnie tak.”

Po kilku godzinach Szymon zawołał:
- Zbliżamy się do szczytu!
Odwróciłem się do Gosi.
- Orientujesz się, co nas tam czeka? – spytałem, nie oczekując odpowiedzi. A przynajmniej nic werbalnego.
- Obiad – odpowiedziała, mijając mnie. Zastanowiłem się, czy nie rzucić w nią śnieżką, ale zrezygnowałem. Zrobiła balon z gumy i zaczęła nucić melodię z „Przygód Baltazara Gąbki”. Co mi tam. Jest fajnie.
Na szczycie stała piękna restauracja. Wegetariańskie potrawy z całego świata kusiły zapachami wypływającymi przez okna. Otrzepaliśmy buty ze śniegu i nieśmiało zapukaliśmy do drzwi. Otwarła mi moja narzeczona – wampirzyca.
- O... – wyjąkałem. – Nie wiedziałem, że tu pracujesz.
- Cześć Marcin – powiedziała z uśmiechem i ucałowała nie w policzek. Te same ciemne, wilgotne oczy. Twarde piersi, opierające się o mnie. Prawie zapomniałem o dwóch lśniących kłach, wystających z kącików ust. Sweet. – Szlak jest pełen niespodzianek, przecież wiesz - dodała.
- Wiem.
- To wchodź. Rozgość się. Obiad już czeka. No i wódka z głogu i tarniny. Twoja ulubiona.
Coraz szerszy uśmiech zakwitł mi na twarzy. Orkiestra była już gotowa. Zamilkł gwar rozmów onirycznych podróżnych. Jankiel zawinął sobie pejsy za uszy i uderzył w cymbały. Gosia pokazała na krzesło obok siebie. A jednak zajęła mi miejsce.

[ Dodano: Sro 09 Wrz, 2009 ]
Nie wiem jak to zakwalifikować. Po prostu próba literackiego uchwycenia fajnego snu:)



Awatar użytkownika
Revis
Pisarz
Pisarz
Posty: 498
Rejestracja: czw 09 kwie 2009, 11:55
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Olsztyn/Gdynia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Revis » sob 12 wrz 2009, 15:10

Poczułem zdziwienie, ale z drugiej strony wcale się nie zmartwiłem, że jest coś nie tak.

Można poczuć zdziwienie? Chyba nie.
[...]wysłała w moją stronę minę a la świnka.

"à la" - niżej to samo.

Dziwne opowiadanie. W ogóle do mnie nie przemówiło. Właściwie taki naćpany sen. Coś się dzieje, gdzieś idą, piszesz bo piszesz i nic z tego nie wynika. Wprawka. Dostałbyś ode mnie taką samą "ocenę" jakbyś wkleił pustego posta.
Styl masz. Piszesz dość dobrze. Nie robisz błędów (nic rażącego w oczy nie znalazłem, ale przyznam, że to któryś tekst z kolei jaki sprawdzam). Kilka przecinków. Powiem tak: jak już potrafisz pisać, to teraz szukaj dobrych pomysłów. Dobrze napisane są też instrukcje obsługi, jednak nie czytamy ich z własnych chęci - tylko, gdy musimy. Chyba nie chcesz pisać instrukcji obsługi?

[ Dodano: Sob 12 Wrz, 2009 ]
I: Twoje poprzednie tekst były o niebo lepsze.



Awatar użytkownika
macaco
Pisarz domowy
Posty: 185
Rejestracja: czw 02 kwie 2009, 18:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: macaco » sob 12 wrz 2009, 18:34

Dzięki Revis za opinię.

Nigdzie nie napisałem, że to miało być opowiadanie. Ot, taka oniryczna scenka. Próba przekazania w kilku słowach atmosfery sennej wizji. Temat dla mnie fascynujący - jak przekazać innej żywej istocie subiektywne, subtelne odczucia i wrażenia, za pośrednictwem słów.
Wiem, że nie ma puenty, zawiązania, czy rozwiązania akcji. No ale nie o to mi chodziło.
Tak czy inaczej dzięki za twój czas.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » wt 06 paź 2009, 23:37

Zima była mroźna. [1]Choć grube rękawice chroniły ręce, [2]czułem jak mrowią mnie koniuszki palców.


[1] - Zależność w zdaniu występuje na jego początku, dlatego złączyłbym to w jedną całość.
[2] - Nawet potocznie mówi się "czułem mrowienie". Zresztą, jest to odzwierciedlenie (zwrot oczywiście), tego uczucia.

- Przede wszystkim nigdzie blisko.


Z zimna zamarzły przecinki:
- Przede wszystkim, nigdzie blisko.

Dziewczyna wysłała mi całusa z pary i mrugnęła.


Za dużo możliwości: stała w parze i stamtąd go wysłała (całusa)?/ Całus wyglądał jak para (czyli całus - jak?)? Para czegoś? Napisałbym:

Dziewczyna cmoknęła, a całus zamienił się w obłok pary - i masz, co trzeba.

zamrożoną na kość mumię.


Metafora całkiem dobra, z tym, że mumie kojarzą się z piaskiem i ciepłem - więc tutaj jak kulą w płot.


Poczułem zdziwienie,


Zdziwienie to rodzaj uczucia zewnętrznego - odczuwasz je lub wyczuwasz. W tym wypadku nie da się go wyczuć, tylko odczuć.

Na szczycie stała piękna restauracja.


Restauracja nie stoi - to taki niezręczny przekaz.

ucałowała nie w policzek.


literówka (brak m)

Ponieważ jest to próba uchwycenia snu, to napiszę, że ci się udało w pełni to zrealizować. Szkoda, że nie rozwinąłeś tego właśnie w sensie literackim - nie dorobiłeś znaczenia, tła, czegoś o co mógłbym zahaczyć i powiedzieć "łał". Bo sny mają to do siebie, że są wizjami jednorazowymi dla danego seansu i tylko ty je widzisz i ty w tym czasie rozumiesz ich piękno. Ja, jako czytelnik, posiłkuję się twoją wyobraźnią, twoim zapisem - i tutaj brakuje całej setki wydarzeń, które pominąłeś, a które (zapewne) były istotne dla całokształtu.

Ogólnie, piszesz dobrze. Warto ćwiczyć nawet na snach. Warto też starać się coś przekazać. Tym razem, tekst nie zrobił na mnie żadnego wrażenia – musiałbyś się troszkę napracować, aby przemycić w ten kawałek trochę fabuły i emocji, jakie towarzyszyły ci podczas snu.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
macaco
Pisarz domowy
Posty: 185
Rejestracja: czw 02 kwie 2009, 18:31
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: macaco » wt 06 paź 2009, 23:54

Hej
Dzięki Martinus. Myślałem, że tekst już zaginął w oparach przeszłości.
Część uwag łykam bez protestów, z wdzięcznością:) - oprócz dwóch - restauracja może stać, czemu nie? Mi to zgrabnie wygląda. Budynki stoją -karczmy, kościoły, pałace.
A co do zamrożonej na kość mumii - osobiście lubię kontrasty:) Poza tym, kiedy o tym pisałem, myślałem raczej o mumiach syberyjskich szamanów:).
Dzięki za uwagi.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 10 gości