Płynne granice.

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
me
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: ndz 17 maja 2009, 17:53
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Płynne granice.

Postautor: me » czw 09 lip 2009, 14:16

Zaczynam się topić w płynnych granicach.

Szedł przodem trzymając ją za rękę i ciągnął ją za sobą. Czuła ciepło jego dłoni na swoich palcach. Bardzo się bała, lecz czuła się bezpieczna. Szaleństwo stało się rutyną. Obcowanie z niemożliwością zapierało jej oddech w piersiach - być może uzależniła się od nieznanego. Niewypowiedziane stało się szlakiem tak pewnym, jakby pokazywanym palcem.

Niby nic się nie zmieniło.

Nie wiedziała dokąd ją prowadzi, czego od niej chce. Czuła jego zapach w powietrzu i wiedziała, że musi za nim podążać. 'Podążać, pożądać' - myśli biegały jej po głowie. W słodkiej niewoli szła dalej i dalej, aż echa śmiechów umilkły w ich głowach i przestały mącić ich samotność.

- Płynne granice. Tak, mogą być uciążliwe. Nie wiesz, kiedy je przekraczasz. Często orientujesz się za późno. Ale nie ma już odwrotu. Niektóre granice przechodzi się tylko raz.

Nie odwrócił głowy. Jego ciepły, spokojny głos roztapiał chłód wyrzutów sumienia. Weszły do jej głowy zupełnie bezpodstawnie - przecież nie robi nic złego.

Każdemu wolno mieć przyjaciół. To słodkie prawo ludzkości. Jako zwierzęta stadne musimy nawiązywać kontakty z innymi ludźmi, musimy się przywiązywać, musimy ufać. A człowiek - to człowiek. Płeć, wiek... To nie gra roli. Bliskość może zaistnieć w każdej chwili - nie wiadomo kiedy będziemy potrzebować wsparcia - ani kiedy i od kogo je otrzymamy.

Kępy drzew rozstąpiły się i ukazały ruiny zamku. Stary krzyżacki zamek. Pachniał krwią i historią. Dlaczego widok ruin znieczula?

- Chodźmy - monumentalność murów zmuszała do szeptu.

- Dokąd?

- W naturalnym kierunku ludzkości - wciąż bliżej nieba.- nie widziała jego twarzy, ale wiedziała, że się uśmiechnął.

Wchodzili krętymi schodami na górę. Było ciemno... tak ciemno, że nie widziała jego konturu przed sobą. Prowadził ją tylko dotyk jego dłoni. Bała się ciemności, bała się wysokości. Świadoma swoich czynów, jak zahipnotyzowana szła w górę, myśląc tylko o tym, że niestraszne jej przepaści. Ciepło jego dłoni paliło jej umysł, przedzierało się do serca, jak śmiertelne piękno. Kontrastowało z zimną moralnością skaczącą jej po plecach.

Jak przez mgłę - na pół otumaniona jego obecnością, na pół alkoholem - zastanawiała się, która może być godzina. Już dawno po koncercie, powinna wracać do domu. Filip na pewno się niecierpliwi. Rano ma dopracować szczegóły nowego wernisażu, a ona powinna podać mu śniadanie do łóżka. Ale żeby tak się stało trzeba teraz natychmiast wrócić do domu, do Filipa, do jej ukochanego, wymarzonego księcia z bajki, a nie włóczyć się w środku nocy po tych murach - z nim.

Myśli zatoczyły krąg. Znowu była tu.

Dotyk dłoni.

Moralność krzyczała w jej głowie, aby przegnać z niej błękit jego oczu.

Nagle znaleźli się na murach. Nad nimi rozpostarła się wieczność i okryła ich aksamitem nocy. Nawet gwiazdy mrugały porozumiewawczo, jakby już tysiące razy oglądały ten scenariusz. On również patrzył na nią z szelmowskim uśmiechem. Tylko ona stała niepewnie wiedząc, że jest współwinna temu przedstawieniu. Całkiem nieświadomie wygrała główna rolę i teraz trzeba było ją odegrać. Musiała coś zrobić.

Choć przewagą jej było, że mogła też nie zrobić nic. Wystarczyło, by na niego spojrzała. Ale wiedziała, że nie starczy jej siły, by powtórnie odwrócić wzrok.

Puścił jej dłoń i magia zaczęła odpływać z miejsca zbrodni. Dziwne uczucie - jakby na chwilę zabrakło tlenu.

Nigdy nie nadużywał kontaktu fizycznego. Uważała, że to słuszne - dementowało wszelkie podstawy zazdrości Filipa. Jednak tym razem zadziwiło ją to. Jakby jej umysł uruchomił już ciąg skojarzeniowy, którego jeszcze nie dostrzegła świadomość.

Zerwał źdźbło trawy i powoli zaczął iść po murach nie zwracając na nią uwagi. Poczuła się dotkliwie zignorowana, wściekła duma zapaliła na chwilę jej wnętrzności. Przyszła z nim w nocy nie wiadomo gdzie, narażała swoje zdrowie (zimno, wieje), życie (do gruntu ze 30 m) i zgodę w związku małżeńskim (Filip, Filip, Filip), a on nawet nie raczy się za nią obejrzeć? Powinna teraz odwrócić się na pięcie i odejść. Zapomnieć o tym aroganckim typie, o jego pojawieniu się znikąd, o niekończących się rozmowach, o jego oczach...

Zorientowała się, że zaciska dłonie, wbijając sobie paznokcie w ciało do krwi.

- Zaczekaj! - zaczęła szybko iść za nim.

- Uważaj, bo mi cię zwieje z murów. - taki przyjazny głos, taki troskliwy. Podeszła blisko do niego i wtuliła się w jego sweter. Tłumaczyła sobie, że zimno, ciemno, niebezpiecznie. Bardzo w to wierzyła. Człowiek jest w stanie uwierzyć we wszystko, aby się usprawiedliwić.

Dała się zaprowadzić do ruin starej baszty. Najprawdopodobniej stali na podłodze pierwszego piętra - wszystko, co było powyżej, już dawno runęło. Teraz mieli sufit z gwiazd.

Położył się na plecach i wskazał na miejsce obok siebie. Podeszła wolno, przy każdym kroku zastanawiając się co tu robi i czego oczekuje. Chciała uciekać, ale nie chciała żałować.

Tonęła na granicy.

W końcu położyła się obok. Czym miała się przejmować - nawet się nie dotykali. Przyjacielski, nocny spacer. Filip nie miał jej czego wytknąć. Podenerwuje się, ale mu przejdzie. Czy to taki grzech popatrzeć na gwiazdy? Niebo jest piękne. Nocą gwiaździste, dniem błękitne, jak...

Bicie jej serca było tak głośne, że zagłuszało myśli, a jednocześnie tak ciche, że słyszała obok jego oddech. Tylko po tym mogła wnioskować, że nadal tam jest, bo bała się zwrócić głowę w jego stronę.

- To mnie zalewa... - próbowała odgonić od siebie ciszę. Jego oddech był nadal spokojny. - Coś jest nie tak. Niby nic się nie dzieje, ale nasza przyjaźń...

- Już dawno przekroczyliśmy granice przyjaźni.

Wstała. Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Patrzyła na niego niezrozumiale, jakby bała się dopuścić do siebie sens tych słów. Patrzył na nią czule. Nagle wstał i chciał podejść, ale odsunęła się gniewnie.

- To, co się dzieje w naszych głowach...

- Ale Filip...

- Nie ma go. Jesteśmy tylko tu i teraz, bez zobowiązań, bez idei, tak po prostu, dla siebie. - podszedł i chwycił ją w ramiona, stanowczo przyciągając do siebie, ale odparła go.

- Czy nie widzisz, że wszystko zepsujesz? Mam poukładane życie! Kocham Filipa, jestem szczęśliwa. Żyję tak, jak zawsze chciałam. I nagle zjawiasz się ty i burzysz ten święty spokój. To jest jak lawina - nigdy tego nie powstrzymamy! A ja nie będę w stanie zdecydować.

- Nie będziesz musiała. Jutro wyjeżdżam.

Gęsta cisza rozlała się dookoła. A więc zrobił to za nią. Wybrał. Pozostawiał jej szczęście. Wyjeżdżał, bo wiedział, że niszczy jej spokój. Nigdy nie dawał jej żadnych znaków czy aluzji, nigdy nie próbował zawalczyć o wyłączność do niej. Był tylko blisko i widział jak pogrąża się coraz bardziej. Wiedział, że to on musi zakończyć tę grę, w której obydwoje są skazani na niepowodzenie. Ale zanim wyjedzie, musi choć raz zapytać:

Czy pojedziesz ze mną? Do...

Całowała go jakby stała w obliczu ostateczności. I nieważne było dokąd, bo i tak wiedziała, że pojedzie razem z nim.



Awatar użytkownika
Inżynier dusz
Pisarz osiedlowy
Posty: 346
Rejestracja: pt 09 sty 2009, 00:02
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Poznań
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Inżynier dusz » czw 09 lip 2009, 15:23

Zaczynam się topić w płynnych granicach.

To już początek, czy jakiś podtytuł, czy co?
Jeśli początek, to mi trochę zgrzyta. Zdanie w pierwszej osobie, a za moment okazuje się, że opowiadanie jest a narracji trzecio osobowej. Czyli narrator, który opowiada historię „zaczął się topić”. Ale co to obchodzi czytelnika, jeżeli dalej narrator opowiada o innych a nie o sobie i już więcej o nim nic nie wiemy? (Chyba, że narrator będzie opowiadać o sobie w części tekstu, który jeszcze nie jest opublikowany).

Szedł przodem trzymając ją za rękę i ciągnął ją za sobą.

Akcja zaczyna się od jednej, wielkiej niewiadomej. Jakiś „on” ciągnie jakąś „ją”. Myślę, że możesz wyrzucić drugie „ją”. Unikniesz powtórzenia i wrażenia, że bohater ciągnie za sobą rękę, a nie kobietę do tej ręki przyczepioną ;P

Czuła ciepło jego dłoni na swoich palcach.

Widzę, że lubisz zaimki dzierżawcze. Ale trochę ich za dużo. Były w pierwszym zdaniu, teraz znowu. „Swoich” jak najbardziej zbędne – wiadomo o czyje plecy chodzi.

- Płynne granice. Tak, mogą być uciążliwe. Nie wiesz, kiedy je przekraczasz. Często orientujesz się za późno. Ale nie ma już odwrotu. Niektóre granice przechodzi się tylko raz.

Kto wypowiada tę kwestię? Nie wynika to z wcześniejszego zdania, ani z późniejszego. Nie ma też w tym zdaniu żadnych form gramatycznych, które sugerowałyby płeć.

Stary krzyżacki zamek. Pachniał krwią i historią.

Śmiało możesz połączyć te dwa zdania w jedno.

- Chodźmy - monumentalność murów zmuszała do szeptu.

1. Kto to mówi? Tylko to, że wcześniej „on” ciągnął „ją” sugeruje, że mówi to „on”. Ale nie koniecznie musi tak być. Przecież na widok zamku, nagle „ona” mogła odczuć nieprzepartą ochotę pójścia w jego stronę. Więc, kto mówi?
2. Zapis. „Didaskalia” nie odnoszą się do czynności mówienia, więc po „chodźmy” kropka, a „monumentalność” dużą literą.

wciąż bliżej nieba.- nie widziała jego twarzy, ale wiedziała, że się uśmiechnął.

Odstępy po i przed myślnikiem. „Nie” dużą literą.

- To mnie zalewa... - próbowała odgonić od siebie ciszę.

Znowu zapis dialogu. Wiesz już o co chodzi?

Rozumiem, że to początek dłuższego opowiadania lub powieści? Jak na razie zawartość kryminału w kryminale znikoma ;) Język ciężki. Trochę poetyzujący, metaforyczny. Na razie mało akcji – facet ciągnie babeczkę, niewiadomo gdzie i w jakim celu – nic poza tym. Miałem nadzieję, że może chociaż zrzuci ją z tej wierzy ;P Nawet nie wiemy kim „oni” są. Rozumiem, że to element budujący napięcie. Może i fajny pomyśl, ale mógłbyś/mogłabyś (przepraszam, ale w poście nie ma informacji o Twojej płci) przedstawić bohaterów na tym etapie, tym bardziej, że wprowadzasz z imienia jakiegoś Filipa.

Jako miłośnik kryminałów, czekam na dalszy ciąg. Chcę przeczytać dobry kryminał! ;)

Pozdrawiam!



Awatar użytkownika
Edd
Dusza pisarza
Posty: 407
Rejestracja: pt 13 lut 2009, 22:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Edd » czw 09 lip 2009, 17:57

Początek nie jest zachęcający. Jeśli można tak to nazwać - przesiąknął tajemnicą, której autor prawdopodobnie nie byłe pewien do samego końca.

[1]Szedł przodem trzymając [2]ją za rękę i ciągnął [2]ją za sobą.

[1] Nie często widuję ludzi, którzy chodzą tyłem. Wystarczyłoby zwyczajne "szedł".
[2] Klasyk. A w roli głównej - powtórzenie.

Bardzo się bała, lecz czuła się bezpieczna

Skoro ogarnął ją strach, to w stu procentach nie powinna czuć się bezpieczna. Autor nie wspomina jednoznacznie, co przestraszyło dziewczynę, umożliwiając tym samym wieloraką interpretację - przyjmuję stanowisko: bohaterka boi się faceta, a raczej miejsca, w jakie ją prowadzi i tego co może z nią zrobić.

Obcowanie z niemożliwością zapierało jej oddech w piersiach - być może uzależniła się od nieznanego. Niewypowiedziane stało się szlakiem tak pewnym, jakby pokazywanym palcem.

Nie byłbym taki szczegółowy, gdyby autor przedstawił mi skrócone biografie bohaterów.
Wnioskuję: chłopak był taki piękny i romantyczny, że stał się dla niej "niemożliwością". A to - nie wiem dlaczego - przypomina mi o Stephanie Meyer i cyklu przygód Edwarda i Belli.
Czy to obcowanie z niemożliwością stało się prowadzącą bohaterkę, gwiazdą?

Pierwszy akapit to tajemnica. Przez moment myślałem o mordercy ciągnącym swoją ofiarę, by za chwilę uświadomić sobie coś zupełnie odwrotnego.

W słodkiej niewoli szła dalej i dalej, aż echa śmiechów umilkły w ich głowach i przestały mącić ich samotność.

Nie rozumiem, jak echa śmiechów mogą mącić samotność? Co to ma do siebie?

- Płynne granice. Tak, mogą być uciążliwe. Nie wiesz, kiedy je przekraczasz. Często orientujesz się za późno. Ale nie ma już odwrotu. Niektóre granice przechodzi się tylko raz.

Zdecydowanie się zgadzam - nie wiesz, kiedy przekraczasz płynne granice, bo tego nie da się zaobserwować. Są jak rzeka - nie wchodzi się do niej dwa razy. W tym wypadku podważam teorię o możliwości orientacji dodając, że wszystkie granice - bez wyjątku - przechodzi się tylko raz. Wyłącznie! Konkluzja jest taka: Płynne granice. Tak, mogą być uciążliwe. Nie wiesz, kiedy je przekraczasz. Nie jesteś w stanie tego dostrzec. Nie ma odwrotu. Granice przechodzi się tylko raz. Oczywiście to zdanie nie jest zbudowane na zasadzie, że je skopiujesz i podmienisz. To tylko element pokazowy. Przemyśl tę kwestię!

Każdemu wolno mieć przyjaciół. To słodkie prawo ludzkości. Jako zwierzęta stadne musimy nawiązywać kontakty z innymi ludźmi, musimy się przywiązywać, musimy ufać. A człowiek - to człowiek. Płeć, wiek... To nie gra roli. Bliskość może zaistnieć w każdej chwili - nie wiadomo kiedy będziemy potrzebować wsparcia - ani kiedy i od kogo je otrzymamy.

To rzeczywiście zabrzmiało, jakbyśmy nie byli ludźmi.
Prowadzisz dwojaki sposób narracji - raz pisząc jako "my", innym razem bardziej ogólnikowo.

[1]Kępy drzew rozstąpiły się i ukazały ruiny zamku. Stary krzyżacki zamek. Pachniał krwią i historią. [2]Dlaczego widok ruin znieczula?

[1] Fantastyka? Kępy drzew rozstępują się same? To ociera się o magię, Autorze Drogi.
[2] Zdanie wygląda jak wyrwane z pamiętnika. Pozostawiłbym to w spokoju, gdyby nie ogólny charakter tekstu.

Wchodzili krętymi schodami na górę. Było ciemno... tak ciemno, że nie widziała jego konturu przed sobą. Prowadził ją tylko dotyk jego dłoni.

Nie zgodzę się z tym. Dotyk dłoni nie jest zdolny do wskazywania drogi. Chodziło Ci o dłoń/rękę, która delikatnie ciągnęła ją w prawidłowym kierunku.

Już dawno po koncercie, powinna wracać do domu. Filip na pewno się niecierpliwi. Rano ma dopracować szczegóły nowego wernisażu, a ona powinna podać mu śniadanie do łóżka. Ale żeby tak się stało trzeba teraz natychmiast wrócić do domu, do Filipa, do jej ukochanego, wymarzonego księcia z bajki, a nie włóczyć się w środku nocy po tych murach - z nim.

Na przyszłość buduj krótsze zdania. To nie ubiera nic treści.

On, ona, jego, jej, jemu, niej, niemu - ciągle to powtarzasz. Spróbuj okroić tekst z niepotrzebnych zaimków.

Przyszła z nim w nocy nie wiadomo gdzie, narażała swoje zdrowie (zimno, wieje), życie (do gruntu ze 30 m)(...)

Zapis słowny jest jak najbardziej pożądany.

Zorientowała się, że zaciska dłonie, wbijając sobie paznokcie w ciało do krwi.

Ciało pojmowane jest jako całość. Wystarczyłoby napisać, że wbija paznokcie w skórę. Jeśli koniecznie chcesz wspomnieć o krwi - zrób to, ale bardziej dynamicznie. Obraz który przedstawiasz jest zdecydowanie za statyczny.

Położył się na plecach i wskazał na miejsce obok siebie. Podeszła wolno, przy każdym kroku zastanawiając się co tu robi i czego oczekuje. Chciała uciekać, ale nie chciała żałować.

Znowu powtórzenie. Tekst jest nimi przesycony.

Tekst jest zdecydowanie nieprzewidywalny. Dziewczyna co innego myśli, a co innego robi. Kocha Filipa - ciągle przywołuje jego obraz, prawdopodobnie z poczucia winy, ale ostatecznie i tak wybiera to, na co psychika (i czytelnik zarazem) nie była przygotowana. Odbiorcy nie lubią negatywnych bohaterów, z którym "trzeba" żyć kilkadziesiąt lub kilkaset stron - czytelnicy uosabiają się z nimi. A co następuje, kiedy postępowanie bohatera zaczyna drażnić, bo widzi w nim samego siebie? Książka ląduje na półce.

Styl jaki zaprezentowałeś jest kiepski. Bardzo kiepski. Ale to nie znaczy, że nic tego nie zmieni - ciężka praca jest tym, czego powinieneś się, Autorze, podjąć i czemu winieneś bezgranicznie zaufać.

Do usłyszenia,
mountain_artist

[ Dodano: Czw 09 Lip, 2009 ]
Przeglądałem tekst jeszcze raz, tym razem skupiając się na szczegółach.

Szedł przodem trzymając ją za rękę i ciągnął ją za sobą.

Teraz zrozumiałem o chodziło z tym chodzeniem przodem - jednoznacznie przepraszam, że zaliczyłem to do błędnych sformułowań. To jednak nie odciąża autora z odpowiedzialności za tekst. Takie niejasności wynikają z niedopracowanych zdań. Tym razem ja się pomyliłem.



Awatar użytkownika
Bin
Dusza pisarza
Posty: 512
Rejestracja: ndz 26 paź 2008, 00:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bin » pn 13 lip 2009, 00:14

Szedł przodem trzymającza rękę i ciągnął za sobą. Czuła ciepło jego dłoni na swoich palcach

Zaimkoza! Moja propozycja:
"Szedł przodem, ciągnąc ją za rękę. [Dziewczyna] czuła ciepło jego dłoni na palcach"

Szaleństwo stało się rutyną. Obcowanie z niemożliwością zapierało jej oddech w piersiach - być może uzależniła się od nieznanego. Niewypowiedziane stało się szlakiem tak pewnym, jakby pokazywanym palcem

Trzy zdania, niby o czym innym, a jednak o tym samym. W zasadzie wszystkie przekazują mi jedną niekonkretną informację

'Podążać, pożądać'

Apostrof to nie cudzysłów. To: „” jest cudzysłów i właśnie cudzysłowu powinnaś tu użyć

W słodkiej niewoli szła dalej i dalej, aż echa śmiechów umilkły w ich głowach i przestały mącić ich samotność

Hę? Co, w czyich głowach? Co, kto, jak?


Nie było to przyjemne czytanie. Takich błędów, niespójności (bełkotu) jak to, co wymieniłem powyżej, jest dużo więcej. Starałaś/eś się owiać to wszystko aurą tajemniczości, więc nie do końca byłem pewien, czy to egzystencjalne wypociny (czego nie znoszę), czy kryminał. Na razie wieje mi romansem z domieszką niestrawnego "czarnoklimatowania".
Nie wiem, kim jest on, kim jest ona, najlepiej chyba wiem, kim jest Filip. Nie wiem, jak to może się rozwinąć i czy jesteś w stanie wykrzesać z tego coś fajnego. Jednak po przeczytaniu takiego kawałka prawdopodobnie nie chciałbym brnąć w to dalej - a kryminały lubię (ta... przeczytałem trzy na krzyż. Ale lubię!)

Trzymaj się!




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości