Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Pierwszy wojownik - prehistoryczne

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Pierwszy wojownik - prehistoryczne

Postautor: Martinius » ndz 10 maja 2009, 18:01

[center]Pierwszy wojownik[/center]







   Kobieta wyszła z jaskini i z niepokojem spoglądała na siwy dym widniejący nad lasem. Przykucnęła, poprawiając niedźwiedzią skórę zasłaniającą tułów i biodra. Odruchowo ułożyła dłoń na delikatnie zaokrąglonym brzuchu, gładząc po nim płynnymi ruchami. Pełnymi, czarnymi oczami obserwowała przedpole, wyglądając za mężczyzną. Powinien był wrócić już dawno, bo po raz trzeci dokładała do ognia a zarumienione mięsiwo stygło ułożone na płaskim kamieniu. Tkwiła w bezruchu, przepełniona smutną myślą, że tym razem on nie wróci z polowania: niedźwiedź będzie silniejszy, zwierz szybszy. A może spotkał wojownika, zaszedł mu drogę? Zabił to, co tamten chciał przynieść do swojej jaskini? Jej myśli krążyły bezustannie wokół lęku, jaki odczuwała.

   Wróciła do jamy i przyklękła przy ognisku. Ogień dogasał. Wybrała najchudsze kawałki drzewa i dorzuciła do paleniska. Gdyby nie wrócił, większe części pozwoliłyby na utrzymanie płomienia przez kilka dni, zanim umarłaby z głodu. Dookoła jaskini wszystko wyzbierała, a ziemia urodzajna w tym miejscu nie była. Owoców nie wiele, liście niesmaczne, kwiaty kwaśne w smaku. Wierzyła w siłę swojego mężczyzny, gdy ten zabierał ją z wioski. Silny, stanowczy, ze skórą kota natkniętą na głowę wyglądał hardziej niż wódz plemienia. Tylko dźwięków żadnych nie wydawał, poza zwierzęcymi odgłosami, przy pomocy których chciał do niej przemawiać. Pragnęła pokazać, że i on posiada mowę, ale nie osiągnęła żadnego rezultatu. Dlatego zamilkła, czyniąc wszystko to, co kobieta powinna: pilnowała jaskini, nosiła w sobie dziecko, gotowała i czekała.

  Dym nad drzewami rósł, pokrywając horyzont coraz to bardziej. Z lasu zaczęły wybiegać wypłoszone zwierzęta. Mknęły bezładnie przez polanę nie zważając na stojącą przy jaskini kobietę. Czas mijał, a mężczyzny nadal nie było Niepokój rósł, ale wiedziała, że nie może opuścić jamy, jego domu i schronienia. Będzie tu tkwić nawet wtedy, gdy języki ognia wkradną się na skalne podejście. On przyjdzie i coś zaradzi. Jest silny.



  We wnętrzu chłodnego schronienia czuć było swąd spalenizny, niesionej delikatnym wiatrem. Kobieta siedziała, skulona w kucki i patrzyła w ogień. Czekała już czwarty płomień, a jego wciąż nie było. Obejrzała otoczenie i zawiesiła wzrok na futrzanym legowisku umieszczonym pod najdalszą ścianą jaskini. Chciała, aby on tam leżał, nie mówił nic jak zawsze, tylko żuł mięso i patrzył w jej oczy. Podpierając ciało na rękach, podeszła w to miejsce i uniosła mały, kruchy kamień. Dotknęła nim ściany, pozostawiając niewielką kropkę i widząc to, pociągnęła ponownie, malując długą kreskę. Na jej twarzy zagościł dziecięcy uśmiech. Zaczęła rysować kolejne linie, wyobrażając sobie mężczyznę na polowaniu. Stworzyła malunek złożony z kilku kresek, będących ciałem i głową tego, na którego czekała oraz mamuta, wielkiego zwierza dającego najwięcej futra. Wróciła z powrotem na miejsce przy palenisku i siadła w kucki, spoglądając na ścianę. Była zadowolona i wiedziała, że on doceni ten podarunek. Posmutniała na myśl, że nie opowie dlaczego to zrobiła. Może zrozumie? Ucieszy się? Wciąż czekała.



   Wrócił. Wbiegł do jaskini, trzymając w ręku dwa zające z roztrzaskanymi łbami. Nie patrząc na nią, odciął im uszy i położył obok mięsiwa. Chwycił za posiłek i zaczął odgryzać łapczywie duże kawałki. Kobieta wskazała na malunek i uraczyła go szerokim uśmiechem jednak on odwrócił głowę, zakrywając kamienne oblicze niedźwiedzim nakryciem głowy. Odczuwając jego zdenerwowanie wstała i podeszła do wyjścia jaskini, wskazując na dym panujący nad drzewostanem.

- Ogień. Źle? Strach? – wskazała okrytą siwym całunem linię lasu.

- Hyry! – wrzasnął.

Wiedziała, że teraz powinna zostawić go samego, dać myśleć, jednak nie potrafiła. Instynkt podpowiadał jej, że powinna pozostać blisko. Położyła delikatnie dłoń na silnym ramieniu, obserwując, co uczyni. Spojrzał ukradkiem, po czym odtrącił jej rękę. Zrozumiała i odeszła w głąb jamy, pozostawiając myślącego mężczyznę. Jeżeli po polowaniu nie patrzył w ogień, zgodnie ze zwyczajem, oznaczało to problem, z którym nie potrafi sobie poradzić, jednak wierzyła, że coś wymyśli. Wyjęła nóż i pochwyciła za martwą zwierzynę, ze smutkiem przygotowując kolejny posiłek, bo widziała, że zapas to żaden, a jutro polowanie będzie bezowocne, za sprawą popłochu jaki wywołał dym.

   Mężczyzna wbiegł do środka i krzyknął, nakazując odłożenie noża. Wskazał ręką, aby zabrała skóry, naczynia i niedokończony posiłek. Wykonała polecenie i zaczęła zwijać futra z legowiska, na które ułożyła kilka narzędzi, noże, łyżki i dwie misy. Co chwilę spoglądała pytająco na mężczyznę, ale ten tkwił odwrócony tyłem i obserwował nadciągający, gęsty dym. Kiedy przewiązała plecioną liną przygotowany sprawunek, zawołała mężczyznę ukazując jednocześnie, że jest gotowa. Pokazał, aby przewiązała sięgające do pośladków włosy a kiedy to zrobiła, podszedł do przybytku, uniósł go i zarzucił na prawe ramię. Podeszła do niego i stanęła za plecami, odbiła stopami i zawisła zgięta w pół na lewym barku. Uchwycił ją w pasie i wybiegł z jaskini. Kobieta była zadowolona, bo wiedziała, że jest silny i wszystko co dla obojga ważne, wziął na zwój grzbiet. Tego od niego oczekiwała. Wierzyła i nie zawiodła się. Gdy schodzili po kamiennym zboczu opuszczając na zawsze to miejsce, widziała jak ogień wyziera z lasu, jak trawi wszystko, co napotka i chociaż posmutniała na myśl, że od nowa będzie przygotowywać jaskinię, nie wątpiła ani na chwilę w swojego mężczyznę.



   Niósł ją bezustannie cztery brzaski, bez picia i jedzenia. Czuła pod swoim ciałem, jak słabnie, a jego kroki zaczynają przypominać pląs ranionej zwierzyny, jednak nie zatrzymywała go, bo wierzyła, że wie co robi. Zagrożenie musiało być ogromne, jeżeli zdecydował się na tak długi wymarsz. Gdyby teraz zasłabł, upadł ona umarłaby przy nim, nie mogąc przynieść jadła a jej instynkt nie pozwoliłby na odgadnięcie, gdzie jest rzeka, zwierzyna albo odpowiednie drewno do ognia.

   Mężczyzna stanął unosząc kilkakrotnie barki na znak, że zaraz zrzuci ją na ziemię. Klepnęła go w biodro, oznajmiając swoją gotowość. Rzucił ją na miękką trawę, a obok położył cały dobytek i pokazał, że przyniesie drewno na ogień. Odszedł bez słowa, a ona znowu czekając, przygotowywała naczynia, wydeptała miejsce na palenisko i wyrywała uschnięte rośliny, aby nie zajęły się od płomieni. Wrócił bardzo szybko, przynosząc na silnych ramionach sporą ilość drewna. Ułożył w stos starannie wybrane kawałki, podłożył przygotowaną suchą trawę, gałązki i malutkie fragmenty kory. Zaczął krzesać kamieniem. Obserwowała te starania ze smutkiem i żalem, widząc pot na jego czole, przekrwione oczy i drżące mięśnie, jednak nie mogła nic powiedzieć, przeszkodzić, zaradzić. To jego rola a wszelka pomoc będzie oznaką jego słabości. Kiedy mocował się z iskrami, wstała i odeszła z miską, kierując kroki do pobliskiego strumienia, gdzie nabrała wody. Wróciła i podeszła z piciem, stanęła za nim i objęła go w pasie, przykładając naczynie do zaschniętych, sinych ust. Pragnęła, aby nie odtrącił jej, nie krzyczał, nie uderzył, ale liczyła się z tym i mimo łez spływających po policzkach przytulała nadal, chłonąc jego ciepło. Zrobił łyk, drugi, trzeci i przyłożył rozgrzany policzek do jej chłodnej dłoni. Był silny, bo okazał swoją słabość. Ten drobny gest był wszystkim, czego oczekiwała, a nawet więcej, stał się symbolem troski. Dotyk, który zapamięta do końca życia.

   Ognisko zostało rozpalone. Mężczyzna pokazał, że teraz idzie na polowanie a ona wiedziała, iż nie jest w stanie zmienić tego zamiaru. Patrzyła jak odchodzi, stawiając osowiałe kroki i jak bardzo jest osłabiony. Czy zdoła cokolwiek upolować, jeżeli sam jest łatwym celem? Teraz zmartwienie, że może nie wrócić było jeszcze większe, ale nadal wierzyła. Może oszczędza siły na ostatni moment? Na tę chwilę, kiedy jego doskonały wzrok wypatrzy zwierzynę w odległej gęstwinie? Pewnie tak. Jej pozostało pilnować, aby ogień był taki sam, jakim go zostawił. Czekała. Wrócił późnym wieczorem, kiedy niebo pokryte srebrnymi punktami oznajmiało porę spania. Na barkach przyniósł wielkiego, cętkowanego kota z rozszarpanym gardłem. Walczył z nim gołymi rękami i ponownie wygrał. Ułożył zdobycz przed ogniem, ukląkł przed nią i zaczął obdzierać ze skóry, starannie omijając głowę. Kiedy całe futro spoczęło na ziemi, odciął duże kawałki mięsa i rzucił kobiecie. Teraz ona musiała pokazać, że jest warta jego siły. Przygotowane kije tylko czekały, aż zostaną natknięte porcją czerwonego mięsa. Mężczyzna obserwował, jak jego wybranka wykonuje swoje obowiązki i chłonąc ciepło paleniska odpoczywał po wyczerpującym dniu. Zadbał o rodzinę. Był silny. Tego od niego oczekiwano.



   Kiedy wstał, ona kucała przy nim i patrzyła w jego błękitne oczy. Przez całą noc oprawiała skórę kota, skąd wycięła czaszkę, oczy i rozpłatała kończyny tak, że teraz mógł ją włożyć na plecy i przewiązać przy szyi oraz w pasie. Położyła przygotowaną zdobycz i odeszła do paleniska, gdzie strawa była podgrzewana. Spoglądał beznamiętnym wzrokiem, jak w glinianym garnku miesza mięso, a ona co chwilę kierowała na niego spojrzenie, sprawdzając, czy dostrzegł przygotowaną skórę. Wstał, przymierzył i pokiwał głową dając tym samym wyraz uznania dla jej starań. Jednak zrobił to tak, aby tego nie dostrzegła.

   Po porannym posiłku, oboje siedzieli wpatrzeni w palenisko, dłubiąc patykami w ziemi. Wiedziała, że tutaj nie zostaną dłużej niż dwa brzaski, ale zachodziła w głowę, skąd on wie, kiedy mają wyruszyć? Ona nigdy nie byłaby wstanie powiedzieć, co decyduje o tym, że mogą iść albo muszą zostać. Po dłuższej chwili, kiedy słońce sięgnęło najwyższego punktu na niebie, zaczęła przygotowywać drugi posiłek, jednak on stanowczo tego zakazał. Nie wiedziała tym razem, dlaczego? Mieli odejść stąd? Doczekać ciemności? Jedzenie nie dobre? Tak bardzo pragnęła, aby wydał z siebie dźwięki, które mogłaby zrozumieć, albo żeby on zrozumiał chociaż te kilka prostych słów. Usiadła zrezygnowana i patrzyła w ogień, oczekując jego decyzji.

   Wstał i pokazał, że idą dalej, wzdłuż rzeki. Kobieta szybko pozbierała wszystkie rzeczy, zasypała palenisko i przygotowała pakunek, który mężczyzna zarzucił na swoje potężne braki. Stanęła, jak zawsze, za nim, odbiła się i naskoczyła na ramię, zwisając głową w dół.



   Szli jeden brzask, do chwili gdy nad lasem ujrzeli dym. Zlękniona kobieta pokazywała wielkie niebezpieczeństwo, ale on nie reagował, tylko z kamienną twarzą wskazał kierunek, w którym teraz będą podążać. Tym razem nie zabrał jej na ramię, lecz pokazał, aby szła za nim, trzymając szybki krok. Ponownie nie rozumiała jego decyzji. Jak on widzi, że ten dym jest bezpieczny a tamten nie? Dlaczego idzie do czegoś, jeżeli wcześniej od tego uciekał? Myślała gorączkowo, stawiając stopy na jego śladach. Mężczyzna jednak wiedział, gdzie podąża. Dym, który dostrzegł był oznaką życia innego plemienia, gdzie zamierzał pozostać, zapewniając bezpieczeństwo rodzinie.

   Wioskę stanowiły niewielkie chaty, wykonane ze słomy i zaschniętej gliny, ułożone jedna obok drugiej - sprawiały wrażenie od dawna zamieszkanych. Kiedy stanęli na głównym placu o kształcie okręgu, na jego środek wyszli mieszkańcy: mężczyźni i kobiety uzbrojeni w dzidy. Ciała mieli pomalowane na różne bojowe wzory o czerwonej barwie, ułożone tak, aby przypominały uzębienie dużego drapieżnika. Kobiety nosiły futra w ten sam sposób, jak jego wybranka. Spośród kilkudziesięciu wojowników, na środek wyszedł wysoki, postawny człowiek, z czołem oznaczonym białą kreską. Na głowie miał zatknięte wielkie poroże jelenia, a kark przykrywała lisia skóra. W ręku trzymał długą rzeźbioną dzidę z grotem wykonanym z brązu. Gestem ręki zatrzymał przybyłych i uderzył bronią o ziemię. Powiedział coś, czego kobieta nie zrozumiała, po czym pokazał ręką, aby wrócili, skąd przyszli. Mężczyzna zerknął na kobietę, wskazał na jej brzuch i uniósł dłoń skierowaną wnętrzem do góry, poruszając jednocześnie palcami - to był znak wielkiego ognia. Przywódca wioski pokiwał głową, jednak po chwili namysłu ponownie nakazał, aby odeszli.

Nie mogli tego zrobić. Ich las spłonął i wiedział, że nie zapewni przetrwania swojemu potomstwu ani kobiecie, nad którą ma sprawować opiekę. Zaprzeczył kręceniem głowy i tupnął nogą, pokazując, że tu zostanie. Wódz tłumaczył, że jest ich za wiele i że nie będzie wstanie zapewnić jedzenia wszystkim, wiec wybierając ich, sprawi, że ktoś z wioski umrze. Mężczyzna zrozumiał jego gesty, ale upierał się, że jedzenia starczy także dla jego rodziny. Pokazał wszystko starannie i dokładnie. Jego wybór wydawał się logiczny - był przekonany o swojej racji. Kobieta stała i patrzyła na wszystkie tłumaczenia rozumiejąc każdy gest. Widziała jego starania, które miały zapewnić jak najlepszą przyszłość jej i nienarodzonemu dziecku.

Wódz uderzył dzidą w ziemię, po czym przyłożył pięść do torsu i stuknął trzykrotnie kciukiem w mostek. Oznaczało to, że o miejsce w wiosce będą walczyć. Jeżeli mężczyzna przegra, zabiją jego kobietę. Gdy wygra, będzie mógł zabić rodzinę przywódcy i zając jego miejsce.











Jak sądzicie, pisać dalej? Temat ciekawy?


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Jerzy Reuter
Pisarz
Pisarz
Posty: 159
Rejestracja: ndz 29 lip 2007, 20:45
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Tarnów
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Jerzy Reuter » ndz 10 maja 2009, 21:19

Nie powiem nic złego. Wciągający tekst. Bardzo barwnie malujesz historię, nie omijając żadnego szczegółu. Może zbyt wiele tych drobiazgów i momentami jest niekonsekwentnie, ale sam do tego dojdziesz.

patrzył w ogień, zgodnie ze zwyczajem, oznaczało to problem, z którym nie potrafi sobie poradzić, jednak wierzyła, że coś wymyśli. Wyjęła nóż i pochwyciła za martwą zwierzynę, ze smutkiem przygotowując kolejny posiłek, bo widziała, że zapas to żaden, a jutro polowanie będzie bezowocne, za sprawą popłochu jaki wywołał dym.

   Mężczyzna wbiegł do środka i krzyknął, nakazując odłożenie noża
. Wskazał ręką, aby zabrała skóry, naczynia i niedokończony posiłek. Wykonała polecenie i zaczęła zwijać futra z legowiska, na które ułożyła kilka narzędzi, noże, łyżki i dwie misy.


a tutaj jest lekko niezrozumiałe przejście. Już wszedł do jaskini z zającami, a nagle wpada z nożem i wydaje rozkazy.

W drugim akapicie piszesz zdania w szyku bardzo złamanym. Po co? Myślę, ze chcesz stylizować, co absolutnie nie robi niczego dobrego.

To tyle.

Pisz dalsze części i uważaj na to co powyżej :)


- Twój brat tam siedzi? - spytał jakiś kolega.

- A co?

- Nic. Cała podłoga we krwi...

Awatar użytkownika
nenek
Pisarz osiedlowy
Posty: 221
Rejestracja: wt 16 gru 2008, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: nenek » ndz 10 maja 2009, 21:27

Nie powiem, tekst mnie wciągnął. Choć to może za sprawą mojego uwielbienia dla książek Jean M. Auel. Czytałeś może? Jeżeli nie, a zamierzasz pisać dalsze części, do czego zachęcam, przeczytaj koniecznie. Nie wszyscy lubią jej styl, ale długo na ten temat studiowała i wiele rzeczy można się z książek dowiedzieć.

Właśnie na podstawie wiedzy wyniesionej z jej serii, trochę zgrzytają mi te chaty. Jeżeli nadal jest to plemię utrzymujące się z łowiectwa i zbieractwa, to te chaty, jakoś mnie rażą. Chociaż przyznaje nie jestem w tym fachowcem i jeżeli jesteś ich pewien, to tyle.

Styl bardzo przystępny. Czytało się lekko. Wybacz, że nie wyłapie błędów, ale nie jestem w tym dobra, dopiero się szkole.

Do klawiszy, do następnych części, z chęcią przeczytam :)



Awatar użytkownika
Bin
Dusza pisarza
Posty: 512
Rejestracja: ndz 26 paź 2008, 00:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Re: Pierwszy wojownik - prehistoryczne

Postautor: Bin » śr 13 maja 2009, 22:36

spoglądała na siwy dym


Ajajajaj! Orzeszkowa?



Odruchowo ułożyła dłoń na delikatnie zaokrąglonym brzuchu, gładząc po nim płynnymi ruchami


Ułożyła dłoń na brzuchu, gładząc go. Nie mogła go gładzić, dopóki nie ułożyła na nim dłoni. Widzisz zgrzyt? Swoją drogą, uważam, że nie gładzi się po czymś, tylko coś



Powinien był wrócić już dawno, bo po raz trzeci dokładała do ognia a zarumienione mięsiwo stygło ułożone na płaskim kamieniu. Tkwiła w bezruchu, przepełniona smutną myślą, że tym razem on nie wróci z polowania: niedźwiedź będzie silniejszy, zwierz szybszy


Po pierwsze zbędna powtórka. Po drugie - ostatnie zdanie mi nie pasuje. Ten ziomek najpierw walczy z niedźwiedziem, a potem ze zwierzem? A jeśli niedźwiedź okazałby się silniejszy, to typek nie poszedłby pokonać zwierza. A może chodzi o to, że ten zwierz to niedźwiedź? W takim razie usunąć trzeba by zwierza.



A może spotkał wojownika, zaszedł mu drogę?


Kto zaszedł komu drogę? Ziomek wojownikowi czy wojownik ziomkowi? Warto uściślić



Zabił to, co tamten chciał przynieść do swojej jaskini?


Nie rozumiem ani trochę. Ziomek (albo wojownik) miał zabić coś, co wojownik (albo ziomek) chciał przynieść do jaskini? Niósł coś żywego? To po pierwsze, po drugie nie wiadomo, kto, co i jak, to jest: kto niósł to jeszcze żywe coś, kto to coś zabił. Po trzecie niepotrzebne "swojej"



kwiaty kwaśne w smaku


Wiesz... nie jestem pewien, czy coś może być kwaśne w czymś innym niż w smaku ;]



Tylko dźwięków żadnych nie wydawał


Auć. To zdanie nieco mnie zabolało. Trochę jak opowieść Mieczysławy z osiedla o Wieśku. Ten Wiesiek to chłop jak dąb był. Silny jak trzech normalnie. A i całkiem przystojny, cała wieś zazdrościła, kiedy tak mię na romantyczne spacery zabierał. Tylko w łóżku nie najlepszy, a i największego nie miał... Mam nadzieję, że wyrażam się jasno ;]



Czekała już czwarty płomień, a jego wciąż nie było


???



Zrobił łyk


Wydaje mi się, że daleko temu do poprawności



Wódz uderzył dzidą w ziemię, po czym przyłożył pięść do torsu i stuknął trzykrotnie kciukiem w mostek. Oznaczało to, że o miejsce w wiosce będą walczyć


Trochę się czuję, jakbym rozmawiał z kimś, którego języka ni cholerę nie zrozumiem, a pomagałby mi tłumacz. Nie bądź tłumaczem. Żadnych "oznaczało to...". Daj "Wódz uderzył dzidą w ziemię (...). O miejsce w wiosce będą walczyć".



Ogólnie. Styl OK, oprócz tego, co tam wskazałem. Fabuła - no, niestety, nie mogę się w to wczuć. Jestem obok tych ludzi, widzę, co robię, i to całkiem nieźle, ale nie potrafię poczuć ich emocji. Dlaczego? Prawdopodobnie są dla mnie jak zwierzęta. Nie potrafią mówić, kierują się instynktem. Jakbym czytał coś o niespersonifikowanych dziobakach. Zwyczajnie nie są dla mnie dość ludzcy, żebym traktował ich jak ludzi.



Nie jestem pewien, czy czegoś nie pokręciłem, jeśli chodzi o historię. W jednej chwili są w jaskini i łażą, a potem nagle wioska. O ile pamiętam, na historii uczyli mnie, że najpierw ludzie uprawiali tzw. koczowniczy tryb życia, czyli mieszkali w jaskiniach i co jakiś czas, kiedy zasoby naturalne otaczające te jaskinie się wyczerpali, robili przeprowadzkę (w małych grupach). Dopiero później zaczęli budować osady, hodować zwierzęta i uprawiać ziemię. Prawdopodobnie coś kręcę, proponuję, żeby zajął się tym jakiś zawodowy historyk.



Pisz dalej, bo jestem ciekaw, jak to wyjdzie. A nuż jeszcze się wciągnę

Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » śr 13 maja 2009, 23:02

Ad3: To jedna z myśli bohaterów. Ja w nie nie wnikam - nigdy :) . Rozchodzi się o to, że ona widzi dwie opcje, z kilku możliwych,: że tym razem niedźwiedź będzie silniejszy, a jak będzie polować na kota dzikiego, to owy kot może być szybszy.



To jedna z moich zabaw formami - krótkie myśli, wieloznaczne.



Ad4: też myśl bohaterki. Że spotkał innego wojownika, i mu przeszkodził.



Ad5: tak samo, myśli: Jej facet zabił coś, co tamten (napotkany) chciał zabić i przynieść do jaskini.



Ad8: Czwarty płomień: Czyli dokładała do ognia czwarty raz (taka forma odmierzania czasu, w tym opowiadaniu. Brzaski, płomienie, ect. )



Ad ostatnie: Racja, święta racja :)



Co do historii - wiadomo, że wiosek wtedy nie było - muszę to uściślić - wpisałem cokolwiek, żeby lukę zabić. Z drugiej jednak strony, to nie dokument z NGC :)



Dzięki, za poczytanie :)



Opowiadanko skończone, do 3 w nocy pisałem (tego samego dnia). Niech poleży, odpocznę od niego i wrócę. Może coś z tego będzie :)


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
padaPada
Pisarz Wszechczasów
Posty: 2972
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 10:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: padaPada » czw 14 maja 2009, 09:46

Czyta się fajnie, świetny pomysł, poza tym, że też mam problem z wczuciem się w tych... "ludzi" ;)



Ale jedno mnie zraziło strasznie:



Martinius pisze:Podeszła do niego i stanęła za plecami, odbiła stopami i zawisła zgięta w pół na lewym barku. Uchwycił ją w pasie i wybiegł z jaskini.




Ten opis to troche jakaś masakra jest ;)



Odbiła stopami? Jak to czytam, to zastanawiam się od czego ona sie odbiła? Jakies takie połamane to jest. Poza tym, jest fizycznie nie do zrobienia, stanąc komuś za plecami, wskoczyć mu na ramie tak, zeby zawisąć, a na koniec, żeby ta osoba złapała nas w pasie. Jak staniesz komus na plecami i sie przewiesisz, to wisisz głową w dół z przodu tej osoby, a wiec może ona nas złapać co najwyżej w okolicach górnej części pleców, bo w pasie, to my jesteśmy "przełamani" na czyimś barku.



Martinius pisze:Niósł ją bezustannie cztery brzaski, bez picia i jedzenia.




No Pudzian to by se pewnie poradził, ale on koksuje. A taki prehistoryczny chłopek, to nie ma najmniejszych szans :)



Martinius pisze:Gdy schodzili po kamiennym zboczu




Chodziłeś po górach z plecakiem wążącym 30 kg? Znowu nierealne, zeby facet zniósł swoja kobietę (załóżmy, że waży tylko 45 kg. Oni wtedy raczej mali byli ;) ) i dobytek (licząc skromnie - 20 kg, oni wtedy za wiele nie posiadali ;) ). Nie ma bata, zeby ten chłopek zniosł tak niesymetrycznie rozłożone obciążenie (65 kg, skromnie licząc ;) ) po kamiennym zboczu. Nawet taki protopudzian miałby problem.



Zapytam wprost - czy tej babie jakis prehistoryczny tramwaj odjechał nogi? :D Czy ona nie może iść sama? Nie bywam w ciąży zbyt często, ale z tego co się orientuje, to dziecko znajduje się gdzieś w okolicach brzucha i podbrzusza. Jeśli kobieta w ciąży przewiesi się komuś przez ramię, i ten ktoś będzie ją niósł bezustannie cztery dni, to lepszej metody antykoncepcji sobie nie wyobrażam ;) Nie mówiąc już o cierpieniach tej biednej ercheomatki ;)



Do tego dochodzi jeszcze prawda historyczna i prawda ekranu ;)

Dowiedz się najpierw, czy czasami taka kobieta nie miala lepiej opanowanego terenu i nie czytała niektorych znakow przyrodniczo naturalnych lepiej, niz jej facet. Z tego co wiem, w kulturach lowieckich kobiety nie siedzialy tylko w jaskini, pilnujac ognia. Zajmowaly sie tez zbieractwem, a wiec dobrze znaly tereny wokol jaskini, umialy czytac znaki przyrody, szybko rozpoznawaly zagrozenie, itp.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » czw 14 maja 2009, 10:13

Dowiedz się najpierw, czy czasami taka kobieta nie miala lepiej opanowanego terenu i nie czytała niektórych znakow przyrodniczo naturalnych lepiej, niz jej facet. Z tego co wiem, w kulturach lowieckich kobiety nie siedzialy tylko w jaskini, pilnujac ognia. Zajmowaly sie tez zbieractwem, a wiec dobrze znaly tereny wokol jaskini, umialy czytac znaki przyrody, szybko rozpoznawaly zagrozenie, itp.




Trochę tego i tamtego poczytałem. I jest, jak piszesz - ale gubiły się w terenie, gdy wyszły dalej, dlatego to facet był lepszym łowcą - wyszedł w teren i musiał wrócić :)



Przyznam - "wtopę" zaliczyłem (już na PW dostałem dwie informacje o tym), pisząc że ona była zgięta w pół, na jego barku - przecież w ciąży, byłoby tak, jak napisałaś - antykoncepcja :) Trzeba to poprawić, bo przez rozpęd wyszła mi masakra malutka.



Zdecydowanie mężczyźni, którzy cały czas polowali, pracowali - byli silniejsi niż współcześni - zobacz (porównaj) chociażby Indian do anglików/francuzów/amerykanów podczas wojen. Sądzę, że takie założenie (zważywszy na to, że jest najsilniejszym "z pudzianów" w tamtych czasach, jest dobre). :)



Opracuję je i być może kiedyś wrzucę (bo napisane już jest, ale jakieś nielogiczności wychodzą, z rozpędu). Pisałem, ciągiem, jeden dzień - ale dobrze, że jest nad czym pracować :)



Dzieki za poczytanie.



Pozdrawiam,

Marti


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
padaPada
Pisarz Wszechczasów
Posty: 2972
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 10:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: padaPada » czw 14 maja 2009, 10:59

Martinius pisze:Zdecydowanie mężczyźni, którzy cały czas polowali, pracowali - byli silniejsi niż współcześni - zobacz (porównaj) chociażby Indian do anglików/francuzów/amerykanów podczas wojen. Sądzę, że takie założenie (zważywszy na to, że jest najsilniejszym "z pudzianów" w tamtych czasach, jest dobre).


To nie jest takie proste, bo wszystko zalezy od warunków, w których zyli. Pamietaj, ze oni na zmiane to przymierali glodem, to mieli zarcia pod dostatkiem, zaleznie od tego, czy cos udalo im sie upolowac, czy nie.



W czasach nie tak odleglych, bo np. w sredniowieczu, facet, który mial 170 cm wzrostu, byl uwazany za olbrzyma, a gdy mial 50 lat, to byl juz sedziwym starcem. Brak białka zwierzecego, choroby, ciezkie i brutalne warunki zycia robily swoje. Czy aby na pewno w takich warunkach matka natura wychodowałaby by męzczyzne, zdolnego zniesc po skalistym zboczu okolo 65 kg itp.? Mam wątpliwosci, ale to Twoj swiat i Twoja historia, Ty tu jestes szefem ;)



Powodzenia i owocnego pisania



pozdr

Tomek



Awatar użytkownika
nenek
Pisarz osiedlowy
Posty: 221
Rejestracja: wt 16 gru 2008, 21:33
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Kobieta

Postautor: nenek » czw 14 maja 2009, 18:14

padaPada, w kwestii siły popieram Martinusa. Trochę czytałam na ten temat i wydaje mi się to możliwe. Chociaż w tamtym okresie kobiety nie były traktowane tak łaskawie. Posiadały także bardzo dużo obowiązków i wędrowały na równi z mężczyznami. Tak duża siła, przypisywana była jednak trochę wcześniejszym przodkom, bardziej krępym, o mniej wyprostowanej postawie ciała, z którymi gdzieś w drodze ewolucji się rozminęliśmy.



Awatar użytkownika
padaPada
Pisarz Wszechczasów
Posty: 2972
Rejestracja: śr 06 maja 2009, 10:44
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: padaPada » czw 14 maja 2009, 18:47

możecie mieć rację. coś jam kiedyś o tym czytałem na antropologii, ale to było dawno, wiec nie pamietam za bardzo



Awatar użytkownika
broda kota
Pisarz domowy
Posty: 92
Rejestracja: czw 13 kwie 2006, 23:15
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Nie podano

Postautor: broda kota » sob 16 maja 2009, 22:58

Nie wierzę...





niedźwiedź będzie silniejszy, zwierz szybszy.




Brzmi tak, jakby niedźwiedź nie był zwierzem.



Wybrała najchudsze kawałki drzewa i dorzuciła do paleniska. Gdyby nie wrócił, większe części pozwoliłyby na utrzymanie płomienia przez kilka dni, zanim umarłaby z głodu.




Części drzewa - to brzmi okropnie. Nie można było napisać na przykład "bierwiona"?



Owoców nie wiele, liście niesmaczne, kwiaty kwaśne w smaku. (no a w czym?)




"Niewiele".

Niesmaczne, kwaśne w smaku - powtórzenie. Dopowiedzenie, że w smaku, można wyrzucić.



Pragnęła pokazać, że i on posiada mowę




Posiada mowę - bardzo źle mi to brzmi. Nie lepiej: "że i on ma zdolność mowy"?



Podpierając ciało na rękach




Brzmi tak, jakby cudze ciało podpierała. Nie lepiej po prostu: "podpierając się na rękach"?



Mężczyzna wbiegł do środka i krzyknął, nakazując odłożenie noża




Rany, to brzmi jak prawniczy język. Bardzo sztywno. Czemu nie po prostu: "nakazał krzykiem odłożyć nóż"?



Pokazał, aby przewiązała sięgające do pośladków włosy a kiedy to zrobiła, podszedł do przybytku, uniósł go i zarzucił na prawe ramię




Przybytek? Chyba dobytek. Przypominam definicję "przybytku":



przybytek

1. «przyrost czegoś»

2. «miejsce, w którym uprawia się jakąś dziedzinę sztuki lub nauki»

3. «budowla lub pomieszczenie mające charakter sakralny»

4. «siedlisko czegoś»

5. pot. «ubikacja»








Podeszła do niego i stanęła za plecami, odbiła stopami i zawisła zgięta w pół na lewym barku




Odbiła SIĘ stopami. Brakuje tego zaimka, nieprawdaż? Ale nie tylko tego zaimka tam brakuje. Powinien się też tam pojawić zaimek dzierżawczy, mówiący, że zawisła na barku swojego faceta. Bo z fragmentu "zawisła zgięta w pół na lewym barku" wynika, że zawisła w powietrzu, na swoim barku.







Dalej nie mogłem czytać. Martiniusie, ten tekst jest okropny. Nie mogę uwierzyć, że wyszedł spod twojego pióra. Posty na forum piszesz poprawnym, mądrym językiem, a tutaj każde zdanie zgrzytało. Twoje posty, domyślam się, że pisane bez dłuższego namysłu, od strony formalnej są o niebo lepsze od tej wypociny.

Naprawdę chciałem przeczytać całość i odwdzięczyć ci się za konstruktywny komentarz. Ale mam wrażenie, że nawet nie przeczytałeś tego opowiadania po napisaniu. Ba - że pisałeś je po pijaku albo w wysokiej gorączce. Tak się nie robi. Proszę, popraw to i nie popełniaj więcej tego samego grzechu.


Osoba, która dostaje od kolegi prezenty na urodziny, a sama mu ich nie daje, to niewdzięcznik.

Kobieta, której facet robi minetkę, a ona mu się nie odwdzięcza lodzikiem, to zdzira.

A jak nazwiemy użytkownika, który jest komentowany, a nie komentuje?

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » sob 16 maja 2009, 23:14

Hhahahaha, pić nie piję - reszta to racja. Nie czytałem :)



To był, doprawdy, ostatni raz, kiedy zrobiłem "na hurra" akcję pt. "Szybko pokaż, co tam masz". Dodam, że całe 26 stronicowe opowiadanie powstało w czasie krótszym niż 5 godzin.



Co chwilę ktoś pisze (i słusznie) o błędach logicznych i pozostałych - ja na razie nie czytam tego, co nawet Ty pokazujesz - teraz spokojnie daję odpocząć moim oczom od tekstu. Jak uznam, że czas minął - otworzę go i zacznę czytać. Ale to może za jakieś... dwa miesiące. Albo dalej.



Lekcja odrobiona. :)


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Arrianna
Pisarz pokoleń
Posty: 1159
Rejestracja: pt 02 maja 2008, 17:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: z Ciemności
Płeć: Kobieta

Postautor: Arrianna » ndz 17 maja 2009, 00:15

Mężczyzna wbiegł do środka i krzyknął, nakazując odłożenie noża.
- on już był w środku, nie? Chodzi o to, że wbiegł głębiej? O_o



Pokazał, aby przewiązała sięgające do pośladków włosy a kiedy to zrobiła, podszedł do przybytku, uniósł go i zarzucił na prawe ramię. Podeszła do niego i stanęła za plecami, odbiła stopami i zawisła zgięta w pół na lewym barku. Uchwycił ją w pasie i wybiegł z jaskini. Kobieta była zadowolona, bo wiedziała, że jest silny i wszystko co dla obojga ważne, wziął na zwój grzbiet.
nie rozumiem, po co przewiązywanie włosów i w ogóle ten opis jest jak dla ślepego! Jak sobie to wyobraziłam to prawie się utopiłam wodą ze śmiechu. Marti nie musisz opisywać ich każdego ruchu O_o to jest śmieszne.




Niósł ją bezustannie cztery brzaski, bez picia i jedzenia.
Niemożliwe. Ona jest w ciąży, załóżmy, że jest mała - na pewno waży jakieś 40-50 kg(weźmy azjatkę :P). Dodać do tego toboły -> pięćdziesiąt mamy spokojnie. Cztery dni bez wody i 50 kilowy worek na plecach -> niemożliwe. Stawiam, że padłby po dwóch. Poza tym nie rozumiem dlaczego ją niesie. Ma się nią zająć? Takie obciążenie go spowolni - więc lepiej jakby biegli razem. No, dobra, ona jest w ciąży ale o ile w naszym społeczeństwie ciążę a zwłaszcza 3 trymestr uważa się za obłożną chorobę i upośledzenie o tyle wtedy ciąża tak traktowana nie była i zapewniam cię, że taryfy ulgowej dla kobiet też nie było. (Pika słusznie zauważa, że jakby ją tak wytrzęsło to by jej to dziecko wypadło :P)



Wróciła i podeszła z piciem, stanęła za nim i objęła go w pasie, przykładając naczynie do zaschniętych, sinych ust.
to od przodu już nie można, swoją drogą nie podchodziłabym do takiego pierwotnego człowieka od tyłu - oni tego bardzo nie lubić



Patrzyła jak odchodzi, stawiając osowiałe kroki i jak bardzo jest osłabiony.


Brzydkie zdanie.



Na barkach przyniósł wielkiego, cętkowanego kota z rozszarpanym gardłem. Walczył z nim gołymi rękami i ponownie wygrał.
to jakieś fantasy! Ja z moim kotem domowym co waży 2 kg nie mogę wygrać gołymi rękami. To jest niemożliwe!! Próbowałeś gonić kiedyś kota? I go złapać? I przeżyć? Byłeś z kotem u weterynarza? To jest... NIEMOŻLIWE! Sam nie miał szans. To właśnie dlatego ludzie się łączyli w grupy - sam to on mógł łapać zające i wiewiórki.


Wstał i pokazał, że idą dalej, wzdłuż rzeki. Kobieta szybko pozbierała wszystkie rzeczy, zasypała palenisko i przygotowała pakunek, który mężczyzna zarzucił na swoje potężne braki. Stanęła, jak zawsze, za nim, odbiła się i naskoczyła na ramię, zwisając głową w dół.
nie braki a barki... aaaaaaaaaaaaaa to było głową w dół? Boże!! 4 dni głową w dół to ona by dostała jakiegoś wylewu krwi z mózgu przez nos a co dopiero poroniła O_O i co z tymi opisami? :(



Dym, który dostrzegł był oznaką życia innego plemienia, gdzie zamierzał pozostać, zapewniając bezpieczeństwo rodzinie.
jeżeli to "inne plemię" to nie "jego plemię" to ja bym tam nie szła :P tak nie robili, oj nie.


Wioskę stanowiły niewielkie chaty, wykonane ze słomy i zaschniętej gliny,
chaty z gliny i misy (które się pojawiły u ciebie wcześniej) to jakoś tak nie bardzo z mamutami chyba O_o no i męczy mnie to, że zrobiłeś z nich, tej głównej pary, parę zbieracko-łowiecką a tu mi dajesz wioskę rodem z rolników bo widzem porządne chaciska. Nie wiem, coś ci się mieeeesza.



Jeżeli mężczyzna przegra, zabiją jego kobietę. Gdy wygra, będzie mógł zabić rodzinę przywódcy i zając jego miejsce.
idę zginąć. Nie, nie nie!! Tak być nie może! Nie pozwolą mu się bić w przywódcą!! Zaciukali by go zanim by dał krok do przodu! Jak chcesz zabić przywódcę to z biegu, podstępem a nie po pogawędce na migi! Boziu. I nie rób migowych wywodów! I nie wprowadzaj ich ot tak do obcej wioski... Jezu!! Jezu!! Marti! Ty się Boga bój! I nie było wtedy zakładów :D Nikt się na coś takiego wtedy nie umawiał słonko ty moje! Eh... ty bierzesz zbyt ludzkie podejście, zbyt późne umiejętności ludzi osadzasz w zbyt wczesnych czasach. Tak być nie może, bo robi się śmiesznie.



Ogólnie - faktycznie, tekst jest mała masakrą. Opisy jak dla ślepych. Wdajesz się w niepotrzebne szczegóły i robi się nudno i śmiesznie. Nie pisz mi wszystkiego po kolei tylko napisz, że się spakowali, przerzucił ją przez ramię i pobiegł, o. A ty piszesz mi coś w tym stylu: Podniósł ją lewą ręką, lekko opaloną, przeniósł i postawił dwa metry dalej, na glebie urodzajnej, chyba czarnoziem to, niezbyt jednakże nasyconej azotem. I po co mnie to? Co mnie to obchodzi? Eh, to co tam napisałeś można skrócić do dwóch akapitów(ja bym się podjęła nawet jednego ale to ja, ja wszystko skracam). Rozwlekasz a tam nie ma akcji, się nic ciekawego nie dzieje. Nudy! No i te niespójności... nie może tak być, bo jak ktoś skojarzy różne takie to zaczyna się śmiać O_o Może próbuj konsultować to z kimś albo poczytać. Tak czy siak jak chcesz to ciągnąc to najpierw musisz poprawić ten kawałek bo jest autentycznie fatalny! Nie łam się - każdy ma gorszy tekst :) Tutaj, cóż, twoje lenistwo(jedna z moich ulubionych cech) zrobiło ci psikusa i wyszło jak dla mnie trochę dziwnie.(I na Boga, spróbuj tak nie produkować masowo tych opisów dla ślepych!)



Pozdrawiam serdecznie :)


"It is perfectly monstrous the way people go about, nowadays, saying things against one behind one's back that are absolutely and entirely true."

"It is only fair to tell you frankly that I am fearfully extravagant."
O. Wilde

(\__/)
(O.o )
(> < ) This is Bunny. Copy Bunny into your signature help him take over the world.

Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » ndz 17 maja 2009, 00:50

Arri - ja się nie łamię. Ja mam ubaw po pachy z tego tekstu. To jest jeden z tych momentów, że czytam coś, co ludzie pisali a sam zapomniałem, co w nim jest - kurdę, jak przeczytam to za (dajmy na to) 6 tygodni, pewnie też się uśmieję. Dziury logiczne to chyba najciekawsza rzecz - wcześniej czegoś takiego nie zrobiłem i tu zaczynam się zastanawiać, jak ja to wymyśliłem... Bo była w ciąży, a on ją niósł na barku. 4 dni! Kurdę, jak ja to wymyśliłem... oj oj oj.



Na razie nie ruszam, nie zaglądam. To jest dużo stron i wolałbym mieć świeży pogląd - niemniej, zawsze to jakaś lekcja, po własnej lekturze i cudzych komentarzach :)


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott



   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Maladrill
Umysł pisarza
Posty: 904
Rejestracja: wt 19 maja 2009, 20:38
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Kazimierz k. Krakowa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Maladrill » ndz 12 lip 2009, 20:17

W zasadzie wszystko już na temat tego opowiadania napisano. Sam też się wytłumaczyłeś i pokajałeś :) Nie ma co dłużej gadać - doskonale wiesz co z tekstem teraz zrobić, więc nie będę Ci truł.




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 13 gości