Misja

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Misja

Postautor: MAREL » pn 08 cze 2009, 19:49

Słońce chyliło się ku zachodowi…

- Oj tam, zaraz chyliło, życie dopiero się zaczyna! – rozpoczął imprezę wodzirej – Adam, student drugiego roku filozofii.

- Wszyscy jesteśmy odbiciem z jaskini, zapraszam – wpuszczał do pokoju kolejnych gości. Chyba coś mu się pomyliło, ale nie po to wyjarał skręta, żeby teraz trzeźwo myśleć. Gawiedż waliła drzwiami i oknami. Przepraszam, trzymajmy się faktów, inaczej cały sens historii umknie i zakończę gawędę bez puenty. Akademik miał jedenaście pięter. Prywatka zaczynała się na ostatnim, najbliżej chmur i nieba, kosmosu ogólnie. Kto wie, gdzie może skończyć się przygoda i dobra zabawa, kiedy uczestniczą w niej przedstawiciele inteligencji? Mózgi nad mózgami, prymusi i lizusi, luzacy oraz sracy cacy?

- Do gwiazd to ja mam, o – podniósł rękę Karol. Urzędujący właściciel czterech ścian. Pierwszy rok Akademii Morskiej, kierunek nawigacja. Miał prawo tak myśleć, miał prawo robić wszystko, krew stała się znikomą cząstką, tego, co w żyłach mu szumiało.

- Masz prawo, tak gadać – wstawił się Bartek, trzeci rok prawa, wyznawca sentencji „ Twarde prawo, ale prawo”. Także zastąpił krew innymi płynami.

- A tam, życie, nasza przeszłość – rozmarzył się Sebastian, pierwszy rok psychologii. Autor niedokończonej pracy „ Wolność jest w nas.” Zostały mu jeszcze trzy strony do przepisania z internetu.

- Głupiś, pochodzimy od Niego! – znalazło się i miejsce dla Krzysztofa. Pierwszy rok seminarium.

- Liczą się tylko fakty! Sama prawda! Obiektywna, zdobyta w sposób bezpośredni i podlegająca ocenie dowodów! – Bartek wkroczył do akcji.

- Tak? Przekonamy się! Kto chętny? – spytał, wyjmując i rozkładając sporej wielkości karton. Miała to być makieta statku z systemami nawigacyjnymi, do oddania za trzy tygodnie na uczelni.

- Kasia, notuj! – studentka drugiego roku polonistyki złapała ochoczo kartkę i długopis.

- Regulamin lotu kosmicznego. Po pierwsze, tylko ochotnik. Po drugie, poleci i wróci. Po trzecie, zda relację, a my rozstrzygniemy. Koniec regulaminu – zaczęły się przygotowania.

- Katapulta gotowa? – oczywiście Paweł i Tomasz, czwarty rok Akademii Wychowania Fizycznego napinali mięśnie. Karton z pilotem trochę ważył.

- Medyk na miejscu? – rozglądali się po pokoju.

- Jest! – Robert, drugi rok medycyny leżał zarzygany w kącie.

- Obudzić! – ruszyły asy.

- Wstawaj, wstawaj, no! – mało mu głowy nie urwali.

- I powiadam wam, złamanie leczyć należy, gdy Jowisz z Saturnem w jedną fazę wejdą, jądra natomiast, po spotkaniu Wenus z Marsem, głupotę……. – nie dane mu było dokończyć. Torsje wstrząsały ciałem.

- Kto chce być pionierem? – prawo rządziło.

- Ja! – Wiesław, czwarty rok socjologii przyjmował dzisiaj wszystko jak leci. Alkohol, papierosy, narkotyki i wyzwania. Zaciągnięty i spakowany, zasnął.

- M i s j a n a M a r s a - długopisem pisano na bokach kartonu.

- Nazwa, jeszcze nazwy brakuje! – Monika, studentka, przyszła dziennikarka, wiedziała co mówi, albo nie wiedziała, ale jej posłuchano.

- H o ł o t o w ó z I - chrzczę ciebie, w imię ojca i sy…. Krzysztof osunął się na podłogę.

- Uwaga, przygotować prom – iiiiiiiiiii, piszczały panienki.

- Hr,hr,hr – spał pilot.

- Start! –dwa osiłki z ledwością wniosły karton na parapet.

- Sru! – wystartowała misja dla ludzkości.

- Czy on leci we właściwą stronę? – nie wszyscy byli zachwyceni, oj nie wszyscy.

- Nieważne, grunt, żeby wrócił i zdał relację – prawo, prawo.

- Trzysta osiemdziesiąt do zero zero – zaskrzeczała stacja.

- Je? – żadnego porządku, jak on tak może się zgłaszać, gdzie kryptonim jego, procedury?

- Podleć pilnie w rejon akademika drugiego, podobno ktoś właśnie wyleciał z okna na jedenastym piętrze, masz zgodę na sygnały – io,io,io.

- zero zero! – jaka szybka reakcja.

- Taaa? – zaraźliwe to jest. Bezprawie.

- Dawaj mi tu karawan, prokuratora, naszą ekipę i zieleń miejską, bo wygniótł dół na dwa metry w blokowym ogródku – Daria, policjantka z rocznym stażem wymiotowała.

- Ok. Pędź na górę, mam sygnały, że coś jeszcze się tam dzieje – pobiegł.

- Wchodź człowieku, wchodź, zapraszamy, chcesz lecieć? – przywitano go serdecznie. Na środku pokoju stał właśnie gotowy do startu drugi karton – Hołotowóz II mu było. „ Misja ratunkowa” – stało jak wół na bokach. Katapulta się rozgrzewała robiąc pompki na jednej ręce. Nie skorzystał.



- Ja im się wcale nie dziwę, ile można czekać na odpowiedź, he,he,he – Tadeusz i Ludwik wlewali do plastikowego worka pozostałości pilota, zmieszane z ziemią i kwiatkami. Różami, czerwonymi.



Awatar użytkownika
Sola Sel
Pisarz domowy
Posty: 77
Rejestracja: czw 04 wrz 2008, 22:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Sola Sel » pn 08 cze 2009, 20:03

No któż inny mógłby napisać tekst używając samych dialogów?

Serio, dobrze ci to idzie ale przesadziłeś. Wywołałeś chaos. Nie wiem kto co, gdzie, co robi, o co chodzi, niby wiem, a jednak kurde nie do końca, coś mi zaświtało, a potem...

Stop.



Dobry pomysł, dobre teksty, ekshibicjonizm językowy i naturalny humor. FORMA ZABIJA!

Przepraszam, poprawię się.

FORMA ZABIJA CZYTACZA!



To tyle. Radzę porzucić ten kontrowersyjny typ wypowiedzi dialogowej. Pokaż, że słowo "opis" istnieje nie tylko w twoim słowniku ale i w warsztacie.

Czymś mnie ujmujesz. Już wiem. To się chyba nazywa "odwaga".


Sprzeczne sprzeczności są podniecające. Taki mały zabieg a cieszy.

Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Postautor: MAREL » pn 08 cze 2009, 20:16

Sola Sel, dziękuję. Za chaos, pomysł i teksty. Formę i rady. Moja odwaga wynika raczej z głupoty / mojej oczywiście/ i nie jest to powód do radości.



Awatar użytkownika
Sola Sel
Pisarz domowy
Posty: 77
Rejestracja: czw 04 wrz 2008, 22:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Sola Sel » pn 08 cze 2009, 21:38

Wolę jeden tekst niedoskonały i odważny, niż dziesięć pięknych, wyszlifowanych i sztucznych. Tych drugich jest dużo, za dużo. Zbyt wielką wagę przywiązuje się do poprawności wszelakiego rodzaju, nie chodzi przecież o to, żeby w kanon się wpasowywać, ale żeby kanon tworzyć.

(Z szacunkiem do tych hiperpoprawnych, lubiących nijakie, ładne bo ładne teksty).


Sprzeczne sprzeczności są podniecające. Taki mały zabieg a cieszy.

Awatar użytkownika
TadekM
Pisarz
Pisarz
Posty: 802
Rejestracja: czw 10 sty 2008, 17:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: TadekM » wt 09 cze 2009, 00:18

Opowiem Ci, co właśnie zrobiłeś.

Wziąłeś tzw. "urban legend", dodam więcej, że pochodzącą z warszawskich akademików, akademików politechniki, jeśli się nie mylę i zamieniłeś ją w krótkie opowiadanie. A wiem to dlatego, że przez ostatni rok słyszałem tę historię z dziesięć razy. Dokładnie w tej samej wersji. Nawet cześć o drugim, szykującym się do lotu zachowałeś.

Dlatego czuję niesmak. Bo to zasadza się tylko na pomyśle, a to nie Twój pomysł. gdybyś go wykorzystał, jako wątek poboczny, byłby zabawnym "oczkiem" do studentów z Warszawy. A tak pachnie mi jakimś dziwnym plagiatem, choć w sumie plagiatem nie jest. o prostu napisałeś historyjkę o dzielnym szewczyku dratewce, który zabił smoka napychając owce jakimś syfem. prawie słowo w słowo.



Na plus muszę dodać, że początkowy opis postaci wyszedł zgrabnie, lekko i humorystycznie.



Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Postautor: MAREL » wt 09 cze 2009, 09:49

Sola Sel - no to się uspokoiłem.

TadekM - widocznie jesteś jednym z tych, którzy wyznają zasadę " wszystko już było, nic nowego nas nie czeka". Twoja sprawa. Słuchaj, świat na Warszawie się nie kończy i nie zaczyna. Jeśli dziesięć razy słyszałeś " moją historyjkę " w wydaniu, jak powyżej i możesz to udowodnić stawiam Ci dziesięcioletnią Starkę / szczecińską, nie warszawską/, do spożycia w dowolnym gronie i terminie. " Dokładnie w tej samej wersji" - nie przerażaj mnie, mimo, że się nie znamy, moglibyśmy być szczerzy. Ja będę. Po pierwsze " urban legend" - pojęcia nie mam, co to znaczy. Po drugie, codziennie ktoś wylatuje z okna. Po trzecie - sześć/ siedem lat temu, słyszałem o imprezie w szczecińskim akademiku, gdzie odpalono delikwenta w kartonie z misją na marsa, a potem przygotowywano misję ratunkową i tutaj się z tobą zgadzam, to już było, ale nie uprawiam plagiatu. Innych szczegółów nie słyszałem, reszta pochodzi ode mnie. " Dokładnie taka sama wersja" - oznaczałaby więc, że występuję w dwóch miejscach na raz. Po czwarte - czarna wołga, kosmici, niebo i piekło, miłość i nienawiść oraz inne " urban legend " krążą tu i tam, będąc ciągle odgrzewanymi. Po piąte, Starka czeka. Wiesz, po ile chodzi dziesięcioletni trunek?Pójdę przez Ciebie z torbami, jeśli mówiłeś prawdę. Twierdzę, że nie mówiłeś.

[ Dodano: Wto 09 Cze, 2009 ]
Sola Sel - no to się uspokoiłem.

TadekM - widocznie jesteś jednym z tych, którzy wyznają zasadę " wszystko już było, nic nowego nas nie czeka". Twoja sprawa. Słuchaj, świat na Warszawie się nie kończy i nie zaczyna. Jeśli dziesięć razy słyszałeś " moją historyjkę " w wydaniu, jak powyżej i możesz to udowodnić stawiam Ci dziesięcioletnią Starkę / szczecińską, nie warszawską/, do spożycia w dowolnym gronie i terminie. " Dokładnie w tej samej wersji" - nie przerażaj mnie, mimo, że się nie znamy, moglibyśmy być szczerzy. Ja będę. Po pierwsze " urban legend" - pojęcia nie mam, co to znaczy. Po drugie, codziennie ktoś wylatuje z okna. Po trzecie - sześć/ siedem lat temu, słyszałem o imprezie w szczecińskim akademiku, gdzie odpalono delikwenta w kartonie z misją na marsa, a potem przygotowywano misję ratunkową i tutaj się z tobą zgadzam, to już było, ale nie uprawiam plagiatu. Innych szczegółów nie słyszałem, reszta pochodzi ode mnie. " Dokładnie taka sama wersja" - oznaczałaby więc, że występuję w dwóch miejscach na raz. Po czwarte - czarna wołga, kosmici, niebo i piekło, miłość i nienawiść oraz inne " urban legend " krążą tu i tam, będąc ciągle odgrzewanymi. Po piąte, Starka czeka. Wiesz, po ile chodzi dziesięcioletni trunek?Pójdę przez Ciebie z torbami, jeśli mówiłeś prawdę. Twierdzę, że nie mówiłeś.

[ Dodano: Wto 09 Cze, 2009 ]
Aha, jeszcze jedno. Odpowiedź, na Twoje pytanie brzmi, cyt " Pisz, nie pierdol ". Koniec cytatu. Co wygrałem?

[ Dodano: Wto 09 Cze, 2009 ]
Tylko, że ja to słyszę raz na tydzień dokładnie w tej samej wersji, wszyscy to wiedzą, za to dostałeś warna? To i ja chyba niedługo tu pobędę.

[ Dodano: Wto 09 Cze, 2009 ]
Ajjajjaj! Zapomniałem dodać, że Starka jest aktualna jeśli do tego wszystkiego jesteś osobą pełnoletnią.



Awatar użytkownika
TadekM
Pisarz
Pisarz
Posty: 802
Rejestracja: czw 10 sty 2008, 17:55
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: TadekM » wt 09 cze 2009, 12:13

Po pierwsze " urban legend" - pojęcia nie mam, co to znaczy.



To tzw. legenda miejska. Obejmuje wszystkie te niestworzone historie, które opowiada się ze znajomymi po trzecim piwie albo na imprezach w stylu gościa, która najarany spadł z dachu tylko w skarpetce na penisie, a potem ze złamaną miednicą wszedł po schodach na czwarte piętro bo się wstydził, żeby wzywali karetkę jak będzie goły (jego akurat znam, więc wiem, e to autentyk). Wszystkie tego typu historie, które dzisiaj służą dokładnie temu, czemu tysiąc lat temu służyły opowieści o południcach, kościejach i smokach.



Słuchaj, świat na Warszawie się nie kończy i nie zaczyna.


To fakt. Popełniłem błąd, bo ta historia równie dobrze mogła wydarzyć się gdziekolwiek. Przez chwilę zwyczajnie założyłem, że jesteś takim studentem, który postanowił opisać właśnie usłyszaną historię. A to dlatego, że ostatnio natężenie opowiadania tej historii, jakby wzrosło.

Zresztą, bez obaw, kompleksu Warszawy nie mam, bo ani z niej nie pochodzę, ani nie wydaje mi się, że pochodzę, więc jestem fajny.



Przyznam, że wczoraj wieczorem aż spojrzałem, czy gdzieś już w internecie Twoje opowiadanie nie było publikowane i w ten sposób nie przeciekło do historyjek jakiegoś fantasty, żeby nie oskarżać Cię nieładnie. Ale nie, nigdzie go nie znalazłem.



Widocznie jesteś jednym z tych, którzy wyznają zasadę " wszystko już było, nic nowego nas nie czeka".


Raczej z tych, którzy wyznają zasadę, że jeśli osią historii nie jest mój pomysł, to warto to gdzieś zaznaczyć. Gdyby to był tylko wątek poboczny nic bym nie powiedział, wręcz spodobałoby mi się, że nawiązujesz do czegoś, co część czytelników może kojarzyć.



"Dokładnie w tej samej wersji"


1. Impreza w akademiku.

2. Narąbani studenci.

3. Misja na marsa w kartonie.

5. Jak wpadli do pokoju karton z misją ratunkową.



Fabularnie, dla mnie, to ta sama historia.

Nie napisałem, że ją przepisałeś słowo w słowo (choć użyłem niefortunnego sformułowania "prawie słowo w słowo"). Poza tym pochwaliłem Cię za budowę postaci, więc to oczywiste, że chociaż ten element jest Twój. Ale niewiele więcej.


nie uprawiam plagiatu


Gdy przeczytasz mój poprzedni post zorientujesz się, że napisałem to samo.



Aha, jeszcze jedno. Odpowiedź, na Twoje pytanie brzmi, cyt " Pisz, nie pierdol ". Koniec cytatu. Co wygrałem?


Mogę Ci postawić piwo. Ale prywatnie wyniosłeś z tego znacznie więcej - wiesz już na jaki podpis administracja forum się nie zgodzi. Notabene ideą tej myśli jest jej oczywistość, bo wiele osób o niej zapomina - zajrzyj sobie na przykład do dyskusji działu "jak pisać".

Koniec offtopa - rozmawiamy tu o Twoim tekście.



Zarzut jest z mojej strony tym mocniejszy, że Sola Sel powiedziała, że jej zdaniem to, co piszesz jest odważne. Otóż moim zdaniem dała się zwyczajnie oszukać. Bo nawet wymyślenie najbanalniejszej historii jest moim skromnym zdaniem większą odwagą, niż wykorzystanie fabuły czyjejś.



Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Postautor: MAREL » wt 09 cze 2009, 13:50

TadkuM! Po pierwsze: napisałem na początku " fragment.....", zaraz po tytule. Po drugie: dziękuję za wyjaśnienie. Od dzisiaj wiem, co znaczy " urban legend". Po trzecie: fajnie, że jesteś fajny. Po czwarte: jak wspominałem, osią historii jest mój pomysł, przeczytałeś jedynie jej wyrywek. Po piąte: dziękuję, nie uprawiam,staram się. Po szóste: wyniosłem, wyniosłem. Piszę się na piwo w przyszłości;). Po siódme: Sola Sel, owszem tak napisała, ale czytałeś moją odpowiedź? Po ósme: Sola Sel, czy czujesz się oszukana? - pozwolę sobie zapytać osobiście. Po dziewiąte: Masz rację, masz rację, rację masz całkowicie - także moim skromnym zdaniem tak jest z odwagą.

Po dziesiąte: rozumiem, że Starka przeszła Ci koło nosa? Nie wykorzystałem niczyjej fabuły, kto wie, gdzie i kiedy powstała oś powyższej historii? No kto? Może moja leżała od lat w szufladzie, obecnie prezentuję jej fragment? Po jedenaste: jestem nowicjuszem, po ilu dniach kasują się warny, jest to z automatu, czy ktoś decyduje?

[ Dodano: Wto 09 Cze, 2009 ]
Jeszcze jedno. Słyszysz o tym od roku, dopiero?http://www.atrapa.net/chains - polecam, polecam.



Awatar użytkownika
Sola Sel
Pisarz domowy
Posty: 77
Rejestracja: czw 04 wrz 2008, 22:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: Sola Sel » wt 09 cze 2009, 16:30

Oj nie! Nie dałam się oszukać (bo niby czemu?). Nie rozumiem skąd ta burza nad małym tekścikiem. Kogo interesuje to czy został oparty na urban legend czy nie? Szczerze, napisałam, że wierzę w odwagę autora, moje słowa można różnie interpretować. Już różne rzeczy komentowałam i zajeżdżałam jeżeli była taka potrzeba. Nie znałam przytoczonej opowiastki i kompletnie mnie ona nie interesowała pod względem oryginalności pomysłu. Mówiąc o odwadze mam na myśli formę i humor. To wszystko.



Ps. Tadku, denerwuje mnie takie czepialstwo, naprawdę. Jesteś zabawny na swój sposób. Słowo "dystans" nie znalazło definicji w twoim osobistym, semantycznym słowniku;)


Sprzeczne sprzeczności są podniecające. Taki mały zabieg a cieszy.

Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Postautor: MAREL » wt 09 cze 2009, 16:50

Sola Sel, dziękuję za odpowiedź. Nad małym tekścikiem!? O, przepraszam bardzo, tak na marginiesie: jakiej "pojemności" tekst mieści się na tym portalu? Są limity?

TadkuM, powiem więcej. Jedna z wersji mówi o kilkunastu latach wstecz, kiedy uczeń liceum usłyszał o " Misji" od kolegi - studenta. Inna z kolei podaje rok 2004, nie wspomnę już o miastach w których miała mieć miejsce. Pamiętaj o piwie.



Nie ma limitów, jedyny to taki, ile komuś chce się czytać. Najdłuższy, jaki widziałem, miał co najmniej ze sto tysięcy znaków - Bin

[ Dodano: Wto 09 Cze, 2009 ]
Dziękuję Bin. Przepraszam, czy ktoś może mnie uświadomić z kim mam zacz do czynienia?
Ostatnio zmieniony wt 09 cze 2009, 17:48 przez MAREL, łącznie zmieniany 1 raz.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » pt 12 cze 2009, 23:38

Tekst jest niechlujny i okropny, ale, o, zgrozo coś w nim jest. Jakby to napisać od nowa, bez chaosu (nieco wydłużyć plastyką i podziałem akapitów) byłby po stokroć lepszy. Nie podobało mi się przedstawianie ludzi: a) dialog b)kto mówi c) na jakim jest roku. Jednak - po zakończeniu czytania, widzę, że zabieg jest poczyniony z pełną świadomością i zmieniłem zdanie. Zaczęło mi się to podobać. Brakuje tutaj też wstawki, że chłopaki się tak "uhahali", że w kartonie wyskoczyli. Ogólnie, średni tekst przez ten chaos. Sprawa druga jest taka, że niepotrzebnie pisze się opowiadanie na faktach - czytałem nieco o tym przypadku i w porównaniu do lektury, życie napisało "lepszą" historię. Warto o tym pomyśleć, w którą stronę idzie się z tekstem.



Musisz popracować także nad atrybucją dialogów i podziałem dialogów i narracji, bo w pewnym momencie wszystko się zlewa - łatwo zniechęcić do tekstu.


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Postautor: MAREL » pt 12 cze 2009, 23:52

Martinius, początek Twojego komentarza wprawił mnie w zdziwienie. Zgadzam się z nim całkowicie./ szczególnie z pierwszym zdaniem./ Rzeczywiście, warto pomyśleć i popracować, spróbuję.



Awatar użytkownika
daryiusz
Zarodek pisarza
Posty: 12
Rejestracja: pt 05 cze 2009, 10:22
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: daryiusz » sob 13 cze 2009, 11:36

Muszę wesprzeć TadkaM. Mogłeś na początku wspomnieć, że tekst oparty jest na miejskiej legendzie, bo ja osobiście słyszałem tę historię dobrych kilka lat temu. Nie to, że tak nie można robić, ba, nawet trzeba, ale bez odpowiedniej otoczki i wstępu pozostaje pewien niesmak. To tak, jakby brakowało Ci pomysłów.



Awatar użytkownika
MAREL
Pisarz osiedlowy
Posty: 290
Rejestracja: wt 02 cze 2009, 01:52
OSTRZEŻENIA: 2
Płeć: Kobieta

Postautor: MAREL » sob 13 cze 2009, 14:17

Przecież to tylko fragment, nie znacie reszty.



Awatar użytkownika
kanadyjczyk
Umysł pisarza
Posty: 943
Rejestracja: wt 02 wrz 2008, 19:41
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Białystok
Płeć: Mężczyzna

Postautor: kanadyjczyk » sob 13 cze 2009, 14:24

Czytamy zatem tylko to, co nam pokazałoś. :)


"Ostatecznie mamy do opowiedzenia tylko jedną historię." - Jonathan Carroll


Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości