Przed użyciem zapoznaj się z treścią Regulaminu lub skonsultuj się z Moderatorem lub Adminem,
gdyż każde Forum niewłaściwie stosowane zagraża Twojemu życiu literackiemu i zdrowiu psychicznemu.


Dialogatornia - kwalifikacje do warsztatów z pisania dialogów

Dziwny Incydent w Wiosce Zombiaków [opowiadanie, fragment]

Opowiadania ocenione przez Weryfikatorów

Moderatorzy: Poetyfikator, Moderator, Weryfikator, Zasłużeni przyjaciele

Awatar użytkownika
Marv
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: śr 22 kwie 2009, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Dziwny Incydent w Wiosce Zombiaków [opowiadanie, fragment]

Postautor: Marv » sob 09 maja 2009, 17:13

Jestem Apoloniusz i jestem zombiakiem. Kiedyś byłem zwykłym szarym człowiekiem. Tak, byłem, do póki archeolodzy nie znaleźli jakiejś magicznej księgi z której któryś z nich odczytał czar zamieniający żywych w nieumarłych. Naukowcy cieszyli się że znaleźli bardzo cenny eksponat z przeszłości wypełniony po brzegi arcyciekawą wiedzą tajemną. Jakież było ich zdziwienie gdy ich przemieniony kolega wgryzł się w ich wątroby i pozarażał wszystkich dokoła, nazajutrz mówiły o tym wszystkie gazety i telewizja. Zaraza rozeszła się na cały świat, dziś nie ma już homo-sapiens, "ewoluowaliśmy" w zombie-sapiens.



Gdy jest się zombiakiem i widzi się zwykłego człowieka pierwotne instynkty biorą górę, nie panujesz nad sobą i automatycznie próbujesz zjeść najbliższą ci osobę. Dziwne jest to, że nie działa to na inne zombiaki. Nieumarli są nieśmiertelni. No prawie – celny strzał ze strzelby w łeb który przerobi mózg na papkę dla niemowlaków może nas uziemić. Częściowa nieśmiertelność jest zarazem naszym błogosławieństwem i przekleństwem. Przeszkadza ten cholerny głód który każe próbować wszystkiego co popadnie, bo wiesz, gdy jesteś zombiakiem nigdy nie nasycisz swojego żołądka. Kuriozalnie brzmi to w przypadku mojego kumpla Stefana. Gość został w zeszły czwartek rozjechany przez walec, chłop żyje nadal ale żołądek stracił razem z resztą ciała poniżej korpusu, no i właśnie najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że Stefan nadal jest głodny! Jak można być głodnym nie mając żołądka!? Wczoraj chciałem to sprawdzić, więc pobawiłem się w doktora i wyciąłem swój własny żołądek. I wiesz co? Głód nie zniknął. Cholerny wirus, prawdopodobnie działa jakoś na mózg.



Życie toczy się dalej tak jak przed pojawieniem się wirusa. Wszyscy zwykli ludzie stali się zombiakami więc nie wariujemy tak jak przedtem pożerając swoich kumpli i ich rodziny. Jedyny plus tego wszystkiego był taki, że zżarłem swoją byłą teściową. Z tego wrednego babska żarcia było co nie miara, z chęcią obgryzłem wszystkie kosteczki. Moja ex-żona niczego się nie dowiedziała, wymyśliłem historyjkę jak jej matka uratowała pudla przed zmiażdżeniem przez spadający billboard a sama zginęła w akcji. Wszyscy wrócili do swoich zajęć, tylko kurwa nie ja. Byłem grabarzem, cholera, lubiłem tę robotę. Na okrągło słuchałem mojego ulubionego kawałka, nawet go jeszcze pamiętam: „Mr. Sandman, bring me a dream, Make him a cutest that I’ve ever seen(…)” kopałem i zakopywałem beztrosko truposze z tą przyśpiewką na ustach dopóki, doputy nie przeczytano tego czaru zmieniającego wszystkich w żywe truposze, po ugryzieniach umarliśmy a potem zmartwychwstaliśmy szybciej niż sam mesjasz. I wiesz co? Te skurczybyki co ich zakopywałem wylazły na ziemię z powrotem, tyle kopania na nic kurwa mać, wyszło na to że czar nie tylko zmienił odczytującego go doktorka w zombie ale ożywił też wszystkich niedawno zmarłych w których głowach zachowały się jeszcze mózgi. Nie tylko ja straciłem robotę, bo niby co powiedzieć o służbie zdrowia ? Odkąd świat został zzombifikowany frajerzy w białych fartuchach wyłażą na ulice i strajkują z powodu drastycznego spadku zgonów na świecie.



Wiem, narzekam i narzekam. Pomijając wszystkie niedogodności wynikające z bycia nieumarłym np. takie jak podgniły wygląd, śmierdzący oddech, koślawy chód, ciągłe gazy czy brak regeneracji organizmu są też pozytywy! Może nie wiesz ale każdy zombiak może chlać ile mu się chce i co chce! Najlepsze w tym wszystkim jest to że nie możemy umrzeć z przechlania. Nie ma to jak dwadzieścia osiem flaszek czystej, oryginalnej ruskiej wódeczki. Dzięki takiej ewolucji ewoluowały także te fajne urządzonka zwane „alkomatami”. Teraz policja nie mierzy zatrzymanemu kierowcy poziomu alkoholu w promilach tylko w litrach! Czasami nawet mierzyć nie trzeba gdy panu kierowcy wszystkimi możliwymi otworami w organizmie wylewał się alkohol. Mnie spotkało to osobiście. Pewnego razu wracałem z ostro zakrapianej imprezy na cmentarzu i stróże prawa mnie zatrzymali właśnie w opisanym powyżej stanie. Tego dnia straciłem prawo jazdy i samochód ale zyskałem zestaw korków do zatykania dziur. Tak, panowie policjanci mieli ciekawe poczucie humoru.



Pamiętam jak ostatnio odwiedziłem wspomnianego przeze mnie kolegę Stefana. Skarżył się że nie może udać się do swojego ulubionego baru Go-Go i miał skubaniec racje, bo niby na czym miał się tam udać? Szkoda mi się go zrobiło więc postanowiłem pomóc jakoś nieszczęśnikowi. Chodząc po mieście zauważyłem że jakiś grubas zostawił rower pod sex-shopem. No i wtedy mnie olśniło! Rozglądając się czy nikt nie idzie podszedłem do roweru i odkręciłem przednie koło, pedały no i pożyczyłem sobie też ramę. Dobrze że noszę zawsze ze sobą ten śrubokręcik, nie wiadomo kiedy się przyda ha, ha. Wróciłem do Stefana i zacząłem konstruować rzecz która zapewni mu mobilność. Wyszło z tego koło od roweru z pedałami i pionowo przyczepioną ramą na którą to nabiłem pozostałą, górną część Stefana. Po tej jakże wymyślnej modyfikacji gościu wyglądał jak prawdziwy nieumarły krążownik szos. Stefan mógł teraz poruszać się z prędkością której żaden inny zombiak nie osiągnął by tylko drepcząc no i nie musiał robić prawa jazdy. Małym nieudogodnieniem był przymus ciągłego pedałowania rękoma, no ale cóż, przecież zombiaki się nie męczą. Po tym jakże profesjonalnym zabiegu chirurgicznym usłyszałem tylko świst powietrza i zanikający wraz z pokonywaną odległością charczący głos Stefana: „Banzaiiiiiiiiiiiiiiii”, podziękował by chociaż gbur jeden.



Po zabawie w konstruktora wróciłem do swojego domku blisko cmentarza aby wziąć kasę. Następnie znowu udałem się na wioskę skręcając do swojego ulubionego baru „Zajazd u Gerwazego Kornera”. Wiele dziwnych plotek krążyło o tym lokalu, jak np. ta, że mięso brali z pobliskiego cmentarza, ja tam w to nie wierzyłem choć Stefan mówił mi kiedyś, że znalazł w kotlecie swojego palca, potem chciał wytłumaczyć to z właścicielem. „Szefu” powiedział mu że nie wiedzieli że to były jego zwłoki i że nie był w stanie przewidzieć że umarli przyjdą z cmentarza na herbatkę. Doszło do ugody takiej iż Stefan dostał beczkę piwa a Gerwazy znany też jako „Szefu” obiecał, że nie będzie brał już mięsa z cmentarza bo i tak już nic tam nie ma.

Od tej pięknej chwili w barze serwują tylko to co się nawinie. Dobrze sprawują się tu metody z dalekowschodnich restauracji. A to gołąbki przylecą zwabione ziarenkami, a to Gerwazy przyniesie jakąś dziczyznę z lasu, a to zbierze się jakiegoś rozjechanego zwierzaka z ulicy i zrobi się kotlet. Ogólnie jest wesoło, bo zombiakom i tak wszystko jedno co jedzą. Skonsumowałem trzy mało świeże gołąbki, trochę popiłem browarem „Grzmot” i spojrzałem przez okno, to co zobaczyłem spowodowało że prawie udławiłem się widelcem. Przeczuwałem że będzie to naprawdę zły dzień…



Kierowany wielką jak brzuch Gerwazego ciekawością opuściłem mój ulubiony lokal i udałem się do centrum wioski aby obejrzeć z bliska ten dziwny incydent. Koło lampy zebrała się chyba cała wioska nieumarłych. Byli tam prawie wszyscy których znam, staruszka Genowefa z zakładu fryzjerskiego „Siecz i tnij”, Jeremiasz z rzeźni „Pokój wszystkim istotom”, Zygfryd z monopolowego „Ambrozja”, Hela ze sklepu z elektroniką „Elektrozombie”, kilku meneli no i oczywiście sam on, „Pół zombie – pół rowerek cyrkowy” Stefan.



Wszyscy którzy się tam zebrali zawodzili dziwnymi głosami. Z tego bełkotu dało się usłyszeć przeraźliwie przedłużone, wymawiane przez każdego uczestnika tej zgrai słowo „móóóóózg”. Coś mną drgnęło i automatycznie, jakby zahipnotyzowany powolnym krokiem udałem się w stronę tego zgromadzenia wyjąc to samo co inni. Prawie nie mogłem się kontrolować, mogłem jedynie ruszać moimi przekrwionymi gałkami ocznymi. No i po chwili ujrzałem coś od lat niespotykanego – świeżaka który wlazł na wysoką na kilka metrów lampę mieszczącą się w środku wiochy. W zombie-slangu „świeżak” to dawno zapomniany, były mieszkaniec tej planety – zdrowy człowiek. Trzymał w dłoni jakiś przedmiot, pamiętam też, że coś tam do nas krzyczał.



- Wy cholerne podgniłe piwożłopy! Wiem jak odwrócić czar! Wiem jak zrobić z was znowu ludzi! Odtrutka to…



W tym właśnie momencie zombiaki przegryzły słup od lampy i runęła ona razem ze świeżakiem w cały ten tłum. Po chwili było już po wszystkim. Mieszkańcy wioski podzielili sobie niedoszłego zbawiciela świata na kawałeczki i nic nie zostało. Dupki, zostawili by coś dla mnie, niby umieją się dzielić a tu takie chamstwo w biały dzień. Gdy ostatni kawałek zbawiciela zniknął w ustach któregoś z mieszkańców odzyskałem kontrolę nad swoim ciałem i wszystkimi zmysłami. Przypomniałem sobie o przedmiocie który świeżak trzymał w dłoni, może to coś ciekawego, pomyślałem że powinienem się nieco rozejrzeć. Kilka metrów od miejsca pożarcia nieszczęśnika leżała zadrapana, pogięta puszka po piwie. Nazwa browaru była nie do odczytania z powodu uszkodzeń puszki ale widać było logo – anielską aureolę, liczbę zero i jakiś zamazany znak za nią . Coś mi to mówiło ale zapomniałem co to właściwie mogło znaczyć i kopniakiem posłałem puszkę niedoszłego zbawiciela do kosza na śmieci. Bo środowisko trzeba szanować.



Po tym dziwnym dniu udałem się do swojego domu aby posadzić swoje cztery litery na fotelu, a następnie włączyć „telewizornię” i pooglądać wyścigi zombie-kaskaderów w których, z uwagi na wyeliminowanie śmierci przez społeczeństwo, wszystkie chwyty były dozwolone. Gdy otworzyłem drzwi mojego domostwa coś mnie nagle olśniło. Ta puszka. Te pierdolone narzędzie skonsumowanego zbawiciela. To była puszka po …piwie bezalkoholowym! Wiesz co? Dawno temu, było ich pełno hipermarketach. Mijały lata i nadal pod ich ciężarem uginały się sklepowe półki, nic dziwnego że nikt wcześniej nie odwrócił procesu zombifikacji wypijając to ohydztwo. Widocznie świeżak będąc jeszcze zombiakiem pomylił puszki. Czyżby piwo bezalkoholowe było tym co ma przywrócić zombiaki do ludzkiej postaci? Jeśli tak to …trzeba zniszczyć cały ich zapas. Mnie się podoba bycie zombiakiem. Wielu innym także. Nie wyobrażam sobie zamieniania społeczeństwa z powrotem w ludzi, większość z nich tak jak ja nie posiada odpowiednich do życia narządów, a niektórzy mają zamiast hemoglobiny czysty alkohol. Powiedziałem sobie że muszę ocalić świat, zniszczyć cały zapas bezalkoholowego paskudztwa zalegający na sklepowych półkach, zostać cichym bohaterem wszystkich zombiaków świata. Ale to potem, dzisiaj mam ważniejsze sprawy. Sezon wyścigów kaskaderskich jeszcze się nie zakończył.



Awatar użytkownika
Revis
Pisarz
Pisarz
Posty: 498
Rejestracja: czw 09 kwie 2009, 11:55
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Olsztyn/Gdynia
Płeć: Mężczyzna
Kontaktowanie:

Postautor: Revis » sob 09 maja 2009, 18:23

Hej. Maskara.



Tak, byłem, do póki archeolodzy nie znaleźli jakiejś magicznej księgi z której któryś z nich odczytał czar zamieniający żywych w nieumarłych.


Język się plącze w tym zdaniu. Ten w buzi. Źle brzmi „której któryś”.

Naukowcy cieszyli się że znaleźli bardzo cenny eksponat z przeszłości wypełniony po brzegi arcyciekawą wiedzą tajemną.


Przecinek przed „że”.

Jakież było ich zdziwienie gdy ich przemieniony kolega wgryzł się w ich wątroby i pozarażał wszystkich dokoła, nazajutrz mówiły o tym wszystkie gazety i telewizja.


Przed „gdy” przecinek. Z tym „nazajutrz mówiły…” zrobiłbym oddzielne zdanie. Lepiej będzie brzmiało. Do tego w pierwszej części mówisz co zrobił kolega, a później od razu wspominasz, co było następnego dnia. Zła mieszanka, taka sama jak w następnym zdaniu.

No prawie – celny strzał ze strzelby w łeb który przerobi mózg na papkę dla niemowlaków może nas uziemić.


Jaka matka daje swoim dzieciom papkę z mózgu!? Wyrodna matka.

Przeszkadza ten cholerny głód który każe próbować wszystkiego co popadnie, bo wiesz, gdy jesteś zombiakiem nigdy nie nasycisz swojego żołądka.


Przed „który” przecinek.

Życie toczy się dalej tak jak przed pojawieniem się wirusa.

Wszyscy zwykli ludzie stali się zombiakami więc nie wariujemy tak jak przedtem pożerając swoich kumpli i ich rodziny.


Przecinek powinien być przed „jak” w pierwszym i drugim zdaniu oraz przed „więc”. Dodatkowo powtórzenie „tak jak”.

Jedyny plus tego wszystkiego był taki, że zżarłem swoją byłą teściową. Z tego wrednego babska żarcia było co nie miara, z chęcią obgryzłem wszystkie kosteczki. Moja ex-żona niczego się nie dowiedziała, wymyśliłem historyjkę jak jej matka uratowała pudla przed zmiażdżeniem przez spadający billboard a sama zginęła w akcji.


Na początku piszesz, że już nie wariują, ale jednak swoją teściową zjadł. Okej, zjadł ją pewnie za nim się większość w zombi przemieniła, ale napisałbym trochę inaczej, bo można się pomylić. Bo ten „plus” to można odczytać, że jest do tego, że się wszyscy stali zombiakami. No i przecinek przed „a”.

…doputy nie przeczytano tego czaru zmieniającego wszystkich w żywe truposze, po ugryzieniach umarliśmy a potem zmartwychwstaliśmy szybciej niż sam mesjasz.



Dopóty! Przecinek przed „a”.

Te skurczybyki co ich zakopywałem wylazły na ziemię z powrotem, tyle kopania na nic kurwa mać, wyszło na to że czar nie tylko zmienił odczytującego go doktorka w zombie ale ożywił też wszystkich niedawno zmarłych w których głowach zachowały się jeszcze mózgi.


Zdanie potwór. Przecinek przed „co”, po „zakopywałem”, przed „że”, przed „ale”, przed „w których”. A najlepiej to podziel te zdanie na dwa mniejsze.

…koślawy chód, ciągłe gazy czy brak regeneracji organizmu są też pozytywy!


Przed „czy” przecinek.

Może nie wiesz ale każdy zombiak może chlać ile mu się chce i co chce!


Przed „ale”.

Najlepsze w tym wszystkim jest to że nie możemy umrzeć z przechlania.


Przed „że”.

Nie ma to jak dwadzieścia osiem flaszek czystej, oryginalnej ruskiej wódeczki.


Przed „jak”.


Dzięki takiej ewolucji ewoluowały także te fajne urządzonka zwane „alkomatami”.


Język znów się plącze i powtórzenie. Zamiast „ewoluowały” możesz napisać „zmieniły się”

Czasami nawet mierzyć nie trzeba gdy panu kierowcy wszystkimi możliwymi otworami w organizmie wylewał się alkohol.


Przecinek przed „gdy”.

Tego dnia straciłem prawo jazdy i samochód ale zyskałem zestaw korków do zatykania dziur.


Przed „ale.

Przecinków już nie poprawiam, bo masakra.



Przebrnąłem przez całość, choć było to trudne. Mam wrażenie, że napisałeś tekst w pół godzin i od razu zamieściłeś. Wszędzie gubisz przecinki, nawet przy tych podstawowych wyrazach takich, jak „że”. Zapis kuleje. Masakra. Odsyłam przynajmniej do wikipedii:

Wikipedia

Opowiadanie nie podobało mi się. Chciałeś przedstawić je z alternatywnej strony, innej niż znamy z filmów, gier czy książek. Czasami udało Ci się spowodować uśmiech na mej, zmęczonej od szukania przecinków, twarzy. Tylko i aż tyle.



Pozdrawiam



Awatar użytkownika
Marv
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: śr 22 kwie 2009, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marv » sob 09 maja 2009, 18:35

Dzięki za analizę, nie wiedziałem że aż tak nie lubię przecinków O__O Czeka mnie niezła walka z interpunkcją.



Awatar użytkownika
Semmor
Zarodek pisarza
Posty: 10
Rejestracja: sob 21 mar 2009, 13:18
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Semmor » ndz 10 maja 2009, 13:34

To ja się spytam jeszcze, dlaczego ludzie stali się zombikami? Najpierw piszesz
któryś z nich odczytał czar zamieniający żywych w nieumarłych
a potem
Życie toczy się dalej tak jak przed pojawieniem się wirusa
To w końcu czar czy wius?



Awatar użytkownika
Marv
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: śr 22 kwie 2009, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marv » ndz 10 maja 2009, 13:53

W pierwszej wersji był wirus, potem ją nieco zmieniałem i mi umknęło.



Awatar użytkownika
Bin
Dusza pisarza
Posty: 512
Rejestracja: ndz 26 paź 2008, 00:19
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Re: Dziwny Incydent w Wiosce Zombiaków [opowiadanie, fragmen

Postautor: Bin » ndz 10 maja 2009, 14:12

Jestem Apoloniusz i jestem zombiakiem


Zaczynasz z grubej rury. Zobaczymy!



Kiedyś byłem zwykłym szarym człowiekiem


Drugie zdanie też nie najgorsze! Czy nie sądzisz, że w tym kontekście to tautologia (tj. te dwa słowa mówią nam to samo)?



zombie-sapiens


To jest coś!!! Zacznijmy od tego, że w wyrażeniu "homo sapiens" "homo" oznacza "człowiek", a "sapiens" - "rozumny". Tobie wyszło "zombie rozumny". A ja bym dał, tak dla hecy, "homo mortuus" (człowiek martwy) ;]



na ustach dopóki, doputy nie przeczytano tego czaru


Chyba raczej "dopóty, dopóki"



zacząłem konstruować rzecz która zapewni mu mobilność


"Zacząłem konstruować rzecz, która miała zapewnić mu mobilność"





Na forum są chyba tylko dwa opowiadanie o zombiakach - moje i twoje. Nie mogłem się oprzeć ;]

To jest takie pisanie "nie na poważnie" - fajnie się czyta, jest głupawa historyjka i dziwny pomysł ze światem opanowanym przez zombie. Ale w sumie nic dalej nie da się z tym zrobić. Pokazać kumplom czy wrzucić na bloga, chyba nic więcej.

Mimo wszystko podobało mi się. Wciągnąłem się i chętnie przeczytałbym ciąg dalszy. Tylko zacznij dawkować jakąś akcję, dialogi, budować postacie i tak dalej.

Przecinki to masakra, nawet nie chce mi się o tym mówić. Styl też do poprawki, przede wszystkim okrutnie długie zdania, jak np.:



Przypomniałem sobie o przedmiocie który świeżak trzymał w dłoni, może to coś ciekawego, pomyślałem że powinienem się nieco rozejrzeć


"Przypomniałem sobie o przedmiocie, który świeżak trzymał w dłoni. Może to coś ciekawego? Pomyślałem, że powinienem się nieco rozejrzeć"



Trzymaj się!



Awatar użytkownika
Marv
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: śr 22 kwie 2009, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marv » ndz 10 maja 2009, 16:42

Heh, robię błąd na błędzie, trzeba lepiej zaznajomić się z ortografią xD



Ale w sumie nic dalej nie da się z tym zrobić. Pokazać kumplom czy wrzucić na bloga, chyba nic więcej.




Mam jeszcze dużo dziwnych pomysłów, chciałem ukazać zombie w nieco innej perspektywie i chyba się po części udało. Mam nadzieję napisać coś w rodzaju satyry na całe te holywoodzkie filmy o zombiakach :)



A ja bym dał, tak dla hecy, "homo mortuus" (człowiek martwy) ;]




Co do "zombie-sapiens" koniecznie chciałem użyć słowa "zombie", ale nie mogłem znaleźć odpowiednika w łacinie. Nie wiem czy "homo mortuus" by pasował, zombie w filmach są raczej bezmózgimi potworami idącymi tylko do przodu po żarcie, a w moim opowiadaniu są myślące zombiaki, które zachowują się właściwie jak ludzie (minus natura zombiaka) - stąd zombie-sapiens.



Awatar użytkownika
Martinius
Zasłużony
Zasłużony
Posty: 2646
Rejestracja: pn 27 lut 2006, 11:05
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Opole
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Martinius » ndz 10 maja 2009, 21:05

Hehe dobry tekst - bardzo lekki i zabawny. Powiem, że nawet taki mocny absurd wyszedł. Ale to dobrze. Masz płynny styl - cały tekst przeczytałem tak szybko, że nawet na błędy nie zdążyłem zwrócić uwagi. Historia świata pełnego zombiaków to genialny pomysł - nic to, że dziurawy. Mi się podoba :) Pomysł z piwem też ciekawy, a wyścigi zombie-kaskaderów wydały mi się tak ciekawe, że chciałbym przeczytać relację z takiego zdarzenia! Dobry, śmieszny tekst!



O stylu: jak pisałem, lekki. Niestety na kilkanaście stron byłby nużący, dlatego tak dobrze sprawdza się w krótkiej formie.



O tekście: Pomysł dobry, teksty dobre, fabuła dobrze poprowadzona. Tak trzymać! :)


„Daleko, tam w słońcu, są moje największe pragnienia. Być może nie sięgnę ich, ale mogę patrzeć w górę by dostrzec ich piękno, wierzyć w nie i próbować podążyć tam, gdzie mogą prowadzić” - Louisa May Alcott

   Ujrzał krępego mężczyznę o pulchnej twarzy i dużym kręconym wąsie. W ręku trzymał zmiętą kartkę.
   — Pan to wywiesił? – zapytał zachrypniętym głosem, machając ręką.
Julian sięgnął po zwitek i uniósł wzrok na poczerwieniałego przybysza.
   — Tak. To moje ogłoszenie.
Nieuprzejmy gość pokraśniał jeszcze bardziej. Wypointował palcem na dozorcę.
   — Facet, zapamiętaj sobie jedno. Nikt na dzielnicy nie miał, nie ma i nie będzie mieć białego psa.

Awatar użytkownika
Patren
Debiutant
Debiutant
Posty: 1910
Rejestracja: śr 08 lis 2006, 00:03
OSTRZEŻENIA: 0
Lokalizacja: Znienacka
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Patren » ndz 10 maja 2009, 22:48

Niewątpliwie obiecujący tekst.



Przede wszystkim dobry pomysł. Duże pole do popisu, częściowo wykorzystywane, częściowo nie. Jedyne co mi się średnio podoba to ten wątek z piwem bezalkoholowym. Jakiś taki... nijaki? Taki znikąd, trochę bez sensu i nie jest jakiś śmieszny... raczej pójście na łatwiznę.



Musisz ćwiczyć. Już teraz widać potencjał, ale jednak nie czyta się tego tak super, czasem żart jest średni, czasem styl nieporadny i zabiera przyjemność z czytania. Czytujesz może Pratchetta albo Douglasa Adamsa? Jeśli nie, to radzę się z nimi zapoznać i pouczyć się od nich jak najlepiej pisać (ten pomysł to według mnie idealne tło dla stylu w stylu [ ;) ] tych panów).



Tylko zacznij dawkować jakąś akcję, dialogi, budować postacie i tak dalej.




Popieram. O ile ten wstępniak jest okej, to w dalszej części musi nastąpić jakieś zróżnicowanie.



Tekst mi się podobał, ale jednocześnie widzę wiele niewykorzystanego potencjału. Tak jak mówiłem - ćwicz, ćwicz, ćwicz, bo głównie w stylu tkwi problem, i czytaj i ucz się od mistrzów. Z czasem wszystkie żarty i zdania będą wchodzić coraz naturalniej, coraz swobodniej. To chyba tyle. Do boju.



Pozdrawiam. :)


"Życie jest tak dobre, jak dobrym pozwalasz mu być"

Awatar użytkownika
Marv
Pisarz domowy
Posty: 51
Rejestracja: śr 22 kwie 2009, 13:38
OSTRZEŻENIA: 0
Płeć: Mężczyzna

Postautor: Marv » pn 11 maja 2009, 14:58

Czytujesz może Pratchetta albo Douglasa Adamsa? Jeśli nie, to radzę się z nimi zapoznać i pouczyć się od nich jak najlepiej pisać (ten pomysł to według mnie idealne tło dla stylu w stylu [ ;) ] tych panów).





Nie czytałem ich świetnych utworów, tylko o nich słyszałem. Najśmieszniejsze było to, że po napisaniu tego opowiadania, sprawdziłem co Pratchett ma w dorobku - i rzeczywiście chyba zacznę się na nim wzorować (podobne klimaty). Ogólnie mój pomysł narodził się po zagraniu w starawą, aczkolwiek genialną przygodówkę "Grim Fandango". Jej niesamowity świat przypominający "Kosiarza" Pratchetta zmotywował mnie do wymyślenia swojego, dziwnego uniwersum :) Trening czyni mistrza, więc możecie oczekiwać kontynuacji Dziwnego Incydentu w Wiosce Zombiaków :)




Wróć do „Zweryfikowane”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 13 gości