Synek [obyczajowe?] 18+ strong language (twice)

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Synek [obyczajowe?] 18+ strong language (twice)

Postautor: Maladrill » śr 27 maja 2009, 22:01

Synek



Nigdy nie lubiłem pożegnań. Po co odprowadzać kogoś na lotnisko? Nie lepiej pożegnać się w domu, bez wielkich ceremonii? Wolałbym jedno ciepłe słowo w cichym miejscu zamiast setki uścisków pośród pędzących podróżnych.



Dzisiaj nie mogłem liczyć na wyrozumiałość. Odprowadzała nas Beata, z którą najchętniej nie spotykałbym się wcale. Już przed rozwodem nie mieliśmy sobie zbyt wiele do powiedzenia. Żyła w innym świecie, a ja nie potrafiłem się do tego przyzwyczaić. Dobra, mogę być chyba szczery, nawet nie próbowałem. Poza tym co jakiś czas jej odbijało i wyłaziła z niej wściekła diablica. Dwoje obcych sobie ludzi, mieszkających razem i wychowujących dziecko. Tak wyglądała nasza rodzina. Po rozwodzie niewiele się zmieniło – nadal jej nie rozumiałem, a ona nadal była furiatką. Na szczęście nie mieszkaliśmy razem i spotkania ograniczyliśmy do minimum. W niedzielę przyjeżdżałem do niej i zabierałem synka. Zostawał u mnie przez tydzień, a potem ona go zabierała. I tak od czterech lat, zgodnie z wyrokiem sądu.



Patrzyłem jak tuli się do dziecka, szepcze mu coś do ucha i całuje. A dzieciak? Jak to dzieciak – rwał się już, próbował wyśliznąć unikając pocałunku, chciał pędzić do samolotu. W końcu nie często zdarza się sześciolatkowi lecieć jumbo jetem.

- Tato! Mama nie chce mnie puścić, spóźnimy się.

- Spokojnie. Mamy jeszcze mnóstwo czasu. Jeszcze nie ogłosili odprawy.

W końcu puściła Tomka i powiedziała:

- Siądź tu i poczekaj. Muszę porozmawiać z twoim ojcem.



Patrzyłem na nią i zastanawiałem się czym mnie teraz uraczy. Od początku była przeciwna naszemu wyjazdowi. Pół roku czekałem, aż złoży podpis na wniosku paszportowym Tomka. Potem zawiozła synka do swojej matki na cały lipiec. Myślałem, że zwariuję, ale w końcu się udało.



Podeszła do mnie. Widziałem, że jest wściekła. Skąd w niej tyle agresji? Po tylu latach mogła by sobie już dać spokój.

- Jak coś mu się stanie, przysięgam, zajebię cię skurwysynu – wyszeptała zjadliwie. – Słyszysz? Odpowiedz kiedy do ciebie mówię.

Milczałem. Chyba nic nie wyprowadzało jej z równowagi tak, jak mój spokój.

- Zrozumiałeś? – zapytała.

- Nie, nie zrozumiałem. Ale też życzę ci miłego odpoczynku. Pa.

Nie widziałem sensu dalszej rozmowy. Podszedłem do Tomka i chwyciłem plecak.

- Pomachaj mamie i lecimy oddać bagaż.

- Dobra. – A po chwili. - Tata?

- No?

- A kupisz mi kolę? Proszę, proszę, proszę.

- Zapomnij stary. Mówiłem ci, ja tego badziewia nie będę kupował.

- A dasz mi pieniądze? To sam sobie kupię.

- Nie ma mowy.

Czasami sześciolatek potrafi być męczący jak się czegoś uczepi, więc dodałem:

- Umawialiśmy się, że nie będziemy o tym gadać. Żadnej koli. Jak chcesz pić to kupimy zaraz sok.

- Dobra... Może być sok – powiedział niechętnie.



No to mam czas do następnego razu. Uśmiechnąłem się, zarzuciłem plecak i ruszyłem w stronę bramek odprawy bagażowej.



***



- Tatusiu? A jak się nazywa nasz samolot?

- Boeing 747.

- I on jest największy na świecie?

- Tak myślę.

- A który to jest rocznik?

- No wiesz – zaśmiałem się – to nie jest tak jak z samochodami.

- No ale ile ma lat? Powiesz?

- Na pewno nie więcej niż dziesięć. Wcześniej ich nie produkowali.

- To nowszy niż twój samochód, prawda?

- Tak. A teraz posłuchaj co mówi pani. To są bardzo ważne informacje.



Patrzyłem na Tomka jak z uwagą słucha stewardesy. Oczy zrobiły mu się wielkie. Sprawdzał, czy wszystko jest na miejscu, oglądnął schemat wyjść ewakuacyjnych, kucnął przy fotelu i dotknął kamizelki. W końcu usiadł i zapiął pas.



***



Pamiętam jak jechałem kiedyś do Holandii. Przez pół nocy i cały dzień zasuwałem przez Norwegię i Szwecję. Wieczorem siadłem w kawiarni na promie i zasnąłem. Obudził mnie brzęk tłuczonego szkła. Przez sen zrzuciłem filiżankę i rozlałem kawę. Podniosłem skorupy całkiem jeszcze zaspany.



Nagle spojrzałem na sofę na której przed chwilą siedziałem. Byłem przerażony. Tomka nigdzie nie było. Pobiegłem do barmana i pytam się, czy nie widział gdzieś trzyletniego chłopca. Takiego małego blondynka o szarych oczach. Facet patrzył na mnie jakbym się z księżyca urwał i kręcił głową. Wybiegłem na pokład i zacząłem szukać. Nigdy wcześniej nie czułem takiego przerażenia. Przed oczami miałem wizję dziecka wypadającego za burtę lub włażącego gdzieś między samochody. Serce waliło mi tak, że myślałem, że zaraz się wywrócę. Dopadłem jakiegoś faceta w białym mundurze i powiedziałem mu co się stało. Gość potraktował mnie poważnie i ruszyliśmy w kierunku mostka.



Wnet coś mi zaświtało w głowie. Przecież Tomek został z Beatą. Poczułem taką ulgę, że aż musiałem usiąść. Ręce mi drżały, w nogach czułem ołów. Wiatr grzmocił o burtę promu, woda bryzgała na wszystkie strony, a ja siedziałem. Oficer coś do mnie mówił, a ja po prostu nie mogłem się ruszyć. Gdyby dzień wcześniej ktoś opowiedział mi taką historię, nie uwierzyłbym.



***



- Tato daj mi kartki i kredki. Chcę ci narysować super rysunek.

- Masz. A będzie taki jak lubię?

- Tak. Zrobię dużo kolorów.



Zawsze lubiłem patrzeć jak Tomek wciąga się w jakąś zabawę bez reszty. Nie potrzebował wtedy nikogo. Miał swój wyimaginowany świat i zatapiał się w nim całkowicie. Coś tam sobie mruczał pod nosem, wydawał różne dziwne dźwięki, bawił się i nic poza tym go nie interesowało.

- Narysuję jabłonkę. Bo najbardziej lubię jabłka – powiedział rozkładając kredki. – Albo nie, bardziej lubię galaretkę i tą biało – czarną czekoladę. Wiesz?

- Mhm. To co w końcu narysujesz?

- Przecież mówiłem, że jabłonkę. Wogóle mnie nie słuchasz!

- Przepraszam, zamyśliłem się.

- Przeprosiny przyjęte.



***



Tomek miał półtora roku, no może trochę mniej. Mieszkaliśmy wtedy w Londynie. Beata robiła jakiś projekt dla dużej wytwórni telewizyjnej, a ja opiekowałem się dzieckiem. Wstała rano, wyprasowała ciuchy i schowała żelazko pod łóżeczkiem. Jak wychodziła spałem na materacu z synkiem, bo było jeszcze bardzo wcześnie. Nagle usłyszałem przeszywający wrzask. Dziecko siedziało na podłodze, żelazko obok niego. Musiał chwycić za wystający kabel. Na grzbiecie dłoni Tomaszka czerwony ślad oparzenia. Chwyciłem chłopaka i pod kran. Po chwili się uspokoił. Ubrałem go, spryskałem rękę aerozolem na oparzenia i do szpitala.



Po dwóch godzinach oczekiwania myślałem, że rozwalę poczekalnię. Poszedłem do recepcji, wziąłem książkę telefoniczną i zadzwoniłem do prywatnej kliniki. Załatwiliśmy tam sprawę w godzinę, łącznie z dojazdem.



Tomkowi została niewielka blizna Nawet się cieszy, że ją ma bo dzięki temu wie, która ręka jest prawa. Ale dla mnie jest to symbol mojego nieudolnego ojcostwa. Nie dopilnowałem, zawaliłem na całej linii. Moi znajomi mówią mi, że jestem świetnym tatusiem. Raz, czy dwa nawet Beacie wyrwało się takie stwierdzenie w chwili słabości. Ale tylko ja wiem o drobnych zaniedbaniach. O tym że nie słucham czasem co Tomek do mnie mówi. Albo jak zapomnę o ważnej dla niego sprawie. Wiem o tym i o setce innych rzeczy. Drobne sprawy, nie? A jaki będą miały skutek? Nie mam pojęcia. Dowiem się po przebudzeniu.



***



Tomek spał. W samolocie przygaszono światła. Wziąłem pierwszy rysunek. Brązowy pień pośrodku, okrągła korona i czerwone kropki jabłek. Po lewej stronie chyba ja. Ciemne włosy, czarny sweter z golfem, niebieskie spodnie. Na kolanie dziura. Mój ulubiony sweter i stare dżinsy. Po drugiej stronie jabłonki Beata. Można poznać dzięki podpisowi. Niewprawna ręka Tomka skreśliła koślawe literki słowa MAMA.



Na rysunku nie mamy ust. Zza pnia drzewa wychyla się główka dziecka. Żółte włosy, szare oczy i małe czerwone kółeczko zamiast ust.



Popatrzyłem na synka śpiącego w fotelu. Głowę oparł na ukochanej poduszce. Powiedział mi kiedyś:

- Wiesz? Ta poduszka jest bardzo ważna. Możemy się tak umówić, że będę ją zabierał jadąc do mamy? Bo wiesz, ona będzie mi przypominała ciebie i wtedy nie będę tak tęsknił.



Zgodziłem się wtedy, lecz musiałem szybko wyjść z pokoju. Nie chciałem, żeby widział łzy napływające mi do oczu.



Silniki samolotu mruczały cicho. Przysunąłem twarz do włosów Tomaszka. Zapach szamponu mieszał się z zapachami dziecięcego potu i kurzu. Tak pachnie najsłodsza istotka na świecie. Pocałowałem go w policzek. Mruknął coś przez sen.

- Wiesz, że cię kocham najbardziej na świecie? – zapytałem.

- Tak, ale nie przeszkadzaj mi – wymruczał przez sen.

Podciągnąłem mu koc pod szyję i rozłożyłem oba fotele. Jeszcze kilka godzin lotu.



***



- Tatusiu, czy my umrzemy?

- Nie martw się synku, będę cały czas z tobą.



***



- Wiesz co tato, może to dobrze, że zginęliśmy? Nie będziesz się już więcej martwił co ze mnie wyrośnie.

- Szkoda mi tylko twojej mamy.



Awatar użytkownika
kersi
Szkolny pisarzyna
Posty: 37
Rejestracja: czw 02 kwie 2009, 09:08
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: kersi » śr 27 maja 2009, 22:22

Największe wrażenie robi zakończenie, zwięzłe, krótkie i mocne. Na razie tyle :D


Ręce do góry. Moja tajna broń.



<Dłubiąc stopą w ziemi i patrząc niewinnym wzrokiem, mówi> A ja mam pytanie



Cztery choroby początkującego pisarza: zaimkoza, nadopisy, interpunkcja, literówki

Sadyzm jest wrodzony...zazwyczaj

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 27 maja 2009, 22:37

Bardzo dobry tekst. Rewelacyjna narracja, zwięzła, diabelnie obrazowa i... wciągająca. Jestem przekonany, że tekst był dopieszczany wiele razy (oczami wyobraźni widzę tam duuużo skreśleń) I niech mnie pierun, że tak nie było.

Krótki szkic sytuacyjny, charakterystyka postaci (tutaj uwaga dla czytających: TAK tworzy się charaktery. Dialogami!), bardzo dobrze (czy ja się powtarzam?) poprowadzony ciąg sytuacyjno-skutkowy. No coś pięknego.



Dużym plusem do i tak sporej puli dobrych rzeczy jest retrospekcja: jeszcze zwięźlejsza od reszty, ale idealnie wkomponowana - stanowi jedną całość i mimo uwstecznienia opisowego, pozwala opowiadaniu rozwijać się.



Detale w tekście, stanowią o jego masie. Ciężki temat został ukazany w sposób dwojaki: oczami dziecka i ojca. Ten pierwszy skupia się na drobiazgach nieistotnych (kredki, plecaczek, kola) drugi zaś, na tych cholernie ważnych (zapach włosów, uśmiech, złość). Zestawienie tych dwóch tworzy pełno wymiarowy obraz, który idealnie mnie absorbuje, pozwala porwać się, i stanąć obok nich na lotnisku. Coś pięknego.



Zakończenie jest dosadnie krótkie i bardzo dobre, nie mniej, uciąłbym wypowiedź ojca. Jest z tekstem nie związana. Po prostu, staję się czymś... oderwanym. Na koniec napiszę i pochwalę przygotowanie tekstu: bardzo dobre i tyle.



Bardzo dobry tekst!


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Bin
Dusza pisarza
Posty: 512
Rejestracja: ndz 26 paź 2008, 00:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Bin » śr 27 maja 2009, 22:42

Już przed rozwodem nie mieliśmy sobie zbyt wiele do powiedzenia


Logika zdania nakazuje "już" zamienić "jeszcze"



Dobra, mogę być chyba szczery, nawet nie próbowałem


Trochę to brzmi jak relacja przy piwie. Jeśli to jest opowiadanie, to nie zaszkodzi zmienić to zdanie na coś w stylu: "Szczerze mówiąc, nawet nie próbowałem"



Miał swój wyimaginowany świat


Dla samej prostoty i nieprzekombinowania usunąłbym "wyimaginowany"



- Przepraszam, zamyśliłem się.

- Przeprosiny przyjęte


Troszeczkę mi taka reakcja nie pasuje do dzieciaka. Wolałbym coś w stylu:

"- Przepraszam, zamyśliłem się.

Ale Tomek mnie nie słuchał. Rysowanie pochłonęło go bez reszty"





Nie będę się rozwodził, tekst jest wzruszający. Piękna i zarazem prawdziwa relacja ojca z synem. Podoba mi się niespójna kompozycja, tj. że nie jest to ciągły nurt wydarzeń, tylko poprzetykany wspomnieniami itp.

Tylko końcówka mi się nie spodobała. Zbyt statyczna. Za mało dynamizmu, bo od krytycznej sytuacji od razu przechodzimy do już-po-wszystkim i nie ma efektu złamanego serca

Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maladrill » czw 28 maja 2009, 13:06

Na temat dialogów:

Wypowiedzi dziecka zaczerpnąłem z rzeczywistości, sześciolatki tak mówią. Przysięgam, zajmuję się "hodowlą" jednego :)



Awatar użytkownika
broda kota
Pisarz domowy
Posty: 92
Rejestracja: czw 13 kwie 2006, 23:15
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: broda kota » czw 28 maja 2009, 23:09

Niezbyt.



Zdania cechują się prostotą. Może się to podobać, może nie podobać; mnie się nie podoba. Stylistyczne wodotryski sprawiają, że czytelnik się nie nudzi. Po komentarzach widzę, że umiesz klecić efektowne zdania i właśnie takie tutaj chętnie bym zobaczył. Bo tekst w wielu miejscach przypomina suchą relację.



Śmierć głównych bohaterów - oto najczęstsze zakończenie opowiadań pisanych przez amatorów. Skoro już się chce skorzystać z tego wyświechtanego motywu, to dobrze jest zrobić to w sposób niepowtarzalny. A tutaj tego nie ma. Ot, po prostu giną, kwitując to dwoma nieciekawymi zdaniami i w zasadzie nic z tego nie wynika. Można było to rozegrać lepiej.



Na koniec parę wytknę parę bzdurek:



super rysunek.




Superrysunek.





Albo nie, bardziej lubię galaretkę i tą biało – czarną czekoladę. Wiesz?




Niby to dzieciak i niby formę "tą" dopuszcza się w dialogach, ale o ileż lepiej wyglądałoby zdanie, gdyby było tam "tę"? Tak, jak w książkach.



wogóle




Wiadomo - w ogóle.





Ogólnie mi się nie podobało.


Osoba, która dostaje od kolegi prezenty na urodziny, a sama mu ich nie daje, to niewdzięcznik.

Kobieta, której facet robi minetkę, a ona mu się nie odwdzięcza lodzikiem, to zdzira.

A jak nazwiemy użytkownika, który jest komentowany, a nie komentuje?

Awatar użytkownika
Gra
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 1812
Rejestracja: ndz 18 sty 2009, 21:59
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Themiddleofnowhere
Płeć: Kobieta

Postautor: Gra » czw 28 maja 2009, 23:19

początek był niezły, koniec, jakby zabrakło pomysłu. Miał szokować, nie szokuje. Warsztat dobry, dialogi DOŚĆ realistyczne.

W zakończeniu uderzyło mnie
Nie będziesz się już więcej martwił co ze mnie wyrośnie


ponieważ dzieciak był raczej grzeczny, prawdziwy tato raczej martwił się lub zastanawiał "kim będzie w przyszłości", a nie "co z niego wyrośnie". Tak się mówi o chuliganach i innym elemencie, ewentualnie, żartobliwie o dzieciach, które sprawiają kłopoty.


'ad maiora natus sum'
'Infinita aestimatio est libertatis' HETEROKROMIA IRIDUM

'An Ye Harm None, Do What Ye Will' Wiccan Rede
-------------------------------------------------------
http://g.sheetmusicplus.com/Look-Inside ... 172366.jpg

Awatar użytkownika
awdzsd
Kmiotek
Posty: 7
Rejestracja: sob 17 lis 2007, 16:20
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: awdzsd » pn 15 cze 2009, 18:32

Fajna narracja. Bohaterowie może nie są bardzo rozbudowani, ale nakreśleni wiarygodnie. Do tego czuć w tym tekście pewne napięcie - obawy rodzica o swoją pociechę to naprawdę ciekawy i nośny temat. Tylko... no właśnie, z tego tematu dało się wyciągnąć znacznie więcej. A Ty postawiłeś raczej na tani efekt. Skrócenie końcówki do minimum, to fajny zabieg, ale nie zmieni faktu, że jest ona dość banalna.



Trochę mniej podobał mi się tekst "Drużyna", choć akurat tam zakończenie mi pasowało. Tylko że inne wymagania stwia się wobec tekstu, który jest pisany z przymrużeniem oka...




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości