Klocobryła i Kadłubek

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Klocobryła i Kadłubek

Postautor: Mazer » pn 17 sie 2009, 01:44

Dawno nie zaglądałem, ale wróciłem i mam nadzieję częściej znów zaglądać ;) Sporo wulgaryzmów, choć mam nadzieję, plastycznie wplecionych w tekst.

Dzisiaj do miasta przyjeżdża Kadłubek i wieczorem na browara idziemy. Spoko, dawno go nie widziałem, do tego nudą ostatnio zaczęło u mnie wiać, a zawsze, gdy gdzieś wychodzimy razem, to jest ciekawie, Kadłubek, jak się wkurwi, to nie ma zmiłuj, jatka na chuja i koniec. Tak sobie myślę, że ma chyba kompleksy, dlatego próbuje tę frustrację jakoś wyładować na innych, a kiedy jest najebany, to mu ciśnienie skacze szybciej niż nuklearna fala uderzeniowa zdobywa kolejne połacie terenu. Spróbowałby czasem zajarać, to by może się trochę uspokoił, ale twierdzi, że takie ciśnienie to on właśnie lubi, że nie mógłby tak w jednym miejscu patrzeć na świat z głupim uśmiechem przyklejonym do gęby, musi po prostu mieć jakąś akcję wokół siebie.
Zobaczymy, jakie atrakcje alkohol nam dziś zaserwuje.
Jest już wieczorowa pora, słoneczko gdzieś tam znika za horyzontem, na niebie wolniutko snują się różowe chmurki, wiaterek delikatnie porusza ciepłe powietrze. Ludzie sobie spacerują po uliczkach, jakieś show na rynku, zbiegowisko, tłum wiwatujący. Ogólnie sielana i gitara.
Do knajpy mam kilkanaście minut drogi, więc idę luźnym krokiem bez zbędnego spinania, to Kadłubek zawsze się spóźnia. Ale tym razem jest inaczej. Widzę już z daleka, że siedzi na parkingowym murku i zerka nerwowo na otoczenie, sączy oczywiście procenty przez rureczkę z piersiówki schowanej w specjalnie doszytej, wewnętrznej kieszeni bluzy. Było nie było, jest zakaz oficjalnego spożywania trunków na mieście poza wytyczonymi rezerwatami, a Kadłubek dostał już tyle mandatów, że musiałby nie jeść, nie pić tylko ciułać tę swoją miesięczną rencinę na spłatę każdej kary, dlatego teraz woli się czaić.
- Siema Kadłubek! Co tam? Jak żywot płynie? – pytam, gdy tylko wkraczam w zakres jego słyszalności.
- A co? Gazet nie czytasz? Zajebiście, a jak ma być? Daj fajkę – kiwa głową, ciągnąc łyka. Mamy taki system, gdy się spotykamy, ja zawsze przychodzę z ramką, a gdy popijemy, to on wyskakuje z kasy i kupujemy szlugi za jego. Daję mu palmala i odpalam. Poza domniemanymi kompleksami, ma kilka udowodnionych dziwnych zboczeń, między innymi nie lubi odpalać fajka. Ani sobie, ani komukolwiek. – To co, będziemy tak stać i patrzeć na siebie, jak pedały czy wchodzimy na procenta? – U niego nie ma owijania w bawełnę, co w głowie, to na języku.
Idziemy.
Wypuszczam go przodem, nie lubię wchodzić pierwszy do knajp, a on ma odwagę w głowie zawsze i wszędzie. Ja tylko robię za odźwiernego.
Lokal jest zapełniony, w końcu to sobota wieczorem, ale dla nas miejsce zawsze w końcu się znajdzie. Wchodzimy, biorę dwa kufle spod pipy i stajemy przy ladzie na końcu części podłogi, za którą jest obniżenie terenu o jeden stopień. Kadłubek zerka ciężkim wzrokiem po okolicznych ludziach, ja po tych dalszych i po chwili słyszę:
- Siadajcie, są dwa wolne krzesła, my za minutę wychodzimy. – Zawsze tak jest i to duży plus chodzenia z Kadłubkiem. Nie wiem czemu, respekt? Bojaźń? Cholera go znał, grunt, że siedzimy, nie stoimy.
Z głośników sączy się jakiś rock, trochę mnie to wkurwia, tylko co ja mogę? Ogólny rumor i szum rozmów daje na tyle wysokie decybele, że właściwie ledwie słyszę, co Kadłubek mówi, więc jednak bardziej uwagę stawiam na wargach mego kompana niż gitarowych riffach.
- … no i ją jebałem w lesie tak, że myślałem, że mi szyszki na głowę spadną. Jebana się oparła o ten konar, że, kurwa, chyba satelity nawet wyłapały ruszanie się korony. – Pociągnął łyk. – No, a ty coś wyrwałeś ostatnio?
Dobre pytanie.
- Prawie.
- Prawie? – Kadłubek parsknął, aż rurka z kufla wyskoczyła. – Jak to prawie?! Zamoczyłeś czy nie?! – Spojrzał na mnie osądzającym wzrokiem.
- No właściwie, to nie zamoczyłem… w sensie strikte… - dodałem gdzieś zasłyszany zwrot, sądząc, że pasuje. - Nie chciała tak przy ludziach.
- Jak to przy ludziach? – Przerzucił się na drugą rurkę. On alkohol pije tylko przez rurkę, a ja nauczony doświadczeniem, zawsze biorę mu kilka, żeby co chwila nie latać po pojedyncze sztuki. Kadłubek zawsze musi wyjebać parę na jedno piwo.
- Nooo… W zeszłym tygodniu byłem nad jeziorkiem i poznałem jedną taką panienkę. Wypiłem parę pian, miała ochotę zajarać, to skręciłem blanta i wziąłem ją na rowerek… właściwie ona mnie wyciągnęła. Wiesz, o co chodzi, słoneczko, alko w głowie, jaranko w kieszeni, ona na mnie ma ochotę, ja na nią.
- Proszę, chyba lepszej podkładki nie ma. – Oczka mu się zaświeciły. Mógłbym przysiąc, że poczułem poruszenie w jego kroczu, jakby włączył sonar na namierzanie jakiejś dupy. - Jeśli mi mówisz, że prawie zamoczyłeś, to ty cipa jesteś, jeśli nie zamoczyłeś w takiej sytuacji. A wiesz, cipa cipy nie wyrucha… co najwyżej wyliże. Wylizałeś?
- Prawie.
- Ty, panie prawie, co tam się działo, bo mnie to frapować zaczyna? – Z końcem zdania zmarszczył brwi, a jego wzrok powędrował w stronę stolika pod ścianą za nami. Jeszcze nie widziałem, kto tam siedzi, a z tego spojrzenia nie mogłem wybadać, o co dokładnie chodzi. Albo już znalazł sarenkę, albo jakiegoś leszcza do napierdalanki, na początku zawsze tak samo patrzy na obie te sprawy. Zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie.
- No popłynęliśmy pod drugi brzeg, gadka szmatka, chuje muje dzikie węże, w stylu skąd jesteś, co robisz, aż w końcu poszły lizaki.
- No i jesteśmy w domu – uśmiechnął się.
- Nie do końca. Nagle sam przestałem, poczułem że procent z głowy się wymyka, a fajnie było by też zakurzyć.
- I?
- Pff, zajaraliśmy, słoneczko przygrzało, zacząłem znowu grę wstępną… i na tym się skończyło. – Wzruszyłem ramionami. – Nie chciała dalej. Stwierdziła, że ludzie widzą, a mnie właśnie to, kurwa, nakręcało! – Dopiłem do końca haustem browara, bo jak sobie przypomniałem tamto ciśnienie, to aż we mnie krew zawrzała.
Zatopiłem wzrok w pustym kuflu.
- Idę po następnego, chcesz?
- Pytanie. Weź jeszcze po dwie banie. – Podsunął mi portfel, bym się obsłużył.
Wróciłem po paru minutach z pianą, a uprzejma barmanka przyniosła po chwili kielichy. Kadłubek się do niej uśmiechnął jak to on potrafi elegancko do kobiety, która mu alkohol podaje, zamrugał tymi swoimi wąskimi, czarnymi oczkami, a ona wyszczerzyła niesamowicie białe zęby i zarumieniła się. Nigdy nie odgadnę tego, jak on to robi, każda by mogła mu jeść z ręki. Gdybym miał dziewczynę i wyszedł z nią na spotkanie z Kadłubkiem, to chyba bym do kibla nawet nie wychodził, żeby ich razem choćby na dwie minuty nie zostawiać. Bałbym się, że mi ją zbałamuci.
Wypiliśmy od razu po bani, bąbelki szybko wymieszały się z czystą i już po paru sekundach poczułem w głowie przyjemny szum. Przypomniałem sobie, że w kieszeni mam bibułki i worek. Uśmiechnąłem się, miałem na to ochotę, a wyraz twarzy Kadłubka sugerował, że jest w połowie drogi do błogostanu upojenia, więc i on może skosztuje.
- Było nie odpuszczać – wrócił nagle do tematu, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Było… - Ponownie omiotłem wzrokiem blat. – Ale wiesz, jaki jestem, jak panienka mówi nie, to nie.
- A ty wiesz, jaki ja jestem, jak panienka mówi nie, to na mnie jak czerwona płachta na byka. Rogi do przodu i harat! Jakbym tak każdą słuchał, to po dziś dzień bym był cnotką niewydymką. Stary, nie będę ci tu przedstawiał strategii działania z dupą, znamy się nie od dziś, więc wiesz, jak krok za krokiem, ale widzę, że tobie po prostu praktyki brakuje.
- Co na to poradzisz? – Wzruszyłem ramionami, przyznając mu rację.
- Co? Hm, bania. Bania jest dobra na wszystko. – Kiwnął głową i wypiliśmy za praktykę. Ja za jego, żeby nie było jej mniej, on za moją, żeby było jej więcej. – Jak nie umiesz zadziałać na trzeźwo, to trzeba po pijaku, nie ma innej rady.
- Kiedy tam mi szumiały procenty w głowie aż miło! Do tego zajaraliśmy skręta…
- No i, kurwa, tu był twój błąd! Jak masz alko w głowie, to ci się ścieżka jasna i klarowna do cipki wprost rysuje, a jak zjarasz to gówno, to ta ścieżka na jebaną zieloną milę krętą się wydłuża. – Kadłubek gdy popije, to mu poeta wskakuje do głowy. Rzuca takimi porównaniami, że na trzeźwo trudno byłoby go zrozumieć. – Ty, powiedz mi, po chuj ją wtedy faszerowałeś tym zielonym świństwem?
- Bo… pff, mieliśmy ochotę.
- A na dupczenie też mieliście?
- Nooo – odpowiedziałem dość niewyraźnie
- A wyszła kupa. Dlaczego? Przez zielsko. I ty mi będziesz mówił, że to lepsze od alko, proszę cię. – Pokiwał głową i uśmiechnął się szyderczo. – Popatrz. Przyjechałeś, wypiłeś, poznałeś panienkę. Ona też wypiła, podłapała twój klimat, wszystko zmierzało do jednego, ba! Kurwa, pędziło! To ona wyciągnęła cię na rowerek, to ona oderwała cię od stada pijących kumpli w chwili, kiedy zobaczyła, że procent ci uderzył do łba na tyle mocno, że będziesz miał ochotę ją przelecieć, że będziesz miał ochotę tylko – podkreślił – ją przelecieć, a na tyle słabo, że będziesz w stanie. Wiedziała doskonale, gdzie popłyniecie, że będziecie widoczni i co? Dotarliście do drugiego brzegu, zaczęło się wzajemne badanie migdałków, ale nagle poczułeś, że procent zaczął uchodzić. Duży chłop jesteś, nie dziwne, musisz pić, żeby iść. A ona? Panience wiele nie trzeba, a trzeba tylko bodźca. – Dopił do końca browara. Jednym pociągnięciem wypił ponad pół. Jak się przyssie, to nie popuści. Ja zrobiłem to samo.
- Pójdę po następnego. – Już wstawałem, kiedy ten posadził mnie ciężkim wzrokiem.
- Co my, kurwa, tragarze, że musimy nosić pianę? – Wyłowił z tłumu kelnerkę, mrugnął do niej, kiwnął głową na puste kufle i kielichy i wrócił do mnie. – Jak mówiłem, panience trzeba bodźca, już wtedy, kiedy poczułeś, że faza powoli mija trzeba było rączkę na jej ramię, westchnąć, komplement rzucić, pocałować delikatnie, a ona sama by zadziałała dalej, wiesz dlaczego? – Pokiwałem głową, że nie. – Rany, ale ty cipa jesteś. Bo cię wyciągnęła na rowerek. Po co kobieta wyciąga faceta na rowerek? Faza w głowie, słońce na niebie, szum fal dookoła, samotna wycieczka z dala od ludzi, mimo że na ich widoku. Kurwa, człowieku! Miała ochotę na twojego fiuta! To nie ty chciałeś ją przelecieć, to ona ciebie chciała zaliczyć. A ty zjebałeś sprawę najlepiej, jak tylko mogłeś. Po prostu pokonałeś wszystkich w przedbiegach. Dałeś jej zajarać i co? Nagle weszła jej do głowy rozkminka, że… O, dzięki wielkie. – Uśmiechnął się do barmanki, ja zapłaciłem, wyciągając kasę z jego portfela. – Bez reszty, za tak piękną obsługę to aż grzech nie dać napiwku. Choć i to za mało. – Znowu się zarumieniła! No i konkurs na sarenkę dla Kadłubka został rozstrzygnięty. Czyli tam, gdzie patrzył wcześniej wyzywającym wzrokiem, to na jakiegoś leszcza do napierdalanki. Niech i tak będzie, mi ciśnienie we krwi skoczyło, bo jak temat schodzi na nieudany seks, to tak mam. – Hej, Klocobryła! Tutaj jestem! – krzyknął do mnie, bym spojrzał na niego, a nie błądził gdzieś po ścianie. – No, dałeś jej skręta, ona zakurzyła i zaczęła rozkminiać świat na części pierwsze.
- Ej, kurwa, o co ci chodzi? Przecież było zajebiście!
- Teraz mówisz, że zajebiście? Proszę cię, nie oszukuj się. Mamę oszukasz, tatę oszukasz, dziadka oszukasz, ale mnie i swojego batmana nie oszukasz. Zajebiście by było, gdybyś zamoczył, a ty co? Pewnie posiedzieliście, pośmialiście i jak ci ciśnienie znowu na poziom dupczenia wskoczyło, to ona stwierdziła, że nie chce, bo się boi, że ktoś zobaczy.
- Ale miała ochotę. Przecież jaranie też pobudza i to nawet bardziej niż alko.
- Możliwe, tylko alko nie ma efektów ubocznych. Jak była tylko najebana, to chciała dupczenia, po prostu chciała cię bzyknąć i waliło ją, że ludzie będą widzieć. A jak ją zjarałeś, to… Wiesz sam. Wszyscy patrzą i ja się krępuje… - tonem głosu zaczął udawać laskę. - Lepiej chodźmy coś zjeść ha, ha!
- Cóż… - Ma, cholera, rację. Jak rozmowa o seksie, to Kadłubka nie przegadasz, gość po prostu ma podejście, ma praktykę, ma wiedzę, ma argumenty. A jak patrzysz na niego, to wcale nie widać, że to wszystko w nim siedzi.
- Jaraj, owszem, ale jak jesteś w domu, jak ewidentnie nie masz innej opcji, niż tylko dupczenie. Wtedy to nawet możesz jeść jebiąc. Truskawka w cipkę, żeby śledzia przegonić i dawaj! – Znowu spojrzał na przeciwległy stolik, a że mi szumiało w głowie, to i powiodłem wzrokiem bez żadnego skrępowania w tamtym kierunku. Brodacz z długimi kłakami, w pedalskiej niebieskiej koszuli. Nie to, że coś mam do takich kolesi, jak chce, niech się tak stroi, tylko niech się nie patrzy w ten sposób na Kadłubka. Pedał? Bo znajomy na pewno nie, by wajchę wystawił, więc albo pedał, albo ma coś do Kadłubka. Spoko, obie opcje dają wpierdol. Tylko trzeba będzie przydybać go przy wyjściu.
Wróciłem do browara. Kurwa, znowu piana na dnie, trzeba kolejną. Stolik powoli zapełniał się wypitym szkłem. Zerknąłem na mego kompana kochanego do picia i rozmowy zawsze pierwszego. Już tylko parę pociągnięć złotego trunku mu zostało, pijemy równocześnie, to samo i tyle samo, jesteśmy jak Asterix i Obelix, jak Kajko i Kokosz, jak Bzyczek i Rockfor.
Rozejrzałem się po lokalu. Ludzi masa, ciężko między stolikami drogę znaleźć, barmanki ledwie nadążają ze sprzątaniem kufli wypitych, ścieraniem pian rozlanych, kielichów potłuczonych zgarnianiem.
Kadłubek znowu zerka mi przez ramię. Się biedak wyczerpał ciężką rozmową o seksie, to teraz milczy i niczym myśliwy zwierzynę obserwuje. Czai się, stwarza pozory bezruchu, wolno sączy żuberka, już wolno, bo wie, że jak człowiek przesadzi z procentem we krwi, to i koordynacja ruchowa siada, a to źle. Wlać w siebie jest dobrze, jednak z umiarem.
- Zaraz będę. – Wstaję, by do kibla ścieżkę właściwą odnaleźć, ale jak tylko dupę unoszę słyszę jakieś kurwy i złorzeczenia. Obracam się, a tam człowieczek malutki w okularach i bakami niedogolonymi na mnie ziora groźnym wzrokiem. Rzucam mu pytające spojrzenie.
- Stary, uważaj, piwo prawie wylałem. – Marszczy nieprzyjemnie brwi.
Spoglądam spokojnie na siebie, na niego, na przestrzeń między naszymi stolikami, że niby trąciłem go. Nabieram powietrza i wypuszczam je również spokojnie. Jesteśmy w miejscu publicznym, raz, dwa, trzy, cztery…
- Wybacz, ale… - Cholera, co ale? Gość chyba widzi, że lekko duży jestem i się ledwie tu mieszczę. – Mało miejsca – rzucam na odczep się i oddalam krokiem szybkim na tyle, na ile mi luki między ludźmi pozwalają. Oglądałem kiedyś taki film, w którym bohater po głowach publiczności wokół zgromadzonej skakał, nie mogąc w cywilizowany sposób przedostać się przez zatłoczony peron. Gdybym ja zastosował takie rozwiązanie tu i teraz, to chyba klientela nie zamówiłaby już kolejnego piwa, a ja z oskarżeniem o masowy mord poprzez złamanie karków wylądowałbym w więzieniu.
Na progu do kibla zerkam jeszcze na Kadłubka. Jest przy stoliku, jeszcze się gibie, ale już dostrzegam minimalne, przeze mnie wyłącznie zauważalne skurcze mięśni, co świadczy o pijackim rozjuszeniu. Muszę się spieszyć, żeby go opanować, żeby dał sobie na wstrzymanie w tak zatłoczonym przybytku.
Drzwi do kibla zamykają się z głośnym trzaskiem, jakbym z siłą niepohamowaną je cisnął, a ledwie pchnąłem przecież.
W klopie zgromadzenie ludzi jak na wiecu, nie przymierzając, o zalegalizowanie homoseksualnych zboczeńców. Rozglądam się i zaskoczony stwierdzam, że WC koedukacyjne tu panuje, no sodoma i gomora. Faceci uprzejmie leją jednak do pisuarów, panienki wiadomo, w kabinę włażą, że niby chcą prywatności odrobinę.
Staję kulturalnie w kolejce, musem wsłuchując się w obecne rozmowy, choć w pewnej chwili uwagę skupiam włącznie na dwóch kolesiach, którzy ucinają sobie swobodną pogawędkę podczas lania. Normalnie pewnie bym ich nie słyszał w takim zgiełku, ale że blokują dostęp do celu mej podróży, to cała ma percepcja postrzegania skupia się na nich i ich rozmowie. Właśnie, rozmowie, nie słyszę tego charakterystycznego bryzgania moczu o ścianki, co mnie lekko wkurwia. Ale czekam jeszcze, niech ktoś inny zwróci im uwagę.
Panienki wymieniają się seriami w trzech kabinach. Dobrze, że każda jest oddzielona od siebie ścianką drewnianą, nie dając niewiastom szansy na rozmowę. To by była tragedia dopiero, najebana laska jak się z drugą najebaną spotka w kiblu przy sraniu czy laniu to już gorzej niż wkurwiony Kadłubek. Aż się szczać odechciewa na samą myśl o czymś takim. Chociaż wychodzi na to, że pisuary też powinny być oddzielne. Tamci dwaj dalej cieszą mordy, bo któryś zaliczył kilka dni temu rok i jest już na czwartym politologii, a drugi z kolei załapał zajebistą robotę w radiowej trójce. Jebani, jakby nie mogli o tym pogadać przy stoliku, tylko muszą tu! I nikt im, do jasnej kurwy, nie zwraca uwagi!
Koniec, jego w dupę mać chędożona! Nie, że się denerwuję, tylko zaraz mi pocieknie, a widzę, że jedna kabina wolna stoi, więc łamię zasady niepisane. Zmierzam wolnym krokiem do wybawienia, się przeciskam mało zgrabnie między ludźmi, z uśmiechem niewyraźnym na twarzy.
- Ej, kolego, kolejka! – Ktoś mnie łapie za łokieć.
- Wiem, ale mnie ciśnie – rzucam usprawiedliwienie mego czynu haniebnego.
- Każdego tu ciśnie – dostaję ripostę od kogoś innego. Pedały się dwa znalazły i to nie te od pisuarów. Czuję, że jakby coś ucichło, że jakby ludzie skupili uwagę na mych poczynaniach.
- Nie wiem, kogo tu ciśnie… - urywam na moment oszołomiony widokiem wbitych we mnie spojrzeń. Chyba w jakąś pętlę czasową wpadłem. Zerkam na komórę, nie, no data się zgadza, maj dwa tysiące dziewięć, ale oni… oni wszyscy… Jasna dupa! Długie kłaki, koszule z lat najmłodszych swoich starych, panienki w jakieś szmaty dziwnie kolorowe wciśnięte. Wszystko to wymyka mi się jakoś poza możliwość ogarnięcia sytuacji, ale trwa szczęściem ułamek sekundy i szybko wracam do rzeczywistości. Chyba ból w pęcherzu nie pozwala mi na zbyt długie rozkładanie problemu cofnięcia w czasie. – Tam kabina stoi wolna - ciągnę - a widzę, że jakoś nikt się kwapi do wejścia.
- Aha, i ty chcesz tam iść, co? – do rozmowy wtrąca się z oburzonym tonem laska z przodu kolejki. – Facet ma pisuar. – Rusza w kierunku klopa.
- Facet ma pisuar i refleks, jakby cię cisnęło, to byś już stamtąd wychodziła, a nie wchodziła dopiero. W kiblu się leje, a nie rozmawia – drugie zdanie mówię głośniej, by tamci dwaj je usłyszeli. Efekt jest właściwy. Zerkają w moim kierunku, zasuwają rozporki i patrzą na siebie porozumiewawczo, po czym znowu na mnie.
- Stary, nie widzieliśmy się kopę lat i pogadać chcieliśmy… - jeden daje mi głupie tłumaczenie.
- Luz. – Wzruszam ramionami. – Tylko mi pęcherz zaraz rozsadzi, mam w środku przynajmniej pięć browarów, drugie tyle bań i chciałbym to z siebie…
- To się częściej chodzi, a nie trzyma w sobie, ha, ha, ha! – Obracam się gwałtownie na te słowa, ale nie mogę znaleźć tego, kto je wymówił. Ten ktoś przekroczył ostatnią ścieżkę mej dobrej woli, dalej już tylko ból i zgrzytanie zębów.
- Wolę trzymać to w sobie i rzadziej chodzić do kibla, żeby takich cwelów jak wy nie widzieć za często. – Zmierzam do wyjścia, bo już jakoś tak mi nerw skoczył, że zneutralizował ból w pęcherzu. Ale nie! Jakiś bohater zastępuje mi drogę. A mówią, że to dresy są agresywne.
- Posłuchaj, kolego, to że jesteś taki wielki i łysy nie daje ci prawa obrażania nas.
- Posłuchaj, kolego – zniżam głowę, by nasze oczy wylądowały na tym samym poziomie, wbijam w niego groźne spojrzenie i warczę przez zaciśnięte zęby. – Nie jestem twoim kolegom, to raz. Dwa, nie wkurwiaj mnie jeszcze bardziej, bo zaraz zrobię z twojej gęby trzeci pisuar, rozumiesz? – Kładę przyjaźnie mą prawicę na jego ramieniu, mając nadzieję, że Kadłubek już tam jakąś jatkę zaczął, bo takiemu towarzystwu należy się nauczka.
- Spierdalaj – gość się obraża i wchodzi z powrotem do kolejki, ja wracam do pionu i staję w wolnym kącie. Nie zabawimy tu już długo, to i mogę sobie pozwolić. Wpierw chciałem wyjść na zewnątrz krzaczki podlać, ale muszę tu jednak pozostawić swoje trzy grosze. Kibel, to kibel.
- Ej, przestań! – słyszę krzyk laski i stukot obcasów, biegnący w moją stronę. Po chwili czuję dotyk na ramieniu, więc ruszony obracam się, nie przestając lać. – Kurwa, pojebało cię?! – Laska odskakuje oblana i próbuje pozbawić mnie życia zabójczym spojrzeniem.
Nagle z tłumu wychodzi dwóch największych obrońców honoru niewieściego. Cała akcja wpasowuje się idealnie w koniec szczania. Szybkim ruchem chowam kutasa, a gdy tamci dwaj są dostatecznie blisko daję im lekcję walki podwórkowej. Pierwszy pada od prawego sierpowego, drugi dostaje w brzuch z lewej, a gdy chyli się ku upadkowi, poprawiam ciosem w potylicę.
- Kurwa, odlać się przyszedłem, a wy chcecie mnie bić?! – ryczę nabuzowany wściekłością. Widzę, że chcą mnie pożreć, poćwiartować i wsadzić do kibli w roli kostek odświeżających, ale zaciśnięte me pięści są dla nich znakiem ostrzegawczym.
I wtedy dobiega mnie symfonia.
Wyskakuję błyskawicznie z kibla, wpadając do właściwej części lokalu, gdzie, choć tyle samo ludzi, to już w innym ułożeniu. No i ten cały rock zszedł na drugi plan, o rozmowach zwyczajnych już nie wspominając.
- Zajebię was wszystkich! – Słyszę znajomy ryk. – Rozpierdolę, kurwy jebane! Wy chuje pierdolone! No co?! Co się tak, kurwa, patrzysz pedale jebany?! Choć się napierdalać! – Przeciskam się przez ludzi już bez zwracania uwagi na kulturę, przecież zaraz i tak będę nimi ciskał o ściany. – Co jest? Nagle ci mowę odjęło?! Że, kurwa, mniejszy, że kaleka, to że niby bezradny?! – Tym razem dochodzi mnie jeszcze brzdęk szkła, czyli przybywam we właściwym momencie.
- Zaraz przyjedzie policja… proszę uspokoić kolegę… - roztrzęsiony głos barmanki prosi mnie o niewykonalne. - Sobie krzywdę zrobi.
- Idź się jebać – odpowiadam bez ogródek.
Widzę go już w pełnej krasie. Stoi na stoliku, cały czerwony, macha tymi swoimi kikutami rączek na dwadzieścia centymetrów odstającymi od ciała. Tańczy na blacie, nie tracąc ani na moment równowagi, tańczy cudownie, niczym baletnica, choć pozbawiony stóp, pozbawiony nawet kolan, jedynie uda posiadając.
Staję za nim. Kładę ręce na stole, biorąc go w kleszcze.
- No to co Kadłubek robimy? Symfonia, nie?
- A jak, kurwa, Klocobryła, symfonia! Jak się A zagrało, trzeba dociągnąć do B i na wysokim C skończyć, nie? – Zerka na mnie przekrzywioną maksymalnie do tyłu głową.
Ogarniam wzrokiem zebranych ludzi, którym miny nagle zrzedły. Kadłubka się nie bali, przeciwnie, współczuli, że niby frustrat, że bez nóżek i rączek, to mu źle w życiu. I się, jego mać, przejechali. Bo Kadłubek zadowolony, radosny człowiek jest, do emocji i uniesień skory. Ba! Tymi uniesieniami i emocjami to nawet dzielić się lubi i z innymi je przeżywać pragnie.
Chwytam go więc za kark prawą dłonią, lewą roztrzaskuję butelkę, czyniąc z niej tulipana, podnoszę Kadłubka i wsadzam mu owego szklanego kwiata w między kikuty nóg, a on zręcznie go przytrzymuje we właściwym miejscu. Z takim tulipanem między kikutami Kadłubek jest niczym kolcowana maczuga w rękach olbrzyma. Wyćwiczone mięśnie ud mocno zaciskają się na ściankach rozwalonej butelki i nie pozwalają się jej wysmyknąć. Unoszę go ponad głowę właśnie jak maczugę i energicznym zamachem tnę wszystkich zebranych przy stoliku.
- Zapierdolę was wszystkich! – ryczy mój kompan, gdy tak lata w powietrzu, żniwo śmiertelne zbierając. Ja milczę, skupiam się na obieraniu celów kolejnych, to on robi za akustykę. – Kurwa, chuje i cipy! Napić się nie można w spokoju! – Nagle jakaś panienka próbuje desperackiej ucieczki, ale gdy przeciska się obok mnie, chwytam ją za cycki, zaciskam ręce na bluzce, jednocześnie podrzucam Kadłubka, by zmienić pozycję uderzeniową z tnącej na wbijającą. Łapię go znów za kark, ale tym razem niczym oszczep do rzutu gotowy i z siłą, jaką mi Bóg kochany dał przy narodzinach, ciskam w dół. Laska, choć nerwowo stara się wymknąć z pułapki, to zakleszczone me palce, niczym żelazne obcęgi, nie pozwalają jej uciec. – Aaaghhhrrrrr! – wyje piekielnym głosem śmiercionośny człowieczyna, gdy butelka, jaką trzyma w kikutach z głośnym gruchotem łamanej czaszki wbija się w głowę ofiary.
Trup ściele się gęsto, flaki przyozdabiają ściany i tych, co jeszcze żyją. Nie zabijamy wszystkich, jesteśmy jak ta para z „Urodzonych morderców”, zostawiamy świadków. Na koniec uderzam Kadłubkiem w stół, który roztrzaskuje się w drzazgi.
Kiedy obaj opadamy z sił, a przerażenie w oczach zebranych błaga „Oszczędźcie!”, bądź woła „Litości!”, słuchamy próśb i spokojnie, aczkolwiek z zadyszką pewną wychodzimy, po drodze prosząc barmankę o banię na wynos. Nawet nie karze płacić, ba! Daje flaszkę całą i kielichy.
Na zewnątrz panuje miły chłód, cisza, spokój, a my w pozytywnym nastroju się oddalamy. Kadłubek stwierdza, że mu dobrze u mnie na rękach, więc zostaje, usadawiam go tylko na ramieniu, żeby nie było, że jakieś homo jesteśmy i się przytulamy, ale jak prawdziwi kumple od picia i wojaczki – ramię w ramię, można by rzec.
W oddali słychać wycie syren suczych. Jak zwykle, pogratulować refleksu.
W myślach zastanawiam się, jakie następne miasto wybrać do osiedlenia, w tym jestem już spalony. Kadłubek ma szczęście, on zawsze do mnie przyjeżdża i jego jebią konsekwencje takich wydarzeń.


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Revis
Pisarz
Pisarz
Posty: 498
Rejestracja: czw 09 kwie 2009, 11:55
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Olsztyn/Gdynia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Revis » sob 12 wrz 2009, 14:14

Ludzie sobie spacerują po uliczkach, jakieś show na rynku, zbiegowisko, tłum wiwatujący.

"Sobie" wywalić.
- Siema Kadłubek! Co tam? Jak żywot płynie? – pytam, gdy tylko wkraczam w zakres jego słyszalności.

Sztuczne. „Ziomki” mają raczej słaby zakres słów i pytają co najwyżej „jak leci?” albo „jak tam?”
Dalej.
SZTUCZNE. Jak opis jakiegoś sprzętu HiFi. „ pytam, gdy już jestem blisko”, „pytam, gdy już jestem przy nim”. Cokolwiek.
Wypuszczam go przodem, nie lubię wchodzić pierwszy do knajp, a on ma odwagę w głowie zawsze i wszędzie.

Odwagę ma też w kciuku i łydkach? Bardzo koślawy zwrot. Napisałbym to tak: „a on jest odważny zawsze i wszędzie.”
Wchodzimy, biorę dwa kufle spod pipy i stajemy przy ladzie na końcu części podłogi, za którą jest obniżenie terenu o jeden stopień.

Czasami zastanawiam się dlaczego tak dokładnie opisujesz? Wartościowa to wiadomość jest? Zdanie toporne, przez które trzeba się przebijać z wysiłkiem, by na końcu dowiedzieć się, że nie jest nic ważne.
Cholera go znał, grunt, że siedzimy, nie stoimy.

Hm… A czy nie lepiej „cholera go wie?” (bo tak się mówi). Generalnie, jakby się uprzeć to pasuje, ale jak się czyta, to czuć, że coś nie gra.
Z głośników sączy się jakiś rock, trochę mnie to wkurwia, tylko co ja mogę?

Muzyka się nie sączy, a już na pewno nie rock (chyba, że dodasz „lekki” ale to i tak nie pasuje). Może „lecieć”, „wydobywać się”.
Ogólny rumor i szum rozmów daje na tyle wysokie decybele, że właściwie ledwie słyszę, co Kadłubek mówi, więc jednak bardziej uwagę stawiam na wargach mego kompana niż gitarowych riffach.

Uwagi stawia się w dziennikach szkolnych. Uwagę, w takich wypadkach, się przykuwa. Chociaż tutaj najlepiej pasuje słowo „koncentruję się” .
- No właściwie, to nie zamoczyłem… w sensie strikte

Może i tak usłyszał, ale źle zapisał. Stricte.
On alkohol pije tylko przez rurkę, a ja nauczony doświadczeniem, zawsze biorę mu kilka, żeby co chwila nie latać po pojedyncze sztuki.

Niepotrzebny zaimek.
- Ty, panie prawie, co tam się działo, bo mnie to frapować zaczyna?

Jak tyle pije to i takich słów nie zna. I tutaj po prostu chodzi o sztuczność wypowiedzi. Czy "ziomek", alkoholik, dres użyłby takich słów? Raczej nie. Jakikolwiek, prosty synonim: zastanawiać się.
Albo już znalazł sarenkę, albo jakiegoś leszcza do napierdalanki, na początku zawsze tak samo patrzy na obie te sprawy.

To raczej nie są "te sprawy" tylko ludzie.
Dopił do końca browara. Jednym pociągnięciem wypił ponad pół. Jak się przyssie, to nie popuści.

Rurką?!
Faceci uprzejmie leją jednak do pisuarów, panienki wiadomo, w kabinę włażą, że niby chcą prywatności odrobinę.

Nie, że chcą prywatności tylko nie potrafią lać do pisuarów.
Normalnie pewnie bym ich nie słyszał w takim zgiełku, ale że blokują dostęp do celu mej podróży, to cała ma percepcja postrzegania skupia się na nich i ich rozmowie.

Sama "percepcja" wystarczy.
Nie jestem twoim kolegom to raz.

?! Powiedz, że to stylizacja jego języka. Proszę...

Opowiadanie strasznie męczące. Stylizacja języka na "ziomalskiego" czasami była przekombinowana. Ciężko się czyta takie coś. Nie wytrzymałbym tak napisanej książki. Rozumiem, że to nie do końca Twoja wina - po prostu taka koncepcja i tyle.
Masz problemy z interpunkcją. Widać, że zdania potrafisz pisać i styl jakiś wyrobiony już masz. Chciałbym zobaczyć coś w innym, "zwykłym" języku. Niestety, Twój problem to sztuczność scen i dialogów. Czasami postacie zachowywały się bardzo papierowo. W ogóle ich nie czułem. Motyw zaskoczenia z niepełnosprawnością nie zaskoczył mnie wcale. Jakoś tak wplotłeś to, że nie zauważyłem żadnych różnic. Jakby informacja o jego ciele była na samym początku (a nie była). Ucieszyłem się jak był w łazience. Pomyślałem, że zaczyna się coś dziać, że człowiek cofnął się w czasie i... dupa. Zawiodłem się - jedyny interesujący motyw był tylko nieprawdziwym zdaniem.
Generalnie nie podobało mi się. Ale czekam na następne.



Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » pn 21 wrz 2009, 10:49

Co do błędów, które wytknąłeś, a które pominąłem niżej, zwyczajnie się zgadzam, że są błędami, a jak zgadzam, to po co komentować.

Sztuczne. „Ziomki” mają raczej słaby zakres słów i pytają co najwyżej „jak leci?” albo „jak tam?”

Oj! I nie jeden "ziomek" mógłby się co najmniej obrazić ;) Poważnie.

Co do odwagi, to jednak zostanę przy mojej opcji, wciąż bardziej mi pasuje. Według mnie, kłania się bardziej kwestia odbioru, a nie błędu. Nie miałem tu na myśli tego, co jest w poszczególnych częściach ciała, ale raczej o stan ducha, charakter...

Muzyka się nie sączy, a już na pewno nie rock (chyba, że dodasz „lekki” ale to i tak nie pasuje). Może „lecieć”, „wydobywać się”.

Również i tu się nie zgodzę - określenie "sączy się" jest jak najbardziej na miejscu, nie jest bezpośrednie, a każdy wie, o co chodzi. Co do gatunku, cóż, z jednej strony może masz i rację, ale z drugiej, są różne odmiany rocka, a "ziomek" niekoniecznie musi się na tym znać, dla niego gitara i perkusja, jakie by nie były, to rock... ewentualnie metal ;)

To raczej nie są "te sprawy" tylko ludzie.

Chodziło mi o seks i napierdalankę - o sprawy, nie o ludzi.

Rurką?!

Tak, rurką! :P Mało prawdopodobne, ale to nie jest tekst na poważnie.

Cytat:
Nie jestem twoim kolegom to raz.

?! Powiedz, że to stylizacja jego języka. Proszę...

Yszzz, nie powiem, pójdę od razu się powiesić <idiota> Niektóre błędy zauważa się dopiero po ich wytknięciu...

Ogólnie, uważam, że przy części się czepiałeś. Gdyby to był tekst na poważnie, można by to uznać, za błędy, ale to groteska, albo coś na jej wzór, więc czilałt ;)
Dzięki za komentarz!

Pozdrrrrrr!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit

Awatar użytkownika
Mich'Ael
Umysł pisarza
Posty: 793
Rejestracja: ndz 16 wrz 2007, 10:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Iłża
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Mich'Ael » śr 23 wrz 2009, 12:17

Całkiem niezłe. Końcówka mi się nie podobała - jest za bardzo nierealistyczna i zbyt groteskowa jak na mój gust. Można to było lepiej zakończyć. Było parę większych potknięć ("Choć się napierdalać!") ale tekst czytało się na tyle dobrze, że ignorowałem je bez większych problemów. Też uważam, że część wytkniętych "błędów" to lekkie czepianie się - gdyby przyjąć takie właśniie krytetia, pół tekstu dałoby się wytknąć jako błąd. Jak dla mnie tak na 3+ ten tekst. Sympatyczny ale nic niesamowitego.


Don't you hate people who... well, don't you just hate people?

Awatar użytkownika
Revis
Pisarz
Pisarz
Posty: 498
Rejestracja: czw 09 kwie 2009, 11:55
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Olsztyn/Gdynia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Revis » śr 23 wrz 2009, 12:52

Racja ;-) Nie doczytałem, że to groteska - wybacz.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 23 wrz 2009, 14:51

Pomysł jest świetny i tekst ma kilka plusów, ale wpierw napiszę o tym "złym". Bohater, czyli Klocobryła ma być twardym ziomkiem, a używa zbyt poetyckiego języka nadzianego archaizmami - nawet jak na groteskę, zabieg jest nietrafiony bo odrealnia tę postać. Wobec takiego zestawienia, "ziomalstwo" twardziela niknie gdzieś, a wszelkie przejawy agresji czy prostactwa są sztuczne.

Pomijając to wielkie niedociągnięcie, pomysł, jak napisałem, jest genialny. Dobrze wyważasz rozmowę o "seksie", jest naturalna i świetnie wpleciona w wydarzenia, mimo, iż zajmuje połowę tekstu, wypada bardzo dobrze na tle całości. Uznałem ja za wprowadzenie do części właściwej i jako taka spełnia swoją rolę. Sytuacja w kiblu, kiedy zaczyna sikać (gdzie?) jest mało klarowna i chyba coś przeoczyłem, bo do teraz tego nie widzę. Jednak najlepsza częścią są tutaj "wskazówki", czyli to, że "jakoś nie lubi odpalać sobie papierosa ani innym", zawsze "wchodzi pierwszy, bo Klocobryła otwiera mu drzwi" i „pije przez rurki” to na tle prawdy objawionej na końcu, rzeczy bardzo istotne i tworzące pewien zagadkowy klimat. Pod kątem fabularnym i pomysłu, bardzo genialny tekst, niestety, stylizacja dialogowa trąci sztucznością, a zabieg połączenia prostaka-z-narratorem-poetyckim jest bardzo chybiony.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Mazer
Pisarz domowy
Posty: 183
Rejestracja: pn 06 sie 2007, 17:27
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Mazer » wt 29 wrz 2009, 20:10

Nie doczytałem, że to groteska - wybacz.

Wybaczam ;P

Klocobryła ma być twardym ziomkiem

Właśnie nie, nie ma być. Chodziło mi o stworzenie ziomka, który z jednej strony potrafi być typowym twardzielem, ale z drugiej siedzi w nim również normalny człowiek. Sytuacje kiedy wstaje od stolika, trąca gościa za sobą, sytuacja w kiblu, kiedy to on jest atakowany, właściwie nie przejawiając żadnej agresji - to ludzie przedstawiający klimaty skrajnie inne od jego wszczynali awanturę (fakt, faktem, jak już doszło do poważnej, to się krew polała ;) )
Cieszę się, że "wskazówki" wyszły. Często jest tak, że napisze się jakiś "wielki plus" tekstu zupełnie nieświadomie, ot, po prostu wypłynie spod pióra. Tym razem jednak zrobiłem to naumyślnie, wyszło, więc jest pozytywnie.

Odbiór tekstu jest różny, więc przypuszczam, że tu najbardziej się kłania kwestia "Co kto lubi" (poza technicznymi błędami).

Pozdrrrrr!


"Ludzie się pożenili albo się pożenią i pozamężnią, pooświadczali się... a ja na razie jestem na etapie robienia sobie kawy...jakkolwiek można to odnieść do życia" - Hipolit


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości