Szepty zebrane [metafizyczne/urban fantasy]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Misiael
Pisarz domowy
Posty: 152
Rejestracja: sob 27 cze 2009, 11:01
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Łuków
Płeć: Mężczyzna

Szepty zebrane [metafizyczne/urban fantasy]

Postautor: Misiael » sob 27 cze 2009, 14:52

- Umieram - powiedziało cicho moje odbicie w lustrze. Uśmiechnąłem się

ponuro.

- A wiesz, co jest na końcu życia? - zapytałem cicho.

- Wiem. Nicość. Nieistnienie. To jest na końcu życia.

Zastanowiłem się.

- Na którym końcu?



* * *



Mała dziewczynka siedziała w czytelni i bawiła się kostką do gry. Upuszczała

ją z pewnej wysokości i obserwowała jak tańczy po mahoniowym blacie biurka.

Podszedłem bliżej.

- Trzy - powiedziała dziewczynka i upuściła kostkę. Ta potoczyła się po blacie, po czym znieruchomiała. Trójka.

Przypadek, pomyślałem.

- Jeden.

Jedynka.

- Pięć.

Piątka

- Dwa.

Dwójka.

- Jeden.

Jedynka.

- Jak to robisz? - zapytałem. Dziecko uniosło głowę i uśmiechnęło się.

- Chcesz spróbować?

- Pewno - uśmiechnąłem się niepewnie i wziąłem kostkę do ręki. Skupiłem się.

- Cztery - zaryzykowałem i wypuściłem ją z rąk. Kostka zatańczyła na blacie.

Sześć.

Popatrzyłem pytająco na dziewczynkę.

- To trzeba wiedzieć - wyjaśniła - Jeśli będziesz tylko miał nadzieję, to nie wystarczy. Musisz wiedzieć. Inaczej się nie uda. Popatrz. - Podrzuciła kostkę w górę. Gdy sześcian osiągnął punkt szczytowy powiedziała - Dwa - kostka głośno stuknęła o parkiet. Kilka osób - moli książkowych, kręcących się o tej porze w bibliotece - obejrzało się.

Popatrzyłem w dół.

Dwójka.

- To niemożliwe - oświadczyłem, zwracając się do całego świata w ogólności.

Mała zdziwiła się.

- To proste - oświadczyła - Jeśli będziesz dużo ćwiczył i nie przejmował się

tym, że się nie udaje, to w końcu się nauczysz. Tylko musisz bardzo, bardzo dużo ćwiczyć. zobaczysz, że w pewnym momencie to się powtarza.

- Powtarza... Co się powtarza.

Dziewczynka uśmiechnęła się szczerbato.

- Wszystko.



* * *



Katedra była zrujnowana. Ale porozbijane witraże, walące się ściany nie

sprawiały złowrogiego wrażenia. Wręcz przeciwnie - czuć było, że w tym

miejscu Wszechświat wstrzymał oddech.

Szedłem ramię w ramię z Risaldo - moim Aniołem Stróżem. Jak zwykle miał na

sobie szary T-shirt i granatowe dżinsy.

- Jak to właściwie jest? - zdziwiłem się.

- Słowa, które zostały napisane, nie są tymi, które zostały wypowiedziane.

- Czyli, że w Piśmie są kłamstwa?

Risaldo zaśmiał się.

- Oczywiście, że nie - powiedział - To, co tam jest, to prawda. Ale nie zawsze pokrywa się ona z tym, co wydarzyło się naprawdę. Weźmy, na przykład, tę historię z Adamem i Ewą. Oboje są w rzeczywistości alegorią dwóch plemion ludzi pierwotnych, które...

Nie słuchałem. Wpatrywałem się w gołębie, które fruwały na tle intensywnie

błękitnego nieba. Nie były białe, tylko zwykłe, szare. Pospolite.

- Halo! - głos Anioła Stróża wyrwał mnie z bezmyślenia. Odwróciłem się.

- Tak? - zapytałem niezbyt przytomnie. Risaldo popatrzył na mnie i pokręcił

głową z dezaprobatą.

- Lepiej wracaj do siebie - oznajmił.

... Strzeż duszy, ciała mego i doprowadź mnie do żywota wiecznego, Amen.

Przeżegnałem się i usiadłem przy biurku. Jak to szło? Kiedy na ciało działa

siła...



* * *



Dzieciaki darły się na placu zabaw. Jakiś mężczyzna rozmawiał przez telefon.

Kobieta w średnim wieku wyszła na balkon rozwiesić pranie. Dwóch chłopaków

dyskretnie zaciągało się krążącym z rąk do rąk papierosem. Zaraz miał spaść

deszcz. Idąca drogą dziewczyna miała skrzydła u ramion. Zdziwiło mnie to i podszedłbym do niej, gdyby nie moja wrodzona nieśmiałość.



* * *



Kostka potoczyła się po podłodze. Zakląłem i spróbowałem jeszcze raz.

- Cztery.

Jedynka.

- Dwa.

Szóstka.

- Pięć.

Szóstka.

- Trzy.

Szóstka.

- Sześć.

Dwójka.

Zrezygnowany usiadłem na tapczanie. To się nie uda. Ćwiczyłem już od trzech

godzin i nie zauważyłem żadnej prawidłowości. początkowo zapisywałem liczby,

jakie wypadają i te, które wymawiałem, jednak po siedmiuset rzutach poczułem

zniechęcenie.

- Jeden.

Jedynka.

- Cztery.

Czwórka.

w przypływie nadziei ponownie chwyciłem kostkę.

- Pięć.

Trójka.

i tak dalej, i tak dalej...



* * *



Odbicie zmarszczyło nos. Nie miało większego wyboru, bo ja też zmarszczyłem.

- Brzydki jestem - oświadczyło.

- Obaj jesteśmy.

- Jesteś tylko ty. Ja nie istnieję.

Westchnąłem.

- Ale i tak jesteś brzydki.

- Tylko dlatego, że ty jesteś. - odparował ten drugi, lustrzany ja.

- Jak tam jest? - zapytałem.

- Gdzie?

- No... Tam, gdzie ty jesteś.

Odbicie zastanowiło się.

- Tak samo.

- Tak samo?

- tylko, że odwrotnie.



* * *



Risaldo milczał. Nikt nie potrafił milczeć tak jak on.

- Tracę wiarę - powtórzyłem.

Anioł zacisnął usta.

- Nie wiem, co robić - ciągnąłem - ale ogarnia mnie zwątpienie. Wiara wydaje mi się taka... Nieprawdopodobna.

Anioł wzruszył ramionami.

- To się zdarza - rzucił.

- I co? - zapytałem.

- Co "I co"?

- Z moją wiarą.

- Przejdzie Ci - powiedział - Każdemu to się zdarza. Najpierw mącicie, że Boga nie ma, że prymitywny zabobon, że to, że tamto... A potem dzieje się coś w życiu, że nie można już dłużej nie wierzyć. Że jest tylko jedna droga do wyzwolenia i takie tam...

- Nie powinieneś chyba mówić o Wierze tak... Swobodnie. - zauważyłem.

- Dlaczego? - zdziwił się - Przecież wiara powinna być w życiu człowieka czymś oczywistym, bliskim... To tak jak mówienie o dobrym kumplu - Można z niego żartować, można się ponabijać, ale zawsze jesteście dobrymi kumplami. Prawda?

- Wiesz, Risaldo, czasem zastanawiam się jak ktoś tak nieanielski może być

Aniołem.



* * *



- Nie umiem - powiedziałem - Zdradź mi, jak ty to robisz.

- Normalnie - zdziwiła się - Birzesz kostkę, mówisz liczbę, rzucasz i ona wypada. Ta liczba.

- Mi nie wypada.

- Ćwiczyłeś? - dziewczynka prześwidrowała mnie paciorkowym spojrzeniem.

- Kilka godzin...

- Tylko? - zdziwiła się - Trzeba ćwiczyć cały czas. Nie tylko z kostką.

- A jak jeszcze mogę ćwiczyć? - zaciekawiłem się.

- Popatrz - wskazała palcem na ładną dziewczynę, która stała przy półce i

wertowała jakąś książkę.

- Jak myślisz, kim są Anioły Stróże?

Nie byłem przygotowany na takie pytanie, ale odparłem bez wahania.

- Są podporą człowieka. Jego strażnikiem i opiekunem. Światłem, wskazującym

drogę Chrystusa...

- Tak, tak - przerwała mi niecierpliwie - Ona nie ma Anioła.

Przez chwilę przetrawiałem tę informację.

- To niemożliwe - oświadczyłem z całą pewnością siebie - Wszyscy mają

Anioła. Nawet najgorsi grzesznicy. Ja mam Anioła. Jest trochę nietypowy, ale...

- Ona nie ma. Popatrz uważniej.

Odwróciłem głowę w stronę dziewczyny, która przez ten czas przysiadła na

krześle, niedaleko księgozbioru podręcznego. Przypatrzyłem się jej dokładnie.

Szczupła sylwetka, czarne włosy... Nie, to błędny trop. Zajrzałem do jej duszy.

Przypatrzyłem się zmarszczkom mimicznym na jej twarzy, dłoniom, oczom. Potem

popatrzyłem na to wszystko jako całość. I zauważyłem.

- Nie ma obwódki - powiedziałem cicho. Każdy człowiek ma kształt obrysowany

bardzo cienką, jasną linią - jakby tarczą, albo skorupką jajka. A ona tego nie miała.

- To straszne - szepnąłem wstrząśnięty do głębi - Można jej jakoś pomóc?

- Nie - powiedziała cicho dziewczynka - Jedynie ona sama może sobie pomóc. Nikt inny. a już na pewno nie my.

Uniosłem pytająco brew.

- My widzimy - wyjaśniła - Będziesz ćwiczył dalej?

- Co? Aa... Tak. Chyba tak.



* * *



- Jak dużo czasu nam zostało?

- Niewiele. Sądzę, że parę dni - odbicie pokręciło głową - Trochę szkoda, co

nie?

- Trochę - przyznałem.

- Ale wiesz... Jak ty, to i ja. Nie będę potem istniał. Byt rodzi byt. I odwrotnie.

- To już twoje zmartwienie.



* * *



- Co się dzieje z Aniołami Stróżami, po śmierci ich...

- Człowieka? - podpowiedział Risaldo.

- Tak, człowieka.

- Odchodzimy do światłości Boga. Jeden człowiek, jeden Anioł.

- To straszne! - zawołałem - Przecież to gorsze, niż śmierć!

- Nie rozumiesz - powiedział Anioł łagodnie - Każdy z nas marzy o chwili, w

której zatopi się w blasku Stworzyciela - westchnął, rozmarzony.

Milczenie. Gołębie ganiały się po niebie.



* * *



Mędrzec zmęczony przysiadł na ławce. Na placu dzieci ganiały się po piaskownicy, w jednej z tych swoich zabaw, których reguł na potrafi pojąć żaden dorosły.

Jedno z nich pomachał wesoło do Mędrca. uśmiechnął się.

Podczas swojej długiej podróży poznał wielu ludzi - dobrych i złych. Tych

drugich było, co prawda, wiele więcej, ale Mędrzec nie przejął się tym - świat z definicji jest zły. Ludzie tylko się przystosowali. W swojej arogancji twierdzą, że to oni zmieniają świat. Przez głowę im nie przejdzie, że to świat może zmieniać ich.

Mędrzec westchnął. Gdyby ludzie na prawdę potrafili zmienić świat, uczynili by go lepszym. To przecież proste - każdy zdrowy na umyśle człowiek chce żyć w dostatku i umrzeć w zgodzie z Bogiem i ludźmi. Jeśli tak nie jest, to - w mniemaniu Mędrca - są dwa ku temu powody. Albo świat jest pełen szaleńców, albo ludzie zwyczajnie nie chcą takiego życia. To takie dziwne...

Mędrzec wstał i poszedł do sklepu. Kupił loda na patyku. Miał tylko siedem lat.



* * *



- Cztery.

Piątka.

- Dwa.

Dwójka.

- Pięć.

Jedynka.

- Sześć.

Dwójka.

- Cztery.

Jedynka.



* * *



- Dlaczego zniszczona katedra?

Risaldo poprowadził mnie przed ołtarz. Jezus wiszący na krzyżu toczył krwawe

łzy. Wokół niego gromadzili się uczniowie, żołnierze, faryzeusze...

- Zamknij oczy - polecił. posłusznie zacisnąłem powieki.

Katedra była teraz cała. Ludzie stłoczeni w ławkach przyklękli. Kapłan uniósł Przenajświętszy Sakrament.

- To czyńcie na moją pamiątkę.

Risaldo uśmiechnął się.

- Wytłumacz mi jedno - poprosiłem - Czemu zawsze na ołtarzu jest przedstawiony

Jezus ukrzyżowany? - wskazałem ołtarz - Przecież to przedstawienie Go w chwili największej klęski.

Risaldo przyklęknął.

- Popatrz na tych ludzi - szepnął - Czy to nazywasz klęską?



* * *



- Jak długo? Jak długo jeszcze? Ile mam jeszcze cierpieć, wiedząc, że niedługo umrę? Powiedz.

- Nie wiem dokładnie. Śmierć to rzecz tak straszna i ostateczna, że odbija się szerokim echem w obu kierunkach linii czasu. Ale sądzę, że dzień, może dwa.

Przygotuj się. Wiesz - spowiedź i te rzeczy...

- O to się nie martw. Jakoś to przeżyję... Metaforycznie.

- Kto wie?



* * *



Czemu to życie trwa tak krótko?



* * *



Zadowolony zasiadłem przed dziewczynką. Niemal pękałem z dumy.

- Popatrz - powiedziałem i podrzuciłem kostkę - Cztery - powiedziałem.

Kostka zatańczyła na blacie.

Czwórka.

- Sześć.

Szóstka.

- Dwa.

Dwójka.

- Pięć.

Piątka

Popatrzyłem na nią wyczekująco. Uśmiechnęła się.

- Mówiłam, że ci się uda. Trzeba tylko...

- ...dużo ćwiczyć. - dokończyłem zadowolony.

- I co teraz? - zapytała.

- Jak to co? - stropiłem się.

- Teraz widzisz. widzisz więcej, niż reszta. Jak to wykorzystasz?

Zamyśliłem się.

- Niedługo umrę - wyznałem.

- Skąd wiesz?

- Przecież widzę.

Dziewczynka pomyślała przez chwilę.

- No to patrz! - roześmiała się - Ludzie umierają, bo są ślepi. Ty patrz uważnie na drogę, to się nie potkniesz. Nie upadniesz i nie umrzesz.

- To podziała? - poczułem zamęt w głowie. Mogę nie zginąć...

Szczerbaty uśmiech.

- Na pewno.

- Tak zrobię.



* * *



- Czy można powstrzymać Śmierć?

Risaldo zastanawiał się przez chwilę.

- Przecież robisz to codziennie. Oddychając, powstrzymujesz Śmierć. Chodząc,

myśląc, działając...

- Ale mi chodzi o przeżycie w tym... W tym, momencie, w którym powinniśmy

zginąć.

Anioł zdziwił się.

- A kiedy powinniśmy zginąć?

- Myślałem, że każdy człowiek ma taką, jakby klepsydrę i jeśli piasek przesypie

się do końca...

- Bzdura - przerwał mi Risaldo - owszem, czasem Bóg przesądza o czyimś życiu lub śmierci, ale reszta zależy od ciebie.

- Myślałem, że Bóg wie, kiedy ma umrzeć każdy...

- Ależ wie - zapewnił - Na przykład wie, że ty zginiesz jutro. Przed chwilą

jednak wiedział, że zginiesz za miesiąc. Po kolejnej chwili wiedział będzie, że umrzesz za pięć lat.

- Czyli wszystko się zmienia...

Risaldo poklepał mnie po ramieniu.

- ON wszystko zmienia.



* * *



- Już?

- Już.



* * *



Odkleiłem wzrok od szyby wystawowej i wszedłem na jezdnię. Pędzący samochód

minął mnie dosłownie o włos. Poczułem, że umarłem, a równocześnie mój umysł

uparcie przekonywał mnie, że ciągle żyję.

To już koniec, zdziwiłem się. Spodziewałem się... Sam nie wiem, czego. Walki ze Śmiercią, rozpaczliwej ucieczki przed nieuniknionym...

Jakim nieuniknionym, zreflektowałem się natychmiast, przecież Risaldo twierdził, że prawie nic nie jest do końca przesądzone. Czyli żyję dalej.

To dziwne, ale poczułem rozczarowanie. Przygotowałem się już na odejście, byłem praktycznie pogodzony z losem...

I co dalej? Będę musiał ponownie przeżywać tę agonię, potem znowu i znowu, aż w końcu umrę, no bo ile można odwlekać nieuniknione?

- I co dalej? - szepnąłem wstrząśnięty.

Podeszła do mnie dziewczyna ze skrzydłami.

- Dalej jestem już tylko ja.

Słońce zachodziło. Bardzo powoli.



Awatar użytkownika
kanadyjczyk
Umysł pisarza
Posty: 943
Rejestracja: wt 02 wrz 2008, 19:41
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Białystok
Płeć: Mężczyzna

Postautor: kanadyjczyk » sob 27 cze 2009, 15:01

Lubię to opowiadanie, choć przeczytałem je przed chwilą. Nie będę opisywał błędów, bo są inni, którzy potrafią to robić. Mnie się podobało bardzo.


"Ostatecznie mamy do opowiedzenia tylko jedną historię." - Jonathan Carroll

Awatar użytkownika
Unber
Kmiotek
Posty: 6
Rejestracja: wt 21 kwie 2009, 00:58
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Unber » ndz 28 cze 2009, 03:21

Cóż, mnie również bardzo się spodobało - przeczytałam jednych tchem. Dużym plusem są realistyczne (jak na sytuację) dialogi, oraz "perełki" w stylu fragmentu o Mędrcu. O błędach się nie wypowiadam - wypatrzyłam tylko kilka małych liter na początkach zdań.



Awatar użytkownika
Weber
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 3233
Rejestracja: pt 20 paź 2006, 16:15
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Weber » ndz 16 sie 2009, 11:12

Całkiem przyjemny tekst.
Przyjemnie się go czytało, mimo tego rozstrzelenia, które powstało po przeniesieniu forum.
Wydaje mi się, że gdzieś ten tekst już widziałem. Może to przez to, że twój nick kojarzy mi się ze storytellers. Mniejsza.

Nie zwróciłem uwagi na błędy, wciągnęła mnie historia. Rzadko się to zdarza ostatnio.
Dobra robota.


Po to upadamy żeby powstać.

Piszesz? Lepiej poszukaj sobie czegoś na skołatane nerwy.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » ndz 16 sie 2009, 11:35

Misiael - w tym miejscu wyrażę, że lubię cię czytać. Po prostu tak, jak ludzie lubią czytać Kinga czy Pratcheta, ja lubię czytać Misiael. Masz ten niesamowity dar opowiadania historii. Te opowiadanie jest wielowątkowe, wielowarstwowe i metaforyczne. Podoba mi się skrajny minimalizm akapitów, rzecz, która tworzy klimat bazując tylko na dwóch, trzech kreskach, z których tworzy się obraz. Wszystko jest w podświadomości. Oczywiście, musisz (!) zacząć poprawiać swoje teksty - Brak rozpoczęcia zdania z dużej litery, spacje i przecinki, zdania po dialogach z dużej litery (nie atrybucje dialogowe) - i naprawdę, musisz, ponieważ jest to kosmetyka, która dopełni jakości twoich tekstów i pozwoli płynąć dalej. Opowiadanie podobało mi się, jednak strona techniczna jest słaba.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Misiael
Pisarz domowy
Posty: 152
Rejestracja: sob 27 cze 2009, 11:01
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Łuków
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Misiael » pn 17 sie 2009, 12:29

Martinius (i cała reszta też), dzięki za miły i przytomny komentarz. Stronę techniczną postaram się doszlifować w kolejnych opowiadaniach.
I dobra (?) wiadomość - kiedy tylko znowu odzyskam komputer (płyta główna odówiła posłuszeństwa, a Poczta Polska gubi kolejne paczki z nowymi płytami od przeszło miesiąca - wiem już, skąd wzięło się określenie going postal) przepisz i zamieszczę koloejne etafizyczne opowiadanie "w stylu" Szeptów, pod tytułem "Śnieżnobiałe palisady". Będzie kilka razy dłuższe i (chyba) lepsze od "Szeptów...", przynajmniej ja je za takie uważam.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości