ONA i ON

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Emma
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: pn 31 mar 2008, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

ONA i ON

Postautor: Emma » śr 10 cze 2009, 14:43

ON

Pierwszy raz zobaczył ją w szkolnej stołówce. Miał dziewięć lat, ona też. Uczyła się w trzeciej B. Jadła zupę kalafiorową, mlaskała przy tym głośno, a jej jasne warkocze wpadały co jakiś czas do talerza. Ubrana była w sukienkę w kratkę i białe podkolanówki. I to właśnie te podkolanówki przykuły jego wzrok. Wydały mu się brzydkie, niestosowne, nie na miejscu. Siedziała przy stoliku z koleżanką i głośno się śmiały. Słyszał ich rozmowę i zastanowił się, dlaczego mówi „suflada” zamiast „szuflada”. Pomyślał, że coś jest z nią nie tak, podrapał się w głowę i wsadził z zadumą palec do nosa. Kiedy skończyła jeść, schyliła się i wyciągnęła z plecaka gumy. Jedną poczęstowała koleżankę, drugą wsadziła sobie szybko do ust. Po chwili w jej buzi pojawił się duuuży, kolorowy balon. Jak nic, był to „Donald”. Tylko z „Donaldów” udawało się robić taaakie balony. I w tym właśnie momencie pomyślał, że się z nią ożeni. A jak już się ożeni, to powie jej, że koniecznie musi zmienić podkolanówki na skarpetki, nauczy ją, jak się poprawnie mówi „szuflada”, a ona w zamian za to, poczęstuje go „Donaldem”.

Pomyślał „podejdę do niej”. Nie podszedł.



ONA



Dlacego ten bzydki chłopak dłubie w nosie?





ON



Kolejny raz zobaczył ją na rozdaniu nagród ogólnopolskiego konkursu plastycznego. Miał szesnaście lat i tylko jedno w głowie. Siedział na widowni, między kolanami tkwiła jego gitara. Ktoś wyczytał jej nazwisko. „Główną nagrodę otrzymuje Luiza…”. Nazwiska nie zapamiętał. Patrzył jak z rozmachem podnosi się, jak wbiega po schodach, prowadzących na scenę. Jasne blond włosy tańczyły, kiedy z radości kiwała głową w każdą stronę. Pomyślał, że gdzieś już widział tę dziewczynę i że chciałby ją jeszcze kiedyś zobaczyć. Przebiegła tym swoim błyszczącym wzrokiem po widowni. Zatrzymała się na moment na nim. Przez ułamek sekundy poczuł, jak jej oczy patrzą łagodnie na niego. Potrząsnęła głową, głośno i wyraźnie podziękowała za nagrodę i w ten sam, nieprzyzwoicie radosny sposób zbiegła po drewnianych schodach. Wydała mu się eteryczna jak elf, łagodna jak anioł, wydała mu się ideałem kobiety. Pomyślał, że chciałby mieć taką dziewczynę. Ale najpierw zapamięta tę nieziemską istotę, napisze piosenkę o niej, zagra chłopakom z zespołu. Dojdą do wniosku, że mu odwaliło. Pomyślał „podejdę do niej”. Ech, może kiedy indziej.



ONA



To jej szansa. Jej wielki dzień. Koniec jej rozterek. Jeśli wygra ten konkurs, będzie wiedziała, w którą stronę iść, jak pokierować swoim życiem. Siedziała na widowni, odrywając od krzesła wystającą drzazgę. Zaciskała mocno szczęki, w gardle jej zaschło. I nagle… „Główną nagrodę otrzymuje Luiza Bodzanowska!!!”. Nie wie, jak dotarła na scenę, nie wie kto podał jej dyplom. Serce rozpierała jej niewysłowiona radość. Nie wie, co powiedziała, kto był na widowni… Och, był tam ktoś… chyba ktoś znajomy… Te ciemne włosy, niebieskie oczy (och, co za kontrast), gitara. Widziała już kiedyś tego chłopaka. Zatrzymała wzrok, zagłębiła się na kilka sekund w tych oczach, jakby chciała się dowiedzieć, co się za nimi kryje. Och, gbur jakiś. Ot tyle. Ale ładny gbur.





ON



Nieoceniony prezes spółki, elegancki, pachnący najnowszym zapachem Paco Rabanne. Człowiek, który w wieku dwudziestu kilku lat zaszedł tak niewiarygodnie daleko. Piął się po szczeblach kariery, uczył przy tym dzienników ustaw, kodeksów, chciał być zawsze najlepszy. Dla kogo? Dla ludzi, a i jakże, przecież był w końcu prezesem, dawał pracę, dbał o podwładnych, o ich potrzeby, stale podnosił pensje. A to dodatki, a to premie. „Pani Zosiu, jest pani najlepsza”, „co tam słychać, panie Gienku, jak córka? Podwyżka? Oczywiście, czemu nie! Proszę pamiętać o transporcie. Jak to jakim? Nooo, panie Gienku, tym o drugiej nad ranem…”. Kochali go, a jakże. Patrzyli na niego z uwielbieniem, ale też ze strachem, w końcu był prezesem. „Pani Zosiu, gdzie raporty? Jak to nie ma? Ale wszystko się da, o czym pani mówi?!”. Taak, szczycił się swoją pozycją, przecież szef musi być stanowczy, musi czasami krzyknąć, nie wolno się spoufalać z podwładnymi. Wiedział, że pan Gienek go szanował, ale nie wiedział, że pan Gienek mówi o nim, nie inaczej, jak „ten skurwiel”. Pani Zosia w każdy poranek podawała najlepszą espresso, uśmiechała się miło, mimo tego, że dwa dni temu dowiedziała się z „Dziennika”, że szukają nowej sekretarki. Co wieczór płakała matce w rękaw, a matka głaskając ciemne włosy córki myślała o nim „obyś zgnił”.

Kiedy otworzyły się drzwi jego gabinetu, kolejny raz pomyślał, że jest dobrym człowiekiem i że los się do niego uśmiechnął. Na korytarzu zobaczył anioła w ludzkim ciele. Anioła o dużych oczach, w których czaiły się niebezpieczne chochliki. Długie, jasne włosy spływały kobiecie na ramiona, policzki miała zaróżowione, od panującego na zewnątrz mrozu. Pierwsze co zrobił, to rozebrał ją wzrokiem. Ściągnął z niej oczyma wyobraźni nienagannie leżący kostium. Wyobraził sobie, jak w chwili uniesienia te starannie wymalowane paznokcie wbijają się w jego plecy. Stał tam i patrzył, jak wrzuca monetę do automatu, schyla się pomału po kubek parującej kawy. Pomyślał, że jeśli kiedykolwiek będzie żonaty, to jego żona będzie wyglądała dokładnie jak ten anioł.

„Podejdę”, mruknął do siebie, ale zabrakło mu odwagi.





ONA



Dostała pracę w tej spółce. Może nie będzie robiła w życiu tego, co lubiła, ale zawsze na spłatę kredytu będzie. Uff, zimno. Luty tego roku był wyjątkowo mroźny. Szukała od dziesięciu minut restauracji, kawiarni, czegokolwiek. Musiała się zagrzać. Ach, automat z kawą. Ręce miała purpurowe z zimna. Kiedy w końcu przytknęła do ust plastikowy kubek, kątem oka zauważyła, ze ktoś się jej przygląda. Pomyślała, że to musi być prezes, którego się wszyscy bali, ten, o którym nie słyszała ani jednej pochlebnej opinii. A wygląda przecież na miłego człowieka, pomyślała. Wzruszyła ramionami i odwróciła się na pięcie.



ON



Wcale nie chciał iść na plażę. Miał gdzieś to, że to „jeden z niewielu pogodnych dni tego lata”, jak powiedział Jasiek. Miał w dupie to, że odpocznie, że to okazja… chrzanić to. Ale udało im się go namówić i leżał teraz na ręczniku kąpielowym, popijał piwo i patrzył znudzony. Zobaczył ją wtedy kolejny raz i pomyślał, że to przeznaczenie. Takie przez duże „P”. Dotarły do niego strzępy wspomnień, jakaś dziewczynka z warkoczami, jakaś dziewczyna z akademii… Czy to była akademia? Nieważne. Blond anioł z drugiego działu. Wszystkie miały cechy wspólne… Tak, co za olśnienie, to ta sama dziewczyna. No, kolego, wciągnął brzuch, teraz musisz do niej podejść, nie strać szansy. Patrzył zafascynowany, jak wchodzi do wody, jak zanurza się, wstaje, a błyszczące krople tańczą na jej ciele. Nie odrywał wzroku od niej, odpłynęła od brzegu, wróciła, odpłynęła i znów wróciła. I tak kilka minut. Ona pływała, on patrzył. Nagle zatrzymała się, potrząsnęła głową i zniknęła pod wodą. Po chwili wynurzyła energicznie rękę, jakby czegoś szukając, później wyłoniły się jasne włosy. I znów zniknęła pod wodą. Usłyszał krzyk, ktoś biegł, ktoś inny wskoczył do wody. Po kilkunastu minutach wyciągnęli ja z wody, siną i … sztywną, co tu dużo mówić. Boże, dobrze się nie ożeniłem, same kłopoty z tymi babami, pomyślał. Wstał, złożył ręcznik. Nie podszedł.





ONA



… Kredyt…no i dobrze…

[ Dodano: Sro 10 Cze, 2009 ]
I znów nie ma akapitów - a tak się starałam... Czarna magia z tymi znakami specjalnymi



Awatar użytkownika
Arrianna
Pisarz pokoleń
Posty: 1159
Rejestracja: pt 02 maja 2008, 17:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Ciemności
Płeć: Kobieta

Postautor: Arrianna » czw 11 cze 2009, 13:32

Podoba mi się. Przez chwilę pomyślałam, że idziesz w złym kierunku ale koniec nie jest zły. Nie idealny ale nie jest zły.

Początek rozbraja.

Środek już trochę nudzi <ja przelatywałam wzrokiem>

Koniec - nie zaskakuje ale może być. Lepsze to niż happy end.

Forma mi się nie podoba. Ja nie lubię udziwnień ale sam styl ok. Mi się dobrze czytało.



Pozdrawiam serdecznie :)

<no tom się szeroko i rozlegle wypowiedziała :P i kwieciście! o!>


"It is perfectly monstrous the way people go about, nowadays, saying things against one behind one's back that are absolutely and entirely true."

"It is only fair to tell you frankly that I am fearfully extravagant."
O. Wilde

(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
Emma
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: pn 31 mar 2008, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Emma » pt 12 cze 2009, 15:23

Dziękuję



Awatar użytkownika
broda kota
Pisarz domowy
Posty: 92
Rejestracja: czw 13 kwie 2006, 23:15
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: broda kota » pt 12 cze 2009, 16:10

Kiedy skończyła jeść, schyliła się i wyciągnęła z plecaka gumy




Dodałbym, że gumy do żucia, bo w pierwszej chwili pomyślałem, że gumy do skakania.







Jak nic, był to „Donald”




Dwa błędy. Po pierwsze - bez cudzysłowu. Po drugie - "donald" z małej. Pisze się co prawda "guma marki Donald", ale gdy piszemy po prostu "guma donald", to z małej.







Przebiegła tym swoim błyszczącym wzrokiem po widowni.




Wiadomo, że swoim. Wywal niepotrzebny zaimek.





Przebiegła tym swoim błyszczącym wzrokiem po widowni. Zatrzymała się na moment na nim




Nie, nie zatrzymała się na nim. To wzrok się zatrzymał. Zmieniłbym te dwa zdania na jedno, poprawniejsze: Przebiegła po widowni błyszczącym wzrokiem, który zatrzymał się na nim.





pachnący najnowszym zapachem Paco Rabanne




Pachnący zapachem - nieładne, tautologiczne powtórzenie. I znowu błąd ortograficzny, taki jak z donaldem.




Wiedział, że pan Gienek go szanował, ale nie wiedział, że pan Gienek mówi o nim, nie inaczej, jak „ten skurwiel”. [/qupte]





Skoro wiedział, że Gienek go szanuje, to Gienek go szanował - bo wiedza to z definicji PRAWDZIWE przekonanie.

Gienek go szanował i nazywał skurwielem - nie widzisz żadnej niekonsekwencji w zachowaniu Gienka?

Zmień słowo "wiedział" na "myślał".





Co wieczór płakała matce w rękaw, a matka głaskając ciemne włosy córki myślała o nim „obyś zgnił”.




Tak zabrzmiało, jakby córka złorzeczyła rękawowi...







W opowiadaniu pracownica wpada do gabinetu szefa jak gdyby nigdy nic, bierze kawę z automatu i wychodzi. A szef ma to w dupie. To normalne? Czy do gabinetu szefa wchodzi się ot tak?



Reakcja szefa na utonięcie dziewczyny jest co najmniej nierealistyczna.



Nie zrozumiałem za bardzo końcówki. Znaczy wiem, że kobita kopła w kalendarz, ale o co jej chodziło z tym kredytem?







Fakt, że przeczytałem ten tekst, mimo że nie miałem wcześniej takiego zamiaru, świadczy na jego korzyść. Przeczytałem pierwsze zdanie i mnie wciągnął. Dalej było trochę gorzej. Końcówka rozczarowała. Językowo jest zaledwie poprawnie. Ogólnie średnio z plusem.

[ Dodano: Pią 12 Cze, 2009 ]
Tam miało być: tak zabrzmiało, jakby matka złorzeczyła rękawowi...


Osoba, która dostaje od kolegi prezenty na urodziny, a sama mu ich nie daje, to niewdzięcznik.

Kobieta, której facet robi minetkę, a ona mu się nie odwdzięcza lodzikiem, to zdzira.

A jak nazwiemy użytkownika, który jest komentowany, a nie komentuje?

Awatar użytkownika
Sola Sel
Pisarz domowy
Posty: 77
Rejestracja: czw 04 wrz 2008, 22:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Sola Sel » pt 12 cze 2009, 18:13

Zawiodłam się.

Myślałam, że z tej ciekawej formy coś wyniknie a było nudnawo i bardzo przeciętnie. Kurcze, na prawdę miałam nadzieję, że poczuję cokolwiek. Twój tekst nie jest ani refleksyjny, ani zabawny, ani kunsztowny. Nie jest też zły (oprócz kilku błędów).

Jak dobrze wiadomo, napisanie średniego tekstu jest większym grzechem niż napisanie złego tekstu. Powód? Zły tekst jest przynajmniej zły. Nijaki jest... no właśnie;)



Bardzo przepraszam za tę mało konstruktywną krytykę, zapewne są tacy, którym twój tekst przypadnie do gustu. Ja po godzinach czytania Sławińskiego potrzebuję emocji, niestety.


Sprzeczne sprzeczności są podniecające. Taki mały zabieg a cieszy.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 12 cze 2009, 19:21

Nawet dobre. Podoba mi się pomysł, aczkolwiek podział akapitów na ONA i ON jest zupełnie niepotrzebny. Jakbyś zrobiła zabieg z "niewiedzą", zostawiła to wszystko w domyśle, bardziej pamiętałbym tekst. Zapewne, po rozgryzieniu zawartości byłbym z siebie jeszcze bardziej zadowolony i podziękował autorce za lekturę. Ale i to nie jest złe. Złe natomiast jest wykonanie. Czytając to, widzę swoje teksty sprzed 5 lat. Praktycznie te same błędy. Na przykład:



Kiedy skończyła jeść, schyliła się i wyciągnęła z plecaka gumy. Jedną poczęstowała koleżankę, drugą wsadziła sobie szybko do ust.




Takie szkolne zdanie. Zwyczajne, odarte z emocji i plastyki. Jest, bo jest i już. Zapisałbym to w ten sposób:



Gdy zjadła, schyliła się i wyciągnęła z plecaka gumy do żucia. Poczęstowała koleżankę i także wzięła jedną drażetkę.



Piął się po szczeblach kariery, uczył przy tym dzienników ustaw, kodeksów, chciał być zawsze najlepszy.




To jest zdanie informacyjne, ale zgrabności w nim za grosz. Napisałbym tak:



Piął się po szczeblach kariery, ucząc przy tym dzienników ustaw, kodeksów. Chciał być zawsze najlepszy.

Jak widać, drobna zmiana ale tekst wygląda inaczej.



Poniżej, źle postawiony przecinek zmienia melodykę zdania, sugeruje, że właśnie rozpoczyna się nowy, zależny człon, ale jak widać, dalej nic nie ma. Czytając na głos ten fragment, robiąć przerwę (pauzę) w tym konkretnym przecinku, wyraźnie to widać.

Długie, jasne włosy spływały kobiecie na ramiona, policzki miała zaróżowione, od panującego na zewnątrz mrozu.




W zasadzie, warsztatowo i stylistycznie, wiele jest do poprawki. Kilka rzeczy już jest mocnych - na przykład celowe powtórzenia, charakterystyczne w wymowie emocjonalnej. Anioł - anioł. Takie rzeczy lubię i świadczą o świadomości pisarskiej, o tym, że wiesz, co chcesz przekazać. Teraz należy szlifować warsztat.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Emma
Zarodek pisarza
Posty: 23
Rejestracja: pn 31 mar 2008, 14:58
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: Emma » pt 12 cze 2009, 19:58

Dziękuję wszystkim



Awatar użytkownika
Arrianna
Pisarz pokoleń
Posty: 1159
Rejestracja: pt 02 maja 2008, 17:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Ciemności
Płeć: Kobieta

Postautor: Arrianna » pt 12 cze 2009, 20:00

Marti nie obraź się ale twoja wersja pierwszego cytatu jest okropna :P Właśnie taki suchy, odarty z emocji i obrazowości wszelkiej styl tu pasuje :P <takie moje zdanie :)> Suche relacje ze śmierci to jedyny słuszny wybór, gorzej że sama fabuła tu utyka.


"It is perfectly monstrous the way people go about, nowadays, saying things against one behind one's back that are absolutely and entirely true."



"It is only fair to tell you frankly that I am fearfully extravagant."

O. Wilde



(\__/)

(O.o )

(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 12 cze 2009, 20:18

Arri - o to chodzi w moim tekście. Niech będzie i gorszy (wszak pisałem go na gorąco) ale niech pokaże różnicę. Nie mam zamiaru siadać przy klawiaturce na kilka godzin, aby rozgryźć emocje autorki a później bohaterów - piszę, aby wykazać możliwości. I jak widać, udało mi się - cel został osiągnięty. Poza tym, jest jeszcze drugie dno mojego tekstu - innym może się spodobać :)


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Bin
Dusza pisarza
Posty: 512
Rejestracja: ndz 26 paź 2008, 00:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bin » ndz 28 cze 2009, 11:55

Nawet dobre, jak to powiedział Marti, a ja się z nim zgadzam. Pomysł niby nieciekawy, ale całkiem mnie zainteresowało. Z błędów wyłapałem chyba tylko to, że zmieniałaś czasy - w akapicie, kiedy ONA odbiera nagrodę jest teraźniejszy, a we wszystkich innych przeszły. Ogólnie całkiem mi się podobało, chociaż niezbyt to odkrywcze




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 5 gości