Mleka szklanka [psychologiczna powiastka ciut-fantastyczna].

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MartaMichalska.
Zarodek pisarza
Posty: 13
Rejestracja: czw 25 cze 2009, 21:46
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Mleka szklanka [psychologiczna powiastka ciut-fantastyczna].

Postautor: MartaMichalska. » wt 07 lip 2009, 00:29

Boję się, ale tak mnie zżera ciekawość co do Waszych opinii, że nie mogłam już dłużej wytrzymać :wink:

No to jedziem.



(...)
Mleka szklanka.

Pewnie i tak by nie spał.
W ogóle, Isaac sypiał bardzo nieregularnie. Nie było jednak na to żadnej rady: taką miał pracę.
Siedział na łóżku i wyglądał przez okno. Za szybą rozciągał się gęsty, nieprzebyty las, który był dla nich o tyle przyjacielem, jak i wrogiem. Myślał o tym, co mówiła Ethel. Nie było tego wiele i nie wiedział, dlaczego dziewczyna skąpi im informacji na swój temat, jednakże zdawał sobie sprawę, że dla niej to też musi być ciężka próba.
To wszystko bezsensu.

Wcale nie…

Och, nie chrzań.

Wstał i podreptał do drzwi. Na krótki moment oślepiło go światło z kuchni, chodź była to tylko nędzna jarzeniówka. Ruszył w stronę lodówki i nalał sobie zimnego mleka.
Ach, nie ma lepszej towarzyszki nieprzespanych nocy niż szklanka chłodnego mleka na pokrzepienie ducha.
- Nie możesz spać, hę?
Ethel siedziała w fotelu i czytała książkę. Znowu. Kiedy tylko Isaac ją widywał, zawsze pochylała się nad lekturą. I bynajmniej nie wyglądała na zmęczoną, wręcz przeciwnie. Isaac nigdy nie rozumiał kobiet, a już na pewno nie d z i w n y c h kobiet, które są wampirami.
Usiadł naprzeciwko niej.
- Ładne pantalony. – zauważyła Ethel znad książki. Isaac zerknął na swoje bokserki i uśmiechnął się.
- Sypiałam w bokserkach, od kiedy zaczęły pojawiać się na męskich dupach.
Po tej uwadze, dziewczyna wróciła do lektury.
- Okazuje się, że ludzki mózg wcale nie jest taki pojętny, jakbyśmy sobie tego życzyli. – mruknął w zamyśleniu Isaac.
- Co masz na myśli?
- Jednego dnia jesteś pewny, że coś wiesz, a następnego dowiadujesz się, że była to zwykła ułuda, żywcem wyrwana z kiepskiej książki.
- Mówisz jak rozczarowany optymista w kryzysie swej epoki.
- Ale taka jest rzeczywistość. To najsmutniejsza prawda na świecie.
Ethel pokręciła głową.
- Najsmutniejszą prawdą jest fakt, że choćbyś nie wiem jak się starał, zawsze człowiek będzie najsamotniejszą istotą we wszechświecie. Zobacz: uciekamy przed samotnością, boimy się jej i uważamy ją za przejaw skrajnej ludzkiej antypatii. Wychowujemy się, pracujemy i żyjemy w grupie – Ethel kładła coraz większy nacisk na wymawiane słowa, nie unosząc przy tym głosu. – Wreszcie, szukamy tej jednej jedynej osoby, która zechce towarzyszyć nam aż do nędznej śmierci, tylko po to, by mieć pewność, że żyło się dla k o g o ś. Wystarczy jednak potknąć się o odrzucone ziarenko piasku, by zrozumieć… - zawahała się na moment - … że jest się bardziej samotnym i bezsilnym niż ten maleńki kawałek Ziemi, który stanął nam na drodze. Nie bez powodu wiatr podrzuca nam te mikroskopijne, nic nieznaczące kamyki pod nogi. A kiedy odnajdujemy w sobie resztki indywidualizmu, aby zrozumieć samych siebie BANG! i umieramy.
- Masz rację, to dość przykry obraz. Nie sądzisz jednak, że poszukiwanie samego siebie jest ekscytujące?
- Och, oczywiście. Ale, powiedz mi, ilu mieszkańców Monroeville podjęło się tego wyzwania? Dwóch?
Isaac przypomniał sobie kobietę, którą widział dziś rano na Rynku i zasępił się. Dlaczego trzeba było urodzić się dziwakiem, dzieckiem filozofa lub naukowca albo pustelnikiem, żeby móc zadać sobie trochę trudu w głębszym pojmowaniu świata, pomijając palącą sprawę brokułów droższych o dwadzieścia centów?
- Czuję się jak dziwadło – dodała Ethel. – Nie dlatego k i m jestem, ale dlatego j a k a jestem. Czasem jestem z tego dumna, ale zdarza się, że chciałabym się powiesić z tego powodu.
Ethel umilkła, przygryzając dolną wargę. Powiedziała za dużo. Zdecydowanie za dużo. Poza tym, była wampirem.
N i e m o g ł a się powiesić.

Isaac spojrzał na nią. Przygryziona warga, zmarszczone brwi. Oczy, które błądziły bezwiednie po wydrukowanych literach i szukały tam wsparcia, a odnajdywały bezużyteczny bełkot.
- Chciałbym, żebyś z nami zamieszkała.
Powiedział to… skrupulatnie. Skrupulatnie to dobre słowo. Badał każdą literę niczym wytworny znawca diamentów. Kiedy zdecydował się już uwolnić to pięciowyrazowe zdanie, starał się niczym zegarmistrz, aby brzmiało czysto, bez zająknięcia, ale nie sztywno i martwo. I, po raz kolejny, Ethel n i e zrobiła tego, co przewidywał.
- Myślisz, że jesteście na to gotowi?
Nic nadzwyczajnego; po prostu, zwykłe pytanie. Równie dobrze mogłaby wstać i rzucić mu się na szyję albo wymierzyć mu ostry policzek. Isaac był jednak wstrząśnięty. Ona przeszła zbyt wiele, pomyślał.
Oczywiście, wyraz jego twarzy pozostał niezmieniony.
- Myślę, że to pomoże nam lepiej zrozumieć siebie nawzajem.
- Czy zoolog zdziera z siebie ubranie i każe pozostawić się na pastwę losu w dziczy, żeby zrozumieć, w jaki sposób polują lwy?
- Zaryzykuję.
- Nie boisz się?
Oboje dobrze wiedzieli, że nie chodzi tu wcale o ewentualne pogryzienie. Mimo to, Isaac westchnął smutno.
- Spójrz na mnie. Chciałem zrobić w życiu tyle n i e z w y k ł y c h rzeczy, chciałem przekonać się o słuszności swych racji, o tym, co właściwe, a co nie. Jak na razie, nie otrzymałem choćby j e d n e j odpowiedzi. Co gorsza, to wszystko sprawiło, że zamknąłem się we własnym świecie i… Ludzie z Monroeville nie rozumieją mnie, ale wygodniej jest mówić im, że jestem psycholem. Mimo to, zdają sobie sprawę, że beze mnie byliby tylko nędzną kupą wampirzego gówna.
Jego głos był pełen żalu. Cała jego postać, wyraz oczu, gesty, były pełne żalu. Kiedy później Ethel wspominała tę noc była pewna, że stanowili najżałośniejszy obrazek na świecie. Oboje byli nikim. Dwiema samotnymi wysepkami żałości, które, jak dotąd, dryfowały po Oceanie Wszechświata niezależnie od siebie. I znów to samo: Zabójca i Ofiara. Tylko, że tym razem nie chodziło o z a b i j a n i e, ale o wzajemne topienie się w morzu żałości.
Ethel spojrzała prosto w oczy Isaaca. A raczej, zrobiłaby to, gdyby ten nie był zajęty badaniem zawartości swojej szklanki. Uniósł ją na wysokość oczu i przyglądał się, jak resztki mleka obijają się bezwiednie o szklane ścianki.
- Jesteśmy jak mleko. Wystarczy delikatnie potrząsnąć Szklanką, abyśmy z oburzeniem na twarzach i panicznym lękiem w sercu zerknęli na rękę Boga-Potrząsacza. Ale, jesteśmy tylko mlekiem i nie możemy zahamować, ani nawet przewidzieć tych wstrząsów. Poza tym, jesteśmy bezbarwni i po trzech dniach nadajemy się do wywalenia, bo za bardzo cuchniemy stęchlizną.
- Ale, bez nas nasze kości nie rozwijałyby się prawidłowo, a jogurt, lody i cheddar nie miałyby racji bytu.
Isaac spojrzał na nią z uniesioną brwią.
- Lubisz mleko?
Ta posłała mu szeroki uśmiech. On natomiast nie mógł zrobić absolutnie nic innego, jak tylko odpowiedzieć jej tym samym.
- Masz rację, ludzie to masa – powiedziała – Wielka szklanka białego mleka. Czasem jednak, rzadko, ale zdarza się, że temu Komuś na górze zadrży ręka i do szklanki wpadnie kilka kropel soku malinowego.
Isaac znów się uśmiechnął.
- Jesteś jak sok malinowy.
- Ty też.
Przez chwilę kontemplowali doskonałą trafność tej spożywczej metafory.
- Jesteś bardzo inteligentna.
- Och, proszę, tę bajeczkę zostawmy sobie na później.
Isaac nie miał pojęcia, o co może jej chodzić. Był to jednak sygnał, że oboje i tak powiedzieli już za dużo i że powinni oszczędzić sobie wywodów na kolejne tygodnie. Zwłaszcza, jeżeli Ethel miała zostać w chacie na dłużej. Nie ulegało wątpliwości, że nigdy, w życiu żadnego z nich nie znalazła się osoba (czy też wampir), która wysłuchałaby ich zwariowanej filozofii do końca. Isaac wstał, mruknął „Dobranoc”, choć dochodziła czwarta nad ranem i wrócił do swojej sypialni.


(…)


ps. pisane było to okrągły rok temu i stanowi to część większej całości, więc nie wszystko jest jasne... nie chciałabym też zostać posądzona o jakieś poddanie się wpływom mody na wampiry, bo tak nie jest. skąd się to jednak wzięło? tego nikt nie wie
:wink:


"Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat i ludzka głupota. Chociaż, co do tego pierwszego mam pewne wątpliwości."



Einstein.

Awatar użytkownika
Miko
Pisarz domowy
Posty: 145
Rejestracja: ndz 02 lis 2008, 10:51
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Miko » wt 07 lip 2009, 18:32

Tak w trakcie czytania:
MartaMichalska. pisze: Za szybą rozciągał się gęsty, nieprzebyty las, który był dla nich o tyle przyjacielem, jak i wrogiem

Albo "który był dla nich tyle przyjacielem, co wrogiem" albo "który był dla nich zarówno przyjacielem, jak i wrogiem."
MartaMichalska. pisze:W ogóle, Isaac sypiał bardzo nieregularnie. Nie było jednak na to żadnej rady: taką miał pracę.
Siedział na łóżku i wyglądał przez okno. Za szybą rozciągał się gęsty, nieprzebyty las, który był dla nich o tyle przyjacielem, jak i wrogiem. Myślał o tym, co mówiła Ethel. Nie było tego wiele i nie wiedział, dlaczego dziewczyna skąpi im informacji na swój temat, jednakże zdawał sobie sprawę, że dla niej to też musi być ciężka próba.

chyba nie muszę tłumaczyć o co chodzi ;)
MartaMichalska. pisze:I bynajmniej nie wyglądała na zmęczoną, wręcz przeciwnie

"bynajmniej" samo w sobie jest zaprzeczeniem, nie potrzebne więc to "wręcz przeciwnie", wychodzi trochę masło maślane
MartaMichalska. pisze:- Ładne pantalony. – zauważyła Ethel znad książki. Isaac zerknął na swoje bokserki i uśmiechnął się.

przed myślnikiem nie powinno być kropki
MartaMichalska. pisze: Najsmutniejszą prawdą jest fakt, że choćbyś nie wiem jak się starał, zawsze człowiek będzie najsamotniejszą istotą we wszechświecie. Zobacz: uciekamy przed samotnością, boimy się jej i uważamy ją za przejaw skrajnej ludzkiej antypatii. Wychowujemy się, pracujemy i żyjemy w grupie – Ethel kładła coraz większy nacisk na wymawiane słowa, nie unosząc przy tym głosu.

Tymczasem tutaj powinna być kropka przed myślnikiem, bo następne zdanie nie odnosi się bezpośrednio do czynności mówienia ("powiedziała", "stwierdziła", "rzekła" itd)
MartaMichalska. pisze:Dlaczego trzeba było urodzić się dziwakiem, dzieckiem filozofa lub naukowca albo pustelnikiem, żeby móc zadać sobie trochę trudu w głębszym pojmowaniu świata, pomijając palącą sprawę brokułów droższych o dwadzieścia centów?

A to zdanie jest pokręcone jak metr drutu w kieszeni. Za długie i zbyt wiele chciałaś do niego wrzucić za jednym zamachem.
MartaMichalska. pisze:Badał każdą literę niczym wytworny znawca diamentów. Kiedy zdecydował się już uwolnić to pięciowyrazowe zdanie, starał się niczym zegarmistrz, aby brzmiało czysto, bez zająknięcia, ale nie sztywno i martwo. I, po raz kolejny, Ethel n i e zrobiła tego, co przewidywał.

MartaMichalska. pisze:Nic nadzwyczajnego; po prostu, zwykłe pytanie. Równie dobrze mogłaby wstać i rzucić mu się na szyję albo wymierzyć mu ostry policzek

powtórzenia
MartaMichalska. pisze:Oboje dobrze wiedzieli, że nie chodzi tu wcale o ewentualne pogryzienie

To zdanie jest śmieszne, choć pewnie nie taki był zamiar. Po prostu łatwo w opowieściach o wampirach przez podobne stwierdzenie popsuć atmosferę. Nagle Ethel skojarzyła mi się z niezaszczepionym na wściekliznę burkiem u sąsiadów. :D
MartaMichalska. pisze:Mimo to, zdają sobie sprawę, że beze mnie byliby tylko nędzną kupą wampirzego gówna.
Jego głos był pełen żalu. Cała jego postać, wyraz oczu, gesty, były pełne żalu. Kiedy później Ethel wspominała tę noc była pewna, że stanowili najżałośniejszy obrazek na świecie. Oboje byli nikim. Dwiema samotnymi wysepkami żałości, które, jak dotąd, dryfowały po Oceanie Wszechświata niezależnie od siebie.

Trochę za dużo tego "być", nie sądzisz?
MartaMichalska. pisze:Ale, jesteśmy tylko mlekiem i nie możemy zahamować, ani nawet przewidzieć tych wstrząsów

bez przecinka przed "ani".
MartaMichalska. pisze: Ale, bez nas nasze kości nie rozwijałyby się prawidłowo, a jogurt, lody i cheddar nie miałyby racji bytu

Bez przecinka po "ale" i to "nas nasze" też nie brzmi dobrze. Może lepiej coś w stylu "Ale bez tego nasze kości..."
MartaMichalska. pisze:- Masz rację, ludzie to masa – powiedziała – Wielka szklanka białego mleka.

Znowu niepoprawny zapis dialogu. Albo kropka po "powiedziała" albo "wielka" z małej litery.
MartaMichalska. pisze:Nie ulegało wątpliwości, że nigdy, w życiu żadnego z nich nie znalazła się osoba (czy też wampir)

bez przecinka po "nigdy"

Tekst jak widać zawiera sporo potknięć i przydałaby mu się jeszcze jedna porządna korekta, która zlikwidowałaby większość kwiatków.

Co do treści, to rzeczywiście bez znajomości całości jest to tylko wyrwany fragment, gdzie odludek rozmawia z pesymistyczną wampirzycą (dlaczego nigdy nie ma wampirów optymistów?). Ale nawet zdołałam się zainteresować, co doprowadziło do podobnego spotkania, więc chętnie zapoznałabym się z tą "większą całością" (o ile byłaby ona mniej usłana potknięciami, które wyraźnie psują radość czytania).
Pozdrawiam.


Szczęście nie jest zarezerwowane dla wybranych.

Awatar użytkownika
Thana
Weryfikator
Weryfikator
Posty: 3588
Rejestracja: pt 26 cze 2009, 17:13
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Kobieta

Postautor: Thana » śr 08 lip 2009, 11:24

A mnie bardzo intryguje tytuł. Jaki jest cel inwersji w tytule? W tekście nie znalazłam wyjaśnienia. Dlaczego nie: "Szklanka mleka?"

MartaMichalska. napisał/a:
Dwiema samotnymi wysepkami żałości, które, jak dotąd, dryfowały po Oceanie Wszechświata niezależnie od siebie. I znów to samo: Zabójca i Ofiara. Tylko, że tym razem nie chodziło o z a b i j a n i e, ale o wzajemne topienie się w morzu żałości.


Albo byli wysepkami żałości, albo taplali się w morzu żałości. Wysepki muszą być z innego materiału, niż morze.

MartaMichalska. napisał/a:
resztki mleka obijają się bezwiednie o szklane ścianki.


Hmmm, mleko nie ma wiedzy o niczym. Nawet jeśli zaraz potem mamy porównanie człowieka do szklanki mleka (bardzo pomysłowe i fajne) to mleko zawsze jest bezwiedne, a istota ludzka jest obdarzona świadomością. Nie pasuje mi to słowo.

Pozdrawiam


Oczywiście nieunikniona metafora, węgorz lub gwiazda, oczywiście czepianie się obrazu, oczywiście fikcja ergo spokój bibliotek i foteli; cóż chcesz, inaczej nie można zostać maharadżą Dżajpur, ławicą węgorzy, człowiekiem wznoszącym twarz ku przepastnej rudowłosej nocy.
Julio Cortázar: Proza z obserwatorium

Dobrze nam robi nasze pisanie na nasze pisanie. Pięknie. - Godhand

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » ndz 12 lip 2009, 14:50

Siedział na łóżku i wyglądał przez okno.


Już z początku tworzysz czytelniczy problem. Zdanie zaczyna się od czynności i mimowolnie przechodzi w opis, ale opisem nie jest, tylko kolejną czynnością. Użycie orzeczenia dwuznacznego (i czynność i opis: że wyglądał jak?) w tym zestawieniu źle czyni dla tekstu.

Użyłbym: patrzył/spoglądał/zerkał/doglądał - wybór jest szeroki. Znajdź odpowiedni synonim i go użyj.

Myślał o tym, co mówiła Ethel. Nie było tego wiele i nie wiedział


Tylko czego nie było wiele: myśli czy słów Ethel? Takie nie doprecyzowanie oddala od bohatera/wydarzeń.

To wszystko bezsensu.


A to już ciekawostka. Kto to stwierdza? Narrator? Za czytelnika, czy za bohatera? Stwierdza to bohater, jest to jego (źle zapisana) myśl?
Jeżeli bohater, dodajesz cudzysłów i orzeczenie: pomyślał/stwierdził.
Jeżeli narrator, piszesz: ... uważał, że to bez sensu.

Na krótki moment oślepiło go światło z kuchni, chodź była to tylko nędzna jarzeniówka


Niby dobrze, potocznie, jednak nie do końca precyzuje, co było powodem tego oślepienia. W "nędznej" zawiera się zbyt dużo na raz. Użyłbym: słaba.

I bynajmniej nie wyglądała na zmęczoną, wręcz przeciwnie.


Tautologia. Ta sama treść z obu wyrazów. Podwójne zaprzeczenie do tego samego orzeczenia. Te drugie, oczywiście, można śmiało wyciąć.

a już na pewno nie d z i w n y c h kobiet, które są wampirami


Aby nadać zdaniu charakteru, w narracji, nie rozbijaj tego jak mowy bohatera, tylko włącz w cudzysłów. Będzie "mocniej" brzmiało. A to, że czytelniej, to swoją drogą.

- Ładne pantalony. – zauważyła

Jeżeli komentarz do dialogu nie odnosi się do formy odgłosu/głosu/samej mowy, zaczynasz atrybucję z dużej litery (wszak, wcześniej była tam kropka i rozpoczynasz po dialogu nowe zdanie).

Mówisz jak rozczarowany optymista w kryzysie swej epoki.

Nie bardzo widzę, jak wygląda epoka optymistów...

BANG! i umieramy.


prawidłowy zapis takiej pauzy to:
BANG!... i umieramy.

Masz tam wykrzyknik, ale wcielony w część zdania. Aby użyć pauzy, po prostu dajesz wielokropek i kontynuujesz z małej literki.

jak resztki mleka obijają się bezwiednie o szklane ścianki.

Mleko raczej nie wie. Ale bezwładne - może być - wszak prawa fizyki płyn obowiązują.

Tekst jest śedni - o ile całość jest spójna (czego stwierdzić nie mogę) to śmiało uznaję, że postacie przedstawione w tym fragmencie Ethel i Issac są bardzo plastyczne za sprawą ich pokręconych dialogów - w pełni moralizatorskie, wyniosłe, ale po ich słowach widać konkretny, wzajemny stosunek do siebie. To tyle dobrego - bo narracja jest bardziej skąpa niż dialogi. Mimo potknięć interpunkcyjnych i tak stwierdzam, że z większością przecinków sobie poradziłaś dobrze - za to już atrybucja dialogów to może nie tyle kwestia ćwiczenia, a przyswojenia sobie wiedzy podstawowej i uważnego sprawdzania tekstu.

O ile fragment jest znośny (przez owe dialogi i charaktery Ethel i Issaca), o tyle mam obawy, że dużego kawałka pisanego w ten sposób nie dałbym rady przeczytać - forma, którą prezentujesz i styl zdaje się być szyta na miarę krótkich tekstów.

Wybrany przez ciebie tytuł dla fragmentu nie do końca mi odpowiada - ale Twój ogródek, twoje grządki :)



Awatar użytkownika
Bin
Dusza pisarza
Posty: 512
Rejestracja: ndz 26 paź 2008, 00:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bin » wt 14 lip 2009, 22:49

Mleka szklanka.

Wiesz, polska składnia jest bardzo tolerancyjna, jeżeli chodzi o szyk, i można sobie napisać zdanie "Szedł Romek, raz za razem colę ustami popijając, i Basię napotkał, która pod wyglądu względem pierwszorzędną była lalunią", ale - i to jest tylko moje zdanie - lepiej pisać prosto, rzeczowo.
A, no i kropeczek po tytułach nie stawiamy

chodź była to tylko nędzna jarzeniówka

choć

Ruszył w stronę lodówki i nalał sobie zimnego mleka

...zanim do niej doszedł :D W tym wypadku lepiej byłoby zastosować w pierwszym zdaniu składowym aspekt dokonany, a więc: podszedł do lodówki


Na razie zdecydowanie bardziej mi to wygląda na psychologiczną powiastkę niż powiastkę fantastyczną. Rodzi się pytanie: dlaczego wampirzyca? W sumie mógłbym ponarzekać na ten temat, ale prawdopodobnie wynika do z dalszej (wcześniejszej?) treści. Radziłbym ci nie pisać od razu, że ona jest wampirem, tylko zostawić fragmenty o gryzieniu i tak dalej - byłoby bardziej tajemniczo
Stylistycznie fragment jest nie najgorszy, choć zdarzały się zgrzyty. Momentami odrobinę przysypiałem, ale to pewnie wynika z mojej natury, która nie znosi zbyt dużego natężenia psychologiczno-moralizatorskich treści. Prawdopodobnie znajdą się na to czytelnicy, także - pisz dalej!

Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Edd
Dusza pisarza
Posty: 407
Rejestracja: pt 13 lut 2009, 22:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Edd » śr 15 lip 2009, 00:39

(...)człowiek będzie najsamotniejszą istotą we wszechświecie. Zobacz: uciekamy przed samotnością, boimy się jej i uważamy ją za przejaw skrajnej ludzkiej antypatii

Ja jednak, mimo wszytko, wciąż zastanawiam się czy Ethel jest wampirem, czy nie. Z opisu wynika, że tak. Z dialogów zaś - nie. Czy to nie brzmi, jakby Ethel była człowiekiem?

Nie wiem dlaczego ostatnio panuje moda na wampiry. Zasługa Pani Mayer?
W każdym bądź razie - dobry tekst z błędami. Psychologia bohaterów - o ile można oceniać ją po tak krótkim fragmencie - wydaje się być utrzymana na wysokim poziomie. Wiemy kim są, możemy spekulować, co wydarzyło się w ich życiu. Dialogi natomiast - mam na myśli to, co mówi Ethel - w niektórych miejscach jakby temu zaprzeczają - w końcu Ethel mówi o sobie, jako o człowieku. Przynajmniej ja to tak interpretuję :D




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości